Zastrzeżenie: Nie jest to moja praca, tylko tłumaczenie angielskiego oryginału należącego do ry123red. Prawa do sagi, bohaterów należą do Stephenie Meyer.
Od autorki: No i doszliśmy do epilogu. Trudno mi było zakończyć tę historię, tak długo nad nią pracowałam. Chcę tylko podziękować wszystkim, którzy byli ze mną od początku do końca, podczas gdy ja torowałam sobie drogę przez pisanie i gramatykę. Mam nadzieję, że ten ostatni rozdział będzie dobrym zakończeniem historii, której tworzenie zajęło mi absurdalną ilość czasu.
Poprzednio…
- Hej Jasper – Alice praktycznie zagruchała, jej oczy przeczesywały stojącego obok mnie blondyna.
Mój.
Z mojej klatki piersiowej wydobył się zirytowany warkot.
- W jakiś sposób wiedziałem, że to ty za tym stoisz, Alice – zimno odpowiedział.
- Myślisz, że tak dobrze mnie znasz, prawda? Jest jednak wiele spraw, o których jesteś nieświadomy, Jazz – rzekła Alice, sarkastycznie podkreślając jego zdrobnione imię.
- A teraz Bello, jak już wcześniej wspominałem, talent taki jak twój nie powinien być zmarnowany. Moglibyśmy użyć osoby takiej jak ty do utrzymywania porządku w Volterze. Wygląda na to, że walczysz z utrzymywaniem naraz obydwu tarczy przez dłuższy okres czasu, więc w związku z tym moglibyśmy zaoferować ci pomoc w nabraniu większej kontroli nad twoją mocą – Aro uparcie kontynuował.
Kątem oka ujrzałam, jak na twarzy Alice pojawia się cień niepokoju. Dobrze wiedziała, że skopię jej tyłek w pierwszej możliwej okazji i się denerwowała!
Miała jednak to szczęście, że za nic nie opuściłabym Jaspera… nawet dla szansy zemsty.
- Sądzę, że zostanę po stronie, która właśnie nie próbowała atakować mnie i moich przyjaciół – sarkastycznie odpowiedziałam. Nie byłam już w stanie powstrzymywać jadu w moim głosie.
Stary, zniszczony wampir westchnął z niechęcią.
- Nie mogę was zostawić z tą lichą obietnicą zniszczenia szelmowskiej wampirzycy Marii. Skąd mam mieć pewność, że wywiążesz się z danego słowa i nie stworzysz przeciwko nam kolejnej armii? – retorycznie zapytał. – To za duże ryzyko, by ten klan pozostawić w nienaruszonym stanie.
W furii zacisnęłam zęby. Aro był po prostu zagrożony liczbą wampirów gotowych stanąć przeciwko Volturi! To nie miało nic wspólnego z brakiem zaufania, czy ruszymy na Marię, czy nie. Nie chciał stracić władzy!
- I jeszcze jedno, Bello. Wygląda na to, że nie jesteś w stanie zbyt długo utrzymać tych tarcz. Jak myślisz, co się wydarzy, kiedy one runą i każdy wampir z osobna stojący po twojej stronie zostanie unicestwiony? – Aro protekcjonalnie kontynuował, na co ja w koncentracji zamknęłam oczy.
Niestety miał rację. Moja kontrola nad tarczami z każdą sekundą malała. Gdybym tylko miała trochę więcej czasu na przygotowania. Gdybym tylko mogła wszystkich ocalić.
- Nawet o tym nie myśl – rozkazał głosem majora.
Przygryzłam wargę. Nie potrafiłam się odezwać.
Nie miałam żadnego innego wyboru, prawda? Jedyną rzeczą, która mogłaby wszystkich ocalić, byłoby moje odejście do Volterry. Jedno życie za życie tak wielu.
- Nie pozwolę ci na to – Jasper zaprzeczył, jego głos szorstki, gdy mnie potrząsał. – Nie możesz.
Mój partner upadł przede mną na kolana, jego ręce oplatały moją talię, a policzek wtulił w brzuch.
Jego łzy szczypały, kiedy zetknęły się z moją skórą, ale przyjęłam ten delikatny ból.
I wtedy głos przerwał napiętą ciszę.
- Ja pójdę.
- Edward. Co za niespodzianka – odparł Aro, jego oczy błyszczące z rozkoszy niczym u dziecka w wigilijny wieczór.
Ignorując wywołującą gęsią skórkę fascynację lidera Volturi, Edward odpowiedział:
- Jeżeli ktokolwiek zasługuje na taki los, to tylko ja. Jedyną przyczyną obecnych zdarzeń jest to, że byłem zbyt głupi, aby powstrzymać się od popełnienia błędu, a wystarczająco tchórzliwy, by próbować go ukryć.
I wtedy moja poprzednia miłość wyszła poza zasięg chroniącej ją tarczy.
Aro dotknął dłoni Edwarda i wpadł jakby w trans.
Po pięciu minutach uwolnił miedzianowłosego i skierował na mnie swoje krwistoczerwone oczy.
- Teraz widzę, że naprawdę chcesz znaleźć Marię. Nie można jednak określić, czy misja ta zakończy się sukcesem – powiedział. – Przeto żądam, aby Edward pozostał z nami w Volterze, a klan Cullenów nie może pozostać tak wielki, jak obecnie. Od dzisiaj musi być podzielony… na zawsze.
Stałam, oszołomiona.
Czy naprawdę właśnie wymieniliśmy Edwarda za nasze życia?
- Masz dwa tygodnie na wytropienie i pozbycie się Marii – powiedział Aro. – Po tych dwóch tygodniach wyślę Demetriego i Felixa, by sprawdzili, czy umowa została dotrzymana. Jeżeli tak się nie stanie… powiedzmy, że spotkanie nie obędzie się bez ofiar.
Zwrócił się do najnowszego członka Volturi.
- Edwardzie, nie będziesz potrzebował żadnej z twoich rzeczy. Od razu idziesz z nami.
Wtedy, równie szybko jak przybyli, złudni Volturi zniknęli.
Epilog
Westchnęłam i oparłam się o twardą klatkę piersiową.
- Jest pięknie – miękko powiedziałam, cisza natury wywołała u mnie potrzebę szeptu.
Bardziej czułam, niż słyszałam dudnienie jego odpowiedzi, co spowodowało niesamowite uczucie na mojej skórze.
Z powrotem wpadliśmy w leniwą, komfortową ciszę; jedyny dźwięk to okazjonalne zarżenie któregoś z koni.
Jasper zasugerował, że weźmiemy je i pojedziemy na zachód słońca. Kto by pomyślał, że jest takim romantykiem? Na pierwszy rzut oka mój partner wydawał się twardy i niczym niewzruszony, ale ja potrafiłam dostrzec znajdującego się pod tą fasadą mężczyznę, mężczyznę, który był opiekuńczy, zaborczy, starający się mnie chronić… a przede wszystkim piekielnie oddany.
Jasper i ja ostatnio często przeżywaliśmy tak spokojne chwile jak ta – po to, by oddalić chaos, który wypełnił nasze życia zaledwie tydzień temu.
Mój umysł powrócił do momentu kilka miesięcy temu, w którym Jasper i ja zbliżyliśmy się do siebie. Był to pierwszy raz, kiedy naprawdę zdołałam poznać go jako osobę zamiast „męża Alice, który nie miał pozwolenia na przebywanie w moim pobliżu". Edward i inni, jeśli chodziło o mnie, nie ufali blond wampirowi… i to był zarazem pierwszy raz, kiedy nie pozwoliłam, aby kierował mną ich strach.
*Wspomnienie*
Jasper zatrzymał się przy drzwiach z ręką na klamce.
- Mój pokój – wytłumaczył, zanim otworzył drzwi i zaprosił mnie do środka.
- Wow – wyszeptałam, przez chwile przyglądając się wysokim, wypełnionym po brzegi książkami regałom położonym wzdłuż jednej ściany. Jeżeli pokój Edwarda był sklepem muzycznym, to w takim razie pomieszczenie należące do Jaspera było księgarnią.
Zaśmiał się, widząc moją reakcję. Zamknął drzwi.
- Pomyślałem, że będziemy tu mieli więcej prywatności.
Spojrzałam na niego pytająco. Czy zapomniał, że wszyscy lokatorzy obdarzeni byli nadludzkim słuchem? Nieważne, jak daleko od nich byliśmy, dalej wszystko słyszeli.
- Dźwiękoszczelne ściany – rzekł, pukając palcami w jedną z nich.
- Nieźle – powiedziałam. Jak to się stało, że reszta pokoi ich nie miała? Z pewnością byłoby to przydatne w związku z oczywistym brakiem prywatności w tym domu, nawet jeżeli patent ten nie blokował dodatkowych wampirzych talentów.
Przebiegłam ręką po jednej z półek z książkami, zanim usiadłam na krześle w kącie. Biorąc to za zaproszenie, Jasper usiadł na czarnym skórzanym fotelu naprzeciwko mnie. Czekałam, aż się odezwie.
Jak bardzo chciałam temu zaprzeczyć, nie miałam zielonego pojęcia, co powiedzieć do siedzącego w pobliżu wampira. W zasadzie nic o nim nie wiedziałam (prócz przeszłości, o której również nie miałam większego pojęcia, przedstawiono mi bowiem tylko same najważniejsze fakty). Jasper był dla mnie enigmą. Był starszy od wszystkich członków rodziny Cullenów, z oczywistym wyjątkiem, jaki stanowił Carlisle. Widział i zrobił tak wiele rzeczy, a ja miałam tylko osiemnaście lat. Wyobrażenie sobie tak długiego życia, czy raczej tak długiej egzystencji, było dla mnie surrealne.
I wtedy zdałam sobie sprawę, że coś przeoczyłam.
- Dlaczego nazwałeś to miejsce „swoim pokojem"? Sądziłam, że był nim pokój, w którym wcześniej przebywałeś. No wiesz, ten, który dzieliłeś z… - ucichłam, żałując wspominania czegoś, co mogłoby wywołać bolesne myśli na temat Alice.
- Nie wahaj się z żadnym pytaniem, okej? Nie zamierzam zwariować, jeśli wypowiesz imię Alice, Bello – przewrócił oczami, a ja oczywiście zarumieniłam się.
- Odniosłem się do tego pomieszczenia jako „mój", ponieważ ukazuje, kim naprawdę jestem. Lubię spędzać tu czas, kiedy tylko mogę sobie na to pozwolić – wytłumaczył, wskazując na ścianę, na którą moje oczy automatycznie się przeniosły.
- Czy to jest…
- Prawdziwa flaga z wojny secesyjnej – dokończył za mnie myśl, spoglądając na pamiątkę z niezidentyfikowanymi emocjami na twarzy. – To jest ta, która powiewała, kiedy ostatni raz przed przemianą prowadziłem swój oddział.
- Jak bardzo jest stara? – spytałam, wstrząśnięta. Nie miałam pojęcia, że Jasper trzymałby coś takiego w domu Cullenów.
- 12. kwietnia 1861, czyli dokładnie 148 lat.
- Jasper, to jest niesamowite – powiedziałam z respektem. Zwróciłam na niego wzrok, kiedy usłyszałam prychnięcie.
- No co? Naprawdę tak uważam – rzekłam w obronie, krzyżując ręce.
- Nic, nic. Chodzi o to, że z tego wszystkiego, co ci pokazałem, to właśnie na flagę najbardziej pozytywnie zareagowałaś – wytłumaczył. – Jeżeli wiedziałbym, że tak zareagujesz, już dawno temu bym ci ją pokazał.
- Dlaczego tego nie zrobiłeś?
- Myślał, że przyniesie ona tylko nieprzyjemne myśli i emocje – powiedział Jasper, w jego głosie słyszalna była niechęć.
- Edward – rzekłam, wiedząc, że Jasper odnosił się do mojego nadopiekuńczego ex. – Ale co miałeś na myśli mówiąc, że „najbardziej pozytywnie" zareagowałam?
Jasper lekko się zaśmiał.
- Zatem… Carlisle chciał, bym oddał ją do muzeum. Alice chciała się jej pozbyć i kupić nową, która nie będzie taka zakurzona i cała w dziurach. Rose w zasadzie nie miała na ten temat zdania. Edward niezbyt był entuzjastyczny, ponieważ flaga ta powiewała w czasie wojny, która przyniosła tyle śmierci. Emmettowi zachciało się powtórki wojny w wampirzym stylu, co spowodowało, że Esme się rozpłakała.
- Okej, już widzę, co masz na myśli – powiedziałam, uśmiechając się na przewidywalne reakcje Cullenów.
Jasper westchnął, co spowodowało, że ponownie przykułam do niego uwagę.
- Co jest?
- Carlisle chciał, żebyś po rozmowie ze mną przyszła do jego biura. Sądzę, że musimy przełożyć naszą rozmowę na kiedy indziej – powiedział niechętnie Jasper.
- Albo możemy rzucić spotkanie i razem gdzieś uciec – zasugerowałam z uśmiechem. Udało mi się poprawić jego nastrój.
- Gdzie byśmy poszli? – kontynuował moją gierkę. Jego złote oczy lśniły.
- Texas oczywiście – odparłam bez zastanowienia, śmiejąc się z jego zszokowanego wyrazu twarzy.
Właśnie zbiłam z tropu wampira. Zaśmiałam się w duchu. Poczułam się spełniona.
- Dlaczego dokładnie? – spytał się poważnie Jasper.
- Ponieważ, nawet jeżeli wszystkie twoje wspomnienia związane z tym miejscem nie są najszczęśliwsze, w dalszym ciągu nie zmienia to faktu, że się tu urodziłeś… no i zawsze marzyłam o nauczeniu się jazdy konno – wyznałam, oczekując, że się będzie śmiał. Nie zawiódł.
- Jak bardzo chciałbym kontynuować rozmowę o naszej ucieczce do Texas, Carlisle lada moment pojawi się u drzwi, jeżeli w tej chwili nie skierujesz się do jego biura – powiedział wstając. Otworzył mi drzwi.
- A, oczywiście. Zatem… do później, Jasper – zawołałam i obróciłam się.
- Bella.
Spojrzałam na niego. Byłam już w połowie korytarza.
- Być może zajmę się realizacją twojego pomysłu – mrugnął do mnie okiem, zanim zniknął w swoim pokoju.
*Koniec wspomnienia*
Wtedy nie zdałam sobie z tego sprawy, ale teraz dobrze wiedziałam, że właśnie w tym momencie schodziłam z piętra z pierwszym od długiego czasu prawdziwym uśmiechem na twarzy.
- Aniołku, jesteś ze mną?
Głoś mojego partnera przywrócił mnie do rzeczywistości, wytrącając ze wspomnień.
- Przepraszam – odparłam, zażenowana, po czym oparłam głowę o jego ramię i spojrzałam w górę w jego niesamowite oczy.
- Nad czym tak ciężko rozmyślasz?
- Właśnie przypomniałam sobie o pewnej obietnicy, która właśnie została spełniona.
Kiedy uchwycił moment, do którego nawiązałam, na jego twarzy pojawił się szeroki uśmiech.
- Masz na myśli dzień, kiedy poczułem emanujące od ciebie bardziej niż przyjacielskie uczucia? – zażartował.
Z oburzenia otworzyłam buzię, po czym zmieniłam pozycję na jego kolanach tak, bym mogła zmierzyć go wzrokiem.
Miał na myśli chwilę z tego samego dnia kilka miesięcy temu, w której to weszłam do jego pokoju i znalazłam go leżącego na łóżku z zamkniętymi oczami. Wykorzystałam tę okazję do podziwiania jego dewastującej atrakcyjności. Robiłam tylko to, co zrobiłaby każda posiadająca oczy gorącokrwista kobieta, więc dajcie mi spokój! Poza tym to nie tak, że Jasper mógł zaprzeczyć jego przystojności… był w końcu empatą, na miłość boską… prawdopodobnie nie mógł na krótką chwilę wyjść na zewnątrz bez odczuwania zalewającego go pożądania. Na jego szczęście od teraz będę obecna, aby odganiać od niego te wszystkie śliniące się na jego widok panny.
- Nie wstydź się, maleńka. Tego dnia miałem podobne objawienie – upewnił mnie, chowając kosmyk moich ciemnych włosów za jedno ucho.
Podniosłam brew, czekając na kontynuację.
- Co to było?
- Masz bardzo, bardzo ładne nogi – zawarczał, przesuwając dłonie w górę moich odzianych w dżins nóg.
Głośno się zaśmiałam, a następnie położyłam głowę na jego ramieniu w próbie uspokojenia się.
Byliśmy tacy do siebie podobni. Nic w tym dziwnego, że nasza znajomość rozwinęła się tak szybko. Praktycznie nie znałam Jaspera do momentu, w którym rozeszliśmy się z naszymi byłymi, ale prędko nauczyłam się mu ufać - szybciej, niż komukolwiek innemu. W końcu nadszedł dzień, w którym jego widok wywoływał u mnie uśmiech. To wtedy wiedziałam, że nie myślałam o nim, jak o bracie. Był moim najlepszym przyjacielem. Moim powiernikiem… i nie zdawałam sobie jeszcze wtedy z tego sprawy, ale był moim partnerem. Moją drugą połową.
Poczułam, jak wokół mnie oplata jego ręce. Z zadowolenia zamknęłam oczy. Przycisnęłam usta do jego szyi.
- Nawet nie wiesz, jak bardzo byłem przerażony na tym polu – wymruczał poważnym tonem, podczas gdy ja położyłam głowę u podstawy jego szyi.
- Sądziłeś, że te stare, marudne wampiry będą potrafiły nas pokonać? – zażartowałam w celu poprawienia humoru.
Odsunął się ode mnie, by spojrzeć mi prosto w oczy i od razu pożałowałam mojego lekceważącego tonu. Uniósł ręce i przytrzymał moją głowę.
- Prawie cię straciłem.
- Ale to się nie stało – przypomniałam mu, rozpływając się w jego dotyku.
- Było wystarczająco blisko – powiedział ze znużeniem, jego oczy udręczone przeszłymi wydarzeniami.
- Hej, skarbie…
Dzięki wypowiedzeniu rzadko używanego przeze mnie zdrobnienia na jego twarzy pojawił się przelotny uśmiech, który jednak nie miał odpowiedzi w spojrzeniu.
- Przepraszam za martwienie cię, ale nie mogę przeprosić za coś, co w moim mniemaniu było tym, co powinno być zrobione – kontynuowałam, zachowując kontakt wzrokowy, by mógł widzieć moją szczerość. – Myśl pójścia z Aro przeszła mi przez głowę, kiedy zdałam sobie sprawę z beznadziejności sytuacji. Tego dnia byli złaknieni krwi, Jasper, ty i ja o tym wiemy. Mieliśmy tylko to szczęście, że towarzyszyły nam wilki, które piekielnie wystraszyły Caiusa.
Na twarzy mojego partnera pojawił się znaczący uśmieszek.
- A co do tego, co się wydarzyło po odejściu Volturi… musiałam się upewnić, że ona już nigdy nie będzie dla nas zagrożeniem – skończyłam, kompletnie poważniejąc na wspomnienie tamtej chwili.
*Wspomnienie*
- Masz dwa tygodnie na wytropienie i pozbycie się Marii – powiedział Aro. – Po tych dwóch tygodniach wyślę Demetriego i Felixa, by sprawdzili, czy umowa została dotrzymana. Jeżeli tak się nie stanie… powiedzmy, że spotkanie nie obędzie się bez ofiar.
Zwrócił się do najnowszego członka Volturi.
- Edwardzie, nie będziesz potrzebował żadnej z twoich rzeczy. Od razu idziesz z nami.
Wtedy, równie szybko jak przybyli, złudni Volturi zniknęli.
Wszyscy stali, zaszokowani, z niedowierzaniem gapiąc się na znajdujące się przed nami puste pole… no, prawie puste.
Moje oczy przeczesały polanę i namierzyły cel.
Dwie pary oczy złączyły się, a ja spięłam się w oczekiwaniu. Wtedy ona odwróciła się i zaczęła biec.
Z warkotem podniosłam u siebie pozostałą tarczę, która miała mnie ochronić przed wizjami Alice, i ruszyłam za ciemnowłosą wampirzycą.
Ta suka nie odejdzie stąd bez konsekwencji… i może odrobiny bólu.
Kiedy szybko nadrobiłam dystans i ją dogoniłam, Alice obróciła się akurat w idealnym momencie, bym mogła przyszpilić ją do ziemi. Chwyciłam jej ramiona i mocno popchnęłam w błoto, rozkoszując się strachem w jej oczach.
- Zjeżdżaj ze mnie – wrzasnęła, po czym zepchnęła mnie i stanęła na równe nogi.
- Coś nie tak? Już nie taka pewna bez swojej mocy? – drażniłam ją, kiedy wokół siebie krążyłyśmy.
Jej ciemne oczy były szerokie, kiedy gorączkowo próbowała zdobyć nade mną przewagę bez użycia talentu. Tak długo wspierała się swoimi wizjami podczas walk, że wątpiłam w jej umiejętność walki bez nich.
- I kto to mówi, Bello! – rzekła z cynizmem. – Zyskujesz tarczę i nagle wiesz, jak postępować? Już zawsze będziesz małym słabym człowiekiem, którego Edward wybrał z tego gównianego miasteczka. Nic, nawet trucizna mojego męża, tego nie zmieni.
Zawrzało we mnie. Wymanewrowałam na lewo, po czym wyskoczyłam i z półobrotu posłałam kopniaka prosto w jej klatkę piersiową. Alice potknęła się, a ja już na niej byłam. Od tyłu złapałam jej prawą rękę i boleśnie ją wygięłam, wywołując syk bólu u mojego wroga. Zanim uwięziłam jej drugą kończynę, zdołała rzucić się i drapnąć mnie w twarz.
Szarpnęłam ją i pochyliłam, moje usta przy jej uchu.
- Czy to tak przewidziałaś swoją przyszłość, siostro? – sarkastycznie zawarczałam, ignorując jej patetyczny jęk.
- To nie tak miało się stać – jęczała bezskładnie. – Moje wizje… to nie miało… wszystko twoja wina. Wszystko mi zabrałaś!
- Nic nie wzięłam. Straciłaś wszystko, kiedy zdecydowałaś się na zadanie ciosu w plecy swojemu klanowi.
- Ale Jasper był mo…
- Jasper jest moim partnerem – zimno jej przerwałam. – Próbowałaś nas rozdzielić, ale nie potrafiłaś. Twoje manipulacje tylko nas do siebie przybliżyły, a twoje desperackie próby rozdarcia nas poszły na marne.
- On cię po prostu zostawi. Nie jesteś dla niego wystarczająca – kłapnęła, próbując się uwolnić, przez co tylko mocniej wykrzywiła się z bólu.
- Mimo tego, o czym myślisz, to nie dotyczy tylko Jaspera – odparłam. – Byłyśmy siostrami, a ty zdradziłaś mnie w każdej możliwej okazji, prawda?
- Nic, na co nie zasłuży…
Zawyła w agonii, kiedy ja nagle szarpnęłam jej rękę, upuszczając oderwaną kończynę na ziemi.
- Żegnaj Alice. Szczerze chciałabym, żebyśmy były przyjaciółkami… gdybyś nie była taką kontrolującą suką.
- Bello czekaj…
I wtedy ucichła.
Szybko zebrałam gałęzie i liście, formując na ziemi stos.
Podszedł Benjamin i płomienie w mgnieniu oka zaczęły pochłaniać listowie. Nagle u mojego boku pojawił się Jasper, na co ja szybko odwróciłam wzrok w obawie o jego reakcję na widok palących się pozostałości jego ex-żony.
Patrzyłam się, niewzruszona, na hipnotyzujące płomienie pożerające coraz to nowe gałęzie, kompletnie ignorując uczucie wpatrywania się we mnie przez Jaspera.
Gęsty fioletowawy dym wypełnił pole, a Benjamin wycofał się, żeby dołączyć do pozostałych, którzy rozpoczęli drogę do domu.
Przekopałam się przez własne emocje i nie znalazłam smutku, tylko pustkę i poczucie straty. Mimo że Alice przez całą naszą znajomość nigdy nie była do mnie prawdziwa, w dalszym ciągu nauczyłam się ją kochać za bycia człowiekiem. Zanim poznałam jej prawdziwe intencje, była dla mnie kimś najbliższym określenia siostry.
A Jasper? Prawdopodobnie mnie teraz nienawidził… to znaczy wiedziałam, że Alice go zdradziła, ale pewnie nie chciał jej śmierci… a zwłaszcza z moich rąk. Wiem, że byłam jego partnerką, ale jakoś miałam uczucie, że go zawiodłam. Nie byłam perfekcyjnym, niewinnym człowiekiem, w którym się zakochał, a teraz miał tego dowód w formie rozczłonkowanego, palącego się ciała jego poprzedniej miłości.
- Bella, wszystko w porządku? – zapytał obiekt moich myśli, przerywając napiętą ciszę.
Więc znowu byłam Bellą… już nigdy więcej aniołem.
Wzruszyłam ramionami. Spięłam się, kiedy poczułam, że nadchodzi. W obawie przygryzłam wargę, przygotowując się na konwersację, której nie chciałam. Taką, podczas której zakończy sprawy i powie mi, że nie jestem tą samą osobą, w której się zakochał.
Partnerzy to nie to samo, co wpojenie dla wilków. Kiedy jeden z watahy przeżyje wpojenie, obydwie strony czują nieuchronne przyciąganie do siebie nawzajem. U wampirów partnerzy mają wybór, by dość łatwo opuścić drugą osobę, kiedy czują potrzebę, aby zakończyć związek, a znalezienie swojego partnera nie jest takie bezdyskusyjne jak znalezienie osoby wpojonej. Ironicznie, Jasper wytłumaczył mi to kilka dni temu. Wampir może latami wędrować i nigdy nie znaleźć swojej drugiej połowy. Jasper był z Alice pod wpływem fałszywego przekonania, że to ona była jego partnerką, po to tylko, by dowiedzieć się prawdy w momencie, kiedy mnie spotkał. Z drugiej strony Rosalie i Emmett byli jednymi z tych szczęśliwszych par. W porównaniu do innych partnerów, względnie szybko znaleźli siebie nawzajem.
- Wiem, że musiało to być dla ciebie niezwykle trudne – kontynuował, nie przejmując się tym, że dalej się do niego nie odwróciłam. – I przepraszam.
Z niedowierzaniem się obróciłam, emocja prawdopodobnie wyryta na mojej twarzy.
- Tobie jest przykro? Jasper, to mi jest przykro. Właśnie rozczłonkowałam twoją byłą żonę i na twoich oczach podpaliłam jej pozostałości. Powinieneś mnie nienawidzić.
Schowałam twarz w dłoniach, moje gardło zaciśnięte mimo braku łez.
I wtedy znalazłam się w jego ramionach. Złapałam jego koszulę i przycisnęłam głowę do klatki piersiowej, biorąc cały komfort, jaki mi chciał ofiarować. Jego ręce zacisnęły się wokół mojej klatki piersiowej i przyciągnęły mnie niemożliwie blisko.
- Jesteś moją partnerką. Będę zawsze przy tobie, nieważne od sytuacji.
- Ale…
- Nie. Po prostu mnie wysłuchaj – surowo mi przerwał. – Ani trochę nie dbam o Alice. Ona to przeszłość, a ja pierdolę to, nawet jeżeli zdecydujesz się zatańczyć wokół jej palącego się stosu. Jedyne, czego chcę, to ciebie. Jedyne, czego potrzebuję, to ty. Ale następnym razem, kiedy zdecydujesz bez potrzeby narazić się na niebezpieczeństwo, to przyrzekam, że tego pożałujesz.
Przygryzłam wargę i poddańczo opuściłam głowę, w mgnieniu oka wyczuwając obecność majora.
Jego dłoń uniosła moją głowę do góry i wtedy zamknęliśmy się w gorączkowym uścisku. Moje ręce przeczesały się przez jego włosy, podczas gdy jego dłonie zakradły się na moje biodra i przyciągnęły mnie bliżej. Jego usta przysunęły się do mojej szyi, a ja wygięłam plecy, opierając głowę o drzewo, do którego nagle zostałam przyparta. Z mojego gardła nieświadomie wydarł się jęk i poczułam przy szyi uśmieszek mojego partnera.
Nie tylko on miał szansę, aby w ten sposób się zabawić.
Żartobliwie warcząc, moja ręka skierowała się do jego paska, co, ku mojej ogromnej przyjemności, wywołało drgania pod wpływem wydobywającego się z klatki piersiowej warkotu Jaspera. Ta akcja wywołała u niego ekscytację i nagle na ziemi znalazła się moja podarta koszula, a moja blada skóra została wystawiona na chłodne powietrze.
Na widok drapieżnika w jego oczach zadrżałam. Poczułam w środku przyjemne ciepło.
- Kocham cię – nagle powiedziałam, wiedząc, że nie powstrzymam się ani chwili dłużej.
Na jego pięknej, pokrytej bliznami twarzy pojawił się szczery uśmiech, kiedy powtórzył sentyment.
- Ja ciebie też kocham, Aniele.
*Koniec wspomnienia*
Z myśli wytrącił mnie zapach pobliskiego stada saren, a w mojej buzi ukazały się pokaźne kły.
Szybko rzuciłam okiem na mojego partnera, lekko zawstydzona moją oczywistą reakcją nowonarodzonego, ale jego oczy skierowane były na moją buzię.
Skonsternowana, niepewnie się na niego patrzyłam, moje usta suche na widok ciemnego, zaborczego błysku w jego oczach.
Wyciągnął dłoń i delikatnie przeciągnął palcem po jednym z moich kłów, posyłając erotyczne mrowienie w dół mojego kręgosłupa.
Zamknęłam oczy i zadrżałam, nie będąc w stanie powstrzymać reakcji na jego czuły gest.
Otworzyłam moje ciemne oczy i zostałam złapana w jego pochłaniające spojrzenie akurat chwilę przed tym, jak musnął wargami moje usta. Nasze języki tańczyły razem, podczas gdy my byliśmy całkowicie pochłonięci uczuciem życia chwilą. Pozwoliliśmy na to, by nasze życia stały się monotonną rutyną słuchania rozkazów i zadowalania innych, ale tylko dzięki sobie nawzajem dowiedzieliśmy się, jak to jest żyć naprawdę.
Od autorki: KONIEC!
Od tłumaczki: Uff, to była długa podróż, ale mam nadzieję, że dałam radę :) Ogromnie Wam dziękuję za śledzenie aktualizacji i obserwowanie mojej walki z wyznaczonym sobie zadaniem! 10500 wyświetleń, w życiu bym się nie spodziewała ;) Cieszę się, że i Wam spodobała się ta niekanoniczna para :)
Co do moich kolejnych planów, to mam już na oku kolejną historię, pairing oczywiście Bella&Jasper, ale kiedy i czy zacznę ją publikować zależy od zgody autorki i od mojego wolnego czasu.
Co do historii „Moje Piękne Wybawienie", to istnieje sequel, pod adresem s/9073880/1/Into-The-Dark, jednak póki co nie biorę się za tłumaczenie, ponieważ jest nieskończony i nie wiem, czy w ogóle się to stanie, ponieważ z moich ostatnich obserwacji działań pisarskich autorki stwierdziłam, że oddaliła się już od tego serwisu… Oczywiście zapraszam do przeczytania tych paru rozdziałów w języku angielskim ;)
No to do „usłyszenia"! :)
