Jestem świadoma tego, że poziom fanfica drastycznie spadł przez ten żałosny pomysł z testami na Wyspach. Przepraszam i rozumiem, jeśli komuś się to nie podoba. Postaram się to szybko zakończyć.

Książka

Naruto nie spał ostatniej nocy za dobrze. No cóż, ciężko jest spać, kiedy w swojej głowie ma się syna Shinigami, który nie potrzebuje w ogóle snu i potrafi nawijać przez 24 godziny na dobę. Jakimś cudem chłopcu udało się go w końcu uciszyć, ale parę godzin odpoczynku wcale nie pomogło. Ziewał raz po raz, trąc zmęczone oczy i ledwo nadążając za Yoshitsu, który był dzisiaj w nadzwyczaj dobrym humorze. Blondyn postanowił nie wspominać o Lokim.

-Obiecuję ci, że ten gość jest naprawdę wart zaufania. -powtarzał jak mantrę lis. Do znudzenia. Naruto przestał go już zapewniać, że mu wierzy, bo to nie dawało żadnego pozytywnego efektu. Milczał więc, modląc się w duszy o koniec.

-Poza tym -kontynuował Yoshitsu- na pewno ci się spodoba. I wyspa i budynek, w którym mieszka. Będziesz musiał wysilić trochę umysł, ale z pewnością sobie poradzisz.

Naruto potulnie pokiwał głową, rozglądając się. Stanęli przed ogromnym budynkiem, otoczonym przez park drzew, krzewów i ławek. Nie było widać w pobliżu żadnego lisa, co bardzo zdziwiło chłopca. Zwykle czekali na nich przed wejściem, a tym razem tak nie było. Yoshitsu poprowadził go do środka. Wewnątrz budynek był skromny... chyba że można do bogactwa zaliczyć to, że każdy skrawek ścian, gdzie nie było okien i drzwi, zajmowały półki z książkami i zwojami. Chłopcu trochę opadła szczęka.

Zanim zdążyli się poruszyć, z jednego z pokoi wypadł lis. Był mniejszy od Yoshitsu, wątlejszy i najwyraźniej bardziej delikatny. Srebrne oczy były otoczone przez granatowe obwódki. Sierść miał poplątaną i szarawą, uszy nieco poszarpane, a ogon skołtuniony. Największe wrażenie robiły jednak ogromne, okrągłe okulary na pyszczku, które lis ciągle poprawiał.

-Och, och! Już jesteście? Jejku, gdybym wiedział, przygotowałbym się! Rany, rany! Ale bałagan! Zaraz posprzątam! -zaczął odkopywać leżące na podłodze papierki pod ścianę, a potem złapał się za głowę- O nie, nie! Wszystko do niczego! Zapomniałem! Jak mogłem? Och, już wiem! Wyjdziecie, a ja posprzątam? Tak? Dobry pomysł. Bardzo dobry...

Yoshitsu uciął go machnięciem ręki i spojrzał na chłopca.

-Zła wiadomość, Naruto. Gadaniną dorównuje Aero. Ale mam nadzieję, że wytrwasz.

-Yhm... -mruknął nieprzekonany chłopiec. Yoshitsu jednak już zniknął, zaś lis w okularach nadal miotał się na wszystkie strony, kąpiąc papierki.

-Beznadzieja! Brak logiki. Dlaczego nie robią papierków, które znikają? Bez sensu. Lepiej skupić się na gościu.

Lis spojrzał na Naruto.

-Jestem Inuki, a ty jesteś Naruto. Tak? Tak. Powitanie, wszystko działa bez przeszkód. Przejdźmy do interesów. Mało czasu. Dużo pracy. Tak, tak. Trzeba się pospieszyć. Co tak stoisz? No chodź!

Chłopiec, niezbyt szczęśliwy, ruszył za Inukim, który poprowadził go do pokoju, z którego wypadł. Było to wielkie pomieszczenie, pełne regałów z książkami wszelkiego rodzaju. Na podłodze też leżały. Jedna była na żyrandolu. Gdzieś między nimi umieszczono zbiorowisko paru foteli. Tam właśnie zaprowadził go lis i zachęcił do skorzystania z siedzenia. Naruto z ulgą klapnął sobie, myśląc o tym, że właśnie dostał szansę na małą drzemkę.

-A więc... -zaczął Inuki- Wyjaśnienia. Opowiedzenie o sobie. Błahostki. Od tego najlepiej zacząć. Największa szansa na powodzenie w relacjach. Zacznij.

Naruto otworzył usta, ale nie był pewien, jak powinien rozmawiać z tym lisem.

-E... no... Jestem Naruto. Mam... gdzieś około 10 lat, nie jestem pewien. E... Lubię ramen, książki i treningi.

Inuki przerwał mu, zanim zdołał ułożyć sobie w głowie kolejne zdanie.

-Bezsens. Brak jakiejkolwiek zmiany w relacjach. Przejść do interesów. Tak, dobry tok myślenia. Misja. Zadanie. Główny cel wizyty. Jakieś pomysły?

-E... Nie?

Lis westchnął i pokręcił pyskiem.

-Niedobrze. Nie przewidziano. Zmiana planów. Wymyślić. Tak, nie, to nie. Ale może to? Ciekawe, interesujące... Hm... Możliwe. Jesteś pisarzem? Tak, prawda. Napisałeś książkę. „Kocie serce". Pamiętam. Ciekawe dzieło, mały sukces literacki. Tak! Dobry pomysł. Idealny. Napiszesz książkę. Dobrą książkę.

Naruto zamrugał, zastanawiając się, czy lisowi przypadkiem nie odbiło. Najpierw to dziwne mówienie, a teraz to. Niby jak miał napisać książkę od tak? Jasne, chciał to zrobić, ale nie miał żadnego pomysłu. A teraz ktoś tego od niego wymaga. Głupota.

-Ale... ja nie wiem, jaką.

Inuki machnął łapą.

-Napisać jedną książkę to żaden wysiłek. Napisać dwie... to jest już coś. Yoshitsu mówił, że masz już tu swoje rzeczy. Twój pokój ostatni w korytarzu.

Lis złapał za najbliższą książkę, otworzył ją na jakiejś stronie i zaczął czytać. Naruto zrozumiał, że ta dziwna konwersacja została właśnie zakończona, więc wstał i przedarł się z powrotem na korytarz. Korzystając ze wskazówki Inukiego, ruszył, lawirując między stosikami bezpańskich książek różnej wielkość i kolorów. Zastanawiał się, kiedy Yoshitsu zdołał tu dostarczyć jego rzeczy, skoro miał je jeszcze wczoraj w pokoju. Po dłuższych przemyśleniach uznał, że nie chce wiedzieć.

Jego pokój był małym pomieszczeniem z łóżkiem, komodą, stoliczkiem i regałem. Ku przerażeniu Naruto, lekkiemu, bo niewiele było go teraz w stanie zaskoczyć, ściany były różowe. Pod ścianą leżały dwie torby, wypchane ubraniami, zwojem i kataną, a także resztą bibelotów. Chłopiec westchnął ciężko i rozłożył się na łóżku.

I co teraz, hm?

Jęknął mentalnie, słysząc głos Lokiego. Cieniowi najwyraźniej znudziło się siedzenie cicho i postanowił wtrącić w życie blondyna swoje trzy lub cztery grosze. Naruto zamknął oczy, cofając się do małego, mentalnego miejsca, otoczonego przez niewidzialne bariery. Tam zamelinował się intruz. Chłopiec był teraz pośrodku owalnej komnaty, wypełnionej poduszkami, aksamitem i jedwabiem, a także mięciutkimi pufami. Pośrodku tronu z poduszek siedział on. Kompletnie nagi, młody chłopak o granatowych, prostych włosach do podbródka, pięknym i umięśnionym ciele, twarzy, której nie dorównuje twarz Minato, a także przerażających oczach – zamiast nich był po prostu mrok.

Uśmiechał się uwodzicielsko, wodząc palcem po poduszkach. Blask kłów, które zastępowały zęby, sprawiał, że Naruto zaczynał się bać bez powodu, a ostre niczym skalpele pazury przyprawiały go o ciarki. Najgorszy zapewne był jednak ogon. Cienki, zwinny, długi zapewne na jakiś metr, zakończony pędzelkiem jak u lwów, ten jednak skrywał kieszonkę, zawierającą śmiercionośny szpikulec. Chłopiec przełknął ślinę z trudem i usiadł na jednej z puf, starając się nie patrzeć na Cienia. To sprawiało, że chciał być mu oddany na zawsze, a do tego nie zamierzał dopuścić.

Nuda.

Loki nie poruszał ustami, kiedy mówił. Właściwie, to jego głos rozbrzmiewał tylko i wyłącznie w głowie chłopca. Naruto często się zdawało, że to pierwsze oznaki tego, że jest on już walnięty. Ale nie pozwalał, aby takie myśli nim zawładnęły. Był zdrowy psychicznie. Jeszcze.

-Nikt nie mówił, że codziennie będzie jakaś walka. -pospieszył z wyjaśnieniami Naruto.

To nie zmienia faktu. Nuda. Pisanie książek? Po co to komu? Literatura jeszcze nikogo nie zabiła. Niestety. Dawno temu była taka ładna babka, spłodziła mi ładnego synka, którego potem niestety zniszczono. Uwielbiała czytać. Całymi dniami. Robiło się to irytujące, więc ją zostawiłem. Nic tak nie potrafi znudzić życia, jak książki.

Chłopiec uśmiechnął się słabo.

-A przeczytałeś w swoim życiu jakąś książkę?

Jakoś nie miałem okazji. Kiedy jeszcze chodziłem po ziemi, bardziej interesowało mnie to, jak kogoś zabić, wykiwać albo wkopać w samobójczą intrygę. Rozrywka wystarczająca. Książki były raczej przydatne do rozpałki. Nic więcej.

-No to już wiesz, że popełniłeś błąd. Książki, nie wszystkie, są fajne.

Loki prychnął.

Może. Ale jestem teraz uwięziony w tobie. Jasne, mogę stworzyć sobie książkę, ale to będą jedynie puste strony. To nie miałoby sensu. Kiedyś chciałem napisać swoją biografię, ale to był niewypał.

-Dlaczego?

No cóż... Skoro już pytasz, to opowiem ci całą historię. Byłem wtedy jeszcze dość młody i nieznany. Intrygowali mnie uczeni. Potrafili studiować jedną rzecz przez całe życie. Jedną! Rozumiesz to? Tylko i wyłącznie jedną. Biedacy musieli być pod koniec strasznie zanudzeni. Jeden z nich zafascynował mnie słowem: autobiografia. To było takie strasznie naukowe i ciekawe słówko. Nie byłem jednak pewien, co ono znaczy.

-Naprawdę? -nie dowierzał Naruto.

Zamknij się. W tamtych czasach to nie było takie oczywiste. Po paru podstępach udało mi się w końcu wyśledzić znaczenie tego słowa bez uszczerbku w sławie. Myśl o tym, żeby przekazać wszystkim ludziom fakt o mojej potędze bardzo mnie podniecił. Chciałem to zrobić, myślałem o tym przez wszystkie dni.

Naruto poruszył się niespokojnie na swojej pufie. Obecność Cienia dziwnie na niego działała. Postanowił jednak wytrwać do końca.

-Co cię powstrzymało?

Koniec. Powstrzymał mnie koniec. Byłem wtedy w bardzo mroźnej krainie, zbierałem wenę i odwiedzałem swojego ulubionego syna. Zostawia strasznie dużo kudłów. W każdym bądź razie, to gdzieś wtedy, kiedy właśnie miałem zacząć pisać, mój ojciec zrobił mi to, co zrobił i wylądowałem poza czasem. Zirytowało mnie to i zaczął kraść dusze. Zapomniałem o biografii dość szybko. Wiesz, buntowanie się jest strasznie czasochłonne.

-Ale... Shinigami nigdy cię... no wiesz... nie ukarał?

Loki zaśmiał się cicho.

Parę razy próbował, ale wtedy miałem już Perswazję i Złoto. Wystarczyli, żeby odgonić jego służalcze pieski. To dopiero była zabawa. Przestał próbować, kiedy zorientował się, że sprawia mi to przyjemność. Kompletnie się w sobie zamknął. I pewnie nawet o mnie zapomniał. I dobrze. Wcale za nim nie tęsknię. A teraz... Znowu jestem na ziemi. W nieco gorszej formie. Małej, brzydkiej i głupiej, słabej... ale zawsze to coś.

Naruto zazgrzytał zębami.

-Dzięki za komplement! Staram się.

Hmpf. Nie obrażaj się od tak, dzieciaku. Jak się postaramy, to może wyrośnie z ciebie coś przystojnego. Zacznijmy od zmniejszenia brwi i wyszczotkowaniu tych kłaków, które ty błędnie nazywasz włosami. Wiesz, że masz w nich liście? A potem codzienne ćwiczenia na sylwetkę. I codzienne mycie zębów. Pielęgnacja paznokci. Pozbywanie się...

-Hej! -zaprotestował Naruto- Nie przesadzasz trochę? Radzę sobie ze swoim wyglądem. Nie potrzebuję rad kościotrupa.

Nie jestem kościotrupem. Jestem playboyem. Przystojniakiem. Ideałem.

-Ideał ma oczy. -mruknął chłopiec.

A idealny chłopiec nie przerywa starszym. Jak już wspominałem...

Naruto rzucił w Cienia jedną z poduszek, które leżały na podłodze. Jeszcze zanim doleciała do Lokiego, spadła jak rażona piorunem na podłogę. Chłopiec westchnął.

-Nie potrzebuję twoich długich wywodów. Potrzebuję pomysłu na książkę.

I...?

-Co „i"?! Żyjesz dłużej, niż ja.

Cień zachichotał.

Żyję, tak? Złe słowo. Ale w sumie masz rację. Wiem więcej. Widziałem więcej. Słyszałem więcej. Czułem więcej. Spotkałem więcej. I tak dalej. Ale co to ma wspólnego z książką? Ha?

-Jak to co?! -wybuchł Naruto, podrywając się z pufy- To chyba oczywiste! Rzuć jakąś przygodę, a ja ją opiszę i tyle!

Loki westchnął i pokręcił głową. Machnął ręką, a chłopiec siłą został zmuszony do ponownego zajęcia miejsca na pufie.

Trochę tego jest, bracie. O! Znam taką historię o pasterce. Nie widziałem tego na własne oczy, ale często o tym mówiono. Była sobie młoda dziewczynka, która codziennie o wschodzie słońca wypasała owieczki. Chodziła z nimi aż nad urwisko, gdzie trawa była zielona i smakowita. Pewnego dnia, gdy nudziła się i rzucała kamyczki w przepaść, pojawił się smok. Był najpiękniejszą istotą świata i zakochał się w dziewczynce...

-Nie. To aż nazbyt głupie.

Hm... A historia o wszechwielkim magu? Był sobie starzec z sękatym kijem i wielkim kapeluszem, który ciągle spadał mu na oczy. Wystarczyło jedno słowo, żeby największy żmij mu się pokłonił, jedno skinienie głową, żeby anioł...

-Nie. Coś lepszego.

Miłosna historyjka o żonie cesarza i żebraku spod mostu? O tym, jak kochali się każdej...

-Nie.

A może „101 pasiastych lisków i 1 lew"?

-...

Nie? „Ślimak, babcia i stara szafa"? Hm... A może „Zorro i Komnata Tajemnic"?

-Rzuć czymś fajnym.

„Gra o miód"? „12 krasnoludków i wiedźma"? „Czary w krainie Alicji"?

Naruto spojrzał poważnie na Cienia. Ten wyglądał na zafrasowanego.

-Może powiedz od razu, że nie masz żadnego pomysłu.

Ale ja mam! Wiele, mnóstwo... tylko że uciekły mi z głowy. „Trzy małe sroki"? „Wampirze pamiętniki"? „Labirynt więźnia"? No nie wiem...

-Nie masz pomysłu.

Mam! Cholera. „Król baran"? „Mała trytonica"? „Gdzie jest Kyuubi"? „Kapitan Muszelka"? „Drużyna masła: Dwie kanapki"? „Pingwiny z Konohy"? „M jak makulatura"? „Barwy rozpaczy"? „Igrzyska piękności"?

Naruto pokręcił głową.

-Dam ci chwilę, żebyś wytrzeźwiał.

Nie jestem pijany!

-Robisz zupełnie przeciwne wrażenie.

Czekaj! Mam!

-... Co?

Oturan!

-Co...?!

Oturan!

-...I... co to ma niby być?

Twoja historia, tylko że od tyłu.

-...

No... Oturan, Naruto! Od tyłu, kapujesz?

Naruto odetchnął, gdy znów był w małym pokoju w lisiej bibliotece. Przeciągnął się, dziękując sobie, że zdołał wydostać się stamtąd, zanim Cieniowi kompletnie odbiła palma. Wyszedł ze swojej sypialni na korytarz, rozglądając się za łazienką. Po kilku upadkach i gubieniu orientacji, zdołał wreszcie dostać się do czegoś, co spełniało jako takie wymogi. Pierwszą rzecz, jaką zrobił, to sprawdził, czy ma we włosach liście. W końcu stwierdził, że Loki przesadził. Pięć listków to jeszcze nie taka katastrofa.

Dni płynęły bardzo, ale to bardzo powoli. Chłopiec spędzał większość czasu na włóczeniu się po budynku i zaglądaniu do różnych pokoi. Poranki i wieczory schodziły na treningach. Wreszcie zajrzał do zwoju, który dostał od ojca i zabrał się za naukę Rasengana. Zaczął od baloników. A raczej od tego z wodą. Żałował, że nie było tam Yoshitsu, żeby mu wyjaśnił, o co w tym chodziło. Posiłki dostarczał mu dziwny lis, który w ogóle nie mówił. Pojawiał się i znikał. Inuki zwykle siedział zakopany w książkach, nie zwracając zbytniej uwagi na Naruto.

Loki wziął sobie do serca to, że ma pomóc chłopcu w napisaniu książki i czasami rzucał naprawdę obrzydliwe nazwy jego historyjek. Blondyn starał się go ignorować, co podczas snu było niemożliwe, bo wtedy musiał z nim siedzieć czasami po kilka godzin i słuchać jego wypocin. Cień z dnia na dzień był coraz bardziej irytujący i nieznośny, przyprawiał Naruto o migrenę i czasami wrzeszczał do niego z nudów, sprawiając, że chłopiec podskakiwał do sufitu. Uciszanie go stało się rutyną, często dość zajmującą.

Naruto czasami siadał przed budynkiem i obserwował blask księżyca, myśląc o różnych rzeczach, niekoniecznie o tym, że ma napisać książkę. Tęsknił za rodziną. Za Konohą. Za Yukim. Za tym wszystkim, co musiał zostawić za sobą, kiedy Yoshitsu zabrał go na Wyspy. Do tej pory nie zrobił nic, co pomogłoby mu w zostaniu Lisim Mędrcem, a tym bardziej z pewnością nie byłby w stanie powstrzymać wybuch wojny, która go przerażała.

Kilkakrotnie próbował coś napisać. Brał kartkę, pióro, siadał w wygodnym i cichym miejscu, zmuszał Lokiego do zamknięcia się i przepisywał swoje myśli. Nie planował tego, co chciał napisać, po prostu pisał co mu ślina na palce przyniosła. To jednak mu nie pomagało. Po maksymalnie dwóch kartkach tracił wenę, plątał się albo po prostu uznawał, że nic z tego nie wyjdzie i wyrzucał swoją pracę, żeby po jakimś czasie zacząć cały cykl od nowa. Za każdym razem myślał: „Tak! To to!", a potem kręcił głową i dawał sobie spokój.

Przemęczasz się psychicznie. A ja padam z nudów.

Naruto jęknął i ułożył się wygodniej na pufie. Znów był w pokoju Cienia, zmuszony go wysłuchiwać całymi godzinami. Nie miał ochoty się do niego odzywać, ale brakowało mu towarzystwa.

Co jest trudnego w napisaniu jednej, głupiej książki, co?

Chłopiec nie wytrzymał i poderwał się. Spojrzał prosto w mrok, tam gdzie powinny być oczy.

-Może sam coś napiszesz, ha?! Nic tylko siedzisz i marudzisz, a ja mam odwalać całą brudną robotę. W niczym mi nie pomagasz! W niczym.

Loki wzruszył ramionami.

To już nie mój problem. Poza tym, co ty ode mnie chcesz? To ja jestem uwięziony w twoim ciele, co jest zapłatą za darowanie życia. To chyba fair, nieprawdaż? A marudzenie jest dodatkiem. Małym dodatkiem. Zresztą, masz na dodatek moje zmysły. W życiu nie pomyślałbym, że ludzie są tak głusi, ślepi, nie mają smaku ani nie czują żadnego zapachu. Jesteście żałośni. Aż chce się wam współczuć.

Blondyn zadrżał.

-Nie jesteśmy żałośni. Jesteś... aroganckim... głupim... dupkiem!

Cień zachichotał.

No proszę. Awansowaliśmy na kolejny poziom gry.

-Nie bawię się w twoje gierki!

A właśnie, że bawisz się. Cały czas, przez 24 godziny na dobę. Na ludzką, krótką dobę. I zamiast skupić się na swoim zadaniu, skupiasz się na mnie, co jest dosyć zabawne.

Naruto spuścił głowę i zazgrzytał zębami.

-Ciężko się na czymś skupić, kiedy ktoś ci się drze w głowie. Co byś zrobił, gdybyś był na moim miejscu?

Loki udał, że się zastanawia, przybierając pozę iście pasującą do mnicha.

A skąd ja mam wiedzieć? Nigdy nie będę na twoim miejscu. Nigdy nie pisałem książek. Ba! Ja nigdy nie przeczytałem ani jednej książki. Więc... Mogę ci wprost to powiedzieć. Na moją pomoc raczej nie licz, dzieciaku.

-Nawet bym nie próbował. -mruknął chłopiec, próbując się wydostać ze swojego umysłu, lecz Loki bez problemu mu to uniemożliwiał- Wypuść mnie! Chcę odpocząć!

Chociaż... Gdybym tak pomyślał... To pomijając te wszystkie bzdurne historyjki, jest coś, co mogłoby cię zainteresować.

Naruto spojrzał na Lokiego bez najmniejszego cienia nadziei. Przez ostatni tydzień wysłuchiwał jego pomysły i miał, szczerze mówiąc, tego wszystkiego po dziurki w nosie. Mimo to wziął głęboki wdech i skinął głową. Może jak Cień powie to, co chce powiedzieć, to go wypuści.

No więc... Wpadł mi do głowy taki jeden pomysł. Widzisz, jesteśmy ze sobą związani na dłuższy czas, więc pewnie nic się nie zmieni w sposobie, jaki ci zawadzam. Nie powiem, to jest dla mnie niezła rozrywka. Zwłaszcza, że jest strasznie nudno w twoim umyśle. Ale... Zawsze jest jakieś „ale". I ja mam takowe. Otóż... Pamiętasz, co mówiłem ci o autobiografii?

Chłopiec skinął głową.

-Do czego zmierzasz?

Bingo! Zmierzam do właśnie do tego. Autobiografia, chłopcze. Napiszesz mi biografię.

Naruto zmarszczył czoło i skrzyżował ramiona.

-Niby jak? Nie znam cię.

No to poznasz. Codziennie, noc, sen, rozmowa. Zaczniemy od samego początku. Opowiem ci o wszystkim, ty ubierzesz to w ładne słowa i włala! Będzie prawdziwy bestseller. Wchodzisz w to?

Chłopiec przez dłuższą chwilę wpatrywał się w Lokiego bez cienia grymasu, który zdradziłby jego stosunek do tego pomysłu. Ostatecznie westchnął ciężko.

-Wolałbym nie, ale nie mam wielkiego wyboru. Dobra, zobaczymy, co z tego wyjdzie.

Cień klasnął.

Świetnie. Zacznijmy od razu... Od czego by tu... O! Wiem. Napiszesz o tym, jak powstałem, dobra?

Naruto usiadł z powrotem na pufie.

-Niech stracę. Mów.

Przez całą noc chłopiec wysłuchiwał historii o tym, jak Shinigami przeżywał kryzys samotności i desperacko szukał towarzystwa. W związku z tym, posuwał się do naprawdę dziwnych zagrań, jak imprezy z umarłymi, spotkania dyplomatyczne z żywymi i uczty u innych istot-bogów. Potem jednak nawet to przestało mu wystarczać, więc zaczął wyjeżdżać na małe wakacje do świata śmiertelników. I, pomijając szczegóły, których Cień nie szczędził chłopcu, tak właśnie powstał Loki.

A więc Naruto zaczął pisać biografię Cienia. Na początku nie było to proste, bo często popełniał błędy w imionach, nazwach lub wydarzeniach, ale po kilku dniach załapał rytm. Uznał, że lepiej napisze to jak zwykłą powieść, inaczej nie osiągnie wiele swoim dziełem. Szło opornie. Loki często dodawał swoje trzy grosze, zapętlając fabułę, paroma słowami dodając setki dodatkowych wątków, a co za tym idzie, dodając Naruto więcej pracy. Chłopiec starał się nie marudzić, bo po raz pierwszy miał więcej niż dwie kartki.

Bardzo często wracał do starszych rozdziałów, czytał je, poprawiał błędy, przedłużał sobie już i tak wydłużoną pracę. Loki nie był tak pomocny, jak mógłby być. Przez większość czasu rozwodził się na temat jednej rzeczy, przez co blondyn stał w miejscu przez parę dni. W końcu nauczył się wykorzystywać takie przestoje i rozbudowywał wątki, a nawet zabrał się za szkicowanie. Nie był pewien, czy to zaleta braku zajęcia i nudy, czy obecności Lokiego, ale szło mu całkiem nieźle. Ale przy szkicowaniu Cienia postanowił, że go ubierze w yukatę.

Posiłki, sen, kąpiel i treningi stały się rutyną, której chłopiec nie zauważał. W przyjemne dni siedział przed budynkiem i pisał, słuchając jednocześnie tego, co ma mu do powiedzenia Loki, zaś w upalne i deszczowe siedział w swoim pokoju. Lubił wsłuchiwać się w bębnienie deszczu o szyby. To sprawiało, że odprężał się psychicznie i fizycznie. Z Inukim prawie w ogóle się nie spotykał, tylko raz zamienili kilka słów na temat śniadania, a potem się rozeszli. Naruto czuł się odrobinę samotnie, ale towarzystwo klonów musiało mu na razie wystarczyć. Wolał nie przerywać swojej i tak ciężkiej pracy.

Minęło kilka tygodni, zanim chłopiec zauważył, że powoli zbliża się do końca. A może nawet kilka miesięcy. Nie był pewien, znowu stracił poczucie czasu. Często łapał się na tym, że siedzi nad pustą kartką ze wzrokiem utkwionym w martwym punkcie i rozmyśla o tym, co się dzieje teraz na świecie. Czy jest już wojna? Co u jego rodzeństwa? Co z Tobim? Co z Menmą? Złapali Orochimaru? Co z tym kolekcjonerem bijuu? Co z Neko no Kuni? Co z jego przyjaciółmi? Zadawał takie pytania całymi godzinami, a odpowiadała mu jedynie cisza.

Naruto był już w stanie wymienić imiona wszystkich dzieci Lokiego, a także, ku swojemu przerażeniu, sposób, w jaki powstały. Naprawdę, nie chciał się zagłębiać w biologiczne sposoby tworzenia potomków przez „bogów", ale Cień nie dawał mu wyboru i chłopiec musiał go słuchać. Gdy pisał, starał się omijać szczegóły, co bardzo nie podobało się intruzowi w jego umyśle. To była jednak jedyna rzecz, której blondyn nie odpuścił.

To nie był ideał, czy wzorowa praca, ale nie chciał już dłużej tego ciągnąć. Po prostu za pomocą klonów odnalazł Inukiego w jednej z miniaturowych bibliotek, zakopanego pod jednym ze stosów książek. W dłoniach trzymał prowizoryczną książeczkę, zrobioną z dwóch kawałków tektury i całej masy kartek, na których zawarł historię Lokiego. Był dumny z tego, że wreszcie tego dokonał. W sumie... musiał być dumny. Nic innego mu nie zostawało.

-Ekhem... Inuki-san? Skończyłem.

-Co? Co? -jęknął lis, wyskakując ze sterty. Zlustrował uważnym spojrzeniem chłopca- O co chodzi? Bo chyba nie...

-Książka. -uciął paplaninę Naruto- To jest to. Napisałem. Skończyłem. Chcę już iść dalej.

-Och...

Inuki wziął do rąk książkę, a chłopiec, mając już dosyć tego miejsca, poszedł się spakować, nie czekając nawet na pozwolenie. Bardzo brzydkim słowem kazał się Cieniowi zamknąć, a potem zatopił się we własnych myślach.

Następny chapter będzie lepszy.