Nie mam absolutnie nic na swoje usprawiedliwienie.
Za trzy dni pojawi się, sprawdzona przez betę, wersja tego rozdziału, więc osobom, którym nie pasują literówki i tym podobne sprawy, radzę zaczekać.
Nie mam pojęcia kiedy pojawi się kolejny rozdział - nagle wszystko zaczęło mi się walić, ale powtórzę moje postanowienie - opowiadania nie porzucę.
GP - Obiecuję, że rozmowa Harry'ego i Severusa kiedyś się odbędzie... po prostu jeszcze nie teraz.
Catharine Maxwel - Dziękuję ci za komentarz, przyznam szczerze, że to on skłonił mnie, żebym dokończyła ten rozdział, dlatego dedykuję go właśnie tobie :)
Dla Catharine Maxwel
...trzydzieści osiem, trzydzieści dziewięć...
Kiedy wysiedli z windy, Harry zaczął liczyć kroki. Sam nie wiedział, czy bardziej przeważa w nim strach, czy może ciekawość. Wyraźnie czuł jednak swoje zdenerwowanie – zdenerwowanie większe, niż kiedykolwiek wcześniej. Nie był pewien, czy denerwował się tak bardzo nawet, kiedy schodził do Komnaty Tajemnic, by uratować Ginny.
...czterdzieści, czterdzieści jeden...
Remus przez cały czas trzymał mocno jego dłoń, jakby czując jego burzę uczuć. Harry trzymał się tej dłoni, jak tonący trzyma się koła ratunkowego. Z Remusem czuł się bezpieczny. Kiedy Remus był w pobliżu, Harry miał wrażenie, że naprawdę jest kochany – oddałby wiele, by czuć coś podobnego w nocy, gdy budzi się z koszmarów, czując obrzydzenie do samego siebie. Chciałby to czuć, kiedy biorąc prysznic szoruje swoją skórę aż do krwi, a mimo to ma wrażenie, że nadal jest ona brudna.
...czterdzieści dwa, czterdzieści trzy...
Dochodzili już do zakrętu, zza którego słychać było głosy. Harry odetchnął głęboko, przywołując do siebie resztki słynnej, gryfońskiej odwagi.
...czterdzieści cztery, czterdzieści pięć...
Zakręt był coraz bliżej, a Harry nagle stał się bardzo świadomy faktu, że wciąż może zrezygnować. Może wrócić do domu Remusa (Harry'emu wciąż ciężko było go nazwać swoim domem) i do końca życia trwać ze świadomością, że stchórzył. A czy nie tchórzył już wystarczająco wiele razy? Czy choć raz nie powinien wziąć przykładu z rodziców i postąpić odważnie?
...czterdzieści sześć, czterdzieści siedem...
Myśli krążyły w jego głowie jak szalone. Jak miał postąpić?! Wiedział doskonale, że Remus do niczego go nie zmusi, lecz to tylko utrudniało sprawę. W chwilach podobnych do tej żałował, że musi samodzielnie podejmować decyzje – to nigdy nie było łatwe, a Harry od zawsze był okropnie niezdecydowany, co chwilę zmieniał zdanie. Ale teraz nie mógł tego zrobić! Tym razem sam wymagał od siebie odważnej decyzji i wiedział doskonale, że nie będzie mógł żyć ze sobą, jeśli nie pojawi się na tym procesie. Dlatego mimo wątpliwości wciąż szedł do przodu, starając się oddychać przy tym równo.
...czterdzieści osiem, czterdzieści dziewięć...
Wyszli zza zakrętu i nagle wszystkie rozmowy umilkły. Natarczywe spojrzenia sprawiały, że Harry miał ochotę zapaść się pod ziemię... albo przynajmniej zakopać się w łóżku pod gruba kołdrą i nie wychodzić spod niej przez naprawdę długi czas. Oddychał głęboko, pamiętając co mówili Uzdrowiciele. Atak paniki ani utrata przytomności nie były mu w tym momencie absolutnie potrzebne – i bez nich zasłużył sobie na uwagę wszystkich tam obecnych.
Wśród małego tłumu dostrzegł swojego Uzdrowiciela prowadzącego, Willa Cartera, który jako pierwszy otrząsnął się z lekkiego szoku.
- Harry – powiedział, starając się uśmiechnąć. - Co tu robisz, powinieneś być w domu.
Harry nic mu nie odpowiedział; zamiast tego wbił wzrok w podłogę.
- Harry będzie zeznawać – powiedział Remus, kładąc dłoń na jego ramieniu. Harry mimowolnie drgnął, jednak nie było to już tak gwałtowne, jak na samym początku. Teraz dużo lepiej reagował na dotyk Remusa i dziękował za to Merlinowi. Był pewien, że tylko Remus może zbliżyć się do niego, nie wywołując tym gwałtownych reakcji, lecz dla chłopca i to było dużym postępem.
Remus mimochodem zerknął na twarz Molly Weasley i już wiedział, że równie dobrze mógł jej oznajmić, iż Harry planuje sam wyruszyć na armię Śmierciożerców.
- Kompletnie oszalałeś, Lupin. Po tym co dzieciak przeszedł, ty każesz mu zeznawać?! - warknął zimny jak lód głos.
Harry spojrzał z zaskoczeniem na Severusa Snape'a i na moment ich oczy się spotkały. Chłopiec cofnął się o krok, dostrzegając w nich ogromne pokłady nienawiści. Nienawidził takiego spojrzenia – nieodłącznie kojarzyło mu się ono z wujem Vernonem.
- Bez obrazy, panie profesorze – rzekł Harry, wbijając wzrok w ścianę za plecami mężczyzny – ale to była moja decyzja.
- Jesteś pewien, że dasz sobie radę, Harry? - zapytał pan Carter. - Pamiętasz co ci mówiłem, prawda? Nie rób nic wbrew sobie.
- Chcę to zrobić, proszę pana – odparł chłopak, z dumą zauważając, że jego głos brzmiał niemal tak pewnie, jak sobie tego życzył.
- Pójdę porozmawiać z Amelią Bones, trzeba ją poinformować o zaistniałej sytuacji – rzekł Dumbledore, z którego obecności Harry właśnie zdał sobie sprawę. Mężczyzna obdarzył chłopca troskliwym spojrzeniem, po czym oddalił się szybkim krokiem.
Harry spojrzał na grupę ludzi przyglądającą mu się uważnie. Doprawdy, czy oni musieli tak się gapić?! Jego wzrok na krótką chwilę spoczął na matce Rona. Kobieta przyglądała mu się z olbrzymią troską w oczach, a chłopcu nagle przypomniało się, że w ten sam sposób przyglądali mu się jego rodzice podczas ich niezbyt długiego spotkania. Z jakiegoś powodu zrobiło mu się cieplej na sercu, jednak dopiero teraz dotarło do niego z całą mocą, jak bardzo tęskni za normalnością, za Ronem i Hermioną, za Hogwartem, za znajomymi ludźmi. Za tym wszystkim, co próbował odebrać mu wuj.
- Wyglądasz prawie dobrze, kuzynie – powiedział ktoś z tłumu.
Harry rozejrzał się czujnie i dopiero po chwili spostrzegł, że obok Molly Weasley stoi jego kuzyn, Dudley. Jego usta wygięły się w delikatnym uśmiechu. Wiedział, że nigdy nie zapomni o krzywdach jakie wyrządził mu kuzyn, ale w jego pamięci wciąż świeża była scena, w której Dudley wcisnął mu do ręki pieniądze. Możliwe, że uratował mu wtedy życie. A poza tym, przecież byli rodziną – nie ważne, że się nie znosili; rodzina powinna trzymać się razem. Petunia i Vernon już dawno przestali być jej częścią. Czasem ciężko było mu uwierzyć, że Petunia Dursley naprawdę jest siostrą jego matki, którą wszyscy uwielbiali, i o której zawsze mówili z szacunkiem. Kobieta była po prostu zbyt zimna, zbyt wyrachowana i nawet, kiedy zapewniała Dudley'a o tym, jak bardzo go kocha, w uszach Harry'ego brzmiało to sucho, bez wyrazu.
- Na pewno dużo lepiej niż wtedy, kiedy ostatnio mnie widziałeś – rzekł Harry wciąż się uśmiechając, próbując jednak przy tym nie dopuścić do głowy obrazów z tamtego dnia.
Dudley przestał się uśmiechać, a Harry nagle zwrócił uwagę, że jego kuzyn mocno schudł. Do wagi adekwatnej do jego wieku pewnie trochę mu brakowało, lecz Harry i tak poczuł coś jakby ukłucie dumy. Pod warstwami tłuszczu Dudley był naprawdę przystojnym chłopakiem.
- Ty też dobrze wyglądasz, Dudley – powiedział w końcu, przerywając tym samym ciszę, jaka nastała po jego słowach. Harry pierwszy raz widział na twarzy kuzyna prawdziwy, nie zbrukany obłudą uśmiech.
Kilka minut później wrócił Dumbledore, a wyraz jego twarzy świadczył o tym, że wszystko było w jak najlepszym porządku.
- Posłuchaj mnie, Harry – powiedział, zwracając się do chłopca, który siedział na ławce oparty o ramię Remusa. - Nie wejdziesz na salę sądową, bo pozwolenie ci na to byłoby istnym szaleństwem...
- A-Ale... - próbował zaprotestować chłopak, jednak szybko zamilkł, pamiętając bardzo dokładnie, jakie kary spotykały go za przerywanie komuś w połowie zdania. Skulił się delikatnie i kiedy poczuł to Remus, ścisnął delikatnie jego dłoń.
- Nie wejdziesz na salę, Harry i to nie podlega dyskusji. Jednak razem z Amelią doszliśmy do wniosku, że rozmowa w cztery oczy między tobą a nią nie jest takim głupim pomysłem.
- Czyli... Czyli, że...
- Będziesz zeznawać, Harry, ale nie zrobisz tego przed całym Wizengamotem.
- Ja... Dziękuję...
Harry rozejrzał się po gabinecie. Był mały, lecz urządzony w dobrym stylu. Był ładny.
- Przykro mi, panie Lupin, ale będzie pan musiał zostawić nas samych – rzekła do Remusa Amelia Bones. Kobieta od razu zyskała sympatię Harry'ego. Nie starała się okazywać swojej wyższości, choć była osobą, która w Ministerstwie miała ogromną władzę – a tak przynajmniej mówił Remus. Poza tym wydawała się osobą spokojną i empatyczną, a jej spojrzenie mówiło, że widziała w życiu więcej, niżby sobie życzyła.
- Poradzisz sobie, Harry? - zapytał Remus, otrzymując od chłopca w zamian sztywne skinienie głowy.
Mężczyzna westchnął, spojrzał z troską na swojego podopiecznego, po czym opuścił pomieszczenie.
- Cóż – zaczęła kobieta – może chcesz się czegoś napić? Myślę, że czeka nas długa rozmowa. Herbata będzie w porządku?
- Nie musi pani...
- Może wolisz sok dyniowy?
- Niech będzie herbata – powiedział Harry, wzdychając w duchu.
Kobieta machnęła różdżką i pojawiła się przed nimi taca z dzbankiem wypełnionym gorącą herbatą, oraz filiżankami.
- Zawsze chciałam mieć syna, wiesz? - zagadnęła kobieta z uśmiechem. - Ale nigdy nie spotkałam nikogo odpowiedniego. Za to doczekałam się bratanicy. Pewnie ją znasz, jest na twoim roku, nazywa się Susan.
- Tak – przyznał chłopak, przypatrując się jak kobieta nalewa herbaty do dwóch filiżanek – znam Susan. Jest bardzo miła.
- Trochę mi wstyd, ale potwornie ją rozpieszczam – zaśmiała się kobieta, jednak po chwili uśmiech opuścił jej twarz. - Znałam cię, kiedy byłeś dzieckiem, wiesz?
- Słucham?
- Przyjaźniłam się z twoją mamą – powiedziała, znów lekko się uśmiechając. - Ja i Lily byłyśmy na tym samym roku w Hogwarcie, w tym samym domu. Dzieliłyśmy ze sobą dormitorium. Można powiedzieć, że znałam ją jak mało kto, ale wtedy zaczęła się wojna i każda z nas poszła w swoją stronę. Kontakt nam się urwał. Próbowałyśmy go odbudować jakiś czas później. Odwiedziłam wasz dom parę dni przed tym feralnym Halloween. Twoi rodzice też cię rozpieszczali.
- Czy... Czy może opowiedzieć mi pani o mojej mamie? Remus nie mówi mi o niej dużo. To znaczy, on nie znał jej zbyt dobrze, zaczęli się przyjaźnić dość późno.
- Mam propozycję, Harry. Opowiem ci o Lily, jeśli ty opowiesz mi o swoim życiu po śmierci rodziców.
- To będzie długa opowieść, proszę pani.
- Mamy dużo czasu.
- Nie wiem od czego powinienem zacząć.
- Czy możesz powiedzieć mi, kiedy pierwszy raz zostałeś uderzony?
- Myślę, że miałem wtedy około pięciu lat...
- Czy może pan wymienić obrażenia, z jakimi pan Potter trafił do pod pana opiekę? - słyszała jak przez mgłę głos starego mężczyzny.
- Pan Potter trafił do mnie z rozległymi obrażeniami zarówno wewnętrznymi jak i zewnętrznymi. Pracuję w swoim zawodzie długo i ostatni raz widziałem takie rany u ludzi, których dorwali Śmierciożercy. Chłopiec miał krwotok wewnętrzny, który zatrzymał pan Snape razem z panią Pomfrey. Mi do wyleczenia zostały trzy złamane żebra, przebite płuco, wstrząs mózgu i śledziona, której nie udało mi się uratować. Plecy chłopca... rzadko można natknąć się na taki widok. Mięso dosłownie odchodziło od kości. Próbowaliśmy wszystkiego, jednak blizny zostaną u chłopca do końca życia. Do tego wszystkiego dochodzą siniaki, zadrapania oraz obrażenia wewnętrzne, do których doszło podczas gwałtu. Silne niedożywienie spowodowało ogromne uszkodzenia układu pokarmowego...
W tym momencie Petunia Dursley przestała słuchać. Miała wrażenie, że dobrze wie, co spotka ją i jej męża. Zadawała sobie tylko jedno pytanie; dlaczego nie żałuje?
Jej oczy spotkały się z oczami Dudley'a, który zeznawał kilka minut temu. W jego spojrzeniu widziała wyłącznie odrazę. To była jedyna rzecz, której będzie Petunii szkoda – jej syn. Nie dała rady ochronić go przed wpływem tego bachora.
- Niech cię diabli, Lily – syknęła cicho sama do siebie. - Niech diabli wezmą ciebie, twojego przeklętego męża i waszego bękarta!
- Wizengamot usłyszał już wystarczająco – usłyszała w końcu słowa brązowowłosej kobiety. - Teraz Wizengamot uda się na naradę, po której zostanie wydany wyrok.
Oczy kobiety wbite były prosto w Petunię i ta już wiedziała, że miała rację – wyrok będzie bezlitosny.
Przepraszam, że musieliście tyle czekać. Myślę, że nie dodam nic przed nowym rokiem, dlatego robię to teraz.
Życzę wam wszystkim wspaniałych, rodzinnych świąt, spędzonych w gronie najbliższych. Żeby nowy rok był jeszcze lepszy niż ten, żeby spełniły się wszystkie wasze marzenia, żebyście wytrwali w swoich postanowieniach,
wasza EKP, która niedługo wpadnie w kompletną depresję :(
