A/N: Jestem! Już jestem! Korciło mnie, by napisać rozdział kat. M, ale ostatecznie naskrobałam cenzurowana wersję nocy poślubnej. Jeśli ktoś zechce, być może napiszę extra rozdział i umieszczę właśnie pod literką M, ale to się jeszcze obaczy. Tymczasem daję Wam kolejny kawałek licząc, że przyniesie uśmiech na Waszych twarzach, moje kochane Czytelniczki. Enjoy!

Pozdrawiam gorąco!

Asia


38.

Nigdy wcześniej nie budziła się w ten sposób. Nigdy jeszcze nie otwierała oczu z takim ukontentowaniem, poczuciem bezpieczeństwa i komfortu, a wszystko dlatego, że nigdy wcześniej nie dzieliła łóżka z kimkolwiek poza swoim synkiem, a już na pewno nie w ten sposób…

Kiedy tego ranka powoli wracała ze świata snów uświadomiła sobie, że nie jest sama w tej miękkiej, satynowej pościeli, a jednak zamiast zesztywnieć ze strachu, uciec najdalej jak się da, westchnęła z zadowoleniem, bo choć oczy jeszcze spały, to nos bez trudu poznał zapach osoby wtulonej w jej plecy, osoby, której ramiona otaczały ją z taką czułością. To był zapach Jacka, jej najlepszego przyjaciela, jej powiernika, męża, kochanka… To zapach mężczyzny, któremu ubiegłej nocy oddała się duszą i ciałem, świadomie, bez lęku, i który nauczył ją rzeczy, jakich o sobie jeszcze nie wiedziała. Pod wpływem jego spojrzeń, pieszczot, słodkich wyznań miłości, wbrew wszystkiemu, co się stało, poczuła się naprawdę czysta i piękna, bo on tak właśnie ją widział. Odrodziła się. Stała się nową kobietą, kobietą, która nie boi się pokazać swemu wybrakowi, ile dla niej znaczy.

To prawda, że ich pierwszy raz nie należał do najłatwiejszych, ale dzięki cierpliwości i uczuciu swego męża przełamała się i potem było już, jak to mówią… WOW!

Sue uśmiechnęła się podświadomie na samo wspomnienie swej nocy poślubnej i przeciągnęła leniwie, niczym zadowolona kotka. Ramię jej męża natychmiast przygarnęło ją mocniej, a jego usta wylądowały na jej obnażonej łopatce

- DZIEŃ DOBRY.- zamigał jedną ręką i na twarzy jego żony pojawił się kolejny, piękny uśmiech. Nadal jeszcze nie mogła uwierzyć, że w tak krótkim czasie nauczył się dla niej tyle języka migowego. Nie wyobrażała sobie cudowniejszego prezentu ślubnego.

Z niejakim trudem, bowiem trzymał ją mocno, zdołała obrócić się w jego objęciach i napotkała ciepłe, głębokie spojrzenie jego ciemnych oczu.

- Dzień dobry, Jack.- odparła zarumieniona i nieśmiało pocałowała go w usta.- Dobrze spałeś?- zapytała cicho, a on wyszczerzył się idiotycznie i odparł:

- Kiedy już faktycznie zasnąłem...- mrugnął szelmowsko, podsycając jej rumieńce.-… spałem lepiej niż kiedykolwiek wcześniej i to wcale nie dlatego, że mnie wykończyłaś…

- Jack!- zawołała zawstydzona, co skwitował sycącym całusem w usta.

To prawda, że po pierwszym razie zasnęła, ale gdy obudziła się później, w nocy… no cóż przecież nie mogła być jedyną, która nie śpi, prawda? Obudziła więc męża i resztę można sobie tylko wyobrazić…

-… ale dlatego, że w ogóle przy mnie byłaś, Sue.- dodał już poważniej.- Zasypiać przy tobie i budzić się przy tobie, to coś, o czym marzyłem, odkąd zrozumiałem, że się w tobie zakochałem, Wiedziałem, że być może nigdy nie będzie mi to dane, lecz skoro podarowałaś mi ten skarb, wiedz, że czczę go w dwójnasób i zawsze będę pamiętał tę chwilę jako jedną z najpiękniejszych w moim życiu.- zapewnił z przejęciem.- Czy śnię, Sue?- spytał miękko.- Czy naprawdę jesteś moją żoną? Bo jeśli to tylko sen, to nie budź mnie, proszę. Nie wiem, czy zniósł byt tak okrutne przebudzenie.- dodał.

- To nie sen, Jack.- zapewniła, czule dotykając jego lekko już zarośniętego policzka. Właściwie to ów zarost uświadomił jej, że obudzili się znacznie później niż o poranku. Była już gdzieś pora lunchu, jeśli żołądek dobrze jej podpowiadał.- Jestem naprawdę twoją żoną, tak jak Pan Bóg przykazał. Mam tylko nadzieję, że w nocy cię nie rozczarowałam…- wymamrotała pod nosem.

- Kochanie…- powiedział, patrząc na nią intensywnie.- Uwierz, gdy ci powiem, że to była najbardziej niesamowita noc mojego życia, a ty… ty, Sue… Jak możesz myśleć, że kiedykolwiek mogłabyś mnie rozczarować? Z żadną kobietą nie było mi lepiej!- powiedział dobitnie.

- Nawet z Allie?- zapytała cicho.

- Zwłaszcza z nią.- odpowiedział bez wahania.- Allie to drapieżnik. Potrafiła tylko brać, niewiele ofiarując w zamian, podczas gdy ty… Kochanie, brak mi słów, żeby opisać, jak wspaniale pozwoliłaś mi się poczuć. Dałaś mi więcej, niż na to zasługiwałem, niż jakikolwiek mężczyzna mógłby zasłużyć i to w dodatku po wszystkim, co cię spotkało.- mówił.- Czy wiesz jak zaszczycony się czuję wiedząc, że jestem jedynym, któremu pozwoliłaś się tak dotykać, któremu pozwoliłaś się kochać i tak wspaniale odwdzięczyłaś się tym samym? Sue Hudson, jesteś jedna na milion i byłbym głupcem, gdybym pozwolił ci kiedykolwiek odejść.

Szaleję za tobą, kobieto!- wymamrotał schrypniętym z podniecenia głosem, bo jak nietrudno się domyślić, naga, piękna kobieta w jego łóżku musiała sprawić, że jego ciało znów zapłonęło. Szczególnie TA kobieta…

- Naprawdę?- spytała, a na jej policzki wypłynął nowy, głęboki szkarłat. Z jakiegoś też powodu (cóż to mogło być, eh?) JEJ ciało nagle zapomniało o głodzie fizycznym i nabrało apetytu na zgoła inną strawę, dorzuciła więc nico odważniej:- To może mi pokażesz?

Nie musiała prosić dwa razy. Tak właściwie, nie musiała nawet trzy, czy cztery, ale kto by tam liczył!

W każdym razie, lunch oboje zjedli duuużo później, w swoim pokoju, bo nie bardzo chciało im się schodzić do restauracji. Resztę owego dnia spędzili leniwie, w swoich ramionach, ciesząc się bliskością i miłością, nie tylko tą fizyczną.

Około 21.00 wzięli prysznic, założyli elegantsze stroje (Sue włożyła swoją suknię od Lauren'a oraz kolczyki i naszyjnik, które dał jej w ramach ślubnego podarku, podczas gdy Jack założył garnitur od Armani'ego i zegarek otrzymany od żony w dzień ich zaślubin), po czym udali się na małego drinka i tańce w jednej z hotelowych restauracji.

Nikt, kto spoglądał na nich z boku, wtulonych w siebie, kołyszących się w takt muzyki, nie powiedziałby, że nowa pani Hudson nie słyszy. Była taka swobodna, naturalna na parkiecie, jakby urodziła się tańcząc. W rzeczywistości była to zasługa nie tylko jej wrodzonego talentu i gracji, ale też męża, który prowadził ją wręcz z wprawą zawodowca. Było widać, że ci dwoje wzajemnie się uzupełniają, dopełniają w rzadko spotykany sposób, i aż przyjemnie było na to patrzeć!

Długo po północy wrócili do apartamentu, gdzie raz jeszcze zatańczyli słodką rumbę miłości, aby zasnąć razem, jak jedno ciało, snem sprawiedliwego.

Do domu powrócili następnego popołudnia, zrelaksowani i szczęśliwi, wylewnie witając się ze swoim synkiem i pozostałymi członkami rodziny, którzy podczas ich nieobecności opiekowali się Andrew.

To co, że jutro mieli powrócić do prozy dnia codziennego? Teraz, gdy byli razem, nie wydawała im się już tak monotonna i bezbarwna. Przeciwnie, nagle nabrała barw tęczy i już nie mogli się doczekać, co dalej.

Do dziś zaczynali najbardziej ekscytującą przygodę swego życia!

TBC