Ku jego jeszcze większemu zdziwieniu królowa Eluzjonu podeszła do Beryl i uścisnęły się.
- Jak Ci się u nas mieszka? – zapytała Lucija z łagodnym uśmiechem.
Promieniowała łagodnością. Demando wczuwał się w jej energię jak w coś zupełnie wspaniałego, czego nie napotkał jeszcze nigdy w życiu. W żadnym życiu, jeśli prawdą było to co mówiła Beryl i książę rzeczywiście został wskrzeszony po raz drugi.
Aura Królowej nie przypominała ani aury „dobrej", czyli takiej jak na przykład u księżniczek z planety Kimnoku. Różniła się także zupełnie od aury zwanej „złą", takiej jak posiadała Beryl lub on sam, przytłaczającej, ciemnej energii przypominającej o mrocznych, ale nieuniknionych sprawach tego świata. Lucija promieniowała dostojnością, czymś co, ani dobre ani złe Demando mógłby jedynie określić słowem „uduchowienie". Obserwując od jakiegoś czasu wszystkich modlących się eluzjończyków nie można było nie zauważyć że wiara jest czystą siłą sama w sobie. Bez wątpienia umiejętnie nią szafując można być równym najpotężniejszym siłom w galaktyce.
Eluzjończycy nie mieli bogów. Demando przypomniał sobie że będąc dzieckiem nigdy nie mógł zrozumieć do kogo lub czego modlił się jego kapłan. W zasadzie skoro jest już w pałacu królewskim Eluzjonu, mógłby się zapytać. Oczywiście spyta jakiegoś kapłana a nie popisze się ignorancją w obecności królowej.
- Juz prawie odrosły ci włosy. Jak ładnie – królowa Lucija wzięła w dłoń końcówki warkoczy Beryl. Orszak eluzjończyków nie wydawał się ani trochę zdziwiony tym, że królowa poświęca jej tyle uwagi.
- Jeszcze dużo im brakuje – powiedziała Beryl – Jeszcze raz bardzo ci dziękuję za gościnność. W wielu innych królestwach byłabym zapewne teraz w jakimś wymyślnym więzieniu, dręczona przez codzienne wypominanie mi mojej przeszłości.
- Jesteś moją siostrą, w żadnym razie nie mogłabym czegoś takiego zrobić – powiedziała królowa Lucija.
Beryl i królowa Lucija rozmawiały swobodnie nie przejmując się stojącymi w bezruchu w całej sali eluzjończykami i tym, że ceremonia przebudzenia ich władczyni została przerwana w połowie.
- Poza tym, jak już mówiłam wiele razy, wierzę ci. Możesz u mnie mieszkać jak długo zechcesz, a teraz kiedy rytuał przebudzenia się zakończy, będziemy mogły pracować nad przywróceniem ci dobrego imienia.
- Wiesz bardzo dobrze, że moje sumienie nie jest krystalicznie czyste – powiedziała Beryl zaczepnie, ale jej oczy zdradzały że w duchu się uśmiechała.
- Ziemia jest miejscem kontrowersyjnym, moja droga. Ty też przeżyłaś przecież swoje, nawet tam nie mieszkając - odparła Lucija z nutą smutku w głosie.
Beryl nieoczekiwanie spuściła wzrok, ale tylko na moment.
– Co się stało to się nie odstanie, kochanie – kontynuowała Lucija szukając jej spojrzenia wzrokiem i znajdując je dość szybko. Beryl nie należała do osób lubiących się nad sobą użalać – Władca ziemski to prawdziwa kanalia. Wiadomo, jego międzynarodowa opinia jest nieskazitelna. Koronowane głowy i wodzowie różnych państw mają go za przykładowego rządzącego i zdolnego polityka. Jednakże ten młody mężczyzna wyraźnie szwankuje w sprawach nieoficjalnych i wewnętrznych swojego państwa. Jeden z moich kapłanów, który służy obecnie w naszej świątyni na tej planecie doświadczył niedawno oburzającego doprawdy traktowania. Sytuacja była na tyle zła, że wymagała mojej osobistej interwencji.
Beryl zobaczyła na twarzach najbliżej stojących eluzjończyków, że mimo iż teoretycznie nie wypadało im słuchać o czym królowe rozmawiają, wszyscy wiedzieli o czym rozmawiają. Co więcej, dokładnie znają tą sprawę. Beryl pozostawała w tym państwie od dłuższego czasu. Nie możliwe żeby nie usłyszała o skandalu na taką skalę że sama królowa musiała się pofatygować. Wydarzenie musiało mieć miejsce niedawno, prawdopodobnie w czasie kiedy królowa Lucija była pogrążona we śnie. Eluzjończycy jak widać mieli ze sobą i ze swoją królową wyjątkowo bliską więź. Każdy natychmiast wiedział co się zdarzyło mimo, że Królowa fizycznie nie ruszyła się z pałacu. Musiała wystarczyć jej telepatyczna obecność.
- Widzę że tylko ja nie wiem o co chodzi. No proszę, a tu byłam strasznie przekonana o tym jak potężniejsza jestem od twoich kapłanów.
- Jesteś potężniejsza, moja droga. – powiedziała łagodnie Lucija tak jakby to było oczywiste i nie było powodu żeby się obrażać – Ale z nimi łączy mnie inna więź niż z tobą. Interwencja królowej w sprawy jednej ze świątyń jest czymś co żaden z moich poddanych nie może nie zauważyć.
- Rozumiem – powiedziała Beryl i wbrew niej samej ci dziwni kapłani i kapłanki urośli w jej oczach nieco – Jednak jestem zdumiona, że zdecydowałaś się interweniować. Bez względu na wszystko nie dasz rady ocalić i obronić każdego w swoim królestwie, tym bardziej że macie świątynie rozsiane po wszystkich planetach i gwiazdach.
- Odległość nie ma zupełnie znaczenia przy naszym systemie komunikacji– powiedziała Lucija – pamiętaj że nasze królestwo polega na duchowości. Pomijając transport poprzez odbicia w lustrach, nasza aura stanowi osobną siatkę we wszechświecie. Fizyczne odległości mają dla nas małe znaczenie.
-No właśnie, to jest coś czego nie mogę zrozumieć, mimo że nie jestem już małą dziewczynką.
- Ale jesteś moją małą siostrą – uśmiechnęła się Lucija – mimo, że taką mroczną. Mając inny rodzaj energii odczuwasz moją zupełnie inaczej. Ale my tu sobie konwersujemy, a ja widzę, że mam jeszcze jednego gościa – odezwała się spoglądając w stronę Demanda, który siedział w zasadzie bardzo blisko.
- To książę Demando, z Księstwa Czarnego Księżyca – wyjaśniła Beryl
- Ach tak, pamiętam. To o jego wskrzeszenie mnie prosiłaś.
- Dokładnie- Beryl bawiła się końcówkami swoich wymyślnie splecionych warkoczy.
- Witam Waszą Wysokość – odezwał się Demando i niepewnie podniósł się na nogi. Nie wypadało mu wcześniej włączyć się do rozmowy jeśli królowa Lucija nie odezwała się do niego pierwsza. Bądź co bądź była osobą wyższą rangą. Poza tym potrzebował jeszcze zebrać siły przed wstaniem. A nie wypadało witać się na siedząco.
Wstając na nogi książę zobaczył przed oczami zestaw wirujących gwiazdek.
