I kolejny chapter tu jest...Ta...mimo wszystko nie jestem zadowolony...Tak czy siak...miłej lektury.
-Drużyna Siódma, znana także jako Drużyna Kakashiego, z dniem dzisiejszym przestaje istnieć.
Wszyscy członkowie wspomnianej drużyny zbieleli ( prócz Saia bo…bardziej zbieleć się nie da ). Jak to rozwiązana?
-DLACZEGO!? – pyta oburzona Sakura robiąc krok naprzód. – Drużyna prosperuje dobrze, nic złego się nie dzieje, mamy dobre statystki, wszystko gra więc DLACZEGO?
-Bo tego wymaga obecna sytuacja. – odpowiada zgorzkniale Tsunade. – W wiosce z powrotem pojawił się klan Uzumakich który jest słaby, ma on tylko genina, i trzy kunoichi, dwie chunninki i jedną joninkę. Postanowiono więc utworzyć z obecnego klanu Drużynę Uzumakich a drużynę Kakashiego zlikwidować. Jednocześnie, powstaje nowa drużyna pod przywództwem łączonym, to jest , Yamato i Konan ze składem Sai i Sakura.
-TO SĄ CHYBA JAKIEŚ ŻARTY! – ryknęła Sakura waląc pięścią w biurko. – TSUNADE-SAMA, TY CHYBA SOBIE ŻARTUJESZ!
Wszyscy jedynie patrzą w zdziwieniu na młodą Kunoichi, wliczając to w Tsunade.
-Sakura, co w ciebie wstąpiło? – pyta spokojnie acz stanowczo Hokage. Sakura zaciska pięści, była pewna że gdyby to było możliwe to dym wychodziłby jej nosem i uszami.
-Najpierw dowiaduję się że na tego bęcwałą zostaje wydane POK, potem słyszę że zamieszkuje pod jednym dachem z trzema innymi kobietami a teraz chcesz mi powiedzieć że moim nowym senseiem zamiast Kakashiego senseia i członkiem drużyny zamiast Naruto jest ONA?! – tutaj wskazuje na Konan. - TO SĄ SZCZYTY!
Kushina robi krok do przodu i próbując uspokoić dziewczynę kładzie dłoń na ramieniu młodej Kunoichi. Ta jednak odwraca się i wymierza celny Plaskacz w policzek który zostaje powstrzymany przez pewny chwyt Konan na dłoni Sakury.
-Puść mnie. – warczy Sakura patrząc wściekle na niebieskowłosą.
-Nie, uspokój się natychmiast. – prosi niebieskowłosa. – Dlaczego jesteś taka wściekła?
-Nie zrozumiesz, żadne z was nie zrozumie! – odszczekuje natychmiast dziewczyna.
-Sakura, uspokój się, dobrze? – prosi Naruto robiąc krok do przodu.
Wtedy oczy Sakura robią się wielkie. Wielkie jak nigdy przedtem. 'Sakura, uspokój się?' A gdzie'-chan'?!
-Niewierzę – szepce dziewczyna.
Po chwili Konan puszcza jej dłoń a dziewczyna wybiega z gabinetu tak szybko jak się tylko da.
Wszyscy wpatrują się w drzwi za którymi zniknęła, każda z osób z własnym zdaniem.
Sakura, co jest? Czy aż tak cię to wszystko boli? Chyba będę musiała z nią porozmawiać. Wzdycha Tsunade.
Coś się stało. Nigdy się tak nie zachowywała. Pomyśleli Yamato i Naruto.
Calineczka odstawia teatrzyk. Meh, strata czasu. Warczy Karui.
No nie…no kurwa no nie…NO JA PIERDOLE! CO TO JEST?! JEBANY TEATRZYK?! DAJCIE MI SIĘ W KOŃCU POSZLAJAĆ PO TEJ WIOSCE! Wrzeszczy Karin nie mogąc się doczekać większej swobody.
Konan, Kushina, Sai i Kakashi nawet nie wiedzą co myśleć. To było bardzo dziwne, nie wspominając całej tej sytuacji z POK i nowym podziałem drużyn.
-Wybaczcie jej. – mówi w końcu Tsunade przerywając ciszę. – Sakura ma ostatnio trochę na głowie a zewsząd atakują ją same złe nowiny.
-Tsunade-sama. – odzywa się Kakashi. – Skoro nie jestem już kapitanem ani nie mam drużyny, to co ze mną?
-A co proponujesz? – pyta blondyna.
-Mogę prosić o parę dni wolnego? Muszę przemyśleć to i owo. – odpowiada blondyn.
-Udzielam urlopu. Ile ci potrzeba?
-Trzy dni.
-Znikaj.
-Hai.
Kakashi używając Shunshina błyskawicznie zniknął z gabinetu.
-Nie wyglądał na zadowolonego. – zauważa Yamato. Nie umknęło to niczyjej uwadze, Kakashi rzeczywiście zaczał emanować ponurą aurą gdy tylko Godaime ogłosiła koniec jego drużyny.
-Dziwisz mu się? – pyta Kushina. – Nie został mu już nikt do nauki. Najpierw stracił Sasuke, a teraz traci zarówno Sakurę jak i Naruto.
-Ale przecież on będzie nas widywał, od czasu do czasu będziemy razem na misjach i w ogóle. – zauważa Naruto.
-To chyba bardziej osobiste Naruto. – mówi Tsunade. – Yamato, porozmawiasz z nim?
-Hai, Tsunade-sama.
-Dobrze, to chyba wszystko. – mówi Tsunade wstając. – Rozejść się.
Cała pozostała ekipa wychodzi z rezydencji Hokage. Każde w różnych nastrojach.
-Pójdę porozmawiać z Kakashim-sempai. – oznajmia Yamato.
-Czekaj, pójdę z tobą. – dodaje Kushina podbiegając do bruneta.
-Porozmawiam z Sakurą. – mówi Konan.
Kushina spogląda na swoich podopiecznych.
-Naruto, idźcie na zakupy. Niech dziewczyny kupią czego im brakuje a potem wracajcie do rezydencji.
-Hai, Kaa-san.
Dorośli rozeszli się w różnych kierunkach.
***Z Konan***
Konan przeskoczyła kilka dachów po czym się zatrzymała. W całej wiosce zrobiło się tłoczno. Była to godzina dziesiąta, ludzie zaczynają pracę, budzi się większość mieszkańców.
Dużo ludzi ale wytropienie różowej głowy nie powinno być trudne. Mimo wszystko, lepiej będzie jak użyję mapy.
Konan machnęła dłonią przed sobą. Tlizamny ułożyły się w prostokąt który po chwili ujednolicił się wyzbywając się krawędzi i na płaskim i równym papierze pokazał mapę wioski. Na mapie wioski znajdowało się mnóstwo chodzących nazwisk i imion. Wiedziała że to zwykłe szpiegowanie swoich nowych sprzymierzeńców i przyjaciół ale tego była uczona od dziecka.
Haruno Sakura…Haruno Sakura…
Przesuwając palcem po mapie by zmniejszyć lub przesunąć widziany na mapie obszar szukała swojej różowowłosej znajomej.
Hmm…w wiosce jej nie ma. Może gdzieś na obrzeżach?
Konan zmniejszyła powiększenie i przesunęła palcem w dół. Blisko granic wioski wciąż kręciło się kilka nazwisk. Wśród nich…Mam cię. Haruno Sakura, pole treningowe nr 4. Jesteś teraz z Hyuga Hinatą…ciekawe…
***Pole Treningowe numer 4***
-SHANARHOOOOAAAH!
Kolejny słup treningowy został wyrwany z ziemi i wyrzucony kilkanaście metrów w górę. Dziewczyna doskoczyła i kopnęła pień z taką mocą że pień rozbił wręcz ziemię w donośnym trzaskiem na kilka metrów w głąb i na blisko kilka metrów szerokości od epicentrum.
Dziewczyna wylądowała. Spojrzała na swoje dłonie.
Taka siła… ta moc… to jest niesamowite…pokonam Kushinę, zdemaskuję ją , zniszczę i Naruto będzie mój…tylko mój…
-Sakura-san…
Hinata stała przerażona pod drzewem patrząc na swoją przyjaciółkę. Sakura uśmiechała się szeroko i promiennie lecz było to chore szczęście, puste i szaleńcze. Jej oczy mimo że się cieszyły pokazywały szaleństwo i desperację. Sakura podeszłą do niej.
-Co się stało, Hinata?
-Ja…ja nie sądzę żeby to był dobry pomysł… - wyszeptała cicho Hinata robiąc krok do tyłu. – K-koniec końców, Kushina-san to mama Naruto-kun…nie uważasz że….
Sakura chwyciła Hinatę za kołnierz jej bluzy i uniosła ją wysoko do góry. Tak wysoko że nogi Hinaty miały długą drogę do ziemi.
-Hinata, ta kobieta odbiera nam tego którego kochamy, monopolizuje go, odbiera. To już nie są wolne wybory Hinata, to wyścig. Która pierwsza ta wygrana. A ja nie zamierzam przegrać…
To zaszło zbyt daleko. Sakura-san oszalała! Muszę ją powstrzymać, inaczej wyrządzi Naruto-kun krzywdę! Gdybym tylko mogła się ruszyć…
-Postaw ją na ziemię. Powoli.
Obie obróciły się w stronę głosu i ujrzały Konan z uniesioną dłonią, za nią unosiło się w powietrzu mnóstwo ostrzy wykonanych z jej talizmanów, wszystkie skierowane w stronę Sakury.
-Konan-san!
-Proszę proszę, harcereczka przybyła. – prychnęła Sakura. – Dobrze ci radzę, odejdź, albo zmiotę cię z powierzchni ziemi.
-Spróbuj. Złapałam samodzielnie dwójkę biju, durna nastolatka twojego pokroju to nie jest dla mnie wyzwanie. – odpowiada Konan.
W ułamku Sakundy, Sakura rzuca Hinatą w drzewa samej zaczynając szarżę na niebieskowłosą.
-ZNISZCZĘ CIĘ, TY NIEBIESKOWŁOSA KURWO!
Sakura była szybsza. Znacznie szybsza. Konan nie zdążyła nawet się uchylić a pięść Sakury znajdowała się dosłownie 5 cm od jej głowy.
Cholera
Konan zmieniła swoje ciało w talizmany, pozwalając by Sakura przeleciała przez nią. Dziewczyna zaczęła lecieć na drzewo lecz szybko obróciła się nogami do drzewa a gdy jej stopy dotknęły go, odbiła się ponownie obierając za cel drugą Konan.
Ta zrobiła szybki unik w bok i posłała za Sakurą kilka papierowych shurikenów. Sakura wylądowała i…pozwoliła by Shurikeny ją zraniły. Sakura spojrzała przez ramię. Wciąż miała na twarzy ten nienaturalny, psychiczny uśmiech.
-Jak ugryzienie komara…
Co?!
Konan przywdziała swoją Zbroję Walkirii, w jej prawej ręce miecz. Coś jest nie tak. Muszę być ostrożna, może być zdolna do wszystkiego.
Sakura obróciła się ku niej i wtedy zauważyła. Znak na czole. Fioletowy romb. Pieczęć Godaime?
-Zabiję cię, ty szpiegu Akatsuki, potem zabiję Kushinę i uratuję Naruto. Nic nie stanie mi na drodze!
Mamy problem…i to duży…
Sakura wykonała znak, krzyż z palców, a oczy Konan rozszerzyły się w przerażeniu.
-KAGE BUNSHIN NO JUTSU!
Obok Sakury pojawiły się dwa identycznie wyglądające klony. Co? Klony? Ale…jak?!
-Moja chakra jest teraz stukrotnie zwiększona. Mogę sobie pozwolić na taką zabawę. – warknęła Kunoichi -A ty? Na co sobie możesz pozwolić? Na te twoje śmieszne orgiami?
Spokojnie, myśl. Głównym problemem jest pieczęć Piątej na jej czole. Daje ona dużego kopa do siły, szybkości i regeneracji, daje też powiększone zapasy chakry. Muszę więc zmusić ją by zużyła jak najwięcej chakry. Najszybciej pewnie poszłoby z klonami ale w gdy się wymieszają trudno będzie odróżnić oryginał od klona. Muszę atakować tak by jej nie zranić ale też nie dać się samej zranić. Muszę atakować z bezpiecznej pozycji.
Talizmany za plecami Konan zaczęły formować skrzydła.
-ZAPOMNIJ!
Trzy Sakury zaczęły szarżę rozpraszając się. Konan skrzyżowała dłonie tworząc wokół siebie wirującą strefę talizmanów.
Gdy dwie Sakury ruszyły do ataku, Konan powiększyła sferę odrzucając je od siebie samej wznosząc się w powietrze. Zaraz za nią poleciało kilka Kunai z papierowymi notkami które wybuchły po bokach jej głowy. Konan natychmiast zaczęła posyłać deszcz talizmanów za szalejącymi dziewczynami. Te zaczęły robić rajd między drzewami, próbując zgubić przeciwnika.
Chce mnie zgubić w lesie by obmyślić strategię…czy może znaleźć punkt z którego mnie dosięgniesz?
Wtedy nieoczekiwanie jedno z drzew uniosło się do góry i obróciło. Za nim kolejne dwa…i następne trzy….osiem…
-Osz ty…
-SHANARHO!
Drzewa zaczęły lecieć w stronę Kona jedno za drugim niczym strzały. Dziewczyna z ame zaczęła robić uniki ale było trudno. Drzewa nadlatywały szybko i były sporej wielkości. Konan nie lubiła takich okoliczności. Odwołała miecz i pokryła swoje dłonie talizmanowymi ostrzami którymi zaczęła się przedzierać poprzez grad drzew. Niespodziewanie, jedno z nich wybuchło zaraz po spotkaniu z ostrzem wzbijając chmurę dymu z którego wyłoniła się Sakura z dłonią pokrytą ostrzem z chakry.
Oryginał. Klon nie miałby takiej mocy.
Dziewczyna wzięła zamach i cięła. Cięła raz po raz, próbując przebić się przez zbroję Konan. Ta czuła że nie minie długo aż Sakura się przedrze. Młoda kunoichi była wściekła. Miała tylko jedno w głowie: Niszczyć. Jedno celne cięcie. Tyle brakowało by Sakura przebiła się przez jej obronę.
Cholera!
-ŻRYJ TO!
Sakura wzięła zamach lecz Konan błyskawicznie opuściła tarczę i zmieniła się w talizmany. Zdezorientowana dziewczyna otoczona białymi skrawkami papieru zaczęła się rozglądać. Wszędzie wokół niej roiło się od tych papierków. Niespodziewane, zaczęły one przyśpieszać. Nim się obejrzała, znalazła się w samym środku cyklonu stworzonego z białych talizmanów. Zaczęły ciąć. Ciąć po całym ciele, ostre i głębokie cięcia.
-Wybacz Sakura, nie chciałam żeby do tego dochodziło!
Nagle w środek tornada wpada Konan gotowa do wykonania cięcia swoim mieczem. Jej bursztynowe oczy zimne niczym kamień, nieugięte, stalowe oczy mordercy. Jednak w gdy ręka Konan wykonuje zamach, Sakura dałaby wiarę że zobaczyła jak oczy Konan robią się szkliste i z jej lewego oka ucieka pojedyncza łza.
-Gomene…
***W tym samym czasie, Z Kushiną i Yamato***
Oboje joninów nie znalazło jednookiego shinobiego. Kushina i Yamato znajdowali się teraz na dachu jego mieszkania.
-Nigdzie go nie ma. – wzdycha Yamato. – Gdzie on mógł pójść?
-Nie ma go ani pod pomnikiem, ani na polu treningowym, ani nigdzie. – dodaje Kushina. – Żaden z moich klonów też nic nie znalazł. – Kobieta siada na dachu i wzdycha. – Co się dzieje? Kakashi nigdy się tak nie zachowywał.
Yamato usiadł obok niej. Patrzyli teraz na wioskę która wciąż była odbudowywana. Słońce przyjemnie grzało a wiatr delikatnie powiewał.
-Nie znam szczegółów ale jestem za młody by je znać ale z tego co wiem, po tym jak otrzymał Sharingana zaczął się zmieniać. – zaczyna brunet. – Najbardziej zmienił się po śmierci twojej i twojego męża. Obarczał siebie winą o wszystko. Podobno dopóki Guy-sempai nie wbił mu do głowy trochę rozumu kilka lat temu, Kakashi myślał nawet o popełnieniu samobójstwa.
-Co?
Kakashi? Nie, to niemożliwe. On zawsze twardo stąpał po ziemi…nie, nie on, to niemożliwe.
-Kiedy usłyszał kto będzie w jego drużynie…Kakashi cieszył się na swój sposób. Chciał opiekować się Naruto ale nie mógł. Nie znam szczegółów, nie dzielił się nimi z każdym ale wiem że Kakashi-sempai nigdy nie chciał niczego złego ani dla Naruto, ani dla żadnego ze swoich uczniów. Może i jego metody nauczania nie są najlepsze ale patrząc na to z perspektywy czasu, uważam że Kakashi-sempai nauczył Naruto i Saukrę wielu życiowych prawd których nauczyliby się na polu walki w sposób zbyt brutalny. Zbyt brutalny dla kogokolwiek.
Kushina chciała odpowiedzieć ale milczała. Może rzeczywiście potraktowała Kakashiego zbyt ostro. Może rzeczywiście w przypływie wściekłości była zbyt wyniosła i nie pomyślała o tym wszystkim z jego perspektywy. Mimo to, fakt że nie nauczył ich nic prócz chodzenia po drzewach zakrawa na szabat.
-Kakashi serio miał takiego doła? – pyta Kushina wstając.
-Jak wspomniałem, nie znam szczegółów ale za wesoło nie było. – odpowiada Yamato.
-Tenzo, idź do domu. Wiem gdzie jest Kakashi.
***Cmentarz Wioski liścia***
Kakashi złożył kwiaty przed pomnikiem. Na pomniku w kształcie symbolu wioski wyryte zostały imiona wszystkich którzy zginęli na II i III Wojnie. Tyle znanych nazwisk, więcej lub mniej. Wśród nich kilka bliskich jego sercu. 'Uchiha Obito.' ' Rin Nohara'. Pod pomnikiem znajdowały się groby Kage. Bracia Senju, Hiruzen, także Minato z małżonką… a raczej już sam Yondaime.
-Rin, Obito, Sensei… przepraszam. Jestem żałosny. Najpierw pozwoliłem by odebrano mi Obito, potem zabiłem Rin. Nie zrobiłem nic by pomóc Minato-sensei ani Naruto gdy tego potrzebował. Myślałem że dam radę odpokutować winy jako nauczyciel Naruto lecz… i to spaprałem. Moja drużyna się rozpadła. Sasuke odszedł do Orochimaru, Naruto wyruszył z Jirayą-sama a Sakura trenowała pod okiem Godaime. Ludzie mówią że jestem świetnym nauczycielem, że moi uczniowie to chluba wioski… tak naprawdę, nie nauczyłem ich praktycznie niczego. Myślałem że dam radę to naprawić ale gdy spotkałem się z Sasuke na szczycie… dotarło do mnie że jestem nikim. Naruto, Sakura i Sasuke dawno mnie prześcignęli. Są o wiele silniejsi niż ja kiedykolwiek będę. Mimo to, chciałem pomagać im doświadczeniem. Być kimś kto wesprze na duchu. I tutaj dostaję piaskiem w oczy. Sakura będzie trenowana pod okiem Konan-san i Tenzo a Naruto pod okiem swojej matki. Jestem żałosnym shinobim. Wszyscy moi uczniowie zostali mi odebrani. Jestem do niczego.
-Wcale nie.
Kakashi obejrzał się za siebie i ujrzał idącą ku niemu Kushinę.
-Tutaj się ukryłeś. – zaczyna kunoichi stając u jego boku. – Ja i Yamato przeczesaliśmy całą wioskę za tobą.
-Jestem już dorosły. Nie musisz się o mnie martwić. – odburknął Kakashi.
-Muszę. – odpowiada Kushina. – Bo ty tego nie robisz. Co się z tobą dzieje? Takie zachowanie do ciebie nie pasuje.
Kakashi nie odpowiada, wpatruje się w pomnik. Kushina także kieruje na niego wzrok. Tyle znanych i bliskich jej sercu nazwisk. Przyjaciółki, koledzy i ich dzieci. Dzieci które znała, jej seniorzy którzy tyle jej nauczyli... Lecz nawet ona wie że dla Kakashiego tylko dwa nazwiska są ważne.
-Wciąż się obwiniasz? – pyta spokojnie Kushina.
-Każdego dnia. – odpowiada boleśnie mężczyzna. - Każdego dnia widzę zmiażdżoną twarz Obito i krew Rin na rękach. Każdego dnia przychodzę tutaj i myślę. Dobijam się. Wiem że nic nie mogę zmienić ale nic na to nie poradzę. Nie potrafię przestać.
Czyli to co mówił Yamato to była prawda. Cholera… już za życia wiedziałam że jest źle ale teraz? Kakashi, dlaczego to sobie robisz?
-Kakashi, posłuchaj, przemyślałam kilka spraw i chcę cię przeprosić za to jak cię zbeształam. – wyznaje głowa klanu Uzumakich z ciężkim sercem. – Byłam zła i wściekła na wioskę i przyznaję, z racji że nawinąłeś się pierwszy oberwałeś najmocniej. Wciąż jestem zła i na wioskę i na ciebie, bo nie nauczyłeś Nauto no prócz chodzenia po drzewach ale… ale jestem ci też wdzięczna.
-Co?
-Wiem że robiłeś wszystko co tylko mogłeś by pomóc Naruto, nawet jeśli działałeś za kulisami. Wiem że chciałeś ochronić ich od zabijania, wpoić im ważne wartości. Nie chciałeś by tak brutalnie musieli kończyć swoje dzieciństwo tak jak my. Jestem ci za to wdzięczna.
-Dziękuję. – odpowiada zgłupiały Kakashi. Nie spodziewał się usłyszeć tych słów, nie od Kushiny.
-Czy Naruto…już kogoś zabił? – pyta powoli kobieta po chwili ci
-Nie. Z tego co mi wiadomo to nie. – odpowiada cyklop.
-Całe szczęście. – wzdycha Kushina z ulgą. – Nie chcę by mój Sochi był mordercą w tak młodym wieku…
-Nie dałem mu do tego okazji….
-I jestem z tego zadowolona. – mówi Kushina. – Pogadam z Tsunade i poproszę byś został joninem pomocniczym. Bądź co bądź, jestem deczko zardzewiała , Hehehe.
-Zrobisz to? – pyta z niedowierzaniem jonin. – Dla mnie?
-Tak. – odpowiada z uśmiechem czerwonowłosa. –Zżyłeś się z tymi dzieciakami i to co powiedział Naruto w gabinecie to prawda. Wciąż możecie od czasu do czasu razem trenować. Szczerze powiedziawszy, pogadam z Konan o treningach łączonych. To może być doby pomysł.
-Dziękuję ja…. To wiele dla mnie znaczy….naprawdę….
-Wierzę ci. – mówi Kushina odwracając się i zaczynając powoli odchodzić. – I pamiętaj, może i masz trzydzieści kilka lat….ale dla mnie zawsze będziesz chłopcem z mieczem.
***Mieszkanie Konan***
-Ughn…
Różowołosa zaczęła jęczeć i otwierać oczy. Czuła ból jaki rozchodził się po jej ciele. Jakby ktoś położył na niej po 100kg na kończynę. Nie była w swoim pokoju, nie była też w szpitalu, brakowała specyficznego pikania które tak mocno kojarzyła z tym miejscem. Nie wiedziała gdzie była. Czuła piekący ból gdzieś w okolicach bioder.
-Sakura.
Patrząc w dół swojego ciała znalazła małą Katsuyu siedzącą na jej brzuchu. Czułki ślimaczycy były spuszczone w dół. Młoda medyczka wiedziała że Katsuyu nie jest w najlepszym humorze.
-Katsuyu-sama? Co się stało? – pyta Sakura próbując podeprzeć się na ramionach. – Gdzie ja jestem?
-U mnie.
Do pokoju wchodzi niebieskowłosa kobieta z kubkiem w ręce, ubrana w szary top brązowymi spodniami do kostek, żółty ręcznik na ramionach a włosy błyszczące od wody.
Sakura momentalnie czuje jak wzbiera w niej wściekłość lecz silniejsza fala bólu sprawiła że natychmiast syknęła i spojrzał na Katsuyu.
-Sakura, musisz się oszczędzać, jesteś rana. – mówi ślimak.
-Wiem. – odpowiada Sakura po czym patrzy wściekle na Konan stojąc we framudze drzwi – To przez nią.
-Tak naprawdę, to nie jest głównie moja wina. – odpowiada spokojnie dziewczyna. – Sama też jesteś sobie winna.
-Co proszę?! – wycedza natychmiast Sakura.
-Konan-san ma rację. – wtrąca się Katsuyu. – Nie zdołałaś uzbierać tyle chakry jakiej wymaga Byakugoo no In, w skutek czego twój system chakry został poważnie nadwątlony.
-Cholera jasna…. – syczy dziewczyna. – Czy Tsunade-sama była mocno zła?
-Bywało gorzej. – odpowiada niemrawo Katsuyu. – Ale Tsunade-sama zapieczętowała pieczęć do odwołania.
-Zapieczętowała?
Konan podeszła do swojej toaletki i podała Sakurze lusterko. Dziewczyna wzięła je do ręki i zaczęła się przeglądać. Patrząc na swoje czoło zauważyła fioletowy romb otoczony przez czarny okrąg składający się z dziwnych znaków.
-O rany. Co ja teraz powiem rodzicom? – jęknęła dziewczyna.
-Na razie nic. – odpowiada Konan. – Dopóki nie wyzdrowiejesz masz zostać tutaj. Rozkaz Piątej.
-Co?! Dlaczego!? Dlaczego nie zaniesiono mnie do szpitala albo do domu?! – pyta wściekle Sakura. Konan krzyżuje ręce na piersiach i wzrusza ramionami.
-Bo Godaime-sama uważa że jako twój nowy kapitan moim obowiązkiem jest dbać o ciebie i resztę drużyny. Tsunade-sama uznała że to niezły test moich umiejętności.
-Nie zaakceptowałam cię jako mojego nowego kapitana. – ogryzła się dziewczyna patrząc wściekle na Konan.
-Nie obchodzi mnie to. Mnie też nie pasuje że mam się tobą zajmować ale rozkaz jest rozkaz. – odpowiada szorstko Konan. – Jeszcze jakieś pytania?
-Co z Hinatą?
-Pomogła mi cię tutaj przynieść i to ona pierwsza cię opatrzyła. – odpowiada Konan. – Opowiedziała mi o wszystkim co zamierzałaś zrobić.
Hinata…policzymy się…
-Nie mogę uwierzyć że mogłaś zrobić coś tak durnego. – zaczyna Konan. – Rozmawiałam z piątą. Mówiła że jesteś mądrą dziewuchą, że jesteś bystra i w ogóle i wierzę jej. I tak samo jak ona, nie rozumiem dlaczego zrobiłaś coś takiego. Co ci strzeliło do głowy.
-Gówno wiesz. – burknęła Sakura.
Konan podniosła brew. Czuła jak Sakura wysyła jej mordercze wizje, młoda kunoichi była naprawdę wściekła.
-Powiesz mi co się stało? – pyta spokojnie - Czy może mam poczekać do rana aż ochłoniesz?
Sakura nie odpowiedziała. Nie zamierzała. Starsza kunoichi to wiedziała i nie zamierzała naciskać. I tak nie ruszy się z tego łóżka przez najbliższych kilkanaście godzin. Konan opuściła dłonie i zaczęła zmierzać do drzwi.
-No dobrze, skoro nie chcesz gadać to trudno. Pogadamy rano jak zgłodniejesz.
-CO?! Jak długo zamierzasz mnie tu trzymać?!
-Do odwołania. – oświadcza zimno Konan. – Dobranoc.
Drzwi się zamknęły z trzaskiem a Sakura westchnęła wściekle.
-Sakura…wszystko w porządku? – spytała delikatnie Katsuyu.
-…Nie. Nic nie jest w porządku. - odpowiada dziewczyna kładąc się.
Tak, nie jestem z niego zadowolony. Przyznam się, straciłem trochę pary; przytłoczyła mnie szkoła oraz praca i zostałem wybity z rytmu + moja dziewucha ostatnio dziwne się zachowuje, cholera wie co się dzieje. No, jeszcze jest kwestia tego że mój najlepszy przyjaciel , z którym trzymałem się prawie siedem lat, wyjeżdża na studia...i być może nie wróci do miasta. Nie mam zbyt wielu przyjaciół dlatego ciężko mi się z tym wszystkim uporać i pogodzić. Naprawdę, ciężko mi się pisze gdy dużo rzeczy się sypie i leci na łeb na szyję.
Mimo to, proszę was o wyrozumiałość i nie skreślanie mnie. Nie zamierzam porzucić tego ficka, za dużo krwawicy w niego władowałem by pozwolić mu zdechnąć od tak.
BTW, to już ponad rok jak Czerwień i Błękit żyje. Zauważyliście? Szybko leci ten czas, nie ma co. W chwili gdy to piszę licznik wyświetleń nabił 20 500 wyświetleń... Nie wiem czy to wynik dobry czy przeciętny czy jeden z niższych...mimo to, jestem niejako z tego dumny. I mam nadzieję że jeszcze was czymś zaskoczę.
Tak czy siak, liczę na wasze recenzje i opinie.
Do jak najszybszego zobaczenia.
