Between the devil and the deep blue sea – wersja polska
Disclaimer: Nie posiadam praw autorskich do prac, które zainspirowały to opowiadanie. Bohaterowie, etc. należą do L.J. Smith i do Producentów serialu "Vampire Diaries" - "Pamiętniki Wampirów"
Jestem jedynie autorką swoich własnych, oryginalnych bohaterów.
Soundtrack rozdziału:
Kelly Clarkson/Glee Cast – I What Doesn't Kill You
Glee Cast – I'm Still Standing
Jason Mraz/Glee Cast – I Won't Give Up
Taylor Swift - Eyes Open
Florence & The Machine/Glee Cast - Shake It Out
Rozdział 34
Obudziłam się z tego samego koszmaru, który prześladował mnie często od czasu przemiany. Tym razem jednak trwało to dłużej niż zwykle. Kiedy otworzyłam oczy musiałam je przetrzeć kilka razy, żeby coś w ogóle zobaczyć.
Czułam się… dziwnie. Musiałam włożyć trochę wysiłku, żeby unieść się na łokciach. Wtedy zakręciło mi się w głowie i natychmiast upadłam z powrotem na poduszki. Dopiero kolejna próba zakończyła się sukcesem.
Zorientowałam się, że jestem na łóżku w sypialni Damona, całkowicie ubrana. Było ciemno, nie świeciło się żadne światło, a zasłony zostały zasłonięte.
Z trudem podniosłam się do pozycji siedzącej, a potem wstałam z posłania. Znów świat zawirował wokół mnie i musiałam się przytrzymać nocnego stolika, żeby się wyprostować. Miałam wrażenie, jakby przejechał po mnie czołg albo jakbym wpadła do pralki z wyżymaczką. Wszystko, absolutnie wszystko mnie bolało. Już zapomniałam jak to kiedyś było…
Bardzo powoli, stawiając niepewnie krok za krokiem, ruszyłam w stronę łazienki. W tym momencie cieszyłam się, że jestem akurat w sypialni Damona, bo zdążyłam ją doskonale poznać i bez trudu mogłam poruszać się po niej w ciemnościach, nawet mając tak osłabione zmysły jak w tym momencie. Normalnie widziałabym wszystko jak kot, ale wtedy było to najzwyczajniej w świecie niemożliwe. A jednak zdziwiło mnie, że spałam w tym miejscu, bo przecież ostatnie, co pamiętałam, to własną wściekłość, kiedy Damon podał swoją krew Elenie. Obiecałam sobie wtedy, że wrócę do własnej sypialni, szczególnie, że udało mi się wytrwać w postanowieniu i nie ulec urokowi Salvatore'a od momentu rozpoczęcia naszego zakładu.
Co się stało, że zasnęłam? Ktoś skręcił mi kark? Przecież powinnam to pamiętać!
Włączyłam podświetlenie lustra łazienkowego i zdębiałam. Wyglądałam jak półtora nieszczęścia: włosy miałam skołtunione i sterczące na wszystkie strony, a twarz i ubranie pokryte sadzą i… błotem? Do tego pod brudem byłam jeszcze bledsza niż zwykle. Nie było nawet mowy o tym, żebym mogła się dłużej oglądać w tym stanie. Niewiele myśląc, ściągnęłam z siebie nienadające się już do niczego ciuchy i wkroczyłam pod prysznic. Gorący strumień wody rozgrzewał moje ciało, jednocześnie zmywając z niego brud i dziwne napięcie, jakie mi towarzyszyło od obudzenia. Momentalnie poczułam się o wiele lepiej.
Damona obudził szum prysznica w łazience w jego sypialni. Normalnie może nie zwróciłby na to uwagi, ale w stanie, w jakim się przed chwilą znajdował, każdy dźwięk nabierał większej mocy. Dlatego właśnie to zabrzmiało, jakby znajdował się tuż przy wodospadzie i słuchał jego charakterystycznego dudnienia. Rozejrzał się dookoła. Naprzeciwko niego, na kanapie, spała Caroline. Znajdowali się na dole, w salonie. Co oni tu robili? Przecież dopiero co siedział dzień i noc przy ciele Marty…
Właśnie! Musiał tam natychmiast wracać! Jeśli odejdzie stamtąd choć kawałeczek, to ją zabiorą i spalą na proch, żeby oddać ją w tej postaci rodzinie… Przecież nie mógł im na to pozwolić!
Dzięki tej świadomości wytrzeźwiał jeszcze szybciej niż zwykle. Ruszył w stronę głównych schodów i przy okazji potrącił pustą butelkę po burbonie, co spowodowało, że spadła z ławy na podłogę. Ten odgłos obudził Blondie, ale się tym w ogóle nie przejął.
Im bardziej zbliżał się do swojej sypialni, tym głośniejszy był szum prysznica. Zaczęło się w nim gotować, że ktoś tak po prostu wkroczył na jego prywatny teren. Był głęboko przekonany, że to Katherine i zamierzał ostatecznie ją wykurzyć ze swojego domu, zapominając zupełnie, że gdyby nie zjawiła się z lekarstwem dla niego, to pewnie już by nie żył.
Jego najgorsze obawy ziściły się, kiedy wkroczył do sypialni, a tam z jego łóżka zniknęło ciało Marty! Szlag go trafił i zaraz skręcił do łazienki, gdzie stanął jak wryty. To nie Katherine, lecz właśnie Em brała u niego prysznic. Nie mógł uwierzyć własnym oczom, więc przybliżył się i zatrzymał dopiero obok niej, wciąż nie rozumiejąc, co się dzieje. A jednak, znał jej ciało prawie tak samo dobrze, jak swoje własne, więc nie mógł się mylić. Każda krzywizna jej postaci, każda krągłość, każda linia się zgadzała. Do tego spływała z niej gorąca woda, a jej skóra i piękne, długie brązowe włosy lśniły wręcz zdrowiem i kolorem. Gdyby nie był tak oszołomiony i zdumiony, pewnie natychmiast zesztywniałby na ten widok.
W końcu udało mu się wydobyć z siebie okrzyk zdumienia.
- Marta!
Dziewczyna, która do tego momentu miała zamknięte oczy, aż podskoczyła na dźwięk jego głosu i natychmiast uniosła powieki i spojrzała w jego stronę. W naturalny dla siebie sposób, w pierwszym odruchu zasłoniła się dłońmi - zawsze żartował z powodu tej jej wstydliwości, do której w ogóle nie miała powodów.
- Damon! – odpowiedziała okrzykiem na jego okrzyk i jej oczy zrobiły się wielkie jak spodki. – Dlaczego krzyczymy?!
Wydawała się całkowicie zdezorientowana i nie rozumiała, co się dzieje. To jednak naprawdę była ona! Wzrok go nie mylił! A nawet, jeśli to była jakaś głupia, pijacka wizja, zamierzał w pełni ją wykorzystać…
Ogarnęło go takie poczucie szczęścia i tak wielka radość, że nawet się nie zastanawiał, tylko w ubraniu wkroczył do niej pod prysznic i wziął ją w ramiona. Przyciskał ją do siebie tak mocno, że gdyby nie była wampirzycą, to mógłby ją zgnieść. Miał ochotę się rozpłakać, chociaż wydawało mu się, że ostatnie łzy popłynęły mu z oczu, kiedy czuwał przy jej martwym ciele zaraz po tym, jak przyniósł ją do domu po rytuale.
Odsunął się od niej tylko na ułamek sekundy, żeby ująć jej twarz w dłonie. Badał palcami jej rysy, dotykiem przypominał sobie delikatność jej skóry. Sprawdzał, czy rzeczywiście mu się to tylko nie przyśniło, bo wydawało się takie realne… To nie mógł być sen… Chyba nie był to nawrót halucynacji, jakie prześladowały go, kiedy był w gorączce?
Nie mógł nie przeprowadzić na niej ostatniej próby. Zanim zdążyła zareagować, pocałował ją tak, jak konający z pragnienia człowiek dopada do źródła wody. Gdyby to był tylko sen, nie mógłby nic poczuć, a ona by zniknęła zanim jeszcze otworzyłby oczy. Tymczasem, kiedy dotknął językiem czubka jej języka, usłyszał jak jęknęła i wtedy odpowiedziała na pocałunek. Położyła mu dłonie najpierw na ramionach, a potem zarzuciła mu je na szyję i zaczęła wplatać palce w jego włosy.
Była cała mokra i w tym momencie absolutnie gotowa, czuł to. U niego też oszołomienie i zaskoczenie w końcu minęło i pozostało jedynie obudzone przez pocałunek pożądanie.
Najprawdopodobniej zaraz zrzuciłby z siebie mokre ciuchy i zaczął się z nią kochać pod prysznicem, w strumieniu gorącej wody, ale w tym właśnie momencie usłyszeli za sobą krzyk Caroline.
- A, moje oczy! – kiedy odwrócili się oboje, Care zakrywała sobie twarz dłońmi, jakby chciała zapomnieć o tym, co właśnie zobaczyła. – Chyba już zawsze będzie mnie prześladować ta wizja. Damonie, co ci odbiło?!
Marta, z przerażeniem w oczach, natychmiast schowała się za nim, wyłączyła wodę i sięgnęła po duży, kąpielowy ręcznik. Owinęła się nim i wyszła spod prysznica. Salvatore podążył za nią i zorientował się, że sytuacja zaczyna go bawić coraz bardziej. Blondie najwyraźniej nie zauważyła, z kim właśnie obściskiwał się pod prysznicem.
Chwilę trwało, zanim Caroline zerknęła na niego przez palce i potem całkiem odsunęła dłonie od twarzy i posłała mu mordercze spojrzenie.
- Możesz sobie do woli zapominać o Marcie z każdą wysoką brunetką, jaka ci się tylko nawinie, ale nie wykrzykuj przy tym imienia mojej przyjaciółki, żeby mnie zmylić i żebym myślała, że to rzeczywiście ona! – Wciąż nie spojrzała w stronę Em. Jej zaś oczy robiły się z każdą chwilą większe i większe, aż w końcu zdobyła się, żeby powiedzieć:
- Care, ale o co ci chodzi? Przecież to ja, Marta!
Care w końcu spojrzała w moją stronę i w tym momencie zaczęła gapić się na mnie jak cielę na malowane wrota. Zauważyłam w jej oczach błysk przerażenia, przyłożyła dłonie do ust i wyraźnie nie mogła zupełnie uwierzyć, że mnie widzi.
Zdziwiła mnie bardzo jej reakcja. Zrozumiałabym, gdybym wciąż była naga, w ramionach Damona, ale przecież zanim zdążyła mnie zobaczyć wyraźnie udało mi się zakryć.
W ogóle cała ta sytuacja wydawała się po prostu absurdalna. Najpierw obudziłam się i wyglądałam jakby mnie przejechał czołg, potem Damon przyglądał mi się, mając w oczach obłęd pomieszany z… No z czym właśnie? Nie potrafiłam tego określić. Następnie pocałunek, który mnie powalił wręcz na łopatki i który ewidentnie prowadził do bardzo interesującego finału… Moje ciało jak zwykle zdradziło mnie i kazało zapomnieć o tym, że jestem wściekła na Salvatore'a… W końcu Caroline, która nas przyłapała in flagranti, a wydawało jej się, że zamiast mnie była tu jakaś obca dziewczyna. I jeszcze na dodatek nie mogła uwierzyć, że mnie widzi. O co w tym, do diabła, chodziło?!
Naprawdę nie rozumiałam tego, co miało miejsce. Trochę to trwało, jak Care patrzyła na mnie, jakby zobaczyła ducha (co, tak w ogóle, musiało być zaraźliwe, bo Damon na początku też zachował się podobnie, tylko że zaraz się na mnie rzucił. Jeszcze, zanim mnie pocałował, to jeszcze ściskał mnie tak mocno, że gdybym była zwykłym człowiekiem, to pokruszyłby mi chyba wszystkie żebra). W tym czasie zdążyłam się zorientować, że z całej postaci Salvatore'a ścieka woda – czemu nie można było się dziwić, w końcu wlazł do mnie pod prysznic w pełnym ubraniu! Żeby czymś zająć ręce, rzuciłam mu większy ręcznik z półki przy ścianie. Złapał go instynktownie, bo podobnie jak Care wgapiał się, jakbym była jakąś zjawą czy widziadłem. Reakcja Caroline musiała mu uświadomić, że coś się nie zgadza. Tylko, że ja nie miałam pojęcia, co to takiego!
W końcu jednak przyjaciółka zorientowała się, że nie rozpłynę się magicznie w powietrzu. Zaraz doskoczyła do mnie i uściskała mnie z całej siły, podskakując przy tym z radości.
- Em! Nie mogę uwierzyć, że to naprawdę ty! Jak…Jak to w ogóle jest możliwe?!
Przyciśnięta tak mocno przez Care, musiałam podskakiwać razem z nią i dopiero po dłuższej chwili dotarł do mnie sens jej słów. Kiedy się ode mnie odsunęła na moment, podejrzliwie popatrzyłam na jedno i drugie i założyłam ręce na piersi.
- Jak co jest możliwe? O czym wy w ogóle mówicie?!
Szok, który pojawił się na ich twarzach, byłby pewnie nawet komiczny, gdybym tylko w tym momencie nie zrobiła się nagle wkurzona. Nienawidzę być niedoinformowana!
Damon wymienił z Care serię niepewnych spojrzeń. Marta nie pamiętała całego rytuału! Sprawę tego, w jaki sposób nagle powstała z martwych, można było odłożyć na później.
- A co pamiętasz jako ostatnie? – spytał Em, a w jego głosie słychać było swego rodzaju rezerwę.
Zmrużyła oczy i przez chwilę się zastanawiała.
- Ostatnie, co pamiętam, to jak byłam na ciebie wkurzona na maksa za to, że dałeś Elenie napić się swojej krwi przed rytuałem, a co?
Oczy Caroline zrobiły się wielkie jak spodki.
- A…ale… przecież… - Nie dokończyła, bo nie wiedziała, co mogłaby na to powiedzieć.
Marta zmroziła ich oboje wzrokiem.
- To naprawdę fantastycznie, że chcecie uchylić przede mną rąbka tajemnicy… - Wciąż trzymając ręce na piersi, przeszła obok nich i zanim opuściła sypialnię Damona, odezwała się. – Proponuję, żebyście wspólnie znaleźli jakieś wyjaśnienie całej tej sytuacji, w czasie, kiedy będę się ubierać. Będę na dole za dziesięć minut.
Normalnie potrzebowałabym tylko pięciu, ale tym razem nie miałam okazji nawet wysuszyć włosów ręcznikiem, więc musiało to potrwać trochę dłużej. Nie mogłam już znieść tej konsternacji na ich twarzach oraz faktu, że żadne z nich nie chciało mi powiedzieć, co się stało.
Kiedy wkroczyłam do sypialni, którą traktowałam do tej pory właściwie tylko jako garderobę, przyszło mi do głowy, że może któreś z nich skręciło mi kark z jakiegoś dziwnego powodu i dlatego milczą… W głowie mi dudniło od tych domysłów i czułam, że zaraz będę miała migrenę – chyba pierwszą od czasu przemiany.
Wysuszyłam włosy tak szybko, jak tylko się dało i w samym białym komplecie bielizny La Perla stanęłam pośrodku garderoby, zastanawiając się, co mogę na siebie włożyć. Kiedy przesunęłam dłonią po swoich żebrach, zorientowałam się, że bolą, podobnie, jak reszta moich stawów i mięśni. Zupełnie tak, jakbym zardzewiała, jak Blaszany Człowiek z Czarnoksiężnika z Krainy Oz! Tyle, że to byłoby absolutnie bez sensu!
Zdecydowałam się nie zakładać niczego, co mogłoby niebezpiecznie ściskać mi bolące miejsca. Kiedy sięgnęłam po szpilki, zaraz musiałam cofnąć rękę, bo zakręciło mi się w głowie. Wysokie obcasy odpadały, nie utrzymałabym w nich równowagi. W ten sposób w dziewięć minut od opuszczenia sypialni Damona byłam ubrana w perłowe baleriny oraz turkusową, jerseyową sukienkę ISSA, która przylegała do ciała, ale przynajmniej była na tyle elastyczna, że nie było mowy o uciskaniu. Kiedy zobaczyłam się w dużym lustrze, uznałam, że wciąż czegoś brakuje, szczególnie, że nagła przeraźliwa bladość mojej skóry wcale nie minęła. Nie mogłam nigdzie znaleźć ani bransoletki, ani kolczyków z lapis lazuli. Zerknęłam za okno i na szczęście był już wieczór, więc nie groziła mi śmierć od kontaktu ze światłem słonecznym. Jednak to, dlaczego moja niezbędna do życia biżuteria zniknęła, stanowiło kolejne pytanie, którego nie zamierzałam pozostawić bez odpowiedzi. Westchnęłam i sięgnęłam do pudełka z biżuterią po kolczyki i wisiorek z jasnoróżowymi kamieniami od Swarovskiego, w kształcie serduszek. Podsuszone, ale wciąż ciężkie i sięgające mi już do pasa włosy zostawiłam rozpuszczone, by miały szansę wyschnąć do końca same.
Ubrana, poczułam się przede wszystkim pewniej. Nie miałabym ochoty dyskutować dalej z Care i Damonem, gdy było możliwe, że ręcznik opadnie, jeśli wykonam jakiś gwałtowniejszy ruch. Uznałam, że dałam im dość czasu na wymyślenie jakiejś sensownej wymówki i zeszłam na dół.
xxx
C.D.N.
Notatka od Autorki:
Bardzo Wam Wszystkim dziękuję za tyle komentarzy pod ostatnim rozdziałem:)
To jeszcze nie koniec, czeka nas jeszcze trochę przygód z udziałem Marty:)
Do następnego rozdziału!
P.S. Jeśli macie ochotę zobaczyć stroje Marty (właściwie wszystkie;)
to zapraszam na swój profil na Tumblrze: VeraDeDiamant
lub na Polyvore: veradediamant
xoxo
VeraDeDiamant
