Danny budził się przez jakiś czas. Początkowo docierało do niego jedynie to, że nadal było ciemno. Ciężka ręka alfy spoczywała na jego biodrze, przytrzymując go w miejscu. Powietrze wydawało się dziwnie gęste, a może odnosił takie wrażenie, bo otaczał go zapach spoconych ciał. Steve nie spał, tego był pewien. Alfa trącał nosem jego kark, jakby nie do końca wiedział co teraz zrobić. I Danny był całkiem świadom tego, że McGarrett nadal był twardy jak diabli.
Próbował odwrócić do niego twarz, ale Steve prychnął, przytrzymując go w miejscu. Zacisnął palce na jego biodrze tak mocno, że zapewne zostawił tam ślady. I Danny był pewien, że to była całkiem zaplanowana akcja.
- Poważnie? Nie pozwoliłem ci zostawić na mnie dziecinnej malinki, to starasz się o siniaki? – spytał wprost.
Steve pocałował go w ramię bez słowa wypychając swoje biodra do przodu. Otarł się o niego i Danny zaczął się poważnie zastanawiać nad tym ile ma lat, bo jego fiut zaczynał być dość zainteresowany.
- Ile spałem? – spytał ciekawie.
- Kilka minut – odparł Steve.
Miał ochotę się przeciągnąć, ale to było trudne, kiedy McGarrett był tak solidną większą łyżeczką. Danny nie przypominał sobie, aby ktokolwiek go tak obejmował. Chociaż Rachel była alfą, jej drobne ciało wpasowywało się w niego idealnie. Ta obecna pozycja nie była niemiła. Wręcz przeciwnie. I może w tym tkwił problem, bo równie dobrze mógł zaraz zasnąć ponownie.
Steve tymczasem całował dalej jego barki, zostawiając na nich mrowiące odciski swoich ust. Raz czy dwa złapał za jego skórę zębami, ale nie przygryzł jej. Danny nim się zorientował, wypychał swoje pośladki w tył na spotkanie bioder McGarretta. Mokry ślad na jego skórze doprowadzał go do szaleństwa, bo pojęcia nie miał dlaczego alfa nie ruszy się w końcu.
- Steve – warknął.
McGarrett prychnął w jego włosy.
- Niecierpliwy – stwierdził alfa.
- Teraz się orientujesz? – zakpił Danny, bo nie mógł się powstrzymać.
A potem wydał z siebie dość niemęski odgłos, kiedy dziewięćdziesiąt kilogramów alfy przywarło do niego, wciskając go w materac. Nie było w tym nic z delikatności, kiedy McGarrett wsunął udo między jego nogi, zmuszając go do rozstawienia ich szerzej. Nie protestował, starając się jakoś dogonić usta alfy, które całowały go z czymś, co nazwać mógł jedynie siłą i pasją. W jego żyłach krew zaczynała nareszcie szybciej płynąć, a każde kolejne pchnięcie sprawiało, że stawał się tylko bardziej twardy. Fakt, że jego dłonie były uwięzione w ciasnym uścisku nie pomagał. Nie miał pojęcia, że coś takiego będzie go podniecało, ale siła Steve'a była pociągająca. Jeszcze nie tak dawno alfa podniósł go bez problemów, więc taki mały pokaz tego, co kryją jego mięśnie teraz, było w zasadzie niczym.
Danny nie mógł się jednak ruszyć, ani za bardzo nic powiedzieć, kiedy Steve wsuwał w niego swój język, wymuszając na nim nic innego jak tylko posłuszeństwo. A on potrafił świetnie współpracować, kiedy tylko widział cel, więc poddał się temu, pozwalając alfie prowadzić. Ten jeden raz.
Steve wydał z siebie dziwny jęk, kiedy Danny się rozluźnił i satysfakcja, która promieniowała od mężczyzny teraz powinna go irytować. Nie potrafił się jednak na to zdobyć, kiedy ocierali się o siebie tak cudownie . Jego jądra robiły się coraz cięższe, penis Steve'a od dłuższego czasu przesuwał się po zagłębieniu w jego udzie, pieprząc jego pachwinę, jakby nie było lepszych miejsc, gdzie mógłby się znaleźć.
Rozsunął nogi tylko szerzej, bo ostatnim razem to pomogło i Steve puścił jego nadgarstki, czego prawie żałował. Wrażenie dotyku alfy jednak tam pozostało, a dłoń Steve'a zsunęła się między jego pośladki, badając jego wejście. Palec McGarretta zebrał resztki wilgoci, która się tam pojawiła, zanim nacisnął płasko na jego mięśnie. Danny mimowolnie się spiął, chociaż to było bardziej z zaskoczenia niż czegokolwiek innego. Szybko pozwolił swojemu ciału na odprężenie, kiedy Steve wsunął w niego zaledwie opuszek swojego palca. To wrażenie było dobrą zapowiedzią tego co miało nadejść. Dłonie McGarretta zawsze mu się podobały. Alfa miał długie palce, szczupłe, z wyraźnie zarysowanymi kośćmi. Danny był pewien, że każdą z nich odczuje, kiedy Steve będzie go przygotowywał i nie pomylił się.
- Mogę? – spytał McGarrett, odsuwając się od niego na krótką chwilę.
Danny czuł się trochę dziwnie, kiedy zdał sobie sprawę, że jego dłonie nadal pozostawały na materacu, chociaż były wolne od dobrych kilku minut.
- Jeśli zaraz nie znajdziesz się we mnie, kopnę cię – powiedział, ale jakoś nie mógł znaleźć sił, żeby to zabrzmiało groźnie.
Steve uśmiechnął się do niego, mrużąc oczy.
Zanim zdążył zakpić, Danny ściągnął go na siebie w dół. Zaplótł nogi wokół pasa McGarretta, nie zostawiając w zasadzie niczego w ukryciu.
- Cholera – sapnął Steve i dokładnie na taką reakcję liczył.
Alfa po omacku sięgnął do szafki, szukając zapewne lubrykantu. I Danny bardzo nie chciał myśleć o wieczorach, które McGarrett spędzał w tym łóżku. Wilgotny już palec wsunął się w niego prawie po drugi kłykieć, wybijając powietrze z jego płuc. Nie sądził, że był aż tak rozluźniony, ale jego organizm sam reagował na alfę. I może faktycznie to było za długo od ostatniego razu, kiedy ktoś go dotykał w ten sposób.
Steve pieprzył go palcem niespiesznie, korzystając z niewielkiej przestrzeni, którą mu pozostawił. Pocałunki, które zostawiał na jego twarzy były kompletnie przypadkowe. Ich usta rzadko kiedy się spotykały, bo alfa odrywał się od niego w chwilę później, celując w nos albo policzek. Gdyby wiedział, że wielozadaniowość nie jest jedną z zalet Steve'a przygotowałby się sam.
Zamiast tego jednak objął twarz McGarretta dłońmi, celując ustami alfy dokładnie tam gdzie je chciał. Pocałunek nie należał do tych idealnych, ale kogo to obchodziło. Steve w końcu wsuwał w niego kolejny palec, krzyżyjąc je we wnętrzu Danny'ego dokładnie tak jak tego potrzebował. McGarrett nawet nie próbował szukać jego prostaty, co było dobre, odkąd czuł, że jego ciało zaczęło produkować takie cholerne ilości wilgoci, że może powinni byłi sobie odpuścić z tym lubrykantem. Jego twardy fiut przestał stanowić taki problem, odkąd czuł jak pełny był teraz. Jak bardzo, paradoksalnie, pusty.
Trzeci palec był problematyczny, ale Steve dyszał w jego usta, jakby coraz trudniej przychodziło mu kontrolowanie się. Danny zastanawiał się jak to dla niego wygląda. Czy ten zapach wilgoci i podniecenia też sprawia, że jego zmysły wariują. On w tym momencie widział jedynie alfę. A Steve wpatrywał się w niego z taką determinacją, że nie miał wątpliwości, że był centrum jego wszechświata.
- Chryste, Danny – wyrwało się alfie i doskonale wiedział co przez to mówił.
To było cholernie intensywne. Czuł go w pieprzonych opuszkach palców. Może nie powinien był macać jego karku, przywracając połączenie, nad którego zerwaniem Danny pracował od kilku dni. Takie więzi nie przeszkadzały mu normalnie, ale Steve nie był jego partnerem. W żadnym sensie.
- Chcę… - zaczął McGarrett i urwał.
Gdyby ten głód nie był tak czytelny w jego oczach, Danny pewnie miałby teraz w głowie całą listę rzeczy, które mogli robić w tej chwili.
- Dobra, dobra – powiedział szybko, bo jeśli mieli to zrobić w ten sposób, powinni się ruszyć. – Dobra, zwiąż nas, cholera – wyrwało mu się.
I Steve warknął, pewnie dlatego, że jego mięśnie zacisnęły się na palcach alfy.
- Jak? – spytał krótko McGarrett.
- Tak? – zaproponował, bo chociaż to nie była najwygodniejsza pozycja, chciał całej siły alfy.
A tak Steve miał największe możliwośći ruchu.
McGarrett spojrzał na niego niepewnie, ale jego palce już wysuwały się z Danny'ego. A w chwilę potem przegryzał opakowanie kondomu.
- Wiesz, że to się nie uda jak nie zabierzesz nóg? – rzucił Steve.
I może faktycznie powinien był to przemyśleć wcześniej.
- Pokaż co tam masz żołnierzu – prychnął.
I niemal czuł jak Steve w ciemności przewrócił oczami.
- Jestem SEAL, Danny. SEALe są w Marynarce – poinformował go alfa, takim tonem, jakby mówienie sprawiało mu ból.
A potem to Danny został bez słów, kiedy tępa główka fiuta McGarretta wbiła się w niego. I alfa złapał go za biodra, ustawiając go na pościeli według własnych potrzeb. Wsunął się w niego do połowy, zanim spojrzał na Danny'ego zagubiony, jakby pojęcia nie miał dlaczego to jest takie dobre. A było diabelnie idealne. Steve był odrobinę za duży, a może to on nie robił tego tak dawno. Danny czuł, że jego ścianki zaciskają się na każdym milimetrze fiuta McGarretta. Alfa musiał walczyć o każdy centymetr i to było doskonałe. To było dobre.
Steve zostawił jego biodra w spokoju, splatając zamiast tego palce ich dłoni razem, zanim przeniósł swój punkt ciężkości, wchodząc w niego jednym płynnym pociągnięciem. Danny zapewne przesunąłby się na pościeli, gdyby McGarrett nie przyciskał go tak mocno do materaca. Jego ciało nie zaprotesowało przeciw tej inwazji, jeśli już – zacisnął mięśnie, aby sprawdzić czy Steve jest naprawdę po jądra w jego tyłku. Alfa stęknął z wysiłku, jakby to było odrobinę za wiele.
Kiedy wycofał się w końcu, Danny poczuł cholerną pustkę. Jego własna wilgoć stanowiła idealny lubrykant i zaczynała się coraz bardziej sączyć. Steve wszedł w niego o wiele szybciej, zaciskając ich palce niemal boleśnie, patrząc na niego, jakby nie mógł znieść, że cokolwiek mu umknie. Danny był pewien, że jego włosy są pozlepiane potem, a to nigdy nie wyglądało na nim dobrze, ale McGarrett wydawał się tym nie przejmować. Miękki pocałunek na czole dziwnie kontrastował z tym z jaką siłą alfa wbijał się w niego, ale może Danny tego potrzebował, bo coś skurczyło się w nim.
Steve zaczął się ruszać szybciej i szybciej, ocierając się o niego tak, jak powinien. Wypełniając go, torturując jego zakończenia nerwowe, które łaknęły bodźców. Biodra alfy uderzały o jego pośladki raz po raz i może robili to trochę zbyt mocno, ale chyba właśnie tego potrzebował. W uszach słyszał jedynie sapnięcia wchodzącego w niego mężczyzny i własne tętno. W miejsuc, gdzie byli połączeni wszystko wydawało się stać w ogniu. I nigdy tego tak nie odbierał, ale nagle był całkiem świadom, że jego skóra mrowiła, a Steve nie wykorzystał swojego statusu. Alfa jedynie wpatrywał się w niego teraz, kiedy nawet on nie potrafił skoordynować ich tak, aby całować go bez zapamiętania.
Poruszali się razem, a może on po prostu odpowiadał na kolejne pchnięcia. Nie miał pojęcia, ale czuł Steve'a wszędzie, w każdym porze własnej skóry, centymetrze sześciennym ciała. To wydawało się nie do zniesienia, to budujące się w nim uczucie, które nie znajdowało ujścia. Próbował wyplątać swoją dłoń, ale alfa nie puszczał go, jakby mu mówił, że Danny albo dojdzie od jego fiuta albo w ogóle. I na pewno na to się nie pisał. Może desperacja uwidoczniła się na jego twarzy, bo Steve prychnął, wchodząc w niego tak głęboko, że prawie boleśnie i zsunął ich splecione dłonie między nich, obejmując w końcu jego członka ciasnym uściskiem, od którego robiło mu się słabo. Mimowolnie zacisnął mięśnie, więżąc alfę, jakby to od niego zależało czy Steve zostanie w środku. I pewnie to było o wiele za dużo, bo McGarrett wydawał się naprawdę uroczo zaskoczony własnym orgazmem. Może Danny skomentowałby to, gdyby sam nie połykał jęku rozlewając się pomiędzy nich.
Kiedy fala przyjemności oblewała go raz po raz, powoli dochodził do siebie, całkiem świadom tego, że są uwięzieni w tej pozycji przez następne trzydzieści minut albo coś. I zrozumiał dlaczego McGarrett był zaskoczony jego wyborem. Patrzyli sobie, do cholery, w oczy. I żaden nie miał się gdzie odwrócić, bo ich ciała zakleszczyły się wzajemnie. Na pewno tego tak nie robiło się z jednonocnymi przygodami, ale skąd Danny miał wiedzieć, skoro to był w zasadzie pierwszy raz, kiedy seks miał nic nie znaczyć.
Mgiełka, która zasnuła wzrok Steve'a, odpływała w niepamięć i McGarrett spoglądał na niego teraz całkiem przytomnie.
- Możesz się na mnie położyć – poinformował go, bo ta cisza robiła się nie do zniesienia.
- Nie z twoim kolanem – rzucił Steve, a potem ku jego przerażeniu zaczął się podnosić.
- Co, do cholery, robisz? – warknął, oplatając go kolanami, bo fiut w jego tyłku pocierał w nim ten punkt, który powinien na razie być pozostawiony w spokoju.
Nawet on nie był zdolny do trzech orgazmów w tak krótkim czasie.
- Podnoszę się – oznajmił mu Steve. – Odciążę twoją nogę – dodał i to miało swój sens, tylko że Danny nie widział żadnego dobrego wyjścia.
Byli związani z sobą w dość specyficznej pozycji.
McGarrett oczywiście, bo był pieprzonym SEAL, miał rozwiązanie na wszystko i Danny wydał z siebie cholerny jęk, kiedy został usadzony na kolanach alfy. Twardy fiut wbił się w niego tylko głębiej i mógł sobie tylko wyobrazić jak wrażliwy był teraz Steve.
- Dobrze? – spytał alfa.
- Nie wyobrażasz sobie – przyznał tonem, którego użył chyba pierwszy raz w życiu.
Rozprostował nogi, czując lekką ulgę, kiedy jego kolano nareszcie mogło odsapnąć. Trzymanie go w takim zgięciu bywało problematyczne. Nie chciał nawet pytać skąd McGarrett wiedział o jego kontuzji. Kono była doskonałym źródłem informacji, ale alfa mógł go równie dobrze obserwować. Danny nie byłby bynajmniej zaskoczony. Instynktownie odciążał nogę za każdym razem, gdy tylko mógł.
Steve prychnął, a potem przysunął się jeszcze bliżej, zaczynając ponownie wędrówkę po jego szyi. Delikatne pocałunki łaskotały jego nadwrażliwą teraz skórę. Wszystko czuł tak, jakby jego nerwy były na wierzchu. Zapewne z powodu orgazmu, który dzielili nie dalej jak pięć minut temu.
- Steve – jęknął, bo McGarrett skubał ustami jego skórę, co było tak fatalnie dobrozłe.
Odnosił wrażenie, że robili to odwrotnie. Ta cholerna gra wstępna powinna była odbyć się jakąś godzinę temu, kiedy nie czuł się tak, jakby stał w ogniu. Zacisnął mięśnie mocniej na fiucie McGarretta i alfa ugryzł go w ramię, starając się stłumić jęk. Sapnięcie Danny i tak usłyszał.
Steve wyprostował się i spojrzał mu prosto w oczy z jakąś chorą satysfakcją. Danny rozumiał cholerną dumę z tego, że alfa doprowadził go do stanu, w którym znajdował się teraz. Nadal drżał, czuł to wyraźnie. I nie planował temu zaprzeczać.
McGarrett objął go ramieniem, zabezpieczając go przed ruszaniem się i może nareszcie zdał sobie sprawę, że jeśli któryś z nich wykona jakiś głupi ruch, zaboli to ich obu. Danny był przeciwny bólowi, kiedy właśnie rozkoszował się cholernym niemyśleniem.
- Dobrze się czujesz? – spytał alfa w końcu.
- Tak – powiedział krótko.
Steve uniósł brew, jakby nie wierzył, że na tym się skończyło.
- Kiedy rano będziesz wychodził pobiegać, nie obudź mnie, bo nie dostaniesz śniadania – ostrzegł go lojalnie.
Alfa poruszył nosem, jakby to nie do końca mu odpowiadało. Danny nie wiedział tylko , która część. Steve w końcu mógł tak naprawdę nie kochać jego naleśników i udawał tylko dla Grace.
- Pomyślałem, że nie pójdę biegać – zaczął ostrożnie Steve. – To było dobre – dodał, patrząc na niego wymownie. – Jesteśmy dobrzy w tym.
- W seksie – uściślił Danny, bo najwyraźniej do niego należało nazwanie rzeczy po imieniu.
- Dokładnie. Jesteśmy dobrzy w seksie. Nie czuje nóg – poinformował go alfa nagle z uśmiechem, który pewnie nie jednego zwalił z nóg. – Moglibyśmy to zrobić jutro rano – zaproponował Steve.
Danny uniósł brew, czując się nagle nieswojo. I powinien być jakiś instruktaż co do takich sytuacji. Fiut Steve'a był w jego tyłku. Nie miał nawet jak stąd uciec.
- Co będziemy jutro robić? – spytał go nagle alfa. – Chcesz naprawdę spacerować po wyspie? – zakpił.
- Sugerujesz, żebyśmy uprawiali seks, bo nie nadążam za twoimi o wiele za długimi nogami ?– powiedział bardzo powoli.
I pewnie w świecie McGarretta to miało sens. Danny był przerażony faktem, że w jego świecie to zaczynało mieć sens również.
- Jeśli po tym zaczniesz mnie traktować inaczej… - zaczął.
Steve prychnął po raz kolejny.
- Sądzisz, że udałoby mi się coś takiego przy tobie i Kono? – spytał alfa wprost. – Nikt się nie dowie, Danny – zapewnił go. – Nie jestem szczeniakiem, który się będzie czymś podobnym chwalił. Zresztą komu miałbym powiedzieć? Kono? Adamowi? – zakpił.
Danny nie chciał przyznać, ale jednak go to cholernie uspokoiło.
Pozostawała tylko jeszcze jedna kwestia.
- Kiedy obudzimy się w niedzielę rano też spytasz co będziemy robić dopóki Grace nie wróci? – spytał wprost.
- Nie, już mam plan. Seks pod prysznicem, żeby zmyć z siebie ten zapach – poinformował go alfa.
I Danny w zasadzie nie mógł się z nim nie zgodzić.
