Rozdział XXXV

Allyson westchnęła ciężko, zatrzaskując książkę do Historii Magii, kiedy w swoje ostatnie wollne popołudnie przed wznowieniem treningów, siedziała razem z Shyanne, Andrew i Charlotte w bibliotece, odrabiając lekcje. Krukonka od jakiegoś czasu regularnie spędzała popołudnia razem z nimi; zazwyczaj znajdowali ją siedzącą samotnie przy niewielkim stoliku w kącie pomieszczenia i dołączali do niej. Dzięki temu dziewczynom udało się znacznie lepiej ją poznać, a nawet się z nią zaprzyjaźnić. Czwartoklasistka spojrzała na Ally, a potem wymieniła spojrzenia z pozostałą dwójką.

Żadne z nich nie miało wątpliwości, co od kilku dni zaprzątało myśli Puchonki. Trudno jej było uwierzyć w to, jak zachowała się jej siostra w stosunku do sytuacji z nią i Jamesem. O ile potrafiła zrozumieć, że chciała pomóc swojemu przyjacielowi, będąc jedną z osób, które znały ją najlepiej, to jednak uważała, że nie powinna była pozwolić mu obdarowywać ją takimi prezentami, a już z pewnością namawiać go do tego. A jednak, sukienka była doskonałym przykładem, że Gryfonka najwyraźniej miała inne zdanie. Im dłużej się zastanawiała, tym pewniejsza się stawała, że zapewne powiedziała mu również co się stało z jej miotłą jeszcze przed tym jak dowiedziała się o tym cała szkoła. Przecież mogła jej powiedzieć, kto jej ją przysłał, chociaż z drugiej strony, czyż nie słyszała od kogoś, że James posiadał taką właśnie miotłę? W każdym razie, najwłaściwszym byłoby ją oddać, tym bardziej, że rodzice chłopaka byli wyraźnie niezadowoleni z jego pomysłu i planowała tak właśnie uczynić, tuż po zakończeniu turnieju. Dziewczyna gotowa była to zrobić natychmiast i tylko dzięki tłumaczeniom jej przyjaciół, że w ten sposób zachowa się nie w porządku w stosunku do drużyny, zmieniła zdanie.

Shyanne, tymczasem, zastanawiała się jakim cudem do tej pory nie zauważyła niczego, co jasno wskazywałoby na to, że James Potter interesuje się jej najlepszą przyjaciółką. Niejednokrotnie słyszała mugolskie powiedzenie, że najciemniej było zawsze pod latarnią i zapewne tak właśnie było w tym wypadku. Tak dużo czasu spędzała w towarzystwie Allyson, rozmawiając z nią praktycznie o wszystkim, że tak jak i ona, nie dostrzegała czegoś, co okazało się absolutnie oczywiste dlatego, że wmawiała sobie, że to niemożliwe. Teraz natomiast, będąc wszystkiego świadoma, wreszcie spostrzegła sposób, w jaki wzrok Jamesa zawsze odnajdywał blondynkę, kiedy tylko przebywali w jednym pomieszczeniu. Dotarły do niej również rozmaite plotki i teorie, jakie powstawały na ich temat; wyglądało na to, że cała szkoła zwracała na to uwagę. Nierzadko słyszała uczniów, zastanawiających się co on w niej takiego widział skoro nie była szczególnie ładna no i należała do Hufflepuffu, co dawało dość jasny przekaz jej cech charakteru, które dla wielu były po prostu nudne. Gdy w końcu postanowiła zapytać o to Albusa, Ślizgon potwierdził, że było to dla niego całkiem oczywiste od dłuższego czasu.

- Może powinnaś porozmawiać z Annabelle…- zasugerował Andrew. Od czasu ich rozmowy o Potterze, Gryfonka nie odzywała się do młodszej siostry.

- I przeprosić ją za to, że nie podoba mi się jak wtrąca się w coś, co jej nie dotyczy?- spytała Allyson, patrząc na niego z lekkim wyrzutem.

- Ona na pewno chce dobrze…- stwierdziła Charlotte, rumieniąc się, gdy Puchonka spojrzała na nią piorunującym wzrokiem.

Ally nie miała wątpliwości, że Krukonka miała rację, ale niczego to nie zmieniało. Było to jednak ostatnie popołudnie, podczas którego miała możliwość faktycznie nad tym wszystkim rozmyślać, gdyż już następnego dnia o tej samej porze zmierzała samotnie w stronę stadionu Quidditcha ubrana w złotą szatę do gry, z miotłą w dłoni. W przeciwieństwie do tego, co zawsze miało miejsce, tym razem nie spotkała po drodze nikogo, a choć przybyła praktycznie o czasie po tym jak cudem udało jej się uciec przed wykładem Shyanne o tym jak powinna na siebie uważać, stadion był całkowicie pusty. Nie było tam żywej duszy, choć Ślizgoni często przychodzili dość długą chwilę przed czasem, a gdy odwróciła się w stronę zamku, nie spostrzegła nikogo zmierzającego w jej kierunku.

Zaczęła się zastanawiać czy może o czymś nie wiedziała, na przykład o odwołaniu treningu lub zmianie godziny. Przez jakiś czas nie uczęszczała na treningi, gdyż zamiast marznąć na trybunach, przyglądając się reszcie drużyny i chcąc do nich dołączyć, wolała zająć się pracami domowymi. Już od dawna nie była z nimi tak na bieżąco, jak przez ostatnie kilka tygodni; miała nawet gotową pracę semestralną na mugoloznawstwo, przygotowaną oczywiście z ogromną pomocą Shyanne. Dla Ally świat mugoli był dziwny i całkiem niezrozumiały i bywały chwile, gdy żałowała, że nie wybrała numerologii, ale teraz już jej to było obojętne, bo do końca roku pozostały niecałe cztery miesiące i będzie mogła z kilku przedmiotów zrezygnować. Sama Shyanne zresztą nie widziała problemu w pomaganiu przyjaciółce z czymś, co dla niej było sprawą absolutnie jasną i oczywistą, jako że pochodziła z niemagicznej rodziny, tym bardziej, że na początku ich znajomości to Allyson najbardziej pomogła jej odnaleźć się w świecie czarodziejów.

Dziewczyna spojrzała niecierpliwie na zegarek, drepcząc w miejscu. Tegoroczna zima, najsroższa od kilku ładnych lat, zdawała się ani myśleć o ustąpieniu i nawet cieplutko opatulona Puchonka zaczynała odczuwać niską temperaturę. Już miała udać się z powrotem do zamku, gdy dostrzegła poruszającą się w jej stronę osobę w szkarłatnej szacie. Jęknęła, gdy sylwetka stała się na tyle duża, że mogła rozpoznać kto to był. Oczywiście, ze wszystkich Gryfonów w drużynie, musiał to być akurat ten, z którym najbardziej nie chciała zostawać sam na sam. W przeciwieństwie do Annabelle, chłopak nie zdawał się mieć do niej jakichkolwiek wyrzutów czy pretensji i choć nie zaczepiał jej przy każdej możliwej okazji, jak zazwyczaj to robił to tej pory, to gdy widywali się na korytarzu zawsze się z nią witał lub posyłał jej ciepły uśmiech, od czasu do czasu zamieniając z nią kilka słów. Mimo to nie bardzo miała ochotę na rozmowę z nią, a jeśli mieli tam stać sami, to raczej na pewno nie w ciszy. Jedną z najbardziej znanych cech Jamesa było to, że nie potrafił milczeć dłużej niż kilka minut.

- Allyson, cześć.- uśmiechnął się, a Puchonka natychmiast zauważyła coś dziwnego w jego głosie- Wszystko w porządku?

- Poza tym, że jestem trochę skostniała to tak.- odparła, pocierając dłońmi o siebie- Ciekawe jak długo jeszcze będziemy musieli czekać…

- Ach, nie dotarła do ciebie informacja, że trening będzie pół godziny później?- zapytał i spojrzała na niego z uniesionymi brwiami.

- W takim razie co ty tutaj robisz tak wcześnie, skoro mamy jeszcze dwadzieścia minut?

Oczy Gryfona lekko się rozszerzyły i otworzył usta tylko po to, aby po chwili je zamknąć. Allyson mogłaby przysiąc, że przez chwilę dostrzegła całkowitą panikę na jego twarzy, ale ta po chwili ustąpiła. Ku jej zdziwieniu, policzki chłopaka nabrały lekko różowego koloru, ale nie z powodu mrozu.

- Ja, no… Przez przypadek podpaliłem skończone wypracowania mojej siostry i kuzynki… Dla własnego bezpieczeństwa wolałem się ewakuować z dormitorium…- stwierdził, lekko zmieszany i Allyson nie mogła powstrzymać się, aby nie zachichotać- Dzięki za współczucie.- rzucił z udawanym wyrzutem w głosie, po czym również się uśmiechnął.- Skoro mamy jeszcze chwilę, może przejdziemy się po błoniach? Chciałbym z tobą porozmawiać, a przy okazji będzie ci trochę cieplej.

Dziewczyna skrzywiła się na moment – tego właśnie chciała uniknąć, rozmowy z nim. O czym on mógł chcieć z nią porozmawiać? Miała tylko nadzieję, że nie o tym, jak ją pocałował w Sali Wejściowej, kompletnie nie wiedziała, co mogłaby mu powiedzieć. Prawdę mówiąc, nie wiedziała co o tym myśleć i prawdopodobnie to najbardziej ją przerażało. Wszystko w niej wrzeszczało, że powinna być na niego wściekła, a jednak nie potrafiła. Gdyby ktoś jej wcześniej coś takiego zasugerował, oburzyłaby się potwornie na samo wspomnienie, a jednak teraz, gdy taka sytuacja miała miejsce, nawet się nie złościła. Jedyne, czego była pewna, to że jej własna reakcja trochę ją przerażała. Nie mogła zaprzeczyć, że już jakiś czas temu dotarło do niej, że James Potter wcale nie jest takim koszmarnym chłopakiem, jakiego starała się w nim widzieć, a wręcz przeciwnie. Jasne, bywał potwornie irytujący, ale jednocześnie potrafił być bardzo sympatyczny i pomocny. No i nie bez powodu dość spora grupa dziewcząt stwierdziłaby, że jest najprzystojniejszym chłopakiem w szkole…

Niemal podskoczyła, gdy się ponownie odezwał, chcąc otrzymać odpowiedź, podczas gdy ona całkowicie się zamyśliła. Skarciła się w myślach, o czym ona w ogóle myślała?!

- Dobra, chodźmy.- odezwała się w końcu, a Gryfon uśmiechnął się szeroko.

Wolnym krokiem opuścili teren stadionu i udali się na krótki spacer. Przez chwilę przemierzali błonia w milczeniu i Allyson już miała przypomnieć mu, że chciał o czymś porozmawiać, gdy sam przerwał ciszę.

- Posprzeczałaś się z Annabelle.- stwierdził bardziej niż zapytał, a dziewczyna wzruszyła ramionami.

- Z mojego punktu widzenia trochę ciężko nazwać to sprzeczką, ale się do mnie nie odzywa, więc na to wygląda.

- Gdy ją o to zapytałem, stwierdziła, że powinnaś otworzyć oczy i widzieć to, co jest a nie to, co chcesz zobaczyć…

- A ona nie powinna się wtrącać w nie swoje sprawy. Traktuje mnie jak małe dziecko, które trzeba prowadzić za rączkę! Jestem wystarczająco dużą dziewczynką, aby myśleć za siebie i ...

- Się dobrały siostrzyczki…- jęknął Gryfon, przerywając jej i wywracając oczyma- Przepraszam cię, ale nie mam ochoty tego słuchać, Ally. Jesteście obie uparte jak dwa osły!

- Wybacz, James, ale wydaje mi się, że to nie jest tak naprawdę twoja sprawa.

- Nie zgadzam się. Wiem, że byłem jednym z tematów waszej rozmowy i nie chcę, żebyście się boczyły ze względu na to, że macie różne zdanie co do mojej osoby. To jest po prostu dziecinne i głupie! I żadna z was nie jest w tej sytuacji zadowolona.

Zanim zdążyła cokolwiek odpowiedzieć usłyszała syk i w ostatniej chwili uchyliła się przed nadlatującym w jej stronę niebieskim smokiem, który zaraz rozbłysnął jaśniejszym światłem i zmienił się w chmurę migoczącego pyłu.

- O, już czas.- stwierdził James z uśmiechem, a Allyson spojrzała na niego pytająco.

Nie powiedział nic więcej, tylko złapał ją za ramię i pociągnął z powrotem w stronę stadionu Quidditcha, gdzie dostrzegła kilka postaci w kolorowych szatach. Byli to pozostali członkowie drużyny, uśmiechający się szeroko i machający do nich – może z wyjątkiem Ślizgonów. Nicholas spoglądał na nich z lekkim politowaniem w oczach, ale zdobył się na niewielki uśmiech, gdy się zbliżyli. Sam i Jessica natychmiast podbiegły do Puchonki, ściskając ją.

- Nawet nie wiesz, jak się cieszymy, że do nas wracasz!- zawołała jedna z nich, podczas gdy druga energicznie pokiwała głową, potwierdzając jej słowa.

- Jak dobrze, że nic ci nie jest, martwiliśmy się o ciebie!

Została wyściskana przez absolutnie wszystkich, nawet uczniów domu węża, a następnie zaprowadzona do szatni. Jej wystrój odrobinkę się zmienił; pomiędzy ławkami stał niewielki stolik, a na nim mały torcik czekoladowy. Profesor Reynolds uśmiechnął się, gdy weszli do środka.

- Dobra robota, James.- stwierdził, a wzrok Allyson natychmiast powędrował do Gryfona.

- Nie bądź na mnie zła, Ally. Potrzebowaliśmy trochę więcej czasu niż myśleliśmy.- odparł chłopak, wzruszając ramionami, a Puchonka pokręciła głową. To wszystko było zaplanowane!

Czas przeznaczony na trening drużyna spędziła na niewielkim przyjęciu, które postanowili urządzić dla Allyson z powodu jej powrotu do zdrowia i trenowania. Wyglądało na to, że wszyscy rzeczywiście byli bardzo zadowoleni, nawet Samantha, która dzięki jej nieobecności stała się podstawową ścigającą. Wieczorem, cała grupa szła w dobrych humorach do zamku, rozmawiając głównie o wyjeździe do Japonii w przyszłym miesiącu, o meczu z tamtejszą drużyną, która wydawała się być najlepsza w ich grupie. Do tej pory nie przegrali ani jednego meczu i nie mieli zamiaru tego zmieniać.

- Na szczęście przechodzimy dalej, niezależnie od wyniku.- stwierdził Matt, a nauczyciel zrugał go wzrokiem.

- Z takim tokiem myślenia odpadniemy w ćwierćfinałach.- odparł, a Gryfon przybrał kolor bardzo bliski szaty, którą miał na sobie.

Natychmiast zaczął się tłumaczyć, że nie miał na myśli nic złego i Allyson z uśmiechem słuchała, jak starał się przekonać do tego profesora Reynoldsa, nie zwracając uwagi na lekki uśmiech na jego twarzy, który w miarę przedłużającej się mowy chłopaka przemieniał się w lekkie zdziwienie. Prawie podskoczyła, gdy poczuła dłoń na swoim ramieniu i zerknąwszy w bok, dostrzegła Jamesa.

- Nie mieliśmy okazji skończyć naszej wcześniejszej rozmowy.- oznajmił.

Zwolnili kroku i zostali lekko w tyle, spoglądając jak cała reszta wchodzi do zamku. Tym razem jednak też nie było im dane jej dokończyć. Chwilę po tym, jak ich towarzysze zniknęli z ich oczu, drzwi ponownie się otwarły i wyszła z nich postać w czarnym płaszczu, rozglądając się wokoło. Nie chcąc, żeby zostali zauważeni, James chwycił Allyson i pociągnął ją głębiej do cienia, aż schowali się za wysokim krzewem rosnącym tuż przy ścianie.

- Co ty wy…- zanim udało jej się powiedzieć całe zdanie, chłopak położył dłoń na jej ustach.

- Ćśśśś.- szepnął, przykładając palec drugiej dłoni do ust, nie odrywając wzroku od idącej w stronę Zakazanego Lasu osoby.

- Co ty wyprawiasz?!- spytała Allyson równie cichym głosem, odpychając jego rękę od swojej twarzy.

- Chodź.- odparł tylko, chwytając jej dłoń i pociągnął ją w stronę ścieżki, którą udała się zakapturzona postać.

- Co ty robisz?! Oszalałeś?! Będziemy mieć kłopoty, jeśli to nauczyciel! Powinniśmy wracać do zamku i…

- CICHO!

W głosie chłopaka słychać było wyraźne, narastające zdenerwowanie i Allyson natychmiast umilkła, wpatrując się w niego w lekkim osłupieniu. Nie odezwała się nic więcej, choć w myślach cały czas przeklinała na niego. Szybko stało się jasne, że nie miała możliwości uwolnić ręki z jego uścisku, miał od niej zdecydowanie więcej siły. Mogła tylko iść, a właściwie być niemal wleczoną za nim, modląc się w duchu aby nie zostali zauważeni ani nikogo nie spotkali. Jęknęła, gdy dotarło do niej, dokąd zmierzają. Postać przed nimi była już na skraju Zakazanego Lasu, a Gryfon ani myślał się zatrzymywać.

- Nie możemy tam iść!- stwierdziła w końcu- Tam jest niebezpiecznie!

- Jak widzisz, nic mi nie jest, a byłem tam niejeden raz. Przestań panikować.- odparł krótko.

Wkrótce znaleźli się już w lesie, idąc wąską ścieżką. Allyson nie miała pojęcia jak długo szli przed siebie, choć wydawało jej się, że trwało to całą wieczność. Im głębiej wchodzili, tym gęściej rosły drzewa. Nie wiedziała czy to tylko jej wyobraźnia, czy może przybierały one coraz bardziej przerażające kształty. Serce biło jej jak oszalałe, jakby chciało wyskoczyć z piersi i uciec jak najdalej. Prawie krzyknęła, gdy usłyszała trzask łamanej gałęzi i dopiero po chwili zorientowała się, że sama na nią nadepnęła.

- Nie miałem pojęcia, że jesteś takim cykorem.

- Zamknij się.- syknęła, a Gryfon tylko się uśmiechnął, kręcąc głową.

Nie miał jednak nic przeciwko, gdy przysunęła się bliżej do niego i złapała jego ramię również drugą ręką. Praktycznie przylegała do jego prawej strony, rozglądając się dookoła. Cały czas miała wrażenie, że zaraz coś wyskoczy zza drzewa i ich zaatakuje. Szli powoli, w pewnej odległości przed sobą mając osobę, którą śledzili gdy nagle… zniknęła.

- Szlag, musimy być już poza terenem szkoły.- powiedział James, już na głos i podszedł do drzewa, przy którym stał tajemniczy człowiek zanim zniknął- To drzewo jest zaznaczone.

- W takim razie możemy już wracać do zamku?- spytała, starając się mieć na oku jak największy obszar wokół siebie. – Co to?- dodała, gdy usłyszała brzęczenie.

- Nie mam pojęcia i nie jestem pewien czy chcę się dowiedzieć.- stwierdził, nasłuchując, a dźwięk zdawał się dochodzić z coraz mniejszej odległości.- Lepiej się stąd zmywajmy.

Ruszyli z powrotem ścieżką, którą przyszli, ale dźwięk wcale nie cichł. Wręcz przeciwnie, stawał się głośniejszy. Wyglądało na to, że przed czymkolwiek uciekali, przemieszczało się znacznie szybciej niż oni.

- Mam miotłę…- zaproponowała Allyson, a James pokręcił głową.

- Zabijemy się. Drzewa rosną za gęsto i prędzej czy później na któreś byśmy wpadli. Cholera… - przeklął, zatrzymując się.

- Co się dzieje?- zapytała, spoglądając na niego z przerażeniem.- Czemu stoimy?

- Mijaliśmy już to drzewo.- odparł, wskazując na to samo oznaczone drzewo, przy którym wcześniej postanowili zawrócić.

- Czy ty chcesz powiedzieć, że się zgubiłeś?- przełknęła głośno ślinę, rozglądając się wokoło. Brzęczenie cały czas stawało się głośniejsze, a Allyson drżącymi rękami chwyciła mocno ramię Gryfona, niemal wbijając mu paznokcie w skórę pomimo znajdującego się między nimi materiału.

Nic nie odpowiedział. Zamknął oczy i nasłuchiwał, a hałas cały czas narastał. Znajdował się już niemal przy nich. Pisnęła, gdy pomiędzy drzewami dostrzegła nadlatującą w ich stronę ogromną chmarę owadów, jakich nigdy w życiu nie widziała. Wyglądały jak pomieszanie żuka z osą, a najmniejszy z nich był wielkości sporej żaby. Poruszając się, wydawały hałas tak ogromny, że dzwoniło jej w uszach. Nagle odwrócił się do niej i objął ją ciasno ramionami, przygarniając do siebie.

- Ani drgnij!- wrzasnął, trzymając ją mocno.

Dziewczyna zamknęła oczy, zaciskając dłonie na jego swetrze. Przylgnęła do niego, trzęsąc się ze strachu, modląc się, żeby w jednym kawałku wrócić do Hogwartu. Co mu przyszło do głowy, żeby śledzić tego kogoś, kimkolwiek on był?! Dlaczego musiał ją tu zaciągnąć, czemu nie mógł zostawić jej w spokoju przed zamkiem i przyjść tu samemu?!

Po chwili hałas ustał, ale nie odsunęła się od niego nawet na milimetr. Stała jak sparaliżowana, cały czas mając przed oczyma ogromne żądło, drgające nieregularnie jakby szukało czegoś, w co mogłoby się wbić.

- Nie mam nic przeciwko trzymaniu cię w ramionach, ale powinniśmy się stąd ruszyć zanim coś bardziej niebezpiecznego nas tu znajdzie.

- B-Bardziej niebezpiecznego?- wyjąkała, podnosząc wzrok.

- Żubosaki są niegroźne, dopóki ich nie sprowokujesz.- wyjaśnił.

- Tak, jasne, a to żądło to mają nie wiem po co…

- To nie żądło, to jest bardziej jak radar. One nie widzą, dzięki temu są w stanie poruszać się na nic nie wpadając. Nie ruszaliśmy się i uznały nas za karłowate drzewo.

- James błagam, zabierz nas stąd.

Kiwnął głową i objąwszy ją ramieniem, poprowadził ścieżką. Zatrzymywali się niemal na każdym jej rozwidleniu, a Allyson rozglądała się przerażona. W pewnym momencie dostrzegła ogromną pajęczynę pomiędzy drzewami i nie chciała nawet myśleć, jak duży musiał być pająk, który ją utkał. Kawałek dalej spostrzegła poruszający się w krzakach kształt, a po chwili coś, co wyglądało jak wielki, obślizgły, biały ślimak bez skorupki. Jedynym co wyróżniało się na tle śniegu była para wściekło pomarańczowych oczu. Jęknęła, ale jednocześnie dotarło do niej, że las nie był już tak gęsty jak wcześniej.

ŁUP! Oboje podskoczyli, spoglądając wokół w przerażeniu. Puchonka wrzasnęła, gdy zobaczyła zbliżający się w ich stronę kształt i przywarła znowu do towarzysza. James tylko objął ją mocno, ale nie ruszył się nawet na krok.

- Kogo tu przygnało?!

- Hagrid!- krzyknął, a w jego głosie słychać było wyraźną ulgę.

- James? Mówiłem ci przecie tyle razy, żebyś się stąd trzymał z daleka!

Pół-olbrzym zbliżył się do nich, trzymając w dłoni zgaszoną lampę i James przywrócił w niej płomień jednym machnięciem różdżki.

- Co ty tu robisz? Życie ci niemiłe?- spytał, po czym przeniósł wzrok na Allyson.- Cholibka! Ta dziewczyna zaraz tutaj padnie ze strachu!

Razem z gajowym opuścili Zakazany Las i udali się do jego chatki. Choć nic już im nie groziło, Puchonka nie przestała drżeć, tym razem z zimna. Do tej pory tego nie dostrzegała, ale całe jej ciało było skostniałe i z trudem była w stanie utrzymać kubek gorącej herbaty, którą zaparzył im Hagrid, kiedy znaleźli się w jego niewielkim domku.

- No, to co tam robiliście?- zapytał Hagrid, siadając naprzeciwko nich.- Nie powinniście być na treningu, zamiast włóczyć się po Zakazanym Lesie?

- Trening skończył się jakąś godzinę temu…- stwierdził James, patrząc na stojący pod ścianą stary zegar.

- A, właśnie. To chyba jednego z was, co?- spytał, wyciągając miotłę, w której Allyson natychmiast rozpoznała swoją Błyskawicę.- Znalazłem ją w lesie.

- Dziękuję.- bąknęła zmieszana Puchonka, kładąc ją obok siebie.

- Widziałeś w Zakazanym Lesie kogoś jeszcze, Hagridzie?- zapytał James, a brwi gajowego uniosły się w górę.

- Co ty znowu kombinujesz?

- Jakiś czas temu profes… pewna osoba wymknęła się z zamku i dzisiaj zrobiła to ponownie. Widziałem jak sowa przyniosła jej dzisiaj niewielką notatkę, a tata wspominał o organizacji, która właśnie w ten sposób przekazuje sobie wiadomości i…

- Wystarczy! To nie jest twoja sprawa, James!

- Oni kogoś szukają, kogoś, kto jeśli faktycznie istnieje, znajduje się w tym zamku! Co jeśli odkryli, kto to jest i…

- WYSTARCZY!- zagrzmiał Hagrid, spoglądając na Gryfona wściekłym wzrokiem- Jesteś zbyt podobny do swojego ojca! Nie wściubiaj nosa w nieswoje sprawy! Zajmij się turniejem i zbliżającymi się OWTM-ami, a nie czymś, co cię nie dotyczy!

Chłopak westchnął ciężko i nie odezwał się już na ten temat, co Hagrid uznał za znak, że tak właśnie zrobi i zaczął opowiadać im o przemieszczających się Żubosakach, które musiał odpędzić z powrotem w głąb lasu, aby nie miały nawet możliwości zagnieździć się gdzieś na błoniach. Allyson jednak go nie słuchała, lecz przyglądała się Jamesowi. Jasnym było, że cokolwiek Hagrid by nie powiedział, nie miał zamiaru go usłuchać i choć była ciekawa, o co chodziło, nie była przekonana czy tak naprawdę chciała to wiedzieć. W końcu, gdy stanęli w Sali Wejściowej nie wytrzymała i zapytała go o to.

- Spotkaj się ze mną w sobotę o piątej na siódmym piętrze, a wszystkiego się dowiesz.