8 czerwca 2009

Nie wiem dokładnie, jak długo byłam nieprzytomna, jednak kiedy się obudziłam, leżałam na niewygodnym łóżku w Skrzydle Szpitalnym, przebrana w piżamę. Za oknem zapadał już zmrok, czyli spałam ładnych parę godzin. Początkowo, to co się stało, docierało do mnie w urwanych fragmentach. Powrót do szkoły, prysznic, wejście do Wielkiej Sali, rozmowa z Ronem, a potem ten oskarżający wzrok reszty uczniów, kiedy Draco wyprowadzał mnie na korytarz. No właśnie, Draco… chyba się pogodziliśmy, a potem…potem pamiętam nieludzki ból. O Mój Boże, moja córka…Zerwałam się niemal na baczność, kiedy uświadomiłam sobie, że ten ból był zwiastunem poronienia…
– Leż spokojnie, proszę.- usłyszałam spokojny głos tuż obok siebie. Nie chciałam spoglądać w jego oczy. Zabiłam nasze dziecko. Naszą córeczkę… Byłam beznadziejna, najpierw nie obroniłam jego, a teraz… teraz nie umiałam obronić nawet tej bezbronnej osóbki, rosnącej pod moim sercem. Beznadziejna!
– Draco… Draco ja… tak mi przykro… przepraszam..- wychlipałam, starając się nie patrzeć w oczy ukochanego. Pewnie teraz znienawidzi mnie już na dobre.
– Za co mnie przepraszasz, słonko?- szepnął czule, łapiąc w dłonie moją twarz tak, żebym mogła spoglądać w jego oczy. Na szczęście nie odnalazłam w nich gniewu. Jedynie zmartwienie…
– Że…że… ją zabiłam.- wyszlochałam, starając się odwrócić wzrok. Nie chciałam patrzeć w jego oczy. Było mi wstyd, tak strasznie wstyd!
– Kochanie, kogo zabiłaś? Nie rozumiem.- dopytywał, usilnie nie pozwalając mi odwrócić spojrzenia od jego twarzy.
– Na-na-naszą córeczkę.- wyszlochałam.- Nie dałam rady jej obronić. Zabiłam ją.- rozpłakałam się na dobre, łzy zamazały mi jego obraz, a on… on po prostu się roześmiał.
– Głuptasie, nic się nie stało. Nie poroniłaś.- zapewnił tuląc mnie do siebie.- Ej, ale zaraz…- powiedział po chwili.- Ty powiedziała CÓRECZKĘ?- zapytał zaskoczony. Nie mogłam uwierzyć w to co powiedział. Moja mała była bezpieczna, ciągle pod moim sercem. Dzięki ci Boże, dzięki! Otarłam łzy, spoglądając na zaskoczoną twarz Dracona…
– Naprawdę? Wszystko w porządku?- musiałam, po prostu musiałam się upewnić. Draco delikatnie ułożył mnie z powrotem na łóżku, po czym uśmiechając się szeroko, powtórzył zapewnienie.
– Pani Pomfrey podała ci odpowiednie eliksiry. Wszystko jest dobrze, nasze dziecko…emmm… córeczka, jak twierdzisz, ma się dobrze. Ale przez kilka dni, musisz tutaj zostać.
– Choćby i następne pół roku.- zapewniłam ochoczo. Mogłam leżeć plackiem w szpitalu, do samego rozwiązania, byleby nic nie stało się mojej kruszynce.- A poza tym, to ja nie twierdzę. Ja wiem, że to będzie córka!- odpowiedziałam butnie, delikatnie gładząc się po brzuchu, tak jakbym dotykiem chciała sprawdzić, czy ona na pewno ciągle tam jest.
– Hmmm… a możesz mi powiedzieć, skąd masz taką pewność?- zapytał rozbawiony.- Bo mnie pielęgniarka powiedziała, że za wcześnie jeszcze, żeby określić płeć.- zaśmiał się, głaszcząc mnie po włosach. W odpowiedzi uśmiechnęłam się do niego, po czym po kolei zaczęłam opowiadać mu, o moim wyjeździe, oraz o tym, jak Renesmee zdradziła mi tą tajemnicę. Potem opowiedziałam mu, jak w lesie, nad potokiem pokazała mi, że się pogodzimy, co okazało się być zgodne z prawdą w 100%. Opowiedziałam mu też, jak się przeziębiłam i, że dlatego właśnie musiałam zostać w Forks kilka dni dłużej. Draco słuchał mnie w milczeniu, ze skupioną miną, cały czas czule głaszcząc mnie po włosach. Czułam się idealnie. No prawie, pomijając to, że byłam w szpitalu, bo o mało nie poroniłam… Kiedy skończyłam, uśmiechnął się do mnie i szepnął:
– Te twoje wampiry, do czegoś się jednak przydają.
– Ejjj, Nessie nie jest wampirem!- zastrzegłam.- Ale masz rację, przydają się. Carlisle zajął się mną fachowo, a reszta z czułością doglądała…- zaśmiałam się.- Nooo, ale podziękowania należą się też wilkołakom.- westchnęłam po chwili. Po twarzy Dracona przeszedł cień strachu.
– Ja-jak to wil-wilkołakom?- wyszeptał.- Chyba nie miałaś z tymi bestiami styczności?- zapytał przerażony.
– Miałam, oczywiście, że miałam.- zaśmiałam się, a on jęknął przerażony. Cóż, dla niego określenie wilkołak, było równoznaczne z Lupinem, bądź Greybakiem, choć tak na dobrą sprawę, ci dwaj wymienieni, to jedynie „jadowita" odnoga, od wilkołaczej rasy, przez Quillentów nazywana „Dziećmi Nocy". Zapewne dlatego tak się wystraszył…
– Ale…ale, żaden cię nie ugryzł, prawda?- zapytał niespokojnie.
– Draco! Oczywiście, że nie!- zaśmiałam się.- Jackob, jest tym dobrym wilkołakiem.- dodałam, a widząc jego minę, musiałam mu opowiedzieć całą tą długaśną legendę, przybliżyć historię Jackoba i jego sfory, oraz wyjaśnić różnicę pomiędzy nim, a choćby Lupinem.- Sam widzisz, nawet gdyby przeszło mu przez myśl, żeby mnie ugryźć, to poza zrobieniem mi blizny, nic więcej by mi się nie stało.- zaśmiałam się.
– Nie wiedziałem, że są jakieś inne rodzaje wilkołaków.- westchnął zaskoczony.
– To teraz już wiesz.- zaśmiałam się.- Ci z Forks, są jak takie duże szczenięta. To fakt, groźne. Ale tylko dla wrogich wampirów.
– Historia tych twoich znajomych, jest nieźle poplątana, wiesz?- zaśmiał się, całując mnie w czoło.- Ale najważniejsze jest to, że wszyscy razem, dobrze się tobą zajęli. Chyba powinienem zwrócić im honor, co?
– Powinieneś.- odpowiedziałam poważnie.- Ale masz rację, pokręcone to wszystko. Wampiry zbratały się z wilkołakami, w wszytko przez pojawienie się na świcie półwampirzego, niesamowitego dziecka.- podsumowałam.- A wiesz, co jest w tym wszystkim najlepsze?- zapytałam spoglądając w jego piękne oczy.
– Nie, ale pewnie zaraz mi powiesz…- zaśmiał się.
– Masz dziś szczęście, bo faktycznie ci powiem!- odpowiedziałam z uśmiechem, poprawiając się na łóżku, tak żeby być bliżej niego.- Najlepsze jest to, że faktycznie naładowałam tam akumulatory. Pomijając tą nieszczęsną rozmowę, po tym, jak się dowiedziałam, co zrobił ci Lucjusz… ale to już zostawmy.- westchnęłam.- Żałuję tylko, że to co naładowałam, rozładowało się przez tego cholernego, rudego pajaca.- warknęłam.
– Nie przejmuj się nim.- poprosił.- Zaproponowałbym, że obiję mu gębę, ale znając twoje dobre serduszko, to zapewne się na to nie zgodzisz..- westchnął teatralnie.
– No i masz rację!- zgodziłam się, chociaż niczego w tej chwili, nie pragnęłam tak bardzo, jak wyrażenia zgody, na jego propozycję. Wiedziałam jednak, że przemoc nic nie da. Czasu nie da się już cofnąć, wszyscy i tak wiedzą już, że jestem w ciąży. Draco tylko zaśmiał się serdecznie i tuląc się do mnie, szepnął tylko:
– Tak bardzo mi cię brakowało.
Nie zdążyłam jednak odpowiedzieć, bo do pokoju weszła pielęgniarka, a widząc, że nie śpię, bezzwłocznie zjawiła się przy moim łóżku, podając niezliczoną ilość eliksirów i mierząc mi puls.
– Nieźle nas nastraszyłaś Riddle.- powiedziała po chwili.- Kiedy pan Malfoy cię tu przyniósł myślałam, że już za późno.- westchnęła.- Na szczęście okazało się, że wasze dziecko, ma wielką siłę do walki. Wszystko będzie dobrze.- zapewniła.
– Dziękuję.- szepnęłam, szczerze wdzięczna, za okazaną mi pomoc.
– Nie mnie dziękuj, a jemu- wskazała głową na Draco.- To on cię tu przyniósł w odpowiednim momencie.- dodała.- A teraz odpoczywaj. Zostaniesz tu na kilka dni, żebym się upewniła, że wszytko jest dobrze. Pan Malfoy oczywiście może być z tobą. Wypiszę mu zwolnienie z lekcji.- no i jak nie kochać tej kobiety? Była cudowna, nie dość, że uratowała moje dziecko, to jeszcze zgodziła się, żeby Draco został ze mną. Ten pobyt w szpitalu, z każdą chwilą zapowiada się coraz lepiej.
Pielęgniarka odeszła, a Draco nakrywając mnie szczelniej kołdrą, zmusił mnie, żeby spróbowała zasnąć. Nie chciałam, bo tkwił we mnie, jakiś irracjonalny strach, że kiedy się obudzę, jego przy mnie nie będzie. Chyba to wyczuł, bo podsuwając się bliżej, on też położył głowę na poduszce obok mnie zapewniając, że nie ma zamiaru, na krok odejść od mojego łóżka. Moje serce rozparła radość.
Nie mogłam jednak pozwolić na to, żeby spał w takiej niewygodnej pozycji. Uparłam się więc, że ma spać ze mną na łóżku. Początkowo nie chciał się zgodzić, jednak zmiękczyłam go twierdząc, że będzie mi się lepiej spało, jeżeli będę się mogła do niego przytulić…
Już po chwili, razem leżeliśmy na szpitalnym łóżku, mocno wtuleni w siebie. Tak bardzo brakowało mi jego zapachu i cichego rytmu uderzeń jego serca, który słyszałam układając głowę na jego piersi… Już niemal zasypiałam, kiedy usłyszałam jego cichy głos:
– A myślałaś już, jak ją nazwiemy?- zapytał bawiąc się moimi włosami. Zastanawiałam się nad tym, jednak nie wiedziałam, czy to co wymyśliłam, przypadnie mu do gustu. Jednak, raz kozie śmierć, najwyżej powie, że mu się nie podoba i razem wymyślimy coś innego…
– Czy ja wiem…- westchnęłam.- A co byś powiedział na Hayley?- zapytałam. Nie doczekałam się jednak odpowiedzi. Po kilku, trwających wiecznie sekundach, spojrzałam w jego twarz. Wyglądał, jakby głęboko się nad czymś zastanawiał. Po chwili jednak, przeniósł swój wzrok na mnie i szepnął:
– Haley Malfoy… podoba mi się.- uśmiechnął się. A łapiąc za mój brzuch, zapytał w próżnię.- A tobie kruszynko?
Roześmiałam się. Draco Malfoy rozmawiał z moim brzuchem. To urocze!
– Myślę, że jej też się spodoba.- zapewniłam w imieniu naszej córki.
– Hayley Malfoy… Hayley… Hayley Malfoy.- szeptał Draco, czule gładząc mój brzuch. Postanowiłam, że skoro jest w tak dobrym humorze, to poruszę jeszcze jeden drażliwy temat…
– A skoro już jesteśmy przy temacie nazwiska, to…- zawahałam się. A co jeśli odpowie „nie"?
– To co?- zapytał niepewnie.
– Myślisz, że ja też mogłabym się nazywać Malfoy?- szepnęłam spoglądając mu prosto w oczy. Spojrzał na mnie szczerze zdziwiony.
– Riddle, czy to były oświadczyny?- zapytał, chcąc się upewnić.
– Zrozumiem, jeśli powiesz nie…- szepnęłam odwracając wzrok. Nie chciałam, żeby widział, jak bardzo zraniłaby mnie odmowa.
– Zwariowałaś?- zaśmiał się.- Kochanie, oczywiście, że się zgadzam, ale pytanie, czy chcesz zostać moją żoną, a co za tym idzie Malfoyem, to chyba ja powinienem zadać..- zaśmiał się, całując mnie w czoło.
– A zadasz?- zapytałam
– A zgodzisz się?- odpowiedział pytaniem na pytanie. Ja jedynie podniosłam się na łokciach, żeby złożyć na jego ustach czuły pocałunek. A kiedy skończyłam, szepnęłam:
– Z kim byłoby mi lepiej, niż z tobą?
Draco uśmiechnął się najpiękniejszym z możliwych uśmiechów, a jego oczy rozbłysły radośnie, kiedy zbliżał swoją twarz do mojej. Podczas pocałunku, poczułam jak nakłada mi na palec coś zimnego, zaś kiedy oderwał swoje wargi od moich ust, na mojej dłoni lśnił piękny diamentowy pierścionek…
– Nosiłem go cały czas przy sobie.- wytłumaczył widząc moje zdziwione spojrzenie.- Wiedziałem, że kiedyś się zgodzisz!
– A kto powiedział, że się zgodziłam?- zażartowałam.
– Cóż, teraz to po ptokach.- zaśmiał się.- Pierścionek masz już na palcu, więc nie ma odwrotu. Musisz zostać moją żoną!
– I zrobię to z przyjemnością.- szepnęłam wtulając się w jego tors. Zasnęłam po chwili, obserwując jak diament w pierścionku, mieni się pod różnym kątem padania światła.
Byłam zaręczona! A przede wszystkim, znów byłam szczęśliwa!

CDN…