Zywek: masz rację, że Severus zachowuja się tutaj nieco inaczej niż zwykle. Sama przyznam, że opisanie Severusa to wyzwanie bo on jest jedyny w swoim rodzaju. Moim zdaniem mógł się zachować inaczej teraz, kiedy był wreszcie wolnym człowiekiem, wolnym od przysiąg i swoich panów.

MatiW: nie ma za co, Twoje wnikliwe komentarze to radość!

Rozdział w którym poznajemy nową twarz Ginny

Betowała jak zawsze Freya


Parę dni potem w gazetach pojawiły się wieści o szczęśliwych narodzinach w polskiej rodzinie królewskiej. Zaproszona na wydarzenie Lavender, z pełnym profesjonalizmem przygotowała należytą relację. Aleksander wraz z Natalią weszli na scenę w nienagannie eleganckich szatach, uśmiechnięci i trzymając się za ręce jak na idealne małżeństwo przystało. Przez ostatni rok niczego nie udawali, a teraz… teraz za nimi szli dumni dziadkowie niosąc dwójkę małych dzieci. Natalia uśmiechała się czując dłoń męża na swej ręce i talii, był to bowiem pierwszy raz jak jej dotknął od czasu porodu.

- Moja królowa sprawiła, że mam podwójne powody do świętowania – powiedział z autentycznym uśmiechem – a także znacznie więcej obowiązków – tu uśmiechnął się czule do żony, co zostało uwiecznione na zdjęciu i okraszone komentarzem jako „wzór dla każdego czarodzieja, który winien hołubić swoją żonę, zwłaszcza za trud i poświęcenie jakie niesie ze sobą macierzyństwo" - lecz nie wątpię, że z moją panią u mego boku stawię czoła wszystkiemu – zapewnił z nienagannym uśmiechem, który pozbawił tchu obecne dziennikarki. Miny strojone przez Aleksandra miały być bowiem bodźcem do działania dla wielu mężczyzn, nie tylko tych z kręgu Słowian, ale i tych z zachodniej części świata magów albowiem w dzisiejszych czasach wielu z przedstawicieli rodu męskiego miało problemy z określeniem swojej tożsamości. Oczywiście większość z nich stawała na wysokości zadania polegającego na spłodzeniu potomstwa ale i pozyskaniu środków na utrzymanie swojej połowy genów oraz próbowaniu przejścia przez życie z matką owych genów. Niestety bywali też tacy, którzy wykazywali niepotrzebne obiekcje wobec swoich naturalnych w ujęciu społeczeństwa powinności i wstrzymywali się z podjęciem pewnych kroków. A i byli tacy, których zadanie zaczynało się i kończyło w chwili pomiaru pewnego hormonu. I w zasadzie to do tej ostatniej grupy Aleksander kierował swoje rady nie wyrażone może werbalnie, ale równie czytelne.

Natalia nie mogła opanować uśmiechu. Mąż publicznie okazywał jej głęboki szacunek, coś na naraz uderzyło. Prywatnie właściwie także nie był nieuprzejmy, a jedynie unikał jak ognia dotyku innego niż przypadkowy. I naprawdę unikał, bowiem kiedy byli sam na sam nawet nie musnął jej dłoni, a kiedy przez przypadek jego palce dotknęły jej ramienia cofnął rękę jak oparzony i wymamrotał coś pod nosem, co brzmiało jak przeprosiny. Czuła się paskudnie. Takie zachowanie nie było normalne. Lecz przy dziennikarzach przysunął ją bliżej i opowiadał jak wspaniale jest żyć jako żonaty obywatel i jak pragnie poznawać życie ojca u boku najwspanialszej czarownicy magicznej Polski. Nie kłamał mówiąc o swym entuzjazmie, bowiem sama widziała jak nieraz nosił na rękach tak córkę jak i syna, kiedy dziecko płakało. Poprzedniego dnia długo kołysał w ramionach Izabelę, Belę jak zaczęli o niej mówić, bowiem dziewczynka miała kolki a nic jej tak nie uspokajało jak kołysanie ojca. Patrzyła na niego z uśmiechem, widząc jak otaczał córkę opieką jak przy okazji podał jej dziecko by mogła je nakarmić. Dlatego pewnie odegrała swa rolę jak należy.

- Daj mu czas – radziła matka – on bardzo przeżył wszystko co się z tobą działo, siedział przy tobie długie godziny, nie dając się odpędzić. Mężczyźni są czasem bardzo delikatni, zwłaszcza w kwestii uczuć. Okazuj wsparcie, lecz nie naciskaj.

I Natalia obiecała spokój, nawet nie wiedzą jaki trudny czas na nią czeka. Na razie jednak grała rolę idealnej żony i królowej. Kiedy zaś, ku wielkiej uciesze, zgromadzonych dziennikarek złożył na jej policzku przelotny pocałunek, autentycznie triumfowała i radowała się. Na zdjęciu wyszli idealnie, co potwierdzali czytelnicy, w tym Ginny i Harry.

- Co planujesz? – spytał Harry, który nieco zazdrościł Aleksandrowi tej sielanki, nie wiedząc o koszmarze, który przeżył król. On miał szczęście, gdyż Ginny była silna i, jak to określiła babcia Walpurgia", miała właściwą budowę do rodzenia dzieci. No i Ginny trenowała Quidditcha, co dodatkowo wzmacniało ją i przygotowywało do naturalnych zadań powierzonych kobiecie przez naturę.

- Myślę o spotkaniu z królową Natalią, na temat trudów na jakie narażone są młode czarownice po urodzeniu dziecka – odparła Ginny – przy okazji zaś porozmawiam na temat Hermiony oraz innych spraw – uśmiechała się drapieżnie.

- Dobrze kombinujesz – pochwalił ją Harry.

Lecz Severus Snape zaczął się śmiać. Wysłuchał uważnie państwa Potter, wyraźnie zaczął planować co dalej, wyraźnie pragnąć brać czynny udział w rozgrywkach.

- Potrzebujesz osłon oklumencyjnych Ginewro.

Ginny spojrzała na dawnego nauczyciela z zaskoczeniem. Harry wspominał, że potrafił bronić swój umysł a także wnikać do umysłów innych, lecz sądziła, że mało kto zna sztukę legilemencji. Raz po raz przekonywała się jak niewiele wiedziała o świecie magii i polityce, lecz zagryzła wargi i spojrzała uważnie na groźnego profesora Hogwartu.

- Ale – zaczęła.

- Aleksander Orłowski jest niezgorszym legilementą – wyjaśnił Severus – w Polsce każdy, kto chce marzyć o startowaniu w wolnej elekcji, prócz urodzenia w głównej linii rodziny Krzemieni, Orłowskich lub Poleskich musi znać podstawy magii bezróżdżkowej, legilemencji oraz walki ostrzem ze stali goblińskiej z rdzeniem przewodzącym magię. Proszę się nie dać zwieść postawie dżentelmena i manierom – wskazał na zdjęcie, na którym siedział obok Natalii a każde z nich trzymało dziecko na rękach.

- Czy on, czy próbował dostać się do pańskiej głowy? – spytał Harry.

- Podobnie jak Dumbledore czy Voldemort – wyjaśnił Snape – nawet się do nich nie umywa, co nie znaczy, że nie poradzi sobie z kimś pozbawionym umiejętności ochrony umysłu.

- Ale dlaczego? – nie dawał za wygraną Harry.

- Grzebanie w głowach gości to częste zachowanie –uwaga ta wywołała u Harry'ego grymas na co Snape zareagował parsknięciem śmiechem - ja zaś dzięki mym osłonom wiem, że on szczerze nie lubi śmierciożerców a Lucjusza nie uważa za przyjaciela. Ma tylko jednego.

- Ale Lucjusz sam go nazywał druhem i…

- Bo mu to było na rękę, mieć króla za przyjaciela, o czym Orłowski rzecz jasna wie– parsknął Severus – pamiętam tego gagatka z jego młodości w Anglii i uwierzcie mi, ale Lucjusz to był najwyżej jego kompanem do kieliszka i przewodnikiem po domach uciech. Nie rób takiej miny Potter – kpił – rozrywki młodych arystokratów są dalekie od niewinnych.

- Kto jest przyjacielem polskiego króla?

- Podolak – odparł Snape – znałem go jako chudego chłopaka, chodzącego za Orłowskim jak wierny pies. Teraz to szanowany i bogaty obywatel, co ciekawe to Mugolak co nie przeszkodziło Lucjuszowi być dla niego miłym. Dlatego Orłowski tak znienawidził Hermionę Malfoy, pamiętacie przecież proces!

- Czyli poszło o powód osobisty?! To dziecinne – zauważyła Ginny.

- Wiele konfliktów zaczęło się od urażonej dumy Ginewro, i jeśli chcesz powiedzieć, że większość ludzi to przerośnięte dzieci, to masz rację. Miło spotkać kogoś z mózgiem między uszami. Zapewne wiesz, że Lucjusz to największa żmija w naszym, rodzinnym wężowisku i aby go dopaść potrzebujesz… – zawiesił głos.

- Większego drapieżnika – zakończyła słodko – kiedy możemy zacząć naukę oklumencji?

- Mam wolny wieczór – odparł Snape.

Harry patrzył zdumiony na żonę, w której po terapii doktor Borkowskiej, lecz przede wszystkim okrutnej śmierci Hermiony rozwijał się instynkt polityczny. Niczym lady Makbet pragnęła śmierci Lucjusza i zamierzała działać powoli i uderzyć z całą siłą. Dlaczego nigdy wcześniej nie widział podobnych talentów żony? Ginny nie była głupia, lecz kiedy rozwinęła w sobie podobne zdolności? Harry czytał podręczniki psychologii i wiedział, jak trudności potrafią zamaskować prawdziwe talenty. Czy to możliwe, że wynikające z biedy kompleksy zamaskowały zdolności organizacyjne Rona, który teraz praktycznie prowadził restauracje matki w Hogsmeade i planował otwarcie kolejnej? A i Ginny okazała się sprytnym politykiem, tak skutecznie promującym magopsychiatrię.

Podróżowała do Warszawy w sprawach naukowych jak mawiała. Zamierzała prosić króla o pomoc w zemście, przedstawiając mu argumenty na swą tezę. Harry kiwał głową z aprobatą. Nie miał pojęcia o salonowych rozgrywkach, wolał łapać złoczyńców i nie zajmować czymś, do czego nie ma zdolności.

- Słusznie, Harry – chwalił go Snape – nie wolno zaczynać walki, której nie da się wygrać. Gdyby tylko Hermiona Malfoy to rozumiała!

- Nie waż się atakować Hermiony! – krzyknął Harry.

- Aby pomścić przyjaciółkę, musisz wiedzieć co ją zabiło. Zginęła przez rozpoczęcie gry, której nie znała, a miała bezwzględnych przeciwników. Weszła do gniazda żmij wychodząc za Malfoya, a skoro tak czyniła, winna wiedzieć na co się porywa. Nie wygrasz z kimś takim uczciwie, a już na pewno nie samemu. Strategia!

- Ale dlaczego? Przecież nie cierpiałeś Hermiony!

- Nie cierpię większości idiotów, którzy żyją na świecie, ale tylko nielicznym życzę bolesnej śmierci, a jedynie nie chcę z nimi przebywać dłużej niż to konieczne. Hermiona Granger doprowadzała mnie do szału cytowaniem podręczników na lekcjach, ale nie zasłużyła na los jaki ją spotkał. Lucjusz ją porzucił, kiedy go potrzebowała, zaś szumowiny którym zaufała, zgwałciły i zamordowały.

- Myślałem, myślałem, że się przyjaźnisz z…

- Malfoyem? – parsknął Snape – naprawdę Potter czasem nie wiem jakim cudem zostałeś Aurorem. Dla Malfoya byłem klientem – odparł Snape i ciągnął głosem pełnym goryczy- jako czarodziej półkrwi nie mogłem być niczym więcej. Łączyły nas interesy.

- I dlatego chce pan byśmy poprosili o pomoc innego drania, rozumiem – skinął głową Harry – musimy mieć kogoś w środowisku.

- Tak – skinął głową Severus – a poza tym Aleksander Orłowski jest arystokratą, lecz pomyśl co o nim mówi jego otoczenie.

- Jego przyjaciel jest Mugolakiem a żona niezbyt zamożną czarownicą półkrwi – zauważył Harry – raczej nie wierzy w te wszystkie bzdury o czystej krwi!

- Brawo Harry – powiedział Mistrz Eliksirów, mówiąc do Pottera po imieniu, kiedy go chwalił – zauważyłeś to prędko, zaś Lucjusz nie skojarzył prostego faktu – bywał nieraz w interesach na wschodzie Europy, lecz nigdy nie pojął pewnych rzeczy. Wschodni czarodzieje są pragmatyczni i uważają prześladowanie Mugolaków dla samego prześladowania za marnowanie mocy.

Rozmawiali jeszcze przez chwilę, po czym Severus zaczął ćwiczyć z Ginny oklumencję. Nigdy by się do tego nie przyznał, ale sprawa Hermiony nim wstrząsnęła. Przypomniała mu o śmierci innej, niezwykle zdolnej czarownicy z rodziny Mugoli, a poza tym cało zachowanie Lucjusza budziło oburzenie. Nie tylko zaczął spotykać się z Dafne Greengrass ledwie ciało żony znalazło się w grobie, to jeszcze zaczął mówić dzieciom te bzdury o czystej krwi. Ktoś musiał mu utrzeć nosa.

Szybko trafił na wspomnienie dziennika Riddle'a. Severus mógł nie cenić Weasleyów, lecz co innego uważać kogoś za durnia, a co innego dać niewinnemu dziecku przedmiot, na kilometr śmierdzący czarną magią. Mógł odejmować punkty, dawać szlabany lecz nie skrzywdził nigdy niewinnego ucznia, nawet jeśli dla dzieciaków dodatkowa praca domowa jawiła się końcem świata. Miał swoje pokręcone poczucie moralności i potępiał Lucjusza. Dlatego pomagał Ginny i Harry'emu. No i mógł coś zrobić, coś ważnego.

- Ale w jaki sposób Ginny ma się dostać na audiencję? – pytał Harry, przynosząc gorąca czekoladę żonie oraz dawnemu nauczycielowi.

Odkąd Harry poznał prawdę o prawdziwej lojalności Severusa, traktował go niczym szanowanego dorosłego. Nadal nieraz sobie dogryzali, lecz nie było między nimi owej dawnej złośliwości. Śmierć Voldemorta dała wolność wielu, przez co nawet ponury nietoperz z lochów nie był taki zły. Czasem nawet popijał z Potterem. W zasadzie odnalazł w nim substytut ojca. To przeniesienie uczuć było w zasadzie naturalne, jak powiedziała mu później doktor Borkowska. W końcu, to Severus uczył się z jego ojcem. Najpierw Syriusz, w dość nieumiejętny sposób, okazywał mu wsparcie – no ale oczekiwać od faceta, który 12 lat spędził w więzieniu, zachowania na poziomie „substytut ojca" i „racjonalnego podejścia do zachowania nastolatka" to już było nieco zbyt wiele. Potem Remus również stanowił dla Harry'ego oparcie. A teraz, to Severus awansował. On jednak, w przeciwieństwie do poprzedników, miał szczęście umrzeć z prozaicznego powodu. Na starość. Być może, gdyby zginął śmiercią tragiczną, to nie skończyłoby się dobrze dla naszego Aurora… Tak naprawdę ani Artur ani Molly, mimo tego jak bardzo Harry ich kochał, nie byli mu tak bliscy jak Syriusz, Remus a także Snape.

- Na prywatne spotkanie – poprawił go Severus – królowa nieustannie zaprasza mnie na swoje proszone herbatki z alchemikami. Z pewnością nie odmówi, kiedy Mistrz Eliksirów poprosi o zaproszenie dla pionierki magopsychiatrii w Polsce.

- Jesteś pewny siebie – zauważył Harry.

- Hermionę podziwiało wielu w magicznej Europie, w tym Natalia Orłowska. Nieraz wspominała o dzielnej towarzyszce Wybrańca. Widziałem ją podczas wizyty w Anglii i wyraźnie nie przepadała za Lucjuszem – zaczął starszy czarodziej – może nam pomóc a dobrze, by miała zajęcie, jak Ginewra będzie czarować jej męża.

- Ja wcale nie zamierzam – zaprotestowała Ginny, rumieniąc się po weasleyowsku.

- Oboje jesteście zakałami sztuki oklumencji – powiedział sucho Severus – a skoro nie jesteś w stanie postawić osłon, musimy inaczej rozproszyć szacownego monarchę, dekolt w szacie powinien pomóc. Poza tym – zaśmiał się drapieżnie – może i Aleksander Orłowski nie wierzy w ideologię czystej krwi, lecz jest próżny jak paw i ma wiele wspólnego z Lucjuszem pod tym względem. Niewielu układa włosy z taką pieczołowitością i dba by zapinki do szat pasowały do rodowych pierścieni, pewnie z Lucjuszem dzielili się tubkami Ulizanny! – zaśmiał się.

- Ale co to – zaczęła Ginny – mam go chwalić czy jak?

- Głaskanie próżności koguta przynosi cuda – zakończył Severus.

. . . . . . . . . . .

Dla Natalii organizowanie przyjęć było sposobem na odreagowanie, przynajmniej przez jakiś czas. Próbowała okazać cierpliwość, lecz miała wrażenie jakby coś zostało zepsute a ona nie miała pojęcia jak wszystko naprawić. Aleksander po prostu unikał rozmów na tematy inne niż bankiety, spotkania czy polityka. Tak, interesowało go co u dzieci, lecz wyraźnie odsuwał się od niej jak tylko zostali sam na sam. Kiedy pytała czy wszystko w porządku zbywał ją mówiąc, że jest przewrażliwiona.

Nie czuła się dobrze: bóle ustąpiły po paru tygodniach, lecz przyszło zmęczenie. Czuła się tak wykończona, że czasem ledwie miała siły wstać z łóżka. Robiła się nieraz drażliwa, zaś płacz dzieci wywoływał nieraz złość. Wyrzucała sobie, że jest złą matką, że zaczyna winić dzieci za postawę ojca, lecz nie potrafiła się opanować. Odwiedził ją magopsychiatra i kazał łykać jakieś paskudztwo. Sama z siebie by niczego nie wzięła, lecz matka zmusiła ją do picia nie bacząc na protesty. Pomagało nieco, chociaż czasem i tak miała wszystkiego serdecznie dość.

Czuła się koszmarnie niepotrzebna. Nie musiała przewijać dzieci, co z jednej strony cieszyło, lecz jednocześnie czuła, że jakby znikła nikt by nie zauważył. Do tego przez te paskudztwa nie musiała ich osobiście karmić, co sprawiło, że chciało się jej wyć. Wcześniej to chociaż im czuła się potrzebna, a teraz… co ona w ogóle robi tutaj? Mąż jej nie potrzebuje, dzieci nie potrzebują.. do tego musiała leżeć w łóżku. Przemęczenie przeszło w zawirowania magii. Nawet przyjęcia musiała ograniczać, zaś wedle oficjalnych relacji królowa była „osłabiona" i potrzebowała nieco czasu by odpocząć.

- Co się dzieje z Natalią? – nie chciała podsłuchiwać, ale matka głośno rozmawiała z jakąś czarownicą, która przychodziła codziennie – jej magia szaleje.

- Ciężki poród powoduje różne powikłania, w tym gwałtowne emocje to one zaburzają magię – wyjaśniła czarownica, a Natalia miała ochotę kogoś przekląć – rzecz w tym, że ostatnio zaklęcia wychodziły jej jak same chciały.

- Ale to nie uszkodzi… -zaczęła matka.

- Odpoczynek działa cuda – mówiła uzdrowicielka – urodzenie dziecka to wielka zmiana w życiu każdej kobiety, czasem wysiłek osłabia organizm, ale tylko skrajna trauma blokuje magię. Królowa jest pod dobrą opieką, potrzebuje tylko czasu.

Natalia zagryzła wargi i poczuła dreszcz strachu. Zablokowanie magii zdarzało się rzadko, lecz przykłady czarownic jak Meropa Gaunt potrafiły dać niejedno do myślenia. Czy i ona straci wszelkie zdolności? Taki wstyd… przecież nie zdołają ukryć czegoś takiego! Czy dlatego większość czasu spędza w swoich komnatach? Czy dlatego Aleksander przychodzi od czasu do czasu a poza rodziną nikt do niej nie przychodzi? Nie miała nawet siły wściekać się na Anuszkę, reagując na nią obojętnie. Paradoksalnie, to traktowanie jej jak chorą wzmagało w niej objawy. W zasadzie, to Natalia miała luksus leżenia w łóżku. Gdyby kazano jej samej zajmować się dziećmi, to może szybciej wróciłaby do normy? Matylda Walewska, w odróżnieniu od Ludwiki, matki Sissi, ukazanej w seriach z Romy Schneider, wolała by córka została w łóżku. Królowa Ludwika wolała działać.

- Z Natalią jest coś nie tak – mówiła młodsza z sióstr – nawet na mnie nie krzyczy, odpowiada zdawkowo na pytania i tylko patrzy się z sufit.

- Nie czuje się dobrze, jest przemęczona – wyjaśniła Matylda – ty także winnaś odpoczywać, jesteś młoda i spodziewasz się dziecka.

- Ciąża to nie choroba – wzruszyła ramionami Anuszka – a Natalia, nie wiem – dziewczyna rozłożyła bezradnie ręce - ale jej nie służy leżenie całe dnie w łóżku, kiedy wszyscy wokół chodzą na paluszkach.

Matylda wysłuchała młodszej córki uważnie, lecz nie bardzo wiedziała, jak pomóc starszej. Ona sama po urodzeniu Natalii osłabła i wpadła w dziwny stan, ale właśnie sen i odpoczynek jej pomogły. Być może jednak córka reagowała inaczej?

Anuszka zaczęła naprawdę martwić się o Natalię. Aleksander stwierdził złośliwie, że chodziło o status siostry królowej lecz nawet on nie mógł wyrzucić ot tak żony Stanisława Krzemienia. Tamten, wyraźnie szczęśliwy z nadchodzącego ojcostwa, nie odmawiał żonie niczego a skoro chciała pomagać siostrze... Dlatego Anuszka zaczęła czytać Natalii artykuły z „Alchemika" a także publikacje swej ulubionej dziennikarki, Maliny.

- Przepraszam, teraz wiem co czułaś. Straciłam przyjaciół, byłam taka podła – wyznała poprawiając siostrze poduszki.

Natalia nawet nie zareagowała. Leżała w swej pięknej szacie na łóżku i patrzyła smętnie w przestrzeń. Ożywiała się na lekturę, trochę. I Anuszka zaczęła czytać bajki dla dzieci, które zaczęła spisywać nie mając pomysłu co dalej. Matylda przychodziła regularnie, ale także Anastazja zmuszająca synową do jedzenia i łykania eliksirów, a także Liliana.

Aleksander przyszedł raz czy dwa, lecz unikał jej wzroku. Smutne spojrzenie żony pogarszało jego i tak podłe samopoczucie, przez co przychodził tylko kiedy spała. Ilekroć na nią patrzył, widział przed oczami jak wiła się z bólu po przebudzeniu i obwiniał o całe zajście. Wówczas siadał przy niej i głaskał po głowie, opowiadając o ważnych i błahych sprawach. Matylda nakryła go raz nocą, lecz nie zdołała przekonać by odwiedził córkę za dnia.

- Porozmawiaj z nim – radziła Natalii – twój mąż się czymś gryzie, ale za nic nie przyzna, że coś go boli. Mężczyźni mają czasem dojrzałość pięciolatka. Tylko dobijała tym córkę.

Anastazja próbowała rozmawiać z synem, lecz ten ją zbywał. Dosłownie umierała z niepokoju o niego, tak samo jak martwiła się o Natalię. Fizyczne dolegliwości przeszły, lecz była osowiała i przygaszona, cierpiąc na paskudny przypadek depresji poporodowej. Księżna mogła nie kochać synowej, lecz polubiła Matyldę i wiedziała jak stan żony wpływa na syna. „Prycha na wszystkich jak wściekły kot i chodzi wściekły jakby wsadził tyłek w mrowisko" – powiedział Podolak, na co skinęła głową.

- Sasza nawet mnie nie odwiedza – odparła Natalia, nieco bardziej przytomna po zmianie leków. Drugi z kolei antydepresant rozpuszczony w eliksirze rozluźniającym nieco ją postawił na nogi – on… on już mnie nie chce, unika mego dotyku!

- Przychodzi nocami – wyjaśniła matka – siada przy tobie i siedzi trzymając za rękę i głaszcząc po głowie, coś go gryzie.

- Ale on nie chce rozmawiać! Zbywa mnie i mówi, że potrzebuje wakacji. Powiedział – zaczęła a głos jej zadrżał – powiedział, że wyjdzie nam na zdrowie byśmy spędzali ze sobą mniej czasu. Jest uprzejmy, ale taki zimny jakbym, jakbym była daleką kuzynką!

- Poród, to co było potem wstrząsnęło nim. Kto wie czy możliwy jest powrót, lecz macie dzieci i dla dzieci winniście znaleźć porozumienie.

Rozumiała. Przytulała dzieci z całej siły i uśmiechała się czując uścisk małych łapek. Mąż ją odpychał, unikając jak ognia bliskości czy też szczerych rozmów. Lecz był uprzejmy i dbał o ich maleństwa. One są najważniejsze. To wbijała jej matka oraz magopsychiatra podczas regularnych sesji.

Nie było łatwo. Płakała po nocach czując, że traci męża. Potem jednak ocierała łzy, łykała te wszystkie świństwa i wstawała. Aleksander był taki zimny, otaczał się murem i odpychał ją nie mówiąc co takiego zrobiła. Czy straciła w jego oczach za słabość, bo wykazała, że ma problemy z urodzeniem dzieci? Byli małżeństwem niespełna rok i wszystko zaczęło się sypać, lecz uśmiech dzieci… tak, to ją trzymało w jako takim pionie.

Nie wiedziała, że obserwował ją jak zajmowała się dziećmi. Nie mogła ich karmić piersią z powodu leków, lecz nic nie przeszkadzało by je tuliła i nosiła na rękach. Patrzył na nią z tak cielęcym wyrazem twarzy, że nawet Podolak nie kpił. Lecz ona go nie widziała. Rzucał na siebie zaklęcia i znikał, kiedy tylko podnosiła głowę by sprawdzić kto stoi za drzwiami. „To dla twego dobra Natalio, to wszystko dla ciebie" – szeptał, wciąż pamiętając jak źle z nią było.

- Jesteś idiotą Sasza – Podolak nie silił się na delikatność – istnieje jakiś dobry powód dla którego usiłujesz zrujnować swoje małżeństwo?

- Niczego nie rozumiesz! – syknął przyłapany i zły Aleksander.

- Tylko mi się tutaj nie nadymaj jak baba w środku okresu, czy jakieś książątko. Co w ciebie wstąpiło, że najpierw gapisz się na nią godzinami, a potem uciekasz, gdzie pieprz rośnie? Porozmawiaj z nią!

- Nie dawaj mi rad! Co ty wiesz o..! – zawiesił głos król zdając sobie jaką głupotę właśnie chciał powiedzieć

- Mam żonę i czwórkę dzieci, w tym temacie wiem więcej od ciebie! Przeżyłem niejedno z Gertrudą. – odparł zirytowany Podolak

- Ona nigdy nie była w takim stanie!

- A ty uważasz, że odpychając ją pomożesz? Złamane serca ma pomoc w zdrowieniu?

- Lepsze złamane serce niż śmierć! Od złamanego serca nikt się nie wije z bólu! Zamknij się i przestań mi mówić co mam robić!- krzyknął po czym wyszedł łopocąc szatami.

Podolak wywrócił oczami, ale uśmiechał się triumfująco. Trafił, skoro przyjaciel zareagował tak ostro, a teraz czas na działanie. Pomoże mu, nawet jeśli będzie go musiał związać i upić. To jego powinność. Spojrzał przelotnie na brunetkę bawiącą się z dziećmi na podłodze. Mugolskie środki ją postawiły na nogi a i Gertruda wiedziała, jak dawkować nalewkę. Kiedy Gertruda po urodzeniu trzeciego dziecka miała wahania nastrojów, było ciężko, ale nie aż tak. Widział naprawdę wiele w swej karierze śledczego a już na pewno nieraz widział zdenerwowanych ojców. Co nie znaczy, że łatwo było rozwiązać sprawę. Zwłaszcza jeśli przyjaciel ani myślał słuchać, a uporu to mu nie brakowało. Ktoś, kto w młodym wieku wygrał wolną elekcję, poślubił wybraną kobietę nie pochodzącą z magnaterii i panował nad chaosem rządzenia, nie był na pewno kimś, kim można było łatwo manipulować. Teraz zaś Aleksander go ofukał po czym wyszedł pośpiesznie.

Niedługo potem Natalia zorganizowała przyjęcie dla alchemików i innych uczonych. Zaprosiła do siebie Michała, Ludwikę i Borewicza. Ich obecność wpływała na nią kojąco, wręcz czuła się wyciszona dzięki tym spotkaniom. Lubiła z nim rozmawiać, zaś teraz mieli okazję regularnie się spotykać i rozmawiać nie tylko o pracy.

- Cieszy mnie, że już u ciebie lepiej kuzynko – mówił witając ją serdecznie, pocałunkiem w policzek – ciotka Anastazja była co najmniej tajemnicza.

- Eliksiry – wyznała -antykoncepcyjny i przeciwbólowe zadziałały na siebie okropnie.

- Ale już u ciebie lepiej? – zapytał uprzejmie – czy te spotkania nie są dla ciebie nazbyt męczące?

- Siedzenie mnie bardziej wykańcza, a co u ciebie? Jak Filomena?

- Urządzamy się w nowym domu – wyjaśnił – rodzice nam pomagają, tak im jak i rodzicom Filomeny zależy na tym związku, chociaż długo negocjowali. Nie patrz tak na mnie, aranżowane małżeństwa to tradycja rodzinna a moi rodzice…

- mogą uchodzić za wzorowe małżeństwo – zapewniła.

- Dziękuję, ich związek został zaaranżowany, dziadek Stefan zaczynał jako syn sklepikarza na ziemiach mojego drugiego dziadka, lecz miał głowę do interesów, przez co dorobił się na tyle by zapewnić jedynej córce znamienite małżeństwo, ale oboje znaleźli wspólny język a z czasem i miłość.

- Co na pewno będzie twoim udziałem – zapewniła szczerze – czy mi się wydaje, czy Borewicz jest nieswój?

- Rodzinne sprawy – wyjaśnił Michał – ma coraz mniej czasu i chyba myśli o emeryturze a wtedy ja..

- … zostaniesz nowym Szefem Instytutu – zakończyła słodko – nie ma nikogo lepszego, masz kontakty, zapał, wiedzę! Z pewnością będziemy to opijać!

- Nie wątpię – skinął głową – należysz do wąskiego grona ludzi, które dostrzega moje kompetencje, nie nazwisko.

- Ludwika na pewno także wie co i jak – zapewniła Natalia – ale masz rację ludzie są ślepi. We mnie widzieli sprytną pannę co zdobyła najbardziej pożądanego kawalera a ty widziałeś moje umiejętności! Dzień twej nominacji będzie wielkim dniem dla Instytutu.

Rozmawiali jeszcze przez chwilę, zaś obserwujący spotkanie Aleksander zacisnął pięści ze złości. Widział żonę rozmawiającą z przeklętym Poleskim i nic nie mógł zrobić, tamten zaś siedział obok i korzystał z gościnności. Rozmawiali sobie jakby nigdy nic a on, on miał ochotę kogoś naprawdę paskudnie przekląć. Oberwało się jakiemuś nowemu urzędnikowi, lecz nie odczuwał spokoju. Nakrzyczał na jakąś praktykantkę za to, że obcasy jej butów stukały za głośno na podłodze. „Masz we mnie wsparcie droga kuzynko" - ciskał ze złości na podłogę czym popadnie. Już widział jak tamten ją wspiera..

Jeszcze tego samego dnia, ku radości konserwatystów, zgodził się na postulowane przez nich ograniczenia w sprzedaży eliksirów antykoncepcyjnych. Wedle nich należało o wiele bardziej kontrolować kto i ile zakupuje specyfików, wszak mężatki to jedno, lecz dawanie środków pannom nie będących w związkach to promocja bezwstydu. Sam zaczął pić paskudnie smakujące świństwo mające hamować popęd, przez co zrobił się dość zgryźliwy i ostry w sądach. Musiał jednak pić owe środki, by wyrwać w swoim postanowieniu. Nie chciał zdradzać żony, a inaczej w żadnym razie by nie wytrzymał w owym stanie.

Natalia szczerze się cieszyła z wizyt. Podczas tygodni swej choroby cieszyła się nawet z obecności Anuszki, która chyba zaczynała rozumieć to i owo. Młoda kobieta straciła przyjaciół ze szkoły, nie mogących jej wybaczyć znamienitego małżeństwa. Kajała się za swoje postępowanie i Natalia była gotowa uwierzyć ze szczerze.

- Byłam taka głupia i ślepa. Darek z pewnością mnie nienawidzi!

- Naraziłaś go – zauważyła Natalia – nie myśl o nim, masz męża – przypomniała – nie drażnij Stanisława, on uczyni twe życie przykrym a z tego co wiem wspiera cię i pomaga realizować pasję.

- I zdradza- dodała z bólem.

- Nie marudź – przerwała – sama jesteś sobie winna – pouczała siostrę królowa - pisz, a nie użalaj się nad sobą. Stanisław chce porozumienia – dodała łagodniej – korzystaj z tego dla dobra wszystkich. A te ciekawe historie co mi czytałaś? „Przygody Anity", możesz zostawić? Kto je napisał?

- To „Przygody Anity, zagubionej czarownicy" – wyjaśniła dumnie Anuszka – ja zaczęłam pisać jeszcze w szkole, chcę to wydać pod pseudonimem.

- Piszesz... Stanisław, czy on wie?

- Sam mnie zachęca i wspiera a podpiszę się jako Wanda Andrusiewicz, odwrócenie inicjałów – wyjaśniła – nazywałam się przed ślubem Anna Walewska, więc rozumiem. Poczytaj, mam tego więcej – dodała – i jakbyś czegoś potrzebowała, wiem, że byłam okropną siostrą, ale teraz to do mnie dociera. Wiem co czułaś.

Anuszka wyjaśniła, że z dnia na dzień straciła koleżanki, dziewczyny które nazywały się jej przyjaciółkami. Zaczęły rozpowiadać wszem i wobec, że mająca dobre stopnie uczennica przyrządziła jakieś wyskokowe eliksiry i spoiła nimi Krzemienia, by ten się z nią ożenił. Tłumaczenia trafiały w próżnię, bowiem nikt nie wierzył. A już na pewno nie wierzył, że znalazła porozumienie z Stanisłaem, który nie był głupcem. Wiedział, że Anuszka była zakochana w innym i przyjął ten fakt. Ich relacje przypominały nieco te między starszymi członkami rodzin a młodymi, nieco takie jak między wujem a siostrzenicą. Relacje były poprawne, chociaż nieco chłodne... Tylko w sypialni byli naprawdę małżeństwem, lecz odkąd zaszła w ciążę jego aktywność ustała.

By Rada Familijna dała im spokój mieli formalnie wspólną sypialnię, lecz on często chadzał po posiadłości i nie tylko. Znajdowała go w sąsiednim pokoju bynajmniej nie samego, czasem też szukał na mieście przygód. Nie zaniedbywał jej jednak, całował na dobranoc, czasem nie tylko to. Co najważniejsze jednak, wspierał w jej ambicjach a nawet zaproponował by Matylda zamieszkała z nimi na czas końca ciąży i porodu. Nie kochał jej, ni ona nie kochała jego, lecz zauważyła, że nie jest nieszczęśliwa jak się obawiała.

- Twoja siostra ma przy sobie księżną Anastazję i Lilianę do pomocy, tak młoda kobieta z pewnością potrzebuje wsparcia starszej i doświadczonej.

- Dziękuję – szepnęła przeczesując palcami jego włosy.

- Dbam o swoich – odparł – a moja żona zasługuje na wszystko, co należne wyższym sferom. To by była ujmą na moim honorze, jakbyś chodziła osowiała.

Opowiedziała o tym Natalii, pragnęła porozumienia z siostrą. Aleksander nie wierzył w jej intencje, lecz zamierzała to naprawić. Odstawiła niedopuszczalne sceny zazdrości, lecz wygnanie Darka ją nieco otrzeźwiło.

- Kochasz go, prawda? – zapytała ostrożnie – swojego męża znaczy się, kochasz…

- To takie dziwne? – syknęła Natalia.

- Tak – skinęła głową Anuszka – ciężko było uwierzyć w miłość, przecież on był... jest królem a ty byłaś zwyczajna, nasza rodzina nie miała ni majątku ni znaczenia, a on... on...

- Aż tak ciężko uwierzyć, że gdzieś głęboko wszyscy jesteśmy ludźmi? – odparła Natalia – że pragniemy bliskości i szczęścia dla bliskich, pragniemy mieć kogoś zaufanego, być kochanymi? Czy nie kochałaś Darka?

- Kocham go – wyznała Anuszka.

- A on kochał ciebie – dodała Natalia – nikt w to nie wątpił, nie zadawał głupich pytań! Anuszka kochała Darka a Darek kochał Anuszkę – kontynuowała ironicznie – lecz jak Natalia powiedziała, że kocha Saszę była naiwną idiotką zaś Sasza nie mógł kochać Natalii, bo był magnatem a ona nie. Czy ty naprawdę myślisz, że ot tak zapomnę? Idź do męża, boli mnie głowa.

Anuszka wyszła boleśnie rozumiejąc, jak zraniła siostrę. Wcześniej wierzyła, że krzykami uchroni ją przed błędem, przed byciem uwiedzioną i porzuconą. Teraz wyszła, zostawiając siostrę i namawiając by wydała bankiet.

. . . . . . . . . . .

Ginny starannie przygotowywała się do wyjazdu. Najpierw poszła na zakupy, szukając szat. Wiedziała, że musi zadbać o właściwe przedstawienie swej osoby. Zajmując się sprawami promowania magopsychiatrii, wiedziała, że nie wystarczy mieć rację by przekonać innych, należy jeszcze odpowiednio do nich podejść. Przecież wszystko co robiła, cała jej akcja by przekonać do osiągnięć Mugoli była zainspirowana działaniami jej ojca Artura, który jako jeden z nielicznych czarodziei czystej krwi dostrzegał potencjał nauki Mugoli, w każdym razie jako jeden z nielicznych w Anglii. Lecz nie umiał do siebie przekonywać, budząc jedynie politowanie. Zapamiętała ową lekcję i pamiętała, kiedy nakładała bordową szatę z kuszącym dekoltem. Harry dokupił jej do kompletu kolię z rubinami i kolczyki. Było go na to stać, gdyż dysponował skarbcami i Blacków, i Potterów. Jednocześnie ustalili z Ginny, że dzieci nie będą wychowywane na snobów i od małego będą znały wartość pieniądza. Część majątku Blacków przekazał Andromedzie oraz jej najstarszej córce. Z idealnie ułożonymi włosami oraz w eleganckim płaszczu, Ginny była gotowa na wyzwanie.

Wiosna 2006 roku była wyjątkowo zimna. W Anglii nie było najgorzej, lecz w Polsce śnieg trzymał do marca toteż Ginny wolała uważać. Niedawno przyszedł na świat ich drugi syn, Albus Severus i musiała uważać ze względu na dziecko. Teraz czuła się naprawdę dobrze: nie dokuczały jej żadne szczególne dolegliwości, poza zwyczajną niewygodą. Dzięki specyfikom od doktor Borkowskiej, emocje nie panowały nad nią, lecz ona nad nimi.

Nie czuła się źle zostawiając dzieci. Molly z radością zajęła się wnukami, wciąż szukając sobie zajęcia po skazaniu męża. Była napiętnowana jako żona nieudacznika oraz zdrajcy stanu, który za francuskie pieniądze zamierzał siać chaos. Anglicy, czy to mający magię czy Mugole, zwykle myśleli o sobie jako o wielce ważnych, przez co nie przyjęli dobrze pomysłów na „pomoc" ze strony cudzoziemców. Zaczęła nawet używać swego panieńskiego nazwiska, by podkreślić swój dystans wobec działań Artura. By walczyć o idee to jedno, lecz brać pieniądze od zagranicznych mącicieli to całkiem inna sprawa. Z radością zajęła się wnukami, zwłaszcza jeśli Ginny wyjaśniła co zamierza.

- Jesteś pewna, że dasz radę? Czy to dobra droga?

- Lucjusz musi zapłacić za to co zrobił mnie, co zrobił Hermionie i wielu innym ludziom. Sama jestem za słaba by do zaatakować, lecz wierzę, że z pomocą sojusznika mogę wiele zdziałać. Zaś Aleksander Orłowski nienawidzi śmierciożerców i wydaje się mieć coś w rodzaju sumienia. To moja szansa.

- Nie wiem – Molly pokręciła głową – nie wiem czy nie zaczynasz groźnej gry, chociaż, dajesz sobie radę ze swoimi projektem z magopsychiatrii – kobieta posłała ciepłe spojrzenie córce - kto wie może masz talent?

- I pomoc – wskazała na portret Walpurgi Black – kiedy zaś on, on porzucił Hermionę wszystko z dziennikiem do mnie wróciło. Nie mogłam za wiele zrobić będąc w ciąży z Albusem, ale nie mogę zapomnieć – dziewczyna uniosła głowę i spojrzała na matkę twardym wzrokiem - te koszmarne tygodnie i to jak zginęła, sama w bólu i upokorzeniu a Malfoy po prostu uciekł.

- Biedna dziewczyna – westchnęła Molly – jakim cudem po wojnie wszystko poszło tak fatalnie, przecież to wszystko zmierza odwrotnie niż tam, gdzie powinno!

- Nie mieliśmy planu – szepnęła Ginny – czytałam książki mugolskich strategów, a tam jest napisane, że wygrać wojnę jest łatwo, lecz utrzymać zwycięstwo to wyzwanie. Tak bardzo koncentrowaliśmy się na przeżyciu, na pokonaniu Voldemorta, że nie myśleliśmy co dalej. Dyrektor Dumbledore szukał słabości wroga, poznawał go, słał posłów za granicę lecz nigdy nie rozmawiał wprost z rządami innych krajów. Wiem, że Ministerstwo było niekompetentne, ale i bez podziałów byliśmy słabi! Do tego nikt, ale to nikt nie myślał jak walczyć z uprzedzeniami, jak osłabić pozycje takich jak Malfoy, który po pierwszej wojnie się ze wszystkiego wyłgał! A ponoć Polacy mają na niego niezłą kartotekę! – zaczęła po czym kontynuowała widząc pytający wzrok matki – ich poprzedni król szczerze nienawidził śmierciożerców i Voldemorta!

Rozmawiały jeszcze przez chwilę, zaś Ginny starannie przygotowywała do wyjścia. Mimo to drżała kiedy wychodziła by przenieść się do ministerialnego atrium w Londynie. Długo dobierała szaty i dodatki, zaś w bordowej szacie z kuszącym dekoltem oraz rubinami zwracającymi uwagę na powiększonymi przed karmienie dzieci piersiami wyglądała lepiej niż dobrze. Narzuciła elegancki, czarny płaszcz podkreślający figurę oraz spory, czarny kapelusz. Płaszcz bardziej zdobił niż chronił przez zimnem, bowiem jej dekolt był widoczny, podobnie jak rubinowy naszyjnik. Ogniście rude włosy pasowały do szaty, zaś z czerwienią tworzyły całość tak zmysłową, co elegancką.

Kiedy weszła do atrium, wiele par oczu na nią patrzyło. Niewielu potrafiło sobie wyobrazić, że ta nosząca wspaniałe szaty kobieta była dziewczynką nosząca znoszone ubrania, czy też jeszcze niedawno, skandalistką. Dzięki terapii, Ginny na nowo była sobą: ognistą panną gotową walczyć o dobro bliskich na wszelkie sposoby, a jeśli musiała czarować zagranicznych dygnitarzy, tak właśnie uczyni.

- No widzę argumenty ma pani poważne – powiedział kpiąco Severus Snape w wyjściowych szatach – Orłowski gotów paść trupem w swoim gabinecie.

- Sam pan radził – zaczęła Ginny nieco niepewnie.

- To komplement – wyjaśnił Severus – Gryfoni nie rozumieją konceptu subtelności, jesteś zakałą sztuki oklumencji i mniej sprawny legilementa niż Orłowski może przejść przez nędzne osłony twego umysłu, na szczęście wiemy jak go rozproszyć! Na rozmowę z arystokratą nie można iść ubranym w dżinsy.

- Zatem na przód – powiedziała Ginny.

Po chwili wylądowali w warszawskim atrium, w zimny, kwietniowy dzień. Przez okna wpadały blade promienie wczesnowiosennego słońca, zaś ogłoszenia informowały, że na zewnątrz jest ledwie pięć stopni do tego wieje wiatr. Na szczęście musieli tylko przejść na zamek, nie mając ochoty na zwiedzanie niczego.

- Powodzenia- szepnął Severus, kiedy szli już korytarzem za jakimś urzędnikiem – proszę myśleć o wspomnieniu dziennika Riddle'a.

- A pan? – spytała Ginny.

- Idę na proszoną herbatkę królowej – parsknął – ponoć zaprosiła zdolnych uczniów z lwowskiej szkoły.

Mimo to był zadowolony z towarzystwa ludzi mających pojęcie o temacie. Królowa była alchemikiem i z tego co się zorientował całkiem dobrym. Łażący za nią jak pies kuzyn jej męża, Michał jeszcze lepszym. Mógł z Poleskim rozmawiać o najnowszych odkryciach i obserwować, jak się wpatruje w królową doprowadzając jej męża do szału, czego rzeczowa czarownica nie wiedziała. Severus nienawidził flirciarskich panienek, lecz Natalia wyraźnie nie dostrzegała całego bałaganu traktując Poleskiego serdecznie, ale po przyjacielsku.

Ginny musiała zdać różdżkę wchodząc do gabinetu. To Percy jakoś ubłagał króla, by zgodził się ją przyjąć prywatnie. Już jakiś czas temu pogodziła się z bratem, bowiem dzięki terapii doktor Borkowskiej pojęła, że szaleństwo Rona, chorobliwa ambicja Percy'ego oraz jej własne szalejące emocje były wynikiem kompleksów z dzieciństwa. Dlatego Charlie wyjechał do Rumunii, skąd nie wyściubiał nosa, dlatego Bill szukał przeklętych skarbów jako łamacz zaklęć a bliźniaki eksperymentowały. Ojciec był pełen dobrych intencji, kochał swe dzieci lecz paprząc im dzieciństwo dorzucił im bagaż na całe życie. Rozmawiała z nim wiele razy.

- Chcesz żebym zrobił co? – pytał pełen niedowierzania Percy.

- Poprosił króla o spotkanie – wyjaśniła Ginny – Lucjusz Malfoy nie może być bezkarny a Hermiona.

- Król jej nie cierpiał – wyjaśnił Percy denerwującym tonem.

- Co nie znaczy, że życzył jej bolesnej śmierci – zauważyła Ginny – tylko z nim porozmawiaj.

Percy zgodził się pomóc a nawet uzyskał zgodę. Miała pół godziny by przekonać do swych racji starszego czarodzieja, przekonać by zechciał pomóc. To wyzwanie, lecz raz Gryfon to na zawsze Gryfon a ona nie ucieknie. Zacisnęła mocniej dłonie, po czym weszła przez bogato rzeźbione, drewniane drzwi.

Gdyby dziesięć lat temu ktoś jej powiedział, że zacznie odwiedzać zagranicznych dygnitarzy zaczęła by się śmiać. Wówczas byli w środku wojny, która na szczęście nie była tak straszna jak drżała. Zakon Feniksa zaczął walczyć razem z Ministerstwem, co zawdzięczali ludziom jak Malfoy czy Lestrange. Bo z tego co rozumiała, sam z siebie dyrektor Dumbledore zapewne zachował by dystans, co by wydłużyło walki. Bo chociaż Ministerstwo nie było kompetentne, to jednak nie mogli sobie pozwolić na podziały, nie wobec bezwzględnego wroga. Dziesięć lat temu nosiła wygodne, sportowe stroje i chowała po schowkach by całować z Harrym. Wracała na wakacje do Nory chora ze strachu o ukochanego. Wówczas nawet nie śnili o kłopotach, które nastąpią po wygranej.

Weszła do przestronnego, luksusowo urządzonego gabinetu. Widywała podobne kiedy czasem odwiedzała Hermionę w Malfoy Manor, a ostatnio w domu Ministra Magii, po tym jak zaczęła normalnie rozmawiać z Elaine. Mimo wszystko wcześniej nie widziała równie bogatego miejsca. Przelotnie spojrzała na portrety na ścianach, przedstawiające postacie czarodziei i czarownice w bojowych szatach z długimi mieczami i nożami w dłoniach. Z tego co wiedziała, byli to królowie i królowe z dawnych wieków. Widziała też bardziej współczesne postacie ubrane podobnie co różni ważni działacze Wizengamotu. Lecz nie przyszła patrzeć na portrety, czy podziwiać mozaiki na podłodze.

Podeszła do miejsca dla gościa. Gospodarz w nienagannych szatach i pieczołowicie ułożonych włosach już na nią czekał. Mogła przysiąc, że wygląda na niewyspanego, co nie powinno dziwić skoro jak donosiły gazety, miał dwójkę małych dzieci. Mimo to był nienaganny i jak zawsze przystojny.

- Pani Potter – zaczął z uprzejmym uśmiechem – zapraszam, herbaty?

- To wielce uprzejme z pańskiej strony Wasza Wysokość.

Zaskoczona Ginny rzecz jasna się zgodziła. Usiadła na wygodnym krześle i z zadowoleniem zauważyła, że czarodziej wyraźnie patrzył na jej ubranie i całą postać. Wzięła do ręki filiżankę z delikatnej porcelany, wiedząc, że nie może odmówić. Zresztą nie oczekiwała ataku ni niczego podejrzanego, przecież nie spacerowała po Nokturnie, prawda?

Usiadła wygodnie i spróbowała bardzo dobrej herbaty. Percy chwalił tutejsze herbaty i musiała mu przyznać rację. Z przyjemnością skosztowała głębokiego aromatu i wypiła całą filiżankę, zagryzając herbatnikami maślanymi.

- Co panią do mnie sprowadza pani Potter? – zapytał Aleksander, uśmiechając się przy tym podejrzanie.

- Sprawa Lucjusza Malfoya – odparła szczerze, co nawet ją zaskoczyło.

Zamierzała mówić o współpracy oraz wspólnych celach. Przećwiczyła swoją przemowę wiele razy a tutaj naraz wyskoczyła jak Filip z konopi z ową szczerością. Coś kazało jej mówić, coś blokowało możliwość kombinowania. Nie czuła się w stanie by choćby próbować kłamać co naraz ją uderzyło.

- Co dokładnie pani planuje? – zapytał Aleksander, nieomal przewiercając ją nieomal na wylot. Był przy tym irytująco spokojny. Stanął za Ginny i położył swoje ręce na jej ramionach i zniżył się szepcząc pytanie o jej plany.

Ginny nie wiedziała co właściwie powinna powiedzieć, znowu coś uniemożliwiało jej powiedzenie tego, co zamierzała, swej pięknie przygotowanej mowy. Zrozumiała, że zapewne padła ofiarą Veritaserum, lecz nic nie mogła zrobić. Nienawidziła uczucia bezcenności, o Merlinie nienawidziła tego uczucia. W międzyczasie Aleksander oparł się o biurko i obłapiał wzrokiem Ginewrę.

- Pragnę by zapłacił za swe zbrodnie – powiedziała, czując szum eliksiru prawdy.

- O co go oskarżasz? – pytał dalej cierpliwie, uważnie patrząc na swego gościa.

- Zostawił moją przyjaciółkę Hermionę, kiedy go potrzebowała. Zaczął spotykać z inną, ledwie jej ciało ostygło – wyjaśniła, a jej oczy ciskały błyskawice – czy tak postępuje czarodziej, chcący być wzorem dla innych, mający się za lepszego za innych? Zostawia żonę i ucieka, kiedy pojawia się problem?

- Nie pierwszy raz – dodał Aleksander odparł i usiadł wygodnie na krześle jednocześnie kreśląc kółka szklanką z absyntem – pozwolił zginąć Narcyzie by ratować skórę przez tym szalonym bękartem półkrwi, a potem zostawił swoją drugą żonę by ratować swój wizerunek – dodał – o co jeszcze go oskarżasz, z pewnością przybyłaś tutaj z bardziej poważnymi oskarżeniami Ginewro Potter.

- Tak – skinęła głową – on wykupił się pieniędzmi od sądu, lecz nie wierzę w niewinność. Miałam jedenaście lat, kiedy podrzucił mi przeklęty artefakt Lorda Voldemorta.

- Jaki artefakt? – zdziwił się szczerze król. Tego nie wiedział o swoim byłym „przyjacielu"

Ginny opowiedziała o dzienniku Toma Riddle i o tym jak nikt nie potrafił pomóc. Byłaby umarła, gdyby nie pomoc Harry'ego oraz jej brata Rona. To oni zeszli do Komnaty Tajemnic i to Harry pokonał Bazyliszka mieczem Gryffindora oraz zniszczył przeklęty dziennik. Nikt nic nie zrobił, by jej pomóc. W zasadzie, to zginęła by gdyby nie pomoc bliskich. Lecz, co najbardziej zabolało to fakt, że Lucjusz pozostał bezkarny. Po prostu zdołał się od wszystkiego odciąć, a potem robił swoje. Dwa lata potem zaś ochoczo stawił się na wezwanie Lorda Voldemorta, kiedy ten wrócił, a potem utrzymywał w nieświadomości Ministerstwo.

Wyrzucała z siebie wszystko, co ja gryzło od lat. Nie umiała grać, a samo Veritaserum uniemożliwiało jakiekolwiek odstępstwa od prawdy. Patrzyła uważnie na Aleksandra, który co jakiś czas zachęcał ją skinieniem głowy by kontynuowała. Ciemnowłosy arystokrata pozostał nieporuszony, chociaż nie sprawiał wrażenie zniechęconego czy też złego.

- Dlaczego przyszłaś z tym do mnie pani Potter, nie zaś do angielskiego Ministra? – patrzył mimo wszystko na tę młodą kobietę ze współczuciem i wewnętrzną chęcią ukarania Lucjusza za jego błędy.

- Knot by nic nie zrobił, nie przeciw Lucjuszowi – wyznała szczerze - Scrimgeour zaś nie lubi mego ojca a i moje relacje z nim są trudne. Nie ma powodu by działać przeciw Malfoyowi i ...

- Uważaj, cenię Rufusa – przerwał Aleksander – chodź wiem, że nie miałaś łatwych relacji z drogą Elaine. Nie wierzysz w Ministerstwo, co mogę w pewnym sensie rozumieć.

- Potrzebuję pomocy kogoś, kto zna środowisko czystej krwi, arystokraty Wasza Wysokość – dodała szczerze- czy w tej herbacie było Veritaserum?

- Uczennica Severusa Snape's powinna się wcześniej zorientować – dodał z przyganą – i tak, muszę wiedzieć czego pragnie mój gość.

- Ale czy to, czy to legalne? W Anglii – zaczęła.

- Mamy ograniczenia rzecz jasna, ale pani jest cudzoziemką, powiązaną z wywrotową grupą. Czy chodzi o kogoś jeszcze?

- Krowę Greengrass – odparła Ginny.

- Och, drogą Amfitrytę? Bez obaw Ginewro, nie ty jedna nie przepadasz za tą zimną lady, moja królowa też jej nie lubi. Co planujesz?

- Powolne działanie – zaczęła drapieżnie – wpierw zacznę atakować go za niewierność żonie, ludzie mogli nie lubić Hermiony, lecz mężowie co opuszczają swoje żony nie są popularni. Zamierzam go niszczyć powoli – dodała złowrogo.

- Furia piekieł jest niczym w porównaniu z gniewem kobiety – szepnął nachylając się nad żoną Harry'ego i poprawił jej kosmyk włosów zakładając za ucho– ponawiam pytanie, dlaczego ja mam pomóc?

- Ponieważ pragniesz przedstawiać się jako obrońca Mugolaków Wasza Wysokość – odparła – masz sumienie i nienawidzisz śmierciożerców. Udział w marnym końcu Hermiony Malfoy może zaszkodzić wizerunkowi.

Aleksander, mile połechtany spojrzał z czułością na tę młodą dziewczynę. Mimo, ze miał żonę w zbliżonym wieku do Ginewry poczuł się dumny jakby był ojcem tej rudowłosej osóbki siedzącej przy nim. Taaak, Lucjusz nie wie na kogo trafił. Ale tak to jest, gdy traktujesz ludzi z góry i myślisz, że jesteś kimś z uwagi na pochodzenie i koneksje. Jak to mówią: im wyżej jesteś i się wspinasz, tym upadek bardziej boli. A nawet może być śmiertelny…

- Odkąd zostałaś zwierzęciem politycznym Ginewro Potter? Kto cię uczył?

- Portret Walpurgi Black – odparła słodko – a kiedy chcę dopaść węża, muszę walczyć jak żmija.

- Słusznie – skinął głową Aleksander – zapraszam na spacer po galerii, postacie moich poprzedników są interesujące. A i proszę wypić to – przywołał flakonik – antidotum.

- Dziękuję, czy pan mi pomoże Wasza Wysokość?

- Przekonaj mnie!

Ginny skinęła głową i uśmiechnęła kusząco. To grubo więcej niż mogła oczekiwać, lecz była żoną Pottera i pionierem magopsychiatrii w Anglii, co otwierało niejedne drzwi. Arystokrata wyraźnie lubił ideę by przedstawiać Polskę jako miejsce postępu oraz wiedzy, co podkreślała. Nie kłamała, nie miała powodu by nie lubić Polaków. Poza tym, dzięki chłodnej analizie, to czystokrwistych winiła za marny los Hermiony.

Dlatego postanowiła iść na zwiedzenia galerii z eleganckim, ciemnowłosym czarodziejem. Audrey go uwielbiała, lecz Elaine wyraźnie przed nim ostrzegała. Ginny rozmawiała dużo z żoną Ministra Magii, którą jeszcze niedawno nazywała piranią. Lecz zmieniła postawę, a przede wszystkim wiedziała, że blondynka może pomóc jako sojusznik w Anglii. Ginny wiedziała, że Elaine próbowała ostrzegać Hermionę nie raz ni nie dwa. Nie była wrogiem, nie takim jak Lucjusz. Ginny wiedziała czym się kończy walka ze wszystkimi i nie zamierzała przegrać. Musiała wygrać dla Harry'ego oraz synów, zaś macierzyństwo wyraźnie budziło w niej polityczny instynkt.

Z ciekawością patrzyła na portrety na ścianach. Przedstawiała ludzi we wspaniałych szatach, zaś sądząc po miejscu byli królami i królowymi. Niektórzy z nich trzymali w rękach miecze oraz długie noże z goblińskiej stali, bowiem nieraz bywało, że na tronie zasiadała para wojowników, zwłaszcza jeśli pochodzili z rodziny Orłowkich lub Poleskich. Czarodzieje i czarownice patrzyli na nią uważnie, lecz nie tak wrogo jak przodkowie Malfoya. Tylko jednak dama w granatowej szacie, podpisana jako Anna Maria, była nieprzyjazna, inni wyglądali na ciekawych. Zwróciła uwagę na postać czarodzieja o krótkich włosach, u którego boku namalowano dwie kobiety. Jedna z nich, blondynka w niebieskiej szacie i szafirach uśmiechała się przyjaźnie, zaś druga, szatynka w szmaragdowej zieleni była nieco bardziej sztywna, lecz skinęła uprzejmie głową na widok Ginny.

- To mój dziadek Kazimierz i babka Filomela – Aleksander wskazał na czarownicę w zieleni – oraz ciotka Alicja – wskazała na blondynkę.

- Jestem za młoda by być babką i umarłam za młodo by tak o mnie mówić – wspominała czarownica zwana Filomelą – to Alicja doczekała tej roli – wskazała na blondynkę- rzadko widujemy cudzoziemców, jesteś czystej krwi? – spytała Filomela patrząc przenikliwie na Ginny, a coś w jej głosie sugerowało, ze bycie czystej krwi nie było zaletą.

- Weasleyowie to zdrajcy krwi – zapewniła Alicja.

- Skoro tak uważasz moja droga – machnęła ręką Filomela – uważaj na cudzoziemców, Sasza – nakazała wnukowi

Czarownice zaczęły ze sobą intensywną dyskusję, co zaskoczyło Ginny. Stojący pomiędzy nimi czarodziej zrobił zbolałą minę, lecz milczał patrząc przeszywającym wzrokiem na Ginny Jak wyjaśnił jej gospodarz, blondynka była drugą żoną jego dziadka i została z nim namalowana. Inne portrety także zaczęły głośną dyskusję o eliksirach i potomkach, co dało Ginny czas na zebranie myśli.

- Anglia idzie w złym kierunku i mam na myśli bezkarność Malfoya – powiedziała po chwili – nikt nie powinien takim pozostać. Przez takich jak on czystokrwiści mają się za lepszych od innych – zaczęła ostro po czym kontynuowała – szacunek dla tradycji to jedno, lecz prześladowanie Mugolaków to co innego. Wiem od doktor Borkowskiej, że w Polsce tradycje są ważne, lecz nie ma akceptacji dla dręczenia dzieci Mugoli. To dobre rozwiązanie, lecz sama…

- Rozumiem – skinął głową – wierzysz Ginewro w przemianę Lucjusza?

- Nie wiem Wasza Wysokość– zaczęła.

- A ja nie – dodał Aleksander – znałem jego rodzinę i ich poglądy. Mieli Mugoli za nic, chociaż to ich nauka pozwala im rozmawiać z kimś na drugim końcu świata i są zdolni wysadzić świat w powietrze. Ich idei nie da się wprost przeszczepić, ale nie znaczy, że mamy je ignorować. Twoja propozycja jest… interesująca. A czy Mistrz Snape pomoże?

-Tak – skinęła głową – to mądry czarodziej.

- Moja królowa go ceni, dołącz do niej, a ja przemyślę twą propozycje, lecz wiedz, że masz mą uwagę.

Ginny podziękowała, po czym ruszyła w kierunku komnaty, gdzie miało miejsce spotkanie. Osiągnęła wiele, bardzo wiele i miała dobre przeczucia. Nie, miała przeczucie, że wszystko się dobrze skończy. Nie wiedziała, że gospodarz obserwował ją z uśmiechem. Potrzebował oderwania od codzienności, zaś knucie zawsze pomagało. Wziął łyk paskudnego eliksiru i uśmiechnął złowieszczo. Tylko eliksir hamujący popęd pozwalał mu jako tako funkcjonować w codziennym życiu.

Nie mógł i nie chciał całkiem odpychać żony. Pragnął jej obecności, mieli dwoje dzieci lecz potrzebował spokoju. Musiał panować nad pragnieniami ciała, zaś dzięki eliksirowi potrafił traktować ją tak, jak na początku znajomości, czyli przyjacielsko. Tak było najlepiej i unikał pokus. Poprzedniego wieczora poszli razem do pokoju dzieci. Natalia usypiała syna, podczas kiedy on nosił na rękach córkę, na co dziewczynka reagowała śmiechem. Magia żony wciąż nieco szalała i wiedział, że to wynik komplikacji po porodzie i przeklętych eliksirów, które łykała z jego powodu. Płacz córki jednak szybko oderwał go od ponurych myśli. Nie wiedział, że tak naprawdę zawirowania magii wywołane porodem zdążyły się uspokoić, ale wybuchnęły na nowo jako reakcja na jego oziębłość. Zatem jakby nie patrzeć i tak ją skrzywdził. Raz, gdy ją dotknął. Choć nie można określić dwójki wspaniałych maluchów jako krzywdę nawet jeśli nieco nadwyrężyły matkę. Bardziej skrzywdził ją swoją postawą i źle rozumianą troską.

- Może zgłodniała? – szepnęła Natalia, podchodząc do niego blisko, za blisko.

- Kiedy ostatnio jadła?

- Godzinę temu, może dwie – zamyśliła się – a może chce spać – zapytała – no chodź malutka do mamusi.

Patrzył z czułością na żonę, kiedy tuliła ich mały skarb. Stanął tuż za nią jakby chroniąc je obie przed całym światem, nie myśląc już o niczym. Uśmiechnął się i czuł zadowolony. Przesunął dłonią po małej, ciepłej główce dziecka, mając ochotę uściskać je z całej siły. Natalia go jednak powstrzymała, szepcąc, że dziecko winna pójść spać.

- Zostań ze mną – prosiła – chcę spędzić z tobą wieczór, przy herbacie i ciasteczkach, porozmawiać – obiecała.

Usiadła blisko, niebezpiecznie blisko a on wstał i usiadł na fotelu. Spojrzała na niego ze smutkiem i wyrzutem a wargi jej niebezpiecznie drżały, jakby miała się rozpłakać. Czuł się podle, lecz robił to dla niej, dla jej dobra.

- Poproszę o coś Dobroniegę – powiedział – masz ochotę na coś konkretnego? Na ciepłe bułeczki z malinami?

Skinęła głową w odpowiedzi. Zaczął opowiadać o planowanych spotkaniach a on o swoich planach politycznych. Czuli się dobrze jak za najlepszych czasach ich znajomości, kiedy to dopiero się poznawali. Popijał herbatę oraz zagryzał babeczkę ciesząc obecnością żony.

- Idź spać kochanie, odpocznij – powiedział widząc jak ziewa – dobranoc – dodał całując ją przelotnie w policzek.

Wiedział, że patrzyła na niego ze smutkiem w oczach. Czuł się podle widząc jej drgające ramiona, po tym jak wychodził. Ranił ją, ranił ją dotkliwie, lecz robił to dla jej dobra. Lepiej by miała złamane serce niż umarła w męczarniach. Długo spacerował po zamkowych korytarzach, walcząc z pragnieniem by ją chwycić w ramiona, pomimo eliksiru.

- Nie możesz tak żyć – mówił Podolak – chodzisz jak struty i zły jakbyś wsadził zad w mrowisko, pozwól sobie pomóc! Gryziesz się!

- Nie gryzę – warknął – czy to takie dziwne, że przejmuję losem żony?

- Nie i ja przechodziłem niejedno z Gertrudą. Ale odpychając od siebie Natalię do niczego nie dojdziesz, powinniście iść przez wszystko razem. Jak tak czyniłem i jestem szczęśliwy, nie ukrywaj niczego, widzę przecież jako śledczy! – zapewniał.

Aleksander spiął się jednak w sobie i tylko wyszedł. Podolak jednak nie zamierzał dać się tak łatwo zniechęcić. W jego głowie zaczął formować się plan, który zamierzał zrealizować w nadchodzący weekend. Już rozmawiał wstępnie z Lilianą oraz Anastazją.

- Nie wiem jak do niego dotrzeć – załamywała ręce księżna – problemy Natalii nim wstrząsnęły, lecz on się zamyka.

- I obwinia o wszystko – dodała Liliana – lecz nic nie mówi.

- Ja z nim porozmawiam – zapewnił Podolak – po męsku, wódka potrafi działać cuda.

Rozmawiał kilka razy z Natalią i widział jej podkrążone od płaczu oczy. Lubił czarownicę i chciał dobrze tak dla niej jak i dla swego przyjaciela, a wiedział, że inaczej wiele nie wskóra. Widział też troskę w oczach Anastazji i Liliany, czarownic które cenił głęboko. Nie zapomniał, że księżna nie protestowała, kiedy jej syn zaprosił na wakacje Mugolaka i nawet uczyła go zasad zachowania, ubioru traktując jak podopiecznego. To w jej rezydencji poznał Gertrudę, podczas wakacji po trzeciej klasie. Wówczas obaj uważali, że dziewczyny są głupie i transmutowali jej lalkę w białą mysz z czerwonymi ślepkami. To był pomysł Podolaka, który mówił, że takie myszy są najbardziej straszne. Zaśmiewali się z krzyków dziewczynki, która rzuciła na nich nieprzyjemną klątwę, powodującą swędzenie pupy. Wściekła Anastazja nie zdjęła z nich klątwy, krzycząc, że są sami sobie winni i zachowują jak chuligani. Dlatego pewnie nawet dorosły Podolak cenił obie czarownice.

- Zamierzasz go upić? – spytała Anastazja spytała sceptycznie.

- I zadbać by zamiast eliksiru wyciszającego wziął eliksir wigoru by.. – zaczął.

- Wiem do czego służy eliksir wigoru – parsknęła Anastazja – normalnie bym cię przeklęła za podobne plany, ale chyba do Saszy inaczej nie dotrzemy. Nie jest dobrze.

Anastazja wyjaśniła jak bardzo niedobrze. Księżna martwiła się stanem zdrowia synowej, która wciąż chodziła przygaszona. Dopiero widząc chorobę Natalii zrozumiała jak bardzo polubiła młodą czarownicę, która wyraźnie kochała jej syna a także jej samej dała dwójkę zdrowych wnuków. Sama straciła matkę mając cztery lata i znała królową Filomelę z opowieści i rozmów z jej portretem. Nie chciała tego dla wnuków. Do tego podsłuchała pewną rozmowę.

- Nie mam siły – mówiła Natalia – Sasza, on mnie traktuje jak obcą, odskakuje jak oparzony kiedy próbuję do dotknąć – nie wiem jak mogę żyć z kimś, kto tak mnie traktuje. On mnie nie chce!

- Musisz się wziąć w garść, dzieci cię potrzebują. Rozwód nie wchodzi w grę, bo stracisz dzieci, myśl o nich i tylko o nich.

- Ale Sasza, co z nim?

- Nie wiem – powiedziała Matylda – może wciąż ma problemy z tym co zaszło po porodzie, a może miłość wywietrzała mu z głowy. Lecz jesteś królową i symbolem dla ludzi, jesteś matką i dobro dzieci jest ważniejsze niż osobiste zadowolenie. On może nie okazuje ci czułości, lecz szanuje jako królową i matkę swych dzieci. Nie zapominaj.

Anastazja zacisnęła pięści. Fakt, że synowa rozmawiała ze swoją matka, oraz jej przyjaciółką, o rozwodzie bolał. Nie, nie bolał, lecz doprowadził do szału. Księżna zamierzała działać i zmyć synowi głowę. Widziała jak Natalia motywowała go do działania, do pracy oraz do codziennego starania, był z nią wyraźnie szczęśliwy a matka nie pragnęła niczego więcej. Rola króla była ciężka i sama jako dziecko widziała jak ciężko było jej ojcu po śmierci matki i dopiero ich opiekunka, Alicja pomogła ojcu pozbierać się do kupy. Nie chciała, by jej synek musiał w podobny sposób się zbierać. A jeśli musiała w tym celu pozwolić Podolakowi go upić, to nie protestowała. Sytuacja wymagała określonego działania.

- Nie wątpię księżno, zatem naszym gołąbkom przyda się wolny weekend.

. . . . . . . . . . .

Ginny spędziła dwa dni w magicznej Warszawie. Oficjalnie przecież działała na rzecz popularyzacji magopsychiatrii, więc miała powody. Nie tylko kupiła dla męża miotłę sportową, oraz dziecięce miotełki dla chłopców, lecz wędrowała też po innych sklepach. Niespecjalnie lubiła spacerować po sklepach z szatami, nawet jeśli rozumiała znaczenie dobrego wyglądu oraz elegancji. Po prostu pewne sprawy ją nudziły.

Co innego przykuło uwagę. Siedziała akurat w „Pyłku Magii", zajadając przepyszny deser lodowy. Mieszanina lodów orzechowych, czekoladowych oraz waniliowych z dodatkiem migdałów, przepysznej czekolady na ciepło oraz wiórków kokosowych była wspaniała i Ginny czuła potrzebę zamówić jeszcze jednego pucharka. Wyobrażała sobie jakby zareagował Harry czy James, na taką górę słodyczy. Zamierzała spisać na kartce tutejsze specjały i zaproponować matce, by wprowadziła je do swej restauracji. Co prawda na herbatce u królowej skubała to i owo, lecz nie mogła sobie odmówić przyjemności. Na dworze było dość zimno, lecz Ginny uwielbiała lody zaś zamówiona gorąca czekolada łagodziła nieprzyjemne objawy.

Poprosiła o przyniesienie numeru miejscowej gazety. Rzuciła czar tłumaczący i zaczęła czytać o Marii Dołguckiej rozmawiającej z jakimś sportowcem na przyjęciu, o najnowszej płycie miejscowej piosenkarki czy prewencyjnym nalocie Justyciariuszy na domy skazanych na śmierć członków Kwitnącej Paproci oraz złapaniu na granicy podejrzanie zachowujących się Francuzów. Pogarszająca się sytuacja we Francji spowodowała, że uciekali za granicę, podobnie jak Anglicy w czasie wojny, co doprowadzało do szału miejscowych. Gazety, w pochwalnym tonie, pisały o reaktywowanym przez króla prawie, pozwalającym każdemu czarodziejowi używać klątw wobec wrogów, a także dający prawo nieletnim czarodziejom z rodzin Mugoli do czarowania, jeśli w okolicy domu pojawił się czarodziej, o ile zdolni są rzucić zaklęcia z nakazem powiadamiania Justyciariuszy. Podano także numer telefonu, na który mieli dzwonić.

Ginny musiała uznać ową zasadę za racjonalną. Lecz, to na co spojrzała to reklama specjalnego lusterka. „Nie chcesz tracić energii na Patronusa i nie masz w domu kominka? Nic nie szkodzi, byś rozmawiał z przyjaciółmi! Nasi magoinżynierowie opracowali lusterko działające podobnie jak mugolski telefon. Zbierz sygnatury magiczne i rozmawiał z przyjaciółmi, w wersji Premium de Luxe także zza granicy. Taniej niż importowane z Japonii modele i znacznie bardziej niezawodne niż chińskie". Ginny mogła tylko zgadywać, że pakiet premium kosztował tyle co miotła wyścigowa. Ale i tak się uśmiechnęła. Magoinżynierowie, całe biura zajmujące się adaptacją technologii Mugoli do świata magii, coś co jej ojciec postulował od lat i budził śmiech. Tymczasem inni od lat adaptowali rozwiązania z zewnątrz, a jej ojca wyśmiewali. Zamierzała kupić gazetę by mu pokazać, że jego idee są znane i szanowane na świecie.

Ostatnimi czasy sporo czytała o zagranicznych czarodziejach. Polacy nie byli jedynymi, co adaptowali mugolskie urządzenia. Japończycy i Koreańczycy stanowili liderów w łączeniu technologii i magii. Relacje mugolskiego oraz magicznego rządu Chin były bardzo dobre, zaś rządzący magicznymi Chinami Nefrytowy Cesarz był znany w mugolskim świecie jako jeden z polityków rządzącej partii. W ogóle w Azji rozdział światów był o wiele mniejszy niż w Europie, zaś tacy Polacy, Bułgarzy czy Rosjanie nie tylko znali osiągnięcia niemagicznych sąsiadów, ale i żywo interesowali się ich losem. To Anglicy, Francuzi i Niemcy raczej ignorowali osiągnięcia sąsiadów, co naraz uderzyło Ginny. Uprzedzenia wobec czarodziei z rodzin Mugoli miały się dobrze w Anglii czy we Francji, coś co osłabiało owe kraje.

Była zadowolona z wizyty. Aleksander wykazał zainteresowanie, a to już dużo. Nie czuła się dobrze z powodu dodania Veritaserum do herbaty, lecz przecież nie liczyła na łatwość. Arystokrata nie był niemiły, nie wywyższał się ni nie próbował jej obrazić a to odmiana. Severus Snape już zdążył wrócić do Anglii, wyraźnie podminowany po przyjęciu. Ginny zamierzała zdać złośliwą relację z całego zajścia. Severus cierpiał, bowiem nie cierpiał spotkań, a już na pewno zbędnej uwagi ze strony innych. Królowa i jej przyjaciółka Ludwika pytały go o jakieś eliksiry i Ginny nie wątpiła, że znały się na rzeczy. Ludwika, wesoła i rudowłosa dziewczyna pochodziła z rodziny Mugoli, co najwyraźniej było znanym faktem i nikomu nie przeszkadzało. Ginny przeżyła jeszcze większe zdumienie widząc jak król witał ową kobietę uprzejmie a wręcz serdecznie, co dowodziło, że nie miał uprzedzeń wobec dzieci Mugoli.

- Zaskoczona? – prawie podskoczyła słysząc jego głos przy uchu – nie mam nic przeciw Mugolakom jaki takim.

Jego słowa miały w sobie coś. Ginny miała okazję się przekonać, że Polacy byli gościnni i raczej dobrze nastawieni wobec obcych, jak traktowali dzieci Mugoli. Lecz wymagali od nich zaakceptowania zwyczajów, coś co owa Ludwika, wybierająca ciastka z tacy którą trzymał Aleksander podkreślała w czasie procesu.

- Pan nie lubił Hermiony – zauważyła Ginny – czemu?

- Jej postawa mnie drażniła, uosabiała wszystko co najgorsze u Mugolaków, swoje przekonanie, że nasz świat jest zacofany w stosunku do jej i wszystko co najgorsze u Anglików, przekonanych o swej wyższości. Nie mogłem jej znieść i jej maniery cytowanie książek. Sam jej przemądrzały ton doprowadzał mnie do szału, co nie znaczy, że życzyłem jej śmierci. Proces miał jej uświadomić, że nie jest bezkarna i że Mugolaki muszą uznawać prawa świata magii. Dlaczego szacowna Ginewra Potter chce trzymać się przegranej sprawy?

- Hermiona była moją przyjaciółką i jak każda czarownica zasługiwała na uczciwe traktowanie. Czystokrwiści jak ta krowa Greengrass traktowali ją jak śmiecia, bo pochodziła z rodzin Mugoli. Tej wiedźmie nawet nie drgnęła powieka na wieść o jej śmieci. Pan zaś, pan jest jedynym znanym mi arystokratą czystej krwi dość wpływowym by móc utemperować Malfoya i nieuprzedzonym.

- Nie jestem czystej krwi – wzruszył ramionami – nie w taki sposób jak wy Anglicy to postrzegacie, wśród przodków mam czarodziei półkrwi co wedle waszej ideologii nadaje mi niższy status. To bzdura, czego dowodzi fakt wymierania waszych rodów. Droga Amfitryta ma się kogoś lepszego niż inni, podobnie jak większość tej waszej Dwudziestki Ósemki. Czy Hermiona Granger nie wiedziała na jakim świecie żyje wchodząc do gniazda żmij? Nie zamierzam kiwnąć palcem w sprawie czarownicy, co nie wiedziała na jakim świecie żyje, ale zbrodnie Lucjusza są poważne. W moim kraju stracił by głowę za danie dziecku przeklętego artefaktu. Być może to początek owocnej współpracy.


A/N: nigdy nie wyczułam w książkach by Lucjusz był szczególnie sprawnym graczem politycznym. Owszem działał, ale przekupywał niekompetencjach i łasych na łapówki urzędników ale czy to dowodzi geniuszu czy też jako takiej bystrości i inteligencji.

Aleksander się ogarnie.. ale jeszcze nie teraz.