Severus Snape i czarna magia.
Dni w Hogwarcie upływały jednostajnie, jeden podobny do drugiego. Monotonia, powtarzalność i przewidywalność działały na Snape uspokajająco, i po kilku miesiącach nauczyciel wyciszył się i zaczął się zastanawiać nad tym, co się wydarzyło. Snape wiedział, tak jak wszyscy, że Black był strażnikiem tajemnicy Potterów i że zdradził. Można się było tego po nim spodziewać, po tym jak się zachowywał i co mi robił w szkole, myślał posępnie nauczyciel, jednocześnie zdumiewając się nad bohaterską postawą Glizdogona, zupełnie nie pasującą do tego tchórzliwego kanalii, którego znał. Durny Potter, bezrefleksyjnie ufał ludziom, którzy według niego byli godni zaufania. Dla Severusa konieczność dalszego życia obarczonego winą za śmierć Lily była nie do zniesienia, więc zrzucił odpowiedzialność za jej śmierć na głupotę Pottera... Tak było mu o wiele łatwiej żyć. Severus zastanawiał się, czemu Czarny Pan poniósł klęskę? Nie mogąc samodzielnie rozwikłać tej zagadki, pewnego dnia zwrócił się o pomoc do Dumbledore.
-Czy wiesz coś na temat nieśmiertelności twojego Pana?- Albus zadał mu niespodziewane pytanie, pozornie nie związane z poruszonym tematem i Snape spojrzał na niego zdziwiony.
-Niewiele. Czarny Pan mówił nam, że poczynił znaczne postępy na drodze ku nieśmiertelności, nic konkretnego. Zrozumiałem, że jak sam osiągnie nieśmiertelność to uczyni nieśmiertelnymi swoje godne sługi... Ja nie jestem godny, wiesz dlaczego,- Severus lekko się uśmiechnął,- więc za bardzo się nad tym nie zastanawiałem.
Dumbledore zamyślił się.
-Tom Riddle jest już nieśmiertelny, stracił ciało ale odzyska je, nie wiem kiedy ani w jaki sposób, ale odzyska je i wróci. Musisz stale o tym pamiętać, Severusie.
-Ale w jaki sposób odszedł? Co się wydarzyło?
-Trafiła go jego własna Avada, - Dumbledore uśmiechnął się.
-Skąd to możesz wiedzieć?
-Wyczytałem to w umyśle Harrego.
- W oczach niemowlęcia?
-W dziecięcych oczach można wyczytać wszystko, Severusie.
-Mógłbyś mi powiedzieć, co zobaczyłeś?
Dumbledore ponownie się zamyślił. Snape był niezwykle sprytnym, inteligentnym magiem, a motywacja jego działań i lojalność była jasna i jednoznaczna, więc dobrze byłoby aby wiedział trochę więcej niż inni. Po chwili zastanowienia, dyrektor rozpoczął wyjaśniać Severusowi co się według niego wydarzyło tej strasznej nocy.
-Harry stał w łóżeczku, Voldemort był przy drzwiach, a Lily stała pomiędzy nimi. Voldemort dał Lily wybór, kazał się jej odsunąć, ale czarownica nie posłuchała go. Co było dalej, to są jedynie moje przypuszczenia. Myślę, że Lily w momencie gdy podążała ku niej Avada rzuciła swoje życie pomiędzy nich jako tarczę, i twój Pan przeklinając Harrego, został uderzony własną, odbitą klątwą. Lily mogła zrobić tą magię bo miała wybór, nie musiała ginąć. Dobrowolnie wybrała śmierć aby ochronić syna, dlatego ten czar zadziałał.
Severus spuścił głowę zakrywając twarz włosami, a po chwili rękoma i Dumbledore objął go bo lękał się, że dzieciak znowu straci panowanie nad sobą. Śmierciożerca wsparł czoło na ramieniu opiekuna. Jaki ja byłem głupi, jak mogłem być tak pewny, że Lily pogodzi się ze śmiercią dziecka, jak mogłem nie przewidzieć jej miłości do synka, jak mogłem być tak egoistyczny myślał wściekły, nienawidząc siebie w tym momencie jak chyba nigdy dotąd.
- W porządku, Severusie?- W głosie dyrektora była słyszalna troska.
Snape pokiwał głową.
-W porządku. Musisz mieć niezłą zabawę, gdy tak odkrywam się przed tobą.
-Co ty mówisz, Severusie? Twój ból, twoje cierpienie świadczy bardzo dobrze o tobie, świadczy o twoim człowieczeństwie świadczy, że czarna magia nie zawładnęła tobą do końca świadczy, że jest jeszcze dla ciebie szansa. To jest piękne Severusie, twoja miłość i cierpienie. To jest jedyny jasny punkt w twojej mrocznej duszy.
-Co może być pięknego w cierpieniu?-Gorzko zapytał Severus.
-Cierpienie pomoże ci oczyścić duszę i zawrócić z drogi którą podążasz. Napijesz się trochę wina skrzatów? Albo miodu, mam najlepszy, od Rosemarty.
-Wino skrzatów, - poprosił Severus.
Chłopak wolałby ognistą, ale dyrektor jakąś nigdy nie miał tego trunku, więc już nawet nie wspominał o tym. Czarodzieje siedzieli w dyrektorskim gabinecie, w wygodnych fotelach ustawionych przy niewielkim stoliku, na którym w dwóch filiżankach stała niedopita kawa i leżały słodycze. Był wieczór, na dworze było ciemno i zimno, błonia i parapety okien pokrywały dywany śniegu, a jezioro było skute lodem. Czarodzieje w tym dniu nie mieli już żadnych obowiązków. Na stole, jak z rękawa, pojawiła się butelka wina i dwa kieliszki. Butelka przechyliła się magicznie napełniając kieliszki czerwonym, błyszczącym w świetle kominka trunkiem. Severus chwycił podpływający ku niemu pucharek.
- Cieszę się, że w trakcie lekcji panujesz już nad swoimi emocjami, naprawdę bardzo się cieszę Severusie. A, dziecko, i nie życzę sobie, abyś nadal zajmował się czarną magią. Proszę, oddaj do biblioteki "Najstraszliwsze, czarno magiczne klątwy i uroki."
-Nie możesz mi tego zabronić, - butnie odpowiedział młody czarodziej.
-Owszem, mogę. Nie chcę cię upokarzać publicznie zakazując pani Pince wypożyczać ci takie księgi, więc proszę cię, stosuj się do tego zakazu.
-Ale dlaczego Albus, przecież wiedzieć to nie znaczy używać.
-Mało to ludzi straciło przez ciebie życie? Do ilu śmierci się przyczyniłeś, Severusie? - Zimnym głosem zapytał Dumbledore, twardo patrząc w oczy chłopaka.
Severus na powrót spuścił głowę, zakrywając twarz rękoma. Lily, ta jedna myśl kołatała mu w głowie a Albus, nie wiadomo jak, wiedział o czym myśli chłopak.
-Śmierć Lily jest najmniejszym z twoich grzechów, Severusie. Zrozumiesz to kiedyś.
-Lily żyłaby, gdyby nie pochłonęła mnie czarna magia, -Snape jęknął, nie odrywając rąk od twarzy.
-Nie wiem, czy by żyła Severusie. Chciała walczyć, nie wiem czy by przeżyła nawet jeżeli nie zostałbyś śmierciożercą.
-Czarny Pan nie odszedłby wtedy pokonany,- Severus odsłonił twarz, patrząc pustym wzrokiem.
-Nie. Pokonała go twoja miłość do Lily i miłość Lily do synka.
-Moja miłość? O czym ty mówisz, Dumbledore?
Dyrektor uśmiechnął się lekko i wyjaśnił: -Gdybyś nie prosił swego Pana o Lily, to dziewczyna nie otrzymałaby możliwości wyboru i zostałaby zabita nim zdołałaby o czymkolwiek pomyśleć. Mając wybór, wybrała życie dla syna, nie dla siebie.
-Czarna magia mnie już nie pochłonie, nie będę jej stosował, obiecuję. Proszę, pozwól mi studiować te księgi. Czym mam zająć umysł, żebym nie popadł w obłęd?
- Czarna magia już dawno cię pochłonęła Severusie. Chce, żebyś się wyzwolił z pod jej wpływu. Kiedyś zrozumiesz, jakie to jest dla ciebie ważne. Znajdę dla ciebie jakieś ciekawe zajęcie, dziecko. Uzdrowiciele byli bardzo zadowoleni ze współpracy z tobą, jeżeli jesteś gotowy, będą ci przysyłać zamówienia do Hogwartu.
-Jestem gotowy.- Severus pokiwał głową.
Czarodzieje, każdy myśląc o swoich sprawach, powoli sączyli wino skrzatów. Po dłuższej chwili, Dumbledore wykonał nieznaczny ruch ręką i w jego dłoni pojawiła się opasła księga.
- Proszę Severusie, to jest prezent dla ciebie, -powiedział z uśmiechem. -'Najstraszliwsze klątwy i uroki, metody i możliwości odczyniania i leczenia", to cię powinno zainteresować. Autorzy skupili się nie na tym jak przeklinać, tylko na odczynianiu i leczeniu. Zaprezentowane w tej książce podejście jest bardzo ciekawe i dość nietypowe, bo jest uwypuklona rola eliksirów w unieszkodliwianiu klątw i są przedstawione metody łączenia eliksirów z przeciwurokami.
Severus, zaintrygowany tym co powiedział Dumbledore, wziął opasłe tomiszcze i zagłębił się w czytaniu. Chłopak zachowywał się swobodnie przy Albusie, bo w ostatnich miesiącach odsłonił się przed nim w tak bardzo, że jakiekolwiek udawanie nie miałoby sensu. Severus był zdziwiony tym, że Dumbledore w żaden sposób nie wykorzystał jego słabości których był świadkiem, że był serdecznie i ciepło do niego nastawiony, że go chronił i bronił. Snape pławił się w cieple i przyjaźni, którą otoczył go Dumbledore. Chłopak wiedział już w jakiś sposób, że Dumbledore go nie skrzywdzi ale wiedział również, że musi bezwzględnie, bez dyskusji wykonywać polecenia dyrektora, bo inaczej zostanie do ich wykonania przymuszony i będzie ukarany. Dumbledore nie przeklinał Crucio jak Czarny Pan ani nie karał fizycznie, jednak to co mógłby mu zrobić, było równie nieprzyjemne. Snape coraz bardziej zdawał sobie sprawę, że jest całkowicie zależny od dyrektora. Severus siedział swobodnie rozparty w fotelu, skupiony na czytaniu i coraz bardziej zafascynowany opasłym tomiszczem, które właśnie studiował. Jego umysł błyskawicznie przyswajał śpiewne inkantacje i modyfikował skomplikowane eliksiry, które były opisane w księdze. Albus popijając wino, z uśmiechem obserwował skupionego na czytaniu, zaniedbanego młodzieńca o bladej cerze i tłustych, czarnych włosach. Po dwudziestu minutach Snape uniósł głowę znad książki.
-Będę potrzebował publikacji o czarno magicznych eliksirach i o przeciwurokach.
-Możesz korzystać z biblioteki szkolnej, szpitalnej, możesz zamawiać księgi na koszt szkoły. Daję ci w tym wolną rękę. Nie życzę sobie, abyś zajmował się czarną magią, urokami i klątwami. Będę wiedział jakie książki wypożyczasz i zamawiasz. Jeżeli nie dostosujesz się do mojego polecenia, będę interweniował.
-Dobrze Albus, rozumiem, - Snape pokiwał głową.
Czarodzieje siedzieli jeszcze długo w noc przy winie i słodyczach, omawiając co bardziej interesujące aspekty tej pasjonującej księgi.
Ze względu na niedawną śmierciożerczą przeszłość, żaden z nauczycieli nie utrzymywał kontaktów towarzyskich z nowym kolegą i były czarnoksiężnik był traktowany jak powietrze, wiec Albus starał się spędzać z nim każdą wolną chwilę. Stary czarodziej dobrze znający życie i ludzi wiedział, że po kilku latach koledzy nauczyciele wybaczą mu, zapomną i zaakceptują go.
xxx
Severus nie mógł pogodzić się z zakazem studiowania czarnej magii... Robił to od dzieciństwa i brakowało mu tego, ale też nie zdobył się na odwagę aby złamać zakaz dyrektora bo dobrze wiedział, że zostanie wtedy ukarany. Czarnoksiężnik mający bardzo niewielkie poczucie własnej wartości lękał się publicznego upokorzenia i Dumbledore, który poświęcił dużo czasu aby go poznać, dobrze wiedział gdzie uderzyć i czym mu zagrozić aby osiągnąć zamierzony efekt. Jednak Snape nie zmierzał tak łatwo zrezygnować i w czerwcu aplikował na stanowisko nauczyciela obrony przed czarną magią w Hogwarcie. Zdziwiony Dumbledore, poprosił Severusa do swego gabinetu. Snape stanął przed szefem z chmurnym obliczem i wysłuchał tego, czego się spodziewał.
-Nie Severusie, nie ma mowy, wytłumaczyłem ci już dlaczego. Przykro mi, że tego nie rozumiesz,- powiedział Dumbledore, i powtarzał te słowa co roku.
Snape systematycznie aplikując na to stanowisko wyrażał w taki sposób niezgodę na wymuszoną przez Dumbledore niemożność studiowania czarnej magii, nie spodziewając się pozytywnego załatwienia swojej sprawy.
xxx
Wiosną 1982 roku, w gabinecie dyrektora Hogwartu pojawił się emerytowany nauczyciel eliksirów, Horacy Slughorn. Albus ucieszył się na widok przyjaciela z Syltherinu, oklumując zaciekawienie prawdziwym powodem tej niespodziewanej wizyty.
-Co cię sprowadza Horacy? Wreszcie przypomniałeś sobie o mnie?- Z uśmiechem zapytał Dumbledore.
-Nie narzekaj. Odkąd zostałeś dyrektorem nie miałeś dla mnie zbyt wiele czasu,- Horacy też się uśmiechnął.
-Siadaj proszę, mam najlepszy miód od Rosemarty, taki jaki lubisz, kandyzowane ananasy też się znajdą,- Albus ciepło spojrzał na byłego kochanka. Dyrektor dobiegał setki a Horacy osiemdziesiątki i miłosne igraszki dawno nie były im w głowach, ale przyjaźń i sympatia pozostała.
Czarodzieje usiedli w wygodnych fotelach popijając miód, podjadając słodycze i rozmawiając o dawnych, dobrych czasach. Dumbledore spokojnie czekał, aż Horacy ujawni cel swojej wizyty.
-Jak ten Snape sprawuje się jako nauczyciel?- Zapytał Horacy.
-Jest bardzo fachowym nauczycielem i ma łatwość przekazywania wiedzy,- Dumbledore już wiedział, jaki to interes ma do niego Slughorn.
-Śmierciożerca? Czarnoksiężnik? Jak taki człowiek może być dobrym nauczycielem, Albusie?
-Wyraził dogłębną skruchę i chęć zerwania z przeszłością.
-I ty mu wierzysz?
-Wierzę.
Sprytny ślizgon zdumiał się nad zaćmieniem umysłu prawego gryfona. Widząc, że nic u niego nie zyska w taki sposób, zdecydował się na szczerość.
-Albusie, czy wiesz, że Ten Którego Imienia Nie Można Wymawiać zmusił mnie do przejścia na emeryturę? Przecież ten chłopak jest jego szpiegiem, Albusie przejrzyj wreszcie na oczy! Nie chciałem odchodzić na emeryturę, źle się czuję poza Hogwartem, chciałbym wrócić.
Dumbledore zamyślił się, zapatrzony w złocistą szklanicę miodu, którą trzymał w ręku. Po dłuższej chwili oderwał wzrok od trunku i przemówił, z zastanowieniem, starannie dobierając słowa.
-Domyślałem się tego, Horacy. Czy zdajesz sobie sprawę, że Tom Riddle jest nieśmiertelny?
-W jaki sposób?
-Horkruksy,- krótko odpowiedział dyrektor.
Słysząc te słowa, Horacy zbladł jakby miał za chwilę zemdleć.
-Wiesz coś na ten temat?- Zapytał dyrektor, widząc reakcję przyjaciela.
Slughorn pokiwał głową.
-Tak, kiedyś, przed laty wypytywał mnie o to,- odpowiedział bardzo zdenerwowany ślizgon.
-Mógłbyś pokazać mi to wspomnienie?
-Tak, oczywiście Albusie, ale czy jesteś tego pewien?-Slughorn nawet nie usiłował ukryć przerażenia.
-Tak,- odpowiedział pewnie Dumbledore.
Albus przywołał myślodsiewnię i Horacy dotknął różdżką skroni. Biała nić wspomnień wylądowała w tym czarodziejskim naczyniu.
-Muszę już iść Albusie, bardzo się spieszę, właśnie przypomniałem sobie o czymś ważnym, - zdenerwowany Slughorn informował oklumującego rozbawienie dyrektora.- A, i tej rozmowy nigdy nie było, Albusie.
-Oczywiście Horacy, masz moje słowo,- powiedział Dumbledore, udając troskę.
Slughorn pożegnał się znikając w kominku i Albus wiedział, że będzie miał z nim spokój przez długie lata.
xxx
Proces resocjalizacji młodego śmierciożercy zatrudnionego w charakterze nauczyciela nie był ani prosty ani łatwy i wymagał od Albusa czujności i zdecydowanych reakcji gdy zachowanie podopiecznego było... Hmm... Niepożądane wychowawczo i niemożliwe do zaakceptowania. Dyrektor traktujący pracę jako pokutę, nieobarczony rodziną, chętnie podjął się tego pedagogicznego wyzwania. Po śmierci Lily, po tym jak sługa Voldemorta oznajmił mu, że zamierza odejść, dyrektor rzucił na niego czar wykrywający samouszkodzenia, ale także użycie czarnej magii i trucizn. Snape podejrzewał, że pryncypał go monitoruje, nie wiedział tylko w jakim stopniu. Nie buntował się, ani nie poruszał tego tematu bo nie miał wyboru i musiał się dostosować a właściwie, to wyborem był Azkaban. Śmierciożerca bardzo się kontrolował aby nie przekląć ucznia i przez kilka miesięcy mu się to udawało, lecz pewnego dnia nie wytrzymał. Na korytarzu, przed samą ciszą nocną przyłapał grupkę gryfonów z siódmej klasy, którym przewodził dumny i zarozumiały Araon Schmidt. Snape, w rozmowie z niewiele młodszymi od siebie uczniami, prawie rówieśnikami, początkowo był opanowany, ale gdy dumny potomek bogatego rodu zachował się arogancko i nauczyciel odniósł wrażenie, że nim pogardza, wtedy stracił panowanie na sobą i przeklął go krótkim Dolores. Gryfoni widząc co spotkało kolegę uspokoili się i dostosowali do poleceń. Snape odszedł, lecz nie zdążył nawet dojść do lochów gdy dyrektor poprosił go na rozmowę. Alchemik był trochę zdziwiony zaproszeniem. Gdy przekroczył próg dyrektorskiego gabinetu zorientował się, że Dumbledore jest wściekły.
- Siadaj Severusie, - dyrektor patrzył na nauczyciela ze stalą w oczach i Snape skulił się pod jego spojrzeniem. - Gdy zaczynałeś pracę poinformowałem cię, że w Hogwarcie nie stosujemy żadnych kar fizycznych, czy pamiętasz tą rozmowę?
-Przepraszam...
-Czy pamiętasz?
- Tak, -wyszeptał Snape.
-Severusie, jeżeli jeszcze raz tkniesz ucznia, to wylatujesz ze szkoły. Nie muszę ci przypominać, że moje poręczenie nie będzie wtedy aktualne? Wolisz Azkaban?
-Nie,- zaprzeczył blady jak śmierć Snape, jakby ostania kropla krwi odpłynęła mu z twarzy.
-Przeprosisz pana Schmidta na lekcji, -cicho kontynuował dyrektor...
-Nie!- Przerwał mu Snape, -proszę, nie.
-Więc wolisz celę w Azkabanie?
-Nie, -jęknął Snape, spuszczając głowę i zakrywając twarz włosami.
-Wiec?
-Przeproszę,- wyszeptał ledwo słyszalnie.
-Bardzo dobrze. Jeżeli jeszcze raz coś takiego się powtórzy, to wylatujesz ze szkoły, -powiedział twardo Dumbledore. -Możesz już iść.
Nad drugi dzień, Snape miał lekcję z klasą owutemową do której uczęszczał pan Schmidt. W trakcie lekcji nauczyciel cały czas się oklumował, jego oczy były puste jak dwa tunele, a twarz przypominała maskę. Nikt nie był świadom wściekłości i pogardy dla siebie, które gościły w jego sercu. Zajęcia były prowadzone bardzo fachowo, nauczyciel umiał przystępnie przekazać swoją rozległą wiedzę więc uczniowie chłonęli każde słowo pełni szacunku dla wiedzy i umiejętności nauczyciela, ale Snape nie dostrzegał tego. Nadal, jak w swoich szkolnych czasach, czuł się kimś gorszym, kimś godnym pogardy, wyśmiewanym biedakiem i półszlamą. To co musiał uczynić, to co kazał mu zrobić Albus było dla niego bardzo poniżające i gdyby nie mistrzowska oklumencja, pewno nie byłby w stanie przeprosić skazując się na Azkaban... Pewno przedtem z rozpaczy poprzeklinałby wszystkich... Po lekcji Snape stanął naprzeciw gryfona.
-Panie Schmidt, przepraszam pana za to co uczyniłem Panu wczoraj. Moje zachowanie było niedopuszczalne, - nauczyciel powiedział zimnym, matowym, pozbawionym emocji głosem odzwierciedlającym oklumowany umysł.
-Nic się nie stało, -odpowiedział zażenowany Araon. - To ja zachowałem się niewłaściwie, przepraszam, - dokończył nie patrząc nauczycielowi w oczy i równocześnie pakując książki, po czym wyszedł. Pozostali uczniowie, powstrzymując się od komentarzy, podążyli w jego ślady.
W miarę upływu dnia rosła pogarda Severusa do siebie... Gdyby to był koniec roku szkolnego, ostatnia lekcja... Ale jeszcze kilka miesięcy będę musiał prowadzić z nim lekcje... Pewno będzie drwił ze mnie i wyśmiewał za moimi plecami... Snape coraz bardziej odechciewało się żyć... Nienawiść do siebie rosła wraz z brakiem perspektyw i z bezsensem życia... Wieczorem położył się do łóżka i wbijając ostre paznokcie w skórę powoli ją rozrywał... Nie czuł bólu, ani nie widział krwi wsiąkającej w prześcieradło. Nagle, w komnacie pojawił się Dumbledore i twarz Snape wykrzywiła się wściekłością. Albus ujrzał śmierciożercę.
- Wynoś się, nie dotykaj mnie, zostaw mnie w spokoju!, - krzyczał.
-Uspokój się,- cicho powiedział Dumbledore.
Snape uniósł głowę i spojrzał na niego. W oczach dyrektora nie było już tych stalowych błysków, tylko smutek i troska. Severus ponownie opadł na poduszkę nie przestając zaciskać palców na okaleczonej skórze.
-Czego chcesz?- Warknął.
-Dlaczego? -Zapytał Dumbledore z bólem w głosie.
-Co dlaczego?
-Dlaczego to sobie robisz?
Snape uśmiechną się ironicznie i położył na boku wtulając twarz w poduszkę tak, aby nie patrzeć na rozmówcę.
-Bo mnie upokorzyłeś, a to boli, bardzo boli. Bo jestem od ciebie całkowicie zależny, jestem twoim więźniem i wykorzystujesz to.
-Tak myślisz?- Zapytał zaszokowany Albus. - Przeprosiny nazywasz upokorzeniem? I w jaki sposób wykorzystuję twoja zależność?
-Tak to odczuwam. Proszę cię Albus, zostaw mnie, odejdź.
-Ale dlaczego? - W głosie Dumbledore była słyszalna prośba.
Właściwie, to dlaczego? Snape zastanowił się nad pytaniem.
- To są chyba naturalne odczucia, po tym co kazałeś mi zrobić.
- Nie, - powiedział zdecydowanie Dumbledore.
- To nie wiem, - odburknął po chwili, nadal nie patrząc na niego.
- Severusie, proszę, daj sobie pomóc, - powiedział Dumbledore, kładąc rękę na jego ramieniu, i gdy chłopak nie oponował, to czarem oczyścił zaschłą krew i zasklepił rany, po czym patrząc na plecy rozmówcy powiedział: - Uczniowie są pod wrażeniem twoich umiejętności, wiedzy i łatwości z jaką się nią dzielisz. Mają do ciebie szacunek i podziwiają cię.
- Nie wierzę w to.
-Czemu tego nie dostrzegasz? - Szepnął Albus.
Snape zastanowił się.
-Jestem półszlamą, w szkole wyśmiewano się ze mnie, z moich ubrań, biedy... Najbardziej twoi gryfoni, ale inni też traktowali mnie z taką... Wyniosła pogardą. Najlepiej czułem się na Nokturnie, zresztą wiesz. Czemu mnie dręczysz, przecież zrobiłem to co chciałeś.
- Nie twoje pochodzenie, ale to co osiągniesz w życiu określi ciebie, Severusie. A możesz osiągnąć bardzo wiele. Twoje czyny określają kim jesteś, a nie twoi rodzice ani nie środowisko z jakiego się wywodzisz czy majątek. Ilu bogatych, czystej krwi czarodziejów tak nisko upadło, że stracili wszystko? Syriusz Black, Barthy Crouch junior... Byłeś torturowany, znęcano się nad tobą i dokuczano ci, stąd brak poczucia własnej wartości i pogarda dla siebie, ale musisz mieć świadomość, że niczym nie zasłużyłeś na taki los i takie traktowanie, że to oprawcy są winni, nie ty. Stosując kary fizyczne, przeklinając, bezwiednie gotujesz swój los młodzieży która jest pod twoja opieką i którą winieneś jako nauczyciel chronić.
-Rozumiem, - cicho, po dłuższej przerwie, powiedział w poduszkę Snape.
-Severusie, nie będę tolerował krzywdzenia uczniów i jeżeli to się jeszcze raz powtórzy, jeżeli jeszcze raz tkniesz ucznia, to spełnię swoją groźbę.
-Wiem, - wyszeptał Severus.
-Jak zamierzasz panować nad sobą?
Snape zdziwiła troska słyszalna w głosie dyrektora, więc wreszcie oderwał głowę od poduszki i spojrzał na niego.
-Oklumując się.
-Nie widząc twoich uczuć młodzież będzie nieufna, będzie się ciebie bała, nie nawiążesz żadnych pozytywnych relacji...
-Znasz jakiś lepszy sposób?- Zapytał ironicznie. - Może to i lepiej, - dodał po chwili.
Dumbledore nie odpowiedział na to pytanie.
Od tego czasu, Snape nigdy, przenigdy, nie dotknął ani nie przeklął ucznia. Gdy był bardzo zdenerwowany to krzyżował ręce na piersiach wbijając palce w ramiona, aby poczuć ból i aby nie zrobić jakiegoś głupstwa.
xxx
Rok szkolny 1981/1982 powoli zbliżał się ku końcowi, i hogwarcka młodzież cieszyła się ze zbliżających wakacji. Albus Dumbledore, dyrektor tej magicznej placówki miał kłopot, bo nie wiedział co zrobić z nauczycielem eliksirów, Severusem Snape. Nauczyciel nie mógł zostać w Hogwarcie, bo szkoła na okres wakacji była magicznie zamykana i Severus byłby więźniem w swoich kwaterach, a tego Albus zdecydowanie nie chciał. Severus nie mógł też powrócić do domu, bo Albusowi ciężko byłoby wyciągać go potem z Azkabanu, gdyby już tam trafił. Kilka miesięcy po upadku Voldemorta w czarodziejskim społeczeństwie nadal panowała ogromna nienawiść do śmierciożerców, a miejsce zamieszkania Snape było znane. Albus wiedział też, że nie uzyska dla niego zgody na deportację poza teren Wysp, więc nie mógł go zabrać na Kontynent gdzie zwykle spędzał wakacje. Dumbledore znalazł rozwiązanie tego problemu przed samym końcem roku szkolnego.
-Severusie, myślałeś już gdzie spędzisz wakacje?- Zapytał Dumbledore, któregoś czerwcowego wieczoru. Dyrektor odwiedził podwładnego w jego kwaterach, zastając go przy kociołku, wrzącego jakiś skomplikowany eliksir. Snape niezadowolony, że Dumbledore mu przeszkadza, zabezpieczył eliksir i poprosił przełożonego do saloniku.
-Napijesz się czegoś?
-Wina skrzatów, - Dumbledore uśmiechnął się.
Severus magicznie przywołał butelkę, i gdy napełnione czerwonym płynem kieliszki podpłynęły ku nim, powiedział:
-Nie, nie myślałem o tym.
-Znalazłem odpowiednie miejsce w którym spędzisz wakacje, przygotuj się, deportujemy się tam w piątek wieczorem.
-Co masz na myśli?
-Niespodzianka,- dyrektor radośnie uśmiechnął się, a w jego oczach mignęły wesołe ogniki.
Severus nie lubił niespodzianek, ale Albus się tym nie przejął. Nauczyciel nie wypytywał się, bo już na tyle znał dyrektora iż wiedział, że jak nie chce czegoś powiedzieć, to nie powie.
Więc w piątek wieczorem, Severus będący w bardzo ponurym nastroju, oczekiwał dyrektora w swoich kwaterach. Nagłe pojawienie Dumbledore poprzedziło magiczne pukanie.
-Gotowy, Severusie?
Dyrektor, w przeciwieństwie do podwładnego, był w bardzo radosnym, wakacyjnym nastroju, ciesząc się z zakończenia roku szkolnego podobnie jak jego uczniowie.
-Tak,- burknął niegrzecznie Snape.
Chłopak rozważał spędzenie wakacji w swoich kwaterach, w lochach, czytając i warząc. To wcale nie byłaby taka zła opcja, czarodziej był zdecydowany poprosić o to dyrektora gdyby "niespodzianka" była zbyt przykra.
-No, to znikamy, Severusie,- radosny Albus chwycił nauczyciela razem z jego kufrem i po chwili, zdziwionym oczom Snape ukazał się niewielki parterowy domek stojący na zasnutym rzadką mgłą, porośniętym niezbyt gęstym lasem klifie, a w dole siwe morze leniwie toczyło swe fale.
-Ależ tu jest pięknie, - wyszeptał zdumiony Severus. -Gdzie jesteśmy?
-Nad walijskim klifem, w nienanoszalnej posiadłości.
-Czyjej?
-Mojej,- Albus uśmiechnął się. - Chodź, zakwaterujesz się, cieszę się, że ci się tutaj podoba.
Domek był bardzo urokliwy, dwie niewielkie sypialnie, biblioteka z miejscem do pracy z dużym oknem zwróconym ku morzu, pracownia eliksirów mieszcząca się w przybudówce, niewielka kuchnia połączona z jadalnią. Dumbledore wprowadził Severusa do sypialni z widokiem na morze licząc, że monotonny szum i widok fal ześlą na niego spokój i sen.
Czarodzieje zrobili kolację i siedli za stołem, w jadalni z oknem zwróconym ku morzu.
- Możesz do woli korzystać z pracowni i z biblioteki. Zabrałeś coś, czym mógłbyś się zająć, Severusie?
-Oczywiście, -Snape uśmiechnął się. - Od kilku miesięcy warzę eliksir przeciw bardzo rzadkim, starym klątwom zabijającym, - powiedział z pasją. - To jest bardzo trudne zadanie, bo przepis jest błędny i niepełny, ale mam nadzieję osiągnąć sukces w tym względzie.
-Cieszę się, dziecko. Jak będziesz czegoś potrzebował, to daj mi znać. Będę cię opuszczał, czasem na kilka dni, mam swoje sprawy do załatwienia, wybaczysz mi?
-Nie liczyłem, że spędzisz ze mną całe wakacje.
-Ach Severusie, i nie możesz opuszczać tej posiadłości, to jest chyba jasne?
-Tak.
Po kolacji Albus uprzątnął stół jednym machnięciem różdżki, i czarodzieje z kieliszkami wina w dłoniach usiedli na werandzie z widokiem na siwe morze, zamyśleni, cisi i spokojni.
Severus czuł się bardzo dobrze nad morzem, sam, z dala od ludzi. Rano warzył, popołudnia spędzał w bibliotece, a wieczory nad morzem, na niewielkiej plaży, na którą schodziło się po stromych stopniach magicznie wykutych w klifie.
Albus pojawiał się i znikał na kilka dni. Severus bardzo lubił troskę Albusa, to że stary czarodziej dba o niego i interesuje się tym co robi, bo tak niewielu osobom zależało na nim. Severus lubił wieczorne rozmowy z dyrektorem, zwykle prowadzone na tarasie z widokiem na morze.
- Wiesz Albusie, najlepiej czuje się sam ze sobą. Inni ludzie zupełnie nie są mi potrzebni. Męczą mnie kontakty z innymi a konieczność przebywania w grupie budzi we mnie przerażenie,- powiedział Snape pewnego letniego wieczoru.
-To normalne, moje dziecko, po tym co przeszedłeś jako śmierciożerca, po tym jak byłeś traktowany przez swego Pana.
-Wytłumaczysz mi to Albusie?- Snape ze zdziwienia uniósł brew.
Dumbledore westchnął.
- Riddle znęcając się nad wami postępował bardzo przemyślnie, poprzez tortury sprawował władzę nad wami i poddawał was coraz większej kontroli. Tortury odczłowieczają, Severusie. Musieliście jakąś "załatwiać" sprawę gniewu wywołanego przewlekłym dręczeniem. Rekompensatą za przebyte cierpienie zwykle jest zadawanie cierpień innym. Wasz Pan dobrze to rozumiał dziecko, i dawał wam swobodę w torturowaniu i znęcaniu się nad innymi, nad mugolami, nad swoimi wrogami.
-Ale co z tym ma wspólnego to, że nie lubię ludzi?- Zapytał zdziwiony Severus.
-"Nie lubisz ludzi",- westchnął Albus, powtarzając słowa czarnoksiężnika. - Taka osobowość jest typowa dla kogoś kto jak ty był przewlekle dręczony. Niepewność w świecie, wśród innych ludzi, brak wiary w siebie, zerwanie więzi społecznych, wroga i nieufna postawa wobec otaczającego świata, stałe uczucie napięcia i rozdrażnienia, wrażenie wyobcowania, nie tylko ty tego doświadczasz, Severusie.
Snape zamyślił się.
-Teraz, gdy rozumiem powód takiego zachowania, może będę mógł się zmienić?
Albus westchnął ponownie, słysząc te słowa.
- Nie sądzę, dziecko. Rozum nie wytłumaczy ani nie okiełza cierpienia a od przeżytych tortur nie ma ucieczki. Cała organizacja śmierciożerców jest naznaczona piętnem sadyzmu. Twój pan chce urzeczywistnić świat w którym tryumfują męczarnie, zniszczenie i śmierć.
-On wróci?
-Tak Severusie, on na pewno wróci, dlatego musisz być przygotowany.
-I nie powiesz mi, w jaki sposób Czarny Pan jest nieśmiertelny?
-Nie Severusie, przykro mi, ale tego nie mogę ci wyjawić...
Czarodzieje spędzili wiele letnich wieczorów na takich rozmowach, zapatrzeni w jednostajnie falujące i szumiące morze.
Pod koniec pobytu w tej magicznej posiadłości, Snape uwarzył to, nad czym pracował od kilku miesięcy i Dumbledore był pod wrażeniem. W pierwszej chwili zdumiony pomyślał, że chłopak zrealizował sen alchemików o stworzeniu złota z niczego, bo to co mu Severus pokazał przypominało gęste, płynne złoto.
-Nie, to nie jest złoto, Albusie, - uśmiechał się wyraźnie szczęśliwy alchemik. - To jest eliksir o potężnej mocy magicznej przeciw najstraszliwszym klątwom. Może kiedyś się przyda, - filozoficznie powiedział Snape, pakując eliksir do sterylnie czystych, szczelnie zamykanych pojemników.
Pod koniec sierpnia Albus wraz z wypoczętym i odprężonym Severusem powrócili do szkoły... Rozpoczynał się kolejny rok szkolny.
