A/N: Nie planowałam tego rozdziału, ale nieźle się ubawiłam to pisząc wczoraj wieczorem. I uprzedzam, nie jest aż tak fest romantyczny!
Z dedykacją dla Roxxie!
Roxxie: Et voila, możesz zobaczyć jak się czuł Alec
Demon-Lionka: Szatański pomysł na garnitur! Poważnie widziałam taki w sklepie z konfekcją męską...tylko bez dużej ilości brokatu.
Kokosz: Ja na prawdę ci obiecuję, że dam ci dramat, więc spokojnie. Pamiętaj, Intoxic nie rzuca słów na wiatr. I będzie noc poślubna, ale nie opiszę szczegółów, tylko zainsynuuje jak to się skończyło. Ale myślę, że ten rozdział powinien ci się spodobać. Powiedz mi, co sądzisz o tym, co zrobił Jace!
Ewelina: Wszystko wam dam. Od odczuć Alec'a, po odczucia dot. nocy poślubnej.
Glittery Angel: Pisząc o nocy poślubnej, bym musiała wam opisać szczegóły, a pamiętajcie, że Intoxic nie deprawuje nieletnich. Ale mam nadzieję, że spodoba ci się to, co napisałam.
Miłego czytania i jak zwykle czekam na wasze opinie.
Rozdział 32A. Razem, już na zawsze
By powiedzieć, że byłem zdenerwowany to tak, jakby nazwać katastrofę Titanica zwykłym wypadkiem łódeczki. W żołądku mi się przewracało, zlewały mnie siódme poty, serce waliło mi jak oszalałe. A to wszystko dlatego, że za trzy dni miałem wziąć ślub. Nigdy wcześniej by mi nawet przez myśl to nie przeszło. Ja, Alexander Gideon Lightwood, Nocny Łowca, gej…bierze ślub. I to nie z byle kim, tylko z samym Wysokim Czarownikiem Brooklynu, chodzącą kulą dyskotekową i choinką w jednym, Magnusem Bane'm. Jeszcze wciąż pamiętam, jak dyskutowałem o tym z mamą i konsul Penhallow.
-Alexandrze, jesteś pewien? Chcesz poślubić Magnusa?—zapytała mama, gdy siedzieliśmy w bibliotece Instytutu.
-Mamo, ja go kocham…I on jest tym jedynym dla mnie…ale rozumiem, że nie zgadzasz się i wiem, jakie jest prawo Nocnych Łowców…jestem gotów porzucić życie Nocnego Łowcy dla Magnusa…ja chcę z nim być mamo…chcę by był moim mężem.
-Kochanie…-zaczęła mama
-Alexandrze—przerwała jej Konsul—Rozumiem cię…mógłbyś zostawić nas same, na jakiś czas?
Byłem tak zszokowany, gdy kolejnego dnia mama mnie wezwała ponownie do Instytutu. Gdy powiedziały mi zmianie prawa…rozpłakałem się.
Potem przyszedł czas na oświadczyny…och…jak ja się stresowałem, gdy Magnus milczał, po tym, jak oświadczyłem mu się. Przysięgam na Anioła, że przez chwilę miałem obawy, że mnie odrzuci. I gdy rzucił mi się w ramiona, krzycząc TAK…miałem wrażenie, że dostanę zawału, ze szczęścia. Od teraz wszystko miało się zmienić…mieliśmy być już razem…na dobre i na złe…dopóki nas śmierć nie rozłączy.
Następnie nadszedł czas na przygotowania. Na Anioła, wszystko działo się w tak zwrotnie szybkim tempie, że czasami nie miałem pojęcia co się działo dookoła mnie. Z jednej strony mama, Jace i Izzy ciągali mnie po sklepach, w poszukiwaniu garnituru, z drugiej Magnus drążył temat menu i wystroju i listy gości. Koniec końców, zdecydowaliśmy, że mama i Jocelyn zajmą się kuchnią. Tym samym mieliśmy o jedno zadanie mniej. Co nie umniejszało tego, że przez ostatnie dwa tygodnie żyliśmy w istnym chaosie. Zaproszenia, lista gości, choć ta była najprostsza. Zaprosiliśmy tylko najbliższą rodzinę i przyjaciół. Ustawienie krzeseł i stołów, dzięki Aniele, za Simona i Luke'a, którzy nam pomogli. I zostały nam obrączki. Wybraliśmy proste z białego złota.
Gdy w końcu kupiliśmy dla mnie garnitur, po wizycie w ośmiu sklepach, nie tak łatwo znaleźć ładny złoty garnitur…ok złotą marynarkę i czarne spodnie wizytowe, mama naszyła na marynarce ślubną runę nocnych łowców. Tradycja. Choć szczerze żałowałem, że nie możemy mieć prawdziwej runy ślubnej. I wtedy z pomocą przyszła nam Clary, która stworzyła specjalnie dla nas runę małżeństwa.
Potem Jace zabrał mnie na wieczór kawalerski…
Rzeczy, które się tam działy, są nie do opisania. Pominę już fakt, że wyciągnął mnie do klubu ze striptizem, razem z Simonem i Jordanem. Kobieta, która rozbierała się dla mnie, była w połowie Azjatką i to chyba tylko dlatego byłem w stanie na nią patrzeć. Choć może jeszcze dlatego, że jej kostium był pokryty brokatem…w sumie nie tylko kostium, jej prawie nagie ciało też było pokryte brokatem. Nie, nie podnieciło mnie to…nie ten typ faceta…ale mojemu bratu i kumplom spodobało się.
-Widzisz Jace—zaczął Jordan—Mówiłem, żebyś załatwił striptizera, a nie striptizerkę.
-Poczekaj chwilę—odrzekł mój brat. Na chwilę przed sceną zrobiło się ciemno i opadła kurtyna. Po czym usłyszałem głos.
-Mamy tu dziś kawalera, który jutro bierze ślub—skądś mówił damski głos—Zapraszamy na scenę Alec.
By powiedzieć, że zrobiłem się czerwony na twarzy i speszony, gdy półnagi, czarnowłosy mężczyzna , w obcisłych, lateksowych bokserkach z ogonem kota przyczepionym z tyłu i kocimi oczami, ocierał się o mnie, jest niedopowiedzeniem. Gula zrobiła mi się w gardle, na czole wystąpiły krople potu, ręce mi się trzęsły, w środku mnie wrzało, gdy tańczył przede mną i zarzucił mi na szyję różowy szal boa. Z jednej strony mi się to podobało…nawet bardzo…ale z drugiej strony byłem zawstydzony. Tylko raz w życiu widziałem faceta, który robił dla mnie striptiz…i to było w zaciszu mojego domu i mojej sypialni i to był mój chłopak…mój narzeczony. Gdy w końcu skończył tańczyć i Jace hojnie mu zapłacił, poszedłem się napić. Nie pamiętam dokładnie ile drinków wypiłem, by się uspokoić po takim przeżyciu, ale musiało ich być sporo, bo kolejną rzeczą, jaką mój mózg zarejestrował, były ściany mojej sypialni w Instytucie, o poranku i moja matka szarpiąca mnie za ramię.
-Alexandrze!—powoli otworzyłem oczy—Wstawaj! Za siedem godzin twój ślub! Nie mamy czasu!
-Mhm…-tylko to zdołałem z siebie wydusić. Miałem potwornego kaca. W głowie mi dudniło. Czułem się tak, jakby ktoś wbijał mi gwoździe w mózg.
-Alec!—do pokoju wpadła Izzy, a zaraz za nią Jace z kubkiem kawy. Gdy tylko do moich nozdrzy doszedł zapach tego magicznego, czarnego płynu na pobudzenie, wyskoczyłem jak poparzony z łóżka i wyrwałem mu kubek z ręki. W kilka sekund opróżniłem naczynie, co się skończyło dla mnie źle. Nagle wypuściłem z rąk kubek i złapałem się za głowę. Na Anioła! Zaraz mi rozsadzi czaszkę!—Dalej, dalej…nie mamy całego dnia. A muszę cię przygotować, żebyś ładnie wyglądał. Włosy, strój, makijaż…
-Żadnego…makijażu!—syknąłem na nią. Jace podszedł do mnie i chwycił mnie za szyję. Przekręcił mi głowę i po chwili poczułem pieczenie od steli. Po kilku minutach dudnienie i mdłości przeszły—Dzięki Jace.
-Nie ma sprawy bracie—rzucił lekko. Blondyn obrócił się do naszej siostry—Izzy zostawisz nas samych?
-Dobra! Ale pamiętajcie, że musimy się przygotować!
Nasza siostra opuściła moją sypialnie, a Jace usiadł na moim łóżku. Usiadłem obok niego.
-To takie dziwne, że bierzesz ślub—zaczął znienacka. Uniosłem lewą brew w zapytaniu—Nie, nie, nie chodzi mi o to, że mam coś przeciwko, ale…cholera…nie sądziłem, że będziesz brał ślub z Brokatowym.
-Ja go kocham Jace—powiedziałem łagodnym tonem,
-Wiem. I mam nadzieję, że będziecie szczęśliwi. Zasługujesz na to bracie.
Chwilę przed ślubem, można powiedzieć, że miałem wątpliwości. Po głowie wciąż mi chodziły różne scenariusze, że może nam się nie udać, że może coś zrobię nie tak, że będę złym mężem. Stojąc przed lustrem i patrząc na swoje odbicie, zastanawiałem się, czy robię dobrze. Czy powinienem poślubiać Magnusa. A co jak nam nie wyjdzie? A co jak się rozstaniemy znowu, a co jeśli…
-Alec?—usłyszałem głos mamy—jesteś gotowy?
Mama weszła do mojej sypialni i zamknęła za sobą drzwi. Ja usiadłem niepewnie na łóżku i opuściłem głowę w dół.
-Kochanie co się stało?
-Czy ja dobrze robię mamo?—zapytałem cichym tonem. Poczułem, że mama usiadła obok mnie i objęła mnie. Automatycznie wtuliłem się w jej ramiona—Czy ja dobrze robię?
-Alec kochanie…kochasz Magnusa?
-Oczywiście, że tak.—powiedziałem pewnie—Kocham go nad życie
-To znasz odpowiedź na to, czy robisz dobrze.—spojrzałem na nią, uśmiechała się szeroko do mnie.
-Mam wrażenie, że zaraz zwrócę wszystko co dziś zjadłem—rzuciłem
-Kochanie to są nerwy. Ja przed ślubem z twoim ojcem…-zrobiła krótką przerwę. Ścisnąłem jej dłoń w geście pocieszenia. Tęskniła za ojcem, choć wielokrotnie ją skrzywdził—też się denerwowałam. To normalne.
Posiedzieliśmy jeszcze chwilę w ciszy, a potem musieliśmy się udać do szklarni.
Za pięć minut miałem wziąć ślub…
Gdy drzwi od szklarni się otworzyły, a Jace zaczął grać Marsza Mendelsona, serce waliło mi w tak szybkim tempie, że zadawało mi się, że zaraz wyskoczy mi z piersi. W żołądku znów zaczęło mi się przewracać. Miałem nawet wrażenie, że zaraz zemdleję. Ale wtedy obróciłem się i spojrzałem na Magnusa, i wszystkie moje troski i obawy zniknęły w oka mgnieniu. Gdy szedł pod ramię z Catariną, pomyślałem, że jest najpiękniejszą istotą na świecie. I jest tylko mój. I będzie tylko mój do końca naszych wspólnych dni.
Potem przyszedł czas na przysięgi. Denerwowałem się, że czegoś zapomnę, ale gdy spojrzałem w jego kocie oczy wypełnione miłością, wiedziałem, co powiedzieć. Widziałem łzy w jego złotych oczach, gdy wypowiadałem słowa swojej przysięgi. Poczułem kilka z nich na swojej dłoni, gdy wsuwałem mu obrączkę na palec od prawej dłoni. Kiedy Magnus wypowiadał słowa swojej przysięgi, moje serce trzepotało jak mały ptaszek w klatce, kolana mi zmiękły, w głowie mi się zakręciło. Na szczęście Magnus mocno trzymał moją dłoń. Gdy poczułem jego ciepło, natychmiast się rozluźniłem. Gdy po narysowaniu runy małżeństwa zajaśniały nad naszymi sercami, byłem już pewien, że dobrze zrobiłem, że będziemy razem już na dobre i na złe.
Na przyjęciu, o dziwo, bawiłem się świetnie. Nawet tańczyłem, oczywiście nie tylko nasz pierwszy taniec, kilka innych także.
-Kochanie—zaczął Magnus, gdy jedliśmy nasz tort weselny. Musiałem przyznać, że był wspaniały. Trzy piętrowy, śmietankowy, pokryty w połowie ciemnoczekoladową w połowie białą polewą, z ogromną ilością jadalnego brokatu – pomysł Magnusa, i figurkami z naszą podobizną na szczycie. I nie, nie zaskoczyło mnie to, że wyglądają dokładnie, jak my.—Dobrze się czujesz?
-Świetnie
-To dobrze—jego głos był tak przyjemny, że miałem ochotę słuchać go całą noc, nie ważne co mówił.—Niedługo musimy się zbierać.
No tak…nasza podróż poślubna. Początkowo sprzeczaliśmy się o to, gdzie chcemy pojechać. I po dwóch dniach, w końcu doszliśmy do porozumienia, właściwie to Magnus mnie przekonał, bardzo interesującymi metodami, że powinniśmy dokończyć w końcu naszą podróż dookoła świata. Więc stanęło na tym, że pojedziemy w kilka miejsc. Na co się cieszyłem. Chciałem odpocząć trochę od naszego codziennego życia. Chciałem spędzić czas tylko i wyłącznie z moim mężem… Na Anioła! Jak trudno mi się do tego przyzwyczaić, że Magnus już nie jest moim chłopakiem, tylko mężem. Pewnie trochę czasu mi zajmie, zanim naturalnie będę nazywać go moim mężem.
Ale zanim przyszedł czas na naszą podróż poślubną, czekała nas jeszcze jedna część. Mianowicie noc poślubna. Magnus nie chciał mi zdradzić, gdzie mnie zabiera. A ja tak chciałem wiedzieć, nie lubię, gdy mi nie mówi takich rzeczy. W głowie wciąż się zastanawiałem, gdzie mnie zabierze. Do jakiegoś hotelu? Już do jednego z miejsc z naszej podróży poślubnej?
-Wszystko macie?—zapytała mama, gdy staliśmy przed portalem. Zdecydowaliśmy, że tak będzie szybciej.—Alec, bierzesz tylko jedną walizkę?
-Nie sądzę, że w ogóle ciuchy będą mu potrzebne—rzucił Jace, głupawo się uśmiechając i wzruszając brwiami. Na Anioła! Moje policzki zrobiły się w kolorze wina, byłem tego pewien—Założę się, że w ogóle nie wyjdą z pokoju hotelowego.
-Jace!—syknąłem na niego. Moje rodzeństwo zaczęło się śmiać, a mama spojrzała na nas trochę zawstydzona. Magnus tylko przewrócił oczami i pożegnał się ze wszystkimi. Następnie ja się pożegnałem i przestąpiliśmy przez portal.
Gdy otworzyłem oczy, zauważyłem, że jesteśmy przed wejściem do znajomego mi hotelu.
-Paryż?—zapytałem z niedowierzaniem—Wybrałeś Paryż?
-Mam stąd bardzo przyjemne wspomnienie z moim byłym chłopakiem—spojrzałem na niego zagubiony—No wiesz, z moim obecnym mężem.
-Idiota—szturchnąłem go.
Weszliśmy do środka i Magnus od razu odebrał klucze. Spodziewałem się, że wybierze nasz apartament, ale byłem zdziwiony, gdy pojechaliśmy na ostatnie piętro hotelu. Kartą magnetyczną otworzył drzwi i wpuścił mnie pierwszego. Od samego wejścia, przez cały korytarz były rozsypane płatki czerwonych róż, przy ścianach stały zapalone świece, unosił się zapach drzewa sandałowego…Romantyczny nastrój. Zostawiliśmy nasze walizki w holu i przeszliśmy do sypialni. Na łóżku było ułożone serce z płatków róży, w kuble chłodził się szampan, na szafce nocnej stały dwa kieliszki. W kominku było rozpalone drewno, które dawało przyjemne ciepło, przed kominkiem leżał rozłożony biały, puchaty dywan. Wszystko to wyglądało pięknie. I moje serce się radowało, że byłem tu z mężczyzną moich marzeń.
Zdjąłem z siebie kurtkę skórzaną, na szczęście jeszcze w domu zdążyliśmy się przebrać w normalne ciuchy, zanim tu przybyliśmy. Więc teraz miałem na sobie wygodne czarne, nowe, jeansy i granatową koszulę zapinaną na guziki. Magnus miał oczywiście obcisłe, skórzane spodnie i jasnozieloną koszulę, pokrytą brokatem.
Tak, moje serce się radowało, a mój żołądek był istną kolejką górską. Znów byłem zdenerwowany, znów miałem ochotę uciec i ochłonąć. A przecież nie miałem się czego bać. Byłem tu z Magnusem. On nie mógłby mi zrobić krzywdy. Nigdy. To dlaczego, na Anioła, tak się stresuję?
-Skarbie, dobrze się czujesz?—zapytał nagle. Spojrzałem na niego ogłupiale—Aniele marszczysz czoło i to da ci zmarszczki paskudne, i ręce ci się trzęsą. Wszystko w porządku?
-Tak…
-Alexandrze, nie okłamuj mnie. Widzę, że coś jest nie tak. Powiedz mi.
Usiadł obok mnie na łóżku i wziął moje dłonie w swoje.
-Po prostu…denerwuję się…
-Czym ukochany?
-Nie wiem…na Anioła! Czuję się, jak wtedy, gdy kochaliśmy się po raz pierwszy. Jakbym znowu był prawiczkiem…agh…przecież tyle razy już uprawialiśmy seks, to czemu mam takie nerwy?
-Skarbie spójrz na mnie—podniosłem wzrok na niego. Jego oczy były takie łagodne, wypełnione uczuciem—Ja też się denerwuję…i nie ważne ile razy już spaliśmy ze sobą…ten raz jest bardzo ważny…to jest nasza noc poślubna…i to normalne, że się stresujemy oboje. Ale jeżeli nie chcesz, to nie musimy tego robić.
-Nie, to nie to…ja chcę…tylko…-nawet nie mogłem się wysłowić, tak mnie zjadały nerwy.
-Koteczku…nie musimy od razu wskakiwać do łóżka…po prostu nacieszmy się sobą. Pamiętaj jestem tu tylko ja i ty. I nic więcej się nie liczy. Tylko ty i ja.
-Kocham Cię Magnus—pocałowałem go subtelnie w usta.
-Ja ciebie też kocham mój niebieskooki Aniele
Magnus wyciągnął mnie na balkon. Ja oparłem się o balustradę, a mój czarownik objął mnie ramionami od tyłu, kładąc swój podbródek na moim ramieniu. Podziwialiśmy razem zachód słońca. Widok był przepiękny. Później przenieśliśmy się do pokoju i siedzieliśmy przed kominkiem, popijając szampana, trzymając się w ramionach nawzajem.
Aż w końcu oboje byliśmy gotowi.
Nasza noc poślubna, była najpiękniejszym, błogim i najwspanialszym aktem fizycznej miłości, jaki do tej pory przeżyliśmy razem.
Nasza cała podróż poślubna była wspaniałym przeżyciem. Byliśmy tam tylko we dwoje i to się liczyło.
Byliśmy razem, już na zawsze.
A/N: Podobało się?
Już nie było tak romantycznie, prawda?
Mówiłam wam już, że was kocham? Tak? No to powiem jeszcze raz. Kocham was i dlatego nowy dam wam JUTRO
PS. Kokosz, JUTRO to na prawdę ładne słowo! ;)
Tak, czy inaczej. Wyczekujcie jutra!
Intoxic
