37. W moim śnie

Bella

Krew pokrywała każdą powierzchnię wokół mnie. Nie poznawałam tu niczego. Gdzie ja jestem? Może w biurze? Moja ręka zadrżała, gdy przesunęłam dłoń do ust, próbując powstrzymać krzyk. Kiedy miedziany zapach krwi zaatakował moje zmysły, wywróciło mi się w żołądku.

Gapiłam się na moje ręce pokryte kropelkami krwi. Część mnie chciała krzyczeć, ale bardziej dominująca część, powstrzymywała mnie przed zrobieniem tego. Gdybym obudziła Edwarda, mój ból przeniósłby się na niego. Nie mogę do tego dopuścić.

Koniec z bólem, postanowiłam w milczeniu.

Walczyłam ze łzami. Cholera, nie! Nie mogę się rozpaść, nie teraz. Poczułam dotyk dłoni na moim ramieniu i mimo, że pokój był słabo oświetlony, rozpoznałam jej profil.

- Brianna - wyszeptałam. Ból utkwiony w mojej piersi po stracie najlepszej przyjaciółki rozszedł się echem po pomieszczeniu.

- Nic już nie możesz zrobić, kochanie - powiedziała. Jej dotyk był zimny, w porównaniu do tego, który pamiętałam, gdy żyła.

- Byłam zbyt zajęta po tym jak nakryłam ciebie i Jordana - powiedziałam, rozglądając się po zniszczeniach w pokoju, który zamienił się w mój stary salon. - Może jeśli znalazłabym czas by cię znaleźć, może byś nie...

Jasne loki Brianny podskoczyły, gdy zaprzeczyła ruchem głowy i złapała moje policzki.

- Nigdy nie oddzwaniałam, ponieważ nie chciałam z nikim rozmawiać po tym, co stało się z Jordanem.

Nie mogłam na nią patrzeć bez załamania się i szlochania, więc wtuliłam podbródek w klatkę piersiową.

- Za mało się starałam.

- Nieprawda - wyszeptała. Jej głos był miękki, rozchodząc się echem po pokoju. - To był mój wybór, nie twój, nigdy twój.

- Powinnam być w stanie porozmawiać o tym z tobą - uzasadniłam, patrząc w górę i odkrywając jej szczery uśmiech.

- Może - wyszeptała. - Ale nigdy ci nie dałam szansy, ponieważ tego nie chciałam. Nie możesz żyć i rozmyślać co by było gdyby. To nic nie zmieni.

- To wszystko co mam - powiedziałam cicho. - Coś czego się kurczowo trzymam, żeby móc robić to, co robię.

Uniosła mój podbródek, a jej spojrzenie powiedziało mi, że myśli nad tym, co powiedziałam.

- Wymówka? - spytałam samą siebie.

- Jedna z wielu - odpowiedziała, wskazując grupę przeźroczystych ludzi.

Cicho podeszłam, rozpoznając Julian'a, Jacoba i resztę moich byłych klientów. Rozmawiali, jakby znali się od lat, zaczęli się śmiać z czegoś, co powiedział Jacob.

- Powiedziałem jej to, co chciała do cholery usłyszeć - kontynuował Jacob, kręcąc głową. - Gdybym tego nie zrobił trułaby mi dupę, aż by mnie nie naprawiła na zawsze. - Przy ostatnim słowie zrobił cudzysłów w powietrzu.

Odrętwiałam na jego słowa, nigdy mi czegoś takiego nie powiedział. Dlaczego mówi takie rzeczy? Czy tak się naprawdę czuje? Spojrzałam na resztę mężczyzn z mojej przeszłości, którzy kiwali głowami, zgadzając się z Jake'iem.

- Taa, koleś - powiedział jeden z nich.

- Wiem o czym mówisz, bro - powiedział kolejny.

Co to do diabła znaczy?

- Odpuść, Bello - powiedziała cicho Brianna, stając za mną.

- Co odpuścić? - spytałam, gdy Brianna próbowała odciągnąć mnie od mężczyzn. Pokręciłam głową, robiąc krok w stronę moich byłych. Chciałam usłyszeć więcej.

- Jak miałem do cholery jej powiedzieć, że to co zrobiła jest popieprzone? - powiedział Mike do reszty. - I najważniejsza rzecz, jest cholernie słaba i nawet nie zdaje sobie z tego sprawy. Jedno spojrzenie w jej brązowe oczy i nie powiesz jej takiego gówna, ponieważ nigdy nie słucha.

Reese przebiegł palcami przez swoje ciemne włosy, a jego uśmiech był jak żywy.

- Wszedłem w to, ponieważ była taka niewinna, to jej słaby punkt, który czyni ją taką kusząca. Złamałem to w niej.

- Ach - powiedział Mike i się roześmiał. - Dzięki nam stała się ekspertem od seksu, co udowadnia w swoich książkach.

Wszyscy zarechotali, gdy wyciągnął skórzany pasek z tylnej kieszeni spodni i uderzył nim o swoje udo. Śmiech się nasilił, ale ich słowa rozmyły się, gdy światło które ich oświetlało, zgasło.

Brianna chwyciła moją dłoń, odsuwając mnie od głosów z mojej przeszłości. Załkałam i pokręciłam głową.

- Nic nie rozumiem.

- Bello, musisz odpuścić - powtórzyła Brianna, uspokajająco głaszcząc moje włosy.

- Nie wiem, czy potrafię. - Zdławiony szloch opuścił moje ciało. Jej dłoń puściła moją, a ja desperacko próbowałam ją złapać. - Proszę, nie opuszczaj mnie.

- Już mnie nie potrzebujesz - wyszeptała, robiąc kolejny krok w tył. - Nigdy nie potrzebowałaś. - Gdy spróbowałam zmniejszyć dystans pomiędzy nami, pokręciła głową. - Masz wszystko, czego potrzebujesz. Odpuść, Bello.

Brianna, jej anielska twarz, rude włosy i uśmiech zniknęły w mroku pokoju. Starałam się oczyścić myśli ze słów, które usłyszałam, po tym jak zawiodłam Briannę. Wszystkich moich klientów, pacjentów, nawet ich rodzin. Musiałam powiedzieć tylko jedno:

- Odpuść.

Sapnęłam, gdy ich głosy oraz twarze zaczęły wirować wokół mnie. Twarze tych, którym pomogłam i skrzywdziłam, Daniela, Brianny, Edwarda i mojego brata. Krzyknęłam, gdy krew zaczęła wypływać z brzucha mojego brata.

- Ocaliłaś mnie - powiedział. - Teraz ocal siebie.

- Odpuść, kochanie - wyszeptał Edward, owijając ramiona wokół mojej talii. Westchnęłam i oparłam cały ciężar ciała na jego piersi. - Dla siebie, odpuść. Będę tutaj dla ciebie, zawsze.

Dyszałam, zrywając się z łóżka. Pot pokrywał większość mojego ciała.

Już nie czułam zapachu krwi. Moje dłonie były czyste i suche, gdy oglądałam je w poszukiwaniu krwi.

To wszystko było snem. Przyćmiona światło z łazienki oświetlało łóżko i nagie plecy Edwarda. Odetchnęłam głęboko z ulgą, po raz pierwszy, odkąd sen zamienił się w koszmar.

Odgarniając kilka kosmyków włosów z twarzy, odwróciłam się w stronę szafki nocnej, żeby odkryć, że jest dopiero szósta rano. Edward wspominał coś wieczorem do mojej ledwo świadomej osoby, że nie idzie dziś do pracy. Pozwoliłam głowie opaść z powrotem na poduszkę, gapiąc się w sufit nade mną. Koszmar, nie sen, odtwarzał się w mojej głowie.

Odkąd skończyłam dziewiętnaście lat, pozwoliłam wydarzeniom z przeszłości wpływać na moje życie. Wymówka za wymówką prowadziły mnie przez wybory, które podejmowałam w swoim życiu. Jednakże, te wybory sprowadziły mnie do Edwarda.

Czy to kolejny pretekst? Nie, w sercu wiedziałam, że jakoś trafilibyśmy na siebie.

Odwróciłam się twarzą do Edwarda, gdy jego ręka szukała mnie po prześcieradle. Gdy znalazł moje udo, przyciągał mnie, aż nie przyciskałam się do niego. Jego dłoń przesunęła się po moim udzie i brzuchu, po czym westchnął. Kontynuował jeszcze przez chwilę, aż jego oddech się nie wyrównał.

Nawet we śnie, uspokajał mnie. Przesunęłam włosy z jego czoła i obserwowałam jak na jego czole pojawia się bruzda.

- Bella - wymamrotał. Jego dłoń przesunęła się na moją szyję, łaskocząc mnie tam. - Moja Bella.

- Twoja - wyszeptałam cicho. Chciał mnie nawet we śnie. To była kolejna decyzja, której nie żałowałam. Wybór, żeby nie dzwonić do niego, dzień przed tym, jak odwiedziłam ostry dyżur.

Myśli wirowały w mojej głowie, powodując, że nie mogłam już zasnąć. Miałam więcej decyzji do podjęcia i miałam nadzieję, że wybiorę dobrze. Później, kiedy oboje będziemy już na nogach, podejmiemy kolejną.

Po delikatnym pocałowaniu jego ust, wygramoliłam się z łóżka, by mieć chwilę dla siebie. Cholera, kontrolowanie pęcherza w szóstym miesiącu z bliźniakami nie istniało. Po uporządkowaniu się w łazience, sprawdziłam co u Edwarda, zanim poszłam do gabinetu. Spojrzałam na półkę z muzyką i wyciągnęłam dziewięć opakowań, które potrzebowałam. Po przeszukaniu rzeczy Edwarda, znalazłam płytkę z jego dokumentacją.

Po zamknięciu drzwi do gabinetu, wyciągnęłam niszczarkę spod biurka i włączyłam ją. Wyciągnęłam płytkę Jacoba z opakowania, spojrzałam na nią po raz ostatni, zanim wsunęłam ją do maszyny. Dźwięk urządzenia nie był głośniejszy od suszarki do włosów, gdy kontynuowałam z resztą płyt. Kiedy skończyłam, wyrzuciłam resztki do kosza na śmieci. Krok pierwszy: wykonany.

Co do diabła mam teraz ze sobą zrobić?

Powłóczyłam się do salonu, zauważając, że poprzednie zajęcie w gabinecie zajęło mi ledwo pół godziny. Na stoliku kawowym leżały dokumenty, o które prosiła Angela. Angela.

Jak mogłam nie zauważyć, że zwariowała na moim punkcie? I czy nie zrobiłam tego samego błędu z Danielem?

Byłam tak zajęta dramatem w moim życiu, że nie dostrzegłam zachowania Angeli na przyjęciu. Oczywiście dzwoniła, wysyłała maile i próbowała się ze mną umówić na lunch. Niemniej jednak zawaliłam, nie dostrzegając jej zachowania, dodatkowo u kogoś, kto się leczył od dłuższego czasu. Od jakiegoś czasu wiedziałam, że cięła się od czasu college'u. Ben i ja znaleźliśmy dla niej pomoc, gdy odkryliśmy świeże rany.

To była kolejna rzecz, która podpowiedziała mi o nie przyjmowaniu nowych pacjentów. Teraz pytanie, co mam zrobić ze sobą? Edward i ja już chodzimy razem do terapeuty i rozmawialiśmy już o indywidualnej terapii dla mnie.

Czy jestem gotowa opowiedzieć popieprzoną prawdę kompletnie obcej osobie? Cholera, staję się ordynarna, kiedy jestem niewyspana. Nie tylko muszę opowiedzieć to komuś spoza rodziny, spoza grupy ludzi, którzy znali prawdę, ale również muszę odpuścić.

Byłam niezależna od tak długiego czasu, że musiałam schrzanić poprzedniego dnia. Mam tylko nadzieję, że Edward wybaczy mi moje błędy. Pieprzyć to, że wybaczy mi bycie upartym osłem.

Edward

Ciepłe ciało, które towarzyszyło mi przez całą noc zniknęło, gdy się obudziłem. Po położeniu Belli do łóżka, zadzwoniłem do mojej rodziny, by ich poinformować, że biorę do końca tygodnia wolne w biurze. Wiedzieli, że chcę wziąć trochę wolnego po tym, jak Bella wróci.

Nie powiedziałem o Angeli, nie chciałem mówić o tym nikomu. Jęknąłem, przesuwając dłonią po twarzy. Cholera jasna. Czy to całe gówno naprawdę się wydarzyło?

Gdzie do diabła jest Bella? Prysznic nie jest włączony, ale mogłem dosłyszeć jedną z piosenek Maroon 5 brzmiącą w mieszkaniu. Pewnie już wstała i zaczęła robić śniadanie. Pieprzyć to, dlaczego nie pozwalała mi zadbać o siebie? Czy ona nie uznaje czegoś takiego jak spanie? Bella musi nauczyć się odpoczywać.

Wciągnąłem na siebie spodnie od piżamy. Bella nienawidziła gdy spałem w ubraniu, tym bardziej, że sama sypiała bez. Nie przeszkadza mi to. To stało się bardziej wymogiem, odkąd wszystko sprawiało, że czuła się niekomfortowo, będąc w ciąży.

Po krótkiej wizycie w łazience, skierowałem się w stronę kuchni. Znalazłem ją z telefonem przy uchu, krążącą po pomieszczeniu, co było niezwykle nienaturalne.

Robiła tak tylko raz, odkąd ją poznałem, kiedy pojechaliśmy do domku na plaży. Była wtedy zdenerwowana, sekretem krążącym pomiędzy nami. Teraz było zupełnie inaczej.

Śniadanie leżało na stoliku kawowym, ciepłe, co przypominało poranki z przeszłości. Powinienem być wdzięczny, ale bardziej martwiło mnie jej zachowanie.

- Dziękuję.

Zakończyła połączenie, pocierając swój brzuch. Natychmiast jej ciało się uspokoiło i po chwili obróciła się, by znaleźć mnie stojącego w drzwiach. W odpowiedzi uśmiechnęła się nieśmiało, czego nie oczekiwałem. Nie miałem pieprzonego pojęcia dlaczego. Mimo to, wyciągnęła do mnie dłoń.

Bella posłała mi uśmiech i owinęła ramiona wokół mojej talii.

- Dzień dobry - wyszeptała, drażniąc moją pierś.

- Dlaczego już wstałaś? - spytałem, owijając ramiona wokół jej barków. Pocałowałem ją w czoło, wdychając jej słodki zapach.

- Nie mogłam spać - wymamrotała. Westchnęła i uścisnęła mnie. - Zjedzmy śniadanie, umieram z głodu.

Zaśmiałem się i usiadłem na kanapie, sadzając ją obok mnie.

- Maleństwa mają zachcianki?

Przepiękny rumieniec wykwitł na jej policzkach, kiedy skubała kawałek bekonu na swoim talerzu.

- Nie, to raczej moje. Tak myślę. - Zarumieniła się ponownie, biorąc gryza. - Nie mogłam się zdecydować, co przygotować. Byłam gotowa przyszykować wszystko, co znalazłam w kuchni. - Zaśmiałem się, przyciskając usta do jej, nie mogąc się oprzeć.

- To dobrze, że zrobiłem zakupy przed twoim przyjazdem - powiedziałem, szczerząc się. Na stoliku przede mną stał talerz pełen francuskich tostów, bekonu, jajecznicy i kiełbasek. Odwróciłem się w stronę kuchni odkrywając, że wszystko lśni. Pewnie zaczęła wić gniazdo, czytałem o tym w książkach o ciąży. Od jak dawna jest na nogach?

Jednakże, czegoś mi brakowało. Chwilę mi zajęło, zanim zdałem sobie sprawę czego, po czym wciągnąłem Bellę na moje kolana. Zaśmiała się cicho, odwracając się, żeby mnie pocałować.

- Znacznie lepiej - wyszeptała w moje usta. Kiwnąłem, szczęśliwy, że to uczucie było odwzajemnione.

Jedliśmy, karmiąc się nawzajem. Cieszyliśmy się spokojem, zważając na to, co zaszło poprzedniego wieczoru, tego właśnie potrzebowaliśmy. Po zjedzeniu ostatniego kawałka francuskiego tosta, przycisnąłem usta do warg Belli. Mruknęła, biorąc ostatniego kęsa.

- Jestem pełna - powiedziała, pocierając swój brzuszek. - Myślę, że to ich uciszy na jakiś czas.

Z zainteresowaniem, przycisnąłem dłoń do jej brzucha.

- Nie pozwalają ci spać?

Wzruszyła ramionami.

- Nie sypiam za dobrze i to nie ma nic wspólnego z ciążą.

- Ponieważ byłaś z dala od domu? - zasugerowałem. Kiwnęła głową i lekko uniosła ramiona.

- Dzisiaj i wczoraj, to były pouczające doświadczenia. - Zsunęła się z moich kolan i oparła się plecami o bok kanapy. Wziąłem jej nogi i położyłem na moich kolanach. - Czy wszystko w porządku, Edwardzie? - spytała. - Możesz mi powiedzieć, a jeśli nie chcesz, możesz iść na indywidualne spotkanie z terapeutą.

Pokręciłem głową, biorąc jedną z jej stóp w dłonie. Nie mogłem zrozumieć, co się stało po chwili.

Bella wykrzyknęła przekleństwo, zrywając stopy z moich kolan i przebiegając pokój w ciągu sekundy. Jedzenie i nasze napoje kapały ze stolika na kanapę i nawet na mnie. Dostrzegłem jak obejmuje brzuch w ochronnym geście.

Cholera jasna, czy ja ją skrzywdziłem? Kurwa, nie mam pojęcia, co mogłem zrobić. Zwłaszcza jeśli chodzi o zdrowie Belli i jej ciążę. Odkąd zostawiłem ją w szpitalu, żyłem z myślą, że gdy do mnie wróci to schrzanie to. Że popełnię jakiś pieprzony błąd i skrzywdzę ją, nasze dzieci, czy nas.

- Bella - powiedziałem, zrywając się z kanapy. Całe jej ciało drżało, gdy podchodziłem. Uspokoiła się po kilku głębokich oddechach. - Proszę, powiedz mi co zrobiłem. - Nawet ja mogłem usłyszeć desperację w moim głosie. Musiałem wiedzieć.

- Przepraszam - powiedziała, a jej rysy złagodniały. - Nie możesz pocierać moich stóp lub nóg. To może wywołać skurcze.

- W porządku - wyszeptałem, wyciągając dłoń w jej kierunku. - To wyjaśnia zerwanie twoich stóp z moich kolan, ale nie twoją reakcję. - Pokręciła głową na moją wyciągniętą dłoń, a ja ignorowałem uczucie odrzucenia. - Powiedz mi co się dzieję.

- Mój brat i ja byliśmy wcześniakami. - Kurwa, nie wiedziałem o tym, a to dodało kolejne obawy w związku z nadchodzącym porodem. Dlaczego nie pomyślałem, żeby o to zapytać. W końcu jest w mnogiej ciąży. Nerwowo przebiegła dłonią przez twarz, a drugą złapała moją rękę. - Przepraszam, że cię przeraziłam, ale wariuję po wczorajszym.

Moje ciało natychmiast się spięło.

- Czy coś się dzieje z dziećmi, z tobą? - Nie zdawałem sobie sprawy, że puściłem jej dłoń i chwyciłem za ramiona.

- Edward - wyszeptała. - Znowu warczysz i trzymasz mnie za mocno.

Poluźniłem mój uścisk.

- Przepraszam - wzdrygnąłem się. - Myśl, że ty i dzieci jesteście w niebezpie... - Zadrżałem ponownie, przyciągając ją bliżej.

- Muszę ci coś powiedzieć - wymamrotała. - Zdałam sobie z tego sprawę wczoraj. - Zmarszczyła brwi i wyglądała, jakby szukała odpowiednich słów.

Wziąłem jej dłoń w swoją i usiadłem na kanapie, pociągając ją za sobą.

- Możesz mi powiedzieć.

- Zdałam sobie sprawę, że jeśli bym nie weszła w tamtej chwili do mieszkania... - zaczęła, nerwowo przygryzając wargę. Nie miałem pojęcia gdzie z tym zmierza. - To prawdopodobnie sam byś ją wykopał z mieszkania.

Prychnąłem i burknąłem:

- Kurwa, tak.

Posłała mi mały uśmiech, zanim kontynuowała:

- A później powiedziałbyś mi, co się stało.

- Oczywiście - powiedziałem. - Nie skłamałbym ci o czymś takim, o niczym. To nie byłoby w porządku trzymać w tajemnicy przed tobą takie rzeczy. - Skrzywiła się i zrozumiałem jej wyraz twarzy.

Poczucie winy. Poczucie pieprzonej winy.

Westchnęła i kiwnęła głową.

- Teraz to wiem. I naprawdę mi przykro, nie myślałam, kiedy to się stało.

- Kiedy co się stało, Bello?

- Wczoraj wczesnym rankiem miałam skurcze. - Moje dłonie zacisnęły się wokół jej, pokazując, by kontynuowała. Natychmiast kilka scenariuszy przebiegło przez moją głowę, wszystkie tak samo przerażające. - Nic poważnego. Zostałam zbadana na ostrym dyżurze i wszystko wygląda dobrze.

- Dlaczego do mnie nie zadzwoniłaś? - Mogłem usłyszeć ból w moim głosie, gdy zadawałam to pytanie. Nie tylko bolał mnie ten fakt, ale również przerażał.

Czy doszczętnie zniszczyłem jej zaufanie do mnie, jeśli chodzi o jej zdrowie i zdrowie naszych dzieci?

Nagle niechciany obraz jej przemęczonej twarzy, gdy zostawiłem ją kilka miesięcy temu, pojawił mi się przed oczami. Zostawiłem jej decyzję, by wybrała najlepszą opcję dla niej i naszych dzieci. Sama. Nawet po tym, jak poprosiła mnie o pomoc, odszedłem.

Wiadomości na poczcie głosowej, które dostałem zaraz po wyjeździe wryły się w moją pamięć:

- Edwardzie - warknął Jacob. W tle było słychać łkanie i krzyki. - Jak mogłeś jej to do cholery zrobić? -Wziął głęboki oddech, zanim kontynuował: - Spójrz, wiem, że to boli. Zaufaj mi, znam to uczucie. Kiedy odkryłem prawdę, chciałem skręcić jej kark. Ale cholera, Edward, to jest Bella na litość Boską i twoje dziecko!

Następna wiadomość była od Esme:

- Edwardzie - załkała. - Proszę, wróć. Znam cię na tyle, by wiedzieć, że nie wybaczysz sobie tego, że odszedłeś. Oboje się kochacie, czy to nie wystarczający powód do zostania, do rozmowy? Boisz się?

Bałem się, tamtego dnia. Pomimo gniewu i bólu, które czułem tamtego wieczoru, wieczoru kiedy odszedłem od Belli, od naszych dzieci, strach był najbardziej dominujący. Po odsłuchaniu tych dwóch wiadomości, umocnili tylko moją decyzję o odejściu.

Po śmierci moich rodziców, uczucie opuszczenia, straty, złości rozrywało mnie na kawałeczki. W wieku czternastu lat dokonałem wyboru o nie zakładaniu rodziny. Nigdy bym nie życzył takiego bólu wrogowi, a co dopiero komuś z rodziny. Żonie, dzieciom. Od tamtego czasu unikałem zbliżeń, aż do osiemnastki, kiedy straciłem dziewictwo, mimo że nadarzało się wiele okazji. Odkąd zacząłem uprawiać seks, zawsze używałem prezerwatyw. Aż nie pojawiła się Bella.

W końcu dziecko powiedziało mi, żebym zaczął słuchać sercem, po czym wróciłem do domu, żeby to odzyskać. To co oddałem do rąk Belli, gdy wyznała, że mnie kocha. Moja ucieczka miała inny wpływ na nasz związek, niż myślałem. Nie ufała mi na tyle, żeby chcieć mnie przy swoim boku, gdyby coś jej się stało? Czy nie byłem przy niej, kiedy tego potrzebowała? Powstrzymałem mój gniew, ponieważ Bella nie potrzebuje kolejnej rzeczy, która by ją martwiła. Chociaż powinna do mnie zadzwonić.

- Nie zadzwoniłaś do mnie - powiedziałem tak obojętnie jak tylko mogłem, odwracając wzrok od niej. Wspomnienie Belli rzucającej się w kierunku Angeli poprzedniej nocy było przerażające. Gdybym wiedział, że kilka godzin wcześniej była na ostrym dyżurze, dostałbym zawału.

- Wiem. - Jej palce zacisnęły się ciasno wokół moich palców, jakby były deską ratunkową.

- Dlaczego? - Spojrzałem na nią i dostrzegłem żal w jej oczach.

- Edwardzie, miałam skurcze i byłam przerażona. Jedyną myślą w tamtej chwili było sprawdzenie, czy wszystko w porządku. - Wyrzucała z siebie słowa, a ja ledwo mogłem zrozumieć ich sens.

- Co masz na myśli?

- Tylko udawałam. Kiedy mogłam miałam do ciebie zadzwonić, było już po wszystkim. Nie chciałam cię przestraszyć. - Zanim mógłbym cokolwiek powiedzieć, wyczułem, że chce coś dodać. Delikatnym ściśnięciem dłoni, prosiłem by kontynuowała. Westchnęła i spojrzała na swoje kolana.

- Nigdy nikomu nie mówiłam o tym, jakie mogą być komplikacje, co może być powodem, dlaczego nie zadzwoniłam. Ostatniej nocy zdałam sobie sprawę, że źle zrobiłam.

Wziąłem głęboki oddech, żeby się uspokoić. Część mnie chciała chwycić ją za ramiona i potrząsnąć. Powiedzieć jej, że jest moim życiem, tak samo jak nasze dzieci i mam prawo wiedzieć. Ale wiedziałem, że nie mogę rozmawiać z nią w ten sposób. Nadal jest niezwykle krucha.

- Wiem, że nie mógłbym tam być z tobą, kiedy to się stało - zacząłem, unosząc jej podbródek. Po chwili moje spojrzenie spotkało jej. - Ale po wszystkim mogłaś do mnie zadzwonić. - Byłem zaskoczony jak łatwo było mi ukryć ból w moim głosie. Dopóki nie spojrzała na mnie, z rozczarowaniem wymalowanym na twarzy.

Jej palce zacisnęły się wokół moich. Aby pokazać jej, że wszystko w porządku, uniosłem jej dłoń i ucałowałem jej kłykcie. Wiedziałem, że jest jej ciężko przyznać się do błędu.

- Edwardzie, chciałam tylko wrócić do domu, do ciebie. Po wypuszczeniu mnie ze szpitala, to właśnie zrobiłam.

- A oni są pewni, że z wami wszystko w porządku?

- Doszli do wniosku, że to ból z blizn po moich wcześniejszych zabiegach. Są cały czas rozciągane, co powoduje ból.

Wewnętrznie zadrżałem na myśl o niej na jakimkolwiek stole operacyjnym, co potęgowało mój strach o zbliżającym się porodzie. Tyle rzeczy mogło pójść źle.

- W chwili, kiedy się przestraszyłaś i zadzwoniłaś po kogoś, następny telefon powinien być do mnie - powiedziałem. - Chcę być częścią wszystkiego, co się wiąże z twoją ciążą. Nie mogę tego zrobić, jeśli mnie odcinasz od tego.

- Już to wiem. Dzieje się tak wiele i ulżyło mi. Dodatkowo nie chciałam ci mówić, ponieważ wiedziałam, że będziesz się martwić. Po tym co stało się wczoraj, wiem, że powiedziałbyś mi o Angeli. Teraz wiem, że też powinnam ci powiedzieć.

- Cholerna racja - powiedziałem. - I to nie tylko o dzieciach chcę wiedzieć. Jeśli coś się dzieje z tobą, pod względem zdrowotnym, czy cokolwiek innego, mam prawo wiedzieć. Jesteś moim życiem, tak samo jak nasze dzieci.

- Przykro mi - wyszeptała, wspinając się na moje kolana. Potarła nosem moja szyję i owinęła ramiona wokół moich barków. - Tak bardzo cię kocham. - Przycisnąłem usta do jej skroni. Mimo że nadal byłem zły, kocham ją tak samo mocno jak wczoraj. To się nigdy nie zmieni.

Rozejrzałem się wokół mnie i zobaczyłem porozrzucane naczynia na podłodze.

- Musimy posprzątać ten bałagan - powiedziała.

- Musimy - powiedziałem, chwytając talerz i podnosząc go. - Przynieś ręcznik. Ja zajmę się tym.

Wzięła moją dłoń.

- Zróbmy to razem. - Uśmiechnęła się i przycisnęła usta do mojego policzka. Po posprzątaniu, siedzieliśmy przez chwilę razem, aż zegar nie wybił dziewiątej rano.

- Skoro nie idę dziś do pracy, co masz zamiar robić?

- Mamy zajęty cały dzień - powiedziała. - Umówiłam nas do terapeuty. Mamy wizytę u położnika kilka godzin później. - Potarła swoje ramiona, kręcąc głową kilka razy.

- Pozwól mi - wyszeptałem. - Może nie mogę dotykać twoich stóp, ale przynajmniej mogę pomasować ci kark i plecy. - Kiwnęła głową, sadowiąc się między moimi udami i przytulając się do mojej piersi.

- Detektyw Gomez przyjedzie później, żeby spisać twoje zeznania - wyszeptałem, zastanawiając się czy to nie za dużo dla niej. - Mogę zadzwonić do niego i to przełożyć - powiedziałem, pocierając miejsce w którym szyja łączyła się z barkiem. Cieszył mnie fakt, że mogę jej zapewnić odrobinę wygody. Jej zdrowie i jej potrzeby są na liście priorytetów, zwłaszcza teraz. Teraz moja kolej, by o nią zadbać. Uparta czy nie, musi mi pozwolić.

- Apropo Angeli - wyszeptałem, żałując, że muszę zakłócić ciszę wokół nas. - Nie myślałaś chyba, że cię zdradzę?

Pokręciła głową.

- Myślałeś, że tak pomyślę? - spytała.

- Z moją przeszłością, nie byłoby trudno dojść do takiego wniosku. Nigdy nie dałem ci powodu, by myśleć inaczej.

- Dałeś mi powód, kochasz mnie. Ufam ci.

Pozwoliłem jej słowom zagnieździć się w mojej głowie, to był brakujący kawałek w naszym związku. Nasze zaufanie stało nad przysłowiowym klifem, po tym jak dowiedziałem się prawdy. Po tym jak zostawiłem ją, kiedy potrzebowała mnie najbardziej.

Dopóki tego nie powiedziała, nie miałem pojęcia jak bardzo potrzebowałem zadeklarowania tego. Ulżyło mi, nawet bardziej, gdy spojrzałem jej w oczy, gdzie zobaczyłem miłość. Zostało nam jeszcze kilka rzeczy, nad którymi musimy popracować i z pewnością pojawią się nowe, ale poradzimy sobie z tym razem.

- Jak ją poznałaś?

- Chodziłyśmy razem na kilka zajęć w Los Angeles, ale straciłam z nią kontakt. Potem Reese zabrał mnie na jedno z ich spotkań. Właściwie tam poznałam Mike'a. Odgrywaliśmy scenę w trójkę i Angela była drugą uległą.

- Wspomniała to - powiedziałem. Pieprzyć to, byłem ciekawy. Nie chciałem słyszeć o niej i innych facetach, ale byłem ciekawy, co spowodowało obsesję Angeli. Bella zawahała się, odwracając się twarzą do mnie.

- Kiedy spytałeś czy byłam kiedyś z kobietą, skłamałam.

Kiwnąłem głową. Czułem, że coś nadchodzi.

- Miałaś związane ręce przez umowę poufności? - Zaśmiałem się na grę słów, za co oberwałem od niej w ramię. To złagodziło napięcie wiszące w powietrzu. - Nie winię cię za to. Nie mogłaś nic powiedzieć. Rozumiem, że to nie była twoja decyzja.

- Nie, nie była. Zgodziłam się na bycie uległą podczas jednej sceny. Resse wykorzystał to. To był katalizator, który zakończył nasz związek.

- Nie spytał cię o zdanie w tej kwestii - wywnioskowałem.

- W pewnym sensie, tak. To, i nie lubię tracić kontroli.

Prychnąłem.

- No co ty nie powiesz. - Oboje jesteśmy świadomi, że nienawidzi tracić kontroli w każdej sytuacji. Warto było wiedzieć, kiedy miała zarzucić mnie jakąś bombą. To pozwalało mi się nią zająć.

- Umówiłam się na indywidualną sesję. Właściwie na dzisiaj. - Głos jej zadrżał, gdy kontynuowała: - Chcę jej powiedzieć co zrobiłam, z obiektami mam na myśli.

- Utracisz prawo do wykonywania zawodu - wyszeptałem. - I swoją wiarygodność jako eksperta w sprawach seksu.

Kiwnęła głową, a następnie opuściła ją w dół i wpatrywała się w kolana.

- Nigdy nie twierdziłam, że jestem ekspertem w moich książkach, czy wywiadach. Moi czytelnicy nadali mi tytuł lekarza. Przeczytałeś moje książki, to są historie, a nie instrukcje. A co do mojej licencji, nie sądzę, żebym mogła już praktykować. Przynajmniej na razie nie jestem w stanie. Moje obiekty nigdy nie były osobami płacącymi, więc o to nie muszę się martwić.

- Dlaczego?

- Od zawsze wiedziałam, że to co robiłam było złe. To był powód, dlaczego tak ostrożnie dobierałam obiekty. Zawsze uzasadniałam wybór, że jeśli nie moja pomoc, to byliby gorsi lub zrobiliby coś drastycznego. Jak Brianna. Jakaś część mnie zawsze to wiedziała.

- A teraz możesz tak łatwo to porzucić?

Pokręciła głową i pociągnęła nosem.

- Nie.

Ostrożnie przesunąłem ją, by leżała wygodnie na boku, a ja wsunąłem się za nią. Przyciągnąłem ją do mojej piersi. Wyszeptałem do niej:

- Kocham cię tak bardzo. Nienawidzę cię widzieć w takim stanie.

Jednakże, może to była rzecz, której potrzebowała najbardziej. To co zrobiła nie było dobre, więc nie próbowałem jej nawet mówić, że wszystko się ułoży.

Szczęście było po jej stronie, szczęście, ponieważ wszyscy, którymi się zajmowała stali się lepszymi ludźmi. Jednakże, było w tym dużo ryzyka, to wszystko mogło się źle skończyć. Angela i Daniel byli najlepszymi przykładami tego,co mogłoby się stać z jej innymi obiektami.

Jej łzom towarzyszyły szlochy, czkawka i zaciśnięte palce wokół moich.

Powoli wstałem i wziąłem ją na ręce. Jej dłonie owinęły się wokół mnie. Płakała w moją szyję po raz drugi w ciągu dwunastu godzin.

Miarowym krokiem zaniosłem ją do sypialni, a gdy położyłem ją na łóżku, jej ciało natychmiast odwróciło się do mnie.

- Shh - powiedziałem, przyciskając usta do jej skroni. - Przygotuję ci kąpiel. - Nie powstrzymała mnie.

Tak szybko jak tylko mogłem napełniłem wannę. Poświęcając chwilę na położenie ciepłych ręczników obok wanny, poczułem jej obecność, zanim ją zauważyłem. Zaskoczyło mnie, że sama wyszła ze swojego stanu, co dało mi do myślenia. Jej epizody zdarzały się rzadko, z dużym odstępem pomiędzy nimi. Koszmary były dodatkowym czynnikiem, przynajmniej tak mi się wydawało. Teraz było poczucie winy, którego nie rozpracowaliśmy.

Odwróciłem się, żeby dostrzec jak opiera się o framugę, wyglądając na nieco rozbawioną, gdy nalewałem jakiegoś płynu do wanny.

- Co ty robisz? - spytała, a jej oczy błyszczały od łez.

- Dbam o ciebie - odpowiedziałem. Wyciągnąłem do niej dłoń, którą wzięła bez wahania. Pytanie w jej oczach mnie zaskoczyło. - Dlaczego jesteś taka zaskoczona, że szykuję ci kąpiel?

- Nie zaskoczona - odpowiedziała cicho. - Po prostu nikt nigdy tego dla mnie nie robił.

- Cieszę się, że jestem pierwszy - powiedziałem i posłałem jej uśmiech. - I ostatni.

Kąciki jej ust się uniosły.

- I ostatni - powtórzyła. Powoli pozwoliła mi ściągnąć z siebie szlafrok i koszulę. Dotyk i pocałunki były cnotliwe i pocieszające.

Przytrzymałem ją za dłoń, gdy wchodziła do wanny, obserwując jak wyraz jej twarzy się odpręża. Jęknęła, gdy usadowiła się w środku, po czym zarumieniła się, kiedy zdała sobie sprawę co zrobiła. Złapałem mały kubek i zacząłem oblewać jej włosy wodą.

- Minęło sporo czasu odkąd myłem ci włosy - powiedziałem, wyciskając szampon na dłoń. - Ale myślę, że pamiętam jak to robić.

Zaśmiała się cicho, zamykając oczy, gdy zacząłem pocierać jej czaszkę.

- To ciekawe, ponieważ wtedy skupiałeś się bardziej na innych częściach.

Jęknąłem.

- Złośliwiec.

Pozbyłem się wspomnień z moich myśli, unikając patrzenia na resztę jej ciała.

- Dopóki nie dostaniemy zgody od lekarza, nie mam zamiaru nic robić.

Nadąsała się, a ja kontynuowałem mycie jej włosów i płukanie ich.

- Bez dotykania nóg? - spytała, zamykając oczy, gdy woda spłynęła na jej twarz. Wewnętrznie jęknąłem. Czy ona zdaje sobie sprawę jak twardy jestem, nawet bez dotykania jej?

- Bez dotykania nóg - powiedziałem. - Spytamy na wizycie u lekarza.

Uśmiechnęła się i kiwnęła głową.

- Wiesz, że jest możliwość, że zobaczymy je ponownie. Chciałbyś wiedzieć co mamy?

- Poniekąd tak. - Złapałem myjkę i zacząłem ją spieniać mydłem. - Chciałbym wiedzieć, co zrobić w pokoju dziecięcym.

- Dokładnie - powiedziała w zamyśleniu. - Chciałabym naszkicować ołówkiem mural na zachodniej ścianie.

- Też o tym myślałem.

- Ale nie mogę go namalować, aż się nie urodzą - powiedziała z grymasem na twarzy. - Przez zapach farby mam nudności.

- Zastanawiałem się czy to będzie dobry pomysł. Zawsze możemy mieć kołyski w naszym pokoju, dopóki ich nie będzie gotowy.

- Możemy, ale to nie powinno zająć dużo czasu, jeśli mi pomożesz.

Podałem jej myjkę, przeczyszczając gardło.

- Myślę, że dla naszego dobra będzie lepiej, jeśli sama się umyjesz.

Zaśmiała się i wzięła myjkę z mojej dłoni, ochlapując mnie pianą. Ponownie odchrząknąłem i próbowałem nie obserwować myjki poruszającej się po jej ciele. Kurwa, jestem facetem, ale to jest tortura.

- Chcesz, żebym pomógł ci malować? - spytałem zaskoczony. - Nie jesteś jednym z tych przewrażliwionych artystów, którzy nie lubią jak inni dotykają ich rzeczy?

- Do diabła, jestem - zaczęła, pochylając się, by umyć nogi. - Ale chciałabym, żebyś mi pomógł stworzyć coś dla naszych dzieci.

- Paskudnie maluję - marudziłem. Jednak byłem zaskoczony, że tego chciała i ja także tego zapragnąłem. - Ale mogę się nauczyć.

- Myślisz, że możemy pojechać w tym tygodniu? - spytała, wrzucając myjkę do kosza. - Do domu, mam na myśli.

- Jasne - powiedziałem. - Zakładam, że jakiś czas pomieszkamy tutaj, w tymczasowym domu. Z ograniczeniami czasowymi i faktem, że chcę ekipę Emmetta, to może zająć co najmniej dwa lata, jak nie trzy.

Wzdrygnęła się.

- To długo, ale dzięki tym staraniom będziemy naprawdę do niego przywiązani.

- Wiem - powiedziałem, wyciągając korek z wanny. - Ale musisz przyznać, że plan domu, który zrobiłem jest niesamowity.

- Tak, jest. Kiedy przesłałeś mi plany, byłam pod wrażeniem. Masz niesamowite pomysły. - Uśmiechnąłem się, szczęśliwy na jej komplement odnoszący się naszego wymarzonego domu. - Podoba mi się idea czegoś naszego, tylko naszego.

- Tak będzie - powiedziałem, wstając. - Nasz dom, na naszej działce, z naszą rodzinką mieszkającą tam. Ale nie ważne gdzie zamieszkamy, mój dom jest z tobą i tam gdzie jesteś ty.

Jej dolna warga zadrżała, kiedy pomagałem jej stanąć. Pocałowałem ją w nos i wziąłem jej twarz w dłonie.

- Ciii - wyszeptałem. - Nie płacz, kochanie. - Scałowałem każdą łzę, zanim zdążyła spłynąć z jej policzków, gdy owijałem ją ręcznikiem.

- Pieprzone hormony. Przepraszam, że jestem taka niepozbierana - wyszeptała. - Zeszły miesiąc był trochę stresujący, a teraz ty jesteś taki słodki. - Wziąłem jej dłoń w swoją, pomagając jej wyjść z wanny. Powoli wycierałem ręcznikiem jej mokre ciało. - Nikt nigdy tego dla mnie nie robił. Nigdy im nie pozwalałam.

- Cóż, cieszę się, że mogę być tym pierwszym - powiedziałem. - I powtórzę, ostatnim. Poczekaj chwilę, muszę przynieść ci coś do ubrania. Wcześniej zapomniałem.

- Oczywiście, że tak - droczyła się. Uśmiechnąłem się, ponieważ miała rację, to była tylko wymówka, by zobaczyć ją nagą. Kiedy wróciłem z parą bokserek i jedną z moich koszul, znalazłem ją stojącą przed lustrem, które zajmowało większość ściany.

- Nie mogę zobaczyć palców u stóp - powiedziała, patrząc na mnie przez lustro. Spojrzała w dół i poruszyła palcami. - Założę się, że mój manicure zaczął schodzić.

- Twoje paluszki są słodkie, jak zwykle - zażartowałem i podałem jej ubrania, które przyniosłem. - Mogę je dla ciebie pomalować, jeśli chcesz, mała praktyka na później. Poza tym, skoro nie mogę ich ssać tak jak lubię, to równie dobrze mogę je pomalować.

Jęknęła cicho, po czym wyskomlała:

- I kto tu się teraz droczy?

Przechyliłem głowę na bok, zauważając jej zarumienione ciało po kąpieli, z powodu ciąży i podniecenia.

- Jesteś miss świata, dziecinko. - Zarumieniła się mocniej i wymamrotała coś pod nosem, co zabrzmiało jak "potrzebuje swoich okularów". - Słyszałem to - powiedziałem, pocierając jej ramię. - Widzę doskonale. Jesteś piękna, nawet jeśli nie widzisz swoich palców.

- Dziękuję - wyszeptała. - Pomożesz mi? - Podała mi koszulę, z odrobiną fantazji uniosła ramiona i brwi w tym samym czasie. Kątem oka dostrzegłem u niej mały uśmieszek, kiedy zauważyła, że obserwuję jej piersi.

Westchnąłem i wyburczałem:

- Jeśli muszę, chociaż ubrania powinny być zakazane przez następny tydzień, skoro oboje jesteśmy w domu.

To była miła zmiana tematu i świeże przypomnienie, że możemy być tym, kim jesteśmy, mimo tego gówna, które przeżyliśmy. Resztę poranka spędziliśmy w podobny sposób, na drażnieniu się, namiętnych pocałunkach i po prostu na relaksie.

Jednakże godzinę przed spotkaniem z terapeutą Bella zrobiła się nerwowa. Podczas drogi, czułem napięcie, które przechodzi przez nią falami. Położyłem dłoń na jej, czekając aż spojrzy na mnie. W jej oczach błyszczały łzy, ale również determinacja.

- Robisz słuszną rzecz, kochanie.

Kiwnęła głową.

- Wiem, ale patrząc na ostatnie dziesięć lat mojego życia z innej perspektywy, stwierdzam że to naprawdę popieprzone.

- Cóż, nigdy nie byłaś tak blisko z żadnym z poprzednich obiektów - powiedziałem miękko, wyciągając dłoń z jej uścisku. - Emocje związane z moją sprawą były inne. I wiesz dokładnie co prawda zrobiła ze mną.

- Co prowadzi mnie do pytań o wszystko przed tobą - powiedziała, kiedy wjechałem na parking.

Siedzieliśmy przez kilka minut w ciszy. Nie miałem pojęcia co powiedzieć na temat jej wątpliwości, ale miałem przypuszczenia co to może zrobić z kimś takim jak ona. Im bardziej o tym myślałem, tym bardziej odczuwałem ulgę, że zdecydowała się na terapię. Nie mogłem jej pomóc, ponieważ za bardzo byłem z nią związany.

Wziąłem jej dłoń ponownie, podczas gdy oboje wpatrywaliśmy się w biuro przed nami. Było ono proste i nieokreślone w swojej prostocie. Widziałem to miejsce jako krok w kierunku odzyskania Belli i nas, za to Bella musiała to postrzegać jako coś strasznego. Część mnie chciała chronić ją przed tym miejscem, jakiejś części jej umysłu, do której ucieka i zamyka się przed światem. Jednakże, ona potrzebuje tego, żeby naprawdę móc ruszyć naprzód.

Z głębokim westchnieniem i mocnym uściskiem na moich palcach, Bella spojrzała na mnie.

- Jestem gotowa - powiedziała stanowczo.

Pokręciłem głową, ponieważ kurwa, ja nie byłem. Wziąłem kilka głębokich oddechów, Bella owinęła mocniej palce wokół moich.

- Będzie dobrze, Edwardzie.

- Powinniśmy najpierw zrobić badania - powiedziałem, zastanawiając się, czy nie jest za późno by przełożyć sesję. - Nie mogę znieść myśli, że coś się może stać tobie i dzieciom.

- Jeśli będzie to dla mnie za dużo, to przerwę spotkanie.

- To nie wystarczy.

- Nie możesz wejść tam ze mną - wyszeptała.

- Wiem.

- Ale możesz usiąść przed drzwiami - powiedziała. - To będzie dla mnie wiele znaczyć. Wiedza, że jesteś blisko.

- W porządku - wyszeptałem. Rzuciłem spojrzenie w kierunku biura, kiwając głową. Odwróciłem się, żeby spojrzeć na jej napiętą twarz. Przeze mnie robi się coraz gorzej. - Chciałbym być bliżej, tak na wszelki wypadek.

Posłała mi uśmiech.

- Chodźmy.

Wyskoczyłem z auta, pokonując drogę do drzwi pasażera i pomogłem jej wysiąść. Prowadziłem ją z dłonią na jej plecach, weszliśmy do małego gabinetu.

Były tu tylko dwa krzesła i mała kanapa, wraz z kilkoma roślinami doniczkowymi w prostym pokoju. Za częściowo oszkloną ścianą siedziała starsza pani w ogromnych okularach, stukając w klawiaturę. Uśmiechnęła się, kiedy weszliśmy.

Poruszaliśmy się ręka w rękę. Po minucie, Bella dostała podkładkę do wypełnienia kilku informacji. Obserwowałem jak uzupełnia pusty druk swoim zgrabnym pismem.

- Urodziłaś się w Arizonie. Jak to się do cholery stało?

- Rodzice pojechali do rodziny w Teksasie, kiedy Jordanowi zachciało się wyjść.

- Powinniśmy się martwić?

- Porozmawiamy z lekarzem - powiedziała. - Nie ma potrzeby się teraz zamartwiać.

- Ciężko jest tego nie robić. Ta ciąża zaczęła się od komplikacji.

Bella kiwnęła głową.

- Tak, ale nie możesz myśleć tylko o najgorszym. Albo przynajmniej ja próbuję tak robić.

- Przepraszam.

- Nie musisz przepraszać - odpowiedziała, biorąc moją dłoń. - Wiem, że się boisz, chociaż zastanawiam się czy twoja wina jest częścią tego.

- Tak, wiem, że jest. Co ty na to, aby przełożyć to na naszą wspólną sesję w tym tygodniu?

- Dobrze - powiedziała. - Ale jeśli naprawdę czujesz się winny, to porozmawiaj o tym ze mną.

- Tak zrobię. - Miała wystarczająco zmartwień, tak samo jak ja. Nie ma potrzeby dodawania jej kolejnych, a znając Bellę, będzie się czuła winna z powodu mojej winy. A tego nie potrzebowała w swoim stanie.

Po kilku minutach, Bella oddała podkładkę sekretarce.

- Panna Swan - powiedziała sekretarka, otwierając drzwi. - Możesz wejść do środka.

Bella westchnęła głęboko i kiwnęła głową.

- Dziękuję - powiedziała, wstając na nogi. Odwróciła się i przycisnęła usta do moich. - Kocham cię.

- Kocham cię, zawsze.

Kiedy to powiedziałem, Bella podeszła do drzwi.

- Muszę pojechać do banku - powiedziała sekretarka do kogoś w środku, stojąc w drzwiach. - Powinnam wrócić przed kolejnym pacjentem. - Usłyszałem, że ktoś coś odpowiada, gdy Bella i sekretarka spotkały się w drzwiach. Z uśmiechem, kobieta potarła ramię Belli.

- Wejdź, moja droga

- Samantha Giles, jak się dzisiaj miewasz?

- Dziękuję, dobrze - odpowiedziała Bella, po czym spojrzała na mnie. - To Edward Cullen. - Wstałem i zaoferowałem dłoń. Po oficjalnym potrząśnięciu usiadłem z powrotem. Kobieta odwróciła się do Belli.

Bella przeczyściła gardło i wyciągnęła swoją dłoń.

- Jestem Isabella Swan i łamałam serca przez całe swoje życie.

Kobieta uniosła brwi i spojrzała na mnie, ale jej wyraz twarzy się nie zmienił. To było coś co Bella robiła wcześniej, ale teraz próbowała z tym skończyć.

- W porządku - powiedziała, otwierając szerzej drzwi. - Porozmawiajmy w środku. - Bella posłała mi uśmiech i podążyła za kobietą, zamykając za sobą drzwi.

~oOo~

Pięćdziesiąt osiem minut, dwa rozdziały na moim czytniku i wiele stanów przedzawałowych później, obserwowałem jak Bella wyłania się zza drzwi. Posłała pannie Giles uśmiech, powtarzając termin kolejnej wizyty. Kiedy Bella odwróciła się by spojrzeć na mnie, mogłem dostrzec łzy w jej oczach. Zerwałem się na nogi i wziąłem ją w ramiona.

- Powiedź mi co mam zrobić - wyszeptałem, całując ją w skroń. Nienawidzę nie wiedzieć co mam robić.

- Jest cudownie - wymamrotała. - Możemy stąd wyjść? Może na spacer.

- Cokolwiek - odpowiedziałem, kierując nas w stronę drzwi. Po obu stronach budynku było kilka sklepów i innych gabinetów, ale po drugiej stronie ulicy było widać drzewa, ławki i plac zabaw.

- Park?

Bella automatycznie kiwnęła głową, ale ja wiedziałem, że jest zatopiona we własnych myślach. Prawdopodobnie analizuje rozmowę, która miała miejsce. Jej palce owinęły się wokół moich, kiedy przechodziliśmy przez drogę i wchodziliśmy do parku. Pogoda była przyjemna, a słońce ogrzewało nasze ubrania.

- Wszystko w porządku? - spytałem, zacieśniając palce wokół niej. Westchnęła głęboko i spojrzała na mnie.

- Będzie - odpowiedziała cicho. - Wszystko co robiłam, to mówienie, ona nie odezwała się ani jednym słowem. Powiedziałam jej, że nie będę już przyjmowała pacjentów. Tylko kiwnęła głową. Chodziłam na terapię, kiedy byłam młodsza, po śmierci Brianny, ale nie pamiętam już jak to jest siedzieć po drugiej stronie kanapy. A byłam po obu stronach. - Westchnąłem. - Po zamknięciu twojej sprawy, obiecałam sobie nie analizować wszystkiego co robisz.

- Ale nadal to robisz.

- Dokładnie - wyszeptała. - Jak ty to znosisz?

Westchnąłem, myśląc nad najlepszą odpowiedzią. Jednej rzeczy byłem pewny, nie była wystarczająco blisko. Znalazłem zacienione miejsce pod drzewem, pod którym stała ławka.

- Usiądźmy.

Bella kiwnęła głową i usiadła obok mnie nieufnie.

- Nie jestem pewna, czy chcę to usłyszeć.

- Powiem ci coś, co zapewne już wiesz.

- To nie ma żadnego sensu.

- Myślałem o tym, to w naszej naturze analizować wszystko, co robi nasz partner. Jesteś nowa w tym całym związkowym świecie, tak samo jak ja. I mogę ci przysiąc, że również analizuję wszystko od samego początku. Nawet teraz, każdy ruch jaki robisz biorę pod uwagę, mimo że nic nie mówię, czy nie robię nic co mogłoby cię zranić.

- W porządku - powiedziała zamyślona. - Rozumiem o czym mówisz, ale wciąż trudno mi pojąć, jak możesz siedzieć obok mnie.

- To proste, cholernie cię kocham.

- Nadal nie wiem dlaczego - wymamrotała.

- Ponieważ cały czas masz wątpliwości, co do moich uczuć?

Zaprzeczyła ruchem głowy.

- Nie, twoje uczucia są oczywiste. Po prostu staram się zrozumieć, dlaczego to robisz.

- Niełatwo jest mi odpowiedzieć, ponieważ to nie jest tylko jedna rzecz. To cały pakiet. Cała ty. Nie jesteś idealna, nigdy nie starałaś się być. I może dlatego, że właśnie się nie starasz, innymi słowy, nikt inny tego nie robi.

- Wiem, że nie robię. Jestem daleko od tego. To niemożliwe próbować osiągnąć perfekcję, kiedy dla każdego jest inna. Im bardziej o tym myślę, tym bardziej wierzę, że widzisz coś we mnie, czego nikt inny nie widział. Nawet moja rodzina.

- Przedarłem twoją zewnętrzną skorupę - wymamrotałem. - Tak jak ty zrobiłaś ze mną.

- Boże, kocham cię - powiedziała, kładąc głowę na moim ramieniu. Owinęła ramiona wokół mojej talii. - Przejdziemy przez to jak przez wszystko inne.

- Razem - wyszeptałem.

~oOo~

Spędziliśmy kolejną godzinę włócząc się po parku i rozmawiając trochę o rzeczach, które stały się w pracy. Zapłaciłem za paczkę popcornu i usiedliśmy na ławeczce najbliżej placu zabaw. W ciszy jedliśmy maślaną przekąskę, obserwując bawiącą się grupkę dzieci.

Bella westchnęła, a ja spojrzałem na jej przepiękny uśmiech na twarzy. Pierwszy, w ciągu całego dnia.

- Co jest? - spytałem, podążając za jej wzrokiem.

- Mała dziewczynka z rudymi włosami - powiedziała cicho, opierając głowę o moje ramię. - Ma taki sam kolor włosów jakie miała Brianna, kiedy była w jej wieku. Ten sam śmiech. - Obserwowałem jak ruda się śmieje, gdy mała dziewczynka z długimi czarnymi włosami goniła ją wokół huśtawki.

Owinąłem ramię wokół Belli, lekko ją przytulając. Wyglądała jakby tego potrzebowała.

Bella spojrzała na mnie.

- Też tak robiłyśmy.

Mała dziewczynka z rudymi loczkami odwróciła się nagle do swojej koleżanki i roześmiała się w jej twarz. Owinęły swoje ramiona wokół siebie i chichotały, tarzając się po trawie. Słońce odbijało się od ich twarzyczek, a śmiech wypełniał powietrze. Bella i ja śmialiśmy się z nimi.