35. Rozdział, w którym głupie pomysły Harry'ego wybuchają mu w twarz.

Harry czuł się paskudnie. Z każdym dniem narastającej ciszy było mu bardziej niedobrze. Nie miał pojęcia co ma zrobić. Próbował przepraszać. Próbował być miłym. Próbował przekupstwa w postaci jedzenia. Próbował milczeć. Próbował konfrontacji i prowokacji. Nic. Nic, nie działało. Severus spoglądał na niego z pogardą, gdy tylko się mijali.

Przynosił mu eliksiry do opracowania. Zostawiał w bibliotece listę czarów, które powinien opanować. Wypuszczał się z nim do St. Raven na treningi w lesie. Jednak nawet w postaci kota omijał go jak śmierdzące jajo.

Harry próbował nawet symulować koszmary. Severus owszem, przyszedł w nocy. Ocucił go. Podał eliksiry. Ale gdy tylko Harry zaczynał być przytomny, Severus wychodził bez słowa, nawet na niego nie patrząc. To sprawiało Harry'emu ból. Brakowało mu Severusa, zwłaszcza po tych kilku intensywnych dniach po przyjęciu. Nie potrzebował robota, który wydawałby mu polecenia. Potrzebował jego żartów. Potrzebował kontaktu wzrokowego. Potrzebował tej odrobiny troski, którą okazywał mu Severus do tego wydarzenia.

Nadchodził jednak kolejny piątek, a Snape nadal omijał go niczym kupę testrala. Harry czuł się podle. bał się, że nie będzie w stanie odzyskać tego co stracił. Ta myśl przerażała go do szpiku.

Gdy Snape rano wstał, Harry poszedł za nim do kuchni i zrobił kanapki.

- Severusie. Proszę. Porozmawiaj ze mną. Nie chciałem.

- Ależ chciałeś, panie Potter. Korciło cię, żeby tam wejść od początku wakacji. Droga wolna. Dziś, jak stracę przytomność, może pan się tam włamać jeszcze raz. - Harry chciał coś powiedzieć, ale nie mógł wykrztusić słowa. Łzy pociekły po jego twarzy, mimo że wbił sobie paznokcie w dłonie, by czuć cokolwiek innego niż rozpacz. Krew pojawiła się na jego skórze, ale nie dbał o to.

- Smacznego. - szepnął tylko i wybiegł do swojego pokoju.

Musiał uciec. Musiał wydostać się z tego pokoju. Zniknąć z oczu Snape'owi, by go nie ranić swoją osobą. Sev na to nie zasłużył. By obrywać za Harry'ego. Zatrzasnął drzwi swojego pokoju i zakluczył od środka. Postanowił, że zostawi go w spokoju, skoro Sev... profesor, sobie tego życzył.

Usiadł na łóżku i podkulił nogi. Przyzwał pióro i swój notes, w którym pisał do matki, po czym zaczął znów rysować.

Po chwili usłyszał huk aportacji. Severus zniknął. Harry rozpłakał się w jednej chwili, mając pewność, że został zupełnie sam. Stracił poczucie rzeczywistości, rozpaczając. Wiedział tylko, że łzy nie przestają płynąć, że w głowie mu się kręci, a wczorajsza kolacja planuje wrócić. Było mu niedobrze. Kula samotności i poczucia beznadziei otoczyła go jak kokon. Zwinął się w kłębek na łóżku i postanowił nie wstawać już nigdy.

Nie miał pojęcia co mógłby jeszcze zrobić, by odzyskać tego człowieka. Miał natomiast stuprocentową pewność, że nie ma ochoty przeżyć ani jednego dnia dłużej bez niego.

Nagle uświadomił sobie, że jest lepszy sposób, żeby pokazać Severusowi, że mu zależy. Mógł spełnić jego życzenie i zniknąć z jego oczu, usunąć się z jego życia, robiąc po drodze coś pożytecznego. Mógł ich wszystkich uwolnić od Riddle'a.

Na ostatniej stronie swojego notesu narysował kolejny rysunek i skreślił pod nim kilka słów, po czym poszedł zanieść go do sypialni Severusa.

Dzięki temu mnie zrozumiesz.

##

Severus wszedł do Malfoy Manor.

- Dzień dobry wujku. - szepnął Draco, mijając go niczym cień.

- Draco? Czy ojciec jest w domu?

- W bibliotece - odpowiedział chłopak o szarej twarzy i poszedł dalej.

Severusowi zdawało się, że młody Malfoy wygląda na osłabionego.

„Czy związek tych dwóch chłopców mógł być aż tak silny? Czy mógł faktycznie być..."

„Nie. To nie możliwe. Harry nigdy nie spał z Draco. Przecież znalazłbym coś o tym w jego głowie."

Severus zatrzymał się i skamieniał.

„Nic byś nie znalazł".

Odwrócił się natychmiast w stronę ogrodu i ruszył za chłopakiem.

- Draco. - zawołał. Chłopak stanął jak wryty i powoli odwrócił się w jego stronę. Jego oczy wyglądały jakby je ktoś podbił, podkowy pod powiekami były niemal czarne. Chłopak schudł też zauważalnie. Severus przełknął niepewnie ślinę. - Czy dostałeś już odznakę?

- Tak, profesorze. Dziękuję, profesorze. Postaram się jak najlepiej wypełniać moje obowiązki -powiedział Draco, łamiącym się głosem.

- Jestem przekonany, że tak będzie. Czy mogę ci w czymś pomoc? Wyglądasz na chorego.

- Nic mi nie jest. Dziękuję, profesorze.

- Gdybyś czegoś potrzebował, wyślij sowę.

- Właściwe... - Draco zawahał się.

- Tak? - Severus oczekiwał jakiegoś wybuchu, i serii pytań.

- Nie. Nic. Przepraszam. - Zwiesił głowę blondyn.

- Draco - upomniał Snape.

- Och, to chyba nie ważne. Po prostu zastanawiałem się... czy może, profesor wie... kto będzie drugim prefektem Slytherinu? - skłamał Draco. Snape zgrzytnął zębami, ale powstrzymał się od komentarza.

- Panna Parkinson.

- Dziękuję, profesorze.

- Chcesz jeszcze coś wiedzieć?

- Nie. Nie zatrzymuję pana. - Sev jednak chciał wiedzieć coś więcej, bo stan Malfoya mu się nie podobał, za bardzo przypominał mu jego własny, sprzed lat. Ale rozumiał doskonale, czemu Draco nie mógł zapytać o Harry'ego.

W jednej sekundzie postanowił zaryzykować.

- Miałeś jakieś wieści od pana Pottera? - Draco zbladł jeszcze bardziej, choć wydawało się to niemożliwe.

- Nie, profesorze. Wiem, że go szukacie, ale on… nie. Nie mam wieści. - odpowiedział Draco, napięty niczym struna, która lada moment może pęknąć. Snape bardzo nie chciał oberwać rozpędzoną struną w twarz. Wycofał się więc dwa kroki.

- Przepraszam, zdawało mi się, że byliście blisko... myślałem, że może napisał. Nie mówię o miejscu, tego pewnie by nie zdradził. Chciałbym jednak wiedzieć, że żyje.

- Jestem pewny, że tak. - odparł jedynie Draco. - Przepraszam, profesorze. Mam sprawę niecierpiącą zwłoki. - Skłonił się z gracją i odwrócił plecami do Severusa odchodząc.

Sev pociągnął nosem, próbując wyczuć cokolwiek od Malfoya. Bez. Mięta. Strach. I sól. Draco był nią niemal przesiąknięty. Sev zacisnął szczęki i pięści, po czym ruszył do biblioteki Lucjusza.

##

- Draco potrzebuje eliksiru uspokajającego - powiedział, gdy tylko wszedł do pomieszczenia.

- Draco potrzebuje Pottera i dobrze o tym wiesz - odparł Lucjusz, podchodząc do Sev'a ze szklanką ognistej.

- Skąd wiedziałeś co nalać? - spytał, biorąc od niego szkło i wychylając zawartość jednym haustem.

- Skrzepek mówił, że rozmawiasz z moim synem.

- On jest... - Severusowi zabrakło słów. Lucjusz dolał mu do szkła ognistego trunku.

- W rozsypce? Tak. Wiem. Cieszę się, że w końcu to sobie uświadomiłeś.

- Czy on? - zaczął Snape, ale bał się zadać pytanie.

- Nie. Jeszcze nie tak bardzo jak ty. - Sev wychylił kolejną szklankę do dna i odstawił ją na regał, gdzie stały książki o przepisach prawa karnego czarodziei.

- Nigdy więcej nie powiesz niczego o nich przy Voldemorcie. Lucjusz, jeśli on kiedykolwiek domyśli się, że to jest więź...

- Mam tego świadomość, Severusie. - Sev wziął karafkę i dolał sobie złocistego trunku.

- Naprawdę musimy tam dzisiaj iść? Mam wrażenie jakby świat właśnie zwalił mi się na głowę.

- Tom ma jakieś nowe pomysły. Chce je dziś przedstawić. - Severus skinął tylko głową i wypił kolejną porcję alkoholu. Nie odzywał się przez chwilę.

- Jak ci minął tydzień? - spytał w końcu Lucjusz, nie mogąc znieść milczenia.

- Mój współlokator włamał się do mojej pracowni.

- Wysadził kociołek? - Malfoy uśmiechnął się złośliwie.

- Nie o tej pracowni mówię. - warknął Snape.

- Co mu zrobiłeś?

- Nic. Nie rozmawiam z nim. - Wzruszył ramionami Severus.

- Od tygodnia? - Lucjusz uniósł brwi w zdumieniu.

- Tak.

- Nie uważasz, że przesadzasz?

- Naruszył moją prywatność. - Brunet zaplótł ręce na własnej piersi.

- Sypiałeś z jego matką. Nie uważasz, że najwyższy czas, by się o tym dowiedział?

- Nie. - warknął Snape.

- Sev, bądź racjonalny. - Lucjusz spojrzał na niego intensywnie.

- Jestem cholernie racjonalny! - wypalił brunet i Lucjusz zaśmiał się pod nosem.

- I obrażasz się jak mała dziewczynka? Doprawdy? - zachichotał Malfoy.

- Jak mam mu to powiedzieć? - Snape rozłożył ręce w geście bezsilności.

- Nie mów.

- Myślałem, że ma się o tym dowiedzieć. I kto tu zachowuje się jak mała dziewczynka? Strasznie szybko zmieniasz zdanie.

- Nie powiedziałem, że masz go trzymać w ciemnościach egipskich. Skoro nie potrafisz mu tego powiedzieć - pokaż mu to. Uderz w niego wszystkim co masz. Wszystkim co czujesz. - Malfoy oparł się tyłkiem o biurko i uśmiechnął do Severusa.

- To go...

- Ostudzi? Oduczy wtykać nos w cudze sprawy? Nie mój drogi. Nie oduczy. Ma gryfońskie wścibstwo w żyłach i wiesz doskonale, że to jej cecha. Ale pozwoli mu w końcu zrozumieć po co to robisz. Jeśli ma choć krztynę rozumu w głowie, przestanie się łudzić, że może cię uwieść. - Sev zacisnął powieki.

- Nie jestem gotów.

- Nigdy nie będziesz, ale nie możesz go unikać do końca życia. Ten mały idiota gotów zrobić coś, co skróci twoje rozterki radykalnie.

- Nie zrobi nic głupiego.

- Pokładasz sporą wiarę w 15-letnim chłopcu, Severusie.

- Chodźmy już. Chcę mieć to jak najszybciej z głowy.

- Czyżby nie podobały ci się piątkowe wieczory? - spytał z ironią w głosie blondyn, Sev parsknął w odpowiedzi.

- Aż czuję dreszcze w moich mięśniach na myśl o tym.

- Masz coś dla wariata? - spytał z niepokojem Malfoy.

- Mugolski fotomontaż z Estonii. - Snape poklepał się po kieszeni marynarki.

- Powinno oblecieć. - przytaknął Lucjusz i poprawił włosy.

- Możemy? Ręka mnie świerzbi. - Severus potarł lekko lewe przedramię.

- Zabawne, że o tym wspomniałeś, to najwyraźniej zaraźliwe. - Uśmiechnął się Lucjusz pod nosem, po czym jak na zawołanie, obaj dotknęli tatuaży i rozpłynęli się w powietrzu.

##

Severus ziewał w kącie, dyskutując z Yaxleyem i Rowlem o nowej, rewolucyjnej miksturze na kaca. Yaxley wyczytał o tym w jakiejś rosyjskiej broszurce, gdy latał po Moskwie w poszukiwaniu Pottera. Severus wyjaśnił mu, że mikstura owszem działa, ale w ramach skutków ubocznych powoduje krótkotrwałą ślepotę.

- Zupełnie jak ich alkohol. Oni są zupełnie inni. Nie wiem jak Igor mógł tam żyć!

- Bułgaria leży gdzie indziej. - prychnął Rowle. Ten choć miał podstawową wiedzę z zakresu geografii.

- Moi drodzy. - zjawił się nagle bardzo zadowolony Riddle. - Udało mi się pozyskać informacje od mojego zaufanego źródła, że nasi drodzy przyjaciele użyczą nam kolejny raz swych mocy. Udało mi się na razie wynegocjować udział trzech w następnym przedsięwzięciu, ale w zasadzie wystarczyłby jeden. Wspomnienia o Potterze zostaną nam przekazane, gdy już wyssą je z reszty jego rodziny. - Przez salę przebiegł zadowolony pomruk. Trawers był na tyle podniecony, by zaklaskać. Jedynie Amycus siedział ponury w kącie, wciąż próbując się uporać ze zgonem siostry. Po jej śmierci wydawał się nieco przygaszony i jeszcze nie odzyskał dawnego wigoru.

Severus uśmiechnął się naprawdę szczerze. Nie mógł kryć zadowolenia, że ta tania podróbka rodziny, jaką byli Dursleyowie, w końcu doczeka sie czegoś… bardziej radykalnego. Oczywiście wokół jego umysłu płonął ogień tak gorący, że nikt nie byłby się w stanie przebić przez tą barierę, by dokopać się do prawdziwych powodów radości. Obawiał się przez moment, że Albus będzie chciał ich ocalić, by zapewnić chłopakowi w przyszłości „bezpieczne" schronienie, jednak czego oczy nie widzą… Severus nie miał zamiaru mówić starcowi o tym drobnym szczególe. Przez chwilę wydawało mu się, że jest niesprawiedliwy – że Petunia już straciła syna i to powinno być dla niej karą. Ale Snape o to nie dbał. Należała jej się nauczka, za każdą sekundę cierpienia, za to co zrobiła Harry'emu w ciągu ostatnich 14 lat.

Potem świętowali. Alkohol był mocny. Muzyka głośna. Pijane wiedźmy wyśpiewywały swoją balladę o upadłym zniczu. Na przyjęciu nie było tym razem nawet mugolskich dziewic. Same profesjonalne prostytutki.

Natychmiast wyłonili z Lucjuszem przybyłego w tłumie chłopaka o ciemnej, oliwkowej karnacji i orzechowych oczach. Był smukły, był młody, był uroczy. Lucjusz tylko uśmiechnął się szelmowsko i skinięciem dłoni przywołał chłopaka. Po kilku chwilach kiwnął głową w kierunku pokoju na tyłach salonu. Severus powolnym, leniwym krokiem ruszył w te samą stronę.

Yaxley flirtował z rudą dziwką. Selwyn zagadywał jakiegoś chłopaczka o blond loczkach na głowie. Amycus pił w kącie. Nott był zajęty rozmową z Averym. Najwyraźniej brak możliwości zabicia obiektu seksualnego, zupełnie odbierała im ochotę na seks.

Wszedł do pomieszczenia, w którym panował półmrok. Świece dawały przyjemny pomarańczowy blask, wydzielając lekko różaną won. Snape uśmiechnął się.

- Tylko żadnego bicia - zastrzegł chłopak.

- Mogę cię wyleczyć. - Stwierdził Snape, patrząc na hindusa.

- Nie, albo nici z transakcji. - Uparte spojrzenie dziwki przeskakiwało z Severusa na Malfoya.

- Zgoda - szepnęli niemal jednocześnie. Chłopak machnięciem różdżki odesłał ich na fotele i posadził naprzeciw siebie, po czym kolejny raz machnął różdżką.

W powietrzu zabrzmiała hinduska muzyka, a chłopak zaczął tańczyć, rozbierając przy tym raz siebie, raz któregoś z nich. Severus czuł podniecenie. Widział jak chłopak klęka przed Lucjuszem i zaczyna bawić się jego męskością. Wypinał jednocześnie swoje pośladki w kierunku Severusa. Po chwili role się odwróciły i Sev poczuł wilgotny język na sobie. Spojrzał ponad chłopakiem na Lucjusza, który pieścił się delikatnie, utrzymując erekcję. Sev nie potrafił oderwać wzroku od delikatnych palców blondyna, dotykających swojego penisa. Widział przezroczysty płyn, który pojawił się na czubku jego członka. Oblizał się chcąc zlizać tą kroplę.

Chłopak transformował stolik w łóżko. Miękkie. Okrągłe. Obite pomarańczową narzutą. Było na nim milion małych poduszek. Chłopak wstał i skierował swe kroki w tym właśnie kierunku.

Sev niczym w transie podążył w tamtą stronę. Lucjusz zrobił dokładnie to samo. Chłopak zaczął znów pieścić Lucjusza. Severus podszedł do niego od tyłu i klęknął za plecami chłopaka. Lucjusz wczepił swoje dłonie we włosy tego chłopaka. Sev w między czasie machnął tylko różdżką, rzucając czar nawilżający. Nie chciał się bawić, ani dostarczać przyjemności tej dziwce. Chciał w nią wejść w tym samym czasie co Lou.

Chłopak lekko się spiął na początku, ale po chwili zaczął poruszać biodrami, kręcąc nimi jakieś ósemki i szlaczki. Sev'a to nie obchodziło. Sunął dłońmi po śniadej skórze, zachwycając się kontrastem barw skóry młodzika i ich. Severus wiedział, że jest blady od przesiadywania w lochach niemal cały rok. Ostatnie tygodnie nie poprawiły bardzo kolorytu jego skóry. Lucjusz zaś... jego skóra zawsze bardziej przypominała nieskazitelny, biały marmur niż żywego człowieka.

Blade ciało Lucjusza odbijało światło świec, wyglądając nieco upiornie w pomarańczowym poblasku. Jego srebrzyste włosy wyglądały na niemal rude w tym świetle. Lucjusz oddychał ciężko. Severus czując wciąż kołysanie bioder chłopaka, w którego wchodził, nie był w stanie oderwać wzroku od zaróżowionych policzków Malfoya. Był w stanie jedynie błądzić dłonią po plecach Hindusa. Chciał sam nadać rytm ruchom jego głowy. Chciał mu pokazać co lubi Lou. Chwycił głowę dzieciaka i zaczął nią kierować. Lucjusz zaczynał odpływać, a jego powieki nieznacznie opadły. Gdzieś po drodze ich dłonie spotkały się zaplątane we włosy chłopaka i Severus był pewny, że Lou dochodzi.

Widział jego drżenie i pot spływający po szyi. Chciał go zlizać. Chciał czuć te usta na sobie. Nie jakąś tanią zabawkę. Chłopak zaczynał się krztusić, ale Sev nie przestawał. Pewnym ruchem nadgarstka kierował głową chłopaka, sam wchodził w to ciało coraz szybciej. Lucjusz jęknął cicho i odsunął się od dzieciaka. Ten znów zaczął kręcić biodrami, próbując pobudzić Severusa. Snape nie był pewien, czy w ogóle skończy w tym ciele. Lucjusz zniknął mu z pola widzenia, a on chciał zrezygnować. Przyspieszył w nadziei, że to pomoże.

I wtedy poczuł dłonie na swoich plecach. Poczuł język na karku i zacisnął szczęki, by nie krzyknąć. Gorący oddech Lou na skórze. Lekkie skubanie ucha i palec wskazujący sunący po jego policzku, aż do ust. Palec wchodzący w jego usta. Oblizał go bardzo powoli i usłyszał jęk prosto w swoje ucho. To wystarczyło, poczuł jak orgazm zbliża się do niego. Odepchnął jedynie od siebie dziwkę, której nie chciał dłużej dotykać żadną częścią swojego ciała i pochwycił srebrzyste włosy. Przyciągnął Malfoya do siebie i wgryzł się w jego usta. Lucjusz oplótł go ramionami i wdarł się językiem w jego usta, chwycił go za włosy i przemknął palcami po jego ramionach. Jego pocałunek był łapczywy, gorący. Sev poczuł, że świat wiruje. Opadł na poduszki, wciąż trzymając w ramionach Lucjusza. Czuł pod sobą jego ciało i rosnącą erekcję i wiedział, że dłużej nie da rady się powstrzymać, by go posiąść. Czuł jego ciało, jego zapach, smak jego ust. To było wszystko czego w tej chwili potrzebował, by zapomnieć gdzie jest.

Ocknęli się polepieni potem i spermą. Otoczeni cholernymi, pomarańczowymi poduszkami. Hindus siedział ubrany w swoje zwiewne jedwabie na fotelu i przypatrywał im się z ciekawością.

- Policzę wam pół ceny. Mogliście powiedzieć, że to tylko przykrywka. - Malfoy spiął się nieznacznie, ale Severus przemknął tylko dłonią po jego ramieniu uspokajająco i wstał. Pochwycił chłopaka za szaty i podniósł do góry.

- Dostaniesz całą stawkę i zapamiętasz sobie, że mam pamięć do twarzy - warknął wściekle. Na twarzy chłopaka pojawiło się przerażenie, które ustąpiło miejsca panice, gdy przy uchu Hindusa pojawiły się usta Lucjusza.

- Pan będzie na nas zły... jeśli cię zabijemy, ale rozumie co znaczy dobra zabawa. Zwłaszcza jak się dowie, że próbowałeś nas zabić. - szepnął chłodnym tonem Malfoy.

- Ale ja… ja, nie... panowie, nie wygłupiajcie się. - Wyrzucił z siebie chłopak.

- Milcz. - Rozkazał Lucjusz i skinął ledwo zauważalnie Severusowi, który natychmiast zamknął oczy. Zanim to jednak zrobił, sprawnym ruchem odwrócił dziwkę przodem do Malfoya. Chłopak wyraźnie zadrżał w jego uścisku. Severus poczuł lekki, chłodny powiew na swojej skórze i wiedział, że chłopaka owiała delikatna, srebrzysta mgiełka.

Chłopak zacisnął szczeki, widząc jak oczy blondwłosego mężczyzny zmieniają się w płynne złoto, a jego włosy zaczynają błyszczeć niczym srebro. Jego twarz była ekstremalnie piękna. Chłopak nie mógł myśleć o niczym innym, jak tylko o pocałowaniu, tych idealnych, wąskich warg.

- Zrobiłeś nam obu loda, a potem obaj cię mieliśmy. Na zmianę. Trzy razy - wyjaśnił Malfoy.

- Trzy razy. Tak, pamiętam. - szepnął chłopak, niemal wiotczejąc w rękach Severusa. Ten tylko poprawił uchwyt, by dziwka nie upadła na posadzkę. Chłopak próbował w zachwycie wyciągnąć dłoń do twarzy Lucjusza, ale ten strącił ją, niedbałym machnięciem ręki.

- Połóż się teraz i pośpij. Zmęczyłeś się seksem z nami. Było go za dużo. - dodał Lucjusz i przemknął palcami po policzku chłopaka. Ten westchnął zachwycony.

- Zmęczyłem się, piękny - szepnął Hindus i zwiotczał znów, zasypiając niemal od razu.

Lucjusz odwrócił się i odszedł pozbierać swoje ubrania.

- Skończyłeś? Mogę już otworzyć oczy? - spytał zmęczonym tonem Snape, wciąż trzymając niemal bezwładne ciało dziwki.

- Możesz Sev. - Uśmiechnął się Malfoy. Jego oczy były znów srebrzysto-szare, a włosy wróciły do naturalnej, bardzo jasnej barwy.

Ułożyli śpiącego na łóżku, wyczyścili się, ubrali, poprawili włosy, po czym wrócili do salonu Lorda Riddle'a. Stanęli w progu, zastanawiając się czy wychodzenie to był taki świetny pomyśl. Stół zmienił się w między czasie w łóżko. Gdzieś w kącie leżał nagi Amycus z jakimś brunetem. Mcnair leżał z mordą w cyckach jakiejś blondynki. Voldemort zaś tańczył z dwoma rudymi dziwkami, wszyscy troje byli kompletnie nadzy.

- Zobliwiatuj mnie. Błagam. - szepnął Lucjusz.

- A kto potem zrobi to samo ze mną? Mowy nie ma. Będziesz cierpiał jak ja. - odparł Severus prosto w jego ucho.

Z pokoi obok dochodziły dźwięki orgii. Severus był w stanie rozpoznać chichot Yaxleya i gardłowy głos Selwyna. Słyszał też jeszcze jakieś trzy glosy, których nie rozpoznawał.

- Pan się dziś wykosztował. - uśmiechnął się pod nosem Malfoy. - Czasem jednak okazuje nam należytą miłość i uznanie.

- Rollercoaster absurdu. - odparł Snape.

- Co?

- Nic. Nie zrozumiesz. Mugolska terminologia.

- Idziemy? - spytał Lucjusz, wskazując drzwi wyjściowe.

- Tak - odparł Sev i zrobił krok w głąb salonu.

Zanim jednak zdążyli dojść do drzwi, Voldemort upadł na podłogę. Laski rozbiegły się w popłochu, piszcząc, podczas gdy on sam złapał się za twarz i zaczął wrzeszczeć. - Severus miał wrażenie, że ma deja vu. Już to widział...

- Cholera. - mruknął tylko i wyjął różdżkę. To samo zrobił Malfoy.

- Potrre! - wrzasnął nieskładnie Riddle, próbując zedrzeć sobie skórę z twarzy paznokciami. - Lucjusz spojrzał na Sev'a, jakby chciał powiedzieć „ A nie mówiłem".

- Zrób coś. - Snape wyjął eliksir uspokajający ze swojej szaty i wlał go do gardła Riddle'a.

- Idioto! Niee potrzebuję się... aaaa! - zdążył wydusić z siebie Voldemort i znów zaczął się wić po ziemi. Z jego ust popłynęła zielona piana, a oczy nabiegły krwią.

- Co to jest? - Spytał Amycus zjawiając się natychmiast obok w pełnym odzieniu.

- Oddech śmierci. - skwitował objawy zatrucia Severus.

- Daj mu bezoar! - wrzasnął Yaxley, próbując w przerażeniu nakładać spodnie.

- To nie pomoże. On tego nie zjadł. - wyjaśnił natychmiast Mistrz Eliksirów.

- Co znaczy, że nie zjadł? - Spytał Selwyn za ich plecami. W tle było słychać tupot i piski, uciekających prostytutek.

- Albus musi to robić. To jest klątwa, nie słyszałeś? - warknął na przybysza Lucjusz, kłamiąc ile wlezie niezorientowanym idiotom.

- Jak? - padło kolejne pytanie.

- Nie wiem. Nie wiem co ten starzec kombinuje! - wypalił wściekle Severus.

- Idź do zamku i go powstrzymaj! - rozkazał Lucjusz, spoglądając porozumiewawczo w czarne źrenice.

- Tak. Szybko. Zrób coś Severusie - szepnął cicho Carrow, wciąż stojący nad wydzierającym się i wijącym w cierpieniu Voldemortem. - Nie pozwól skrzywdzić naszego pana. - Snape skinął tylko głową i aportował się na Spinner's End, a stamtąd jak zwykle do Włoch.

#

Wpadł jak burza do laboratorium, ale było puste. Pobiegł więc na górę. Pokój chłopaka był zabarykadowany przynajmniej kilkoma czarami. Sev ostrożnie przeskanował zabezpieczenia. Na same drzwi było nałożone parę zmyślnych pułapek ogłuszających i paraliżujących, a do klamki umocowana „Szatańska Pożoga."

„Co ten dzieciak wymyślił, na boga? Czy chce się zabić? Jak długo to planował? Dlaczego to zrobił?" Miliony myśli, przebiegały teraz przez głowę Severusa, ale nie miał czasu się nad nimi zastanawiać. Musiał przerwać działanie trucizny, którą gówniarz najwyraźniej rozmazał sobie po czole.

W panice przeskanował jeszcze raz wejście do pokoju. Drzwi były nie do ruszenia, zdjęcie zabezpieczeń mogłoby mu zająć przynajmniej godzinę. Ściany jednak były obłożone jedynie zaklęciami antydeportacyjnymi i czarem wyciszającym. Severus uśmiechnął się złowieszczo.

„Dobra robota, ale kto ci powiedział, że zamierzam wejść przez drzwi?"

Rąbnął w ścianę dwa metry od drzwi i wyrwał w niej olbrzymią dziurę. Wszedł do pokoju i zeskanował stan chłopaka, który leżał ledwo przytomny na łóżku. Trzy różne eliksiry były w jego krwioobiegu: przeciwbólowy, uspokajający i uogólnione antidotum. Więc dzieciak nie zamierzał się zabić, przynajmniej w zamyśle. A jednak z jego czoła ciekła krew. Wmasował w bliznę faktycznie oddech śmierci. Severus był zdumiony, Harry uwarzył jeden z najgorszych eliksirów. Był śmiertelny przy spożyciu nawet najmniejszej dawki. Na szczęście w kontakcie ze skórą i ewentualną raną na głowie, dawał trochę czasu zanim mógł skrzywdzić Harry'ego poważnie.

Snape wyczarował szmatkę i wodę, i zaczął zmywać truciznę z czoła dzieciaka. Gdy go dotknął, prąd kopnął go z całej siły, odrzucając w stronę szafy. Severus poczuł ból z tylu czaszki, gdy uderzył o mebel. Zrobiło mu się niedobrze, a w oczach pociemniało, skupił się jednak, by pozostać przytomnym.

- Finite incantatem! - ryknął z różdżką skierowaną na ciało Pottera i kilka czarów zniknęło. Podszedł chwiejnym krokiem do dzieciaka i znów zaczął zmywać substancję. Tym razem, żaden czar ochronny go nie odrzucił. Musiał oczyścić ranę i wlać antidotum. Inaczej trucizna zacznie wpływać na dzieciaka przez długotrwały kontakt ze skórą.

- Zostaw - warknął tylko chłopak, gdy Sev wyciągnął rękę, by zająć się blizną. - Załatwię go. Będziesz w końcu wolny. I nie będziesz musiał już mnie dłużej chronić ani oglądać. - Wypalił Potter i starał się podnieść z łóżka, wyjął różdżkę należącą do Aarona Prince'a i drżącą dłonią skierował ją w stronę Severusa. - Wyjdź. I nie szukaj antidotum w laboratorium - nie znajdziesz.

- Coś ty zrobił idioto? Chcesz umrzeć? - Potter wzruszył ramionami. - Gdzie antidotum? - Sev doskoczył do niego i chwycił go za ramiona w jednej chwili. Różdżka chłopaka odleciała gdzieś na bok.

- Stłukło się. - Uśmiechnął się złośliwie Harry.

- Kurwa! - warknął Snape, wiedząc, że Potter wytłukł wszystkie zapasy mikstur leczących, które były w laboratorium. Zrobił to, co przyszło mu na szybko do głowy.

Walnął Harry'ego w potylicę.

Chwycił osuwającego mu się w rękach dzieciaka i położył z powrotem na łóżku.

- Przepraszam, ale jak będziesz nieprzytomny, trucizna będzie się wolniej rozłazić. I nie przyjdzie ci do głowy, żeby rozdrapać bliznę. - rzucił czar unieruchamiający, przyczepiając dzieciaka do łóżka i ustawił wokół czary monitorujące. Wbiegł do swojej sypialni i otworzył skrytkę w szafie. Wyjął z niej eliksir regenerujący i antidotum. - Głupie dziecko, myślisz, że mieszkając przez 7 lat w Slytherinie nie umiałbym ukryć najbardziej podstawowych mikstur? - warknął pod nosem i ruszył z powrotem do sypialni chłopaka.

Potter był znów przytomny i bardzo zły. - Sev upewnił się, że jest unieruchomiony i polał antidotum na jego czoło.

- Jeśli myślisz, że pozwolę ci popełnić samobójstwo, w nędznej próbie zabicia Riddle'a…

- Spierdalaj! - prychnął wściekle dzieciak.

- Uspokój się.

- Bo co?

- Bo musimy porozmawiać.

- Chuja musimy. Chciałem z tobą rozmawiać tydzień temu. Chciałem rozmawiać 6 dni temu. Chciałem rozmawiać jeszcze dziś rano. Uznałeś, że nie warto ze mną gadać. Aż tak trudno ci przyznać, że kochałeś moją matkę? Nie mogłeś tego powiedzieć? Jesteś aż tak upośledzony emocjonalnie, że nie potrafisz nawet przyznać się do błędu?

- Do błędu?! Twoja matka nigdy nie była błędem! Była wszystkim co miałem! Wszystkim czego potrzebowałem. Błędem było, że pozwoliłem temu pomyleńcowi jakim był twój ojciec, żyć na tyle długo, by położył na niej swoje łapy!

- Jak śmiesz?! - wrzasnął Potter i spróbował zerwać się na równe nogi. Czar jednak trzymał go przymocowanego do łóżka.

- Prawdy chcesz?! Proszę! Będziesz znał całą prawdę! - wrzasnął Snape i sięgnął po różdżkę, uwolnił go z czarów przywiązujących do łóżka i podał ją chłopakowi. - Znasz formułę. Częstuj się. - Harry wyrwał wściekle różdżkę z jego ręki i zirytowany potarł zdrowe i czyste czoło.

- Legilimens! - Severus usłyszał słowa i wpuścił Harry'ego do swojej głowy.

Wpuścił go do małego domku na przedmieściach Rzymu.

Wpuścił go do pracowni, w której stał z pędzlem w dłoni i malował białego pawia. Nagle zwierze zmieniło się w rudowłosą kobietę, ubraną w czarną męską koszulę. Uśmiechnęła się łagodnie do Snape'a.

- Przepraszam kochany, dłużej nie mogłam. - Podeszła do niego i objęła go w pasie, po czym pocałowała.

Kolejne wspomnienie to: Sev siedzący w kuchni z książką i kawą w dłoni. Harry uśmiechnął się mimo woli, do tego widoku. Tak dobrze znajomego. - Dlaczego mnie nie obudziłeś? - Rudowłosa kobieta pojawiła się w progu pomieszczenia w krótkiej, satynowej piżamie. Jej zielone oczy błyszczały zadowoleniem.

- Nie chciałem. Napracowałaś się wczoraj w ogródku. - Zaśmiała się radośnie.

- To jest najlepsze. - Wskazała palcem zdjęcie, które Harry dostał na urodziny. Usiadła okrakiem na kolanach Severusa i pocałowała w szyję.

- Lil... muszę to skończyć. Wieczorem mam oddać eliksir do testów. Wiesz, że to ważne, jak tego nie przeczytam…

- Przetestujmy najpierw eliksir życia... wiesz czego potrzebuję.

- Mhm - mruknął Snape i odstawił na stół oba przedmioty, jego dłonie znalazły się na tyłku Lily i wstał razem z nią od stołu, idąc w kierunku kanapy w salonie. Była czerwona. Dywan był niemal zloty. Teraz dopiero Harry zwrócił uwagę, że w całym domu było pełno bibelotów, porozrzucanych kosmetyków, damskich ciuchów...

Kolejne wspomnienie to: Snape tańczący z Lily na jakimś balu. Harry z trudem rozpoznał w olbrzymiej, rozświetlonej sali balowej - salon Malfoyów.

- Wrócimy do domu? - spytała rudowłosa kobieta, szepcząc zalotnie w ucho bruneta w czarnym smokingu. Jej dłonie kręciły młynki we włosach przy jego karku.

- Bal dopiero się zaczął. Narcyza będzie zawiedziona. - Odparł Severus i pocałował policzek kobiety z którą tańczył.

- Narcyza czy Lucjusz? - spytała unosząc lekko brew w górę.

- Nie zaczynaj. Czemu chcesz wracać?

- Nie mogę mieć ochoty na twój język? - uśmiechnęła się do niego promiennie.

- Mój język, czy moje plemniki?

- Chętnie skorzystam z obu. - szepnęła, mrugając zalotnie.

- Oszalałaś.

- Severusie, ja chcę mieć syna. - odparła, robiąc upartą minę.

- Będziesz miała. - skłamał Snape. Harry nie miał pojęcia skąd, ale wiedział, że mężczyzna kłamie.

- A jeśli nie? Sam w to nie wierzysz. - Zrobiła smutną minę i wtuliła głowę w jego ramię.

- Wierzę, że możemy być szczęśliwi. - Tym razem Severus mówił prawdę.

- Severusie, błagam. - Zatrzepotała długimi rzęsami i spojrzała na niego wymownie. - To dzisiaj.

- Tylko ten jeden taniec. - szepnął i zakręcił nią na parkiecie. Jej czerwona suknia, wyszywana na piersiach złotymi nićmi, przedstawiała wizerunek płonącego tygrysa. Lily zaśmiała się, wirując wokół własnej osi. Jej włosy płonęły czerwienią, odbijając blask świec zawieszonych pod sufitem. Przypominała teraz bardziej tańczącego feniksa niż kobietę.

- Kocham cię, Sev. - uśmiechnęła się uroczo i oplotła go ramionami. Harry poczuł, jakby miał zaraz zemdleć. Severus uśmiechnął się do niej. Jego oczy błyszczały szczęściem. Pocałował ją namiętnie i zniknęli z sali balowej, aportując się w nieznane.

Kolejna scena to: James. Harry przyjrzał się dokładnie ojcu: skórzana kurtka z naszywkami drużyn quidditcha, obcisłe spodnie, sportowe buty.

- Co tu robisz Smarkerusie? - wycedził przez zaciśnięte zęby i spojrzał z pogardą na przybyłego bruneta. Severus wyglądał na wściekłego.

- Przestań pisać do Lily. Lily jest moja. - warknął, ukazując zęby.

- Już niedługo. - wyszczerzył się złowieszczo James Potter.

- Jesteś kretynem. Łączy nas Więź Życia. Nasze dusze są związane. Nic na to nie poradzisz. To magia.

- Żadna magia, tylko twój za długi nochal, który wtykasz nie tam gdzie trzeba.- wycedził przez zaciśnięte zęby ojciec Harry'ego. Severus parsknął z pogardą.

- Przestań się ośmieszać i uganiać się za kobietą, która nigdy cię nie pokocha! - wyrzucił z siebie Snape, zaplatając dłonie na piersi.

- Nie musi mnie kochać. Dam jej to czego pragnie. Canite! - cisnął nagle James, rzucając w nos Severusa jakimś rudawym pyłem. - Nic jej nie dasz. Jesteś pusty. Nigdy nie będzie małych Severków! Nigdy! - wrzasnął, zadowolony z siebie. - Powiesz jej o tym? A może będziesz okłamywał i zwodził? Ach, przepraszam... więzi życia nie da się okłamać. Nie potrafisz jej skłamać. Prawda Śmiecierusie? -Sev prychnął z rozbawieniem. - Spytaj Dumbledore'a czym oberwałeś, bo chyba jeszcze nie zrozumiałeś. To koniec. Koniec... - zaśmiał się James.

Kolejne wspomnienie: znów ten sam salon włoskiego domu, czerwona kanapa z porozrywanymi na strzępy poduszkami. Biały puch, który wcześniej był w środku, walał się teraz po podłodze.

- Sev. Błagam cię. To nie tak. On tylko... my tylko raz, to był wypadek. - zapłakana kobieta o rudych włosach próbowała chwytać ramię Severusa, ale ten zabrał tylko rękę i odstąpił dwa kroki od niej, po czym z furią zaczął kręcić się po salonie.

- Wypadek?! Przypadkiem nadziałaś się na jego sterczącego kutasa?! W ciąży jesteś. Nie miałaś tyle rozumu, by wypić pieprzony eliksir?!

- Nie zabiję mojego dziecka! - wrzasnęła oburzona Lily.

- Oczywiście! Tylko to jest ważne! Jak mogłaś? Nic dla ciebie nie znaczę?

- Wiesz, że to nieprawda!

- I oczekujesz, że co? - spojrzał na nią wściekle, niemal ciskając pioruny z oczu.

- Teraz możemy... - zaczęła wyjaśnienia i zbliżyła się do bruneta, chcąc go dotknąć, ten tylko odepchnął jej rękę.

- Nie! Nie możemy. Wyjdź. - wrzasnął, a wokół niego zatańczył mrok. Jego oczy stały się studniami bez dna. W jednej sekundzie zniknął z nich cały blask. Harry doskonale znał te oczy. To one wyglądały na świat z twarzy Severusa odkąd go znał.

- Sev! Co chcesz zrobić? - krzyknęła Lily, i w tym momencie Sev się aportował.

Kolejne wspomnienie natarło na Pottera.

Snape stał przed jakimś domem, którego Harry nie rozpoznawał. Był spory, otoczony licznymi żywopłotami i bujną, kwiecistą roślinnością. W progu stał James Potter owinięty granatowym szlafrokiem.

- Wyłaź śmieciu! Chciałeś tą rudą sukę, to ją dostaniesz! Słyszysz? - Severus walił pięścią w drzwi. Zaspany James Potter stanął w drzwiach domu. - Bierz ją sobie i swojego bękarta! Ale zapamiętaj coś sobie: ona cię nigdy nie pokocha, więź na to nie pozwoli! A ty nie będziesz w stanie jej zaspokoić. Soffiato! Przeklinam cię. Nie będzie więcej Potterów. Ani jednego Pottera więcej! Przeklinam ciebie i twoje potomstwo. Nie będziecie się mnożyć! A ty nie zaznasz rozkoszy ciała! Żądam tego na mocy pogwałcenia prawa więzi! Będziesz cieniem snującym się za kobietą, która kocha mnie. Zapamiętaj to sobie dobrze. Przypomnij sobie moją twarz, kiedy będziesz się dziwił, czemu ci nie staje! Przeklinam cię! - wrzasnął Snape, a z jego dłoni strzelił grot z czarnego dymu, który trafił prosto w ciało Jamesa. Ten spojrzał jedynie przerażony na czarnookiego furiata, gdy wspomnienie rozwiało się.

Kolejne wspomnienie pojawiło się w ułamku sekundy: Snape wpadł do domu i zaczął niszczyć wszystko wokoło.

Szafki kuchenne w ciemnym drewnie - zmieniły barwy na te, które są w niej obecnie.

Czerwona kanapa stanęła w płomieniach. Severus nawet nie obejrzał się na chaos, który wywołał jednym machnięciem różdżki, i ruszył po schodach na górę.

Jasne, niemal białe meble w sypialni rozpadły się w proch, gdy tylko koniec czarnej różdżki skierował się w ich stronę.

Na końcu Severus wszedł do pracowni. Rozcinał każdy obraz. Każdą wiewiórkę na zdjęciu. Każdego tygrysa. Każdego myszołowa. Wyrywał płótno i łamał ramy, tłukąc nimi o ściany. Kiedy nie został już ani jeden cały obraz w pracowni, podpalił fotel, w którym zwykle siedziała gdy mu pozowała.

Po chwili wszystko wokoło objęły płomienie. Severus z pustym wyrazem twarzy opadł na kolana, próbując złapać płonący obraz rudej sowy. Płotno spłonęło w jego dłoniach parząc mu skórę.

- Żegnaj. - powiedział pustym głosem.- Wszystkiego najlepszego z okazji ślubu. Zaraz będziesz wolna. - Zaśmiał się, mimo że po jego twarzy spływały łzy.

Jak sparaliżowany patrzył w płomienie. Harry niemal mógł poczuć zapach przypalanej skóry. Widział jak szata na Severusie płonie. Nagle woda chlusnęła gdzieś zza pleców Snape'a, gasząc chaos który rozpętał się na dobre wokoło.

- Sentymentalny idiota! - doleciało warknięcie i jakaś męska dłoń trzasnęła Severusa w twarz.

Wspomnienie zniknęło, gdy Sev osunął się na podłogę, w jego miejscu pojawiło się nowe.

Lily stała na ganku domu, który Harry znał tak doskonale, było lato. Mały chłopiec na jej rekach próbował się wyrywać. Snape Stał w drzwiach domu i spoglądał z góry na przybyszów. Na jego twarzy widoczna była niechęć.

- Severusie. Zaopiekujesz się nim, jeśli Riddle nas dorwie. - stwierdziła bardziej niż zapytała kobieta.

- Zaopiekuję. - odpowiedział i spojrzał na dziecko w jej ramionach z obrzydzeniem.

- Wybaczysz mi kiedyś? - spytała, całując jednocześnie czoło malca.

- Nie.

- Ja go nie kocham. - Próbowała zacząć dyskusję.

- Wiem - uciął krótko.

- Czemu nie możemy być razem? - spytała, wyciągając rękę w jego stronę. Snape wycofał się, jakby miała go poparzyć.

- Syn musi być z ojcem. Nie potrzebuje śmierciożercy w swoim życiu. - Szczęki Seveusa były zaciśnięte. Harry patrząc na tą scenę miał wrażenie, jakby za chwilę miał wybuchnąć, jak w poprzednim wspomnieniu i postawić wszystko w płomieniach.

- Ja potrzebuję tego śmierciożercy. Wiesz, że tak jest. - Spróbowała znów.

- Dokonałaś wyboru. - prychnął, spoglądając na chłopca w jej ramionach.

- Nie tęsknisz? - spytała, sadzając dziecko na trawie, by pobawiło się w ogrodzie.

- Jak diabli. - odpowiedział, patrząc na nią ze smutkiem w oczach.

- Czemu jesteś taki uparty? - podeszła do niego i spojrzała mu w oczy.

- Robię to co trzeba. - przymknął powieki, by na nią nie patrzeć i odwrócił lekko głowę.

- Kocham cię. - powiedziała i dotknęła jego twarzy.

- Ja kocham cię bardziej - rzekł i wycofał się o krok.

- Rzucimy Fideliusa. Nie będziesz mógł nas znaleźć. - powiedział nagle. Snape się spiął i złapał Lily za ręce.

- Wyznacz mnie strażnikiem. - powiedział.

- James nigdy się na to nie zgodzi. - potrzasnęła głową.

- Wiesz, że ja was nie zdradzę. Nigdy. Nigdy. - Lily pocałowała go delikatnie w policzek.

- Jesteś zbyt oczywistym wyborem. Dumbledore twierdzi…

- W dupie go mam! Zrób ze mnie strażnika.

- Porozmawiam z Jamesem. - powiedziała i pocałowała jego dłoń, którą wciąż trzymał jej prawą rękę. - Kocham cię. - powiedziała kolejny raz.

- Idź już. - szepnął cicho, a po jego policzkach popłynęły łzy.

Kobieta pozbierała dziecko z trawy i z nim na rękach aportowała się sprzed oczu Severusa.

Ten zatrzasnął drzwi za nimi i oparł się o nie plecami. Po chwili zsunął się po nich na podłogę i chwycił dłońmi za włosy. A potem zaczął wyć niczym ranny wilk. Wspomnienie zalała kompletna ciemność.

Harry leżał na podłodze ciężko dysząc. Severus odwrócił się na pięcie i wyszedł z pokoju. Harry usiadł po chwili, próbując złapać oddech. Cała złość uciekła z niego po tym co zobaczył. Zastąpił ją ból. Rozpacz, którą czuł. Wściekłość na Jamesa Pottera. Wściekłość na matkę. - Ruszył prosto do sypialni Severusa. Stanął na przeciw niego. Mężczyzna siedział oparty o lóżko. Jego twarz schowana była w dłoniach. Harry nic nie powiedział, otoczył tylko mężczyznę ramionami i przytulił się z całą swoją siłą i determinacją.

- Jesteś wszystkim... wszystkim, co mi po niej zostało. - szepnął Snape. - Więc błagam cię… nigdy więcej nie rób tego co dziś.

- Przepraszam. - szepnął Harry. - Nie powinienem tam wchodzić... ale dalej chcę zabić tego skurwysyna. Chcę żebyś był wolny.

- Ja jestem martwy, Harry. Nie wiedziałbym co zrobić z wolnością.

- Nie mów tak. - Rozpłakał się dzieciak. - Jesteś wszystkim, co mi po niej pozostało.

- To nie jest zabawne. - Snape spojrzał na niego uważnie.

- Nie rozumiesz? Ty jeden znałeś ją naprawdę. Tylko ty.

- Uszkodziłem twojego ojca. - przyznał Severus.

- On zaczął. - odparł na to Harry.

- Tak. - przyznał w końcu Snape.

- Więc mu się należało. Czy to znaczy, że ja jestem też bezpłodny? Ta klątwa działa na cały mój ród?

- Jesteś gejem, Harry. Jakie to ma znaczenie? - Potter wzruszył ramionami.

- Czy... - zaczął Harry, ale Snape mu przerwał.

- Wtedy widziałem ją ostatni raz. Gdybym się zgodził, gdybym pozwolił jej wrócić… pewnie oboje dziś by żyli. Ale mój głupi upór i duma mi nie pozwoliła. Przez moją urażoną męskość zabiłem najważniejszą osobę w moim życiu.

- Nie ty ją zabiłeś. To nie twoja wina. - zaczął Harry. Snape potrzasnął głową.

- Cicho głupie dziecko. Nic nie rozumiesz.

- Teraz to wszystko ma sens: twój upór w pilnowaniu mnie i wyciąganiu z kłopotów. Ale... czym jest ta więź, o której rozmawiałeś z moim ojcem?

- To więź dusz: magii i krwi. Między dwójką ludzi, powstaje bardzo silna więź magiczna, której nic nie jest w stanie zerwać. Nie zdarza się za często, ale sprawia, że ludzie nią połączeni są szczęśliwi będąc razem.

- I zupełnie nieszczęśliwi, będąc osobno? - spytał Potter.

- Można tak powiedzieć. - przyznał Severus, obserwując uważnie chłopaka.

- Do dupy. Nie chciałbym nigdy mieć takiej więzi. A jeśli ten ktoś nie będzie mi pasował? Jeśli okaże się na przykład kobietą? - Sev zaśmiał się pod nosem.

- Więź zawiązuje się po pierwszym stosunku z tą osobą. - wyjaśnił.

- Powinienem czuć obrzydzenie. - powiedział po chwili Potter.

- Powinieneś? - spytał Snape, nie bardzo rozumiejąc dokąd zmierza to stwierdzenie.

- No. - przytaknął dzieciak.

- A to czemu akurat obrzydzenie? - Snape uniósł lewą brew, oczekując wyjaśnień,

- No, że ty... i moja mama... wiesz, to jest dziwne. Biorąc pod uwagę nasz pocałunek.

- Zapewniam cię, że w takim wypadku, obrzydzenie jest jak najbardziej na miejscu. - Severus uśmiechnął się złośliwie.

- A mimo to mnie pocałowałeś. - Harry spojrzał na niego intensywnie.

- To była dywersja, jak sam zauważyłeś i to nie był najlepszy pomysł.

- A gdybym chciał to zrobić teraz? - Harry wpatrywał się w niego uważnie. Severus poczuł kolejną falę bólu, spoglądając w te oczy.

- Naprawdę jesteś w nastroju? - spytał z niedowierzaniem w głosie. Chłopak był najdziwniejszym człowiekiem z jakim Snape miał kiedykolwiek do czynienia.

- Nie. - odpowiedział w końcu dzieciak. „Więc jednak są w nim ludzkie odruchy" - przemknęło przez głowę Severusa i zaśmiał się cicho w odpowiedzi.

- Więc chyba bezcelowe jest omawianie tego o 5 nad ranem. - powiedział na głos. Harry uśmiechnął się głupkowato i przemknął dłonią po włosach.

- Mogę tu spać ? W moim pokoju jakby... jest przeciąg. - rzucił Harry, spoglądając w stronę dziury w ścianie.

- Kładź się. - odparł Severus, wskazując w stronę łóżka.

Harry nie czekając dłużej, położył się na brzegu i nakrył kołdrą niemal po uszy. Po chwili na podłodze przy łóżku wylądowały jego spodnie i skarpetki. Severus zdjął z siebie szaty śmierciożercy i ruszył w stronę korytarza. Gdy się obracał, jego wzrok przykuł obcy notes na jego poduszce. Chwycił go w dłoń i z nim powędrował w kierunku łazienki, zmyć z siebie tak oczywisty zapach seksu.


N/A:

Ciąg dalszy niebawem.

Miłego weekendu. :)