Wszystko...

Każdy ma prawo dążyć do szczęścia, chociaż nie zawsze gwarantowane konstytucją.
Oczywiście są także osoby, które same wpędzają się w depresję, albo nie zauważają nawet jak są w nią wciągane.
Na szczęście jednak większość z nas sama się ze smutków otrząsa - no może nie całkiem sama, pomoc przyjaciół i / lub rodziny jest mile widziana.

Rozdział 35. Po każdej nocy przychodzi dzień.

Zostały już tylko niecałe trzy dni do świątecznej przerwy, a tak właściwie to dwa, bo pojutrze co prawda niby był dzień szkolny, ale większość uczniów po ostatnich zajęciach wyjeżdżało Hogwarckim Expressem a niektórzy opuszczali Zamek jeszcze wcześniej używając fiuu lub innego prywatnego transportu.

Harry i Draco należeli do tych pierwszych, podziękowali za propozycje skorzystania z kominka Mistrza Eliksirów i postanowili wybrać się tradycyjną drogą pociągiem z kolegami. W Londynie po odebraniu na Pokątnej zamówionych wcześniej prezentów świątecznych mieli udać się do domu Blacków i razem z Syriuszem przenieść się do Malfoy Manor bezpośrednio na uroczystą kolację.

Na razie jednak wciąż mieli to przed sobą, jeszcze byli w Hogwarcie i razem z kolegami przygotowywali się do ostatnich tego dnia zajęć w - co do niedawna rzadko się zdarzało - naprawdę przepełnionej bibliotece.

Temperatura na dworze była już poniżej zera, a od kilku dni padał śnieg, w takich warunkach uczenie się na dziedzińcach w grubych szatach i rękawiczkach było po prostu zbyt niewygodne. Zaś rzucanie zaklęć rozgrzewających wydawało się wszystkim zbędnym marnowaniem czasu i energii, kiedy mogli po prostu skorzystać z ciepłych pomieszczeń wewnątrz Zamku.

Harry jak zwykle siedział w centrum największej grupy (głównie - choć nie jedynie) siódmorocznych Ślizgonów, wyjaśniając niejasności i niuanse ich ostatnio przerabianych rozdziałów z OPCM. Sam co prawda już w tych zajęciach nie uczestniczył, ale i tak wiedział i rozumiał temat o wiele lepiej niż jego koledzy - a większość z owych kolegów uważała, że także lepiej niż ich profesor: a już na pewno lepiej od profesora Lupina potrafił im wszystko wytłumaczyć.

Spoza tej grupy obserwowały go uważnie zmartwione szare oczy.

Pomimo powrotu Harry'ego do codziennej rutyny i jego pozornie pogodnej miny Draco wiedział, że wcale nie doszedł do siebie i mimo upływu dni, tygodni jednak dalej coś jest nie tak.

Uśmiech chłopaka nigdy nie sięgał oczu a kiedy myślał, że nikt nie patrzy na jego twarzy wcale nie było radości.

Jego ojciec w listach napominał o napiętej atmosferze w ich „organizacji' i (co od czasu wakacji się już rzadko zdarzało) wyjątkowo wybuchowym nastroju Czarnego Pana, chociaż i bez tego młody Malfoy nie potrzebował żadnych podpowiedzi, by wiedzieć, że problemem jego brata jest sprawa Toma / Voldemorta.

Dobrze wiedział, że Harry nie miał żadnych kłopotów ani z nauką, ani drużyną, ani też domownikami, czyli: nie mogło chodzić o nic innego jak wpływ wydarzeń z przeszłości Pottera i Lorda Voldemorta na przyszłość Harry'ego z Tomem.

Kilka razy próbował młodego o to pytać, ale brat udawał, że nie wie o co mu chodzi. Pozostawało mu zatem tylko obserwowanie sytuacji a ponieważ był pewien, że Czarny Pan nie pozwoli Harry'emu zbyt długo się mu wymykać, dał mu trochę czasu.

Był jednak zdecydowany wkroczyć, gdyby to się za bardzo przeciągało.

Oczywiście to martwienie się o brata, nie mogło nie odbić się także i na jego życiu, a skupienie przez niego uwagi na młodym Gryfonie spowodowało, że trochę zaniedbał tego starszego: Michaela.


Po kilkunastu minutach mówienia do swojego chłopaka, a właściwie to do siebie – i wcale nie po raz pierwszy w ostatnich dniach - Michael spytał wprost:
- Co się dzieje? – Wobec braku reakcji powtórzył to, tym razem dotykając ramienia Draco.

- Co? – Ślizgon spojrzał na niego, wyraźnie wytrącony z jakichś myśli i nie kojarzący co się działo obok niego.

- To ja się pytam: co? W ogóle mnie nie słuchałeś. Może po prostu powiedz, że masz mnie już dość to sobie pójdę i nie będę ci zawracał głowy. – Chciał mówić spokojnie, ale brzmiał na dokładnie tak urażonego, jak był, a pełne wyrzutu spojrzenie dopełniło obraz, sprawiając, że blondyn się zaczerwienił.

- Przepraszam, martwię się o brata. – Jego spojrzenie wróciło do Harry'ego, który właśnie zniecierpliwiony odrzucił księgę i szeroko gestykulował, chociaż głoś nadal utrzymywał cicho, dobrze wiedząc, że wiele z jego wskazówek nie byłoby mile widziane w tym murach.

Michael też spojrzał w tamtą stronę.
- Wydaje się w porządku. – Stwierdził przyglądając się młodszemu koledze: chłopak bez skrępowania tłumaczył zawiłe kwestie swoim starszym kolegom i bezwstydnie podśmiewał się z ich komentarzy.

- Wydaje się… Ale nie jest. – Draco zagryzł wargę, dalej miał tę zmartwioną minę. – Ma problem ze swoim… chłopakiem i nie chce z nim o tym rozmawiać… Gdyby tylko nie był taki uparty, ten na pewno by mu to jakoś przetłumaczył i załatwił, a tak obaj się męczą. – Westchnął, nawet stąd widział zmęczenie na twarzy Harry'ego i cień smutku, pomimo śmiechu.

Michael zmarszczył brwi.
- Nie no, przecież cały czas się z nim spotyka… - Przerwał, uświadamiając sobie, że co prawda faktycznie chłopak wciąż znika wieczorami, to kiedy wraca wcale nie jest taki radosny, jak parę tygodni wcześniej i nie wygląda, jakby wracał z randki… Teraz także on przyjrzał się Harry'emu uważniej i zauważył fałszywość jego dobrego humoru.

- Nawet o tym nie myśl. – Usłyszał Draco i spojrzał na niego pytająco, Ślizgon zatem wyjaśnił. – Nie masz szans u małego, mogą mieć chwilowy problem z komunikacją, ale naprawdę się kochają i jego facet nigdy nie pozwoli sobie, by Harry'ego stracić.

Tym razem to Michael się lekko zaczerwienił, faktycznie przemknęło mu to przez myśl, ale szybko sobie uświadomił, że nawet gdyby rzeczywiście Potter był wolny, to on już nie byłby zainteresowany.

- Harry to świetny chłopak, ale nie dla mnie. Dzięki bardzo.

- A co z nim nie tak, że nie jest dla ciebie dość dobry? – Draco zmrużył oczy i Michael się zaśmiał: jego chłopak był bardziej zmienny i kapryśny niż londyńska pogoda, ale dokładnie taki mu pasował.

- Z nim samym nic… ale ma brata, który jest o wiele bardziej w moim typie. – W odpowiedzi otrzymał podejrzliwe spojrzenie, które po chwili zmieniło się w radosny uśmiech. Miał ochotę go pocałować, ale zanim zdążył, Draco wrócił do początku ich rozmowy.

- To o czym mi mówiłeś, zanim to mnie rozproszyło?

Michael miał ochotę przewrócić oczami, ale nie był w stanie ponownie wszystkiego tłumaczyć, może i dobrze, że Draco nie słyszał jego rwącej się i nieskładnej wypowiedzi, zamiast tego szybko, jak na wyścigach powtórzył: samą końcówkę.
- Moi rodzice organizują pojutrze uroczystą kolację, na którą chciałbym cię zaprosić.

Ślizgon pokręcił głową.
- Nie tylko twoi, prawie wszyscy... i moi także. Nie mogę opuścić rodzinnej imprezy, będą wszyscy: rodzina i przyjaciele. – Nie czekając na jego odpowiedź, z uśmiechem kontynuował. – Ale gdybyś się zgodził, to bardzo bym chciał, żebyś to ty przyjechał do mnie na Święta. – Od razu uniósł palec, uspokajając jego ewentualne obiekcje. – Nie będziesz jedynym Gryfonem, Harry i jego ojciec chrzestny też są w naszej rodzinie.

Chłopak chwilę to rozważał, wichrząc włosy, gdy drapał się po głowie i Draco westchnął w duchu: chyba wszyscy Gryfoni tak mają. Patrzył wyczekująco, gdy jego chłopak myślał.

Draco był pierwszym chłopakiem, którego Michael chciał przedstawić rodzinie i już się cieszył na myśl, jak będą zdziwieni i zachwyceni jego Ślizgonem, ale z drugiej strony: zaproszenie do Malfoy Manor oznaczało, że i Draco myślał o nim poważnie, a jego rodzina bardziej przywiązywała wagę do tradycji, podczas gdy matka Michaela i jego ojczym na pewno wybaczą mu nieobecność…

- Z przyjemnością, ale na drugi dzień Świąt, ty przyjedziesz do nas. – Zaproponował kompromis. Draco zagryzł wargę, ale po namyśle skinął głową. I to też mu się w jego chłopaku tak podobało: ta oszczędność i elegancja w słowach i gestach. – To jesteśmy umówieni. – Oświadczył i nie czekając na odpowiedź wreszcie zrobił to, na co od początku ich spotkania miał ochotę: przyciągnął go i pocałował., kończąc wszelkie rozmowy.

Zanim jednak się rozkręcił poczuł pacnięcie w ramię i kiedy oderwał usta zobaczył roześmianą twarz Harry'ego, który nachylił się do nich, niby dyskretnie szepcząc.
- Może zajmiecie się tym w Pokoju?

- A może ty zajmiesz się swoim chłopakiem? – Draco bez zastanowienia od razu się odgryzł i przez twarz jego brata przebiegł grymas bólu, zanim szybko odwrócił się, odchodząc bez słowa.

Draco pokręcił głowa, patrząc na opuszczone ramiona i pochyloną głowę Gryfona i wstał energicznie.
- Starczy już tego. – Mruknął doganiając Harry'ego i stanowczo objął go ramieniem ciągnąc w stronę prywatnego pokoju do nauki.


Spodziewając się konfrontacji z Tomem, już od jakiegoś czasu z każdym dniem Harry był coraz bardziej podminowany, chociaż starał się - i był pewien, że udawało mu się - to ukrywać.

Zaskoczyło go więc, że to nie Tom a Draco przyparł go do ściany i stanowczo zażądał wyjaśnień. Najpierw próbował go zbyć, tyle że tym razem to nic nie dało. Mimo że wił się jak piskorz, brat cierpliwie i stanowczo wyciągnął z niego wszystko nad czym ostatnio myślał i dotąd bezskutecznie starał się ubrać w odpowiednie słowa.

Najbardziej jednak poruszyła go ostatnia informacja, jaką Draco mu przekazał - od razu do niego dotarło, co dla niego będzie oznacza obecność Michaela we Dworze...

Nikt nie wiedział i nie mógł się dowiedzieć o związku Harry'ego Pottera z Lordem Voldemortem, więc żaden obcy czarodziej, a już zwłaszcza ten - Jasny - czarodziej nie mógł ich razem zobaczyć.

Perspektywa braku Toma, choćby tego jednego wieczora uświadomiła mu, jak bardzo już się od niej uzależnił... i że nieważne co się zdarzyło... wtedy - teraz nie może go odrzucić.

Kiedy Draco uścisnął go i poszedł na Obronę, Harry pierwszy raz od dawna spokojny i wreszcie wiedzący co ma zrobić wyruszył do Komnaty Tajemnic.

Otworzył ciężkie wrota i stanął w progu oszołomiony: przed nim ciągnęły się dwa rzędy na przemian złotych i srebrnych świec - jak na ich pierwszej randce. Chłopak uśmiechnął się, kręcąc głową: najwyraźniej Tom też właśnie dzisiaj postanowił załatwić tę sprawę i jak zawsze nie stosował półśrodków: grał by wygrać.

Harry szybko poprawił ubrania i szatę: dobrze, że przed zejściem na dół zostawił w pokoju szkolny mundurek i włożył elegancką białą koszulę i czarne spodnie. Jeszcze ostatnie zaklęcie czyszczące, przygładzenie włosów i raźnym krokiem ruszył wyznaczonym szlakiem w stronę komnaty.

Uśmiechnął się do Toma czekającego na niego w środku w swoim najelegantszym i najbardziej lubianym przez Gryfona stroju: karmazynowa jedwabna koszula i lśniące czernią spodnie ze smoczej skóry. Czarnoksiężnik otaksował go z aprobata przyjmując jego staranny i zadbany wygląd i rozluźniwszy się widząc jego minę, także z uśmiechem, odsunął mu krzesło.

Harry usiadł i przekręcił się kładąc rękę na jego dłoni:
- Dziękuję. - Za wszystko: za to, że na niego czekał, że tak się starał.

Mężczyzna uścisnął jego palce, zrozumiał go i wiedział, że już wszystko będzie dobrze: cokolwiek gnębiło jego chłopca odeszło.


To był Dom Malfoyów, mieli prawo zapraszać, kogo chcieli. - Harry to rozumiał, doskonale rozumiał, że Draco chciał spędzić święta ze swoim chłopakiem. To, ze jego rodzice zgodzili się zaprosić do siebie kolejnego Gryfona było sukcesem i Harry cieszył się razem z nim...

Przynajmniej oficjalnie, bo tak szczerze: chociaż bardzo chciał się cieszyć za brata, nie potrafił... Ten Dwór i wszyscy Malfoyowie: ich krewni i znajomi: To było jedyne towarzystwo, gdzie on i Tom nie usieli nic udawać i mogli naprawdę być razem.

Wiedział bardzo dobrze, dlaczego w tej sytuacji Lord Voldemort nie może pojawić się w Dworze - ich wzajemnego przyciągania nie udawało im się ukryć, nieważne jak bardzo obaj się starali.

Jednak na samą myśl, ze jego ukochany jest teraz sam, w pustym domu jego serce ściskało się boleśnie i z trudem utrzymywał na twarzy coraz bardziej sztuczny uśmiech.

Kiedy już usiedli do stołu i mieli zacząć świąteczny obiad rozległ się szum osłon. Malfoyowie spojrzeli na siebie marszcząc i unosząc brwi, a potem na niego z pytaniem w oczach.

Tylko jedna osoba mogła się tu teraz zjawić...

W ciszy wyraźnie było słychać stukot butów o posadzkę i wreszcie drzwi otworzyły się i stanął w nich, znany już z Proroka, choć nie wymieniony z imienia nowy chłopak Harry'ego Pottera.

Harry, na twarzy którego przez te kilkanaście sekund oczekiwania przewijały się na przemian zachwyt i przerażenie zerwał się jednym ruchem i rzucił przytulając do niego całym ciałem, mocno owijając ramiona wokół jego pasa i przyciskając policzek do jego szaty, słuchając jego serca.

- Tak się cieszę, że jesteś. - Harry nie lubił, kiedy Tom rzucał to glamour upodabniające go do ojca, ale jeszcze mniej lubiłby święta bez niego. Wszelkie opory, jakie jeszcze miałby wobec niego zniknęły kiedy był pewien, że ukochanego dziś nie zobaczy.

- Nie mogło mnie tu nie być. - Tom mocno objął jego ramiona, a kiedy chłopak uniósł ku niemu radosną twarz, nie namyślając się pocałował go. Tak bardzo tego pragnął a przez ostatnie tygodnie coraz bardziej bał się, że może już nie mieć ku temu okazji.

Mocno zaciskał ręce, wbijając palce w jego ramiona, aby nie zapomniały się i nie zaczęły błądzić po ciele Harry'ego.

Pocałunek był mocny, zachłanny i zostawił ich obu bez tchu. Harry opuścił głowę, znowu wtulając się w jego pierś, a Tom przygarnął go do siebie.

To wcale nie było aż tak trudne, jak wcześniej myślał, niepotrzebnie tyle czekał - może gdyby nie wycofał się po ich pierwszej randce Harry nie oddaliłby się tak od niego przez Noc Duchów?

Ale nie mogli tak stać bez końca, rozluźnił uścisk i chłopak z ociąganiem odsunął się chwytając go za dłoń i ciągnąc na miejsce obok siebie. Syriusz przewidująco już przesunął się o jedno miejsce a skrzaty przyniosły dla Toma nowe krzesło i nakrycie.

- Tak się cieszę, że jesteś. - Powtórzył Harry nie odrywając od niego zachwyconego spojrzenia.

- Nie chciałem siedzieć sam w domu, ty przynajmniej miałeś towarzystwo... I mogłeś cieszyć się szczęściem brata. - To była szpila do Draco, któremu przyglądał się z niby życzliwym uśmiechem, tylko że to nie on ale Harry zaczerwienił się, przypomniawszy sobie, o czym innym.

- Bogowie, zapomniałem, przepraszam. - Odwrócił się spojrzawszy na Michaela i z przepraszającym uśmiechem przedstawił go ukochanemu. - To Michael, chłopak Draco, jest Gryfonem, uczymy się razem. - A potem z dumą wskazał na czarodzieja. - To mój Tom, jest przyjacielem rodziców Draco.

Michael przyjrzał mu się badawczo.
- Wyglądasz dość młodo na przyjaciela państwa Malfoy.

Tom roześmiał się.
- Faktycznie, niektórzy mówią, że wyglądam za młodo na mój wiek... A za to inni, że wręcz przeciwnie.

Harry też się roześmiał, no bo rzeczywiście: jeżeli przyjąć, ze Tom ma półtora roku od swojego odrodzenia - to wygląda naprawdę bardzo staro.


Michael nie miał pojęcia, co to za żart, ale zaśmiał się ze wszystkimi. Bardzo chciał tego wieczoru dobrze wypaść, żeby nikt nie miał wątpliwości, ze pasuje tutaj - że pasuje do Draco.

Ale mimo że bardzo się starał koncentrować na swoim chłopaku, jego wzrok co kilka chwil zahaczał o Harry'ego i jego partnera. Od razu go rozpoznał: to był ten sam facet, który towarzyszył chłopakowi na meczu i tak samo jak na tamtym zdjęciu także i dzisiaj często szeptał mu coś na ucho, a Harry nachylał się ku niemu słuchając a potem równie cicho odpowiadając.

Miałby ochotę zachowywać się równie intymnie i ostentacyjnie, pokazać Harry'emu, że on też ma taki związek... Tyle że ten pewno by nawet tego nie zauważył, a zresztą: Draco w swoim domu był niezwykle sztywny i oficjalny. Perfekcyjny młody Dziedzic wielkiego rodu, dokładnie taki, jakie wrażenie zawsze roztaczał wokół siebie w Hogwarcie i zupełnie inny, niż ten, którego ostatnio poznał.

W pociągu cała trójką byli jeszcze rozgadani i roześmiani, podobnie w Londynie i w domu ojca chrzestnego Harry'ego: Lorda Black, jednak kiedy wyszli z kominka w Malfoy Manor wszystko się zmieniło.

Draco sztywno skłonił głowę:
- Witaj, Ojcze... Matko. - Rodzice odpowiedzieli mu takim samym skinieniem. Siostra jego matki ciotka Bella dodała do tego szeroki uśmiech, a ciotka Rose przytuliła go - to zaskoczyło Michaela, ale przypomniał sobie co wcześniej mówił mu Draco: siostra ojca mieszkała w Paryżu i nie mogła wrócić do kraju, dopiero teraz Lord Malfoy to załatwił i po latach wróciła do rodzinnego domu. Musiała być wzruszona i dlatego była mniej oficjalna niż reszta.

Draco szybko się z tego uścisku uwolnił, witając jeszcze mistrza Eliksirów i przedstawił go wszystkim, Michael ukłonił się elegancko:
- Witam Państwa, Panie, Profesorze. - I otrzymał uroczyste skinienia głową. Wszyscy obejrzeli go dokładnie, ale nie nachalnie...

I wtedy z kominka wyszedł Harry: od razu z szerokim uśmiechem przytulił Lorda Malfoy:
- Witaj, wuju. - A jak mu się dotąd wydawało najbardziej sztywny czarodziej Brytanii bez wahania uściskał chłopaka i nawet zmierzwił mu włosy. Podobnie Harry uścisnął też matko Draco i obie ciotki, choć lekko zaczerwienił się, gdy ciotka Bella pocałowała go w policzek.

Gdyby Michael nie znał sytuacji byłby pewien, że to Harry jest w swoim domu a Draco jest tu jedynie szacownym gościem.

Zamyślony cały czas zerkał na chłopaka, zastanawiając się: co on w sobie ma, że jeśli tylko chce, potrafi wszystkich do siebie przekonać?

W pewnej chwili, jego spojrzenie zamiast na Harry'ego natrafiło na jego partnera, który nie był wcale zadowolony z tego zainteresowania, groźba w lodowatych szaro-błękitnych oczach była wystarczająco czytelna i Michael aż zadrżał na ten widok.

Harry od razu chyba coś wyczuł, bo nawet nie odwracając głowy w tej samej sekundzie odezwał się cicho, ostrzegawczo:
- Tom.

I mężczyzna natychmiast z rozświetlonym wzrokiem uśmiechnął się słodko, oplatając zaborczo jego ramiona i nachylając się ku niemu.
- Tak, kochany?

Chłopak tylko pokręcił głową patrząc niby karcąco ale śmiejąc się lekko i nic więcej nie powiedział opierając się o niego i spoglądając z powrotem na swojego chrzestnego opowiadającego jakąś przygodę z dzieciństwa jego i matki Draco..

Ponad jego głową wciąż obserwujący ich Michael otrzymawszy kolejne ostrzegawcze spojrzenie i natychmiast odwrócił wzrok patrząc prosto w rozczarowane szare oczy Draco. Miał ochotę kopnąć się w kostkę: jego chłopak dobrze widział, co się działo i zraniło go to.

A przecież Michael naprawdę wcale już nie interesował się jego bratem – nie w ten sposób. Po co więc się na niego gapił? Niech to szlag.

Uścisnął dłoń Draco i nachylił się, szepcząc:
- Przepraszam. – Chłopak strzepnął jego dłoń i odchylił się, ale jego spojrzenie pojaśniało.

Lord Black właśnie dotarł do końca swojej historyjki i wszyscy się zaśmieli, Draco także uśmiechnął się leciutko i Michael obiecał sobie już więcej tego wieczoru nawet nie spojrzeć na Harry'ego Pottera.