37.

Nishio nie miał racji, ale Seki wolał się nie udzielać. Podobał mu się sposób, w jaki ta dwójka tańczyła- oboje mieli ruchy pełne gracji i seksapilu. To było coś wrodzonego. Sam wiedział o tym, że pomimo braku poczucia rytmu także ma takie ruchy, więc to nie ich wina, że dawali takie wrażenie. Może to, że nie mogli oderwać od siebie oczu było tym spowodowane? Tylko to było spojrzenie pełne uczucia, nie pożądania. Wzajemnie się kochali, ale byli na tyle uparci i tępi, że żadne nie chciało się przyznać. Więc będą się męczyć- to może być całkiem śmieszne. Jemu z kolei bardzo przyjemnie tańczyło się z Mako-chan. Tak jak on, nie miała poczucia rytmu i wciąż była nieśmiała, ale im bardziej nią kręcił, tym bardziej jej się podobało i zaczęła się nawet głośno śmiać z jego dowcipów. Trochę wypił i poczuł lekki zawrót głowy. Stał obok Horigawy, który patrzył się ponuro przed siebie. W pewnym momencie zaczął mu się zwierzać.

- Czekałem na nią te cztery lata i czekałbym następne.

- Słucham?

- Chloe. Wciąż mi się podoba. Teraz nawet bardziej- wypiękniała, zrobiła się bardziej kobieca. Tylko dlaczego w tańcu ze mną była sztywna, jak kij od szczotki, a kiedy tańczyła z twoim kapitanem była miękka i poddawała się jego każdemu ruchowi?!

Taktownie zmilczał i poklepał zawodnika pierwszej ligi po plecach, gdy ten poleciał do toalety, by wymiotować. Gdy zrozumiał, że chłopak usiądzie sobie gdzieś w kącie i popłacze, zamiast iść i dać Kanou w gębę, poszedł odnaleźć Mako-chan. Naprawdę miło spędzał z nią czas. Ale ona właśnie rozmawiała z Matsushitą- rozpromieniona, zarumieniona i wyraźnie szczęśliwa. Zapragnął dołączyć w płakaniu do Horigawy. To on pierwszy raz interesuje się dziewczyną z pobudek innych, niż uroda, a ona woli innego? Cóż… To chyba była to, czego mu życzyły wszystkie byłe: „żebyś zobaczył, jak to boli!". Bolało. I to bardzo. Sala powoli zaczęła się przerzedzać. Niektórzy szli do zajazdu, inni wracali do domów, lub domów przyjaciół, jeśli było bliżej. Większość zamawiała taksówki. Puszczono jakąś wolną piosenkę i na parkiet wyszedł Ranmaru z Yuiko oraz kilku chłopaków z dziewczynami ze szkoły. Ale było ich niewielu. Matsushita zaczynał chyba robić jakieś aluzje do parkietu, więc postanowił zadziałać. Był już na tyle pijany, że miał sporo animuszu, ale nie tracił kontaktu z rzeczywistością. Podszedł szybko do nich (na szczęście szedł prosto) i ukłonił się.

- Pozwoli pani porwać się na ten taniec?

- T…T…T..a..ak.

Zastanowił się, czy to wahanie było oznaką niechęci czy chęci? Mniejsza z tym. Położyła mu dłoń na ramieniu, czyli wolała taniec tradycyjny. Złapał ją w pasie i przyciągnął do siebie. Chciał ją poczuć, jej zapach. Była dość wysoka- miał brodę na wysokości jej ucha. Zwykle wolał kobiety bardziej filigranowe, dziwne. Pachniała czereśnią, słodko i pociągająco. Poczuł się złapany w sidła, które nieświadomie założyła. Delikatnie gładził jej dłoń. Na początku była spięta, ale po czasie uspokoiła się i mógł się rozkoszować jej miękkością. Bez zdziwienia zanotował, że niedaleko nich w podobny sposób tańczył jego kapitan z trenerką. Miał zamknięte oczy i wyraźnie podobne uczucia. Pochylił się nad Mako-chan i zaczął cicho szeptać jej do ucha.

- Wiesz, że bardzo słodko pachniesz? Nie zdawałem sobie sprawy, że można pachnieć tak delikatnie i ujmująco.

- Senpai, jesteś pijany i nie wiesz co mówisz- miała lekko rozedrgany głos i cała się spięła. Zrobiło mu się przykro. Po raz pierwszy w życiu z powodu dziewczyny zrobiło mu się przykro. Wiele go odtrąciło, ale po raz pierwszy wywołało to u niego reakcję. Pomyślał, że chyba w swoich myślach zaczął się powtarzać.

- Nie jestem. Wiem, co mówię. Jesteś wartościową dziewczyną, nie zamierzam z tobą pogrywać. Ja tylko mówiłem to, co pomyślałem. Czy to źle? Szkoda, że masz upięte włosy- są takie ładne, gdy opadają wokół twojej twarzy. Aż by się chciało je głaskać.

Przycisnął ją nieco mocniej do siebie i poczuł, jak łomocze jej serce. Ze strachu? Aż tak się go boi?

- Przepraszam, jeśli cię wystraszyłem, ale… nie mogę się powstrzymać. To pewnie kwestia alkoholu- mówię za dużo i za szczerze. Przepraszam.

Ale dalej ją trzymał. Nie puścił jej aż do końca piosenki, a i tak pozwolił jej odejść tylko ze względu na dobre maniery. Spojrzał na Kanou i pomyślał, że musi mieć równie zgaszoną minę. Poszedł do łazienki i spojrzał w lustro- co z nim nie tak? Matsushita był przystojniejszy, to prawda, ale on był wyższy i starszy. Może nie lubiła starszych? W sumie on za rok będzie już na uniwersytecie. Ale będzie to uniwersytet w Shizuoce. Czterdzieści minut autobusem- mógłby ją widywać codziennie. Albo chodzi o piłkę- młody był lepszy od niego, miał przed sobą przyszłość. A może jedno i drugie? Od myślenia rozbolała go głowa. Wrócił do sali i poszukał jej wzrokiem- znów rozmawiała z Matsushitą. Zaklął pod nosem i zjadł kilka paluszków, gdy klepnął go w ramię Nishio.

- Nie mogę nigdzie znaleźć Chloe, a szef tej placówki chce się z nią widzieć. Chodzi o zapłatę.

- Może wyszła?

- Nie. Pytałem się goryli przy wejściu- nie zauważyli jej. A wiesz, że ona rzuca się w oczy.

- Dobra, poszukam jej na korytarzu, a ty wyślij którąś dziewczynę do damskiej toalety.

Przyjaciel spłonił się, ale poszedł. Seki westchnął, minął Mako-chan i wyszedł z sali. Skierował się w prawo i zaglądał w każdą wnękę- może gdzieś zasnęła? W sumie piła dość dużo, a nie wiedział, czy ma mocną głowę. Doszedł do miejsca, w którym korytarz skręcał w prawo i usłyszał ją. Chyba rozmawiała z Kanou, bo wymawiała jego imię.

- Ryuuji…

Spojrzał za róg i zdębiał. Chloe siedziała na parapecie, a przed nią stał jego kapitan. Całowali się namiętnie i tulili do siebie. Chłopak przyciągnął ją mocno do siebie i gładził jej plecy, ona zaciskała dłonie na jego pośladkach. Seki nie wiedział, co ma zrobić. Poszedł szybko do sali, bez słowa pociągnął Nishio za ramię i razem wrócili na zakręt korytarza. Nishio zareagował podobnie- wytrzeszczył oczy i otworzył usta. Akcja posunęła się mocno do przodu przez tą minutę- Kanou miał rozpiętą koszulę, a Chloe sukienkę, którą spuściła do pasa. Chwała bogom- miała stanik. Całował ją po szyi i schodził coraz niżej.

- Oni muszą być mocno pijani- Seki patrzył przed siebie, jak zaczarowany- Chloe dużo wypiła.

- Ryuuji… Ryuuji… Mmmm…

- On też sobie nie żałował. Powiedziałbym, że wypił za dużo- Nishio potrząsnął głową- Musimy im przerwać. Jutro będą się tego wstydzić, ale przynajmniej nie posuną się za daleko.

Skiną głową i podszedł do Kanou. Poklepał go po ramieniu.

- Yo, musimy iść.

- Za chwilę.

- Nie. TERAZ.

- No dobra.

Bez protestu wyprostował się i zaczął zapinać koszulę. Wydawał się trzeźwy, tylko drżące ręce, głupawy uśmiech, nieprzytomne oczy i wyjątkowa uległość na rozkazy wskazywały na stan upojenia alkoholem. Zanim odeszli jeszcze raz mocno ją pocałował.

- Kocham cię, Chloe. Bardzo.

- Ja ciebie też- zarzuciła mu ręce na szyję i ciężko było ich rozdzielić. Seki pomyślał, że rankiem jego kapitan spali się ze wstydu i pewnie pójdzie się gdzieś utopić. Nishio w tym czasie pomagał się ubierać Chloe i tłumaczył jej, że musi iść do szefa tego klubu. Ona jednak zaśmiała się cicho, oparła o niego i uśmiechając się słodko powiedziała:

- On mnie kocha, wiesz? Jestem taka szczęśliwa…

Po czym zasnęła. Z Kanou również był problem- nie szedł prosto, ale mocno zygzakiem, a gdy tylko wrócili do zajazdu, to położył się na swoim futonie i od razu usnął. Po jakimś czasie wrócił Nishio z trenerką na rękach- spała, jak zabita. Po chwili wróciła Mako-chan rozchichotana z Matsushitą. Powiedzieli sobie „dobranoc" i znikła mu z widoku. Położył się koło kapitana i patrząc na jego spokojną, lekko uśmiechniętą twarz pomyślał, że w pewien sposób ma szczęście- kochał z wzajemnością.

Obudził się bez bólu głowy, ale za to okropnie przybity. Wszystkie sny kończyły się odejściem Mako-chan z Matsushitą. Rozejrzał się po pokoju i zauważył, że niektórzy jeszcze śpią, ale większość trzymała się za głowy.

- Ale boli…

- Ciszej, mów ciszej…

Matsushita ciągle spał, a jego naszła dzika ochota na zdzielenie chłopaka czymś ciężkim. Jednak w momencie, gdy sięgał po buta z lewej strony dobiegł go jakiś jęk. Kanou obudził się, choć wciąż miał zamknięte oczy.

- Czy tu musi być tak jasno?

- Jest południe, wiesz?

- Ciiiszej… Ale mnie łeb boli…

- Nie dziw się- byłeś tak pijany, że ledwo tu doszedłeś.

- Doszedłem? Ostatnie co pamiętam, to jak tańczyłem wolnego z Chloe. Musiałem zemdleć albo urwał mi się film.

- NIC nie pamiętasz?!

Wydarł się a odpowiedział mu chóralny jęk bólu. Wszyscy zaczęli na niego kląć, łącznie z kapitanem.

- Cholera, bądź ciszej. Nic nie pamiętam. A co? Robiłem coś głupiego?

Otworzył oczy i spojrzał niepewnie. „On naprawdę nie pamięta…".

- Nie, ty nie. Muszę iść coś sprawdzić.

Poszedł szybko do pokoju dziewczyn i zapukał w drzwi. Otworzyła mu Chloe- wciąż w sukience, z potarganymi włosami przecierała oczy i ziewała.

- Seki… Oby to był ważny powód. Zamierzam spać przez najbliższe dwa lata.

- To stracisz robotę. Co ostatnie pamiętasz z wczorajszego wieczora?

- Hmmm… Tańczyłam z Kanou, a potem poszłam napić się soku. Pamiętam, że ten sok piłam, ale co dalej? Jak w ogóle tu wróciłam? I z czego się śmiejesz?

Seki dosłownie zgiął się w pół- oboje mieliby wszelkie problemy za sobą, gdyby tylko nie urwał im się film. A tak- pewnie kilka miesięcy udręki. Nawet nie będą pamiętali swojego pierwszego pocałunku i pieszczot. Wydało mu się to tak zabawne, że nie mógł się powstrzymać i płakał śmiejąc się. Wzruszyła ramionami i położyła się spać. Za to w drzwiach stanęła Mako-chan znów w rozciągniętych ubraniach i rozpuszczonych włosach. Opanował się i uśmiechnął.

- Dzień dobry, Mako-chan. Miło, że rozpuściłaś włosy- tak ci ładniej.

- Dzień dobry, senpai. Nie mogę znaleźć gumki do włosów, żeby je związać.

- Nie musisz. Tak jest lepiej.

Wstał i delikatnie dotknął jednego kosmyka.

- Mięciutkie- minął ją i potrząsnął Chloe- Ej, trenerko. Przypominam ci, że miałaś iść zapłacić szefowi klubu i szefowej zajazdu.

Dziewczyna podniosła się niczym zombie, zaczęła szybko pakować. Zostawił ją w tym stanie i zszedł na dół, gdzie reszta zaczęła się pakować, choć wciąż bolały ich głowy. Nishio właśnie popijał herbatę i na jego widok uśmiechnął się słabo.

- Głowa mnie boli, chyba po raz pierwszy w życiu. Wiesz, że Kanou nic nie pamięta?

- Chloe też nie.

- Ale ubaw!- zaśmiał się cicho- Powiemy im?

- Nie. Niech się męczą sami.

Chloe zbiegła po schodach głośno tupiąc i od razu skierowała swoje kroki do kapitana. Spojrzał na nią zmarszczony- robiła tyle hałasu, że każdy skacowany by się skrzywił.

- Nie patrz tak na mnie, tylko słuchaj.

- Ale mów ciszej, głowa mnie boli.

- Najlepszym lekarstwem na kaca jest abstynencja, wiesz?

W odpowiedzi dostała jedynie mordercze spojrzenie. Kucnęła przed nim i podała mu jakieś papierki. Uśmiechnął się krzywo, a Seki zaczął go żałować- Kanou nie wiedział, że kilka godzin wcześniej tymi ustami wędrował po jej szyi.

- Nie jedziesz z nami?

- Nie. Muszę załatwić sprawy pieniężne, a to trochę potrwa, bo wszystko muszę brać na fakturę. W ciągu dwudziestu minut macie stąd wyjść. Idziecie na pociąg i wracacie do domów. Jutro rano chcę widzieć was na treningu tak, jak zawsze. Do tego czasu macie wydobrzeć. Poradzisz sobie?

- Nieee, skąd. Przecież dojście na pociąg jest poza moimi możliwościami.

- W obecnym stanie…

- Idź, gdzie masz iść.

Klepnęła go po ramieniu i szybko wyszła. Kapitan tak ich pogonił, że po kwadransie byli już w drodze.

- Nishio… Czy tobie podoba się Yuiko?

Przyjaciel spojrzał na niego zdziwiony.

- Nie. Dlaczego pytasz?

- Wczoraj często z nią tańczyłeś.

- Ma poczucie rytmu- wzruszył ramionami- Za bardzo przypomina mi Kiko. A ty wciąż tańczyłeś z Mako-chan- spojrzał na niego, po czym wytrzeszczył oczy- Nie mówi mi, że… Niemożliwe. Ona jest kompletnie nie w twoim typie!

- Wiem i dlatego jest to niepokojące. Powiem ci szczerze, że chyba pierwszy raz w swoim życiu… zakochałem się.

Jego przyjaciel z wrażenia potknął się i zaliczył glebę. Reszta drużyny usłyszawszy huk i jęk obróciła się akurat w momencie, w którym jakaś starsza pani wylewała z okna wodę prosto na leżącego Nishio. Chóralny wybuch śmiechu zagłuszył przekleństwa chłopaka. Seki pomógł mu wstać i poszedł z nim do najbliższego sklepu, żeby ten mógł się przebrać w suche rzeczy.

- Śmiej się, śmiej. To nie ty możesz się dorobić zapalenia płuc.

- Jak myślisz- gdybyś ty nabawił się zapalenia płuc, to jak bardzo martwy byłby nasz kapitan, gdyby Chloe się dowiedziała, że nie dopilnował wszystkich w drodze na pociąg i jej napastnik nie może grać?

- Myślę, że nie zdążyłby nawet powiedzieć: „przepraszam". A teraz wróćmy do tematu- kotłował się w kabinie toalety McDonalda- Więc mówisz, że w końcu trafiło cię?

- Raczej tak. Zupełnie inaczej czuję się w stosunku do niej, niż do innych dziewczyn. Nie mogę oderwać od niej wzroku, a gdy widzę, jak rozmawia z Matsushitą, to mnie szlag trafia.

- Zazdrość, bracie. Aż niemożliwe, że ty ją odczuwasz.

- Bardzo dowcipne. Po prostu czuję się… niepewnie. Pierwszy raz w całym swoim życiu. I pierwszy raz na czymś tak bardzo mi zależy.

Nishio mruknął w odpowiedzi coś, co zabrzmiało: „nie zaszkodziłoby ci".

- Co mówiłeś?

- Nic, nic. Lepiej idźmy na stację, bo przegapimy następny pociąg. I tak reszta drużyny musi jechać bez nas.

Gdy wbiegli na stację drzwi właśnie się zamykały. Rzucili się do przodu i ostatkiem sił wsiedli. Ścisk był niemożliwy. Jego przyjaciel wciąż łapał się za głowę- kac ciągle go męczył. W dodatku było niesamowicie duszno. Nagle Nishio spojrzał na niego z lekkim przestrachem.

- Jak myślisz, Chloe da radę sama dojechać?

- Przecież zna drogę.

- Nie o to mi chodzi. Wiesz ilu jest zboczeńców w pociągach ostatnimi czasy?

Zimna strużka potu spłynęła mu po kręgosłupie. Nie pomyślał o tym. Kanou pewnie też nie, bo za Chiny nie ruszyłby się dalej niż na wyciągnięcie ręki od niej. Próbował zażartować.

- Nie znam masochisty, który chciałby ją dotykać, gdyby choć raz usłyszał, jak krzyczy. Wzniosłaby raban na cały pociąg i pewnie dostała mandat za zakłócanie porządku w miejscu publicznym.

Jego przyjaciel prychnął, ale widać było, że jest zestresowany. Wysiedli na swojej stacji i nie wiedzieli co z sobą zrobić. Zastanowił się, czy by nie znaleźć jakiegoś powodu do odwiedzenia Mako-chan, ale jakieś głupie wyrzuty sumienia nie pozwoliły mu się ruszyć z miejsca.

- Może zadzwoń do niej na komórkę?

- Do Mako-chan?

Nishio spojrzał na niego, jak na idiotę.

- Do Chloe, geniuszu. Ona ma talent do pakowania się w kłopoty.

- Wczoraj rozładowała się jej komórka, a wątpię by była na tyle przytomna, by ją podłączyć.

- Fakt. Zasnęła, gdy tylko ją położyłem. Seki…- spojrzał na niego przelotnie i kopnął kamyk- Myślisz, że robimy w porządku nie mówiąc im?

- A jakie masz na to potwierdzenie? Kanou pamięta, jak skończyli tańczyć, a Chloe niecałe dwie minuty więcej. Nie dość, że zaszkodzilibyśmy ich wzajemnym stosunkom, to jeszcze byliby wściekli na nas, że zmyślamy. A życie mi jeszcze miłe.

- Mam nadzieję, że miłość nigdy mnie nie dopadnie.

- Dlaczego?

- Bo głupiejesz, Kanou tak samo. Gdybym chciał coś powiedzieć o Makoto to pewnie byś mnie zabił na miejscu. Zwłaszcza, gdyby to celowało w jej opinię.

- Pewnie masz rację… Ale nie prosiłem się o to.

Czekali dwie godziny, nim dojrzeli charakterystyczną sylwetkę wychodzącą z pociągu. Ale Chloe nie była sama, choć jej wyraz twarzy wskazywał na to, że jest wściekła, że tak nie jest. Horigawa szedł za nią z pełną samozadowolenia miną. Na ich widok nieco spuścił z tonu, ale tylko trochę. Za to dziewczyna wyraźnie ucieszyła się na ich widok, a jej oczy prosiły o ratunek.

- Co tu robicie? Mieliście kilka godzin temu być już w domu.

- Nie mogliśmy wrócić z resztą, bo się przewróciłem, a jakaś uprzejma starsza pani polała mnie wodą.

- A mówił, że sobie poradzi- powiedziała z przekąsem, a oczy jej się zaświeciły- Chyba po drodze do domu wstąpię do niego i powiem co o tym myślę.

- Pójdziemy z tobą. Dzięki, Horigawa za przypilnowanie jej. Jeszcze komuś zrobiłaby krzywdę. Do zobaczenia.

- Ale ja się nigdzie nie wybieram. Wczoraj, podczas tańca, obiecałaś mi herbatę. Więc się wpraszam.

Gdyby mogła to by pewnie siarczyście zaklęła.

- Musi to być koniecznie dzisiaj? Mam jeszcze kilka rzeczy do zrobienia.

- Jak umilenie wieczoru swojemu kapitanowi reprymendami?

- Lepsze to, niż ciągłe słuchanie ciebie. Cierpisz na chorobę zwaną słowotokiem, wiesz? Jesteś w tym jeszcze gorszy niż Yoshiharu. On przynajmniej dał mi wtrącić, żeby się zamknął. I od czasu do czasu posłuchał- westchnęła- Ma któryś z was telefon?

Seki podał mu swój, a Chloe wpisała jakiś numer.

- To ja. Podaj mi Akirę- przez chwilę słuchała, po czym uśmiechnęła się złośliwie- Kanou, podaj mi Akirę. Za jakieś pół godziny poznasz moje zdanie na ten temat i dopiero wtedy będziesz się tłumaczył. Tak, tak. A teraz daj mi swoją matkę- wzniosła oczy do nieba i niecierpliwie wystukiwała jakiś rytm, ale zaraz się uśmiechnęła- Akira, dobrze cię słyszeć. Dziękuję, ale niewiele zrobiłam. Przeszkadzałoby ci, gdybym zrobiła nalot? Mmm… Dwie osoby.

Seki pomyślał, że za nic tego nie przegapi, więc machał rękami pokazując na siebie. Nishio też, ale na rezygnację.

- Trzy, trzy osoby. Wiem, że nie mam po co pytać, ale tak wypada. Co innego, gdybym to była tylko ja. Wtedy weszłabym nawet bez pukania, bo przecież wciąż mam klucze. Tak, mam zamiar natrzeć mu uszy. Należy mu się. Chcesz posłuchać, jak się kaja? Co z ciebie za matka?- zaczęła się śmiać- Obiecuję ci, że zrobię mu taką jazdę, że na kolanach będzie przepraszał. Dobra, za pół godziny będziemy. Zrób po prostu herbaty, zjadłam dopiero co. No, pa.

Oddała mu telefon, a jej twarz chochlika rozjaśnił wyjątkowo paskudny uśmiech. Seki przeczuwał świetną zabawę. Pomachał Nishio, który poszedł w swoją stronę i na chwilę odciągnął Horigawę na bok.

- Facet, co ty planujesz? Ona cię znienawidzi za takie prześladowanie.

- Mylisz się. Chloe lubi być w centrum zainteresowania. Zresztą… Gdybym teraz odpuścił, to na pewno bym przegrał. Wolę działać, póki jej uczucia nie są w pełni rozwinięte.

Parsknął z niedowierzania. Ten chłopak był pewien, że w ogóle ma jakieś szanse! Zdziwi się i to bardzo. Szli dość szybko, w milczeniu. Chloe od czasu do czasu fukała na Horigawę, gdy ten był zbyt blisko, lub gdy próbował łapać ją za rękę. Im bliżej domu Kanou, tym bardziej była wściekła. Biednemu kapitanowi miało się oberwać za coś, co nie było jego winą. No, pośrednio było. To przez jego wpływ na trenerkę zakochany zawodnik J-League postanowił nie dawać jej spokoju. Zapukała do drzwi, które otworzyła Mizuki. Na widok miny przyjaciółki omal nie parsknęła. Ograniczyła się do:

- Bracie, masz przechlapane na całej linii.

- Oby nie gorącą herbatą, którą dopiero zaparzyłem z poświęceniem poparzonego palca.

- Czy ty kiedykolwiek dotknąłeś czegoś gorącego bez sparzenia się?

- Nie pamiętam. O, Horigawa- Kanou stał na jednej nodze, na drugiej miał plamę.

- Yo, Kanou. Co ci się stało z nogą?

- Nie mam szczęścia do gorących rzeczy. Ale zaraz przejdzie.

Był spokojny, co jeszcze bardziej rozsierdziło Chloe. Zrzuciła plecak na ziemię, wyprostowała się, odrzuciła włosy do tyłu i ustawiła się w pozie bojowej.

- Chloe naprawdę mi…

- PRZYKRO?! Czy ty zdajesz sobie sprawę, że gdyby coś się stało tym dwóm oszołomom, to poszłabym do więzienia?!

- Ale sama powiedziałaś, że mamy jak najszybciej dotrzeć do domów.

- Nie mówiłam nic o pośpiechu! Mieliście tylko szybko opuścić zajazd!

- Cóż, w takim razie twoje dyspozycje nie były sprecyzowane.

Zazgrzytała zębami.

- Co nie zmienia faktu, że zachowałeś się nieodpowiedzialnie!- tu poleciały jej łzy a Kanou patrzył na to przerażony- A gdyby któremuś coś się stało?! Nawet nie zdajesz sobie sprawy, jak się bałam, żebyście w ogóle dotarli…

Zaczęła szlochać, co wprowadziło go w konsternację. Scena była zbyt tragiczna, by być prawdziwą. Seki podejrzewał, że to były łzy wściekłości, które utrzymywała od kilku godzin spędzonych z Horigawą. Aktorką byłaby pierwszorzędną.

- No już dobrze, już dobrze. Przepraszam, Chloe. Bardzo przepraszam. Mam przepraszać na kolanach, żebyś mi wybaczyła?

Widocznie w końcu zaczęła odkrywać, że on nie umie być niewrażliwym na jej płacz. Horigawa widocznie też nie, bo od razu chciał iść ją pocieszać, ale Seki podstawił mu nogę. Nikt nie zwrócił na niego uwagi, bo Kanou właśnie klękał. Chloe od razu przestała płakać i uśmiechnęła się łobuzersko do Akiry, która zwijała się ze śmiechu. Chłopak zesztywniał z urazy i spojrzał na nie niepewnie.

- Spokojnie. Założyłam się o obiad, czy uda mi się doprowadzić ciebie do przeprosin na klęcząco i wygrałam. Już wstajesz? Szkoda, było zabawnie.

Burknął coś pod nosem i poszedł do kuchni z obrażoną miną. Seki musiał przyznać, że się ubawił- nie dość, że mógł oglądać malowniczy obrazek kapitana na kolanach, to do tego dochodził Horigawa leżący nosem na podłodze, w dodatku całkowicie ignorowany.

- Wstawaj, nie wypada leżeć, kiedy wokół tyle kobiet.

Od razu się podniósł, choć nie miał już tego uśmiechu zwycięzcy. Poszli do kuchni, gdzie Suzu od razu wpakowała mu się na kolana i zaczęła nawijać. Horigawa usiadł koło Chloe, ale musiał znosić widok Kanou, który siedział naprzeciwko.

- Więc mówisz, że nie zapłaciliśmy tak wiele?

- Mhm. Nie wiem dlaczego, ale szef klubu był w tak wspaniałym humorze, że dał nam prawie pięćdziesięcioprocentowy rabat.

- Super! Wiesz co?- pochylił się nad stołem i spojrzał jej prosto w oczy. Seki zauważył, że za każdym razem oboje nie mogą przerwać tego kontaktu, ale to Chloe miała minę królika zahipnotyzowanego przez węża- W takim razie musiało zostać sporo kasy. Co ty na to, żeby namówić dyrektora, żeby nas puścił gdzieś?

- Czy ja wiem…

To było naprawdę zabawne! Wydawało się, że dla niej nie istnieje nic poza oczami Kanou- nie mogła się skupić, tylko patrzyła z lekko uchylonymi ustami. Dopóki Horigawa nie pomachał jej ręką.

- Chloe?

- Przepraszam. Nieco się zamyśliłam. Możesz powtórzyć, Kanou?

- Chodzi mi tylko o dzień, czy dwa przed końcem semestru. Nie powinno być problemów, bo to już po egzaminach. A tak, możemy tydzień gdzieś spędzić.

- To się może udać. Ale zawodnicy będą musieli dopłacić ze swojej kieszeni. I nie wezmę więcej osób niż trzydzieści. Powyżej tej liczby prędzej zwariuję, niż się wami zaopiekuję.

- Przecież nie będziesz tam sama.

- Jaasne, bo ty mi pomożesz tak, jak dzisiaj, co?- nie zważając na jego grymas spojrzała na Sekiego- A co ty o tym myślisz?

Wyobraził sobie tydzień z Mako-chan. Gdziekolwiek. Mógłby widywać ją codziennie cały czas.

- Dla mnie bomba. A macie jakiś plan?

Chloe uśmiechnęła się lekko.

- Gorące źródła?

Pokiwał głową, bo wyobraził sobie Mako-chan w szlafroku, lekko zarumienioną i pachnącą mydłem. Dla tego widoku mógłby jechać nawet na drugi koniec świata.

- Seki… Dobrze się czujesz? Strasznie poczerwieniałeś.

Kanou spojrzał na niego ze złośliwym uśmiechem.

- Z nim ok. Po prostu ma… ciekawe myśli.

Odgrywał się za te wszystkie przytyki, których sam musiał się od nich nasłuchać.

- Ty się tak nie szczerz, bo ostatnio sam czasami masz podobny wyraz twarzy.

Chłopak mocno się stropił i zaczerwienił- nie sądził, że można tak łatwo go przejrzeć. Posiedzieli jeszcze trochę i gawędzili. Dopracowali plan wycieczki i Kanou zaofiarował się, że odprowadzi trenerkę. To jednak spotkało się ze sprzeciwem Horigawy, który cały czas próbował zwrócić na siebie uwagę Chloe. Dziewczyna miała go serdecznie dosyć.

- Horigawa, niestety dziś nie uraczę cię herbatą. Jest za późno. Mówiłam ci to zresztą zanim wsiadłeś do pociągu.

- Daj spokój, co się może stać?

- To, że ludzie wezmą mnie na języki. A wtedy moje obroty spadną.

- Umówiliśmy się, że nie prowadzisz cukierni- Kanou patrzył na nią z powagą.

- Em… No, tak. Zapomniałam. Niemniej jednak za miesiąc znów wznowię działalność, więc chcę mieć czystą kartotekę.

Jednak nikt jej już nie słuchał, a Seki miał ubaw po pachy. Mierzyli się wzrokiem tak, jakby któryś wchodził na teren drugiego. Chloe na nic nie zwracała już uwagi, tylko zakładała buty i plecak, który, prawie brutalnie, został jej wyrwany.

- Odprowadzę cię, mimo wszystko. I dopilnuję, żebyś mogła spokojnie położyć się spać.

- Dzięki.

Autentyczna ulga w jej głosie wskazała na to, że w ogóle nie widzi co się dzieje. Z tego co wiedział, to dotąd miała tylko jednego chłopaka. Więc pewnie nawet nie wie, że teraz toczy się walka, w której to ona jest nagrodą. Szła przed siebie i rozmawiała z Kanou, co chwila wybuchając. Szybko znaleźli się pod jej domem. Horigawa próbował wejść do środka za nią, ale wyciągnięta ręka kapitana nie pozwalała mu nawet zrobić kroku.

- Dobranoc, Chloe. Do zobaczenia na treningu.

- Tylko bądź pewien, że głowa nie będzie cię boleć.

- Już mnie nie boli. Mama dała mi coś, co smakowało paskudnie, ale pomogło.

- Następnym razem po prostu mniej pij- zamknęła już kratę, więc zostały jej tylko drzwi. Musiała poczuć się bezpiecznie, bo uśmiechnęła się- A może lepiej nie pij mniej. Świetnie tańczysz i mówisz ciekawe rzeczy.

- Co mówiłem?! Ej, Chloe! Nie zamykaj tych drzwi, tylko… A żeby szlag cię trafił!

Obrócił się i ruszył przed siebie, po czym zatrzymał się tak gwałtownie, że Seki wpadł na niego i w efekcie obaj zaliczyli glebę. Wstali, a jego kapitan obrócił się d Horigawy.

- Mam z tobą do pogadania.

- Ja z tobą też.

- Seki, możesz już iść.

- Żartujesz?- Seki patrzył na niego, jakby oszalał- Za nic tego nie opuszczę.

- Tylko morda w kubeł. Więc, Horigawa, chciałbym cię poprosić, żebyś nie narzucał się Chloe. Ona nie jest typem dziewczyny, który mówi: „nie" tylko po to by zachęcić.

- A mogę wiedzieć, dlaczego sterujesz jej życiem? Nie dość, że zabraniasz jej pracować w cukierni, to wtrącasz się w życie prywatne. To, co robię, to sprawa między mną a nią.

- I tu się mylisz. Dwukrotnie poproszono mnie o sprawowanie nad nią pieczy i właśnie to robię.

- Żeby zagarnąć ją dla siebie?

Kanou spojrzał na niego z taką wściekłością, że chłopak aż się cofnął, ale zaraz wróciła mu jego arogancja.

- Nie bądź śmieszny. Jeśli postanowi, że chce się z tobą widzieć, to nie mam nic do gadania. Ale dziś zdecydowanie nie życzyła sobie twojego towarzystwa. Więc umówmy się, że jeśli mówi „nie", to zostawiasz ją w spokoju.

- A jak nie, to co?

Seki pomyślał, że Horigawa nie wie, co mówi. Kanou i tak ledwo nad sobą panował.

- To wtedy się dowiesz, a przy okazji ona będzie cię miała serdecznie dość i w końcu sama powie, żebyś się wynosił. Tego chcesz?

Wtedy ten drugi się zdenerwował.

- Czekałem na nią cztery lata! Cztery lata!!! Nie chcę czekać dłużej! A ty chcesz ją dla siebie i widzę to!

- Mogę sobie chcieć, ale to jej decyzja.

- I dlatego zabawiłeś się w odbijanego?

- Nie. To akurat zrobiłem z premedytacją. Zresztą…- uśmiechnął się złośliwie- Wspaniale się zgraliśmy. Chyba poszło mi lepiej, niż tobie.

To było mistrzowskie zagranie. Horigawa aż się zatrząsł.

- Nie przyłożę ci tylko dlatego, że wyleciałbym za to z klubu.

- A moja drużyna nie przystąpiłaby do rozgrywek, więc Chloe byłaby wściekła. Lepiej nie próbuj.

Miał poważną twarz, ale Seki był gotów postawić wszystko na to, że jego kapitan nieźle się bawi.

- Chyba już się pożegnam, bo muszę iść spać. Powodzenia.

Ruszyli do przodu i dopiero gdy znaleźli się poza zasięgiem wzroku i głosu Horigawy Kanou oparł się o mur i zaczął się zwijać ze śmiechu. Seki do niego dołączył, bo sam w sobie tłumił od dłuższego czasu chęć na to.

- Ale zabawny gość!

Dopiero gdy się uspokoili mogli wykrztusić coś sensownego.

- Jemu naprawdę wydaje się, że ja się nią zajmuję, bo chcę ją dla siebie.

- Niektórzy tak mają. Choć po tym, co odstawiłeś w klubie… Chyba mu się nie dziwię.

- Dobra, koniec z moim tematem. Co tam z Mako-chan?

Aż zmylił krok i omal nie powtórzył tego, co nie tak dawno stało się z Nishio.

- Nie wiem, o co ci chodzi.

- Daj spokój. Nie jestem ślepy. Mogłem być pijany i wpatrzony w Chloe, ale widziałem znacznie więcej. Miałeś taki wzrok…- wykonał dziwny ruch ręką- Nie wiem, jak to powiedzieć. „Maślany" byłby najlepszy.

- Ale… ona nic nie wie, prawda?

Powiedział to cicho i aż go serce zabolało- nie chciał odrzucenia. Nie od niej. Kanou aż przystanął i spojrzał na niego zdziwiony.

- Ale cię trafiło… Nie, nie sądzę by się domyślała. Zawsze jednak można to zrzucić na to, że byłeś pijany i nie byłeś do końca sobą. Czy coś w tym rodzaju.

Pod pewnymi względami z kapitanem rozmawiało się lepiej, niż z Nishio. Po prostu on rozumiał, co się dzieje w jego duszy.

- Ona i Matsushita… Czy oni…

- Nie wiem. Wiem od Mizuki, że rzadko się do siebie odzywają. Może i im alkohol dodał animuszu? Nie martw się, Seki.

- Jak mam się nie martwić?! Czy ty wiesz czym jest zazdrość?! Jak to piecze?!

Tylko się uśmiechał lekko.

- Wiem, co to zazdrość. Nie dalej, jak wczoraj z jej powodu zdecydowałem się zatańczyć. A możesz mi wierzyć, że gdyby nie to nie zobaczyłbyś mnie na parkiecie przez całe swoje życie. Jestem zazdrosny o Kubo- bo w pełni zajął jej życie, serce i myśli. Jestem zazdrosny o jej byłego chłopaka, choć nigdy go nie spotkałem. Jestem zazdrosny o całą drużynę, każdego z was, bo nie mogę jej mieć tylko dla siebie i traktuje mnie tak, jak każdego z was. Więc- uśmiechnął się szelmowsko- chyba wiem, co czujesz.

- Ty naprawdę wierzysz w to, że ona traktuje cię, jak każdego z nas?

- Oczywiście. Nie licząc tego, że drzemy się na siebie średnio dwa razy dziennie. Zresztą… Kubo mi napisał w pożegnalnym liście, że nie jest pewien, czy ten jej eks jej przeszedł. Ale, ale… Znowu gadam o sobie. Ostatnio za dużo ze mnie wyciągacie. Więc co do Mako-chan i Matsushity to nie daj się ponieść zazdrości. Makoto to nie Chloe- łatwo ją spłoszyć i zrazić do siebie. Przede wszystkim powinieneś przestać obnosić się z innymi dziewczynami.

- Ciężko się od nich odczepić.

- W takim razie spędzaj więcej czasu w moim towarzystwie, a ja będę posyłał moje urocze miny na prawo i lewo.

- Dobry pomysł. Ale żebyś przypadkiem jej nie wystraszył.

- Spokojnie. Pamiętaj, że mam kilka kobiet w domu i wiem, jak się z nimi obchodzić- skrzywił się- A przynajmniej w teorii.

Pożegnali się i Seki ruszył przed siebie. Postanowił pójść naokoło. No, mocno naokoło. Był niedaleko od mieszkania Mako-chan i nagle wpadł na szalony pomysł. Zadzwonił do domofonu i czekał, aż podejdzie.

- Słucham?

- Mako-chan? Z tej strony Seki.

- Senpai? Co tutaj robisz o tej porze?

- Słyszałem, że jesteś wspaniałą kucharką, a po prawdzie nie ma nikogo w domu, a ja nie potrafię nawet omletu zrobić.

Brzęczyk w drzwiach przyprawił go o szybsze bicie serca. Zaraz ją zobaczy… Bał się, że zaraz wyskoczy z piersi