Powrót do domu nie był łatwy. Matka towarzyszyła im przez cały czas, przyglądając mu się podejrzliwie, jakby sądziła, że jednak nie do końca był jej synem i zaczynało go to drażnić. Stiles starał się skupić wyłącznie ściskaniu uspokajająco jego kolana, wyczuwając zapewne napięcie, które było między nimi. Nie miał pojęcia, gdzie Iskra stawiała jego. Sam był teraz jednym z nich, a to oznaczało kolejny trening, bo już czuł, że wilk nie jest szczęśliwy, kiedy jego magia regenerowała się na tyle, że ciepły płomień rozgrzewał go od środka.
- Powiedz to – warknął w końcu, parkując pod ich mieszkaniem i zerknął na tylne siedzenie.
Jego matka nigdy nie zajmowała tego miejsca, ale Stiles usiadł koło niego i nie miała zbytniego wyboru. Nie pozwoliłby jej prowadzić swojego samochodu.
- Masz być alfą watahy Hale – westchnęła jego matka i wbiła wzrok w jego omegę, co było bez sensu.
- Widziałaś, żeby zrobił, cokolwiek po mojej myśli? – prychnął Stiles.
- W zasadzie widziałam jedynie, że wszystko – odparła spokojnie bez cienia oskarżenia w głosie, co początkowo zaskoczyło Dereka.
Jego matka wydawała się niepewna i wytrącona z równowagi. Nie widział jej takiej nigdy wcześniej, ale może to Iskra sprawiała, że dostrzegał więcej. Miał wrażenie, że teraz nie tylko docierają do niego zmiany w zapachu, ale też te w magii, która wisiała nad miastem niczym ciepły koc. Jego matka mogła ukrywać emocje przed jego wilkiem, ale nie Iskrą. Nie uczono go kontrolować magii w nim i wątpił, aby jego rodzicielka to potrafiła. Miał być jej zastępcą. Nauczyła go wszystkiego.
- To nie… - zaczął.
- Derek jest swoją własną Iskrą. Nie zamierzam nim dowodzić czy na niego wpływać. Postaram się, żeby nie spalił połowy miasta – powiedział Stiles całkiem poważnym tonem. – Jeśli zastanawiasz się, gdzie będzie leżeć granica…
- Derek jest… - weszła mu w słowo jego matka.
- Derek jest tutaj – warknął, uciszając ich oboje. – Jestem tutaj i was doskonale słyszę. I nikt nie będzie mną rządził. Chciałaś, żebym słuchał jego rad. A on radził, aby Iskry odciąć od twojego przewodnictwa i tak się stało, co było prawidłową decyzją. Nie zostały wplątane w wojnę – stwierdził. – Deucalion odszedł.
- Deucalion nie żyje – poprawił go Stiles. – I terytorium wróciło pod władanie odpowiedniej rodziny – dodał, patrząc na jego matkę spokojnie.
- Twojej rodziny – uściśliła.
Stiles kiwnął głową.
- Moją rodziną jest Derek – poinformował ją omega i jej zaskoczenie było przyjemnie satysfakcjonujące. – Nie ty. Derek. Gdyby, cokolwiek mi się wtedy stało, alfy zostałyby przy nim. Wybrałem go ich przywódcą – przypomniał jej. – Jeśli masz wątpliwości, co do swojego syna, Laura może zająć jego miejsce – ciągnął dalej Stiles, ale to akurat zaskoczyło nawet Dereka. – Będzie alfą. Alfą watahy Stilinski-Hale.
- Hale-Stilinski – prychnął, ponieważ tak ich nazwiska prezentowały się lepiej i Stiles uśmiechnął się do niego, jakby właśnie wystawił go po raz kolejny.
Faktycznie nie rozmawiali na ten temat, a on zdradził, że podobne połączenie ich nazwisk chodziło mu po głowie. Nie był nastolatką, która pisała to w kółko w swoim notesie, aż nabrało odpowiedniego kształtu. Po prostu Laura łaziła za nim przez kilka dni, nastając na to, aby podali jej w końcu konkretną datę. Nie liczyło się dla niej, że więź była praktycznie formalnością. Derek czuł ją teraz o wiele silniej niż przedtem.
Jego matka patrzyła na niego w czystym szoku.
- To nie jest rozmowa, którą powinniśmy odbywać w samochodzie – przypomniał obojgu, odpinając pas.
Sztywność odeszła, ale wciąż nie czuł się zbyt komfortowo w swoim ciele. I może powinien był pozwolić Laurze odebrać ich obu ze szpitala. Odsunęliby w czasie nieprzyjemną rozmowę i uniknęli tej ciszy, która zapadła teraz.
- I życzę sobie być przy kolejnej rozmowie na mój temat. I chcę być uwzględniony jako referent – uściślił i dostrzegł jak kąciki ust Stilesa unoszą się. – I porozmawiamy na temat wychodzenia poza linię popiołu – zapewnił go.
ooo
Scott zadzwonił jeszcze tego samego wieczoru i Stiles wgapiał się chwilę w telefon, zanim odebrał. Derek z niepokojem obserwował jak ramiona jego omegi sztywnieją, a potem chłopak odkłada słuchawkę na stolik i kładzie się na kanapie.
- Rafael McCall nie żyje – poinformował go Stiles.
I Derek zamarł, ponieważ to nie było to, czego się spodziewał. Alfy odeszły. Mieli pojawić się w ich mieście, aby oficjalnie przejąć panowanie nad terytorium, chociaż już dostali kilka telefonów od rodzin, które chciałyby odzyskać swój dom. Nie wszystkie miasta od pokoleń należały do rodu Stilesa. Najwyraźniej kilka osób chciało wykorzystać sytuację, chociaż oficjalnie im nie grożono, Derek wyczuwał pewne agresywne nutki. Nie był jeszcze pewien dokładnie, co postanowią. Stilesa mogła nie obchodzić władza, ale on był alfą i posiadanie tak wielkiego terytorium miło łechtało jego wilka, chociaż tak naprawdę wiele się przy tym nie napracował.
- Jak? – spytał i Stiles zaczął się desperacko śmiać, co go początkowo przestraszyło.
- Odepchnął Scotta spod rozpędzonej ciężarówki – odparł omega i wzruszył ramionami, jakby nie wiedział jak to skomentować.
- Ale wizja…
- Wizja Deatona mówiła, że Rafael musi zostać. Wizja Deatona mówiła, że to ważne. Allison jest w ciąży – poinformował go Stiles. – Jej dziecko straciłoby ojca – dodał i przełknął ciężko, gdy przypomniał sobie, że mówi o swoim najlepszym przyjacielu. – Nie wiem do czego odnosiła się wizja. To bardziej emocje niż obraz. Przeświadczenie – uściślił. – Rafael został. Zmarł. Uratował Scotta. Kropka – wyliczył jego omega, nie patrząc mu w oczy.
- Ja też będę widział coś podobnego? – spytał Derek cicho.
Nie przepadał za tymi snami. Miał ich zaledwie garść, ale nienawidził każdego jednego. Może prócz tego pierwszego, który faktycznie minął się lekko z rzeczywistością, ale Ethan faktycznie pojawił się na ich terytorium. Dzieciak wpasowywał się coraz lepiej w klimat Beacon Hills.
- Nie wiem. Nie wszystkie Iskry to mają. Wizje mają minąć – przyznał Stiles. – Iskry wyprowadzą się dalej od siebie. W Rezerwacie było nas wiele. To było jak natężenie mocy. Nasze magie nakładały się, było niemal duszno od aur. Większy teren oznacza większe odległości. Z czasem, to powinno wrócić do normy, ale część z nas nie została wychowana w 'normie' – przyznał.
Derek skinął głową i usiadł na kanapie, wyciągając przed siebie nogi. Nie podpalił dzisiejszego dnia niczego, chociaż żarty Laury wyprowadzały go z równowagi. Stiles twierdził, że kontrolowanie Iskry było niemal takie samo jak narzucenie zasad wzajemnej współpracy wilkowi. Derek chciał mu wierzyć, ale magia to nie była wcale łatwa sprawa. Wiedział, że Iskry pokrywały siebie lub Powinowatych płomieniem, kiedy przechodziły przez linię z popiołu, ale on nie potrafił się nim posługiwać. A płomienie od czasu do czasu po prostu zaczynały lizać jego ciało i nie miał na to, aż takiego wpływu. Widział parę razy jak Stiles tracił kontrolę, ale zawsze wtedy był wściekły. Derek po prostu w pewnych momentach czuł się za dobrze z samym sobą i zapominał.
- A przebłyski? – spytał cicho, a Stiles zerknął na niego niepewnie.
Byli w domu niemal dobę i powinni o tym porozmawiać. Urodziny Stilesa nadciągały nieubłaganie. Szeryf wysyłał mu smsy z listami ulubionych miejsc syna, ale ludzie przemieszczali się pomiędzy otwartymi teraz granicami i panowało takie zamieszanie, że cały posterunek ciągnął teraz po dwie zmiany na raz, a nadal brakowało ludzi.
- Już się spalałem – przyznał Stiles tak cicho, że wydawało mu się, że się przesłyszał.
A potem jego omega odchrząknął i spojrzał mu w końcu prosto w oczy.
- Jeśli mówimy o tym konkretnym przebłysku, spalałem się już. Mogłem tego nie przeżyć. Magia mogła odejść, jeśli odepchnąłbym ją sam – wyjaśnił Stiles. – One też nie są jednoznaczne. Może, dlatego zawsze się sprawdzają. Jest niezliczona ilość możliwości. Może, jeśli skręciłbyś w prawo w piątek, nie byłbym w stanie przeciągnąć tych ludzi na naszą stronę i dzisiaj odebrałbyś mi Iskrę, a ona zabiłaby mnie za kilka lat. Może Deucalion przybyłby dopiero jutro. Może to się dzieje w innym świecie, gdzie Derek nie kochał mnie aż tak bardzo, żeby więź zrobiła wszystko, aby mnie ratować – stwierdził i wzruszył ramionami, ale wydawał się jeszcze bardziej spięty niż wcześniej.
I trochę wystraszony, jakby bał się, że powiedział za dużo.
- Ja? Więź? – prychnął Derek. – Może nie bylibyśmy w tej sytuacji, gdybyś nie wyciągnął z Deucaliona każdej, najmniejszej Iskry, którą odebrał siłą. Przeciągnąłeś tę magię przeze mnie – przypomniał mu cierpko.
- Zabiłby cię! – odparł Stiles. – Nie mogłem…
- Ja też nie mogłem – warknął Derek. – I to nie ma nic wspólnego z więzią. I… - urwał zakrywając dłońmi twarz. – Nie sądzę, że twoja Iskra ucierpiałaby, gdybym uprawiał z tobą seks wcześniej – ciągnął dalej, nie potrafiąc spojrzeć Stilesowi teraz w twarz. – Teoretycznie uprawialiśmy seks. Ten pierwszy raz… - urwał, odchrząkując. – Obudziłem się rano spanikowany, że chociaż ci tak bardzo obiecywałem, wszystko schrzaniłem, ale nic ci nie było. A potem robiliśmy to dalej. Uprawialiśmy seks, Stiles i twoja Iskra jest w jednym kawałku – poinformował go, zerkając w końcu na niego.
A omega siedział z zaczerwienionymi policzkami, jakby przypominał sobie wszystkie te 'pierwsze razy', gdy dochodzili przy sobie na dziesiątki sposobów. Ryzykował, ale z drugiej strony pomimo tego, że jego pewność była mocno podszyta strachem, wiedział, że nie skrzywdziłby swojego omegi. Miewał chwile zwątpienia i podejrzewał, że Stiles nie do końca wierzy w jego słowa, ale to zostawili za sobą i chciał zamknąć ten rozdział definitywnie.
- Ethan i Danny zawiązali więź – powiedział nagle jego omega, szokując go lekko. – Wtedy, kiedy rozmawialiśmy, Ethan wiedział o tym, ale jak każda wystraszona Iskra, nie chciał tego przyznać. Powinienem był widzieć symptomy. Siedział w koszuli z długim rękawem, chociaż przeważnie ubierał t-shirty, żeby pokazać mięśnie, jest w końcu alfą – prychnął. – Danny musiał o tym wiedzieć i dlatego był tak wściekły – ciągnął dalej. – Więc… Ethan i Danny w najbliższym czasie będą nas odwiedzać. Chciałbym, żebyś porozmawiał z Ethanem, jeśli to nie problem…
- Ethanem? – zdziwił się.
- Jest alfą – odparł Stiles. – Wie czego nie robić jako Iskra, ale bycia alfą go nie nauczę – dodał i wzruszył ramionami. – Ze Scottem się nie udało.
Derek spojrzał na niego z niedowierzaniem. To, przynajmniej wyjaśniało, dlaczego McCall był najgorszym alfą na świecie.
- Co zrobią? – spytał Derek, mając wrażenie, że Stiles wie o wiele więcej niż przyznaje.
Jego omega podrapał się nerwowo po karku.
- Już zrobili – przyznał Stiles. – Iskra Ethana jest… Na razie jest. Alan mówił, że przygasła, ale… Ale jest – powiedział.
- To dobrze, to dobrze – powiedział Derek, nie wiedząc jak ma to skomentować tak w zasadzie.
Stiles zerknął na niego, jakby bał się nawiązywać z nim kontakt wzrokowy na dłużej i zaczynało go to drażnić. Przyciągnął do siebie chłopaka, nie robiąc sobie nic z jego słabych protestów.
- Nie jesteś wściekły? – upewnił się Stiles. – Mówiłeś, że… - urwał.
- A ty nie jesteś wściekły, że mogłem nie dotrzymać warunków umowy? – odbił piłeczkę Derek.
- Umowy, która nie miała sensu może od początku – zauważył omega i Derek musiał po prostu objąć go mocniej.
- Nie chciałeś mnie wtedy – przypomniał mu cierpko. – Wtedy… Wtedy, kiedy się przede mną broniłeś, wtedy mógłbym cię skrzywdzić. Nie znaliśmy się. To nie był dobry start – przyznał. – I pewnie twój przebłysk na wtedy był adekwatny. I może z nim jest jak z horoskopem, sprawdza się tak czy siak, ponieważ dopasowujemy go do sytuacji. Albo on się sam dopasowuje. Może wtedy to ja byłem największym zagrożeniem dla ciebie – przyznał, chociaż sporo go to kosztowało. – Ale nie potem. I to potem się liczy.
Stiles milczał przez chwilę, jakby próbował rozgryźć o co mu chodziło. Nie był mówcą, co było po nim widać. Stilesowi nigdy jednak nie wydawało się to przeszkadzać. I naprawdę chciałby, aby omega w końcu coś powiedział.
Stiles jednak odchylił kark, ofiarowując mu się i jego wilk chyba po raz pierwszy od kilku dni wydawał się uradowany. Nie pamiętał, kiedy ostatnio się całowali i to było złe. Cały czas ktoś plątał się po ich sali. I chociaż spali w jednym łóżku, mizdrzenie się przy szeryfie odpadało. Lubił swoje części ciała w tych miejscach, w których zostawiła je natura.
- Pocałuj mnie – zażądał omega, chyba tracąc cierpliwość, więc Derek dotknął nosem rozgrzanej skóry, wdychając cudowny zapach.
Stiles zawsze pachniał ostro i słodko zarazem. I to było tak charakterystyczne, że poznawał ten aromat z zamkniętymi oczami, pozbawiony kontroli nad zmysłami. Ten zapach przyzywał go i był tak cholernie adekwatny. Nie pamiętał, kiedy omega zaczął mieć żądania, ale Stiles wysuwał je pewnie powoli, badając teren, który początkowo był dla niego nieznany. A teraz leżeli, na ich cholernej kanapie, splątani tak bardzo, że Derek nie wiedział gdzie się kończą, a gdzie zaczynają.
- Pocałuj mnie – powtórzył Stiles odrobinę bardziej natarczywie.
I Derek prychnął w jego ucho, nie mogąc się powstrzymać.
- Chcesz się tylko całować? – spytał, przypominając sobie jak to 'całowanie' kończyło się raz za razem.
- Nie – przyznał Stiles i na pewno się zaczerwienił.
Derek czuł jego emocje i to było równie doskonale jak zapach jego skóry. Zamarł jednak instynktownie, przypominając sobie wszystkie wcześniejsze lęki.
- Jak to teraz działa? – spytał. - Przebłysk może odbijać się echem? – zainteresował się.
- Echem? – zdziwił się Stiles.
- Czy… - zaczął Derek mniej pewnie. – Wiem, że powiedziałem, że myślę, że seks jednak niczego by nie zepsuł, ale… Czy sytuacja z przebłysku może się powtórzyć? Czy istnieje szansa, że…
- Nie ten ból – przyznał Stiles cicho. – To ten ból przerażał mnie najbardziej, a ty go odebrałeś. Derek, mamy jedną magię. Moja i Ethana Iskra różnią się od siebie, ale nasze… - urwał. – Przeciągnąłem przez ciebie magię tak wielu – wyjaśnił. – A potem zabrałeś część w siebie, uwalniając mnie na chwilę. One są takie same – dodał i splótł ich palce razem, a potem Derek poczuł jak coś ciepłego przechodzi przez ich więź i jego własna Iskra weszła w interakcje z magią Stilesa.
Płomień, który pojawił się między ich dłońmi był tylko ułamkiem tego, co płonęło w nich.
- Pokazałbym ci więcej, ale boję się, że podpalisz kanapę – sarknął Stiles, przypominając mu o incydencie z poduszką.
- Och i nie boisz się, że teraz ty odbierzesz moją Iskrę? – spytał ciekawie i jego omega parsknął śmiechem.
- Derek, obaj wiemy, że jesteś daleki od bycia dziewicą. W odróżnieniu ode mnie – przypomniał mu Stiles. – I bardzo chciałbym zmienić ten stan już teraz, skoro obaj możemy, niczego nie spieprzymy, a mój ojciec nie zastrzeli cię po fakcie.
- Jesteś nieletni – przypomniał mu, ponieważ był dupkiem i Stiles zesztywniał w jego ramionach.
- Chyba żartujesz - prychnął omega. – Nie przypominam sobie, żeby ci to przeszkadzało jeszcze kilka dni temu, gdy… - zaczął Stiles i Derek po prostu musiał go pocałować, skutecznie uciszając.
