Disclaimer: I don't own Harry Potter.


Link do oryginału: s/10869963/1/The–Sick–Boy

Zgoda na tłumaczenie: jest

Paring: LM / NM


Schorowany Chłopiec VIII

Straszliwa prawda


– To wszystko? – spytała Narcyza, pomagając mężowi poić syna przygotowaną przez niego miksturą. – Wydobrzeje?

– Potrzeba jeszcze jednej dawki – odpowiedział cicho mężczyzna. – Trzeba ofiarować więcej niż zazwyczaj krwi.

Nie była zaskoczona, słysząc tę rewelację. Miała pewien talent w dziedzinie eliksirów i rozeznanie w czarnej magii, więc wiedziała, że płyny ustrojowe są często spotykanym składnikiem najrozmaitszych wywarów.

– Jak dużo? – zapytała ze słyszalną w głosie troską. – Jeśli to konieczne, mogę się poświęcić na ten ostatni raz. Nie ty musisz składać całą ofiarę, a poza tym upuściłeś już sobie wystarczająco dużo krwi. Jesteś od tego bledszy niż zwykle, a nie chcę, byś również zachorował.

– Spokojnie. Mój ojciec złoży tę daninę – powiedział niebezpiecznie nisko Lucjusz.

– Twój ojciec uważa naszego syna za słabeusza. Jest w pełni przygotowany na jego śmierć. Nie pomoże Draconowi, wiem to.

– Dobrowolność ofiary nie ma najmniejszego wpływu na ten eliksir.

Narcyza rzuciła mężowi długie, uważne spojrzenie.

– Jest w tym coś więcej, czyż nie?

– Żałuję, że muszę ci wyznać prawdę. – Zacisnął usta. – Ale jako matka, zasługujesz na nią. Zwłaszcza że tyle już w życiu wycierpiałaś. – Spojrzał na drzwi. – W każdej chwili mogą tu wejść Uzdrowiciele i będą podejrzliwi, jeśli zobaczą wyciszone i zapieczętowane pomieszczenie. Potrzebujemy prywatności. Wszyscy na pewno zrozumieją, jeśli wyjdziemy stąd na moment.

Narcyza zmarszczyła brwi, ale posłusznie przyjęła oferowaną jej przez Lucjusza dłoń i wstała ze swojego miejsca.


Lucjusz poprowadził Narcyzę do pustej szpitalnej sali. Zanim odwiedził Draco, szukał odosobnionego miejsca, w którym można byłoby swobodnie porozmawiać. Był przygotowany na to, co miało się zaraz wydarzyć.

Gdy zabezpieczył salę, odwrócił się do żony.

– Lepiej będzie, jak oboje usiądziemy. – Różdżką przywołał dwa krzesła.

Narcyza zmarszczyła lekko brwi, ale nie sprzeciwiała się. Kiedy zajęli miejsca, przez dłuższą chwilę żadne z nich się nie odezwało. Lucjusz, udając zaciekawienie wystrojem sali, przez minutę rozglądał się wokół. W końcu, zebrawszy się na odwagę, spojrzał na żonę. Wziął kilka głębokich wdechów i przemówił:

– Mój ojciec cię otruł.

– Słucham? – W oczach kobiety odbiło się zdezorientowanie i zdumienie. – Czuję się dobrze.

– Trucizna nie miała na celu fizyczne skrzywdzenie cię – wyjaśnił Lucjusz. – Dracona także, ale to nie zmienia faktu, że nasz syn ponosi konsekwencje zażycia tego eliksiru. – Przygryzł lekko wargę, zastanawiając się, jak dobrze ubrać w słowa kolejne zdanie. Ciężkie zadanie. – Wszystko zaczęło się od Ary.

Przez kilka dłużących się sekund twarz Narcyzy była pusta, by ostatecznie zagościło na niej zrozumienie.

– Twój ojciec zamordował naszą córkę – sapnęła z przerażeniem. – Zamordował wszystkie nasze maleństwa… – Zerwała się z miejsca, niekontrolowanie drżąc.

Lucjusz również wstał, gotów złapać żonę, gdyby zasłabła. Narcyza kilkakrotnie zamrugała, odganiając od siebie łzy, po czym gwałtownie się odwróciła.

– Najprawdopodobniej w mojej krwi wciąż znajdują się śladowe ilości trucizny – wyszeptała. – Draco został otruty jeszcze w łonie i dlatego teraz zachorował.

Lucjusz powoli skinął głową.

– Przeze mnie nasze dziecko cierpi… – Zakryła dłonią usta.

– Absolutnie nie. Całą winę ponosi mój ojciec. Ty nie zrobiłaś niczego złego.

Narcyza pociągnęła cicho nosem, po czym przetarła oczy.

– Zastanawiam się, czy to dlatego raz zemdlałam, kiedy byłam w ciąży z Draco – powiedziała, powstrzymując się od wybuchnięcia płaczem. – Mogłam stracić kolejne dziecko. – W jej oczach widać było czyste przerażenie. – Jak pozostałe… – Zachwiała się, ale Lucjusz zdążył doskoczyć do niej na czas.

– Tak bardzo cię przepraszam, Narcyzo – wyznał. – Powinienem był wcześniej rozwiązać tę zagadkę.

– Ja również. Byłam zaślepiona. Abraxas nigdy nie krył nienawiści, którą mnie darzył. I wyraźnie mówił, że pierworodne dziecko nie może być dziewczynką. Swojej pogardy też nigdy nie ukrywał. – Spuściła wzrok. – Z góry założyłam jednak, że – zgodnie z naszymi ideologicznymi poglądami – postawi na ogół populacji, a nie tradycję pierwszeństwa. Nawet mi przez myśl nie przeszło, że tak nas zdradzi, zabijając czystokrwiste dzieci… własne wnuczęta…

– W pełni się z tobą zgadzam. Nawet nie przypuszczałem, że będzie do tego zdolny; że posunie się tak daleko.

– Draco… – sapnęła cicho Narcyza. – Draco naprawdę kocha tego potwora. Jak wyjaśnimy mu to wszystko?

– Zrobimy to, kiedy będzie gotowy – odpowiedział z przekonaniem Lucjusz.

Narcyza wzięła uspokajający oddech i przez chwilę rozważyła dostępne opcje.

– Czy będziemy w stanie udowodnić Ministerstwu ten spisek?

– Mój ojciec wciąż jest bardzo wpływowym człowiekiem. Nie możemy liczyć na pomoc Ministerstwa Magii, jest zbyt skorumpowane.

– Nie bierz tego na swoje barki, Lucjuszu! – Narcyza załamała ręce. – Wiem, do czego zmierzasz, ale wiedz, że za nic cię nie obwiniam. Wierz mi, także chciałabym zobaczyć Abraxasa martwego, ale nie pozwolę na to, byś skończył w Azkabanie. Jeśli ktoś zasługuje na wyrok skazujący, to właśnie on!

– Obydwoje wiemy, że nigdy do tego nie dojdzie. Mój ojciec zawsze znajdzie sposób, żeby się wywinąć, i co gorsze, odegrać. – Zacisnął pięści. – Ministerstwo nie stwierdzi morderstwa – dodał mrocznie.

Przez dłuższą chwilę Narcyza milczała, a potem, patrząc mężowi prosto w oczy, powiedziała stanowczo:

– Chcę, żeby cierpiał.

Lucjusz skinął głową.

– Tak będzie.