Dziękuję wszystkim za towarzyszenie mi w tej podróży. Wiem, że ostatni rozdział miał się pojawić wczoraj, ale szczerze powiedziawszy rozstania zawsze były dla mnie ciężkie!
Mam nadzieję, że spotkamy się przy okazji innych projektów i zapraszam serdecznie na zakończenie :)
Derek podejrzewał, że Stiles uwielbiał być podnoszony. Omega zawsze całował go wtedy specyficznie, z jeszcze większym żarem niż przeważnie. Podniósł swojego partnera z kanapy nie dla dodatkowych wrażeń, ale ponieważ nie nadawała się do żadnych bardziej energicznych ruchów, a nie miał w planach ocierania się o swojego omegę, aż jego obolały fiut w końcu wystrzeli. Podobne doświadczenia zostawili już za sobą, chociaż nie widział przeciwwskazań, aby do tego wrócić – może niebawem.
Stiles chwycił się go kurczowo, trochę zaskoczony, odrobinę bardziej podniecony. Jego zapach stał się ostrzejszy, wyraźniejszy, gdy przemierzali mieszkanie w ten sposób. Z omegą oplecionym wokół jego ciała. Ułożonym dokładnie tak jak powinien. Derek czuł wyraźnie jak bardzo podniecony był Stiles i wiedział, że nie ustępuje mu w entuzjazmie.
Szyja omegi pokryta były drobnymi śladami i wiedział, że nie znikną szybko. Czuł też z tego powodu pewną satysfakcję, chociaż był pewien, że Stiles nie będzie zadowolony z tego, że jest poznaczony.
Łóżko nadal pachniało jak oni. Nie ułożyli pościeli o poranku, może Derek podświadomie wiedział, że znajdą się tutaj ponownie w niedługim czasie. Wilk w nim wydawał się coraz bardziej ukontentowany rozwojem sytuacji, chociaż Stiles tylko patrzył mu w oczy, kiedy powoli opuszczał go na łóżko. Nie miał w planach tej delikatności, ale nie potrafił nie potrzeć kciukiem zaczerwienionego policzka omegi. Zapach zawstydzenia i chęci tak prymitywnej i silnej, że niemal zapierała mu dech w piersiach roznosił się w pomieszczeniu. Nie pamiętał zbyt dobrze własnego, pierwszego razu. Wszystko wydawało się tracić na znaczeniu i liczył czas na ten przed Stilesem, i ten po Stilesie. Nie miał też wątpliwości, że omega czuł ponownie, bo jego dawne skrępowanie nie miało nic wspólnego z tym obecnym. Co nie powinno mieć sensu, ale jednak te dwie emocje, które teraz dominowały między nimi sprawiały, że wszystko było inne. Stiles był wcześniej niepewny, bojąc się odrzucenia, może samego siebie. Teraz po prostu nie wiedział co dalej, ale w tym Derek mógł mu pomóc, więc po prosu pochylił się, całując go miękko w usta.
I kochał te ich małe zbliżenia. Nieśmiałość omegi doprowadzała go do szału, bo nie było nic bardziej seksownego niż Stiles oddający mu prowadzenie. Jeszcze tak niedawno Iskra wszedł do jego sypialni, sprawiając, że stała się ich wspólną. I Derek pamiętał doskonale, jak Stiles wyglądał całując go z brakiem wprawy, który tylko coraz bardziej uświadamiał wilka, że już niedługo będą właścicielami każdego jęku, który wypuściły te usta.
I cholera – jeśli to nie sprawiało, że jego penis stawał się twardszy.
Stiles odprężył się, prawie wsiąkając w miękką pościel. Na jego ustach czuł delikatny uśmiech, kiedy ich wargi tańczyły z sobą. Nie potrafił nazwać tego walką, bo omega oddał mu wszystko nie protestując, nie wykazując normalnej dla siebie dominacji i chęci wtrącenia chociażby trzech groszy. Po prostu pozwalał się całować i prowadzić. I Derek czerpał z niego, masując jego ramiona, aż Stiles zaczął drżeć i oddychać o wiele ciężej niż wcześniej.
Omega otworzył usta, zapewne, żeby wypowiedzieć jego imię, bo chłopak zawsze był niecierpliwy. I nie widział nigdy przeciwwskazań przed tym, żeby się poskarżyć, co Derek uważał raczej za zaletę. Wiedział jak blisko Stiles jest już teraz i omega musiał zdawać sobie sprawę, że nie kontroluje swoich emocji przy nim jak dawniej. Wydawał się mieszanką ekscytacji, determinacji i lekkiego lęku, który Derek zamierzał z niego wypędzić raz na zawsze.
Stiles był seksowny, nawet kiedy nieświadom obserwatora poruszał się po ich kuchni. A na plecach, z rozszerzonymi nogami i dyszący w ten sposób bił na głowę wszystkie piękne widoki, które kiedykolwiek zaparły dech w piersiach Dereka.
Chciał zedrzeć z niego spodnie. Omega w końcu drżał za każdym razem, kiedy robił coś nagłego i ostrego, kiedy jego dominująca natura wychodziła na pierwszy plan jak wtedy pod prysznicem, po pierwszej kłótni, która zakończyła się seksem. Wiedział, że kolana Stilesa z trudem utrzymywały go w pionie. Teraz było podobnie, ale spodnie z niego zsunął wodząc palcami w dół tych długich nóg, którymi zamierzał się objąć.
Stiles trzymał dłonie blisko siebie, obserwując go uważnie i Derek uśmiechnął się do niego, zanim pocałował jego kolano. Nie był w stanie zacząć niżej, był zbyt niecierpliwy, aby dzisiaj wycałować całego omegę, ale te plany mogli przełożyć na później, gdy jego członek nie będzie starał się przebić przez materac łóżka.
Podniósł się odrobinę wyżej, całując jego udo i Stiles instynktownie rozszerzył nogi jeszcze bardziej, robiąc mu więcej miejsca, prezentując się dla niego pewnie nieświadomie. Miał wgląd na jego penis, ciemną żyłę pod spodem, która pulsowała napełniając całkiem przyjemnej wielkości organ krwią. Derek nigdy nie widział z aż tak bliska jego jąder, ale lekki puszek porastający je, nie zdziwił go. Stiles był zbiorem delikatności i subtelności. Włoski na jego nogach nie ściemniały, a biorąc pod uwagę jego karnację – kilometry bladej skóry – mieli jeszcze wiele czasu do tego momentu.
Derek polizał jego udo, wiedząc, że pozostawienie mokrego śladu, który będzie zasychał, pewnie będzie irytujące dla omegi. Stiles miał jednak również łaskotki i spiął się lekko, rozluźniając mięśnie dopiero, kiedy Derek wsunął jego penisa do ust.
Nie planował długo maltretować go tymi liźnięciami. Omega już wpatrywał się w niego szeroko otwartymi oczami, jakby pytał czy Derek jest realny. Więc splótł ich palce, zaciskając je mocniej, aby Stiles wiedział, że to połączenie między nimi pozostanie właśnie takie. Wolną ręką objął jego trzon, pociągając parę razy w górę i w dół dla lepszego efektu, ale zsunął ją niżej na jądra, ściskając je trochę, żeby Stiles czuł jakie i one były twarde. Nie pamiętał, kiedy ostatnio razem doszli, ale nie miał złudzeń, co do samotnych kąpieli Stilesa pod prysznicem. Czuł zapach nasienia na omedze, chociaż ten zapewne bardzo dokładnie próbował wyszorować swoje dłonie za każdym razem. Ta woń jednak przyzywała go, a jeszcze nikt nie wygrał z jego wilkiem.
Nacisnął na wejście chłopaka płasko palcem, nie zamierzając jeszcze przebijać się przez mięśnie. Stiles szarpnął się jednak i nim Derek zdążył go uspokoić, koło jego ręki wylądowała tubka lubrykantu, a omega patrzył na niego zdeterminowanym wzrokiem, który jednocześnie wysyłał dość oczywiste groźby pod jego adresem. Może i zbyt długo zabawiał się z jego główką ustami, i ta teraz lśniła od preejakulatu i jego śliny, bordowa i nadwrażliwa nawet na podmuchy powietrza. Nawet jeśli oddychał w tym kierunku specjalnie, wiedząc jakie to uczucie, kiedy płyny zasychały na skórze tak podatnej na najmniejsze nawet pieszczoty, Stiles nie mógł wiedzieć.
- Hale – warknął jednak omega, więc Derek parsknął śmiechem, widząc jak bardzo Stiles nabrał rumieńców.
Jeden kończył się dopiero na linii pępka i po prostu musiał go spróbować. Jeden pocałunek na tej wilgotnej skórze i chciał kolejnego, a omega posłusznie wygiął się w jego stronę. Rozsmarowanie lubrykantu na palcach, nie obserwując ich, nie było łatwe, ale nie niemożliwe. I z dwojga – jeśli miał wybór: patrzeć na Stilesa lub na własne ręce – wolał omegę. Klatka piersiowa chłopaka unosiła się zresztą i opadała, jego ciało wydawało się tańczyć pod ustami Dereka – może nie mogąc się zdecydować czy poddać się pieszczocie, czy jednak przed nią umykać.
Stiles wziął głębszy oddech, kiedy jego w końcu mokre palce wróciły na dawną pozycję, rozsmarowując lubrykant wokół. Wiedział, że omega nie robił tego nigdy, nawet sam. Mięśnie protestowały za bardzo, kiedy przebijał się przez nie ostrożnie. Stiles zaparł się piętami w łóżku, wpatrując się w niego cały czas, jakby ciało Dereka dawało sygnały, co zaraz się stanie. Poruszył dłonią ostrożnie i omega zmiękł, odprężając się na chwilę. Palec wrócił jednak do środka, wbity aż po same kłykcie, i to napięcie wróciło, chociaż Stiles oddychał przez otwarte usta, pewnie nie zdając sobie sprawy jak bardzo obscenicznie wygląda, wyciągnięty w ten sposób, spocony i z zaczerwienionymi wargami.
Jego oczy – szeroko otwarte – skupione na Dereku, błyszczały czymś, co potrafił nazwać tylko magią. I naprawdę dziwił się, że nie podpalili jeszcze niczego. Jego wilk jednak pilnował, aby wszystko, co im się należało – dostali w ręce. Iskra nie mogła im przerwać swoimi wybrykami.
- Stiles? – spytał, bo po prostu musiał usłyszeć głos omegi.
- Dobrze – odparł chłopak.
Może było to bardziej westchnienie, ale usłyszał go głośno i wyraźnie.
Derek pocałował jego żebra, pod którymi ukryte serce biło tak szybko, że to cud, że jeszcze nie wypadło z piersi.
- Stiles – wyszeptał, ponieważ to imię na jego języku smakowało cudownie.
Szczególnie, kiedy otaczał go błogi zapach omegi, a jego oczy mogły cieszyć się widokiem rozpełzającego się jeszcze dalej rumieńca. Wsunął w Stilesa drugi palec i omega podskoczył lekko, na ile mógł, przytrzymywany przy pościeli jego sporym ciężarem. Mógł dalej spokojnie całować jego brzuch, wąską ścieżkę trochę gęstszych włosów, która prowadziła go w ulubionym kierunku i kiedy w końcu znowu był na wysokości członka chłopaka, pocałował jedynie zagłębienie między jego biodrem, a trzonem penisa, wiedząc, że skóra tam była najcieńsza.
Krzyżował swoje palce metodycznie, nie przestając łaskotać omegi. Chciał Stilesa rozluźnionego, chociaż ten zaczął ciągnąć go za włosy, zapewne po to, żeby oderwać go od jego zadania. Penis chłopaka zwiotczał, ale taki był plan, bo kiedy wsunął w Stilesa trzy palce, omega zesztywniał i jęknął przeciągle, ponieważ Derek nigdy nie robił nic połowicznie. Wyszukał prostatę zanim jego omega zaczął odczuwać dyskomfort.
- Derek – warknął Stiles, ewidentnie wracając do żądaniowego trybu, który bawił go i podniecał zarazem.
I jak mógł nie spełnić życzenia swojego omegi? Podniósł się, zabierając palce ze Stilesa i pocałował chłopaka, przybijając go niemal swoim ciałem do pościeli. Rozsmarował lubrykant na swoim członku i chwycił swojego omegę za udo, chociaż to okazało się bezsensowne, bo Stiles już owijał swoje nogi wokół jego bioder, odsłaniając się w tak doskonały sposób. Jego główka natrafiła na mokre wejście bez problemów, więc wsunął się odrobinę, wiedząc, że żadne palce nie mogły zastąpić penisa. I faktycznie Stiles wydawał się zaskoczony, więc wsuwał się powoli, walcząc z cholerną potrzebą po prostu zagarnięcia tego, co było mu dawane. Gdyby omega nie oferował się w ten doskonały sposób, może jego wilk nie wyłby, gdy centymetr po centymetrze zagłębiał się w tym, dotąd niespenetrowanym cieple.
Opadli na pościel, on nadal na kolanach, podtrzymując omegę, wbity w niego, aż po jądra. Stiles dyszący, wgapiający się w niego z niedowierzaniem, więc pocałował jego usta, odgarniając ręką posklejane kosmyki za długich już włosów. A potem wycofał się lekko, patrząc mu cały czas w oczy, szukając jakiejkolwiek wskazówki, że to co robią, jednak mu się nie podoba. Stiles jednak przygryzł wargę, kiedy przełykał ciężko, a potem zaczął kiwać głową, odpowiadając na pytanie, którego nikt nie zadał. I Derek miał ochotę parsknąć śmiechem, może zażartować, ale nie potrafił wydobyć z siebie żadnego dźwięku, gdy zobaczył płomienie przeskakujące pomiędzy nimi.
Nie wiedział, który z nich otworzył połączenie, ale nagle zalała go kolejna fala emocji – tak różnych od jego własnych. Tak ludzkich i prostych. Wilk zawsze wprowadzał zamęt, ale Stiles był jego kotwicą. Jego jedynym drogowskazem, który pokazał mu jak kochać i być kochanym. Jak dawać, a nie tylko brać, więc wbił się w niego ponownie, chowając twarz w jego szyi, ponieważ potrzebował tego zapachu. A Stiles objął jego kark dłonią, chociaż może nie powinien. Derek nie był jego betą, ale to było tak cholernie prawidłowe, że nie potrafił zaprotestować.
Może miał w oczach łzy. Wydawało mu się, że intensywność tego kontaktu przekracza wszelkie wyobrażenia. Wieź włączyła się w to wszystko, pozwalając im zobaczyć świat trochę innymi kolorami i naprawdę miał nadzieję, że nie podpalą łóżka, ale jego samokontrola powoli się kończyła.
- Derek – powiedział Stiles, jakby wiedział, że prowadził walkę na dwóch polach.
I jakby dawał mu pozwolenie, więc zaczął wbijać się w chłopaka tylko mocniej, czując jak jego ciężkie jądra obijają się o pośladki Stilesa raz za razem. Członek omegi między nimi zostawiał już mokre krople, więc chwycił go pewnie i mocno, ruszając nim, ciągnąc – może niezbyt delikatnie, ale skutecznie, bo Stiles wziął głębszy oddech i wbił paznokcie w jego kark, starając również walczyć. Z tym, że Derek miał wrażenie, że biorą udział w dwóch różnych bitwach.
On chciał, aby doszli obaj. Stiles chyba zamierzał sprawić, że ta chwila będzie trwała wiecznie, pewnie nie spodziewając się, że Derek mocno wątpił w magiczne zdolności swojego fiuta. Był nawet pewien, że nie wytrzyma kolejnych minut w tym tempie.
- Stiles – wyszeptał desperacko i omega rozluźnił się, więc prawie jęknął z ulgi, kiedy poczuł ciepłe krople rozlewające się między nimi.
Stiles drżał, niezdolny do wypuszczenia go z rąk, ale Derek nie miał nic przeciwko. Nie ułożył go nawet wygodniej na łóżku, gdy zaczął się ponownie wbijać w chętne ciało i nie zajęło mu długo, aż coś w nim eksplodowało. Miał nadzieję, że incydent z poduszką się nie powtórzy. Kiedy jednak otworzył w końcu oczy, Stiles uśmiechał się do niego lekko usatysfakcjonowany.
- Kocham cię – powiedział omega krótko i ukradł jego kołdrę.
Cieszy mnie, że dałam radę to dzisiaj wrzucić. Mam nadzieję, że tempo dodawania nikogo nie zraziło, ale staram się jak najwięcej zrobić dzisiejszego dnia.
Z góry dziękuję za wszystkie komentarze. Ff net nie pozwala na wygodne odpowiadanie na nie, ale możecie być pewni, że czytam każdy jeden i poważnie analizuję uwagi.
