Nikt nie powinien umierać samotnie
Owszem, należy z godnością znosić pociski zawistnego losu, pamiętajmy jednak, że w przypadku pocisków najskuteczniejszy jest kevlar.
Kwiecień. Baker Street 221B.
- Sherlock, bardzo ci za wszystko dziękuję!
- Mogę wiedzieć, Lestrade, czemu naruszasz moją przestrzeń osobistą i zakładasz mi nelsona? Na dodatek znowu sięgnąłeś po coś mocniejszego.
- Wyprowadzam się.
- Jesteś przybity, więc raczej nie ma to związku z twoją francuską miłostką.
- Nie, nie chodzi o… Wracam do domu. Muszę zaopiekować się żoną.
- O ile rozumiem, to powinien robić Anderson, w końcu to z nim będzie miała dziecko.
- To nie tak… Ona umiera. Myślała, że jest w ciąży, a to guz, nieoperacyjny. Zostało jej niewiele czasu…
- Lepiej zostań tutaj. Nie przeszkadzasz mi aż tak bardzo.
- To moja żona. Nikt nie powinien umierać samotnie.
- Każde życie kiedyś się kończy. Wszystkie serca pękają. Przywiązanie jest słabością.
- Do czego zmierzasz, Sherlock?
- Potraktuj to jak radę starszego brata. Dobra, młodszego. Nie jestem dobry w konwenansach. Pewnie powinienem powiedzieć, że mi przykro, że jest chora. Ale pewien dyskomfort czuję wyłącznie ze względu na ciebie.
- Jesteś dobrym przyjacielem.
- Nie, ale ty jesteś za dobrym człowiekiem, Lestrade. Sypialnia na górze jest wolna, gdybyś jednak wolał pozostać na etapie dobrego człowieka i nie starał się usilnie o aureolę.
- Doceniam to, Sherlock. Naprawdę. Może nas odwiedzisz?
- Nie. Ale czy będę mógł później zbadać ten guz? Nie patrz tak, oczywiście, że gdy twoja żona już umrze.
- Cholera! Przyjaciół dobieram równie mądrze, co kobiety życia.
W dzisiejszej odsłonie udział wzięli:
Sherlock Holmes – specjalista od angelologii stosowanej a zarazem niedostosowanej społecznie
Greg Lestrade – który ku własnemu utrapieniu nie zdecydował się wyjść po angielsku i pójść poćwiczyć francuski
N/A Dziękuję za zbetowanie. I serdeczne dzięki za Wasze liczne i prześliczne komentarze. :D
Marmartus, tańcz, zrozumiem, jeśli wybierzesz jakieś fado. ;)
Inuyashko, Greg wedle zamówienia. :D
Filigranko, ano nie ma inspektor szczęścia, zwłaszcza w doborze najbliższych. ;))
Cashis, ehem, liczę, że mnie nie udusisz, bo chwilowo Lestrade'owi nieco namieszałam w życiorysie. :}
Libardo, miło mi, że zajrzałaś mimo problemów technicznych. :D
Arianko, Anthea bije wszystkich, bo brązowy pas wywalczyła a nie dostała za urodę oczu. :)
