Harry rzucił pośpiesznie zaklęcia wykrywające, ale te nie wykryły nikogo po za nim i płaczącą Hermioną. Zrzucił z głowy kaptur i podszedł do przyjaciółki.

- Hermiona? Co się dzieje?

Hermiona podskoczyła przestraszona i spojrzała szybko na intruza. Gdy rozpoznała w wiszącej głowie swojego przyjaciela wstała z parapetu i rzuciła się mu na szyję. Harry złapał przyjaciółkę i objął ją delikatnie, głaszcząc po plecach.

- Cii. Co się stało? – Sypał spokojnie Harry, lecz Hermiona nie odpowiedziała mu płacząc w jego niewidzialną pierś. Poczuł jak drży i dotknął je policzka. – Jesteś lodowata. Choć tutaj.

Brunet rzucił zaklęcie rozgrzewające na swoją pelerynę i opatulił nią dziewczynę. Teraz jeśliby ktoś zjawił się nie tym korytarzu to ujrzałby dwie wiszące głowy, z czego z jednej wypływało morze łez. Po dłuższej chwili Hermiona uspokoiła się trochę jednak wciąż nie puszczała Harry'ego.

- Harry? – Zagadnęła cicho.

- Tak Hermiono?

- Czy mogę dzisiaj u ciebie spać? – Harry spiął się na to pytanie. Nie mógł jej na to pozwolić, jeśli chciał ją od siebie odsunąć, ale nie chciał też zostawiać jej w takim stanie na środku korytarza. W końcu pokiwał głową.

- Dobrze. Ale wyjaśnisz mi, o co chodzi?

- Tak. Ale nie tutaj. – Harry objął mocniej przyjaciółkę i teleportował się. Po minucie wylądowali w ciepłej sypialni. W kominku wesoło trzaskał ogień oświetlając wszystko chybotliwym światłem. Harry puścił przyjaciółkę i usadowił ją na łóżku. – Poczekaj. Przyniosę herbatę.

Harry wyszedł pośpiesznie do kuchni i wrócił po kilku minutach niosąc na tacy dzbanek z herbatą, dwa kubki i cukier. Nalał do kubków herbatę i jeden podał Hermionie. Dziewczyna przyjęła go z chętne i zaczęła grzać sobie na nim dłonie. Harry wyjął koc z kufra przy łóżku i zarzucił go na przyjaciółkę.

- Dziękuję. – Powiedziała i upiła łyk ciepłego płynu.

- Dlaczego płakałaś? – Spytał delikatnie Harry siadając przy niej.

- Będziesz się ze mnie śmiał. – Mruknęła rumieniąc się.

- Nie bój się, nie będę. – Obiecał Harry.

- Znowu pokłóciłam się z Ronem. – Powiedziała cicho Hermiona.

- Co ten idiota znowu zrobił? – Zapytał zmęczonym głosem Harry.

- Nie wiem dlaczego, ale przyszedł do Pokoju Wspólnego trochę podpity. Chciałam go odprowadzić do Dormitorium, ale on się na mnie rzucił i chciał mnie pocałować. Spoliczkowałam go a on mnie nazwał twoją dziwką. W-więc uciekłam i… - Hermiona znów się rozkleiła. Harry przygarnął ją do siebie przytulając mocno.

- Mam rzucić go na pożarcie przez akromantule? – Szepnął jej do ucha. – Wiesz, arachnofobia plus mięsożerne pająki równa się zawał serca.

Hermiona parsknęła śmiechem. Harry odsunął ją delikatnie od siebie i starł z twarzy łzy. Hermiona uśmiechnęła się lekko.

- Nie przejmuj się nim. Był wypity i tyle. On tak nie myśli. – Pocieszył ją Harry.

- Wiem, ale jednak… Nawet, jeśli był pijany i nie myślał trzeźwo to jednak skądś musiał wziąć tą myśl. Nie przyszła mu tak sobie.

- Nie myśl o tym. Jutro na Obronie postaram się być z nim w parze i skopię mu tyłek tak, że wszystkie głupie myśli zaraz mu wylecą z łba. – Hermiona roześmiała się i Harry również się uśmiechnął.

- A co ty tak właściwie robiłeś na korytarzu o tej porze? – Spytała po chwili dziewczyna.

- Wysyłałem list i właśnie wracałem do siebie. W sumie to dobrze, że wybrałem jednak spacer po zamku, a nie teleportację. – Odparł Harry.

- Tak. Dziękuję ci bardzo. A czy naprawdę mogę dzisiaj tutaj przenocować? Nie chcę wracać do Wieży.

- Oczywiście, że możesz. Niestety, ale nie mam jeszcze gotowych pokoi dla gości, więc będziesz musiała się przespać dzisiaj w moim łóżku. Ja pójdę na kanapę. – Uspokoił ją Harry wstając z łóżka.

- Nie. To ja pójdę na kanapę. W końcu to ja się wprosiłam. – Nie zgodziła się Hermiona również wstając.

- Nie wygłupiaj się. A teraz chodź. Pokarzę ci łazienkę. – Harry pociągnął ją za rękę w stronę tunelu.

Weszli w drugie drzwi na lewo prosto do obszernej łazienki. Na środku znajdował się basenik dwa razy większy niż ten w łazience prefektów, na prawo znajdował się nieobudowany prysznic a na lewo długa umywalka. Naprzeciwko drzwi znajdował się niewielki piec. Harry rzucił szybkie zaklęcie podpalające i ogień zajął drewno w piecu, który zaczął produkować kłęby białej ciepłej pary.

- Korzystaj, z czego tylko chcesz. Po prawej w kamiennej niszy są czyste ręczniki. Niestety nie mam damskiej garderoby, ale wysłałem Stworka by czegoś poszukał. – Celowo przemilczał to, że Stworek był teraz na drugim końcu świata szukając jakieś ciepłej piżamy dla Hermiony. Znając ją i jej zapał do wyzwalania skrzatów zaraz by się na niego obraziła za wysługiwanie się skrzatem o tak późnej porze. – Jak tylko wróci to przyniesie ci tutaj ubranie.

- Dziękuję bardzo. Nawet nie wiedziałam, że masz tutaj takie luksusy. – Powiedziała Hermiona.

- Salazarowi można zarzucić, że był okrutny i w ogóle, ale był też bardzo wygodny. Gdybyś widziała, jakiej wielkości jest jego garderoba. – Hermiona uśmiechnęła się i weszła do pomieszczenia. Harry zamknął za nią drzwi i wrócił do sypialni. Dorzucił drwa do kominka i rzucił kilka zaklęć by same się dodawały co jakiś czas. Kiedy skończył aportował się przed nim Stworek z papierową torbą w ręce.

- Wybacz Stworku, że tak późno kazałem ci szukać piżamy, ale… - Zaczął Harry widząc zmęczoną twarz stworzenia. Skrzat jednak pokręcił głową i podał Harry'emu torbę.

- Nic się nie stało, paniczu. Stworek cieszy się, że może służyć. I ma nadzieję, że kolor się spodoba pannie Granger. – Harry wyjął z torby poskładany materiał w kolorze błękitu. Rozłożył go i jego oczom ukazała się z pozoru cienka piżama z rękawem odrobinę za łokieć i spodniami trzy-czwarte. Jednak Harry znał dobrze ten materiał, ponieważ miał z niego jego ulubioną koszulę. Wydawała się cienka i przewiewna a tak naprawdę była idealna na chłodniejsze dni. Pokiwał głową zadowolony i oderwał metkę. W torbie znalazł jeszcze ciepłe pantofle i szlafrok pod kolor piżamy.

- Jest idealna. Możesz ją zanieść do łazienki? Tylko nie podglądaj. – Harry oddał skrzatowi ubranie kiwając groźnie palcem. Skrzat ukłonił się i wyszedł.

Harry w tym czasie wyjął z kufra dwa koce i zaniósł je do salonu. Rozłożył je na sofie i usiadł na niej wygodnie. Przywołał sobie kieliszek i wino i nalał sobie trochę. Był zmęczony jednak wiedział, że dzisiaj tak łatwo nie zaśnie. Musiał poważnie przemyśleć wszystko, czego się dzisiaj dowiedział. Jedno, czego był pewien to to, że nie pozwoli tak łatwo sobą manipulować. W szczególności teraz, gdy wiedział, kogo ma się wystrzegać. Upił łyk wina i uśmiechnął się lekko czując jego słodki smak na języku. Nie odpuści tego starcowi. Nie pozwoli mu decydować za niego. Ale musiał przyznać dyrektorowi rację w jednej sprawie. Musi odsunąć Hermionę od siebie inaczej prędzej czy później narazi ją na jakieś niebezpieczeństwo.

- Harry? Wszystko w porządku. – Hermiona weszła niepewnie do salonu widząc srogi wyraz twarzy przyjaciela. Harry od razu przybrał łagodniejszą minę i wstał z sofy odstawiając kieliszek.

- Jasne. Zamyśliłem się. – Spojrzał na przebraną przyjaciółkę i uśmiechnął się lekko. – I jak? Pasuje?

- Tak. Choć nie wiem skąd Stworek znał mój rozmiar. – Harry udał równie zdziwionego. Nie mógł przecież powiedzieć, że znał jej rozmiar, ponieważ w zeszłym tygodniu włamał się do jej Dormitorium, kiedy spała.

- Skrzaty mają swoje sposoby. – Odpowiedział tylko. Hermiona kiwnęła głową najwyraźniej zadowolona tą odpowiedzią.

- Tak. Może lepiej się zamienimy? Nie czuję się zbyt dobrze z tym, że wyrzuciłam cię tak znienacka z łóżka. Na pewno jesteś zmęczony. Nie wyglądasz najlepiej. – Powiedziała dziewczyna podchodząc bliżej do przyjaciela.

- Nie bardziej zmęczony niż ty. Powinnaś się już położyć. Już prawie pierwsza a jutro są lekcje. – Odparł Harry prowadząc dziewczynę do sypialni.

- A właśnie. Dzisiaj wieczorem pojawiło się ogłoszenie, że poranne lekcje są odwołane. Podobno nauczyciele mają jakieś nadzwyczajne spotkanie z kimś z ministerstwa. W każdym razie nie mamy dwóch pierwszych godzin. – Harry wziął od Hermiony szlafrok i zawiesił go na krześle myśląc w milczeniu. Jeśli mają nadzwyczajne spotkanie to znaczy, że chodzi o Toma. Może chcą jakoś zaangażować ministerstwo w to wszystko? Ale czy Dumbledore nie wie, że Tom przejął już władzę nad sporą częścią ministerstwa?

- To nawet dobrze. Możemy pospać dłużej. – Rzekł po chwili Harry.

- Tak. O której jest śniadanie?

- O której zechcesz. Stworek obudzi cię godzinę przed lekcjami. Jeśli mnie jeszcze nie będzie to nie czekaj na mnie. – Hermiona ułożyła się w łóżku a Harry zgasił światło.

- Gdzieś się wybierasz? – spytała zaskoczona dziewczyna.

- Pobiegać trochę. A skoro jutro zaczynamy później to nie musze się zrywać o piątej.

- Nie możesz sobie jutro odpuścić? Też musisz odpocząć. Nie jesteś maszyną. – Poprosiła Hermiona siadając w łóżku. Harry uśmiechnął się ciepło i pokiwał głową.

- Skoro nauczyciele odpuścili nam jutro dwie godziny to ja chyba też mogę sobie trochę odpuścić. – Hermiona odwzajemniła uśmiech i położyła się z powrotem.

- Dobranoc. – Pożegnał się Harry wychodząc z sypialni.

- Dobranoc Harry. I jeszcze raz dziękuję. – Odpowiedziała Hermiona.

Harry wyszedł z sypialni zamykając za sobą drzwi. Nie czuł się najlepiej z tym, że pozwolił Hermionie spać u siebie, ale nie mógł jej kazać wrócić w takim stanie do Pokoju Wspólnego. Pewnie natknęłaby się tam na Rona i mogłaby z tego wyjść niemały kłopot. Ale teraz… Teraz było już na tyle późno, że Ron na pewno już spał. Wystarczyłoby tylko przenieść Hermionę do Dormitorium i dyrektor nie zorientowałby się, że była dzisiaj u niego. No tak. Pozostawał jeszcze tylko problem z jej wspomnieniami. Choć mógł je po prostu zmodyfikować. Tak, to będzie najlepsze wyjście z tej sytuacji.

Brunet wyszedł z łazienki rzucając pośpiesznie na siebie zaklęcia wyciszające. Wszedł najpierw do pracowni i wziął z szafki Eliksir Słodkiego Snu oraz kilka pustych fiolek. Wrócił do sypialni i podszedł do łóżka, w którym spała jego najlepsza przyjaciółka. Ostrożnie rozchylił jej usta i powoli wlał odpowiednią dawkę eliksiru. Dziewczyna poruszyła się nagle, gdy po brodzie spłynęła jej kropla płynu. Otworzyła oczy i spojrzała nieprzytomnym wzrokiem na Harry'ego.

- 'Arry? Co się dzieję? – Spytała ziewając. Spojrzała na buteleczkę w ręce bruneta i oprzytomniała nagle. – Co to jest?

- Hermiono, przepraszam. – Powiedział smutno Harry przytrzymując ją delikatnie w łóżku.

- Co to jest za eliksir?

- Słodkiego Snu. Przepraszam. – Hermiona otworzyła szeroko oczy pojmując nagle, co Harry miał zamiar zrobić.

- Ty chyba nie…?

- Wybacz. – Hermiona zaczęła walczyć z nagłą sennością jednak po chwili już spała. Harry podał jej resztkę dawki i odłożył na wpół zużyty eliksir na szafkę. Wziął z niej pustą fiolkę i odkorkował ją ostrożnie. Wyjął z pokrowca swoją różdżkę i przyłożył ją do skroni przyjaciółki. Użył legilimencji i już po chwili był w jej umyśle.

Znalazł się w jasnej przestrzeni, w której większość wspomnień i wiedzy była poukładana w jakiś system, który tylko właścicielka znała. Hermiona musiała na bieżącą układać wszystkie swoje doświadczenia, dzięki czemu nigdy nic nie zapominała. Harry pomyślał o ostatnich godzinach i zaraz przyleciały do niego odpowiednie wspomnienia. Wypchnął je wszystkie z głowy dziewczyny i za pomocą różdżki włożył do fiolki. Zakorkował ją i odstawił bezpiecznie na stolik. Wziął głębszy oddech i zanurkował ponownie w umysł przyjaciółki.

Zaczął tworzył pomału nowe wspomnienia by zastąpić te usunięte. Nie chciał zostawiać pustki w głowie, bo Hermiona zaraz by się czegoś domyśliła. Wymyślił więc, że kiedy ją odnalazł odmówił jej prośbie i teleportował się nie chcąc z nią w ogóle rozmawiać. Po tym spotkaniu Hermiona wróciła do Pokoju Wspólnego i poszła prosto do swojego Dormitorium. Kiedy skończył już kształtować te wspomnienia natknął się na wspomnienie, kiedy zaprowadził przyjaciół do komnat Salazara. Chciał je zostawić w spokoju, gdy coś go tknęło. A gdyby tak te wspomnienia też usunąć? Ale nie zastępować ich tylko pozostawić pustą plamę. Hermiona byłaby na niego wściekła i mogłoby to trochę osłabić ich przyjaźń. A w dodatku Dumbledore miałby kolejne zmartwienie na głowie. Tak, to mogłoby być dobre. Usunął szybko to wspomnienie i włożył je do fiolki. Usunął też wszystkie te, w których Hermiona rozmyślała nad tym lub rozmawiała z kimś. Teraz nie będzie mieć żadnych śladów gdzie przebywał a w dodatku będzie wściekła, że grzebał w jej głowie. Wyszedł z jej umysłu i spojrzał na fiolki. Będzie musiał je jakoś dobrze zabezpieczyć by nic im się nie stało. Teraz jednak musiał zanieść Hermionę do jej Dormitorium. Schował Eliksir Słodkiego Snu i puste fiolki do kieszeni, po czym wziął Hermionę ostrożnie na ręce i teleportował się do Pokoju Wspólnego.

Aportował się przy kominku. Rozejrzał się pośpiesznie jednak nikogo nie zauważył. Również najbliższe źródło magii wyczuwał w Dormitorium nad nimi. Podszedł do schodów prowadzących do dormitorium dziewcząt i postawił stopę na pierwszym stopniu jednak te zaraz zmieniły się w równię pochyłą. Harry oparł się o ścianę przy schodach i przymknął oczy sprawdzając zabezpieczenia Dormitorium. Oprócz tego jednego zaklęcia znalazł jeszcze barierę przy drzwiach i alarm, który budził Opiekuna Domu. Wyłączył alarm i dezaktywował tarczę oraz przywrócił schody. Wszedł ostrożnie po nich i otworzył po cichu drzwi. Wszedł do środka i znalazł jedyne wolne łóżko. Rzucił pośpiesznie zaklęcia wyciszające i odwracające uwagę od nich, po czym na palcach podszedł do łóżka. Ostrożnie położył na nim przyjaciółkę i przykrył ją dokładnie kołdrą. Odgarnął jej delikatnie włosy z oczu i pogłaskał po policzku.

- To dla twojego dobra. – Wyszeptał i wyszedł z Dormitorium.

Zszedł po schodach i udał się do swojego Dormitorium. Gdy wszedł do środka pierwszym, na co spojrzał było jego łóżko. Idealnie zaścielone jednak nie wyglądało na nieużywane. Podszedł do niego i położył dłoń na poduszce szukając jakiś śladów magii. Jedynymi, jakie znalazł były te należące do niego, McGonagall, Dumbledore i jeszcze kogoś. Dopiero po chwili rozpoznał w nich ślad Hermiony. Uśmiechnął się mimo woli na to odkrycie, lecz zaraz sobie przypomniał, że już więcej tego śladu nie znajdzie na swojej poduszce. Stłumił westchnienie i podszedł do łóżka Rona. Odsłonił delikatnie jego zasłony i podał mu niewielką dawkę Słodkiego Snu by się nie obudził póki nie usunie wszystkich wspomnień. Gdy wszystkie wspomnienia znajdowały się już bezpiecznie w fiolkach przejrzał jeszcze te, w których Dumbledore wciąga Rona i Ginny do tego wszystkiego. Jak się okazało uczynił to zaraz po akcji z Śmierciożercą. Ginny złowił na to, że to dla większego dobra jednak Ron zgodził się tylko dlatego, że zakochał się w Hermionie i był zwyczajnie zazdrosny o to, że ta bardziej zajmowała się Harry'm niż nim.

- Ty tępy dupku. – Mruknął Harry wychodząc z umysłu rudzielca. Teraz wystarczyło już tylko czekać na reakcję dyrektora i pozostałych.

Następnego dnia Harry niechętnie wstał z miękkiego łóżka. Niewiele spał tej nocy i to nie tylko z powodu nocnej eskapady po wspomnienia, ale także z powodu horkruksów. Wszystkie trzy wpełzły w nocy do jego umysłu i połączyły się w jedną postać – Toma w dniu śmierci rodziców Harry'ego. Dyskutowali przez cały czas o tym, czy czarodzieje przyjmowani do szkoły powinni być przydzielani do domów na podstawie ich potencjału magicznego – jak na początku myślał Tom – czy zostawić taki system, jaki jest obecnie. Harry nie był zbyt przekonany, co do tego pomysłu jednak musiał przyznać, że argumenty Toma były słuszne. Nie zdążyli rozwiązać do końca trapiącego ich problemu, ponieważ głowa Harry'ego postanowiła zbuntować się przeciwko tym nocnym dysputom. Skończył, więc skulony w łóżku przyciskając chłodne dłonie do czoła. Gdy ból już trochę ustąpił brunet wypił resztkę Słodkiego Snu jednak dawki starczyło tylko na dwie godziny. Tak więc wstał o szóstej wciąż czując pulsowanie w skroniach. Poszedł do łazienki i napuścił wody do baseniku. Z ulgą wszedł do gorącej wody i położył się w niej unosząc się spokojnie. Ból zaczął powoli ustępować pozwalając w końcu jasno myśleć.

- Muszę iść do Wielkiej Sali. – Mruknął do siebie. Chciał zobaczyć reakcję Rona i Hermiony na brak wspomnień a po za tym powinien dzisiaj otrzymać odpowiedź. Zamknął oczy, gdy poczuł przeszywający ból blizny. Na skraju świadomości wyczuł horkruksy i wpuścił je do środka pozwalając się połączyć w jedno.

- Odpocząłeś już, Złoty Chłopcze? Chciałbym jeszcze z tobą porozmawiać. – Powiedział Tom siadając w jednym z foteli, które wyobraził sobie.

- Przez ciebie musiałem zażyć Eliksir Słodkiego Snu a teraz znów zaczyna mnie boleć głowa. – Odparł Harry jednak usiadł w fotelu.

- Och, doprawdy? A jeśli zacznie cię boleć głowa w czasie spotkania ze mną to co zrobisz? Przeprosisz grzecznie i pójdziesz spać? – Drażnił go Tom. Harry przeczesał ręką włosy zastanawiając się, czy nie odesłać Toma od razu do pierścienia.

- Obiecałem ci przecież, że będziemy rozmawiać tak częsta jak tylko się da. Ale to ja muszę wyznaczać ten czas a nie ty. – Odparł spokojnie Harry. Tom uśmiechnął się lekko pod kapturem. Wstał powoli z fotela, podszedł do Harry'ego i nachylił się nad nim nisko opierając się dłońmi o podłokietniki.

- To ja będę wybierał, kiedy porozmawiamy inaczej uaktywnię z powrotem wszystkie zaklęcia ochronne i twój misterny plan upadnie. – Harry zmrużył oczy, ale wiedział, że Tom miał rację. Nie mógł powstrzymać Toma, bo ten zaraz usmażyłby mu rękę czy coś a zostawienie pierścienia gdziekolwiek mogło się skończyć tylko próbą opętania pierwszej lepszej osoby. Musiał go nosić cały czas przy sobie, ale nie mógł nic poradzić na wdzierającego się Toma. Wyższy brunet uśmiechnął się ponownie i cofnął się trochę. – Do zobaczenia na drugiej lekcji.

Harry otworzył oczy i jęknął z bólu. Dopłynął po brzegu i wyszedł z baseniku wycierając się miękkim ręcznikiem. W wnęce znalazł czysty mundurek i ubrał się powoli. Gdy skończył spakował swoją torbę i udał się jednym z przejść na pierwsze piętro.

Wszedł do Wielkiej Sali i udał się wprost do stolika Gryfonów. Nie spojrzał nawet na stół nauczycielki bojąc się, że jeśli zobaczy Dumbledore'a to nie wytrzyma nerwowo i go zaatakuje. Usiadł na swoim starym miejscu i nalał sobie kawy. Jeszcze nie było ani Rona ani Hermiony jednak nie wątpił, że zjawią się na śniadaniu. Wziął z pobliskiego półmiska grzankę i ugryzł ją starając się jedną ręką wyciągnąć z torby książkę. Otworzył ją na rozdziale, na którym ostatnio skończył i zagłębił się w lekturę. Piętnaście minut później do Wielkiej Sali weszła Hermiona a tuż za nią szedł Ron przepraszając ją raz za razem. Hermiona usiadła naprzeciwko Harry'ego a Ron tuż obok niej.

- No proszę Miona. Byłem pijany i nie myślałem trze…

- Właśnie o to chodzi, Ron. Nie myślisz. Gdy zaczniesz używać swojej mózgownicy to porozmawiamy. – Powiedziała ostro Hermiona nakładając sobie śniadanie. Ron zrobił szczenięce oczka jednak dziewczyna nie zwróciła w ogóle na niego uwagi. Spojrzała znad kanapki na pogrążonego w lekturze Harry'ego jednak nie odezwała się.

- Co ty tutaj robisz, Potter? Myślałem, że dalej siedzisz w tej swojej… - Ron również zmarszczył brwi starając sobie przypomnieć gdzie Harry teraz mieszkał jednak bezskutecznie. – W swojej…

- Jak sobie przypomnisz gdzie mieszkam to daj mi znać. – Odparł spokojnie Harry przewracając stronę.

- Ron, nie tak głośno. Chcesz żeby wszyscy się dowiedzieli, że Harry mieszka w… -Dziewczyna również zmarszczyła brwi nie mogąc sobie przypomnieć nazwy tego miejsca. – Nie pamiętam, gdzie teraz mieszkasz. A jestem pewna, że pokazywałeś nam to miejsce.

- Coś wam chyba dzisiaj pamięć szwankuje. – Odpowiedział Harry.

Dolał sobie jeszcze kawy zaczął ją powoli sączyć udając, że czyta. Tak naprawdę bacznie obserwował dwójkę Gryfonów naprzeciwko czekając, aż Hermiona domyśli się, że to wszystko jego sprawka. Jednak zanim to nastąpiło przez otwarte okno wdarł się skrzek sów i już po chwili do Wielkiej Sali wleciały chmary kolorowych ptaszysk. Latały nad głowami uczniów szukając właścicieli przesyłek, które dzielnie niosły. Harry spojrzał do góry szukając Hedwigi jednak bezskutecznie. Zamiast tego zauważył szaro-białego jastrzębia siedzącego w oknie i wypatrującego odpowiedniej osoby. Brunet rozejrzał się po sali mając nadzieję, że nikt nie zauważył jeszcze ptaszyska jednak spora część uczniów już wytykała go palcami. Nagle ptak spojrzał wprost na Harry'ego i przekrzywił głowę jakby się zastanawiał, czy to aby na pewno odpowiednia osoba. W końcu odbił się i rozłożył skrzydła zmierzając wprost na bruneta. Harry wstał z ławki i ptak przeleciał tuż obok jego głowy rozcinając pazurem policzek chłopaka. Upuścił list na ławę i usiadł na stole zabierając się za niedojedzoną grzankę Harry'ego.

- Głupie ptaszysko. Twój pan już raz dostał moją krew. Mało mu jeszcze? – Warknął do ptaka przykładając dłoń do rany. Jastrząb wrzasnął ostrzegawczo rozkładając skrzydła. – Już dobrze. Nie wariuj.

Harry spojrzał na list i rzucił na niego zaklęcia wykrywające jednak jedyne zabezpieczenie, jakie znajdowało się na niej było ulokowane w pieczęci. Spojrzał na nią i ujrzał pieczęć Slytherina. Spróbował ją przełamać jednak pieczęć była zbyt mocna. Zbadał jeszcze raz zaklęcie i zrozumiał, że potrzebował potwierdzić swoją tożsamość krwią.

- To dlatego mi rozorałeś policzek? Nie mogłeś po prostu dziobnąć w palec? – Ptak uniósł swój łeb patrząc groźnie na Harry'ego. – No dobra. Dzięki za pomoc.

Ptak kiwnął głową i wrócił do grzanki. Harry dotknął laku zakrwawionym palcem i pieczęć złamała się sama. Już chciał otworzyć list, gdy dotarła do niego jedna dziwna rzecz. Cała sala milczała włącznie z sowami. Uniósł głowę i rozejrzał się dookoła. Wszyscy wlepiali w niego oczy zszokowani. Spojrzał ukradkiem na stół nauczycielki i zobaczył Dumbledore, który zamarł w czasie wstawania z krzesła.

- Wiesz co, gołąbku? Chyba obejrzę sobie tę liścik u siebie. – Dumbledore zareagował od razu. Szybko okrążył stół i skierował się w stronę Harry'ego. Nagle jastrząb poderwał się ze stołu i poszybował w stronę dyrektora wyjąc przeciągle. Starzec wyjął różdżkę i rzucił szybkie zaklęcie w ptaka jednak Harry był szybszy i wyczarował między nimi tarczę. – Nie radzę dyrektorze.

- Do mojego gabinetu. Natychmiast.- Powiedział ostro dyrektor wciąż mierząc w ptaka. Ten jednak zawył ponownie nie zgadzając się.

- Nie wydaje mi się. Jednak pozwolę zaspokoić panu ciekawość i oddam później list do przeczytania. – Powiedział chłodno Harry. Jastrząb usiadł na ramieniu bruneta przebijając pazurami materiał i wbijając je w skórę bruneta. – Jak mnie obsrasz to cię wypatroszę. – Mruknął do niego jednak ptak otarł swoją głową ucho Harry'ego uspokajając go.

- Nie. Proszę mi oddać tę list. Należy go najpierw sprawdzić pod kątem wszelkich klątw zanim ktokolwiek będzie mógł go otworzyć. – Odpowiedział dyrektor przybliżając się powoli do nich. Ptak rozłożył ostrzegawczo skrzydła i starzec stanął w miejscu.

- Rozumiem, że martwi się pan o moje bezpieczeństwo, ale już sprawdziłem dokładnie list i jedyne zaklęcie znajdowało się na laku. – Przez twarz dyrektora przemknęło zaskoczenie jednak zaraz znikło. Wyciągnął wolną dłoń do niego uśmiechając się ciepło.

- Harry, mój chłopcze. Nie wiesz, co znajduje się w tym liście ani od kogo on jest. Komuś może stać się krzywda. – Powiedział przyjacielsko mężczyzna.

- Próbuje mnie pan nastraszyć? Nie spodziewałem się aż tak otwartego działania z pańskiej strony, dyrektorze. Przecież bardzo dobrze pan wie, od kogo jest ten list, więc nie ma sensu grozić mi.

- Tym bardziej nie powinien pan dotykać tego listu. Lord Voldemort jest nieprzewidywalny. – Rzekł Dumbledore. Wszyscy w sali drgnęli na imię Toma a co poniektórzy wydali stłumione piski.

- O to proszę się nie martwić. W tym akurat przypadku Tom jest bardzo przewidywalny. – Odparł Harry i zabrał się za list. Otworzył delikatnie kopertę i wyciągnął z niej krótki liścik. Sprawdził go jeszcze raz pod kątem jakichkolwiek zaklęć jednak nic nie znalazł. Wziął głębszy oddech i zaczął czytać:

Harry Potter'rze,

Twoja propozycja jest interesująca na tyle, że postanowiłem zawierzyć Twoim słowom i spotkać się w bardziej pokojowy sposób. Mam tylko nadzieję, że nasze spotkanie nie zostanie zakłócone przez żadne niepożądane działania ze strony Zakonu czy Aurorów.

Dziedzic Slytherina
Lord Voldemort

Harry poczuł na plecach dreszcze uświadamiając sobie, jak jego propozycja została przyjęta. Odłożył kopertę na bok i przeczytał jeszcze raz liścik jednak sens wciąż pozostawał ten sam. Tom zrozumiał, że Harry proponował mu swoją pomoc i był tym szczerze zainteresowany skoro rezygnował z zabicia go. Stłumił westchnienie i posłał list w kierunku dyrektora. Mężczyzna złapał go i przeczytał pośpiesznie. Wraz z każdym kolejnym słowem iskierki w jego oczach gasły a na twarz występował powoli grymas wściekłości.

- Tak jak obiecałem, list jest pana. A teraz przepraszam, ale chciałbym się jeszcze pouczyć przed lekcjami. – Harry przywołał ze stołu kawałek szynki i podał go jastrzębiowi. – Masz, smacznego. A teraz leć do swojego pana.

Jastrząb wbił mocniej pazury i poderwał się do loty z przeciągłym wyciem. Wyleciał przez okno zostawiając całą szkołę w osłupieniu. Harry odwrócił się od dyrektora, wziął swoją torbę i książkę i wyszedł spokojnie z Wielkiej Sali. Tuż za drzwiami teleportował się nie zważając na nagły wybuch rozmów za jego plecami.

Aportował się w swojej sypialni i od razu rzucił się na swoje łóżko. Miał ochotę się zakopać w pościeli i nie wychodzić z niej przez następnych kilka dni, ale wiedział, że te dwie najbliższe godziny powinien spędzić na treningu. Ostatnio wyczytał, że tarcza, którą się otaczał nie musiała być w formie bańki, ale mogła być cienką warstwą przylegającą do jego ciała. W ten sposób zużywał mniej energii a tarcza szybciej mogła się wzmacniać punktowo. Postanowił to przetestować jeszcze przed jutrzejszym spotkaniem z Tomem. Na początku chciał zaproponować piątek, ale wiedział, że do tego czasu dyrektor na pewno coś wymyśli. A tak, nie ważne jakby się starał nie uda mu się nic skombinować na jutro w szczególności, że Tom wiedział, że Dumbledore przeczyta ten list, więc nie zamieścił w nim żadnej informacji, która miałaby jakiekolwiek znaczenie bez znajomości listu Harry'ego. Tak więc Harry wstał niechętnie z łóżka, przebrał się i udał do sali treningowej.