Cześć! Przepraszam za tak długi brak aktualizacji, ale założyło się na nią wiele czynników, nad którymi tylko częściowo miałam władzę. Na pocieszenie mam dość długi rozdział ;).

Postaram się dodać kolejną część w trochę szybciej, ale nic nie mogę obiecać. Chociaż mam wewnętrzne postanowienie, aby aktualizować tłumaczenie chociaż raz w miesiącu. Zobaczymy czy w nim wytrwam ;).

Miłego czytania!

Korekta: anka1nina

Rozdział 37

Motory i gołe dziewczyny

Bardziej niż pomoc przyjaciół, pomaga nam pewność, że nam pomogą, gdy ich potrzebujemy

Epikurus (341 – 270 pne.), grecki filozof

SYRIUSZ:

Święta u Potterów były jednym z najcudowniejszych doświadczeń w życiu Syriusza. Najbardziej podobał mu się sposób w jaki traktowali go Potterowie – nie jako kogoś obcego czy gościa. Był dla nich jak kolejny syn – przytulali go, besztali, dawali smakołyki, przydzielali obowiązki, grali z nim w Quidditcha. Było to coś, czego Syriusz nigdy wcześniej nie doświadczył, więc uchwycił się ich życzliwości, jak spragniony wody.

Jedną z pierwszych rzeczy, którą zrobili razem z Jamesem po przybyciu do posiadłości, była kradzież książki o transmutacji w zwierzęta z biblioteki Potterów. Zastąpili ją inną pozycją, którą owinęli w oryginalną okładkę wziętej książki, aby nie wyróżniała się wśród innych. James nie żartował, kiedy mówił, jak skomplikowanym i archaicznym językiem była napisana. Spędzili prawie cały swój wolny czas, siedząc nad książką, starając się rozszyfrować małe, miedziorytowe słowa i złożyć z nich jakąś zrozumiałą instrukcję, jak przeprowadzić animagiczną transmutację.

— Kiedy to rozpracujemy i przetestujemy, – powiedział James, kiedy leżeli na brzuchach w jego pokoju - spędzali ostatnie minuty przy pracy nad książką, czekając aż Remus i Peter przybędę do posiadłości — musimy napisać Huncwocką wersję, którą będą w stanie zrozumieć normalni ludzie. I będziemy musieli wprowadzić nową i ekscytującą literę „s". No popatrz!

Wyciągnął książkę i położył polec pod wers, który brzmiał:

Gdyz tho hce ziem oziamgnamch pozamdany efekt do pzedstavionego zthopnia iniciuiamc zmieniaiamce zaklemcie 'cave canuz' pod odpoviednimi zalecanimi okolicznosciami, ozoba povinna odczuc vynikly canine vłascivie pzeisthocony do pothzeb zucaiamcego..."

— Potrzebujemy Remusa – narzekał Syriusz, obracając głowę, aby sprawdzić, czy wers będzie brzmiał bardziej zrozumiale pod innym kątem. — On czyta takie rzeczy dla zabawy. Co „vłascivie pzeisthocony do pothzeb zucaiamcego" w ogóle znaczy?

— „Właściwie przeistoczony do potrzeb rzucającego", tak myślę – odparł James. — Tylko pomyśl – jakbyś żył w tamtym wieku nazywałbyś się Ziriuz. - Zmarszczył brwi, patrząc na zeszyt w rękach Syriusza. — Więc co mamy do tej pory? A tak w ogóle, wiesz o tym, że twoje pismo jest tak prawie pozakręcane, jak jej?

— To nie moja wina – powiedział Syriusz. — Moja matka zatrudniała dla mnie i brata najlepszych nauczycieli kaligrafii w Europie. Jeśli nie pisaliśmy idealnie, zmuszali nas do używania piór, które ryją słowa na grzbiecie dłoni. Zakorzeniło się nam to dość szybko. Żart całkowicie zamierzony.

— Te pióra są nielegalne – powiedział zaniepokojony James. — Mogliby zostać za to wtrąceni do Azkabanu.

Syriusz podniósł elegancką, czarną brew w stronę przyjaciela.

— Najstarszy i najszlachetniejszy ród Blacków? Ludzie byliby zszokowani, jeśli nie robilibyśmy takich rzeczy.

— Źli zasrańcy – wymamrotał James. — Bez obrazy.

Syriusz wzruszył ramionami.

— Jesteśmy z tego dumni.

— Więc co mamy?

— No cóż, wiemy, że nie możemy wybrać zwierzęcia. - Syriusz przewrócił kartki w zeszycie. — To jest częścią tego, kim jesteśmy. Musimy wypić eliksir i medytować, aby odkryć jakie to zwierzę, zanim nawet zaczniemy próbować się w nie przemieniać. Znamy już większość składników potrzebnych do eliksiru, ale niektóre są niezrozumiałe, więc będziemy musieli znaleźć książkę o nazwach starożytnych ziół, aby się dowiedzieć, jak nazywane są dzisiaj. Potem jest pełno zaklęć i eliksirów oraz olbrzymia ilość ćwiczeń, zanim staniemy się zwierzętami. Naprawdę nie chcę ci tego mówić, stary, ale podejrzewam, że minie sporo czasu, zanim staniemy się w pełni animagami. Szczególnie, jeśli mamy to ukrywać przez cały czas przed Lunatykiem.

James westchnął, śledząc palcem litery na okładce książki „Zaawansowane transmutacje zwierzęce i jak to zrobić" Gertie Trebbletome.

— To jedyny plan jaki mamy.

— Wiem.

W całym domu rozbrzmiał dźwięk uderzenia kołatki o drzwi i chłopcy się rozchmurzyli.

— To będzie jeden z chłopaków – powiedział James. — Szybko, schowaj to w moim sejfie.

Uderzył różdżką w jeden z obrazów w pokoju, który odsunął się ujawniając mały sejf wypełniony „skarbami" Jamesa. Były to rzeczy, których nikt nie chciałaby ukraść poza młodymi, figlarnymi chłopcami.

Syriusz wcisnął książkę i notatnik do środka, a potem zamknąwszy sejf, skierował się na dół, aby przywitać przyjaciela.

,,,

Okazało się, że był to Peter. Remus przybył później. Był blady i wyglądał na chorego z powodu pełni księżyca, która miała miejsce dzień wcześniej. Syriusz, kiedy pomagał przyjacielowi wspiąć się na schody, pierwszy raz od tygodni poczuł się odprężony. Dopiero teraz, gdy opuściło go całe napięcie, zrozumiał, jaki był zestresowany, nie wiedząc, jak czuje się Remus. Spojrzał na przyjaciela i uśmiechnął się, jak zauważył, że wilkołak rozgląda się po posiadłości z szeroko otwartymi oczami i ustami.

— Jeśli nie będziesz ostrożny, nargle zrobią sobie gniazdo w twoich ustach – drażnił się z nim Syriusz. — O co chodzi? Nigdy wcześniej nie widziałeś porządnego domu?

— Nie – mruknął Remus. — Przynajmniej nie tak dużego. Nigdy nie widziałem nic tak olbrzymiego nie wliczając Hogwartu. Naprawdę tutaj dorastałeś, James?

James spojrzał na niego zaskoczony.

— Tak, myślałem, że wiesz.

— Nie wiedziałem, jaki twój dom jest olbrzymi. Jak dużo czasu zabiera sprzątanie go?

James wzruszył ramionami.

— Kto tam wie? Skrzaty domowe to robią.

— Skrzaty domowe. Racja. - Głos Remusa był bardzo cichy.

— Nie rozumiem, o co chodzi – odparł Syriusz potrząsając z rozbawieniem głową. — Letnia posiadłość Blacków jest dwa razy większa, a Grimmauld Place nie jest dużo mniejsze. Myślałem, że domy większości ludzi są tak duże w środku.

Remus i Peter rzucili mu niedowierzające spojrzenia, a James powiedział:

— Wiesz jak drogie jest pozwolenie ministerstwa, aby powiększyć dom w środku? Setki galeonów tylko za parę metrów kwadratowych. Tata mi powiedział, kiedy chciałem, aby zrobili w domu boisko do Quidditcha.

— Naprawdę? - zapytał Syriusz. —Moi rodzice musieli w takim razie wydać całe moje dziedzictwo powiększając Grimmauld. Moja matka robi to w ramach hobby.

— Nie mogę uwierzyć, że tego nie wiedziałeś – powiedział Remus. — Nie pamiętasz, jak wyglądał mój dom, kiedy przyszedłeś mnie ratować?

— Nie myślałem wtedy o tym – przyznał Syriusz, przypominając sobie mały, ciasny salon i niewielką, poniszczoną kuchnię, przez którą przechodzili. — Uznałem, że było to wejście dla skrzatów domowych czy coś.

Był świadom, że pozostali chłopcy wpatrują się w niego i zaczerwienił się.

— Chodziłem tylko do domów innych czystokrwistych czarodziejów, a Hogwart też jest olbrzymi.

— Naprawdę powinieneś wziąć mugoloznawstwo w tym roku – powiedział Remus. — Obaj z Jamesem. Naprawdę! Amyślałem, że ja byłem wychowywany pod kloszem.

— Czekaj! - krzyknął Syriusz, zatrzymując się nagle i spoglądając na Remus, który wpatrywał się w szczyt schodów z tęsknotą. — Mieszkałeś w tym małym domku przez całe swoje życie przed Hogwartem?

Remus wyglądał na zawstydzonego.

— Tata zabrał mnie parę razy na ulicę Pokątną.

— Parę razy? - zapytał słabo Peter. — Gdzie jeszcze chodziłeś?

— Nigdzie – odparł Remus. Teraz on wyglądał na rozbawionego. — Mówiłem wam, że trzymał mnie zamkniętego.

— Nie byłeś przerażony, kiedy poszedłeś do szkoły? - zapytał James. — Przecież nie odwiedzałeś miejsc pełnych ludzi.

— Tak – przyznał Remus. — Byłem cholernie przerażony. Dlatego kręciłem się po stacji pierwszego dnia. I dlatego nie wiem… nie wiedziałem, jak nawiązywać przyjaźnie.

— Och, Lunatyku. — James wyglądał, jakby rozdzierała go wina. — Przepraszam.

— Dlaczego? To nie była twoja sprawka.

— Ale byłem dla ciebie wredny.

— Cóż… - Remus zerknął na Syriusza, szukając u niego pomocy. — Już nie jesteś. Nie dbam o to. Jesteś teraz moim przyjacielem.

— Chodź – powiedział Syriusz, zdeterminowany, aby porzucić temat zanim zrobi się zbyt łzawo. — Twój pokój jest tam. — Przeskoczył ostanie schodki i otworzył drzwi z fanfarami.

To jest mój pokój? - zapytał Remus, opierając się o ramę drzwi, zerkając się do środka pomieszczenia z zaskoczeniem wypisanym na twarzy. — Nasz cały dom mógłby się tutaj zmieścić. Gdzie wy śpicie?

— W innych pokojach w dół korytarza – odparł James. — Obiad będzie gotowy za chwilę, więc wrzuć tu swój kufer i zejdźmy na dół do kuchni.

— Znów trzeba zejść? - zapytał Remus, patrząc z rezygnacją na schody, po których dopiero co weszli.

— Zajmuje to tylko chwilę, jeśli użyjesz poręczy – powiedział Syriusz.

— Myślałem, że wam nie wolno.

— Jeśli naprawdę nie chcieliby, abyśmy ich używali, rzuciliby zaklęcie antyślizgające na poręcze – odparł James wesoło — Pójdziemy pierwsi i złapiemy cię na dole, abyś się mocniej nie uszkodził. Zły księżyc?

Remus wzruszył ramionami.

— Nie było was tam. Było w porządku. Bywało gorzej.

— U ciebie zawsze bywało gorzej, Lunatyku.

,,,

Z większości posiadłości Potterów nie korzystano podczas codziennego życia jej mieszkańców, a niewielki obszar, który używali, był o wiele przytulniejszy niż wskazywał na to zewnętrzny wygląd. Pomimo swojego bogactwa pan i pani Potter robili większość rzeczy sami. Skrzaty domowe zajmowały się głównym domem, a pani Potter gotowała sama. Przydzielała Jamesowi, a także Syriuszowi, podczas jego pobytu, takie obowiązki jak zmywanie naczyń, malowanie pokoi czy pielenie ogródków, aby nauczyli się, że „w życiu nic nie przychodzi samo".

Syriusz był wyjątkowo rozbawiony tą życiową lekcją, przy zmywaniu naczyń w kuchni, podczas gdy reszta Huncwotów grała w gargulki z panem Potterem.

— Blackowie nie są stworzeni do poślednich zadań, kiedy ich przyjaciele grają bez nich w gargulki – oznajmił pompatycznie, patrząc z obrzydzeniem na pływający makaron. — Szczególnie bez magii. Jesteśmy stworzeni, aby patrzeć na ludzi z góry i nimi zarządzać i być szalonymi i… um… torturować ludzi…

— Brzmi jak bardzo przyjemna rodzina – odparła sucho pani Potter. Syriusz spojrzał nad swoi ramieniem i zauważył, że patrzyła na niego z rozbawieniem.

— W takim razie nie opisałem nas wystarczając dobrze. - Podniósł talerz i umieścił go na suszarce.

— Będę wycierać i dotrzymam ci towarzystwa – powiedziała. — I tak chciałam o czymś z tobą porozmawiać.

Syriusz natychmiast zesztywniał. Po tych słowach zazwyczaj nie następowała przyjemna konwersacja.

— O czym?

— O Remusie.

Syriusz zerknął przez drzwi do salonu, gdzie James gonił Petera i starał się włożyć gargulka pod jego koszulkę, podczas gdy Remus siedział koło pana Pottera na sofie i zanosił się ze śmiechu. Syriusz poczuł znajomą falę troski, która zalała go od środka.

Podszedł do ciężkich, kuchennych drzwi i zamknął je. Następnie z bijącym serce wrócił do zlewu. Co chciała wiedzieć?

— Nie usłyszałby nas – zapewniła go pani Potter.

— Remus ma bardzo dobry słuch. - Syriusz wrócił do zmywania naczyń.

— Chcę wiedzieć, co jest z nim nie tak – powiedziała pani Potter. — Niegrzecznie jest się zapytać, a on wygląda na zmęczonego i wymizerniałego. Teraz ma się lepiej, ale martwię się, że znów mu się pogorszy. Kiedy mówiliście, że często choruje, myślałam, że jest podatny na przeziębienia, albo czarodziejską grypę, czy coś. Muszę wiedzieć, z czym mam do czynienia, Syriuszu. Myślałam, że zapytam ciebie, ponieważ wydajesz się najmocniej o niego dbać.

— Naprawdę? - Syriusz pomyślał o tym przez kilka sekund. — Wygląda na to, że tak. Martwię się o niego.

— Wiem – odparła delikatnie. — Powiesz mi?

Syriusz nie potrafił uporządkować myśli. Nie chciał ją okłamywać, ale pragnął, aby zrozumiała, jak bardzo Remus cierpi, nie zdradzając przy okazji jego sekretu.

— Prosił nas, abyśmy o tym nie rozmawiali z ludźmi – odparł Syriusz najszczerzej jak mógł. — Nie zarazimy się. To jest coś, co pojawiło się u niego w bardzo młodym wieku.

Pani Potter wyglądała na sfrustrowaną.

— Możesz powiedzieć mi coś więcej?

— Stawia mnie pani w bardzo ciężkiej pozycji – przyznał Syriusz. — Nie chcę zdradzić jego zaufania.

— Wiem, wiem. Przepraszam. Możesz mi powiedzieć coś jeszcze? Czy to jest śmiertelne?

Syriusz pomyślał o ranach Remusa, które sobie zadał podczas gorszych nocy oraz o pani Pomfrey mówiącej: „Dziś rano było blisko". Myślał o ministerstwie i karze, jaka czeka Remusa, gdyby został odkryty, albo jeśli Lunatyk niechcący kogoś zabije.

— Może być – powiedział w końcu. — Jest duża szansa, że przez to umrze. Jego matka umarła. Czasem myślę, że chce się poddać. Jeśli przestałby z tym walczyć, nie sądzę, aby długo przeżył.

Ani on, ani pani Potter nie mówili nic przez dłuższy czas. Jedynymi dźwiękami w kuchni było pluskanie wody i stukanie odkładanych talerzy. W końcu kobieta odchrząknęła i powiedziała:

— Dziękuję, Syriuszu. Nie będę cię o to więcej pytać. Tylko… Chciałabym móc coś dla niego zrobić. Cokolwiek.

— Jak my wszyscy – odparł. — James, Peter i ja jesteśmy zdeterminowani, aby pewnego dnia mu pomóc.

— Jesteście dobrymi przyjaciółmi.

Syriusz zmarszczył brwi na jej ton.

— To nie jest nasz obowiązek, pani Potter. Nie jesteśmy jego przyjaciółmi, bo jest nam go żal. Lubimy Remusa. Na wiele sposobów, jest od nas silniejszy. Trzyma nas razem. Jeśli coś bym mu się stało, nie wiem, co bym… - Syriusz przerwał, jego twarz piekła go alarmująco. Nie chciał wyrazić tak mocno swoich uczuć i nagle uświadomił sobie, że nie było to coś, co piętnastoletni chłopiec powiedziałby na głos, jeśli chciałby zachować twarz.

— Nie chciałam, aby tak to zabrzmiało – powiedziała pani Potter delikatnie. — Tylko rzadko się zdarza, aby nastoletni chłopcy potrafili dostrzec czyjąś siłę pod powierzchowną fizyczną słabością.

— Możemy o tym już nie rozmawiać? - Syriusz zaczął czuć się uwieziony. Nie był pewien, jak długo może ciągnąć tę rozmowę bez kłamania lub powiedzenia o przypadłości Remusa. Ku jego uldze, twarz pani Potter złagodniała i skinęła głową.

— Oczywiście. Wybacz mi. Dziękuję, że ze mną porozmawiałeś.

Westchnęła i wytarła ręce w ręcznik. Potem rozczochrawszy mu czule włosy, wróciła do salonu. Syriusz zajął się ponownie zmywaniem. Jego serce biło jak szalone, kiedy wracał myślą do rozmowy, aby sprawdzić, czy przypadkiem nie dał za dużo wskazówek co do przypadłości Remusa.

— Także nie wiem, co bym bez ciebie zrobił – powiedział delikatny głos za nim, powodując, że aż podskoczył ze strachu.

— Lunatyku. - Syriusz spojrzał na Remusa, który opierał się o kuchenny stół z rekami założonymi na klatce piersiowej. — Powinienem wiedzieć, że będziesz w stanie nas usłyszeć, chociaż wydawało mi się, że drzwi są dość grube. Jak w ogóle dobry jest twój słuch?

Remus uśmiechnął się.

— Nie tak dobry. Muszę przyznać się do podsłuchiwania. Słyszałem, że chce porozmawiać z tobą o mnie, więc podkradłem się, uchyliłem drzwi i usiałem w pobliżu.

— Heh. Huncwot.

— Uznam to za komplement.

Remus odszedł od stołu i podszedł do szafki kuchennej koło Syriusza. Mocno mu się polepszyło w ciągu tygodnia, od kiedy tu przybył. Jego ruchy nie wyglądały, jakby sprawiały mu ból, a płowe włosy mieniły się rudawym blaskiem w przygaszonym świetle w kuchni. Syriusz obserwował go i pomyślał, że to nie on, a Remus musi być najlepiej wyglądającym chłopcem na ich roku

— Przepraszam – powiedział, odwracając głowę i udając, że zajęty jest zmywaniem pozostałych naczyń. — Ale zapytała. Nie wiedziałem, co jej powiedzieć.

— Dobrze ci poszło. Ja bym tylko jąkał się i mamrotał, co sprawiłoby, że zrobiła by się podejrzliwa. Nie sądzę nawet, abyś ją okłamał.

— Nie chciałem kłamać. Naprawdę lubię panią Potter. Tak właśnie wyobrażałem sobie idealną matkę.

— Tak – odparł smutno Remus. — Ja też. — Gdy zerknął na Syriusza, delikatny rumieniec pojawił się na jego policzkach. Szybko spojrzał w podłogę — To wiele dla mnie znaczy – to co powiedziałeś jej na końcu. Że nie jesteście moimi przyjaciółmi tylko z litości. Naprawdę nie wiem, co bym bez was zrobił. Na pewno nie wytrwałbym tak długo.

Syriusz naprawdę chciał wierzyć, że Remus mówił o tym w przenośni.

— Mówiłem wszystko na serio, Lunatyku – powiedział, również się rumieniąc. — Nie chciałem tego mówić – nie jest to zbyt męskie – ale mówiłem to na serio.

— Wiem. Chciałem, abyś wiedział, że wiele to dla mnie znaczy.

Remus podniósł głowę i jego oczy, spotkały się z oczami Syriusza. Serce zaczęło bić mu szybciej, a on nie potrafił zrozumieć dlaczego. To było to samo elektryzujące i ekscytujące uczucie, które poczuł, kiedy on i Remus, latając na miotłach, rozkładali pajęczyny. W oczach Remusa także pojawiło się coś, co nie było Lunatykiem, ale także było dzikie i enigmatyczne. Czuł, jakby stali na krawędzi czegoś ważnego – jeden krok i stałoby się coś nowego, przerażającego i wspaniałego.

Wtedy rozległ się głośny huk. James i Peter wpadli do kuchni, starając się wyrwać sobie gargulka. Żaden z nich nawet nie zwróciło uwagi na to że, kuchenne krzesło podczas ich szamotaniny przewróciło się na ich głowy. Pan Potter wiwatował im z salonu, a pani Potter wzdrygnęła się, chowając twarz w dłonie.

— Wygrałem to – krzyczał Peter. — Mam do tego prawo!

— Nieprawda! Widziałem, że jest zepsuty!

Chwila między nim a Remusem minęła i Syriusz nie wiedział, czy czuje zawód, czy ulgę. Zastawiał się, czy było to kolejną, tajemniczą rzecz, która zdarza się w watasze i czy przytrafiła się także Jamesowi i Peterowi. Co dziwne miał nadzieję, że nie. To sprawiało wrażenie zbyt intymnego – czegoś specjalnego między nim a Remusem.

— Myślisz, że powinniśmy im pomóc? - zapytał Remus, opierając się o szafkę.

— Nie, nie przejmowałbym się – odparł Syriusz. Odłożył ostatni talerz na suszarkę i z ulga wypuścił wodę ze zlewu. — Proponuję, abyśmy jutro wybrali się do mugolskiego Londynu. Razem z Peterem obiecaliście nam jedną w te ferie.

Rozbrzmiał jeszcze głośniejszy huk, kiedy James i Peter uderzyli w dekorowany kredens i lawina talerzy poleciała na ich głowy.

— Popieram – rzekł Remus. — Jeszcze jedne dzień z wami i waszym znudzeniem, a mogę sam oszaleć.

,,,

— Co nas podkusiło, aby to robić? - zapytał Remus Petera, kiedy James i Syriusz bezwstydnie flirtowali z kobietą sprzedającą napoje w pociągu, aby być w stanie przyjrzeć się lepiej maszynie do gorącej czekolady.

— Nie wierzę, że to działa bez krzty magii – ogłosił James, opierając się na krześle i zakładając ręce na piersi.

Kobieta wyglądała na lekko zmieszaną i spojrzała na wózek z powątpiewaniem.

— Co?

— To coś, co stwarza ciepłe napije. Jak to działa, jeśli nie macie magii?

— Eee… - Wpatrywała się w niego, najwyraźniej starając się rozgryźć, czy jest to bardzo zły żart, czy tekst na podryw.

— To musi być magia – wtrącił się Syriusz. — Rzeczy nie działają bez magii. Musieli nam trochę jej ukraść.

— Przepraszam, nie rozumiem.

Remus westchnął.

— Proszę ich ignorować. Nie wychodzą często. To jest elektryczność – dodał do Jamesa i Syriusza.

— To coś, co robią, kiedy złapią błyskawicę w pudełko? - Syriusz przyglądał się maszynie podejrzliwie. — Tylko mugole mogą być tak psychiczni, aby to zrobić.

— Nie grozi to pożarem? – zapytał James. — Czy to coś może wybuchnąć, Pete? Mogę dostać kubek? - Pogrzebał w kieszeni i wyjął dłoń pełną galeonów, sykli i mugolskich monet. — Które pani chce? - zapytał kobietę, wyciągając do niej pełną dłoń.

Spojrzała na Remusa z powątpiewaniem.

— Proszę im dać gorącą czekoladę – westchnął, wybierając odpowiednią ilość monet z ręki Jamesa.

— Nie możecie mówić takich rzeczy w towarzystwie niewinnego mugola – Remus zbeształ dwóch ciemnowłosych chłopców, kiedy kobieta od nich odeszła.

— Cóż, to jest psychiczne – odparł Syriusz bez krzty winy w głosie. — A to smakuje okropnie.

— To jest gorąca czekolada sprzedawana w pociągu – powiedział Peter. — Powinna smakować okropnie.

— Więc dlaczego ją kupiliśmy?

— Ponieważ chciałeś zobaczyć, czy maszyna eksploduje.

Wiele się nie poprawiło, kiedy wyszli na stacji. Syriusz nie mógł uwierzyć, że żył tak blisko takiego obcego świata, którym wcześniej w ogóle się nie zainteresował. Razem z Jamesem wpatrywali się w światła drogowe, żarówki, głośno komentowali automaty sprzedające, a także telewizory, które dostrzegli w oknie wystawowym, pokazujące czarno biały film z tańczącymi mugolami. Syriusz zastanawiał się, czy mógłby zamienić dodatkowy przedmiot na mugoloznawstwo przed SUMami, aby móc więcej dowiedzieć się o świecie mugoli. Jak byli w stanie robić to wszystko bez magii?

Syriusz prawie wyskoczył ze skóry, kiedy dziko wyglądający mugol z głośnym hukiem zatrzymał się koło chodnika, gdzie stali. Mężczyzna ubrany w czarną skórę zszedł z pojazdu, ściągnął kask, spojrzał na wpatrujących się w niego chłopców i skierował się do pobliskiego sklepu.

— Do cholery, co to jest? - zapytał James.

— Motocykl – odparł Peter, przewracając oczami. — Naprawdę, czy wy nie wiecie niczego?

— Jak szybko to się porusza? - Syriusz wpatrywał się w motocykl z głodem w oczach. Była to najbardziej skomplikowana i piękna mugolska maszyna, którą kiedykolwiek widział. Wyglądała na szybką, nawet, kiedy stała nieruchomo.

— Nie wiem – powiedział od niechcenia Peter. — Przypuszczam, że tak szybko jak samochód. Chcecie iść coś kupić?

Mężczyzna wrócił ze sklepu z paczką papierosów, które włożył sobie do kieszeni. Rzucił chłopcom kolejne podejrzliwe spojrzenie, po czym założył kask, przełożył nogę przez motor i odjechał z hukiem.

— Myślę, że się zakochałem – powiedział marzycielsko Syriusz.

— Fuj! - odparł James. — Był stary, owłosiony i brudny, a także, jeśli nie zauważyłeś, był mężczyzną.

— Nie w tym facecie – odparł Syriusz, krzywiąc się w kierunku przyjaciela. — W motocyklu. Chcę taki.

— Ale po co? - zapytał Peter. — Za parę lat będziesz w stanie się aportować. Po za tym masz miotłę.

— Widziałeś to? - odparł pytaniem Syriusz. — Był niesamowity! Szybki, opływowy i błyszczący. Po za tym moja mama by go znienawidziła.

— A w życiu Syriusza Blacka to zawsze olbrzymi plus – powiedział James, przewracając oczami.

— Nie możesz mieć motocykla – rzekł Remus. — Gdzie byś go trzymał?

— Nie wiem i o to nie dbam. Mogę przynajmniej mieć jakieś zdjęcie? Duże. Żeby powiesić w moim pokoju zaklęciem stałego przylepca. I jeszcze jedno do naszego dormitorium. Może dwa do mojego pokoju. - Syriusz westchnął wesoło na myśl o Stworku, starającym się oderwać przyklejone zdjęcie motocykla, w momencie gdy jego matka stała by w drzwiach i się wydzierała.

— Możemy znaleźć jakieś plakaty – powiedział Peter, kiedy ruszyli przed siebie w dół ulicy. — Nie wpadniesz przez to w kłopoty?

— Będzie warto, aby zobaczyć, jak jej twarz robi się czerwona i zaczyna wyrywać sobie włosy. I przypomni mi to o moim nowym życiowym celu.

— Którym jest...? - zapytał z rezygnacją Remus.

— Aby posiadać całe stado motocyklów – ogłosił Syriusz. — A kiedy odziedziczę Grimmauld Place będę trzymał po jednym w każdym pokoju i będę nimi jeździł w górę i w dół przez cały dzień.

— Nie będą działać w magicznym środowisku – odparł Remus. — Mugolska technologia niezbyt dobrze miesza się z magią.

— Więc zmienię go, aby działał na magię – odparł niewzruszony Syriusz. — Możesz mi pomóc, Lunatyku.

— Hurrrraaaaa dla mnie – odparł Remus sucho.

— Możemy sprawić, że będzie jeszcze szybszy. Może nawet, że będzie latał. Nie byłoby to świetne?

— Tutaj sprzedają plakaty – przerwał Peter, wchodząc do małego, ciemnego sklepu sprzedającego płyty, kasety i plakaty.

— Peter, przyjacielu! - powiedział Syriusz, wskakując do sklepu. — Jesteś prawdziwym Huncwotem.

Pozostali podążyli za nim o wiele spokojniej i zanim go dogonili, Syriusz wpatrywał się już w plakaty z otwartymi ustami.

— Co? Co jest? - zapytał James.

— Gołe dziewczyny – powiedział słabo Syriusz, wskazując na półkę. Plakat naprzeciwko niego pokazywał trzy biuściaste, skąpo ubrane kobiety leżące na plaży.

— Cholera – wymamrotał James. — Co to za sklep, Pete?

Syriusz zauważył, że James i Remus patrzą się na plakat z podobnym szokiem i fascynacją. Peter, co ciekawe, spojrzał na ich trójkę z niedowierzaniem.

— Nie są nagie – powiedział, potrząsając głową. — Naprawdę, czarodzieje! Maja ubrane bikini!

— Biki-co? - zapytał James, który wydawał się nie być w stanie oderwać oczu.

— Bikini. Kostium kąpielowy. Żaden z was nie był na mugolskiej plaży podczas lata? Każdy to nosi. Oprócz facetów. Oni noszą tylko dolną część.

— Mugole chodzą w czymś takim przez cały czas? - zapytał Remus z niedowierzaniem. — Nigdy ich w takim czymś nie widziałem, a mieszkam w mugolskiej dzielnicy od kiedy jestem u Andersów. Po za tym uczę się mugoloznawstwa.

— Nie cały czas – odparł Peter cierpliwie. Syriusz miał wrażenie, że cieszy się z możliwości wiedzenia więcej niż cała reszta. — Tylko w lato i zazwyczaj tylko na plaży.

— Mugole są dziwni – powiedział Remus, pochylając się bliżej plakatu. — Jak myśli, gdzie to jest? Karaiby?

— A jakie to ma znaczenie? - zapytał James. — Tam są praktycznie nagie dziewczyny.

— Uważaj, stary – powiedział Syriusz, uśmiechając się szeroko. — Ślinisz się. Hej, Pete, czemu one się nie ruszają?

Peter rzucił mu kolejne niedowierzające spojrzenie.

— Wiesz, jak na ludzi tak sprytnych, jak ty i James, jesteście naprawdę tępi – powiedział. — To są mugolskie plakaty z mugolskimi dziewczynami. Tak więc – żadnej magii. Będą w takiej pozycji, w jakiej były, kiedy zrobiono im zdjęcie.

Syriusz spojrzał na plakat ponownie i na jego twarzy pojawił się szeroki uśmiech, kiedy wpadł na genialny pomysł.

— Wiesz kto naprawdę znienawidziłby ten plakat?

— Nie zrobiłbyś tego – powiedział James, odwracając wzrok od nieruchomych dziewczyn, aby spojrzeć na Syriusza w szoku. — To jest samobójstwo!

— Och, Syriuszu, przestań – powiedział Remus. — Ona może naprawę cię za to zabić.

— Zaklęcie stałego przylepca – zadumał się Syriusz. — To jest genialne! Teraz znajdźmy jeden z motocyklem.

— Chcesz też motocykl? - zapytał James, przeglądając resztę plakatów. — Dlaczego? Tu jest pełno gołych dziewczyn.

— Mówiłem ci, że zakochałem się w motocyklach.

James przeglądał plakaty, aż w końcu zatrzymał się i z trumfem wyciągnął jeden z długonogą blondynką dosiadającą motocykla.

— Mamy to. Dwa w jednym. Dziewczyna i motocykl.

— Chcę inny – powiedział Syriusz, marszcząc brwi, patrząc na plakat. — Zakrywa wszystkie najlepsze części swoimi nogami.

James spojrzał na niego z niedowierzaniem, a potem posłusznie kontynuował przeglądanie aż znalazł kilka, na których były motocykle.

— Dobrze – powiedział Syriusz z satysfakcją. — Wezmę wszystkie z motocyklami i dwa z gołymi dziewczynami.

— Naprawdę kupisz te z gołymi dziewczynami? - zapytał Remus, wyglądając na zażenowanego jego zachowaniem.

— Mojej mamie się nie spodobają – odparł Syriusz, jakby to było odpowiedzią na pytanie.

Remus potrząsnął głową.

— Będziesz miał kłopoty.

Syriusz wzruszył ramionami, niosąc plakaty do kasy.

— Weźmiesz jeden? - zapytał Jamesa.

James spojrzał tęsknie na ubrane w bikini dziewczyny.

— Wziąłbym, ale jeśli myślisz, że reakcja twojej matki będzie kiepska, powinieneś zobaczyć, jak zareaguje moja.

,,,

— Hej, Lunatyku, co to jest? - zawołał Syriusz do płowowłosego chłopca, który żywo dyskutował z Peterem o pralkach, podczas gdy Syriusz i James przeglądali resztę sklepu elektrycznego pod czujnym okiem sprzedawcy.

Remus podszedł i stanął na placach, aby spojrzeć Syriuszowi przez ramię. Uśmiechnął się tęsknie, kiedy zobaczył, na co patrzy jego przyjaciel.

— To jest magnetofon – powiedział mu. — Mugole przechowują muzykę na takich taśmach. - Wskazał kilka z nich na półce. —Wkładają je i muzyka gra przez głośniki. Jak czarodziejskie radio.

— Robią to dzięki elektryczności? - zapytał Syriusz, wahając się na ostatnim słowie, aby się upewnić, że wymawia je właściwie. — Ci mugole są genialni.

— Moja mama miała taki – powiedział Remus, patrząc na urządzenie. — Był straszy niż ten oczywiście. Uwielbiała mugolską muzykę. Była mugolaczką i kochała wszystko w czarodziejskim świecie, ale zawsze wolała mugolską muzykę od czarodziejskiej, ponieważ przypominała jej dzieciństwo. - Wyciągnął dłoń i przejechał palcem po przycisku na magnetofonie. Uśmiechnął się do Syriusza. — Lubię ją z tego samego powodu.

— Kupię ci taki – powiedział Syriusz bez zastanowienia. — Wybierz sobie jakieś kasety.

Remus zrobił krok w tył.

— Nie, Syriuszu. Nie możesz ciągle mi czegoś kupować. Nie potrzebuję jałmużny. Po za tym i tak nie działałby w czarodziejskim świecie. Tak jak motocykle.

Syriusz zmarszczył brwi.

— Nie myślę o tym, jako o jałmużnie. Ale mam więcej pieniędzy niż jestem w stanie wydać, a chcę to zrobić zanim matka mnie wydziedziczy. Zaczarujemy go tak, aby działał.

— Jeśli nie będziesz robił rzeczy, aby ją umyślnie denerwować, to cię nie wydziedziczy. — Remus rzucił mu pełne frustracji spojrzenie i wskazał torbę Syriusza pełną plakatów.

— Ty, ze wszystkich ludzi, powinieneś wiedzieć, jak to jest! - warknął Syriusz, nieświadom, że podniósł głos. — Ty ze wszystkich ludzi powinieneś wiedzieć, że jeśli nawet umyślnie jej nie zdenerwuję i tak znajdzie powód, aby być zła! Samo bycie Gryfonem jest wystarczającym powodem, aby zamknąć mnie w piwniczce na tydzień! — Odwrócił głowę, pochylając się w kierunku magnetofonu, aby Remus nie widział jego twarzy. — Tak przynajmniej czuję, jakbym odzyskał chociaż część mojej godności – powiedział. — Tak mam jakąś kontrolę. Powinieneś wiedzieć, Lunatyku. Ty, ze wszystkich ludzi, powinieneś wiedzieć.

Zapanowała długa cisza. W końcu Syriusz usłyszał Remusa poruszającego się za nim i poczuł rękę oplatającą jego pas. Remus nie starał się spojrzeć na jego twarz – jakby wyczuwał, że Syriusz potrzebuje prywatności.

— Masz rację – odpowiedział delikatnie wilkołak. — Wiem. Ale nigdy nie byłem taki jak ty. Nie brałem spraw w swoje ręce. Pozwalałem mu na wszystko i starałem się go cały czas zadowalać. Masz rację. To nic nie zmieniało. Może jedynie sprawiło, że było jeszcze gorzej.

Syriusz poczuł, jak poczucie winy mieszczące się głęboko w jego wnętrzu znika na te słowa. Tak jakby słysząc Remusa utwierdził się w przekonaniu, że postąpił właściwie. Napięcie opuściło jego ciało i obrócił się obdarzając Remusa uśmiechem, który w jego zamierzeniu miał wyglądać na zuchwały, ale wyszedł mu dość słabo.

— To znaczy, że aprobujesz nagie panie?

Remus skrzywił się i zrobił krok w tył.

— Nigdy nie zaaprobuję nagich pań.

— Czemu? - zapytał Syriusz.

— To wydaje się… szpanerskie. Wiesz, przyklejanie plakatów gołych dziewczyn do ściany. To powinno znaczyć coś więcej.

— Co powinno znaczyć coś więcej? - zapytał Syriusz. Podobało mu się, że pytanie spowodowało, że policzki Remusa zaróżowiały. — Seks?

— Nie ma sensu z tobą rozmawiać, kiedy jesteś w takim humorze – powiedział Remus nadal z zaczerwienionymi pliczkami.

— Dawaj, Lunatyku. Powiedz to. Seksseksseks.

— Przestań, Syriuszu!

— Nie możesz tego robić, póki tego nie powiesz. Dawaj, Lunatyku. Wiesz, że tego chcesz. Seks, seks, Se-eks.

— Wyglądam, jakbym planował to robić w najbliższym czasie? - zapytał Remus. — Zrób coś, aby przestał, James!

Syriusz obejrzał się za siebie, gdzie James i Peter obserwowali ich z rozbawieniem i ulgą.

— Sam powiedziałeś, Lunatyku – powiedział James, uśmiechając się szeroko na zażenowanie Remusa. — Nie ma sensu z nim gadać, kiedy jest w takim humorze.

— Eh! - powiedział Remus, podnosząc ręce niecierpliwie. — Seks. Proszę, zadowolony? Seksseksseks. Naprawdę!

Syriusz wyszczerzył zęby i klepnął Remusa po głowie. Zastanawiał się dlaczego włosy Remusa są takie miękkie, pomimo tego, że Remus nigdy nie używał odżywki.

— Dobry chłopak. Teraz chodź i wybierz jakieś kasety.

— Nie mam zamiaru – powiedział Remus, zakładając ręce na piersi i podnosząc butnie podbródek. — Jeśli zostaniesz wydziedziczony, przydadzą ci się pieniądze.

— Dobra, nie to nie – odparł Syriusz, udając, że mu nie zależy. — Kupię magnetofon i sam sobie wybiorę muzykę. James mi pomoże i wybierze wszystkie, które mają nagie kobiety na okładce. Widzę stąd nawet jedną.

— Hurra! - powiedział James, puszczając Syriuszowi oko.

— Nie nabiorę się na to – powiedział Remus, obracając się do nich plecami i uśmiechając się przepraszająco do sprzedawcy, który zaczynał wyglądać na bardzo poirytowanego.

— Tu jest jedna z naga kobietą, wokół której owinięty jest wąż – rzekł James, podnosząc wspominaną kasetę.

— Tu jest kolejna z dwiema dziewczynami, które pomalowały się farbą zamiast ubrań – dodał Syriusz. — Można zobaczyć nawet ich…

— Dobra! - krzyknął Remus, obracając się i próbując wyrwać Syriuszowi z rąk kasetę. — Wybiorę jakieś!

Syriusz uśmiechnął się zwycięsko.

—… sutki – dokończył, puszczając kasetę i pochylając się nad pólkom. — Zaczynaj, Lunatyku. Wiesz, jeśli będziesz się tak rumienił w towarzystwie dziewczyn będą się zabijać, aby się z tobą umówić. To jest naprawdę niepokojąco słodkie. Co, Potter? Takie jest! Zaprzeczaj, jeśli chcesz.

— Jesteś chłopakiem. Nie powinieneś mówić takich rzeczy – odparł James, potrząsając głową i starając się kopnąć Syriusza.

— Jestem Blackiem – rzekł pogodnie Syriusz. — Mogę mówić, co mi się podoba.

,,,

Wydawało się, że minęło tak niewiele czasu, kiedy pan i pani Potter z ulgą wypisaną na twarzy zaprowadzili czwórkę chłopców na pociąg do Hogwartu.

— Merlin jedynie wie, że nauczyciele w waszej szkole nie otrzymują wystarczająco pieniędzy, aby im wynagrodzić, że się wami zajmują – powiedziała pani Potter, podając Syriuszowi przez okno but, który zaczarował, gdy przybyli na stację, aby pogardliwie prychał na Snape'a i gonił go po stacji.

— Bawcie się dobrze, chłopcy – dodał pan Potter. — Dajcie im popalić. Gdzie jest James?

— Poszedł znaleźć wózek z przekąskami – odparł Peter.

Z pociągu wyleciała chmura pary i zaczął pomału się rozpędzać.

— Pożegnajcie go od nas – krzyknęła do nich pani Potter, biegnąc po peronie. — I nie róbcie psikusów nauczycielom! Nie miejcie szlabanów! I nie… - Reszta słów została zagłuszona przez hałas jadącego pociągu, oddalającego się ze stacji.

— Gdzie jest, James? - zapytał Syriusz, zakładając buta.

— Poszedł znaleźć Evans – odparł bardziej szczerze Peter.

— Ach – mruknął Syriusz, opierając się na siedzeniu. — Powinienem zgadnąć.

James nie wracał przez dłuższy czas i kiedy Syriusz był gotowy wstać, aby go poszukać, pojawił się w akompaniamencie kobiecych chichotów. Syriusz wpatrywał się w otwierające się drzwi, za którymi ukazał się James w towarzystwie blondynki z Ravenclawu o imieniu Bronwyn Kemp. Miała tak dużo szminki nałożonej na usta, że Syriusz był zaskoczony, że jej wargi nie opadły pod swoją wagą. Trzymała się zaborczo ramienia Jamesa.

— Co ona tutaj robi? - zapytał Syriusz.

— Jest moją dziewczyną – odparł James, cały się czerwieniąc.

— Twoją co? - zapytał Peter, również się w niego wpatrując.

— Moją dziewczyną. Nadążaj, Pete.

— Um… - powiedział Remus, siedzący przy oknie. — Cześć, Bronwyn. Dałabyś nam chwilę?

— Dlaczego? - zapytała. — Może się spotykać, z kim chce.

— Nie o to chodzi – odparł smutnie Remus. — Zgubiłem gdzieś tutaj pająka i nie chcę, abyś przypadkiem na nim stanęła. Widzisz go? Jest całkiem duży, ale jego czarne futro pomaga mu się ukryć w cieniu pod siedzeniami.

Bronwyn wyglądała na przerażoną i spojrzał na swoje stopy. Cofnęła się szybko, ale rzuciła ostrzegawcze spojrzenie Syriuszowi i Peterowi.

— Będę zaraz za drzwiami – powiedziała, zamykając je z większą siłą niż było to konieczne.

— Pająk? - zapytał Peter Remusa sceptycznie, kiedy wilkołak rzucił szybkie zaklęcie wyciszające na drzwi.

— Powinieneś słyszeć, jak krzyczała, kiedy znalazła jednego na książce w bibliotece – powiedział Remus. — Przysięgam, moje uszy dzwoniły przez tydzień.

— Dziewczyna? - zapytał Syriusz, wpatrując się w Jamesa, który wyglądał na zakłopotanego.

— To mój nowy plan, aby zdobyć Evans – wytłumaczył James.

— Twój plan, aby zdobyć Evans polega na chodzeniu z całkiem inną dziewczyną?

— Nie. Polega na wzbudzeniu w niej zazdrości – odparł James.

— Zazdrości. Jasne.

— Kemp chciała ze mną chodzić, więc pomyślałem „czemu nie"? - James posłał Syriuszowi proszące spojrzenie. — Ty też mógłbyś jakąś mieć. Wiesz, że praktycznie każda dziewczyna w szkole cię lubi.

— Mnie? - Syriusz wpatrywał się w niego z niedowierzaniem. — Chcesz, aby Evans też była o mnie zazdrosna?

— Nie – powiedział James. — Ale nie chcę być jedynym, który z kimś chodzi. Wiesz, że Lunatyk nie będzie z powodu swojego małego, futrzastego problemu, a Pete prędzej stopi się w kałużę mazi zanim weźmie się na odwagę, aby się z kimś umówić.

— Nie powinieneś chodzić z dziewczyną, aby wzbudzić zazdrość w innej – powiedział Remus.

— Oczywiście, że powinienem – odparł James nonszalancko. — Każdy tak robi.

— Nikt tak nie robi.

— Każdy tak robi. Nie zamierzam jej rzucać, więc musisz z tym żyć.

Remus wyglądał, jakby chciał powiedzieć coś jeszcze, ale zamiast tego odwrócił głowę i spojrzał za okno. Syriusz zastanawiał się, czemu nie kontynuował dyskusji, jeśli był tak pewny swojej sprawy. Jednak, kiedy o tym pomyślał, Syriusz zdał sobie sprawę, że Remus prawie zawsze woli wycofać się niż wzbudzić gniew w przyjaciołach.

— Nie będę chodził z jakąś dziewczyną tylko dlatego, że ty tego chcesz – powiedział Syriusz.

— To nie jedyny powód – zaprotestował James. — Będziesz miał niedługo szesnaście lat. Nie sądzisz, że najwyższy czas, abyś zaczął się z kimś umawiać? A może zbyt się boisz, aby kogoś zapytać? Wolisz pozostać przy swoich plakatach?

— Plakaty mają tylko wściec moją matkę – warknął Syriusz. — I do moich urodzin są jeszcze wieki. Remus i Pete nie mają jeszcze nawet piętnastu lat.

— Dobrze nie rób nic, jeśli zbyt się boisz. A oni będą mieli urodziny za miesiąc, czy dwa.

— Nie boję się!

— Ta. Brzmi jakbyś się bał.

— Więc z kim mam się umówić?

James spojrzał na niego z rozbawieniem.

— Nie wiem. Kogo lubisz?

Syriusz miotał się w myślach, przeglądając wszystkie dziewczyny z jego roku, a także z lat starszych i młodszych.

— Nie wiem. Nigdy o tym nie myślałem.

— Ty tak poważnie? O kim myślisz kiedy… wiesz?

Syriusz poczuł, że się rumieni.

— James!

— Więc, o kim? Nie mów, że nawet nie polerujesz różdżki.

— Oczywiście, że tak – powiedział defensywnie Syriusz. — Tylko nie myślę o nikim konkretnym – jedynie tak ogólnie. Wszyscy wiemy, o kim ty myślisz.

— Co z tego? - odparł niezmieszany James. — Każdy to robi. Nawet Remus.

— Ej! - powiedział Remus, wyglądając jakby go znieważono. — Co znaczy „nawet Remus"? Jeśli chcesz wiedzieć, myślę o seksie, jak każdy innych chłopak.

— Naprawdę? - zapytał James, uśmiech rozświetlił mu twarz. — O kim wtedy myślisz?

— O nikim – odparł Remus. — Tak jak Syriusz. Tylko tak ogólnie.

— Cholera jasna! - James potrząsnął głową. — Musicie chłopaki trochę rozwinąć swoje fantazje. Jesteś taki bystry, Lunatyku. Powinieneś mieć wymyśloną trzyczęściową epopeję do tego czasu.

— Musimy o tym mówić? - zapytał Peter. Syriusz spojrzał na pyzatego Huncwota i ku swojemu rozbawieniu zauważył, że twarz chłopaka była ciemnoczerwona z zażenowania.

— O kim ty myślisz, Pete? - zapytał figlarnie.

— Nie twoja sprawa! Będziecie mnie dręczyć, jak wam powiem.

— Więc ty myślisz o kimś – powiedział James, patrząc dosadnie na Syriusza i Remusa. — Widzicie, nawet Pete ma bardziej interesujące fantazje niż wy.

— Dobra – powiedział Syriusz, opierając się na siedzeniu i zakładając ręce na piersi. — Umówię się z kimś, jeśli to sprawi, że się odczepisz.

— Dobra – powiedział James z satysfakcją. — Z kim?

— Z Rebecką. Przyjaciółką Evans.

— Dlaczego?

— Ponieważ jest ładna i wiem, że mnie lubi.

James wzruszył ramionami.

— Powód dobry jak każdy.

Remus wydał z siebie dziwny, gardłowy dźwięk. Brzmiał, jakby przez chwilę się dusił. Syriusz spojrzał na niego, ale Remus patrzył już w okno. Chociaż nie powiedział słowa, Syriusz czuł wstyd, który wił się w jego żołądku jak niespokojny wąż. Potem wybuchł w nim irracjonalny gniew na wilkołaka, który sprawił, że był jeszcze bardziej zdeterminowany, aby umówić się z Rebecką i udowodnić, że Remus nie ma władzy nad uczuciami Syriusza.

Zignorował delikatne uczucie w brzuchu, które przyprawiało go o mdłości.