ROZDZIAŁ 37

Radość żalem przeplatana

Severus

– Wszystko w porządku? – spytałem, rozsiadając się na kanapie obok żony. Wszyscy goście wrócili już do siebie i zastanawiało mnie dlaczego Solem nie goniła jeszcze dziewczynek do spania tylko pozwala im bawić się pomimo później pory.

– Tak – odparła wyrwana nagle z zamyślenia. – Spakowane już jesteście na jutro? – zwróciła się do córek, a te zgodnie pokiwały główkami. – W takim razie ubierajcie szaty, pojedziemy dziś – zakomunikowała i spojrzała na mnie z iskierkami w oczach. Uniosłem w zdziwieniu brwi, ale z uśmiechem przytaknąłem.

– Skąd ten pośpiech? – spytałem, gdy dopinała wszystkie kufry.

– Pomyślałam, że jeśli pojedziemy dziś, będziemy mogli się jutro wyspać – odpowiedziała i czule ucałowała mnie w policzek.

– To trochę naciągane. – Oparłem się o futrynę i założyłem ręce na piersi.

– Chodźmy, Severusie. – Solem podeszła do mnie i spojrzała mi prosto w oczy. Chwyciłem ją za ramiona i zbliżyłem twarz do jej twarzy.

– Chodźmy – odparłem po chwili.

Solem

– Byłoby fajnie, gdyby tutaj odwrócono też pory dnia – westchnęła Leen, rozkładając się na kanapie w saloniku.

– Nie widzę zastosowania – odparłam, wysyłając młodsze dziewczynki do sypialni.

– Nie musiałabym teraz iść spać. – Najstarsza z córek wzruszyła ramionami i posłała mi ironiczny uśmieszek.

– Ale musisz. – Wskazałam palcem pokoik dzieci.

Domek nie był duży i z trudem, ale udało nam się wygospodarować jedno z pomieszczeń na dodatkową sypialnię dla dziewczynek. Wszyscy naraz spędzaliśmy tutaj niewiele czasu w roku i w sumie to nam wystarczało, ale nie mogłam przestać się głowić, jak pomieścimy się tutaj, kiedy Teo do nas dołączy. Zastanawiałam się, jak właściwie powinnam o nim myśleć; czy był Teodorem, czy może wolałby pozostać Harrym. Niewątpliwie ostateczna decyzja będzie należała do niego, ale nie mogłam myśleć o nim, inaczej niż, jak o swoim małym Teo. Moim syneczku.

Severus

Z Solem działo się coś dziwnego. Po raz kolejny tego wieczora odleciała. Siedziała na kanapie z błogim uśmiechem i kompletnie nie zwracała uwagi na to co do niej mówiłem, ani na Leen, która w najlepsze rozłożyła swój gwiazdkowy zestaw do przygotowywania ziół do eliksirów i zamiast iść spać sprawdzała jego możliwości. Uśmiechała się do siebie, by po chwili zmarszczyć czoło i wywrócić oczami. Kręciła nosem i kiwała głową, mrucząc coś pod nosem. Wyglądała dziwnie.

– Mama powiedziała, że mogę jeszcze chwilę posiedzieć. – Leen skrzywiła się do mnie, gdy gestem i miną nakazałem jej szybkie udanie się spać.

– Ja ci zaraz pozwolę. Spać – warknąłem. – A jak jeszcze raz spróbujesz wykorzystywać chwilę nieuwagi mamy to inaczej sobie porozmawiamy.

– Przepraszam, zamyśliłam się. – Solem nagle spojrzała na mnie pytająco, po czym przeniosła wzrok na córkę i groźnie zmarszczyła brwi. – Czemu nie jesteś jeszcze w łóżku? Myślałam, że miałaś poczytać siostrom.

– One już śpią – mruknęła Eileen i jak gdyby nigdy nic, wyciągała kolejne moździerze i nożyki do obróbki ziół. Przerwała dopiero, gdy dość stanowczym machnięciem różdżki schowałem całą zawartość zestawu do niewielkiego kuferka. Spojrzała na mnie oburzona i chciała zaprotestować, ale gromy w moich oczach skutecznie ją przed tym powstrzymały.

– Leen, uwierz mi nie chcesz, żebym był zmuszony sam cię położyć spać – syknąłem i tym razem dziewczynka posłuchała. Chciała zabrać ze sobą prezent, ale posłałem jej wyjątkowo kpiący uśmieszek i zaklęciem oplotłem kuferek dodatkowym rzemykiem.

– Dobranoc – burknęła i zostawiła nas samych.

Nie czekając, aż nasza najstarsza córka zaśnie rzuciłem kilka wyciszających zaklęć wokół siebie i Solem. Usiadłem do niej przodem i chwyciłem ja za ręce.

– No dobra, co się dzieje, Sol? – spytałem poważnie. W odpowiedzi uniosła nieco mankiet swojej bluzki i pokazała mi na nadgarstku kilka wypalonych gwiazdek. – Merlinie, Solem co się stało? – Chwyciłem różdżkę i chciałem wyleczyć oparzenie, ale powstrzymała mnie.

– To nie boli i podejrzewam, że zejdzie samo do jutra – odparła i z uśmiechem wpatrywała się w moje czarne tęczówki. – Sev – nabrała powietrza – to Harry, to Harry jest Teo – wypaliła na wdechu i po chwili wypuściła wstrzymywane powietrze. Spoglądałem na nią przez dłuższą chwilę, nie dowierzając po czym mocno chwyciłem ją w ramiona i pozwoliłem, żeby wypłakała cały wieczór wstrzymywanych łez.

– Jesteś pewna? – spytałem drżącym głosem.

– Tak – odpowiedziała z pewnością w głosie. – Nie chodzi tylko o łańcuszek i zaklęcie naznaczenia. Jego oczy Sev, jego oczy są dokładnie takie same, jak miał mój tata. – Spojrzała na mnie i ponownie się rozpłakała. Mocno ją do siebie przycisnąłem i delikatnie kołysałem w ramionach. – Wiem, Sev, wiem, że zanim cokolwiek zrobimy musimy to dokładnie sprawdzić – wyszeptała przez łzy. – Ale ja jestem pewna, że to Teo. – Szloch nie pozwolił jej na więcej słów. Sam z trudem powstrzymywałem łzy i niewiele mogłem powiedzieć.

– Nie musimy nic sprawdzać, twoje serce wystarczy – odparłem po chwili.

– Severus – oderwała się ode mnie i odetchnęła głęboko, próbując się uspokoić – rozmawiałam z Davisem – wyznała. – Pytałam go dlaczego nie mogę dotknąć Harry'ego i on mi podpowiedział co zrobić, chociaż dobrze wiedział dlaczego tak się działo i od razu skojarzył, że to nasz syn. Ostrzegł mnie, żebym niczego nie dała po sobie znać, jeśli dostrzegę na jego nadgarstku łańcuszek i kazał działać bardzo powoli. Myślę, że on ma rację. Czarny Pan odzyskuje moc i obawiam się, że niedługo da o sobie znać. Jeśli dowie się, że Harry Potter to twój syn … – Nie była w stanie dokończyć. Pokiwałem głową ze zrozumieniem i z bólem na twarzy przymknąłem powieki. – Coś wymyślimy – dodała po chwili. – Musi być jakiś sposób, by go odzyskać. Merlinie – załkała – jestem złą osobą. Przyszło mi nawet do głowy, że przecież skoro Harry jest nasz, jest naszym Teo, to musi być jakiś inny chłopiec z przepowiedni, że Sam-Wiesz-Kto się pomylił tamtej nocy i … pomyślałam, że moglibyśmy go odnaleźć i oddać go w jego ręce. Merlinie, nie wierzę, że to pomyślałam. Jestem gorsza od niego.

– Nie jesteś, słoneczko, nie jesteś. – Pogładziłem ją z czułością po włosach i delikatnie otarłem spływające łzy. – Tęsknisz za naszym synem. Skrzywdzono ciebie, jego, nas wszystkich. To zrozumiałe, że chcesz go mieć przy sobie za wszelką cenę. Nie jesteś złą osobą. Nie znam nikogo lepszego niż ty. – Odetchnąłem głęboko. – Musimy to dokładnie przemyśleć, zastanowić się co dalej. Co z tym wszystkim ma wspólnego Evans i Lupin. Nie możemy być pewni, że mają świadomość tego, że to nie jest prawdziwy Potter. Chociaż szczerze w to wątpię, musimy zakładać każdą ewentualność.

– Znaleźliśmy go, Sev. – Solem chwyciła moje dłonie i uśmiechnęła się pomimo łez. – Jutro zastanowimy się co dalej. Porozmawiamy z rodzicami, pojutrze ma wpaść Davis, może oni coś wymyślą. Teo jest teraz bezpieczny i to jest najważniejsze. On żyje, Sev. – Żal co chwilę zastępował radość w jej sercu i chyba sama nie mogła się zdecydować, czy bardziej ma chęć się śmiać, czy płakać.

– Żyje i wróci do nas niebawem, obiecuję ci – odparłem. – Solem, wiem, że obiecałem, wiem, że złożyłem przysięgę, ale … nie daruję im tego. Nie daruję im tego, jak traktowali naszego syna, nie daruję, że nam go zabrali, że zabili twoich rodziców. Nie zabiję ich – dodałem, widząc jej zmartwione spojrzenie – ale żadne z nich nie będzie już nigdy szczęśliwe.

– Sev. – Solem chwyciła moją twarz w dłonie. – Wystarczy mi, jak go odzyskamy. Myślę, że i tak dostaną to na co zasłużyli. Proszę, jeśli już do nas wróci, cieszmy się i nie pozwólmy im zepsuć reszty jego życia.

Uśmiechnąłem się szeroko i czule ją ucałowałem.

– Nie mogę się już doczekać, kiedy z nami zamieszka – mruknąłem, rozkładając się wygodnie na kanapie. – Może w końcu uda mi się nad wami zapanować. – Solem roześmiała się i podobnie jak ja usiadła wygodniej.

– Nie macie szans – odparła z przekąsem. – Nadal mamy przewagę.

– To tylko kwestia czasu, moja droga. – Uśmiechnąłem się zjadliwie i delikatnie ugryzłem ją w ucho.

– Ej, myślałam, że już postanowiliśmy nie mieć więcej dzieci – oburzyła się.

– Ty postanowiłaś – mruknąłem. – Nawet mi się zdarza czasem zepsuć eliksir.

– Zdajesz sobie sprawę z tego, że w każdej chwili mogę stworzyć zaklęcie, które …

– Dobrze, już – burknąłem pod nosem. – Wygrałaś.

– Serio chcesz jeszcze jedno dziecko? – zdziwiła się.

– Czwórka wystarczy. – Uśmiechnąłem się do niej łagodnie.

– Czwórka – westchnęła z rozmarzeniem. – Kolejne święta będą najwspanialszymi w moim życiu.

– Kolejne? – Spojrzałem na nią zaskoczony.

– Jestem pewna, że Teo będzie już z nami na zawsze – odpowiedziała, wciąż błogo się uśmiechając.

– Naprawdę w to wierzysz – stwierdziłem i czule pogładziłem jej policzek.

– A ty nie? – zmartwiła się.

– Wierzę, kochanie. Na Salazara – jęknąłem po chwili – mój własny syn mnie nienawidzi. Byłem dla niego okropny. Szlabany, odejmowane punkty i odpytywanie na każdych zajęciach. – Spojrzałem zmartwiony na żonę.

– Mówiłam ci, że niesprawiedliwe traktowanie uczniów w końcu się na tobie zemści – mruknęła. – Severus, nie jest tak źle. Dzisiaj był bardzo rozluźniony w twoim towarzystwie i chyba nawet raz widziałam, jak odetchnął z ulgą, gdy go o coś zagadnąłeś.

– Uznał, że jestem bezpieczniejszą opcją od Blacka – odparłem z krzywym uśmiechem.

– Syriusz chyba trochę przesadzał. – Solem wywróciła oczami. – I zwraca się do niego James.

– Żartujesz? – oburzyłem się.

– Powiedział mi o tym, gdy byliśmy sami w kuchni – odpowiedziała z powagą.

– Black to skończony idiota – warknąłem z niesmakiem.

– Czeka nas trudne zadanie – odezwała się po chwili zasmuconym głosem. – A ty ani mi się waż nagle mu zacząć przymilać na zajęciach. On nie może poczuć, że mu się podlizujesz, tylko że o niego dbasz.

– Nagłym rozpieszczaniem raczej nie naprawimy jego braku poczucia bezpieczeństwa i niskiej samooceny.

– Przede wszystkim musi czuć, że ma w nas oparcie – westchnęła z uśmiechem. – Poczuć się kochanym. Kochasz go, prawda? – Spojrzała na mnie z uwagą.

– Pytasz czy przeszkadza mi, że Harry Potter jest naszym synem? – spytałem z krzywą miną. – Nie, Solem, to się w ogóle nie liczy. Kocham naszego syna.

– To trudne pytanie. – Solem zamyśliła się na chwilę. – Kochamy naszego syna, ale …

– Słonko, nie warto się nad tym zastanawiać – przerwałem jej. – Do niczego nie dojdziesz. Kochasz go, bo jest naszym synem. Tak samo kochasz nasze córki, bo są naszymi dziećmi. Nie szukasz powodów do tej miłości. To całkowicie bezwarunkowa miłość. – Solem przytaknęła.

– Nie mogę w to uwierzyć. – Uśmiechnęła się szeroko. – Teo. – Objąłem ją ramieniem i z równie błogim uśmiechem ucałowałem jej skroń. Nie był jeszcze z nami, ale odzyskaliśmy go. Był, mój syn. Spędziłem pierwsze święta z synem i patrzyłem, jak otwiera swój pierwszy prezent ode mnie, od nas. Nie chciałem się smucić i rozpamiętywać jedenastu lat rozłąki. Moje serce przepełniała radość.

.: :.

– Są najbardziej romantyczną parą na świecie. – Usłyszałem głos matki. Coś od dłuższego czasu mocno łaskotało mnie w nos i domyślałem się, że to włosy jednej z dziewczynek, ale po dość męczącej nocy z żoną nie miałem teraz siły otwierać oczu, a tym bardziej podnosić ręki do twarzy, by odgarnąć niesforne kosmyki.

– Nasz syn jest szczęśliwy. – Zdziwiłem się, słysząc w głosie ojca czułość, ale nadal nie zamierzałem pokazywać im, że już nie spałem. W duchu liczyłem, że popatrzą sobie przez chwilę i w końcu dadzą nam spokój, a ja będę mógł znowu spokojnie zasnąć.

Po długiej rozmowie, śmiechu przeplatanym łzami, Solem w końcu dała ponieść się szczęściu i sama zaciągnęła mnie do sypialni, by tę radość mi okazać. Dwa razy później wciąż nie mogliśmy spać, a że z pokoju dziewczynek zaczynały dochodzić do nas ciche szepty i chichoty, udając groźne miny wpadliśmy do nich i porwaliśmy całą trójkę do siebie do sypialni. Nie miałem pojęcia, która była wówczas godzina, ale w końcu każda z córek zasnęła, a i ja, i Solem poddaliśmy się zmęczeniu. Domyślałem się, że dochodziła jakaś dziewiąta skoro rodzice już tutaj byli, ale miałem wolne i w sumie mało to ważne.

– Spójrz na nich – westchnęła Eileen. – Tak bardzo się kochają.

– Jestem z niego dumny – wyznał Tobias. – Nasz syn jest dobrym mężem i wspaniałym ojcem. Sam nigdy nie byłem …

– Byłeś – przerwała mu matka. – Zobacz, nawet we śnie mają splecione dłonie – zapiszczała cicho, a ja poczułem, jak żona zaciska swoje palce na moich, dając znać, że już nie spała.

– Zostaw tę kołdrę, bo ich pobudzisz – mruknął Tobias.

– Zrobimy im śniadanie do łóżka? – W końcu usłyszałem coś mądrego z ust matki.

– Zobacz jak Asteria wtula się w Leen. A Selene rozłożyła się na Severusie. Uwielbia go.

– Prawda? Jest w niego całkowicie zapatrzona i taka podobna – odparła matka. – Asterka pójdzie w ślady Solem.

– Tak myślisz? – zdziwił się Tobias.

– Tak, jest tak samo wrażliwa i uczuciowa – odpowiedziała Eileen. – Widziałeś jak ładnie rysuje?

– Należy jej się chociaż jedno dziecko, prawda? – zaśmiał się mężczyzna. – Leen i Selene to córunie tatusia.

– Mamy cudowną synową, kochanie – westchnęła matka. – Cała piątka jest cudowna – dodała po chwili. – Brakuje tylko …

– Odzyskamy go, Eileen – zapewnił Tobias.

– Tak bardzo bym chciała, żeby byli wszyscy razem, szczęśliwi. Zasługują na to i oni, i to dziecko, gdziekolwiek jest zasługuje na taką wspaniałą rodzinę. – Czułem, że matka zaraz zacznie rozpaczać i mocniej zacisnąłem palce na dłoni żony. Jednocześnie otworzyliśmy oczy i delikatnie wyplątaliśmy się z objęć córek. Solem położyła palec na ustach, gdy matka otwierała już swoje, by zacząć nas przepraszać za obudzenie i z uśmiechem wskazała salon. Sam też nie przestawałem się wdzięczyć i mocno objęci ruszyliśmy za rodzicami do drugiego pokoju.

– Będziemy mieli kolejne wnuczę? – zapiszczała Eileen, gdy razem z Solem wciąż mocno przytuleni usiedliśmy na kanapie.

– Tylko pod warunkiem, że taty nieślubne dziecko będzie miało dziecko z mamy nieślubnym dzieckiem – mruknęła Solem z wysoko uniesionymi brwiami. Spojrzałem na żonę z obrzydzeniem, a państwo Snape zrobili zdziwione miny. – No co? Mówiłam już mamie, że nie chcemy więcej dzieci, a mama mimo to za każdym razem, jak tylko się szerzej uśmiechnę insynuuje, że jestem w ciąży. Nie jestem i nie planuję.

– Nie rozumiem dlaczego – wykrzyknęła oburzona Eileen. – Jesteście młodzi, macie wysokie dochody, duży dom, jesteście wspaniałymi rodzicami, macie wszystko czego potrzebują dobrzy rodzice.

– Dokładnie tak samo jak wy. – Solem spojrzała wymownie na teściów, a ja prychnąłem jeszcze bardziej zniesmaczony. – No co? Jesteście jeszcze młodzi, macie dużo czasu, duży dom, wysokie dochody, rodzicami jesteś najwspanialszymi pod słońcem i w przeciwieństwie do nas macie tylko JEDNO dziecko. Nie rozumiem dlaczego?

– Spójrz na niego. – Przywołałem minę niewiniątka, kiedy Tobias wskazał na mnie.

– Już od samego początku było jasne, że jego rodzeństwo byłoby skazane na marny los – dokończyła za męża Eileen.

– Ale teraz Severus jest już dorosły. Jestem pewna, że zaakceptuje młodszą siostrzyczkę albo braciszka. – Solem zwróciła się do mnie piskliwym głosikiem i z nadmierną pieszczotliwością chwyciła za policzek.

– Zgłupiałaś? – warknąłem. – Jeszcze gotowi cię posłuchać.

– Wygląda na to, Eileen, że na kolejne dziecko w rodzinie przyjdzie nam poczekać na Leen – westchnął Tobias.

– Opanowało was jakieś zbiorowe wariactwo? Moje córki nie będą miały żadnych dzieci! – uniosłem się.

– Wyobrażacie sobie chwilę, gdy Leen przyprowadzi do domu chłopaka? – zaśmiała się Solem, nie zwracając uwagi na moje chwilowe zapowietrzenie.

– To będzie dla niego najczarniejszy dzień. – Tobias pokręcił głową ze współczuciem.

– Dzień, w którym złowrogi cień przysłoni Słońce i jej potomstwo – jęknęła teatralnie Eileen.

– Dzień, w którym zatrzyma się Ziemia – dodała Solem, głośno wzdychając z udawanej rozpaczy.

– A tęcza stanie się czarno – biała – zakończył ojciec i zgodnie wybuchnęli śmiechem.

– Zabawni, doprawdy – skrzywiłem się do każdego z osobna.

– Leen wcale nie będzie miała najgorzej – kontynuował Tobias. – Niby będzie pierwsza, ale któraś z bliźniaczek będzie ostatnia. Jak on to zniesie?

– Leen będzie musiała sobie znaleźć wyjątkowo odpornego psychicznie i … fizycznie męża. – Sol udała, że się zastanawia. – Tak, to będzie musiał być chłopiec z silną osobowością. Tak, jak … Draco Malfoy na przykład.

– Harry to taki uroczy chłopiec i tak dobrze rozumieją się z Leen. Jestem pewna, że za kilka lat stworzą wspaniałą parę … – Na twarzy Eileen pojawiło się podniecenie.

– Mamo … – Solem próbowała przerwać w porę teściowej, ale ta nie dawała za wygraną.

– No co? Leen to już duża dziewczynka. Dadzą wam śliczne wnuki – kontynuowała matka.

– Mamo to nie …

– To zabawne, jak bardzo przypominają was, tylko w odwrotnej konstelacji. Leen to wykapany ojciec pod każdym jednym względem. Ma twój charakterek i z wyglądu przypomina ciebie, a Harry jest taki grzeczny, uprzejmy, wrażliwy jak Solem i nawet taki chudy. Te włosy, każdy w innym kierunku i oczy ma dok... O, Merlinie. – Eileen głośno przełknęła ślinę i chwyciła się za usta.

– Nareszcie się domyśliłaś co dzieci chciały nam powiedzieć. – Uśmiechnął się z ulgą Tobias.

Starsza kobieta spojrzała na nas z nadzieją, a Solem bez słów rzuciła się teściowej na szyję. Odetchnąłem głęboko i przez chwilę przyglądałem się, jak moja żona i matka płaczą mocno objęte. Ojciec niezdarnie poklepał jedną i drugą po plecach i po chwili Eileen wciągnęła go do tego dziwnego uścisku. Byłem przekonany, że to zachowanie podyktowane było szczerą radością całej trójki i mnie też przez moment łza zakręciła się w oku. Solem wyswobodziła się z objęć rodziców i niezdarnie wytarła mokre policzki, co było kompletnie bez sensu, bo nowe krople wciąż je moczyły.

– Nie mogę przestać – zaszlochała. – Cały wczorajszy wieczór … – urwała i znowu została wciągnięta przez płaczącą matkę. – Nie mogłam nic powiedzieć, a tak bardzo chciałam go przytulić, uściskać, ucałować. Chciałam móc go zabrać tutaj, żeby mógł nas poznać i jego poznać lepiej. Chciałam, żeby to były dla niego szczęśliwe święta, a nic nie mogłam zrobić – łkała. Westchnąłem głęboko i usiadłem obok żony.

– Jestem pewien, że i tak, dzięki tobie, były to dla niego jedne z najszczęśliwszych świąt. – Pogładziłem jej włosy i zabrałem z ramion matki. – Nikt go już nie skrzywdzi, słoneczko. Nie pozwolimy na to – zapewniłem.

– Chcę, by zaczął się uśmiechać – wyszeptała wtulona w moje ramiona.

– Będzie, dziecinko – wtrąciła matka. – Severus ma rację; wczoraj naprawdę był szczęśliwy.

– Trochę oszołomiony, ale pozytywnie oszołomiony – dodał ojciec. – Merlinie, jestem pewien, że w niedługim czasie to będzie najszczęśliwsze dziecko na całym świecie – zaśmiał się. – Wybaczcie, ale nie mam kompletnie nastroju na te lamenty. Odzyskaliśmy naszego wnuka, Eileen. – Zaśmiał się głośno i Solem w końcu nieśmiało wychyliła głowę z moich ramion i posłała mu promienny uśmiech.

– Jeszcze nie do końca, tato – westchnęła po chwili. – Nie mam pojęcia co zrobić, żeby mógł być z nami. To znaczy wiem co trzeba zrobić, ale kompletnie nie wiem jak.

– Co masz na myśli? – Pan Snape spojrzał na nią z uwagą. Solem odetchnęła i wróciła na swoje miejsce, na kanapie naprzeciwko rodziców.

– To Harry Potter, tato – zaczęła. – Musimy być bardzo ostrożni nie tylko dlatego, że on jest tak bardzo nieufny i skrzywdzony. Musimy uważać, bo … – zawahała się.

– Czarny Pan zaczyna odzyskiwać moc – dokończyłem za nią. – Mój znak piecze mnie coraz częściej, w Zakazanym Lesie zostało zabitych kilka jednorożców i wciąż docierają do mnie plotki od śmierciożerców – wyjaśniłem. – Jeśli dowie się, że Potter to mój syn …

– Będziesz w niebezpieczeństwie – jęknął Tobias.

– Nie chodzi o mnie, tato – odparłem. – Gdyby to był jedyny problem …

– Severus – warknęła Solem – nawet nie waż się kończyć. – Posłała mi pełne dezaprobaty spojrzenie. – Wciąż też nie wiemy dlaczego tak się stało. Nie mamy pojęcia co kierowało Evans, ile wie ona i Lupin. Rozmawiałam wczoraj chwilę z Davisem i on jest przekonany, że Evans nie mogła sama tego zaplanować. Och, James – jęknęła po chwili. – To James. To on próbował nam o wszystkim powiedzieć, Sev. Wiedział.

– Masz na myśli kaftanik i pukiel włosów? – Spojrzałem na nią zaskoczony.

– Tak, ale nie tylko. – Solem opadła na oparcie kanapy. – Pamięta mama, jak mieszkał obok nas, jak Leen była malutka? On wciąż robił coś nie tak przy Harrym albo zostawiał go ze skrzatką i wymawiał się, że nie może znaleźć opieki do niego. Robił wszystko, żebyśmy się zlitowały i zabrały dzieciaka do siebie, pamięta mama? – Eileen przytaknęła. – Jak mogłam nie poznać, że to mój Teo? – Schowała twarz w dłoniach i ponownie się rozpłakała.

– Solem, przestań natychmiast. – Chwyciłem ją za dłonie. – Nie mogłaś wiedzieć. Byłaś przekonana, że Teodor nie żyje. To nie twoja wina.

– Powinnam wiedzieć – jęknęła cichutko.

– Nie, Sol. Nie mogłaś wiedzieć – wtrąciła matka. – Nie zadręczaj się tym i o nic nie obwiniaj, dziecinko. Nikt nie mógł wówczas przypuszczać. Domyślam się, że pan Potter był pod jakąś przysięgą, ale skoro dopuścił się czegoś tak okropnego, to dlaczego był gotów dać się zdemaskować?

– Wciąż powtarzał mi, że … Merlinie. – Solem nagle pobladła. – Myślę, że Dumbledore maczał w tym palce. James, wciąż mi powtarzał, że wstąpił do Zakonu, by udowodnić ojcu, że się zmienił, że jest porządnym człowiekiem, dobrym, a okazało się, że wszystko znowu jest nie tak, że czuje się wykorzystany przez Zakon. Nie powiedział mi wprost, że Dumbledore go do czegoś zmusza, ale tak to wyglądało. Mówił, że czuje się zmanipulowany i ja odniosłam wrażenie, że ten stary głupiec zrobił mu dokładnie to samo co nam. Jestem głupia, powinnam …

– Solem, przestań natychmiast – syknąłem. – Nie jesteś głupia.

– Myślę, że w pierwszej kolejności musimy znaleźć bezpieczny sposób na odzyskanie Teo – wtrącił się tata. – Sol, Severus ma rację, niepotrzebnie się zadręczasz. To nie twoja wina, że tak się stało i jeśli to naprawdę Dumbledore maczał w tym palce, nie miałaś prawa się niczego domyślić. To bardzo sprytny i mądry czarodziej. Nie mam pojęcia czego mógłby chcieć od naszego wnuka i tylko domyślam się, że chodzi o coś, co jest ukryte w tej starej skrytce.

– Jedynym sposobem, żeby Teo mógł do nas bezpiecznie wrócić jest zabicie Voldemorta – odpowiedziała nieco uspokojona Solem. – Macie rację, najpierw musimy zająć się tą sprawą. Bez względu ile winy w śmierci moich rodziców ponosi Dumbledore, może nam się jeszcze przydać. Bezpieczeństwo naszej rodziny jest teraz najważniejsze. Później zajmiemy się resztą.

– I masz jakiś pomysł w jaki sposób zabić kogoś, kto nie żyje? – zakpił Tobias.

– Owszem – odparła Solem, wzruszając ramionami. – Najpierw musimy się dowiedzieć w jaki sposób go zabić, gdyby żył.

– Rozumiem, że do tego potrzeba wyjątkowej siły magicznej. – Eileen spojrzała na synową z uwagą.

– Niekoniecznie – westchnęła Solem i opowiedziała rodzicom o wszystkich przypuszczeniach związanych ze zniknięciem Czarnego Pana, średniowiecznych pergaminach znalezionych w skrytce rodziców i zagubionej części, w której prawdopodobnie opisany jest sposób na zagładę kogoś kto podzielił duszę.

– No dobrze. – Tobias wstał i zaczął przechadzać się nerwowo po salonie. – Załóżmy, że wiemy już, jak go zabić. Mówicie, że odzyskuje moc, ale to wciąż może potrwać lata. Chcecie czekać?

– Jeśli znajdziemy sposób na zabicie go, możemy mu troszkę pomóc wrócić do dawnej postaci – wyszeptała cichutko Solem, a reszta spojrzała na nią, nie dowierzając. – Chcesz czekać? – spytała z wyrzutem, patrząc na mnie.

– Oczywiście, że nie chcę, ale w jaki sposób możemy mu pomóc? – Posłałem jej ironiczne spojrzenie. – Któryś ze śmierciożerców co i rusz próbował go wskrzesić i nic, a uwierz mi znają się na Czarnej Magii troszkę lepiej od ciebie.

– Jak zwykle zabawny – zakpiła. – Przecież ci już mówiłam, że możesz zwrócić mu nieco mocy. Jeśli twój znak nie wystarczy, jestem pewna, że uda nam się przekonać Lucjusza i Emila. Może jeszcze kogoś, skoro śmierciożercy tak bardzo pragną jego powrotu. – Wymieniłem niepewne spojrzenia z rodzicami. – Przestań, przecież to proste zaklęcie. Śmierciożercy to idioci, bez urazy. Żadna Czarna Magia nie jest potrzebna, tylko zaklęcie krwi. Kretyni – mruknęła.

– No tak, przecież zaklęcia krwi to taka prosta magia – zakpił Tobias. – Może sobie rzucimy po jednym, Eileen? – ironizował z synowej. Solem posłała mu pełne dezaprobaty spojrzenie.

– Zakład, że staniesz się pupilkiem Czarnego Pana? – zwróciła się do mnie. – Będzie ci wdzięczny, że wpadłeś na tak genialny pomysł.

– A ja niedobry wbiję mu sztylet w serce – westchnąłem teatralnie.

– Naprawdę potrafisz to zrobić? – zreflektował się po chwili Tobias.

– Jeśli będzie ostry, to czemu nie? – odpowiedziałem z niewinną miną, a ojciec prychnął w odpowiedzi.

– Potrafię – odparła krótko Solem. – Ale obawiam się, że sztyletem niewiele zdziałasz.

– Mamy święta moi drodzy – przerwała nagle Eileen. – Zajmiemy się tym w odpowiednim czasie. Wracajcie do dzieciaków. Ucieszą się ze wspólnego śniadania w łóżku.

Solem

Reszta ferii zimowych minęła nam w przyjemnej atmosferze. Ku zdumieniu wszystkich to profesor Davis dość mocno utemperował nasze zapędy do szybkiego odzyskania syna. Żadne z nas nie miało odwagi na sprzeciw, gdy zaznaczał, że każdy nasz ruch musi być ostrożny i dokładnie przemyślany. Z jednej strony zgadzałam się z nim, z drugiej miała ochotę iść do Lily i wygarnąć jej wszystko, dowiedzieć się w końcu co tak naprawdę zaszło tego dnia, gdy zginęli moi rodzice i dlaczego tak się stało. Chociaż teściowa paliła się tak samo jak ja, to mężczyznom skutecznie udało się nas powstrzymać.

– Muszę przyznać, że to dość dziwne – zastanawiał się głośno Davis, gdy dziewczynki poszły już spać. – Dziwię się, że żaden ze śmierciożerców nie próbował dopaść tego dzieciaka. Przecież ty – wskazał na Severusa – dostałeś się do ich domu bez większego trudu.

– Na domu było nałożone całe mnóstwo zaklęć wiążących Teo z Evans – wyjaśnił. – Podejrzewam, że wcale nie tak łatwo było tam wejść, gdy w domu była ona i chłopiec. Odseparowanie ich, gdy byli gdzieś poza domem też pewnie było niemożliwe do momentu jego wyjazdu do szkoły. Sporo najbardziej oddanych śmierciożerców wciąż jest w Azkabanie, a ci co pozostali na wolności wolą się nie wychylać. Evans mogła czuć się bezpieczna.

– A teraz? – spytała Eileen. – Wie o niebezpieczeństwie?

– Syriusz jej wspomniał – odparłam – ale ona już wiedziała, że coś się szykuje. Nie była zaskoczona i zapewniła, że wie jak ochronić siebie i Teodora.

– Póki co, to wciąż Harry Potter – poprawił mnie Davis. – I lepiej na razie się nie przyzwyczajaj do prawdziwego imienia. – Posłałam mu zasmucone spojrzenie, ale lekko przytaknęłam. – Stanley, musisz być ostrożna.

– Wiem, profesorze – wyszeptałam.

– Wasz plan wcale nie jest taki głupi – odparł po chwili. – To, dlaczego został porwany zostawimy sobie na deser. Obawiam się, że jeśli zaczniemy drążyć teraz tę sprawę, osoby odpowiedzialne dowiedzą się, że wiemy o tym co zrobili i mogą się zdemaskować, ale z dużym prawdopodobieństwem wyda się też, że Harry Potter to wasz syn. Musimy być bardzo ostrożni. – Staruszek zamyślił się przez chwilę. – Snape, mogę zobaczyć te pergaminy, o których mówiłeś?

– Są w banku. – Severus lekko przytaknął.

– Mówisz, że nie są pełne, że czegoś brakuje? – spytał po chwili zastanowienia. – Skąd to wiesz?

– Na końcu rolki jest kawałek mapy; ewidentnie brakuje dolnej części – wyjaśnił.

– Mapa? – zdziwił się Davis. – Pergamin należał do twojego ojca, a ta stara skrytka do matki, tak? – zwrócił się do mnie.

– Tak mi się wydaje – odparłam. – To znaczy wiem, że skrytkę odziedziczyła mama po dziadkach – tłumaczyłam – ale nie mogę mieć pewności co do tych pergaminów. Mój tata miał kilka starożytnych zwojów, które znalazł podczas badań we Włoszech. Zakładałam, że to są jedne z nich. Pamiętam, że tata próbował je badać, gdy byłam mała, ale nie wiem na pewno, czy badał akurat te, czy może inne, które … pożyczył. Byłam wtedy mała, a rodzice ukryli je, jak tylko się zorientowali, że mogę po nie w każdej chwili sięgnąć.

– Czyli istnieje możliwość, że akurat te zwoje, wcale nie pochodzą z kradzieży jakiej dopuścił się twój ojciec? – Davis posłał mi kpiący uśmieszek.

– Było kilka zwojów, które tata OCALIŁ przed zniszczeniem, ale tylko ten, który wówczas dorwałam ukryli. Inne zostały w domu. – Posłałam mu równie kpiący uśmiech. – Później znalazłam jeszcze dwa w skrytce, ale nie zawierają w sobie niczego niebezpiecznego. To z nich moja mama nauczyła się zaklęć … – mój głos lekko zadrżał. – Te czarno magiczne pergaminy, różnią się dość widocznie. Nie znam się na badaniu starodruków i ksiąg, ale już na pierwszy rzut oka widać, że są dużo starsze.

– Możliwe, że twoi rodzice znaleźli je w skrytce odziedziczonej przez matkę? – dopytywał Davis. Przytaknęłam. – Czyli z dużym prawdopodobieństwem tam jest druga część?

– Mielibyśmy niewiarygodnie dużo szczęścia, gdyby tak było – mruknęłam.

– Załóżmy chwilowo, że właśnie to szczęście zaczyna ci dopisywać – westchnął zamyślony czarodziej. – Zastanówmy się w jaki sposób zwabić tam chłopaka.

– To chyba nie problem. Syriusz odziedziczył jedną ze skrytek po Jamesie. Nie był pewien dlaczego Potter mu ją zostawił, ale z tego co wiem, była tam między innymi peleryna niewidka. Nie mam pojęcia w jaki sposób znalazła się w skrytce, skoro James dał ją Evans tej nocy, gdy został zabity. Poza tym jakieś pamiątki rodzinne, pieniądze, złoto, nic co mogłoby przydać się Syriuszowi, chyba że nie mówi nam o czymś. Niemniej, Black chce całą zawartość oddać Harry'emu.

– Zgubiłaś się. – Severus spojrzał na mnie z rozbawieniem.

– Och – zreflektowałam się. – Możemy przekonać Syriusza, żeby pokazał skrytkę chłopcu, a później jakoś namówić, żeby pojechał z nami do tej naszej. Jeśli Black powie Evans, że chce zabrać Harry'ego do banku, ta na pewno się zgodzi. Myślę, że Syriusz znalazł tam coś o czym nam nie powiedział. Możliwe, że sam nie jest świadom ważności tego co znalazł, ale coś tam musiało być. Peleryna to trochę mało.

– Możliwe, że peleryna była tak zaklęta, by po śmierci właściciela wrócić do skrytki – wtrącił zamyślony Tobias.

– Skąd Voldek wiedział, że wasz przyjaciel Potter będzie tego dnia w domu? – spytał Davis.

– James, odkąd zamieszkał w Hogwarcie nie wychodził nawet do Hogsmeade – zastanawiałam się głośno. – Evans też tylko do pewnego momentu wychodziła. Pamiętasz? – zwróciłam się do męża. – Jak zaczęło być dla ciebie trudne ukrywanie jej przed Sam-Wiesz-Kim, Dumbledore jej zakazał wychodzenia, nałożył te dziwne zaklęcia. – Severus przytaknął. – Mogła wychodzić tylko przez gabinet dyrektora.

– Kto wiedział o wyjściu Pottera z zamku? – Tobias spojrzał na nas zaciekawiony.

– My, bo go spotkaliśmy, a co za tym idzie każdy inny mieszkaniec zamku mógł wiedzieć.

– Pamiętasz, czy ktoś widział, że wychodzi za bramę? – dopytywał starszy pan Snape.

– Nie przypominam sobie, żeby ktoś tam jeszcze był – odpowiedziałam, a Severus pokręcił głową.

– Więc załóżmy, że wychodzącego z zamku widzieliście go tylko wy. – Tobias głośno odetchnął.

– Musiała też wiedzieć Evans, no i Dumbledore, bo zawsze wie, gdy ktoś przekracza bramę – dopowiedziałam.

– Skąd? – zdziwił się Severus.

– Klika, jak ją przekraczasz, a to na pewno odnotowuje jedno z tych głupich urządzeń w jego gabinecie – wyjaśniłam mu.

– Nic nie klika – zaperzył się.

– Klika.

– Mnie nie … Klika ci? – Spojrzał na mnie zdezorientowany.

– Od mojego pierwszego wyjścia odkąd zamieszkaliśmy tam dziesięć lat temu – odparłam. – Tobie nie?

– Nie – zaprzeczył krótko.

– Dziwne – mruknęłam.

– Ale jakże podobne do tego starego idioty – wtrącił z rozbawieniem Davis.

– Powiedzcie mi – odezwała się Eileen – wciąż zastanawiamy się w jaki sposób pozbyć się Sami-Wiecie-Kogo, czy próbujemy dowiedzieć się kto wydał pana Pottera? – Spojrzeliśmy na nią ze skruchą. – Rozpędzacie się troszkę – zganiła nas.

– Jeszcze zanim Czarny Pan zaniknął, próbowałem zdemaskować zdrajcę – wyjaśnił swoje powody Severus. – Praktycznie od samego początku, gdy do niego trafiłem, było dla mnie oczywiste, że jest jeszcze jeden szpieg, ale Dumbledore utrzymywał, że to nikt o kim by wiedział. Sam był nawet zaniepokojony. Przeszło mi przez myśl, że to mnie między innymi sprawdza, ale wyglądał na mocno zdezorientowanego.

– No, ale przecież wydało się w końcu, że to Pettigrew – odparłam zaskoczona.

– Jego Dumbledore podejrzewał od początku, uprzedził mnie nawet, bym był przy nim ostrożny – westchnął Severus. – Był ktoś jeszcze. Nie zastanawiałem się nad tym po śmierci Pottera, bo nie było po co, ale …

– Masz podejrzenia?

– To może być każdy – mruknął. – Mama ma racje, mieliśmy zastanowić się, w jaki sposób zabić Czarnego Pana. – Objął mnie i delikatnie ucałował w skroń.

– A jeśli tam nic nie ma? – jęknęłam z rezygnacją.

Severus

Ciężko mi było rozgryźć zachowanie Solem. Zwykle pałała optymizmem i nie szukała problemów, dopóki ich faktycznie nie było. Stara skrytka odziedziczona po jej matce była dość pewnym tropem i jeśli w środku nie było reszty pergaminów, to z dużym prawdopodobieństwem było coś, co mogłoby nas naprowadzić na to gdzie się znajdowały. Domyślałem się, że jej wahania nastrojów, lęki i pesymizm były wywołane tym, że nie mogła już dziś odzyskać syna. Sam też bardzo chciałem już przytulić Teodora, ale zdawałem sobie sprawę z tego na jak duże niebezpieczeństwo narażona by była moja rodzina, gdyby ktokolwiek niepożądany dowiedział się, że to nasze dziecko.

Martwiło mnie, jak teraz z całą swoją wiedzą sprostam nadal gnębić chłopca na lekcjach. Bałem się, że Teo mnie znienawidzi jeszcze bardziej i trudno będzie mi kiedykolwiek przekonać go do siebie. Już dawno obiecałem żonie, że postaram się być sprawiedliwy w stosunku do niego, ale nie mogłem przecież tak z dnia na dzień zacząć go traktować jak swego pupilka. Zresztą sam już dawno postanowiłem, że od swoich dzieci będzie wymagał więcej niż od innych i tak też planowałem postępować względem syna. Tyle, że moje córki wiedziały, jak bardzo je wszystkie kocham i zdawały sobie sprawę, że nieustępliwość jeśli chodzi o ich edukacje i często surowe traktowanie była podyktowana troską. Ani ja, ani Solem nie wymagaliśmy też od nich niemożliwego i dobrze wiedziałem, że przynajmniej w przypadku Eileen stać ją na dużo więcej, a mimo to dostawała sporo swobody. Nie miałem pewności, jak daleko mogłem posunąć się z Teodorem. Chłopiec miał spore braki praktycznie w każdej dziedzinie nauki. Dzięki książkom, jakie podsuwała mu Solem i spotkaniom z Blackiem chłopak sporo nadrobił, ale wciąż pozostawał w tyle za rówieśnikami. Pomyślałem, że może przyjaźń, jaką zawarł z Leen będzie dobrą przykrywką do dodatkowych korepetycji i powoli układałem już plan.

Obydwoje z Solem uważaliśmy dobre wykształcenie za bardzo ważne i chcieliśmy dzieciom przekazywać całą swoją wiedzę, ale staraliśmy się także nie zapominać o innych rzeczach. Jak tylko mogłem, mądrość na temat eliksirów przekazywałem w formie zabaw, tak samo było z zaklęciami, których uczyliśmy dziewczynki podczas codziennych czynności czy transmutacją, której podstawy Solem przekazywała im mimochodem. Na lekcje astronomii cała trójka z zapałem biegała do profesor Sinistry, a wiedzą na temat literatury zajmował się w ostatnim czasie ojciec. Solem przejmowała od niego coraz więcej obowiązków w wydawnictwie, a on w zamian więcej czasu spędzał z wnuczkami.

Sprawa z Teodorem była o wiele bardziej skomplikowana. Mogłem podsuwać mu książki od Solem i prosić Leen, by w bibliotece pomagała mu w lekcjach, ale nie miałem pomysłu w jaki sposób nauczyć go pewności siebie, wiary we własne siły i przekonania o naszej bezwzględnej miłości. Chciałem mieć pewność, że chłopiec przyjmie naszą rodzinę z otwartymi ramionami i pragnąłem o tym zapewnić swoją żonę, ale to wcale nie będzie prosta sprawa.

– Wszystko będzie dobrze, promyczku – wyszeptałem wprost do uch zasmuconej małżonki. Odwróciła do mnie nieśmiało głowę i leciutko się uśmiechnęła.

– Zostanie pan na noc, profesorze? – zwróciła się zmęczonym głosem do starszego mężczyzny.

– Zamierzam nie tylko na noc. – Uśmiechnął się zjadliwie. – Kto według ciebie ugotuje mi lepsze śniadanie?

– Tutaj gotuje teściowa. – Solem wskazała dłonią na matkę.

– Nawet lepiej – odparł z wyraźnym cukrem w głosie. – Morskiej kąpieli w grudniu też sobie nie odmówię – dodał po chwili. – Zabrałem nawet kąpielówki, pokazać? – Spojrzał na swoją byłą uczennicę z wysoko uniesioną brwią.

– Może niekoniecznie – bąknęła. – Przygotujesz wszystko do spania profesorowi? – zwróciła się do mnie. – Chciałam się chwilę przejść.

– Dobrze się czujesz, dziecinko? – Eileen przyglądała się jej od dłuższej chwili i najwyraźniej podobnie jak i mnie, zaniepokoiło ją zachowanie synowej.

– W porządku, tylko chciałam chwilę odetchnąć – odparła, siląc się na uśmiech, chociaż jej głos wyraźnie się łamał.

– Idźcie razem, my położymy Owidiusza spać – zaproponowała teściowa.

– Nie wiem, jak ty, Eileen, ale ja z twoim mężem zamierzam wypić po jeszcze jednym drinku. – Davis uśmiechnął się do gospodyni, niewinnie mrugając oczami.

Kolejny rozdział: „Odpowiedzi pojawiają się same"