Rozdział 37
Kilka ostatnich godzin spędziłem na rozmyślaniu. W głowie cały czas siedziała mi Bella. Relacje miedzy nami uległy zmianie w ostatnim czasie. Nie unikała mnie. Martwiła się o mnie, po tym jak zaatakowali mnie nowonarodzeni. Nigdy w życiu nie przypuszczałbym, że poprosi o pomoc wilki w patrolowaniu terenu, by nikomu nic się nie stało. Zmieniła się. Bardzo się zmieniła. Jej podejście do wszystkiego uległo zmianie.
A ten wczorajszy atak był naprawdę przerażający. Oczy zmieniły kolor na złoty. Coraz bardziej przypomina wampira, lecz jej serce w dalszym ciągu bije. Nie zmienia to jednak faktu, że dzięki darom wciąż wygląda jak człowiek. Tak bardzo ją kocham, ale nie pozostaje mi nic innego jak czekać. Czekać, aż mi wybaczy. Nie mam innego wyjścia.
Pojechałem do szkoły pewnym sensie to była taka moja kara za ostatnie wybryki. Esme z Carlislem naprawdę są dla mnie ogromnie wyrozumiali i to naprawdę wielki cud, że jeszcze nie stracili do mnie cierpliwości. Narozrabiałem i to bardzo.
Zaparkowałem na jednym z wolnych miejsc, a po chwili tuż obok zaparkowało czarne Lamborghini Gabriela. Nie wzbudzał już takiej sensacji jak pierwszego dnia, ale i tak ten samochód jest piękny. Takie sportowe cudeńko.
– Cześć. – Przywitał się wysiadając z auta.
– Cześć Gabriel. A gdzie Bella? – Spytałem. Nigdzie jej nie było, a to było dziwne.
– Yyy… stary… kuźwa, nie wiem jak mam ci to powiedzieć. – Zaczął i przeczesał ręką swoje włosy – Rano znalazłem w kuchni kartkę, że wyjechała do Europy. – Usłyszałem i ledwo to do mnie dotarło.
– Jak to wyjechała? – Udało mi się spytać, choć ledwo przeszło mi to przez gardło, – Volturi?
– Nie, nie… to raczej ma związek z jej przeszłością, ale nie tą wampirzą… Edward to ona powinna ci to wszystko wyjaśnić. Ja… nie czuję się do tego zobowiązany. Byłem w szoku, gdy przeczytałem informację. Nie sądziłem, że akurat teraz wyjedzie. Wiesz, wydaje mi się, iż taki wyjazd w samotności dobrze jej zrobi. Sądzę, że tego potrzebowała.
– Wróci?
– Pewnie. Za tydzień, może dwa. Edward, ten wyjazd nie jest związany z tobą. Z tym, co było. – Powiedział pewnie, a ja na niego spojrzałem.
– Jesteś tego pewny?
– Tak. Uwierz mi. – Potwierdził i zadzwonił dzwonek. – Słuchaj, ja na razie lecę na lekcję. Zobaczymy się później i będzie trzeba jeszcze pogadać z wilkami o tych nowonarodzonych.
– Okej.
– No to narka.
– Cześć.
Poszedłem do klasy, ale w ogóle nie docierało do mnie to, co się działo dookoła. Wyjechała. Wyjechała. Dlaczego? Nie mogłem tego zrozumieć. Jak? Czemu nic nie powiedziała? Ale jeśli ten jej wyjazd nie jest związany ze mną, to, z kim, albo, czym. Z jej ludzka przeszłością? Ale to było przecież tyle lat temu.
Na cały dzień zawładnęła moimi myślami. Była tylko jednak krótka chwila, gdy o niej nie myślałem. Wilki nie natknęły się na żadnego nowego wampira. Po naszej części lasu też był spokój. W dalszym ciągu jednak musimy być wszyscy czujni. Nie możemy sobie pozwolić na to, by coś komuś się stało.
Lekcje się skończyły i wyszliśmy we trójkę ze szkoły. Ja, Gabriel i Jacob. Po szkole już zaczęły krążyć plotki, ale żadne z nas się tym nie przejmowało. Prawda jest taka, że gdyby reszta wiedziała, czym się zajmujemy, to na pewno mieliby do nas inny stosunek.
Stanęliśmy na parkingu, a naszym oczom ukazała się siedząca na masce samochodu Gabriela wysoka blondynka. Długie zgrabne nogi, były wystawione na widok publiczny. Miała na sobie czarny płaszcz i ciemne okulary, no i cholernie wysokie szpilki. I o to Heidi w pełnej odsłonie. Spojrzałem na Gabriela. Miał ogromny uśmiech na twarzy i jestem w 100% pewny, że grzeszne myśli. Nie byłem w stanie ich odczytać, bo były blokowane, w sumie może i dobrze. Natomiast Jacob patrzył na nią z zaciekawieniem, ale i dystansem. Wiedział, że to wampirzyca. A cała męska część szkoły, chamsko się gapiła, lecz ona nic sobie z tego nie robiła.
– A co ty tu robisz? – Spytał Gabriel podchodząc do niej i składając delikatny pocałunek na jej szyi.
– Byłam niedaleko i postanowiłam was odwiedzić, tylko nie wiem gdzie mieszkacie. A gdzie Bella?
– Yyy… Wiesz skarbie, chyba się minęłyście, bo poleciała w nocy do Europy.
– Jak to?
– Mnie się nie pytaj.
– A ty? – Zwróciła się do mnie – Nie pogodziliście się?
– Nie. – Powiedziałem krótko. Czy już wszystkie wampiry na świecie wiedzą o tym jak podle ją potraktowałem?
– Jeszcze nie. – Poprawiła mnie i uśmiechnęła się do mnie pocieszająco.
– Jeszcze nie. To ja w takim razie spadam do domu.
Pozdrów Carlisle'a. – Powiedziała wampirzyca, gdy pomachałem na pożegnanie i odjechałem.
ҖҖҖ
Przyjechałem do domu i nie miałem co ze sobą zrobić. Myślałem o Belli. O tym, że nie zobaczę jej przez najbliższe dwa tygodnie. Przecież ja tak nie dam rady. Wypalę się od środka. W sumie mam, na co zasłużyłem. Ale poza Bellą skrzywdziłem jeszcze kogoś. Rosalie.
Od mojego powrotu do Forks nie odzywała się do mnie w ogóle. W domu unikała mnie jak mogła. Powiedziałem jej tyle przykrych słów i dopiero Bella uświadomiła mi, co ona tak naprawdę czuje. A po tym wszystkim Rosalie zamknęła się w sobie. Czasem jak zaglądałem do jej myśli, nie mogłem pojąć jak umiała przez tyle lat ukrywać, co czuje, a teraz myślała o tym ciągle.
Zebrałem się w końcu na odwagę i poszedłem do garażu, w którym ostatnio często przesiadywała i majstrowała przy samochodach. Dzisiaj było tak samo. Leżała pod swoim M3, a z radia leciał jakiś rockowy kawałek.
– Rosalie, możemy porozmawiać?
– A mamy o czym? – Odpowiedziała chłodno po chwili milczenia i wyszła spod samochodu stając ze mną twarzą w twarz.
– Rose, chciałem cię przeprosić. Naprawdę, nie mam pojęcia, co we mnie wtedy wstąpiło.
– Powiedziałeś po prostu to, co myślisz…
– Myślałem. Gdybym wiedział, co czujesz… nie sadziłem, że dziecko jest dla ciebie aż tak ważne. Dopiero Bella mi to uświadomiła. Powiedziała mi, dlaczego tak bardzo się ze sobą zżyłyście…
– Powiedziała się ci, że… – spytała przejętym głosem patrząc na mnie.
– Tak. Rosalie, ja naprawdę cię przepraszam. Żałuję tego wszystkiego, co powiedziałem, co zrobiłem. Gdybym mógł cofnąć czas, z pewnością tak bym nie postąpił. Każąc wam wszystkim wyjechać stąd, nie skrzywdziłem tylko Belli, ale również ciebie i pozostałą resztę. Popełniłem wiele głupstw, jednak mam nadzieję, że zostaną mi one wybaczone. – Powiedziałem skruszonym głosem. Rose podeszła do mnie i mnie przytuliła.
– Dobrze, że to zrozumiałeś. Każdy z nas popełnia te większe i te mniejsze błędy. Ważne, iż wiesz, że je popełniłeś. A mną się teraz nie przejmuj. Zajmij się Bellą. Co z nią w ogóle? – Spytała i spojrzała mi prosto w oczy.
– Wyjechała.
– Co? Jak to?
– Nie mam pojęcia. Gabriel powiedział mi dzisiaj rano, że znalazł kartkę w kuchni, z tekstem, że poleciała do Europy. Sam był w szoku.
– Wiesz czemu?
– Gabriel powiedział mi tylko tyle, że to jest związane z jej ludzkim życiem, czy coś w tym rodzaju. Nie wiem nic więcej, a on nie chciał za bardzo o tym mówić. Powinna wrócić do dwóch tygodni, ale Rose, ja nie wiem, czy dam sobie radę…
– Edward, pamiętaj, nie jesteś sam. Masz nas. Ja wiem, też nie byłam w stosunku do ciebie fair, ale nie wyobrażam sobie innego zakończenia, niż happy end. Jasne? Musisz wierzyć, że ci wybaczy! A wybaczy na pewno, tylko to jeszcze trochę potrwa. Kocha cię i musisz w to wierzyć z całego serca.
– Ja nie mam serca.
– Bella mi powiedziała kiedyś takie piękne słowa: Martwy jest organ zwany sercem, a nie to duchowe serce. – Powiedziała i znowu mnie przytuliła.
Miała racje. Musze wierzyć i mieć cały czas nadzieję. A reszta? Jakoś to będzie. Przetrwam te dwa tygodnie, a może przez ten czas się do mnie odezwie, napisze. Na chwilę obecną zostały mi tylko jej zdjęcia.
