Strzałka, kochani! Przed nami najważniejszy chyba rozdział tego opowiadania :) Jeśli chodzi o mnie, to jest to też mój ulubiony rozdział – ciekawa jestem, jakie będą Wasze opinie na jego temat ;)

Rome: Tak, spotkanie z dyrektorem okazało się całkiem kanoniczne :) Ale cieszę się, bo sama Dumbledore'a bardzo lubię mimo jego wad. Mam nadzieję, że ciąg dalszy nie rozczaruje!

Jamie Grant: Powrót do Ministerstwa wydawały się całkiem logiczny, prawda? Jak też tak uważam :) Ten rozdział odpowie chyba na większość pytań, które jeszcze możemy mieć. Przed nami pozostał niestety już tylko jeden rozdział... Cieszę się, że scena pożegnania się podobała; miałam nadzieję, że uda mi się dobrze oddać jego atmosferę. Dzięki!

Miłej lektury :)

Dar Zasłony

Harry był tak zdumiony, że wolnej woli starczyło mu jedynie na to, by wpatrywać się w osłupieniu w dyrektora. Jego mózg nie potrafił zmusić ciała do jakiejkolwiek komunikacji, a umysł nie był w stanie pojąć, gdzie się znajduje, ani co się przed chwilą wydarzyło. Chłopiec wbił wzrok w brodę Dumbledore'a i zorientował się, że powoli wpada w stan dziwnego zadowolenia. Czuł się lepiej, niż kiedykolwiek w ciągu ostatnich tygodni; po niekończących się torturach, jakie wycierpiał z rąk Śmierciożerców, nie pozostał nawet ślad. Jego dłonie były całe i zdrowe, a palce nie drgały już boleśnie, tak jak poprzednio. W piersi czuł dziwną lekkość, jakby nie obciążały go już żadne zmartwienia.

Harry nie był pewien, jak długo trwali w milczeniu. Dumbledore nie prosił go, by się odezwał – i najwyraźniej na to nie czekał; pogrążył się z zaplataniu małych warkoczyków na swojej brodzie, jakby to było jego ulubione zajęcie – i jakby fakt, że Harry siedział teraz przy nim, chociaż wcześniej był świadkiem jego śmierci, był czymś najzwyklejszym na świecie. Właśnie ta myśl wywołała z ust chłopca pierwsze słowa kilka chwil później.

- Pan nie żyje.

Dyrektor odwrócił się do niego.

- Zgadza się - przyznał grzecznie.

- A ja?

Na twarzy Dumbledore'a pojawił się uśmiech. To miejsce... czymkolwiek było... nadawało mu dziwnie młody wygląd. Czy przypadkiem nie wspominał czegoś o Zasłonie?

- Z całą pewnością wciąż żyjesz, Harry.

- Jak się tu znalazłem? Gdzie jestem? Czy Voldemort też tu jest?

- Być może lepiej będzie, jeśli zacznę tę opowieść od początku – co ty na to? Ciąg przyczynowo-skutkowy z pewnością pomoże ci wszystko zrozumieć.

Harry pokiwał głową, ale po chwili jego uwagę przyciągnęło otoczenie, w którym się znajdował; było bardzo jasne, ale i tak natychmiast je rozpoznał.

- To jest Skrzydło Szpitalne - stwierdził ze zdumieniem.

- Tak... tak sądziłem, że właśnie tutaj wylądowaliśmy - przyznał dyrektor głaszcząc w zamyśleniu swoją brodę.

Harry wstał i dopiero wtedy zorientował się, że wcześniej siedział na jednym z łóżek. Rozglądał się po sali spod zmarszczonych brwi, aż zauważył kilka rozmazanych postaci na przeciwległym końcu pomieszczenia.

- Chwileczkę... - szepnął podchodząc do nich; kiedy się zbliżył, nieznajome figury nabrały nieco ostrości. Jedna z nich leżała na łóżku, najwyraźniej nieprzytomna, a dwie inne czuwały przy niej; poruszały się bardzo wolno, jakby sam czas zwolnił w Skrzydle Szpitalnym. Mimo zniekształconej percepcji, Harry rozpoznał wściekle różowe włosy jednej z osób. - To Tonks! - krzyknął. - I... Remus? Remus tu jest! - wyciągnął rękę, by dotknąć ramienia przyjaciela, ale jego palce przeniknęły przez ciało Lupina, jakby Harry był tylko cieniem. Chłopiec natychmiast odwrócił się do Dumbledore'a.

- Niech mi pan nie mówi, że jestem teraz jak Prawie Bezgłowy Nick! Nie chcę być duchem.

Dyrektor zachichotał.

- Nie jesteś duchem, Harry - zapewnił. - Oni jednak nie mogą cię zobaczyć, a to dlatego, że tak naprawdę cię tu nie ma.

Chłopiec spojrzał na niego z uniesionymi brwiami.

- A gdzie jestem?

- W tym łóżku - odparł dyrektor wskazując palcem nieprzytomną postać.

- Nie rozumiem... - mruknął Harry i znów się odwrócił, by na siebie zerknąć. Teraz, kiedy przyjrzał się dokładniej, rozpoznał swoje czarne, potargane włosy i różową bliznę, która ukazała się, kiedy Remus odgarnął grzywkę z jego czoła. - Czy oni znaleźli moje ciało?

- Niezupełnie - odparł stary czarodziej. - Może jednak zacznę od początku, tak jak proponowałem?

Harry wyczuł aluzję, więc niechętnie odszedł od łóżka na końcu sali i znów usiadł obok Dumbledore'a.

- Przede wszystkim muszę cię przeprosić - zaczął dyrektor. - Obawiam się, że w czasie mojej nieobecności mój portret mógł być w stosunku do ciebie i Severusa raczej mało empatyczny. Ostatecznie to tylko portret – czasem ciężko wiernie i w pełni odzwierciedlić na nich osobowość człowieka. Postąpił jednak dokładnie tak, jak chciałem, żeby postąpił – wszystko potoczyło się dokładnie tak, jak planowałem.

- Snape i ja byliśmy torturowani przez trzy tygodnie - warknął nagle Harry poddając się uczuciu gniewu, który powoli w nim narastał. - Jak to mogło być częścią pańskiego planu?

- Żebyś się tu dzisiaj znalazł, Harry, musiała mieć miejsce pewna liczba ważnych zdarzeń. Zasłona zawsze chciała, byś pojawił się tutaj w tym konkretnym momencie – ja nie miałem nad tym żadnej kontroli. Mogłem ją najwyżej wesprzeć w jej dążeniach. Zasłona jest potężnym magicznym artefaktem; nikt nigdy nie pozna jej prawdziwej natury.

Harry z każdą chwilą rozumiał z tej przemowy coraz mniej.

- W porządku, ma pan rację – niech pan zacznie od początku.

- Zacznijmy od nocy, kiedy pokonałeś Voldemorta w Zakazanym Lesie - zaczął stary czarodziej. - Od długiego czasu podejrzewałem, że Tom Riddle będzie starał się znaleźć jakiś sposób, by wrócić zza Zasłony. Po konfrontacji z nim tamtego dnia nabrałem całkowitej pewności, że zrobi wszystko, by wyrwać się z objęć śmierci. Pozwoliłem, by mnie zabił, ponieważ chciałem pojawić się za Zasłoną jako pierwszy i ostrzec Syriusza przed planem, jaki tej nocy zaczął się formować w głowie Voldemorta. Walczyłeś dzielnie, Harry, dokładnie tak, jak się spodziewałem, i spisałeś się wspaniale. Przeniesienie ciała Syriusza z powrotem do świata żywych zajęło Tomowi więcej czasu, niż zakładałem, a i tak widziałeś sam, w jak fatalnym stanie był, kiedy pojawił się w Hogwarcie. Tej nocy w Zakazanym Lesie poprosiłem Severusa o złożenie swego rodzaju przysięgi – poprosiłem go, by pomógł mi utrzymać powrót Syriusza w tajemnicy, i przede wszystkim nie informował o nim ciebie; kiedy myślę o tym teraz, dochodzę do wniosku, że zasługiwałeś na to, by poznać los swojego ojca chrzestnego... Wybacz mi, Harry, ale wtedy wciąż jeszcze uważałem cię za chłopca, młodego, upartego chłopca; widzę jednak, że wyrosłeś na rozsądnego mężczyznę, który nie rzuca się już bez namysłu prosto w paszczę niebezpieczeństwa. Bałem się, że jeśli dowiesz się o powrocie Syriusza i tym, co będzie trzeba zrobić, spróbujesz rozwiązać ten problem na swój własny sposób, bez względu na konsekwencje.

Dumbledore uśmiechnął się smutno do Harry'ego i chłopiec poczuł, że gniew, który się w nim skumulował, słabnie nieco. Słowa dyrektora miały w sobie wiele sensu, rzecz jasna; dopóki Remus mu nie pomógł, Harry miał zwyczaj sprowadzać na siebie problemy za każdym razem, gdy sądził, że uda mu się w czymś pomóc. Dowodu nie musiał szukać daleko – wystarczyło, że przypomniał sobie atak na Hogsmeade.

- Na nieszczęście dla Syriusza, jego opętanie było niezbędne, by pokonać Voldemorta raz na zawsze, ale na szczęście zdawał sobie z tego sprawę. Teraz Voldemort pozostanie już za Zasłoną na dobre; nie ma kolejnego ciała, które mógłby wykorzystać, a w związku z tym – żadnego sposobu, by znów powrócić do świata żywych. Udało ci się, Harry. Wreszcie go pokonałeś.

- Jest pan pewien? - spytał chłopiec z niepokojem. - Ostatnim razem też myślałem, że to koniec – a potem przekonałem się, że jednak ukrywał pan przede mną kilka rzeczy... Niech pan mnie nie zrozumie źle - dodał szybko. - Teraz już rozumiem, dlaczego pan to zrobił... ale mimo wszystko.

- Nie martw się - odparł wesoło dyrektor. - Więcej tajemnic już nie ma. Zrobiłeś wszystko, czego od ciebie oczekiwałem, a nawet więcej. Wojna się skończyła.

- A co ze Snape'em? - zapytał chłopiec chcąc, by Dumbledore wyjaśnił mu wszystko. - Zaproponował, że sam odda Syriusza Zasłonie. Kiedy już to panu obiecał, chyba mógł pan powiedzieć mi o tej sprawie?

- Przeznaczeniem Severusa było coś innego; musiał pozostać przy życiu, by cię chronić. Wspierał cię, kiedy was torturowano, chociaż jego metody były dość nieortodoksyjne, i ocalił cię, byś mógł pokonać Voldemorta. Dlatego właśnie nie mogłem pozwolić, by się poświęcił – miał przed sobą o wiele ważniejsze zadanie. Podejrzewam zresztą, że gdybyś go o to zapytał, powiedziałby, że nie istnieje sprawa, za którą chętniej oddałby życie.

- Ale i tak nam o wszystkim powiedział - zauważył Harry.

- To prawda - zmarszczył brwi dyrektor. - I to sprawiło niestety, że Śmierciożercy schwytali was o wiele wcześniej, niż się spodziewałem. Gdyby Severus poczekał nieco dłużej, Zakon miałby więcej czasu, by zwerbować do walki potrzebą liczbę ludzi, a wy dwaj nie musielibyście spędzić tyle czasu w rękach Eliona.

- Był na pana porządnie wkurzony.

- Zauważyłem.

- A dlaczego tak właściwie musieliśmy być złapani przez Śmierciożerców? - spytał Harry, znów przyglądając się, jak Dumbledore w zamyśleniu skubie swoją brodę.

- Mieliście tam spędzić tylko kilka dni, Harry... może nawet mniej - przyznał dyrektor z bolesnym wyrazem na twarzy. - Nie sądziłem, że czekają was całe tygodnie tortur! Jedynym sposobem na odnalezienie siedziby Śmierciożerców było zdobycie tej informacji przez któregoś z członków Zakonu. Wiesz już, że dzięki Avery'emu dowiedział się o niej Remus – ale gdybyście z Severusem nie znaleźli się w niebezpieczeństwie, ci dwaj nigdy by się nie spotkali.

- Słucham? - nie zrozumiał Harry.

- W dniu, w którym was porwano, Draco nie działam sam; współpracował z Averym, a razem z Averym obserwował was Remus, którego było mu wyjątkowo ciężko powstrzymać przed rzuceniem się wam na ratunek. Gdyby to zrobił, wszystko potoczyłoby się zupełnie inaczej, jestem tego pewien. Remus zapewne również zostałby schwytany, może nawet zabity... i wtedy nikt już nie przybyłby wam na ratunek.

- A co ze śmiercią Avery'ego i Dracona? - spytał Harry. - Czy to też miało się wydarzyć?

Dumbledore miał w sobie dość przyzwoitości, by przybrać skruszoną minę.

- Ani się nie spodziewałem, ani tym bardziej nie chciałem śmierci żadnego z nich. Przyjęli jednak swój los z godnością i honorem – nigdy nie spotkałem odważniejszych ludzi, z wyjątkiem ciebie i Severusa.

- Dlaczego właśnie ja musiałem przeprowadzić Voldemorta przez Zasłonę?

- To wcale nie musiałeś być ty - odparł dyrektor. - Ale było to nieuniknione. Sam powiedziałeś Remusowi i Ronowi, że nie pozwolisz, by ktokolwiek zginął za ciebie. To była twoja walka – a teraz dobiegła końca. Wreszcie jesteś wolny.

Harry zaśmiał się z goryczą.

- Czyżby? Utknąłem tutaj i mogę tylko przyglądać się, jak Remus i Tonks płaczą nad moim ciałem! Czy w ten sposób mam spędzić resztę wieczności? Bo naprawdę wolałbym... no cóż, jeśli Zasłona ma dla mnie jakąś alternatywę, chętnie ją poznam.

- Na pewno tak nie będzie - powiedział Dumbledore i na jego usta wpłynął uśmiech. - To nie jest twoje ciało z dzisiejszego dnia, Harry. Ciebie i Syriusza nikt nie byłby w stanie odnaleźć nawet, gdyby próbował. Nie, to jest twoje ciało sprzed kilku miesięcy – z dnia, w którym pokonałeś Voldemorta po raz pierwszy i po raz pierwszy wygnałeś go za Zasłonę.

Harry'emu nagle zabrakło słów. Znów spojrzał na drugi koniec Skrzydła Szpitalnego: Tonks i Remus rozmawiali cicho, a on sam nadal leżał nieprzytomny.

- Nie rozumiem - odezwał się w końcu. Kiedy Dumbledore zaczął mu wszystko wyjaśniać, jego uśmiech niemal sięgał uszu.

- Ciało Syriusza nigdy nie przynależało do tego świata; kiedy Voldemort je opanował, w niewyobrażalny sposób naruszył zasady, według których działa Zasłona, i to naruszenie musiało zostać naprawione – a ty właśnie tego dokonałeś! Poświęcając się i sprowadzając Syriusza z powrotem tam, gdzie było jego miejsce, sprawiłeś, że Zasłona przywróciła status quo sprzed momentu, w którym ciało twojego ojca chrzestnego zostało wyrwane ze świata zmarłych.

Harry omal się nie przewrócił.

- Co to znaczy, że przywróciła wcześniejszą sytuację?

- Wszystko, co wydarzyło się tej jesieni, w ogóle nie powinno mieć miejsca. Zasłona zmieniła to w taki sposób, jaki zaistniałby, gdyby ciało Syriusza nie zostało wykorzystane wbrew prawom natury.

- Chce mi pan powiedzieć, że wszystko to, co wydarzyło się w ciągu kilku ostatnich miesięcy, tak naprawdę się nie wydarzyło?

- Oczywiście, że się wydarzyło! - odparł wesoło Dumbledore. - Po prostu nie powinno się wydarzyć – ale teraz losy czarodziejskiego świata potoczą się tak, jak powinny.

- Czyli jak?

- Obudzisz się po walce z Voldemortem w Zakazanym Lesie z Remusem u boku - dyrektor uśmiechnął się ciepło. - Nie rozumiesz, Harry? To jest dar Zasłony. Severus wciąż żyje, Draco również; Śmierciożercy nadal planują przejąć kontrolę nad Ministerstwem, ale teraz już wiesz, gdzie znajduje się ich Kwatera Główna, prawda? - dodał i mrugnął porozumiewawczo. - Zmieni się wszystko, co widziałeś, i w czym brałeś udział w ciągu ostatnich miesięcy.

- Ale Ron nadal będzie martwy? A pan? - spytał chłopiec. Dumbledore przytaknął.

- Obawiam się, że naszego losu nie da się już odmienić – ale wielu innych ludzi wciąż można uratować i uda się ich uratować... chyba, że wolisz zostać tutaj?

- Żartuje pan? - Harry skoczył na równe nogi. - Nie mogę w to uwierzyć! - odwrócił się, ale nagle przyszła mu do głowy pewna myśl. - Czy ktokolwiek oprócz mnie będzie pamiętał, co się stało? - spytał. - Przecież tyle się wydarzyło...

- Dar Zasłony jest przeznaczony specjalnie dla ciebie, Harry - wyjaśnił stary czarodziej. - To jedyna w swoim rodzaju szansa, by zmienić bieg wydarzeń. Nikt inny nie musi wiedzieć, co się działo - wstał, podszedł do chłopca i położył mu rękę na ramieniu w pokrzepiającym geście. - Posiadasz teraz wiele istotnych informacji, które pomogą ocalić czarodziejski świat, kiedy wrócisz. Nie będziesz musiał ani walczyć, ani znosić niewoli u Śmierciożerców, ani po raz kolejny rzucać się z mostu. Kiedy opowiesz o wszystkim aurorom, zajmą się tą kwestią.

- I jest pan pewien, że Voldemort nie może po raz kolejny użyć ciała Syriusza, by wrócić do świata żywych?

- Jakiego ciała? Przecież zrzuciłeś je z mostu, pamiętasz?

- Ale mówił pan, że on wrócił tam, gdzie jego miejsce!

- Wróciła tam jego dusza, Harry – i to jest wszystko, czego potrzebuje Zasłona. Ostatecznie ciało jest tylko naczyniem, którego dusze używają, gdy przebywają na ziemi...

Harry nie był w stanie powstrzymać szerokiego uśmiechu, który pojawił się na jego ustach; nagle poczuł dziką chęć, by z całej siły uściskać starego czarodzieja. Zamiast tego wyrzucił z siebie ekscytację unosząc się i opadając na palcach niczym małe dziecko.

- Jak będę mógł wrócić? - spytał.

- Twoje ciało jest tam - odparł Dumbledore wskazując ręką przeciwny koniec sali. - Musisz po prostu do niego powrócić.

Harry podbiegł szybko do nieprzytomnej postaci leżącej na łóżku. Ominął Remusa, na którego twarzy widniała niewyobrażalna rozpacz, stanął przy łóżku i spojrzał na „siebie".

- Podziękuje pan Ronowi w moim imieniu, prawda? - poprosił odwracając się do dyrektora. - Miał na mnie czekać, kiedy już umrę...

- Ale nie umarłeś - przypomniał mu Dumbledore. - Mimo to przekażę mu twoje słowa.

- Panu też dziękuję - dodał Harry z uśmiechem. - Pana plan przez większość czasu wydawał mi się kompletnie szalony, ale w sumie to chyba pana zasługa, że wszystko skończyło się dobrze.

- Nie, mój chłopcze; to ty po raz kolejny jesteś odpowiedzialny za ocalenie naszego świata. Ja popchnąłem cię jedynie w odpowiednim kierunku.

- Do widzenia, panie dyrektorze.

- Żegnaj, Harry. Mam nadzieję, że nie spotkamy się przez długi czas.

Chłopiec roześmiał się głośno.

- Do zobaczenia za chwilę, Remusie - szepnął, po czym złapał swoje bezwładne ramię... i niemal natychmiast poczuł w całym ciele osobliwe uczucie ciągnięcia. Nie był już w stanie poluzować swojego uchwytu. Widział, jak Dumbledore znika otoczony coraz jaśniejszym światłem, które po chwili dosięgnęło również chłopca, i w końcu rozbłysnęło niczym eksplozja, a cały świat zniknął. Harry poczuł, jak ta jasność pulsuje niczym krew w jego ciele i przenika każdy, najmniejszy jego fragment, aż nagle...

...wziął głęboki wdech i usiadł prosto na łóżku. Przed jego oczami pojawiło się Skrzydło Szpitalne, a cisza, jaka w nim panowała, aż dzwoniła mu w uszach. Natychmiast jednak czyjaś para rąk złapała go, zapewniając bezpieczeństwo i udowadniając, że faktycznie wrócił do rzeczywistości. Harry nie musiał się nawet odwracać, by wiedzieć, do kogo należały.