Siadając tuż obok leżącego na łóżku mężczyzny, kobieta zerknęła na jego twarz, uśmiechając się błogo.

- Tęskniłam za tym... - mruknęła, wyciągając rękę, by dotknąć jego klatki piersiowej. Przesuwając opuszkami palców po wytatuowanej skórze, śledziła wzrokiem ciemne wzory. - Za Tobą... - przyznała po dłuższej chwili ciszy. - Dobrze mieć Cię z powrotem.

Nie odrywając od niej oczu, brunet podniósł dłoń, przykrywając nią rękę kobiety. Przyciskając ją do swojego torsu, ściągnął na siebie jej spojrzenie. Milcząc, obydwoje wsłuchiwali się w swoje oddechy.

- Zaraz wracam... – szepnęła Amy, ledwie poruszając ustami. Podnosząc się z materaca, poprawiła koszulę Phila, którą miała na sobie, po czym ruszyła powoli w stronę łazienki. Odprowadzając ją wzrokiem, mężczyzna uśmiechnął się pod nosem.

Kiedy rudowłosa zniknęła za drzwiami, usiadł na łóżku, sięgając po swoją komórkę. Wyłączył ją krótko po ostatniej rozmowie z Allison, zdenerwowany jej zachowaniem. Włączając ją, sprawdził kilka ostatnich nieodebranych połączeń. Zdając sobie sprawę z tego, że dziewczyna z pewnością już go szuka, zdecydował, że powinien wrócić już do pokoju.

Ubierając spodnie i chowając telefon do kieszeni, podszedł do zamkniętych drzwi łazienki. Stukając w nie, odchrząknął cicho.

- Amy, muszę już wracać... - powiedział, czekając cierpliwie, aż kobieta do niego wyjdzie. Nie trwało to długo. Już kilka sekund później drzwi uchyliły się, a w progu stanęła okryta ręcznikiem rudowłosa. Trzymając w ręce jego koszulę, posłała mu zalotny uśmiech i oparła się ramieniem o framugę.

- Na pewno nie zostaniesz dłużej? - zapytała, przekrzywiając głowę. Otrzymując od niego odpowiedź przeczącą, spoważniała i podnosząc w górę rękę, oddała mu górną część jego garderoby. - Jak chcesz... - mruknęła niezadowolona, patrząc, jak mężczyzna zakłada ją na siebie. - Zobaczymy się jutro? - odezwała się z nadzieją w głosie. Przytakując ruchem głowy, zapiął ostatnie guziki, a następnie przygładził materiał.

Wspinając się na palcach, Amy położyła dłoń na jego policzku i złożyła na jego ustach delikatny pocałunek. Odsuwając się po kilku sekundach, uważnie studiowała jego zamyślony wyraz twarzy.

- Miłych snów, Phil... - szepnęła, po czym odwróciła się w stronę łazienki i zniknęła w głębi pomieszczenia.


Zamykając za sobą drzwi do pokoju, Allison oparła o nie plecy i wzdychając ciężko, przymknęła oczy. Wizyta w szpitalu ją wykończyła; złe wieści o stanie zdrowia Joanne sprawiły, że nie miała siły na nic. Jedyne, czego pragnęła, to dotrzeć do hotelu i w końcu odpocząć.

Uchylając powieki, rzuciła okiem na ciemne pomieszczenie. Wracając ze szpitala kilka razy dzwoniła do Phila, za każdym razem łącząc się z automatyczną sekretarką. Podejrzewając, że może być już w hotelu, skierowała tam swoje kroki, nie kłopocząc się wstąpieniem na bankiet po ceremonii Hall of Fame. Przemierzając jednak skąpany w mroku pokój przeczuwała, że się pomyliła.

- Phil? - zawołała niezbyt głośno. Wciąż idąc przed siebie, zbliżyła się do ściany, po omacku szukając przełącznika światła. - Phil, wróciłam – powiedziała głośniej, natrafiając na niego palcami. Kiedy wnętrze zostało już oświetlone, przekonała się, że była w nim sama.

Podchodząc do niewielkiego drewnianego stolika, odłożyła na niego klucz, zrzucając w tym samym czasie buty. Wyczerpana jęknęła cicho z ulgą. Marzyła o tej chwili od kilku godzin.

Ściągając biżuterię, położyła ją na blacie i skierowała się w stronę łazienki. Łapiąc długie, bujne włosy, spięła je tuż nad karkiem, a następnie weszła do pomieszczenia, włączając po drodze światło.

Ciche kliknięcie zamka zwróciło jej uwagę. Wracając się, wyjrzała do niewielkiego przedpokoju, wyczekując na wejście mężczyzny. Uchylając drzwi, zajrzał najpierw do środka, by po chwili wślizgnąć się do pokoju, starając się nie robić przy tym zbyt wielkiego hałasu.

Stając w progu, Allison patrzyła na niego z wyczekiwaniem. Zauważając ją, zatrzymał się na chwilę, spoglądając na nią.

Wciąż miała na sobie fioletową sukienkę, którą założyła specjalnie na ceremonię HOF. Jeszcze przed wyjściem wspominał jej, jak ślicznie w niej wygląda. W ciągu kilku minionych godzin nie zmienił zdania na ten temat.

To, co poczuł w tamtym momencie, mądrzy ludzie nazywają „wyrzutami sumienia".

- Dzwoniłam do Ciebie... - zaczęła dziewczyna, patrząc na niego z niepewną miną. Dobrze wiedziała, że jest wściekły. Słyszała to w jego głosie, kiedy rozmawiała z nim w szpitalu.

- Wyłączyłem telefon – wyjaśnił cierpko, wchodząc do dalej i odkładając trzymaną w ręku marynarkę na krzesło.

- Joanne urodziła córkę – poinformowała go Allison, odwracając się w jego kierunku. Nie widząc żadnej reakcji ze strony mężczyzny, odetchnęła cicho, zamierzając kontynuować. - Dziecko jest zdrowe, ale ona może nie przeżyć tej nocy... - dodała. Odwracając się do niej przodem, brunet posłał jej krótkie spojrzenie. Kiwając głową dał jej znać, że zrozumiał jej wiadomość.

Była zaskoczona brakiem reakcji z jego strony. Nie znosił Joanne, ale czy to usprawiedliwiało jego ignorancję dla nieszczęścia jej i jej najbliższych? W najgorszym wypadku Matt straci narzeczoną, a ich dziecko matkę. Jak Phil mógł patrzeć na wszystko tak obojętnie?

Opierając się o drzwi, skrzyżowała ręce na piersiach. Chciała pokazać całą swoją złość i rozczarowanie, jakie czuła w tym momencie.

- Jak się bawiłeś? - zapytała z przekąsem, mając nadzieję, że mężczyzna zauważy jej złośliwy ton.

- Świetnie – odparł, nie patrząc na nią. Rozpinając guziki swojej koszuli, westchnął ciężko.

Kiedy zapadła między nimi kolejna chwila ciszy, Allison przymknęła na moment powieki, po czym odwróciła się na pięcie w stronę łazienki. Robiąc krok do przodu, przystanęła metr dalej, spuszczając głowę. Mężczyzna obserwował ją kątem oka, czekając na jej kolejny ruch.

- Naprawdę chciałam tam być razem z Tobą... - powiedziała cicho, nie oglądając się za siebie. - Przykro mi, że tak wyszło...

Nie otrzymując od niego żadnej odpowiedzi, przełknęła ślinę i na dobre przekroczyła próg łazienki. Zamykając za sobą drzwi wciąż wpatrywała się w podłogę, zastanawiając się, jak odkręcić całą tę sytuację.


Siedząc przy szpitalnym łóżku, Matt intensywnie wpatrywał się w twarz nieprzytomnej kobiety. Ciche tykanie zegara wiszącego na ścianie za jego plecami uświadamiało mu, jak niemiłosiernie dłużył się upływający czas. Sekundy, które mijały wraz z kolejnymi ruchami wskazówek, zdawały się trwać całe godziny. Jeśli ta noc miała być decydująca dla życia Joanne, przeczuwał, że będzie to najdłuższa noc w jego życiu.

- Nie możesz nam tego zrobić... - wymamrotał do siebie, nie spuszczając wzroku z bladej twarzy narzeczonej. - Nie rób tego Khloe... - powiedział, odchrząkując cicho. Na sam dźwięk imienia córki, uśmiechnął się lekko. - Jest śliczna, wiesz? Ma Twoje oczy i Twój nos... - wyliczał. - Jest silna... Zupełnie jak Ty.

Wyciągając rękę, złapał leżącą dłoń kobiety i ścisnął ją mocno. Uśmiech szybko znikał z jego twarzy, ustępując miejsca rozpaczy.

- Błagam, kochanie... - odezwał się ponownie; jego głos tym razem był o wiele bardziej stanowczy. - Nie zostawiaj nas...


Nie mógł stwierdzić, czy widział już kiedyś bardziej urocze niemowlę.

Oczywiście, jego trójka dzieci, która już była na świecie, była niesamowita, ale to, które leżało tuż przed nim, miało w sobie coś, co nie pozwalało mu oderwać od niego wzroku. Po raz kolejny uśmiechając się, Chris przekrzywił głowę, widząc, jak twarz malutkiej dziewczynki wykrzywia nieokreślony grymas. Rozczulony, stanął bliżej.

Nie rozumiał, dlaczego Joanne wypierała się faktu, że jest z nim w ciąży. Patrząc na Khloe wszystko mówiło samo za siebie. Dziewczynka BYŁA jego córką.

Wracając myślami do samej Joanne, Kanadyjczyk spoważniał momentalnie. Była w ciężkim stanie; nikt nie mógł dokładnie określić jej szans na przeżycie. Martwił się o nią i o dziecko. Oczywistym wydawało się to, że jeśli kobieta umrze, zajmie się maleństwem. Był jej to winien. W końcu to przez niego tak wiele przeszła.

Wzdrygając się na samą myśl o tym, że rudowłosa mogłaby nie przetrwać najbliższej nocy, skupił się na jedynym pozytywnym elemencie, który właśnie pojawił się w jego życiu. Na małej, cudnej Khloe.


Przekręcając się na plecy, mężczyzna spojrzał w sufit, wzdychając ciężko. Po wszystkim, co wydarzyło się tego wieczora, bezsenność powróciła do niego z podwójną siłą. Nie mógł spać, bo gdy tylko zamknął oczy, widział smutną, rozczarowaną twarz Allison. To z kolei prowadziło do wizji jej reakcji na to, że tak bardzo ją zranił. Zdrada z Amy była raną zadaną jego dziewczynie. Próby usprawiedliwienia tego tym, że brunetka sama na to zasłużyła, nie łagodziły jego wyrzutów sumienia. Zachował się najpodlej, jak tylko mógł. Był żałosny.

Odwracając głowę, spojrzał na śpiącą obok niego dziewczynę. Skulona, szczelnie otulona kołdrą, wyglądała tak bezbronnie i niewinnie, że mężczyzna nie mógł powstrzymać się od wyciągnięcia ręki i dotknięcia jej policzka wierzchem swojej dłoni. Paul miał rację – miała dobre serce. Cenił to u niej, ale nie mógł zaakceptować tego, komu pomagała. Patrzył na nią przez pryzmat Joanne, a to sprawiało, że zaczynał traktować je podobnie. Bez odrobiny szacunku. O ile w przypadku rudowłosej nie było to takie złe, o tyle Allison stawała się zupełnie przypadkową ofiarą. Nie bardzo wiedział, co ma na to poradzić. Pogubił się i musiał szybko wymyślić coś, co pozwoli mu odnaleźć właściwą drogę.


Obracając trzymaną w palcach obrączkę, Matt pochylił się do przodu, przenosząc wzrok z nieprzytomnej kobiety na szarą, szpitalną podłogę. Siedział tak od kilkunastu minut, zastanawiając się nad tym, co zamierza zrobić. Wiedział, że to jedyne słuszne rozwiązanie, nawet jeśli Joanne o tym nie wiedziała.

Długa noc powoli dobiegała końca, ustępując miejsca pierwszym nieśmiałym promieniom porannego światła. Mężczyzna nie liczył godzin, które spędził na krześle przy łóżku ukochanej. Liczyło się dla niego tylko to, że mógł być blisko niej. Chciał, by ta chwila trwała wiecznie.

Patrząc z powrotem na błyszczący przedmiot, odetchnął głęboko, zaciskając następnie szczękę. Zbierając się w końcu na odwagę, wyprostował się, po czym sięgnął po lewą dłoń kobiety i jednym, zwinnym ruchem wsunął obrączkę na jej serdeczny palec. Wzdychając głośno, spojrzał na twarz rudowłosej.

Ta chwila nie wyglądała tak, jak obydwoje to sobie zaplanowali, ale dzięki temu symbolicznemu ślubowi mógł spełnić chociaż część ich marzeń. Zupełnie, jakby obrączka miała zapewnić go o tym, że Joanne już zawsze będzie przy nim, że nic ich nie rozdzieli; jakby dawała mu nadzieję na to, że dzięki temu już niedługo pokonają przeszkody, jakie postawił przed nimi los. Pragnął tego z całego serca i wiedział, że kobieta również tego chciała.

Ściskając jej dłoń, zamrugał kilkakrotnie powiekami, chcąc pozbyć się łez, jakie pojawiły się w jego oczach. Uśmiechając się lekko, pogładził palcem jej ciepłą skórę.

- Kocham Cię, Jo – powiedział cichym, trzęsącym się z nadmiaru emocji głosem.


- Wszystko w porządku?

Wyrywając się z zamyślenia, Phil odwrócił się i spojrzał na siedzącą obok niego kobietę. Przyglądając mu się z zaciekawieniem, przechyliła głowę, czekając na jego odpowiedź.

- Hmm? - mruknął, mrużąc powieki. Rozbawiona jego reakcją, kobieta odsunęła się odrobinę i uśmiechnęła się do niego.

- Słuchałeś mnie w ogóle? - zapytała, widząc zakłopotanie na jego twarzy. Kręcąc przecząco głową, mężczyzna potulnie przyznał się do winy. - Pytałam, czy wszystko w porządku – powtórzyła. - Coś się stało?

- Dlaczego sądzisz, że coś miałoby się stać? - zrywając się ze swojego miejsca, Phil odszedł parę kroków, stając pośrodku szatni. Musiał szybko wymyślić jakąś wymówkę; nie mógł przecież przyznać się Amy, że dręczyły go wyrzuty sumienia dotyczące ich wspólnie spędzonej nocy. - Zastanawiałem się nad walką z Ortonem. Muszę omówić z nim kilka ważnych rzeczy... - skłamał, nie odwracając się twarzą do kobiety.

- I nie ma to nic wspólnego z Twoją dziewczyną? - spytała rudowłosa, podnosząc się za nim. Widząc, że brunet przytakuje, uśmiechnęła się pod nosem. - Tylko się upewniam.

Gdy jej kroki ucichły za jego plecami, poczuł dotyk jej dłoni na swoich barkach. Masując je delikatnie, z satysfakcją wsłuchiwała się w jego ciche mruczenie.

- Kiedy masz tę walkę? - odezwała się cicho, stając za nim i wspinając się na palcach, by lepiej ją usłyszał.

- Za pół godziny... - odparł Phil, zamykając oczy i odchylając głowę do tyłu. Pomagając mu się rozluźnić, kobieta sprawiała, że zapominał nie tylko o tym, co czeka go w ringu, ale także o tym, co czeka na niego poza nim.

- Wiesz, co można zrobić w pół godziny? - usłyszał jej głos, kiedy zsuwała ręce wzdłuż jego ramion, by w końcu przenieść je na jego brzuch. Wsuwając je pod koszulkę, dotknęła jego ciepłej skóry.

W mig pojmując jej intencje, mężczyzna uśmiechnął się pod nosem, łapiąc jej dłoń.

- Nie tutaj, Amy... - mruknął, starając się powstrzymać błądzące po jego ciele ręce kobiety. Obejmując jej nadgarstek, przyciągnął ją przed siebie, po czym spojrzał na nią z góry. - Nie teraz... - dodał ciszej.

- Masz dużo czasu – odparła w odpowiedzi rudowłosa, unosząc w górę kącik ust. - Zdążysz – mówiła. - Nikogo tu nie ma, a drzwi są zamknięte... - kontynuowała, wyswobadzając się z jego uścisku. Stając na palcach, przycisnęła usta do jego warg, opuszkami palców sunąc po jego plecach.

Kiedy zachowywała się w ten sposób, mężczyzna nie mógł się jej oprzeć.

Całując go, odbierała mu resztki zdrowego rozsądku, nie pozwalając mu myśleć trzeźwo. Podążał za swoim instynktem, a ten z kolei kazał mu współpracować ze stojącą przed nim kobietą. Obejmując ją w pasie i przyciągając do siebie, wywołał wielki uśmiech na jej twarzy.

- Widzę, że zaczynasz rozumieć mój tok myślenia... - odezwała się kobieta zaraz po tym, jak brunet oddał jej pocałunek. - Mam nadzieję, że nie zmarnujemy tego czasu, jaki nam został... - dorzuciła, łapiąc za materiał jego koszulki i podciągając ją do góry. - No dalej, panie Punk... - szepnęła. - Pokaż mi, że jesteś najlepszy.


- Nie mogę uwierzyć, że jestem tutaj, zamiast być przy Joanne i Khloe. Kto przy zdrowych zmysłach oczekuje ode mnie tego, że będę normalnie pracował, kiedy nie wiem, czy moja narzeczona przeżyje kolejnych kilka godzin?

Kręcąc się niespokojnie po swojej szatni, Matt przeklinał decyzje swoich przełożonych. Nie miał najmniejszej ochoty być w tym budynku, walczyć z Irvinem i bronić swojego mistrzostwa. Jego miejsce było w szpitalu, przy łóżku Joanne. Powinien być blisko niej, czuwać na wypadek, gdyby się obudziła.

- Płacą ci za to - mruknął blondyn, sznurując buty. - Dostaniesz ładną premię, kupisz dzieciakowi coś ładnego.

Wciąż nie mógł uwierzyć, jak długo wytrzymał z Korklanem w jednym pomieszczeniu. Od kilku godzin nie miał nawet ochoty zrobić mu krzywdy, co przez kilka ostatnich miesięcy było czymś doprawdy zdumiewającym.

- Co mi po premii, skoro Jo wciąż leży nieprzytomna? - uniósł się brunet, rzucając okiem na Kanadyjczyka. - Nic nie rozumiesz, Chris. To jest za poważna sprawa, żebyś zrozumiał.

Wypuszczając trzymane w dłoni sznurówki, Chris zerwał się z ławki i stanął przed Mattem. Unosząc w górę palec wskazujący, wycelował go wprost w młodszego mężczyznę.

- Nie mów mi, co rozumiem, a czego nie, Korklan – powiedział dobitnie, zdenerwowany jego słowami. - Myślisz, że mnie to nie rusza? - zapytał po chwili ciszy. - Masz rację, to poważna sprawa. Zbyt poważna, żeby się nią nie przejąć.

Opuszczając barki, Matthew wycofał się, siadając na ławce naprzeciwko Chrisa. Chowając twarz w dłoniach, westchnął głośno.

- Ona jest wszystkim, co mam... - wymamrotał zrozpaczony. - Nie wiem, co się stanie, jeśli ją stracę...

Nie przeżyjemy tego", odpowiedział w myślach blondyn. Doskonale rozumiał rozterki Korklana. Sam czuł się podobnie. Gdyby nie fakt, że nie był to czas i miejsce na takie rozmowy, wykrzyczałby mu prosto w twarz, jak bardzo zależy mu na jego narzeczonej i ich dziecku. Gdyby tylko mógł, powiedziałby mu, jak wiele dla niego znaczą i jak czuje się z myślą, że jedno z nich może wkrótce odejść...

- Nie chciałaby, żebyśmy z jej powodu się załamywali – odezwał się cicho, przerywając milczenie, jakie zapadło. - Powinniśmy to zrobić dla niej – dodał. - Kiedy się wybudzi, będzie mogła być z nas dumna...


- Hej! Hej, Ty!

Zatrzymując się w pół kroku, Allison odwróciła głowę, spoglądając za siebie. Idący w jej stronę mężczyzna przyspieszył, chcąc jak najszybciej się z nią zrównać. Wskazując na nią palcem, zmrużył oczy, zastanawiając się nad czymś intensywnie.

- Aaaa...

- Allison – dziewczyna przypomniała mu swoje imię, stając przodem do niego.

- Właśnie – przytaknął, opuszczając rękę. - Szukam Phila, masz może pojęcie, gdzie jest? - zapytał.

- Sprawdzałeś w jego szatni? - odparła brunetka, unosząc brwi.

- Nie, byłem pewien, że rozgrzewa się gdzieś w korytarzu.

Szczerze mówiąc, sama nie bardzo wiedziała, gdzie znaleźć Phila. Większość wieczoru spędziła w kafeterii, rozmawiając z Megan, która właśnie odwiedziła Bryana. Dawno się nie widziały, dlatego każda chwila, kiedy mogły spokojnie posiedzieć i nadrobić zaległości, była dla nich cenna.

Wracając myślami do stojącego przed nią mężczyzny, kobieta uśmiechnęła się blado. Odkąd zaczęła pracować z Philem, zdążyła poznać zwyczaje niektórych jego współpracowników. Orton należał do tych wyniosłych, przemądrzałych zawodników, którzy widzieli tylko czubek własnego nosa. Nie miała ochoty na słowne utarczki z nim; dobrze wiedziała, że musi załatwić sprawę szybko i skutecznie.

- Poszukam go dla Ciebie, Randy – rzekła po krótkiej chwili ciszy, dostosowując łagodny ton głosu do sytuacji. - Daj mi pięć minut. Przyślę go do Twojej szatni.

Oddalając się od niego w szybkim tempie, szła w kierunku szatni Phila. Istniało duże prawdopodobieństwo, że mężczyzna właśnie tam się znajdował. Najciemniej było zawsze pod latarnią.

Nie minęła nawet minuta, gdy stanęła przed drzwiami pomieszczenia. Wciąż nie rozmawiała swobodnie z Philem, a ich wzajemny kontakt w pracy ograniczał się tylko do informacji dotyczących spraw zawodowych mężczyzny. Przekazanie wiadomości o czekającym na niego Ortonie nie mogło być przecież aż takie trudne.

Biorąc głęboki wdech, podniosła dłoń i położyła ją na klamce. Naciskając ją, pchnęła drzwi, uchylając je, po czym przekroczyła próg szatni.

- Phil, Randy Cię szu...

Zastygając w bezruchu, dziewczyna stanęła w miejscu, z przerażeniem w oczach obserwując scenę przed sobą.

Odrywając się od półnagiej kobiety, Phillip odwrócił się w jej kierunku, błyskawicznie poprawiając ubranie, które miał na sobie. Zasłaniając stojącą za nim Amy, chrząknął nerwowo.

Kilka sekund, które minęły, zdawały się trwać wieczność. Stojąca w drzwiach Allison nie mogła wydać z siebie żadnego dźwięku, nie mówiąc już o poruszeniu się. Szok, jakiego doznała, przytłoczył ją, odbierając zdolność do normalnego funkcjonowania.

Wyczuwając to, Phil zrobił krok w jej kierunku. Nie miał pojęcia, jak ma się zachować. Chyba powinien w jakiś sposób wyjaśnić to wszystko Allison.

- Allie, posłuchaj... - zaczął, robiąc kolejny krok do przodu.

Jego głos pobudził ją do działania.

Cofając się gwałtownie, dziewczyna wpadła na drzwi, chcąc jak najszybciej wyjść z szatni. Nie mogła patrzeć na mężczyznę, któremu niegdyś ufała i kobietę, która zapewniała ją o czystości swoich intencji. Wybiegając na korytarz, zupełnie nie zważała na krzyki podążającego za nią Phila.