Niedawno wytknięto mi pewną rzecz. Ta historia ma już ponad rok ^^

Nie mogę uwierzyć, jak szybko zleciało te dwanaście miesięcy i że jeszcze mi się nie znudziło... jestem pełna podziwu dla swego samozaparcia. Zamiast nudnej rutyny pisanie każdego kolejnego rozdziału sprawia mi taką samą frajdę jak przed rokiem. W związku z tą małą rocznicą postanowiłam zrobić coś specjalnego. Natchnęła mnie chyba tęsknota za zbliżającymi się wakacjami i zapachem wody w powietrzu, a nie spalin kłębiących się nad pobliskim rondem.

Ten chap jest oparty na 228 odcinku i jak obiecałam dedykuję go Rafciowi i reszcie (wymienionej w kolejności alfabetycznej, żeby nie było żadnych pretensji): Adamowi, Agacie, Aśce, Dadze, Małemu, Oliemu, Pablowi, Piotrkowi i Zigiemu. Wielkie dzięki za dopingowanie, jęczenie, miałczenie, płacz, ryk, zgrzytanie zębów, wprowadzanie sodomy i gomory w me życie i grożenie uszczerbkiem na zdrowiu zarówno mej osobie, jak i memu komputerowi oraz szkicownikowi.


- Czy w tym piecu nigdy się nie ochłodzi? Czemu Izanami nie mogła wynieść się do Afryki, a nie do Europy? Odziedziczyłabym przynajmniej po przodkach krew odporną na upał - Ariel spojrzała ukradkiem na idącego koło niej Kuchiki, który był ubrany, tak jak zwykle i nie uronił nawet jednej kropli potu. - Byakuya, spotykasz się z klimatyzacją za moimi plecami?

- Dzięki wrodzonej odporności Kuchiki jestem chłodny niczym skała. Głowa klanu nie może pozwolić sobie na coś tak pospolitego, jak pot.

Dziewczyna obtarła mokrą twarz. Jej ciało miało najwyraźniej gdzieś jej pozycję społeczną. W posiadłości Shihoin zepsuła się klimatyzacja, więc wpadła do domu Byakuyi, aby nieco się ochłodzić, niestety obniżenie temperatury z czterdziestu dwóch do trzydziestu sześciu stopni Celsjusza w cieniu nie na wiele się zdało. Przechadzali się korytarzami, które gwarantowały największe przeciągi, ale wystarczyło, że się na niego spojrzała, a już topiła jej się woskowina w uszach. Jakim cudem on wytrzymywał w pełnym jaśniepańskim rynsztunku, kiedy ona najchętniej latałaby na golasa? Zostawało jej tylko odwrócenie wzroku i wpatrywanie się w mijane okna.

Za pierwszym oknem były drzewa, za drugim równo przycięty trawnik, za trzecim dróżka i więcej trawy, za czwartym basen, za piątym znowu trawa… wróć! Ari z prędkością światła wychyliła się przez poprzednie okno o mało nie wypadając na zewnątrz.

- Ty ośle dardanelski, dlaczego nie powiedziałeś mi, że masz basen?! Nie lubię cię Byakuya. Jesteś zły.

- Basen? - zapytał zdezorientowany brunet, któremu zrzedłaby mina, gdyby mógł sobie na to pozwolić, a tak jedynie mocniej zacisnął szczękę widząc wielki luksusowy basen na środku jego posesji.

- Ano, basen jak wół… zaraz, nie wiedziałeś o nim?

- To te kobiety - wyszeptał tak cicho, że prawie go nie usłyszała.

- Yachiru wybudowała ci przed domem basen, a ty się nie zorientowałeś? Muszę ci pogratulować staruszku, to niemały wyczyn - Ari przygryzła wargę, by się nie roześmiać. Gdyby Byakuya wiedział, że to ona zaproponowała, aby Stowarzyszenie Kobiet Shinigami obrało sobie posiadłość Kuchiki za bazę, nie zostałaby z niej ani jedna cząsteczka DNA. - Ale przynajmniej będę miała, gdzie popły… BYAKUYA, CO TY DO CHOLERY WYRABIASZ?!

- Rozprosz się, Senbonzakura.

No i tutaj kończy się przygoda Ariel z basenem, a jednocześnie zaczyna wakacyjny koszmar.


Wieczór był czymś, na co wyglądała cała Soul Society. Zwłaszcza, gdy, tak jak Ari czekała ją chłodna kąpiel. Po nieszczęsnym zniszczeniu basenu kilka godzin wcześniej myślała, że wypatroszy pewnego arystokratę, ale zdołała się opanować. Szczerze, to nie miała ochoty uganiać się za nim w taką skwarę, bo mężczyzna najwyraźniej wyczuwając jej intencje zmył się z pola widzenia swym najszybszym shunpo, nim zdążyła powiedzieć „kurwa".

Nie ma jednak tego złego, co by na dobre nie wyszło. Ariel siedziała we wspaniałej, chłodnej wodzie wypełniającej niewielką sadzawkę w posiadłości Shihoin. Oczywiście, w pałacu były łaźnie, ale składały się one głównie z gorących źródeł, zatem odpadały w przedbiegach. Jeśli zobaczyłby ją jakiś służący i doniósł na nią Ibamiri-san miałaby przesrane, ale odmiękając z warstw potu i kurzu miała to gdzieś. Najważniejsze jednak , że była sama. Zero upierdliwych Shinigamich, walniętych Vizardów, napuszonych arystokratów, wkurwiając…

PLUSK!

Ariel wynurzyła się na powierzchnię wypluwając wodę, którą się zakrztusiła i zgarniając z twarzy wielki wodorost, który wplątał jej się we włosy. Niewiele rzeczy jest gotowych doprowadzić ją do stanu wrzenia, ale zakłócenie upragnionej chwili spokoju, było jedną z nich. Dziewczyna już miała rozedrzeć się na cały regulator, ale w momencie, w którym zobaczyła roześmiane duże ślepia i różowe włosy było już za późno. Mała porucznik jedenastej dywizji wskoczyła na nią paplając trzy po trzy, o czymś czego mózg Ari nie był w stanie przetworzyć.

- Yachiru, starczy - powiedziała, gdy w końcu udało jej się zatkać usta różowej zarazie. - Wszystko mi opowiesz, tylko daj mi wyjść z wody, bo utopisz mnie tym swoim entuzjazmem.

Posadziła dziecko na brzegu i sama wyczłapała na trawę. Była zbyt wkurzona, by przejmować się tym, że jest naga. Mała dziewczynka zdawała się tylko czekać na to, aż Ariel usiadła, żeby znów zacząć swą tyradę.

- Ri-chan, jedziemy nad morze. Niedobry Bya-kun rozwalił nam basen i Re-chan zarządziła, że pojedziemy wszyscy na plażę do prawdziwego świata, to Ruki-chan powiedziała, że to by dobrze zrobiło Ukkiemu. Będziemy łowić morskie potwory, budować zamki, pływać, opalać się, jeść arbuzowe słodkości…

Jedynym co Ari zrozumiała z całego słowotoku, było coś, co dotarło do niej między wierszami. Mianowicie Armagedon. Miejsce irytacji zajął strach przed nadchodzącą katastrofą, który tak przysłonił jej uwagę, że nie zauważyła nawet energii dwóch osób mających właśnie wyjść zza drzew. Zanim kogokolwiek zobaczyła dobiegł ją kobiecy głos.

- Yachiru-chan, zwolnij, bo Shihoin-sama nic nie zrozumie - powiedziała delikatnym tonem kapitan czwartego oddziału.

- Sądzę, że Ariel-dono jest już przyzwyczajona do wysko…

Ukitake zamilkł widząc nagą kobietę siedzącą po turecku na trawie, która zauważywszy ich skrzyżowała ręce pod piersiami jedynie bardziej je uwypuklając. Jushiro zrobił się czerwony, biały, a potem wydał z siebie na bezdechu coś na kształt jęku kaszalota i miauknięcia, poczym zasłonił oczy dłonią. Drugą ręką zdjął z siebie haori i rzucił nim na ślepo w młodą kobietę. Żeby świat zachował odpowiedni imperatyw narracyjny zwinięte ubranie trafiło ją dość mocno prosto w twarz.

- Ariel-sama, może lepiej się odziej, inaczej nazbyt wielka ekscytacja może zaszkodzić kapitanowi Ukitake - poprosiła Unohana.

- Jestem w swoim domu Unohana-san i mogę chodzić jak mi się tylko żywnie podoba, zwłaszcza że zaatakowano mnie podczas kąpieli. Zresztą nie uważam bym wyglądała odrażająco i nie rozumiem czemu mam…

- Ariel-sama, odziej się - powtórzyła starsza kobieta z niesłabnącym uśmiechem i z czymś, co obiecywało najgorszą z możliwych dekapitacji w razie najmniejszego sprzeciwu.

- Tak jest, Unohana taichou…


Kuchiki Byakuya nie wiedział co się stało. W jednej chwili pił białą jaśminową herbatę na swojej werandzie, a w następnej siedział już w gabinecie Ukitake. Wszystko to za sprawą Shihoin, no bo kogo innego? Kobiety z tej rodziny zawsze musiały mieszać mu w życiu. Najpierw Yoruichi, a teraz Ariel. Jasnowłosa dziewczyna jakby nigdy nic wtargnęła do jego wspaniałego domu, złapała go za rękę, powiedziała coś o tym, że jeśli ma cierpieć to przynajmniej nie sama i shunpnęła z nim do trzynastej dywizji. Jak on tęsknił za dniami, kiedy to najkrótszy migoczący krok przyprawiał ją o mdłości… Oczywiście, gdyby chciał mógłby bez problemu przeszkodzić w porwaniu swej osoby, ale musiał przyznać, że był ciekawy. Shihoin zdawała się przyciągać interesujące sytuacje niczym magnes. Nie mówiąc, że była to jedna z niewielu osób, które szanował, a nawet, choć nigdy, by się do tego nie przyznał, gdzieś tam bardzo, bardzo głęboko bał się jej czasami.

- Nii-sama, tak się cieszę, że zgodziłeś się z nami pójść - Rukia była widocznie wniebowzięta jego obecnością, której powodu jeszcze nie znał, ale po stalowym uścisku Shihoin, prawie zgniatającym mu rękę czuł, że powinien uciekać, znaczy wycofać się na z góry opatrzoną pozycję.

- Oczywiście, że Byakuya zgodził się z nami wybrać. Jak mógłby tego nie zrobić wiedząc jak bardzo ci na tym zależy Rukia-san? Nie mówiąc, że głowa rodu Kuchiki ma pewne zobowiązania wobec społeczeństwa i nie mogłaby odrzucić oferty zadośćuczynienia szkody wyrządzonej przez tak ważne zgromadzenie, jak SKS. Kuchiki nie mogą dawać złego przykładu.

Ariel odcięła mu wszystkie drogi ucieczki, w dalszym ciągu nie mówiąc w co go wpakowała. Uśmiechała się słodko do nieświadomej podstępu Ruki i rozbawionego Ukitake, który zdawał się wyczuć w swym byłym podopiecznym niepewność. Dla Byakuyi jej oczy zdawały się mówić „ Jak mnie w to wpakowałeś, to cierp razem ze mną. To wszystko i tak wyłącznie twoja wina".

On spojrzeniem odpowiedział „Nie wiem, o co ci chodzi. Jeśli masz na myśli zniszczenie tej całkowicie zbędnej ozdoby ogrodowej zwanej basenem w mojej posesji, to niczego nie żałuję. Musiałem bronić swój honor. Nic w co chcesz mnie wplątać nie zdoła zmienić mojej decyzji".

„Jeszcze się przekonamy".

„Powtarzam: NIC".

- Yupi, Byakushi idzie z nami na plażę!

Może z wyjątkiem tego.


Urahara wiedział, że w dniu, w którym Gotei wróci do jego życia prócz planowania zgładzenia Aizena czeka go niezły ubaw. Nie wiedział, jednak jak wielki. Ariel zjawiła się u niego w sklepie dzień wcześniej jakże entuzjastycznie oznajmiając, że spora grupa Shinigamich ma zamiar wybrać się na plażę, a zważywszy, że żadne z nich nie zna się na realiach tego świata, tak jak Ari, to właśnie ona miała wszystko przygotować. Zatem znalazła w internecie ładną plażę do wynajęcia na południe od Yokohamy i zarezerwowała ją wraz z pobliskim barem na cały dzień. Chciała uciec na Wyspy Salomona, ale niestety nie zdążyła.

Po nieoczekiwanym otwarciu bramy senkai, wcześniej niż było to zaplanowane dziewczyna przeżyła szok. Najwidoczniej nie wiedziała, ile dokładnie osób miało zjawić się na ich małych wakacjach. Oparła się czołem o Uraharę, by nie wyrżnąć z wrażenia nosem w podłogę.

- Kisuke, ratunku - wybełkotała żałośnie.

- Już, już Ari-chan, nie będzie tak źle - zapewnił masując jej ramię. - W końcu co może się stać?

- Co może się stać z grupą niedojrzałych, zwariowanych przedszkolaków nieprzystosowanych do życia w tym społeczeństwie, z tendencjami sadystycznymi i swobodnym dostępem do ostrych przedmiotów, potrafiących od niechcenia wysadzić pół miasta?

Kapelusznik roześmiał się.

- Chyba rozumiem, o co ci chodzi.

- HIYA!

Ariel zamarła, kiedy Kisuke poleciał trzy metry do tyłu nie wiedząc co go trafiło. Okazało się, że była to pięść Sui-Feng.

- Jak śmiesz dotykać Ariel hime?!

- Sui-Feng mówiłam wam byście ograniczyli niepotrzebną przemoc. Macie nie zwracać na siebie uwagi - powiedziała jasnowłosa Shihoin tonem wskazującym, że powtarza to po raz wtóry.

- Ale, to było całkowicie uzasadnione, Ariel-sama. Nikt nie ma prawa cię dotykać, a na pewno nie taki degenerat jak Urahara.

Dziewczyna schowała twarz w dłoniach. Zapowiadał się wyjątkowo ciężki dzień.

- No dobra! - krzyknęła rozradowana Matsumoto. - To idziemy na zakupy!

- Na zakupy? - zapytała zbita z tropu Isane. - Ale po co?

- W świecie ludzi na plażę chodzi się w takich seksownych strojach. Nazywają się bikini - Rangiku niemal piała z zachwytu. - Rano robimy najazd na sklepy, a po południu festiwal bikini!

- No, nie wiem, Rangiku-san - powiedział Renji. - Nie pisałem się na łażenie po sklepach. Zwłaszcza z tobą. To zajmie wieki.

- Oczywiście, że nie pójdziecie z nami. Weźmiesz chłopaków i pójdziesz na miasto, a my zrobimy sobie babski wypad, prawda Ari? Ty i Yoruichi-san znacie tu pewnie każdy ciekawy sklep.

Black otworzyła usta, ale nie wypłynęło z nich nic koherentnego. Wizja babskich zakupów, zwłaszcza takich nadprzyrodzonych zlasowała jej mózg.

Pomoc nadeszła niespodziewanie.

- Shihoin hime obiecała pokazać mi muzeum kaligrafii - Byakuya nawet nie mrugnął oznajmiając to swym monotonnym głosem jasno dającym do zrozumienia, że owo muzeum będzie równie interesujące co zeszłoroczne raporty o rozmnażaniu ślimaka winniczka w środkowej Europie.

- Ale… - Rangiku chciała zaprotestować, ale Ari pojmując w lot co planował Kuchiki już miała wszystko pod kontrolą.

- Muzeum zajmie nam około trzech, czterech godzin. Potem musimy jeszcze wypełnić dokumenty do wynajęcia plaży, zająć się całą logistyką itd. Jeśli ktoś chce może się do nas przyłączyć.

- Ariel-sama, jeśli można… - zaczęła Sui-Feng, ale przerwała jej starsza Shihoin.

- Sui-Feng, najpierw pójdziemy ci kupić normalne ubranie, bo te czarne jeansy do ciebie nie pasują - kobieta niż czekając na odpowiedź wyszła na zewnątrz spodziewając się, że jej podopieczna wiernie za nią podąży.

Ari wzruszyła ramionami.

- Rób jak chcesz pani kapitan, ale dobrze wiesz, że kiedyś będziesz musiała powiedzieć jej nie.

- Sui-Fong, idziesz?!

- Hai, Yoruichi-sama!

Kiedy niska brunetka zniknęła za drzwiami dziewczyna odetchnęła z ulgą. Nie miała ochoty, spędzić całego dnia w towarzystwie niskiej kapitan. Mogłaby tego nie wytrzymać.

- Ariel-dono, jeśli można z chęcią się z wami wybiorę - zgłosiła się Rukia, która nie przepuściłaby okazji spędzenia czasu z Byakuyą.

- No, to ustalone. Na razie wszystkim! - zawołała, chwyciła dwójkę Kuchikich i wybiegła ze sklepu Urahary jakby gonił ją urząd skarbowy, nim ktoś jeszcze, by się zgłosił.

Zwolniła, dopiero kiedy oddalili się od reszty dobre dwie ulice. Zatrzymała się próbując złapać oddech, ale nie mogła dłużej powstrzymać śmiechu.

- Muzeum kaligrafii? Nie mogłeś wymyślić nic lepszego? Będą mnie mieli za takiego samego nudziarza jak ty.

- Wolałabyś iść z nimi?

- Boże uchowaj - z wrażenia przeżegnała się na samą myśl. - Dobrze chociaż, że Rukia z nami poszła, tak Rangiku zaczęłaby jeszcze rozpowiadać, że byliśmy na randce.

Brunetka słysząc to zarumieniła się i zaczęła kłaniać się jak opętana.

- Przepraszam Nii-sama nie wiedziałam, że ty i Ariel-dono…

Złotooka kobieta zatkała jej usta.

- Nawet nie mów takich rzeczy, bo jeszcze ktoś usłyszy i będziemy mieli przesrane, rozumiesz?

Kuchiki przytaknęła głową.

- Hej, zaczekajcie na mnie!

Wszyscy odwrócili się w kierunku, z którego przybiegli. Szedł ku nim białowłosy kapitan.

- Hitsugaya taichou, jesteś tak niski, że nie zauważyłam cię wcześniej. Matsumoto i ciebie tu zaciągnęła?

- Mogłabyś nie wypominać mi wzrostu, Shihoin? - chłopak pomimo złego humoru skwasił się jeszcze bardziej. - Myślałem, że chociaż tu będzie chłodniej. Niestety, przeliczyłem się.

- Przyszedłeś tu z własnej woli - Ariel nie mogła uwierzyć.

- Nie wszyscy korzystają z forteli w każdym możliwym momencie - wytknął Byakuya.

- Ej, przestań udawać, że jesteś zły. Gdyby tak było nie pomógłbyś mi się wyłgać. W ogóle, co to ma być? Przywódca wspaniałego klanu Kuchiki łże jak pies?

- I kto to mówi?

- Fakt - uśmiechnęła się jak kot Cheshire. Stanowczo zbyt wiele czasu spędzała z Shinjim.

- To co robimy? Mamy kilka godzin do spotkania z resztą na plaży. - zapytał Hitsugaya, przechodząc od razu do rzeczy.

- Idziemy na zakuuupy! - zapiszczała mała dziewczynka, która ni stąd ni zowąd wskoczyła na barana Byakuyi.

Wielka pulsująca żyła pojawiła się na czole Shihoin z wściekłym zapałem gmerającej palcami, by wyprzeć z nich chęć brutalnego pozbawienia życia jakiegoś nieszczęśnika.

- Yachiru fukutaichou, co tu robisz? - zapytała Rukia.

- Bya-kun i Ri-chan zawsze są zabawni. Z wami na pewno będzie wesoło.

Ari popatrzyła się z powątpiewaniem na niewysokiego, spoconego i niezadowolonego z życia młodzieńca, niską brunetkę, która wydaje się jechać na psychotropach, póki jej brat nie wyraża żadnych obiekcji do otaczającej ich rzeczywistości i owego brata starającego się ignorować skaczące na nim rozbrykane dziecko.

- Ta, z całą pewnością będzie wesoło.


Publiczna komunikacja miejska sama w sobie jest zła. Z bandą pozaziemskich turystów robi się czymś niewyobrażalnym. Shinigami sami zdołali wynaleźć więcej sposobów na szaleństwo niż śniło się Freudowi, ale do tej pory w całej historii Soul Society nie mogli wypróbować żadnego z nich w autobusie.

Co dziwne dziewczyna patrzyła się na dwóch kapitanów i małą porucznik jak na tykające bomby zegarowe, ale do niskiej Shinigami nie będącej nawet oficerem miała pewne zaufanie. Przynajmniej ona była nieco obznajomiona z realiami prawdziwego świata i miała coś, co można nazwać zdrowym rozsądkiem. Kiedy bez większych problemów udało jej się kupić bilety Ari odetchnęła z ulgą.

- Spóźnia się.

Kobieta nie rozumiała, o co chodzi stojącemu koło niej na przystanku brunetowi.

- Słucham?

- Wehikuł, który miał po nas zajechać spóźnia się już dwie minuty.

- To transport publiczny, czego się spodziewałeś?

- To nieprofesjonalne. A teraz to już trzy minuty.

- Byakuya, rano wypiłam wielki kubek kawy, a teraz byłam wręcz delirycznie zadowolona stojąc w cisz. Nie zepsuj tego.

- Ariel-dono - zagadnęła Rukia. - Ichigo mówił mi o czymś takim jak taksówki. Nie moglibyśmy wziąć jednej?

- Jest nas za dużo - a piekło prędzej ją pochłonie nim zostawi, któregoś z nich bez nadzoru.

- Jedzie, jedzie, jedzie, jedzie! - nawet wielki lizak nie zdołał pohamować słowotoku z ust Yachiru. - Patrzcie!

- Dobra, teraz trzymać się razem i nie puszczać. Nie odzywać się do nikogo i w ogóle najlepiej nic nie robić. Zrozumiano? - pogroziła im palcem.

- Shihoin, za kogo ty nas uważasz? Za bandę dzieci?

- Za moją rychłą zgubę - wybełkotała do niskiego kapitana biorąc go i Byakuyę za rękę. - A i jeszcze coś, mówcie do siebie po imieniu. Ludzie zwykle nie zwracają się do siebie per kapitan.

- Ariel-do… Ariel-san - poprawiła się Rukia. - Nie uważasz, że nieco przesadzasz?

- Nie - oświadczyła z całą stanowczością.

Nie obchodziło ją co pomyślą sobie zwykli ludzie, ale znając pożogę towarzyszącą Shinigami, to spuści ich na moment z oka, a za chwilę będzie otoczona wybuchającymi samochodami, zburzonymi budynkami i gwardią narodową dyszącą jej na kark, a wszystko skończy się pewnie jednym lub dwoma grzybami atomowymi, które pociągną za sobą masę papierkowej roboty. Taki scenariusz absolutnie jej nie odpowiadał.

Wsiedli do autobusu, który na szczęście nie był zbyt zatłoczony i stali starając się nie zwracać na siebie uwagi. Nie za bardzo to im jednak wychodziło. Toshiro wyglądał jak dziesięciolatek z tlenionymi włosami, ona jako widocznie zagraniczna atrakcja także przyciągała wzrok, a Byakuya swoją aurą wyższości i majestatu, nie wspominając o wyglądzie żywcem wyciągniętym z Hollywoodzkich plakatów, zawsze stawał się centralnym punktem wszechświata. Z ich grupy tylko Rukia mogła uchodzić za osobę normalną. Yachiru zaś… cóż, Yachiru to zupełnie inna historia.

Siedząc na baranach Kuchiki i z wściekłym uporem liżąc ogromnego Chupa Chupsa pilnie obserwowała wszystko wokół. Nie wykonywała jednak żadnych niepokojących ruchów. Do czasu, kiedy z głośnym cmoknięciem wyciągnęła z ust lizaka i wskazała nim przeciwległy kąt autobusu.

- Czemu ten facet ubiera się jak baba?

Ari nie obejrzała się nawet. Zamknęła oczy i przygryzła wargę zapierając się, by nie zareagować, mając nadzieję, że mała odpuści. Niestety, nie wszyscy postąpili, tak jak ona.

- To chyba nie jest mężczyzna tylko kobieta. Co myślisz, Nii-sama?

- W takim układzie to bardzo brzydka kobieta - dodał Hitsugaya, który musiał stanąć na palcach, by zobaczyć o kogo chodzi. - Czy mi się tylko wydaje, ale czy ona ma wąsy?

- Zgadzam się z Yachiru. To mężczyzna, ale dlaczego jest tak ubrany pozostaje dla mnie tajemnicą.

- Naprawdę tak sądzisz, Nii-sama?

- Hej, dlaczego masz na sobie sukienkę?

Te kilka słów sprawiło, że Black otworzyła oczy i w mgnieniu oka klęczała przy różowowłosej dziewczynce ciągnącej za torebkę istotę ludzką o niejasnej przynależności płciowej.

- Bardzo panią za nią przeee… - Ari zamurowało.

Każdego zamurowałoby patrząc na dwumetrowego araba transwestytę z facjatą mogącą Predatora wpędzić w kompleksy. O ile lubiłby czerwoną szminkę, falbaniastą żółtą bluzkę i spódnicę w papugi.

- Ale to wcale nie jest pani. Widzisz? Ma tak samo owłosione nogi jak Kenny.

Ariel nie wiedziała jak Yachiru obeszła ją i podwinęła facetowi sukienkę. Wiedziała za to, że prawie shunpnęła łapiąc ją i chowając się za Byakuyę. Arab zrobił się czerwony, ale autobus właśnie stanął najwidoczniej na jego przystanku i mężczyzna wysiadł mamrocząc coś w ich kierunku. Kiedy drzwi za nim się zamknęły kobieta zaczęła walić czołem o szybę.

- Nie dość, że ten gość miał beznadziejną spódnicę to jeszcze był niegrzeczny.

Ari błagalnie popatrzyła na oburzone dziecko.

- Niegrzeczny?

- Życzył ci, by pchły z tysiąca wielbłądów uwiły gniazda pod twoimi pachami - wyjaśnił wspaniałomyślnie Byakuya.

Odpowiedział mu jedynie odgłos walenia głową w okno.


- Ma pani piękną córeczkę.

Ariel w pierwszej chwili nie sądziła, że ekspedientka mówi do niej.

- Słucham?

- Taki mały wesoły szkrab. Pani starszy syn jest bardziej poważny, to widać. Ale ja nie pozwoliłabym chyba swojemu ufarbować włosów w takim wieku.

Shihoin wpierw popatrzyła się na szczebiocącą japonkę jak na pięciogłowego zielonego orangutana. Potem zerknęła na pandemonium za jej plecami. Toshiro złapał pierwsze rzeczy z brzegu w odpowiednim rozmiarze i stał przy kasie delektując się czwartym shakem z McDonalda. Rukia wraz z Yachiru z werwą przeszukiwały wieszaki w poszukiwaniu odpowiednich kostiumów kąpielowych, a tuż za nimi podążał wiecznie poważny przywódca Kuchiki. Co prawda nie robił tego z upodobania do damskiej bielizny, a dlatego, że Ari różową wstążeczką przywiązała do jego nadgarstka Yachiru, by uniknąć sytuacji podobnych do tej z transwestytą. Czasami kobieta przypuszczała, że porucznik jedenastej dywizji specjalnie tak się zachowuje, by uprzykrzyć jej życie.

- Zna pani dzisiejsze nastolatki - uśmiechnęła się, nie próbując nawet ukryć sztuczności grymasu. - Mogłaby pani pokazać im kolekcję z Hello Kitty, jestem pewna, że przypadnie im do gustu.

Sądziła, że po zbyciu kobiety zazna przynajmniej chwili oddechu i zaczęła przeglądać wieszaki, żeby zabić czas, ale wibracje telefonu pokazały jej, że spokój nie jest jej dany.

- Czego Shinji? - warknęła poirytowana.

- Tobie też dzień dobry.

- Nie dzień dobrój mi tu. Wciągu dwudziestu czterech godzin przeżyłam wszystkie plagi egipskie na raz, a nie ma jeszcze południa.

- Nie może być aż tak źle…

- Moja kąpiel zmieniła się w koszmar, podczas którego napadła mnie różowa żaba. Musiałam wytrzymać irytujące i całkowicie bezsensowne bzyczenie całej watachy zdechłych stworzeń nie z tego świata. Przyczepiły mi się do tyłka cztery wrzody, które prawie zapewniły mi w autobusie powtórkę z World Trade Center za sprawą muzułmańskiego transwestyty…

- Przepraszam bardzo?

Ari odkręciła się na pięcie ku sprzedawczyni.

- Cokolwiek zniszczyli proszę dopisać do rachunku.

- Nic z tych rzeczy. Po prostu wraz z pani ukochanym doszliśmy do wniosku, że ten strój bardzo ładnie podkreśli pani biust.

Ari wzięła do ręki eleganckie, ciemnofioletowe dwuczęściowe bikini. Musiała przyznać, że Byakuya miał dobry gust.

- Dziękuję, zaraz je przymierzę. Shinji. Halo, Shinji? - najwidoczniej coś musiało ich rozłączyć. - Rety, jeszcze jego mi tylko brakowało.


Czemu podłoga się trzęsie? To pytanie nękało Kuchiki Byakuyę wychylającego się zza drzwi sklepu w centrum handlowym. Jego uszy przeszyło coś, co w tym świecie uważane było chyba za muzykę, choć dla niego brzmiało gorzej niż Renji śpiewający Bogurodzicę pod prysznicem. Co mogło tworzyć taki dziki hałas? Ruszył do przodu, ale został shaltowany w progu. Poirytowany popatrzył na kawałek różowej tasiemki przymocowany do jego nadgarstka. Powiódł po niej wzrokiem. Znikała gdzieś w dziale letniej konfekcji dziecięcej pełnej różowych kucyków z wyłupiastymi oczami i rogami na czole oraz małych kobietek ze skrzydłami pasożytów. Wolał zapomnieć o kocie, którego nawet Rukia lepiej by narysowała.

Jeszcze raz zerknął na swój nadgarstek. Shihoin zrobiła z niego niańkę, przez co wzięto go za ojca kapitana Hitsugayi i porucznik Kusajishi. Nie wiedział, czy ludzie odkryli, co to genetyka, ale poważnie w to wątpił zwarzywszy, że matką jego dzieci miała być Shihoin. Nie ważył się jednak tłumaczyć koncepcji dziedziczenia obsługującej ich kobiecie, której mina wskazywała, że jej mózg jest na tym samym poziomie ewolucji co ameba w plejstocenie. Ponownie zerknął na sznurek i rozejrzał się wokół, aby upewnić się, że nikt go nie widzi. Tylko rzuci okiem. W końcu co może się stać?


Prawdziwy świat wcześniej nie wydawał mu się tak interesujący. Może było to spowodowane tym, że stacjonując w nim jako rezydujący shinigami nie zwracał zbytniej uwagi na ludzi. Ludzie… to dopiero ciekawe stworzenia. Zastanawiał się jak zdołali wymyśleć tyle interesujących rzeczy. Choćby taki shake. Zwykłe mleko zmieszane z truskawką, ale razem stanowiące nietypową mieszankę. Słodką i orzeźwiającą zarazem, a w dodatku ciągle chciało się więcej. Shihoin nazywała to syndromem fastfooda i konserwantów żywności.

- Hitsugaya taichou, proszę spojrzeć.

Młodzieniec o mało nie opluł się widząc różowy sznurek w dłoni Ruki.

- Co? Jak? Gdzie?

- Odwróciłam się tylko na moment, a pani porucznik znikła, ale… to jeszcze nie wszystko.

Toshiro jęknął i to wcale nie w duchu, gdy dziewczyna zaprowadziła go na drugi koniec wstążki. Koniec zawiązany na ręku manekina. Zaistniałą sytuację można było określić tylko jednym słowem, które wyrwało się właśnie z ust niskiego kapitana.

- Kurwa.


Masa ludzi podskakiwała i wykonywała obsceniczne ruchy w takt kociej muzyki. Może to były jakieś rytuały religijne ludów pierwotnych mające na celu obłaskawianie siły wyższej? Tak czy inaczej, musiała działać tu jakaś siła nieczysta, która zawładnęła jego stopą. Kuchiki Byakuya nie przytupuje. Z całą pewnością, nie. Mimo jego usilnych starań nieposłuszne odnóże wystukiwało kakofoniczny rytm, kiedy tylko przestał zwracać na nie uwagę. Może była to sztuczka mająca na celu wypranie mózgu tym wszystkim ludziom? Przecież niemożliwe było, żeby cały tłum wyginał się tak z własnej woli. To było poniżej godności każdego człowieka.

Jego uwagę przykuł mop różowych włosów podskakujący wśród hordy zahipnotyzowanych nieszczęśników. Czyżby nawet ją dopadli? Byakuya ruszył przed siebie, by wyłowić małą panią porucznik z szponów szatańskiej muzyki, ale dziewczynka zniknęła, nim przedarł się przez gąszcz ludzi. Zaraz… coś małego zdawało się skakać po głowach legionu zebranego po drugiej stronie gigantycznej reklamy rozstawionej w samym środku centrum. Z wprawą godną Jamesa Bonda wychylił się zza szklanego rogu. Yachiru skakała po głowach zdezorientowanych ludzi, którzy najwyraźniej uznali to za część obrzędu, bo jedynie uśmiechali się i bili brawo popisom akrobatycznym słodkiego dziecka.


Ariel wolała nie myśleć o tym, że Rukia przyniosła jej trzecią porcję kostiumów kąpielowych do przymierzenia i niemal zabarykadowała drzwi przebieralni własnym ciałem. Wolała nie widzieć w tym nic podejrzanego. To było zdrowsze.


Hitsugaya poczuł, że niebezpiecznie balansuje na krawędzi szaleństwa przedzierając się przez ludzi biorących udział w czymś, co powiewający dumnie pod sufitem baner nazywał „Biciem rekordu Guinnessa w zbiorowym kicz dance". Zawsze miał problemy z pogodzeniem się ze swoim wzrostem, a raczej jego brakiem, ale próbując dostrzec dwoje zaginionych shinigamich w tym tłoku doprowadziło go to do dzikiej furii. Był cały czerwony, nie tylko z powodu upału i gromady spoconych śmiertelników.

- Szukasz czegoś malutki?

Toshiro spojrzał na wysokiego mężczyznę z napisem organizator na koszulce.

- Obawiam się, że nie mogę…

- Nie martw się, kruszyno - dryblas poklepał go po głowie. - Zaraz pomogę ci znaleźć rodziców. Trzymaj się.

Kapitan nie zdążył zaprotestować. Mężczyzna posadził go sobie na ramionach i pomału obrócił się w koło podrygując w rytm muzyki.

- Widzisz mamusię albo tatusia?

Knykcie młodego boga śmierci zbielały, a szczęka groziła wypadnięciem z zawiasów przez zbyt dużą siłę nacisku.

- NIE JESTEM DZIECKIEM!


Nikt nigdy, by nie pomyślał, ale wiele można się nauczyć z telebimów wiszących w komunikacji miejskiej. Yachiru podczas swej pierwszej jazdy zobaczyła tam coś, co niezwykle ją zaciekawiło, a co chciała wypróbować niemal natychmiast. Niestety, Ri-chan nie spuszczała jej z oka nawet na sekundę, ale teraz wreszcie była wolna. Mogła bez problemu…

- Co robisz?

Dziewczynka skrzywiła się. Za kołnierz turkusowego topu z podobizną szaleńca z piłą łańcuchową złapał ją niewzruszony kapitan szóstej dywizji.

- Bya-kun, pomoże mi wygrać konkurs!

- Nie pomogę ci wygrać w żadnym infantylnym turnieju. Wracasz do Shihoin hime.

Yachiru nadęła policzki i z pufnięciem skrzyżowała ręce.

- Nie chcesz mi pomóc, bo nie umiesz.

Oko bruneta zadrgało. Była na dobrej drodze.

- Cytata mówiła, że wszyscy Kuchiki mają zanpakuto wsadzone w tyłek. Dlatego są tacy sztywni. To prawda? Dlatego nie chcesz mi pomóc, Byakushi?

- …?

- Tam, tam. Trzeba iść tam i można wygrać wieeelki kosz łakoci. Ale Byakki tego nie umie.

Nigdy nie należy mówić Kuchiki Byakuyi, że nie umie czegoś zrobić. No, chyba że się chce, by właśnie to zrobił.


„PANI BLACK, PROSZONA JEST O NATYCHMIASTOWE ZGŁOSZENIE SIĘ DO PRACOWNIKA OCHRONY W ŻŁOBKU PO DZIECKO MAJĄCE ATAK APOPLEKSJI".

Dobry Boże, pomyślała, albo inna stosowna istoto, spraw bym po wyjściu nie musiała oglądać dwudziestometrowego krateru i masy zwęglonych zwłok. Pozwól mi pojechać na prawdziwy urlop, obojętnie gdzie. Może być nawet Kamczatka.

Energicznie odsunęła zasłonę stając naprzeciw przerażonej Ruki.

- Kogo wcięło? - zapytała na wpół automatycznie.

- W tej chwili, jakby to powiedzieć… - brunetka przełknęła ślinę. - Wszystkich?

Ari miała ochotę facepalmować się do końca świata, ale niezbyt wiele, by to dało. Udała się do kasy, zapłaciła za wszystko i rzuciła pełne torby wiernie podążającej za nią dziewczynie. Pierwszym celem była przechowalnia dla zgubionych dzieci, w której progu natknęła się na rozdygotanego mężczyznę.

- Miałam się zgłosić po córkę. Nazywam się Black.

Mazuho Hiroki poczuł osobliwe mrowienie na karku wpatrując się w drapieżne złote oczy mierzące go z ponad ciemnych okularów. W tej chwili uznał, że nie chciał zawierać z nią bliższej znajomości pomimo dziwnej sztywności w górnych partiach spodni. Była piękna, ale pięknem głodnej tygrysicy szykującej się do skoku. Można tym napawać oczy, byle z daleka.

- Sala przedszkolna - zapiszczał.

Otwierając różowe drzwi musiała poprawić okulary. Róż i błękit były wszędzie. Na ścianach, podłodze, suficie i to w proporcjach i kształtach mających na celu natychmiastowe wywołanie epilepsji. Jednak nie to był powód jej znieruchomienia. Na różowym stołeczku przeznaczonym dla istoty śliniącej się i robiącej jeszcze w pieluchy siedział stoicki kapitan dziesiątej dywizji, któremu mała dziewczynka w okularach i sukieneczce z kucykami, robiła warkoczyki. Gdy uniósł wzrok jego spojrzenie niosło obietnicę śmierci.

- SHIHOIN!


- To nie moja wina, że jesteś niewyrośnięty - powtarzała po raz setny przeciskając się zręcznie przez tłum niczym szczupak przez staw pstrągów. - Mówiłam przecież byście się nie oddalali.

Toshiro odchrząknął. Już dawno zauważył, że istnieje związek pomiędzy gniewem, a zdrowym rozsądkiem. Złość niekontrolowana zmienia się w depresję. Złość kontrolowana to księżniczka Shihoin podążająca za tropem reiatsu, niedługo pewnie świętej pamięci kapitana szóstego oddziału. Złowroga aura parowała z niej uszami, do czasu, kiedy nie wryło ją w ziemię i nie padła na kolana tarzając się ze śmiechu.

To co rozbawiło Shihoin jego sparaliżowało ze strachu. Aizen dorwał go w parszywe łapska i wbił w mózg swój miecz sprawiając, że otaczający go świat był tak zrównoważony jak postawiona na czubku piramida Cheopsa. Jakże inny mógłby być powód na, to by dwudziesta ósma głowa klanu Kuchiki, kapitan szóstej dywizji i najbardziej poważany kapitan w Gotei miał wykonywać synchronicznie z grupą najwyraźniej mocno zjaranych śmiertelników ruchy prokreacyjne w rytm sążnie katującej uszy muzyki.

- Co to jest za nowe diabelstwo?

- Ga, ga, ga - jasnowłosa kobieta nie mogła wydusić z siebie ani jednego słowa nie odgryzając sobie przy tym języka. - Gangam style.

W chwili, w której to z siebie wydukała nastąpiło piekło, które później opisywane będzie w gazetach jako atak terrorystyczny hipisów z Tonga walczących o prawa kapibar. Gdyby jednak jakaś upierdliwa dusza przejrzała nagrania monitoringu szczelnie ukryte w magazynach dwunastego oddziału zobaczyłaby różową smugę kręcącą się przy koszu ze słodyczami do wygrania, w którym po jej zniknięciu przestała znajdować się również wielka tuba mentosów i dorodny lizak. Zmieniając kamerę można, by zauważyć smugę tą zatrzymującą się na szyjce wielkiej butelki coli stojącej na środku centrum jako małomiasteczkowa atrakcja służąca koncernowi również za dość udany chwyt marketingowy. Na następnych klatkach widać byłoby odchylający się kapsel i wpadające do brązowej cieczy cukierki. Potem transmisja urywa się, z przyczyn czysto technicznych, a raczej chemicznych. Gdyby dusza owa była jeszcze bardziej upierdliwa i przeanalizowała taśmy dokładniej zauważyłaby ładną, niewysoką brunetkę z wyrazem traumy na całe życie, malującym się na młodej twarzy.


Dwa cienie przyczaiły się na dachu nieopodal centrum handlowego, w którym przed sekundą wybuchła bomba.

- Twoja dziewczyna właśnie wysadziła sklep, jesteś pewny Łysolu, że śledzenie jej to dobry pomysł?

- Ona coś kombinuje i nie jest moją dziewczyną.

- Phi - Hiyori oparła się o gzyms, obserwując bandę shinigamich podejrzanie szybko oddalających się z miejsca zbrodni. - A ja myślałam, że jesteś zazdrosny. I muszę przyznać, że masz powód. To ciacho w przeciwieństwie do ciebie.

Vizardka widziała już oczami wyobraźni siebie i tajemniczego bruneta siedzących razem w eleganckiej restauracji, tańczących ogniste flamenco, podziwiających zachód słońca na plaży, gdy ich twarze były coraz bliżej…

- Hiyori, przestań mieć kosmate myśli. Wciąż powtarzasz, że nienawidzisz shinigamich, a to jest jeden z nich.

- Kretynie, ty cały czas masz kosmate myśli, a Shihoin to prawie też shinigami.

- AHA! - Shinji tryumfalnie puknął ją palcem w czoło. - Przyznajesz, że miałaś kosmate myśli z tym dzieciakiem. Nie chce burzyć twoich planów, ale jesteś dla niego za stara…

W tym momencie do kubła na śmieci dwie ulice dalej wpadło ciało robiąc krater.


Hitsugaya z ulgą usiadł w poczekalni z przewieszoną przez ramię nieprzytomną Kuchiki. Po tym jak zbiegli z miejsca katastrofy dostał prykaz opiekowania się brunetką, póki nie odzyska przytomności. Rukia nie była już w szoku, a jej stan był owocem kido Shihoin modyfikującego pamięć. Wpierw Byakuya nie chciała się zgodzić, by gmerano jego siostrze w głowie, ale po argumencie „ Na serio chcesz, by twoja siostrzyczka wiedziała jakie z ciebie zwierzę w domowej alkowie?" dał się przekonać.

Teraz czekali na Ariel mającą załatwić im transport na plażę. Wpierw planowali podróż pociągiem, ale kobieta aż pobladła na samą myśl i zaciągnęła ich do salonu samochodowego.

Wycieńczona dziewczyna podeszła do lady wyglądając jak siedem nieszczęść razem wziętych. Młody mężczyzna usilnie próbował jej wmówić, że nie wypożyczają aut w salonie, a jedynie je sprzedają, ale po pertraktacjach (pomahaniu zielonym wachlarzem przed nosem) Ari wychodziła z salonu z kluczykami do nowiutkiej Audicy A3.

- Nie pojadę tym.

Te trzy proste słowa wyprowadziły ją z równowagi.

- Mógłbyś powtórzyć.

- Głowa rodu Kuchiki nie może podróżować byle czym. Tamten bardziej mi się podoba.

Dziewczyna widząc jaki model wskazał arystokrata delikatnym ruchem podbródka nie mogła powstrzymać facepalmu.

- Byakuya, to nie jest samochód. To Ferrari i to czerwone. To styl życia.

- Który jest mnie godzien.

- Możliwe - zacisnęła pięści, by powstrzymać się od rękoczynów. - Ale go nie wypożyczą, a nie mam tyle gotówki, aby go kupić.

- Już wszystko załatwiłam, zobacz - Yachiru pomachała jej przed twarzą kluczykami.

- HEJ, łapać ich! Smarkula zaiwaniła kluczyki.

- Wezwać policję!

- No, to kurwa świetnie - wysyczała widząc biegnących w ich stronę mężczyzn. - Panowie to nieporozumie…!

Przestała krzyczeć, kiedy kula przemknęła jej koło głowy. Popaprańcy mieli broń! Nie czekając na nic chciała chwycić klucze, ale Yachiru znikła.

- Na co czekasz Ri-chan? Wsiadaj!

- NAWET O TYM NIE MYŚL BYAKUYA, JA PROWADZĘ!


Ukradła samochód…Ukradła, kurwa, samochód! Wysadziła pół galerii handlowej i sama niemal została wysadzona przez muzułmana transwestytę. O czymś zapomniała? Chyba nie.

- Mogę poprowadzić?

- Nie!

- A teraz?

Cudo na czterech kółkach z piskiem opon zahamowało na trawiastym poboczu.

- Byakuya do tyłu.

- Nie będę….

- DO TYŁU!

Kiedy mężczyzna posłusznie zamienił się miejscami z Hitsugayą, Ari wzięła głęboki oddech, lepiej nasunęła okulary i dobrze chwyciła kierownicę.

- Toshiro, skalibruj mój telefon z radiem i puść utwór dwieście czterdziesty ósmy.

Chłopak nawet nie śmiał zwracać jej uwagi na nieodpowiednie tytułowanie. Posłusznie nacisnął PLAY.

Gdy z głośników rozległo się „Rock you like a hurricane" Scorpionsów samochód ruszył.


- Toshiro, dlaczego Ariel śpi z tyłu na leżaku?

Hitsugaya z pędem złapał rudzielca za naszyjnik i zaciągnął go z powrotem do baru.

- Kurosaki, jeśli ją obudzisz Aizen będzie twoim ostatnim zmartwieniem, rozumiesz?

- Ale…

- Żadnych „ale".

Zdezorientowany zastępczy shinigami zostawił śpiącą pod parasolem dziewczynę w spokoju, nie rozumiejąc czemu ona może sobie spać, kiedy on musi użerać się z tymi wariatami. Świat był niesprawiedliwy.