Dzielni, prawi, waleczni... Z pamiętnika Lily.
Już od dwóch lat jestem mężatką. Mój mąż, James, jest na tyle bogaty, że nie musimy pracować... To nie pieniądze są troską naszego codziennego życia. Po ukończeniu Hogwartu, trochę za namową Jamesa a trochę z własnego przekonania, że tak trzeba, zaczęłam aktywnie działać w Zakonie Feniksa, organizacji powołanej przez Dumbledore celem przeciwstawienia się Voldemortowi. Voldemort jest bardzo niebezpiecznym czarnoksiężnikiem, chce przejąć władzę i nie ma żadnych skrupułów, krzywda innych ludzi, podłość, kłamstwo nie mają dla niego znaczenia. Voldemort realizuje swoje cele poprzez śmierciożerców, swoich sługusów jak sądzi wielu. Sev, będąc jednym z nich uświadomił mi, że śmierciożercy są raczej niewolnikami swojego Pana niż sługami. My, członkowie Zakonu Feniksa, otwarcie walczymy z Voldemortem, więc jesteśmy przez niego prześladowani. Ministerstwo Magii jest infiltrowane przez śmierciożerców i nie jest w stanie chronić społeczeństwa ani nam pomóc.
Wielu czarodziejów z potężnych rodów czystej krwi dało się omamić Voldemortowi i jego wizji świata nie zauważając, że mają do czynienia z pospolitym przestępcą...Genialnym, bardzo zdolnym ale przestępcą. Wielu tych czarodziejów chce świata rządzonego przez magów, niekoniecznie w złym sensie. Ten Którego Imienia Nie Wolno Wymawiać, wykorzystał to pragnienie dla swoich celów. Czasami współczuję tym czarodziejom, pomimo że chcą pozbyć się z magicznego świata takich jak ja, pochodzących z mugolskich rodzin. Bo kto raz zaangażował się po stronie Voldemorta, ten nie może się już wycofać... Jeżeli próbuje zostaje zabity, tak jak brat naszego przyjaciela Regulus Black, który szybko zorientował się kim naprawdę jest Voldemort... I za błędną życiową decyzję zapłacił swoim młodym, kilkunastoletnim życiem.
Trzy lata temu zginęli rodzice moi i Jamesa zabici przez śmierciożerców. Rok po tym tragicznym wydarzeniu, we wrześniu 1979 roku wzięliśmy z Jamesem ślub, a z końcem lipca 1980 roku urodził się nasz synek Harry, nasza miłość i duma, nasze ukochane dziecko.
Wiem, że decyzja wstąpienia do Zakonu Feniksa była słuszną decyzją, ale mam coraz mniej nadziei na zwycięstwo... Członkowie Zakonu są po kolei mordowani...Benio Fenwick, dzielni, bardzo dobrze wyszkoleni bracia Prewettowie, Edgar Bones, Caradon Dearbon, Dorcas Meadowes i ostatnio zabita wraz z całą rodziną Marlena MacKinnon...Kto będzie następny? Wstępując do Zakonu byłam pełna entuzjazmu i wiary w zwycięstwo, a teraz pozostało jedynie zniechęcenie i lęk o życie swoje, męża i mojego największego skarbu, synka. I jeszcze ta przepowiednia... Dobrze wiem, kto ma być następny i ta myśl paraliżuje mnie, następni mamy być my.
O przepowiedni dowiedziałam się od Severusa a później od Dumbledore. My, członkowie Zakonu Feniksa mamy wrażenie, że od jakiegoś czasu Dumbledore ma szpiega blisko Voldemorta. Wiem, moje serce mi mówi kto i dlaczego jest tym szpiegiem, ale swoimi przypuszczeniami nie dzielę się z nikim, nawet z Jamesem. Nie mam, nie mogę mieć żalu do Severusa o tą przepowiednię. To jest nic wobec tego co robi, co musi robić jako śmierciożerca. Wybrał taką drogę życia jaką wybrał, ale ten wybór był konsekwencją warunków w jakich dorastał, dorosłych którzy mieli się nim opiekować i doradzać a nie robili tego. Gdy jako piętnastoletni chłopiec został sługą Voldemorta nie mógł się już wycofać, nawet jeśliby chciał.
xxx
Z Jamesem i naszym synkiem Harrym potajemnie przenieśliśmy się do niewielkiego domku w Dolinie Godryka utrzymując pozory, że nadal mieszkamy w rodowej siedzibie Potterów. Niedawno na tę dobrze strzeżoną posesję śmierciożercy przypuścili atak. Dom został zrównany z ziemią i James sprzedał plac.
James coraz trudniej znosi tą pełną napięcia sytuację, tą możliwość ataku w każdej chwili i jest na skraju wyczerpania nerwowego. I jeszcze ta sprawa ze zdrajcą... Dumbledore jasno powiedział Jamesowi, że ktoś z jego najbliższego otoczenia donosi Voldemortowi. Po treści rozmowy którą Voldemort ujawnił śmierciożercom a dyrektor nam, zorientowaliśmy się, że to ktoś z huncwotów. Ta wiadomość była najgorszym ciosem dla Jamesa który zawsze i bezgranicznie ufał swoim przyjaciołom. Dumbledore zasugerował, że najlepszą ochroną dla nas będzie zaklęcie Fideliusa i zaoferował się być strażnikiem tajemnicy ale James uniósł się honorem i dumnie odpowiedział, że ma przyjaciół którym ufa tak jak sobie. Teraz z Syriuszem zastanawiają się, kto może być tym donosicielem... Najbardziej prawdopodobnym wydaje się być Lupin. Nie mogę doczekać się, kiedy zostanie rzucone zaklęcie Fideliusa. Pewno Syriusz zostanie naszym strażnikiem tajemnicy...Będziemy uwięzieni we własnym domu nie wiadomo jak długo, ale będziemy bezpieczni.
xxx
Jak już wspominałam, przez tą ciągłą niepewność, zagrożenie i zdradę przyjaciela James zrobił się bardzo nerwowy. Od dwóch miesięcy nie sypiamy ze sobą, James przeniósł się na kanapę w salonie. Nie skarżę się, bo rozumiem powody przejściowej impotencji męża, ale coraz bardziej ciąży mi ta przymusowa wstrzemięźliwość. Kilka miesięcy po porodzie nabrałam ponownie apetytu na seks, ale seks z Jamesem przestał być satysfakcjonujący... James jest dość mały a ja jestem rozciągnięta, no i te rzadkie, nieregularne stosunki a właściwie brak stosunków... Z przerażeniem konstatuję, że to nie James pojawia się w moich snach... Zamykam oczy i czuję silne, żylaste, umięśnione ciało Severusa, czuję chłodne szczupłe dłonie o długich palcach na swoim ciele, więc gdy w któryś ciepły, wrześniowy wieczór medalion Seva spoczywający na mojej piersi rozgrzewa się, to proszę Jamesa, żeby zaopiekował się Harrym i deportuję się na "nasze" miejsce nad rzeką. Sev czeka na mnie i jest zdenerwowany. Kładę mu rękę na ramieniu i całuję w policzek a drugą ręka mierzwię mu włosy, po czym siadam obok niego.
- Cześć Sev. Co się stało?
Severus rzuca wokół nas zwodzący czar niewidzialności, Silencio i lekki czar ocieplający, nikt nas tu nie zobaczy ani nie usłyszy.
- Lily, ktoś z twoich bardzo bliskich znajomych was zdradził.
- Już wiemy o tym, Dumbledore nam powiedział. Po informacjach które Sam Wiesz Kto wam przekazał wiemy, że to jest ktoś z huncwotów.
Sev denerwuje się jeszcze bardziej.
- Lily, musicie się ukryć pod zaklęciem Fideliusa. Dumbledore zgodził się być strażnikiem tajemnicy, trudno o lepszą ochronę!
Nie podejmuję tego tematu. Niedawno dowiedziałam się, że w młodości Dumbledore był przyjacielem Grindewalda. Czytałam list Dumbledore do Grindewalda z którego wynika, że autorem hasła "dla większego dobra" jest właśnie Dumbledore... I przeczytałam trochę o "dokonaniach" Grindewalda w Europie. Po tej lekturze lękam się, że dyrektor nie jest szczery w ratowaniu nas jako rodziny, że zależy mu na "większym dobru", czyli na pokonaniu Voldemorta każdym kosztem. Jednak nie dzielę się moimi obawami z Severusem, bo jeżeli jest szpiegiem Dumbledore, a jestem tego niemal pewna, to powinien mieć pełne zaufanie do dyrektora. Dumbledore jest wielkim manipulatorem i mam do niego żal o to, że gdy przed trzema laty zakładał Zakon Feniksa to nie ostrzegł nas, że prawdopodobieństwo przeżycia i zwycięstwa jest niewielkie.
Wchłaniam zapach Severusa... Nie pachnie już biedą jak kiedyś. Kładę rękę na jego ramieniu i czuję silne, umięśnione ciało. Nachylam się i całuję go delikatnie w usta. W tym momencie z Severusem dzieje się coś dziwnego... Odsuwa się ode mnie, jego oczy płoną... Dziwię się sobie, że nigdy nie zauważyłam jak piękne są jego oczy.
- Lily, - szepce i kładzie mi ręce na ramionach, przytula mnie i zbliża swoje usta do moich delikatnie całując.
Oddaję pocałunek, czując gorzko-męski smak i zapach Severusa. Sev obejmuje mnie i całując kładzie się na plecy. Zaczyna pieścić moje ciało, talię, pośladki. Czuję napierającą ma mnie twardą męskość. Nie przestając całować rozpinam dół szaty Severusa... I obejmując udami jego biodra, wpuszczam go do środka. Jest duży, zdecydowanie większy od Jamesa... Poruszam biodrami i zaczynam odczuwać przyjemność jakiej dawno nie zaznałam. Sev nadaje rytm ruchom moich bioder, pieści moje piersi, słyszę wypowiadane coraz szybciej moje imię -Lily, Lily... - Odchylam się ku tyłowi, Sev nieznacznie unosi biodra.. Szczytujemy równocześnie. Rozładowani, kładziemy się przytuleni do siebie w ciepłej, wonnej trawie.
- Pamiętasz nasze śniegowe walki?- Pytam po chwili.
- Pamiętam.- Sev uśmiecha się - Zawsze wygrywałaś...
- Zawsze dawałeś mi wygrywać.
- Niemożliwe! - Protestuje Sev. - Byłaś lepsza, Lily.
- Tak jak z eliksirów? - Kpię lekko. Oboje uśmiechamy się. Całuję go w nos a Sev odwraca głowę.
- Jestem brzydki i nieatrakcyjny, - mruczy.
- Co ty mówisz? Jesteś bardzo przystojny.
- Z tym nosem?
- Mnie twój nos się podoba. Masz piękne ciało, silne i umięśnione. Kobiety to lubią. I masz piękne oczy, których kolor podkreśla blada karnacja. I jesteś duży,- śmieję się.- Kto to widział, żeby prawić komplementy mężczyźnie?
- Jesteś piękna, każdy to widzi, Lily. Jestem duży? Ja?- Sev prycha ironicznie.
- Oj, tam na dole,- mówię, chowając twarz w jego ramieniu.
Sev delikatnie całuje moje czoło, policzki, nasze usta znowu spotykają się... Rozpina moją szatę, zaczyna pieścić piersi talię, czuję jego silne, delikatne, chłodne dłonie o długich palcach na swoim ciele. Rozpinam jego szatę obnażając piękne, umięśnione ciało. Z rozkoszy odchylam głowę ku tyłowi. Sev całuje moja szyję, ssie i masuje sutki, pieści mnie... Rozkładam uda i lekko unoszę biodra. Sev wchodzi we mnie. Zagryzając wargi jęczę z rozkoszy... Dawno już tak nie szczytowałam, dawno nie odczuwałam takiej przyjemności... Po wszystkim leżymy nago, przytuleni do siebie. Nic nie mówimy. Delikatnie dotykam ciała Severusa i wodząc palcami zatrzymuję rękę na lewym przedramieniu...
- Nieaktywny jest niewidoczny,- odpowiada na niezadane pytanie.
Oglądam jego przedramię i faktycznie, nie widzę znaku.
- Ale go czujesz?
- Tak, cały czas.
- To ciebie boli?- Pytam nie patrząc mu w oczy.
- Nie, po prostu czuję go, wiem gdzie jest. Aktywny znak boli, pali jak gorące żelazo przyłożone do skóry.
- Gdy was wzywa?
- Tak.
Gdyby Sev nie zadał się ze śmierciożercami... Gdybym ja nie była taka dumna. To było i tego już się nie zmieni...Trzeba skupić się na tym, co jest. Zbliża się czas naszego pożegnania. Sev rzuca na nas zaklęcie czyszczące i powoli ubieramy się.
- Kiedy zobaczymy się znowu?
- Nie wiem Sev, niedługo będę pod zaklęciem Fideliusa.
- Jak będziesz chciała się ze mną spotkać, to dasz znać?
- Tak, - uśmiecham się.
- Lily, uważaj na siebie.
- Ty też uważaj na siebie, Sev. Domyślam się co robisz dla Dumbledore i dlaczego to robisz.
Sev patrzy mi bystro w oczy.
- Lily, dzieliłaś się z kimś swoimi przypuszczeniami?
- No wiesz? Z nikim. Nawet z Jamesem. I z nikim się nie podzielę. Sev, muszę już wracać.
- Zobaczymy się jeszcze?- Sev ponawia pytanie.
- Nie wiem.
Całujemy się na pożegnanie, Sev robi to tak delikatnie. Niechętnie wysuwam się z jego objęć i deportuję się.
xxx
Z Jamesem mamy ciche dni, mąż zaczyna mnie drażnić i jestem dla niego niemiła. Wreszcie James orientuje się co może być powodem takiego zachowania, przeprasza mnie i z powrotem wprowadza się do sypialni. Jednak to nie mąż jest bohaterem moich fantazji erotycznych i jest to powodem mego wstydu. Co ty sobie myślisz, przekonuję sama siebie, powinnaś być szczęśliwa, masz synka, dobrego męża... Jednak nie jestem szczęśliwa i czegoś zaczyna brakować mi w małżeństwie.
