Severus milczał, wpatrując się w Lily z niedowierzaniem. Kobieta zawsze go zaskakiwała. Harry nie znał jej dobrze. Nie znał jej wcale, jeśli być dokładnym. Severus jednak przyjaźnił się z nią przez lata i chociaż w postaci zjawy rysy jej twarzy nie były tak dobrze widoczne, jednak dostrzegł zarówno szok jak i lekkie wahanie. Nie było tam złości, ale ona mogła przyjść później, gdy reperkusje uderzą w nią z całej siły.
Lily jednak jak zawsze zaskoczyła go swoim spokojem i logicznym podejściem do wszystkiego. Ona jako jedna z nielicznych potrafiła zdroworozsądkowo odnieść się nawet do najbardziej stresujących sytuacji.
Jednak zadawać mu takie pytania?
- Wahasz się – stwierdziła z wyraźnym rozbawieniem. – Zawsze się wahałeś, gdy wchodziły w grę uczucia i nigdy nie wiedziałam czy jest to związane z tym, że chcesz chronić siebie czy innych. Życie, Severusie, jest naprawdę proste i kompletnie zależne od naszych wyborów.
- To chyba akurat świadczy o jego złożoności – prychnął, nie mogąc się powstrzymać.
Spojrzała na niego, uśmiechając się wciąż lekko.
- Wiedziałam zawsze co wybieram – poinformowała go. – Ty wiesz jakie są konsekwencje twoich własnych wyborów. Znasz już jedną z tajemnic. A powinieneś mnie posłuchać, ponieważ jestem martwa, a to oznaczałoby, że posiadłam wiedzę, której żywi nie mają – dodała i to brzmiało jak jeden z tych jej okropnych żartów, które zaczęła opowiadać zaraz po tym jak spotkali się po raz pierwszy.
Niecałe dwa miesiące po jej śmierci, sprowadził ją do swojego domu, aby opowiedzieć jej o dziecku. Zasługiwała na to, aby wiedzieć, że Harry był cały i zdrowy. Co roku zdawał jej relacje z tego jak chłopiec się rozwijał, chociaż starał się jak mógł nie wychylać. Nie wspominał jej też, że Petunia nigdy nie była zbyt przyjazna dla młodego czarodzieja. Nigdy nie wszedł do domu, ale nie wydawało mu się to konieczne. Teraz, kiedy patrzył na wszystko z perspektywy czasu – zachowanie chłopaka stanowiło niepokojąca poszlakę.
- Jaką inną tajemnicę mi zdradzisz? – spytał, starając się nie brzmieć na zirytowanego.
To była jedna z gier, w którą grali od lat. Traktowała go jak małolata odbierając mu argumenty. Jednak Lily nigdy nie robiła tego bez przyczyny.
- Miłość to nie wszystko – powiedziała zaskakując go kompletnie. – Jeśli pragniesz cudzego szczęścia to więcej niż miłość. James mnie kochał, ale nie chciał, abym była szczęśliwa tutaj – wyjaśniła, wzruszając ramionami. – Miłość może przyjść z czasem, ale jeśli nie pragniesz szczęścia drugiej osoby, tak naprawdę nie jest wiele warta. To uczucie jak każde inne. Może przygasnąć, może zamienić się w coś destruktywnego – ciągnęła. – Zatem powinnam zapytać czy chcesz, aby moje dziecko było szczęśliwe, Severusie – stwierdziła z uśmiechem. – Ale nie zrobię tego, ponieważ po tym co opowiedział mi Harry, już wiem. Syriusz Black w twoim domu? – spytała retorycznie.
Poczuł nagłą suchość w gardle i chociaż bardzo chciał jej zaprzeczyć, nie potrafił.
- Niech cię diabli – warknął zirytowany.
Lily zaśmiała się jak zawsze, kompletnie ignorując jego nagły wybuch. Była mistrzynią w odgadywaniu jego emocji i powodu złości. Pewnie dlatego jako jedyna brała go tak rzadko na poważnie.
- Mój syn twierdzi, że jesteś zabawny, wiedziałeś o tym? – spytała ciekawie.
Jak zawsze nie czekała na odpowiedź.
- Ilu znasz ludzi, których potrafisz rozbawić? Ilu rozumie cię na tyle dobrze? Ilu potrafi wyłapać te niuanse? – pytała wcale nie poruszona tym, że spogląda na nią z niedowierzaniem. – Harry…
- Nie znasz swojego syna. Widzisz go po raz pierwszy. Nie możesz mówić o nim jakbyś go znała – warknął i niemal od razu tego pożałował, gdy kobieta spojrzała na niego ostro.
- A ty go znasz? – spytała szorstko, przysuwając się do niego bliżej.
- Tak – odparł z pewnością w głosie.
Zaśmiała się odchylając głowę lekko do tyłu jak zawsze to czyniła, gdy wygrywała starcia, których on nie rozumiał albo nie dostrzegał. Jej małe i większe triumfy przeważnie jednak oznaczały dla niego kłopoty jak wtedy, gdy przekonała Kamalię do obcięcia jego włosów, a nawet jakimś cudem uzyskała jego zgodę, gdy nieświadomie przytakiwał jej znad dokumentów, które czytał.
- Niedługo będzie świtać – stwierdził krótko.
Spojrzała na niego spokojnie, jakby nie oczekiwała niczego innego.
- Za rok, kiedy będziecie tutaj stać obaj z Harrym, przypomnę ci tę rozmowę – obiecała.
- Nie wiedziałem, że obłąkanie jest możliwe w Avalonie – odparł, ale nie wyszło to tak zdecydowanie jak chciał, więc wyszedł pospiesznie.
Harry nie spał wbrew temu co sądził. Chłopak wyglądał na poważnie zmęczonego, ale zapewne trzymał się w pogotowiu na wypadek, gdyby słońce miało wcześniej wstać. Zerwał się na równe nogi na jego widok i Severus zrobił głębszy wdech nagle przypominając sobie o ich niezdarnym pocałunku. Lily mogła sugerować wiele, ale tak naprawdę nie znała Harry'ego. Nie pamiętała też jak to było mieć szesnaście lat. Chłopak był zbyt młody, żeby podejmować samodzielne decyzje czy odróżniać uczucia od pociągnięć magii, która po prostu chciała być jak najbliżej swojej drugiej połówki.
- Mamy kilkanaście minut – poinformował go, gdy przemykali przez korytarz.
- Nie możesz sprawić, żeby ta noc trwała wiecznie? – spytał Gryfon niepewnie.
- Nie jestem bogiem – stwierdził Severus, wpatrując się w niego z niedowierzaniem.
W życiu nie spodziewał się, że Harry wpadnie na tak kuriozalną myśl.
- Myślisz, że jak wielką mam moc? – spytał niemal od razu, gdy wchodzili ponownie do pokoju.
- Widziałem jak sprowadzasz martwych przez most, czego się spodziewałeś? – Otrzymał w zamian.
Lily zaśmiała się lekko. Nie dziwił się Harry'emu. Może sam miałby problem z przyswojeniem faktów, gdyby widział to po raz pierwszy, ale dla niego stanowiło to tradycję. Jedyne wspomnienia z czasów, gdy jego rodzice jeszcze żyli.
W pomieszczeniu robiło się coraz jaśniej i Lily zaczęła przysuwać się coraz bliżej nich. Harry wyciągnął dłoń w jej stronę, ale cofnął ją momentalnie, zapewne zatem byli już dawno po pierwszym kontakcie. Chłód Avalonu potrafił zmrozić nawet najmężniejsze serca.
Harry stał jak sparaliżowany najwyraźniej nie wiedząc jak rozmawiać z matką.
- Zobaczycie się za rok – obiecał, chociaż miał tego tak bardzo nie robić.
Lily uśmiechnęła się w jego stronę, jakby nie spodziewała się niczego innego.
- Dbajcie o siebie nawzajem – powiedział wraz z pierwszym promieniem słońca.
ooo
Harry nie wiedział, co powinien zrobić, gdy jego matka rozpłynęła się w powietrzu. Severus wciąż stał tak blisko niego. W zasadzie cała ta noc wydawała się nierealna i musiał uszczypnąć się w ramię, aby udowodnić sobie, że faktycznie spędził ponad trzy godziny rozmawiając z matką. Jego dłonie wciąż drżały, chociaż nie było mu chłodno. Wręcz czuł rumieńce na policzkach zapewne od nadmiaru emocji.
Stali w ciszy, która z minuty na minutę stawała się coraz mniej komfortowa. Pomieszczenie stawało się jaśniejsze z każdą chwilą i zdawał sobie powoli sprawę z tego jak bardzo zmęczony jest. Nie spał całą noc, a i wcześniej zasnął z trudem, więc to nie był orzeźwiający sen. Wspomnienia, które powracały tuż przed wcale nie pomogły.
Do tego powoli zdawał sobie sprawę z tego, że jeśli to wszystko było realne, faktycznie pocałował Severusa. A ten zaczął wspominać coś o magii, coś o jego matce… Wszystko zdawało się rozmazane.
Odwrócił się, podejmując zapewne kolejną z tych bezsensownych gryfońskich decyzji. Jego matka uświadomiła mu to, co podejrzewał już wcześniej. Severus nie należał do najłatwiejszych ludzi, ale zmusić nie można było go do niczego. Zatem jeśli zaprosił go tutaj do swojego domu, naprawdę go chciał w tym miejscu.
Nie mógł powiedzieć, że jego matka była szczęśliwa z sytuacji, którą zastała, ale zdawała sobie sprawę, że ma na nią dokładnie taki sam wpływ jak Harry. Nie robiła mu wyrzutów, czego się naprawdę początkowo bał. Nie krzyczała, nie czyniła wymówek jak ciotka Petunia. Spytała tylko czy jest szczęśliwy, a potem po raz kolejny, gdy Severus zniknął z pola widzenia. Rozmawiali o tym jak żyło mu się w Hogwarcie i zdał sobie sprawę, że tak właśnie mogło wyglądać jego życie. Mógł siadywać z matką na fotelu albo u stóp jej krzesła i opowiadać jej o Ronie i problemach z nich. O Hermionie, o Syriuszu, który nie cierpiał Severusa, ale obiecał się poprawić. O Mistrzu Eliksirów, który chociaż diabelnie go przerażał, naprawdę wydawał się zabawnym mężczyzną, gdy poznawało się go bliżej.
- Zyskuje przy bliższym poznaniu – powiedział na wpółświadomie.
Severus spojrzał na niego niepewnie.
- Przepraszam. Coś mi się przypomniało – zmitygował się niemal od razu, czując kolejną falę ciepła.
Zrobił ostrożny krok w stronę mężczyzny i jego mąż spojrzał na niego mocno zaniepokojony. Widział w oczach Severusa, że ten myśli dokładnie o tym niezdarnym pocałunku, który odbył się przed kilkunastoma minutami.
- Harry – zaczął mężczyzna, a on zdał sobie sprawę, że Severus bardzo rzadko używał jego imienia.
Przeważnie przebywali tylko w swoim towarzystwie, więc nie musiał się tak do niego zwracać. I tak nie było nikogo innego, do kogo mógłby mówić. Doszło do niego, że bardzo rzadko ruszał się z ich komnat. W zaciszu ich pokoi było mu po prostu wygodnie, ale uderzyło go to dopiero po rozmowie z matką, gdy zdał sobie sprawę dlaczego tak naprawdę byli przyjaciółmi.
- Moja mama jest wredna – stwierdził bez ogródek.
Severus uniósł brew.
- Znaczy ona potrafi być wredna. Powiedziałbym, że… wredna to trochę za ostre… - zaczął się powoli wycofywać.
- Ma pazur ludzi inteligentnych. Wie kiedy może sobie pozwolić – odparł Severus wcale nie urażony tym jak mówił o swojej przecież zmarłej matce.
Teraz jednak nie potrafił jej traktować jak kogoś, kogo nigdy nie znał. Jak obcą, którą musiał kochać i o której miał przeróżne wyobrażenia. Chociaż nie była też z krwi i kości to na pewno całkiem realna. Nie mógł jej dotknąć, ale jej głos zdawał się mieć dziwnie kojący wpływ na niego.
- Zawsze jej o mnie opowiadałeś? – spytał, ponieważ musiał wiedzieć. – Dlatego byłeś taki zirytowany, gdy znajdywałeś mnie poza dormitorium po godzinie nocnej – stwierdził. – Ale nie powiedziałeś jej o Bazyliszku…
- A chciałbyś się z mierzyć z nią, gdyby się dowiedziała o wszystkim, co wyrabiałeś w szkole? – spytał retorycznie Severus.
Harry nigdy nie myślał o niebezpieczeństwie na jakie się wystawiał, ale zdał sobie sprawę, że naprawdę istnieli ludzie, którzy się o niego troszczyli. Jego własna matka przestrzegała go, aby nie latał za szybko na miotle, chociaż przecież był już prawie dorosły i był w końcu szukającym. Nie robił tego pierwszy rok. Miał doświadczenie, które teraz podpowiadało mu kiedy faktycznie powinien ryzykować w pogoni za zniczem.
Uśmiechnął się lekko i spojrzał na wąskie usta mężczyzny. Dotykał ich jeszcze nie tak dawno. Wiedział, że nie potrafił całować, ale to nie mogło być trudne. Wystarczyło to zrobić z rozmysłem.
- Harry – powtórzył Severus dokładnie tym samym tonem co przed chwilą, jakby wiedział co chodziło mu po głowie. – To magia…
- To nie jest żadna magia – powiedział z pewnością w głosie. – Cały czas czuję twoją magię pod skórą, ale to nie ona. Chciałem tylko powiedzieć, że to najpiękniejszy prezent jaki w życiu dostałem…
Severus wypuścił wstrzymywane powietrze.
- Nie chcę twojej wdzięczności – powiedział mężczyzna tonem, który z kolei Harry'emu wcale się nie podobał. – Już mówiłem, że nikt nie ma prawa zmuszać cię do niczego, czego nie chcesz. Ty też nie powinieneś tego robić.
- Myślisz, że pocałowałbym cię, bo… - zaczął i urwał, bo to nie mieściło mu się w głowie.
Odsunął się niemal od razu, wpatrując się w spokojne oczy swojego własnego męża. Wiedział, że Severus go chciał. Nie był idiotą. Może i ten pocałunek sprawiał, że robiło mu się cieplej, może i krępowało go trochę samo wspomnienie, ale Severus nie odepchnął go. Całował go również i Harry to czuł, a potem dostał garść wymówek, które tak dobrze znał.
Wiedział jednak, że przekonanie Severusa do czegokolwiek nie było możliwe. Nie w ten sposób. Słowa za wiele nie znaczyły dla tego mężczyzny i zaczynał rozumieć dlaczego. W tej całej grze chodziło o wiele więcej niż samego Voldemorta kimkolwiek by nie był. Nie chodziło o nich, nie dotyczyło czarodziejskiego świata. Severus musiał jakoś utrzymywać całą tę krainę i jego rodzina musiała spełniać jakąś misję, o której nie miał pojęcia.
Może jego mąż nawet potrzebował do tego odpowiedniego partnera, co oczywiście wykluczało Harry'ego. Widział jak Severus poświęca więcej, więc może po prostu to była kolejna z małych ofiar.
- Kim tak naprawdę jesteś? – spytał, starając się chociaż rozeznać w sytuacji.
Severus wziął głębszy wdech.
- Powinieneś się wyspać – zaczął mężczyzna.
- Myślisz, że zasnę? – odpowiedział pytaniem.
Poprzednio zdało to egzamin, a i teraz Severus wydawał się chwytać w lot, że to naprawdę nie będzie możliwe.
- Moja rodzina to strażnicy – zaczął jego mąż z ociąganiem i usiadł w fotelu, wskazując mu dość wygodnie wyglądającą kanapę. – Nikt nie wie dokładnie jak długo robimy to co robimy. Niektórzy twierdzą, że nie wiemy nawet dlaczego to robimy, ale Avalon potrzebuje strażników.
- A ci ludzi, którzy tutaj mieszkają? – spytał Harry.
Severus wzruszył ramionami.
- To mieszkańcy – odparł mężczyzna.
- Ale skąd się tutaj znaleźli? – naciskał Harry.
- Zapraszaliśmy ich – wyjaśnił Severus. – Niektórzy z nich są jeszcze potomkami prześladowanych przez czary. Innych zwabiła wizja życia wiecznego. Zawsze obiecujemy coś w zamian, a ramach tego wiążemy ich magią, dajemy oraz odbieramy.
Harry pokiwał głową, a potem zamarł, gdy przypomniał sobie o całkiem znajomych Bezimiennych. Jakoś nie potrafił ich tak nie nazywać.
- Kingsley – zaczął Harry.
- Jest stąd. Nie wiem jak jego rodzina się tutaj dostała, ale on urodził się już mieszkańcem, wyższym – powiedział Severus i wziął kolejny z tych oddechów.
- Inferioritas – powtórzył Harry dawno zasłyszane z ust Deidre słowo.
- Jesteście niższymi. Jesteście potomkami tych, którzy wyprowadzili się stąd i przestali być mieszkańcami. Wasza magia… ona jest słabsza – wyjaśnił Severus. – Jednak wydaje się pochodzić od nas.
- Wydaje się? – zainteresował się Harry, a potem zdał sobie sprawę, że cały czas pyta. – Pokłóciłem się z Ronem, bo cię obrażał – wyjawił szybko.
Severus wpatrywał się w niego ewidentnie zaskoczony zmianą toku rozmowy. A potem zrozumienie pojawiło się na jego twarzy i potrząsnął głową.
- Nie masz dość tajemnic, aby opłacić te informacje – wyjaśnił mu mężczyzna. – Nie wiem czy wasza magia całkiem pochodzi od naszej. To jak pytanie czy najpierw była kura czy jajko. Ta wiedza jest tak stara, że zatarł ją czas. Jednak jesteście słabsi, niżsi.
Harry pokiwał głową. W pełni to rozumiał. Deidre była niesamowita i tylko mógł wyobrażać sobie co jeszcze potrafił Severus prócz sprowadzania umarłych na wieczerze wigilijne.
- A Bill? – spytał z niepokojem.
Severus prychnął.
- Wilkołactwo Lupina. Przemiana jest tak naprawdę upośledzeniem jego magii i tej, która przeniknęła przez niego lata temu, gdy został naznaczony. Mogę to tutaj zatrzymać albo dać mu moc, którą sam wykorzysta w tym celu – wyjaśnił spokojnie jego mąż.
- Regulus? – pytał dalej Harry.
- Spotkali się z Deidre, gdy byli młodzi. Wiedziała, że Regulus umrze, gdy wszedł pomiędzy szeregi, więc został też jednym z nas, aby chociaż w ten sposób mogła się z nim widywać. Czy jest jeszcze coś, co chciałbyś wiedzieć? – zainteresował się Severus.
Harry miał tysiące pytań, ale albo brzmiały głupio nawet w jego własnej głowie, albo jeszcze sam nie wiedział czy chce na nie odpowiedzi.
- Powiedziałeś, że niczego nie muszę – zaczął ostrożnie. – Czy kłamałeś, gdy mówiłeś, że nie potrafisz anulować… - urwał, zagryzając wargi.
Severus wpatrywał się w niego, jakby nie do końca wiedział co mu powiedzieć.
- Nie umiem tego zrobić. Moja magia… - zaczął i urwał. – Nie okłamałem cię – powiedział z pewnością w głosie i Harry po prostu skinął głową.
W pomieszczeniu było całkiem jasno, ale zamęt w jego głowie sprawiał, że zaczynał się czuć coraz bardziej zmęczony. Może faktycznie powinien był poczekać do rana aż prześpi się, aby zadać Severusowi kolejne pytania. Tym razem jednak czuł, że nie musiał czekać na okazje, aby to zrobić.
- Chyba się położę – powiedział, podnosząc się pospiesznie. – O której…
- Powiem Kamalii, że widziałeś Lily. Zagryzie każdego, kto chociaż spojrzy w kierunku drzwi twojej sypialni. Powinna wymyślić też dobrą wymówkę dlaczego wciąż śpisz – odparł Severus, najwyraźniej planując sporo w przód.
Harry nie mógł powstrzymać lekkiego uśmiechu, a potem wziął głębszy wdech, gdy podszedł do fotela mężczyzny i pochylił się, aby objąć go lekko ramionami.
- Wiem, że nie chcesz mojej wdzięczności, ale i tak ci dziękuję – powiedział na odchodnym.
