Wszyscy wiemy, jak trudno jest o termin – dlatego też, Titis i Sorrento przejęli po Kriazorze i Izydzie imprezę weselną, włącznie z datą, miejscem i menu. Wszystko to mogło się zmarnować, gdyby zostało zwyczajnie odwołane. Indyjska muzyka nie do końca pasowała do ich dwojga, więc jedyna zmianą było podmienienie muzyków na płytę z muzyka klasyczną. Przyjechały siostry Titis, których było pięć, w tym jedna pojawiła się w białej sukni, a inna w jeansach, ale rodzina to rodzina. Było ich dość, żeby zjeść cały tort. Brat Sorrento przysłał kartkę, z której po otworzeniu strzelało w oczy konfetti, a treścią było: „Jak widzisz, nie przyjechałem – potraktuj to jak mój prezent. PS: życzę miłego rozwodu za 2 lata!".

Mimo wszystko, Sorrento był szczęśliwy. Nawet Kanon nie mógł się przebić przez jego szczęście wrednymi uwagami.

– Irytuje mnie – skarżył się Kanon. – Patrz na niego, jak sobie z nią tańczy, jak gdyby nigdy nic, chociaż bynajmniej nie potwierdziłem mu na dziś urlopu w systemie.

Rina przycisnęła policzek mocniej do jego ramienia.

– Ach, przestań! Nie czujesz, jakie to romantyczne? W takich chwilach myślę sobie, że my…

– Błagam, nie kończ tego zdania – jęknął na to, sięgając po więcej wódki.

Silla po tym, jak już najadł się za darmo, został przy stole zajęty graniem na Nintendo w najnowsze Pokemony, których nawet Posejdon jeszcze nie miał. Z kolei Kasar znalazł się w kółeczku z siostrami Titis, paplając o serialach. Izaak obserwował go bacznie ze swojego miejsca przy stole. Kriazor i Izyda byli na ślubie, ale wesele ominęli, idąc od razu do domu.

– Skąd ta ponura mina? – Julian mógł przysiąść się do Diana, po tym jak już wykonał swoje obowiązki jako Wieki Posejdon i strzelił mowę otwierającą weselę. – Wciąż się gniewasz na Izaaka i Kasara?

– Nie wiem, czy gniewam – Dian leżał górną połową ciała na stole. – Jeden sypiał z moją dziewczyną, a drugi ją zabił. Nie szaleję na ich punkcie.

– E tam, musisz znaleźć pozytywy. Wokół jest masa innych dziewczyn – Julian w ogóle się nie przejął. Nałożył sobie na talerz stos małych ptysiów. – Zobacz te wszystkie siostry i weź sobie którąś. Jako wszechmocny władca zezwalam ci.

Titis zrobiła sobie przerwę w tańcu. Kiedy poszła nalać sobie więcej pomarańczowo-kiwi soku z miąższem, ktoś tknął ją w ramię.

– Przepraszam, jesteś Izyda?

Przybysz miał ciemną skórę i tanie, acz eleganckie ubranie ze spranym krawatem.

– Nie, to nie ja – przyznała Titis. Od razu przeszło jej przez myśl, że to obcy i czy na pewno przeszedł odpowiednią procedurę wejścia, żeby sprawdzono, czy nie jest szpiegiem, jednak uznała, że skoro tu jest i zna Izydę, to nie musi go z miejsca likwidować i może zapomnieć o służbie. Przełączyła się na przyjazny tryb. – To nie ja, ale jesteśmy przyjaciółmi z Krishną. Odstąpił nam swoją salę weselną. Jest pan z rodziny? Nie dostał pan od nich sprostowania, że ślub będzie odwołany?

Mężczyzna przetarł oczy.

– No nie, to pewnie dostałem i nie odebrałem. Nazywam się Vikram, jestem starszym bratem Krishny. I spóźniłem się na jego ślub…

– Niestety, ślub już był, ale możemy ich zawołać – zaproponowała Titis. – Niech pan dołączy do przyjęcia, miejsca jak widać mamy dość – wskazała salę, na której wiele niewypełnionych krzeseł świeciło pustkami.

Titis wyszła z sali, żeby posłać kogoś z pracowników świątyni po Kriazora. Sorrento odprowadzał ją wzrokiem. Było jej pięknie w białej sukni pożyczonej od Eos, prostej i przylegającej aż do kolan, a następnie rozszerzającej się w falbaniasty spód. Rzadko kiedykolwiek ubierała sukienki. Kiedy ona odeszła, pan młody przejął gościa i usadził przy stole.

– Przykro mi, że pana brat się nie pojawił – powiedział Vikram po krótkiej rozmowie zabarwionej lampką wina. – Nasz drugi brat nie dostał urlopu na wyjazd.

– Nieobecność Ludwiga to najpiękniejszy prezent, jaki od niego kiedykolwiek dostałem – Sorrento machnął ręką. – Dobrze, że zorganizowaliśmy wszystko w ostatniej chwili, ominął mnie ogrom ustaleń i decyzji, a jestem już z idealną kobietą. I pomyśleć, że poznaliśmy się w pracy, w której 98% to mężczyźni.

– Nigdy nie wiadomo. Chociaż mnie już w pracy nic nie spotka. Wylali mnie.

– Dlaczego? – Sorrento zajadał się winogronami, a w tym czasie wróciła Titis i zaczęła robić to samo. – Może nie jestem na bieżąco, bo u nas większość umów kończy się z powodu śmierci pracownika, ale nie wygląda pan na kogoś, kto w pracy gra w pasjansa.

– W pasjansa to nie… ale zasnąłem – przyznał brat Kriazora ze wstydem.

– I od razu pana wylali? Nie takie rzeczy się w pracy… – zaczęła Titis, ale się powstrzymała – …ekhem, jak to się stało?

– No tak, ludzie czasem zasypiają pomiędzy telefonami, pracujemy w nocy – Vikram zakręcił koło widelczykiem do tortu, gestykulując. – Tylko, że ja byłem managerem call center. Jak zwykle było późno. Już pod koniec zmiany. Akurat eskalowali do mnie skargę i zasnąłem w trakcie, jak klient skarżył się na mojego podwładnego. Na swoją obronę powiem, że powtarzał swoje racje parokrotnie, i to takie, które zawsze ludzie powtarzają no i… jakoś tak wyszło, że mi się chrapnęło. Ale w rezultacie, nie mając pracy miałem dość czasu, żeby dolecieć do Grecji. Za to trochę się zgubiłem szukając wejścia do morza…

Titis nie dowierzała:

– I wszedł tu pan sam? Nie mając energii kosmicznej? Na dno morza?

– A, wie pani! Jak trzeba, to się da radę. Nie takie rzeczy się w pracy robiło – Vikram nawet nie spostrzegł, że zrobił cokolwiek nadzwyczajnego.

– Facet dobry jest – szepnął Sorrento do Titis. – Nie masz czasem stanowiska w administracji?

– Pomyślimy – odpowiedziała półgębkiem, snując plany.


KONIEC SEZONU 1