Cassie: Tak, wszystko wyjaśni się już wkrótce – a że rozdziałów zostało jeszcze kilka, można się zapewne domyślić, że nie wszystko ułoży się idealnie... Ale nie zamierzam niczego zdradzać! ;) Dziękuję :)

36. Wyjaśnienia

Harry dzielnie zniósł badania uzdrowiciela, chociaż nie do końca mógł zrozumieć, po co były te wszystkie machania różdżką. Na początku spytał uzdrowiciela, co to za czary, ale otrzymał tak niejasną i niezrozumiałą odpowiedź, że darował sobie dalsze pytania i w ciszy pozwolił mężczyźnie wykonywać swoją pracę. Zapytał jeszcze tylko, kiedy zostanie wypuszczony ze szpitala. Starszy czarodziej mruknął coś o silnym fizycznym i magicznym wyczerpaniu, po czym stwierdził, że chce poobserwować jeszcze chłopca przez następny dzień lub dwa, by upewnić się, że jego stan faktycznie się poprawia. Harry pokiwał głową, a uzdrowiciel po wszystkich badaniach, które zdawały się trwać wieczność, w końcu opuścił salę.

Wtedy też chłopiec zrozumiał, że tak właściwie nie ma tu zupełnie nic, czym mógłby się zająć; wszystkie jego rzeczy znajdowały się w Hogwarcie, a na miejscu nie było ani jednego czasopisma lub książki, dzięki którym byłby w stanie odsunąć od siebie ponure wspomnienia. Nie chciał rozmyślać o tym, co się wydarzyło, dopóki nie zobaczy Syriusza na własne oczy, więc jego myśli powędrowały ku Ronowi i Hermionie. Remus powiedział, że Hermiona była wściekła i Harry doskonale potrafił to sobie wyobrazić; on na pewno by był, gdyby jego przyjaciele zamknęli go w schowku na miotły, Merlin świadkiem, że byłby wściekły! I podejrzewał, że Lupin właśnie to miał na myśli; Harry był tak skupiony na ocaleniu Syriusza, że nie poświęcił ani jednej refleksji temu, co będzie musiał zrobić, by osiągnąć ten cel. Zamknął swoją najlepszą przyjaciółkę w schowku tylko dlatego, że chciała powstrzymać go przed narażaniem swojego życia na niebezpieczeństwo... ale ona po prostu go nie rozumiała, w przeciwieństwie do Rona nie pojmowała, jak bardzo Harry czuł, że musi to zrobić – musi odzyskać swojego ojca chrzestnego. Znając jednak Hermionę, chłopiec był pewien, że jest zła. Wściekła! Ron miał rację – pewnie już nigdy się do nich nie odezwie.

Jego przyjaciel z kolei z pewnością wpadł po uszy w tarapaty ze swoimi rodzicami, którzy albo zauważyli, że on i Hermiona zniknęli, albo zorientowali się, że zniknął świstoklik pana Weasleya. Tak czy inaczej, albo już się dowiedzieli, albo w końcu dowiedzą się, co się stało. Ciężko byłoby przecież ukryć powrót Syriusza przed członkami Zakonu, zwłaszcza skoro Ron był w Ministerstwie Magii, kiedy to się stało. Pani Weasley urwie mu pewnie za to głowę! Ta wyprawa była pewnie gorsza niż wszystko, co kiedykolwiek zrobili bliźniacy, a przecież wiele ich wybryków doprowadzało matkę do białej gorączki! Harry wzdrygnął się na tę myśl; Hermiona była zła, Ron miał poważne kłopoty, a to wszystko było jego winą.

Ale ostatecznie uratowali Syriusza – czy to nie było najważniejsze? Hermiona nie będzie przecież wściekła w nieskończoność. Harry zamierzał powiedzieć przyjaciółce, że zamknięcie jej w schowku na miotły było idiotycznym pomysłem i że miała rację twierdząc, że jego plan był nielegalny i niebezpieczny, ale najważniejsze było to, że się powiódł, prawda? Z pewnością nawet Hermiona i pani Weasley będą w stanie to dostrzec! Uratowanie Syriusza było celem, o który warto było walczyć – Harry nie miał co do tego wątpliwości. Jak wiele błędów był jednak skłonny usprawiedliwić tłumacząc się tym właśnie celem? Poważnie nadszarpnął bliską przyjaźń i wpędził innego przyjaciela w naprawdę wielkie kłopoty... Nie było to coś, z czego mógłby być dumny, nawet jeśli przysłużyło się w ostateczności ocaleniu Syriusza. Nawet jeśli osiągnął dzięki temu coś bardzo, bardzo dobrego.

Harry westchnął ciężko. Rozpaczliwie potrzebował czegoś, co oderwałoby go od tych niewesołych myśli, inaczej oszaleje! Mógł oczywiście wymknąć się i spróbować odszukać swojego ojca chrzestnego, ale miał dziwne wrażenie, że daleko nie zajdzie. Po pierwsze – był ubrany w piżamę, a po drugie – nie miał pojęcia, gdzie leży Syriusz. Gdyby wędrował w takim stroju po całym szpitalu, tylko przyciągnąłby niepotrzebną uwagę i albo od razu znów by go przyprowadzono do jego sali... albo wylądowałby kilka pięter wyżej w pokoju bez klamek, tuż obok Lockharta! Czy to nie byłoby doskonałe ukoronowanie tych kilku ostatnich miesięcy? Uratowałby Syriusza tylko po to, by samemu zostać zamkniętym w szpitalu jako wariat! Nie, powinien znaleźć sobie jakąś inną „rozrywkę".

Chłopiec z kolejnym westchnieniem skrzyżował ramiona za głową i wbił wzrok w sufit. Jego kolor można było generalnie określić jako biały, ale było na nim mnóstwo małych i większych plam. Zanim Harry zorientował się, co robi, zaczął je liczyć. Nie zauważył, gdy kilka minut później drzwi do jego pokoju otworzyły się, i dopiero kiedy ktoś usiadł obok jego łóżka, przestał liczyć i odwrócił głowę. Mężczyzną obok okazał się Remus; na jego twarzy gościł zagadkowy uśmiech, a na kolanach leżała przykryta taca z jedzeniem, którą po chwili położył na nocnej szafce.

- Widać coś ciekawego tam na górze? - zapytał. Harry wzruszył ramionami.

- Na razie doliczyłem się stu dwudziestu czterech czarnych plam, dziewiętnastu zielonkawych, które mogą pochodzić od tych paskudnych eliksirów, które tu podają, i jedną dużą czerwoną... chyba od krwi.

Wskazał palcem wspomnianą plamę i Remus spojrzał w górę.

- No cóż, znając potrawy podawane w Świętym Mungu, nie sądzę, by był to keczup - odezwał się po chwili, po czym znów spojrzał w dół, odkrył tacę i położył ją Harry'emu na kolanach. - Spotkałem przed drzwiami do twojej sali skrzata domowego, który roznosi tu jedzenie. Już chyba na zawsze pozostanie nierozwiązaną tajemnicą, dlaczego szpitalne jedzenie smakuje tak paskudnie, nawet jeśli jest przygotowywane przez skrzaty, ale cóż poradzić? Wcinaj!

Harry spojrzał na tacę i faktycznie nie znalazł na niej nic choćby przypominającego keczup; były tam za to tłuczone ziemniaki z odrobiną okrasy i jakieś trudne do zidentyfikowania warzywa przypominające zieloną fasolkę. Jeśli to rzeczywiście była fasola, to Harry nie chciał wiedzieć, co z nią zrobiono, że wyglądała tak, jak wyglądała, ale musiało to być coś strasznego. Chłopiec podniósł swój widelec i spróbował nieco tych ziemniaków i pseudofasolki; smakowała trochę jak tektura, a puree okazało się zimne. Okrasa dodawała mu nieco smaku, ale było jej zbyt mało. Tak czy inaczej, był to jego posiłek. Harry zjadł kilka kęsów i uznał, że jeśli nie będzie zbytnio skupiał się na smaku, nie będzie tak źle. Remus miał rację, to jedzenie nie sięgało typowych skrzacich standardów; musiało się to jakoś wiązać z faktem, że było to jedzenie szpitalne – nie dało się tego inaczej wytłumaczyć. Widać takie jedzenie po prostu nie mogło być smaczne.

- Czy wiadomo coś nowego? - spytał, kiedy już skończył obiad. Lupin wzruszył ramionami, zabrał Harry'emu tacę i znów położył ją na stoliku.

- Właściwie nie. Odwiedziłem Kwaterę Główną, żeby powiedzieć wszystkim, że już się obudziłeś. Bardzo im ulżyło, a Kingsley, Artur, Molly i Ron przesyłają ci swoje pozdrowienia.

Harry zmarszczył lekko brwi.

- Już cię wypuścili? Mnie uzdrowiciel powiedział, że będę musiał tu zostać co najmniej do jutra!

- Wypisałem się dziś rano na własne życzenie. Uzdrowicielom nie za bardzo się to podobało, ale nie miałem już ochoty dłużej leżeć w łóżku. Dopóki nie będę się przemęczał, wszystko powinno być w porządku.

Może Harry również powinien zastanowić się nad wypisaniem na żądanie? Pewnie i tak nic by z tego nie wyszło – w końcu nie był jeszcze pełnoletni. W takim razie będzie po prostu musiał poczekać, aż zostanie wypuszczony.

- Czy państwo Weasley byli bardzo wściekli na Rona?

- Zapewne byli, ale nie byłem na miejscu, by przekonać się o tym na własne oczy, więc nie mogę ci powiedzieć na ten temat nic konkretnego. Wiem, że Kingsley wrócił z Ronem na Grimmauld Place po tym, jak reszta z nas została zabrana do Świętego Munga, i podejrzewam, że nawet jeśli Molly i Artur nie zauważyli do tej chwili niczego podejrzanego, to z pewnością dowiedzieli się o wszystkim, kiedy ich syn wrócił do Kwatery Głównej. Na pewno nie byli zachwyceni tym, co się wydarzyło – ostatecznie Ron ukradł świstoklik swojego ojca i pomógł ci w planie jednocześnie nielegalnym, niebezpiecznym i bardzo, bardzo głupim.

Harry poczuł, jak na policzki wpływa mu rumieniec.

- Nie chciałem go wpakować w żadne kłopoty.

- Nie wątpię, ale czego się spodziewałeś? Znasz Molly i Artura, a nawet gdybyś nie znał, to przecież żaden rodzic nie byłby zachwycony, gdyby jego dziecko zaangażowało się w to, w co Ron zaangażował się trzy dni temu. Założę się, że oboje jednoznacznie dali mu to do zrozumienia, ale jeśli chcesz wiedzieć, czy spotkały go za to jakieś konsekwencje, to musisz zapytać go o to osobiście – ja nie wiem, więc ci nie powiem.

Harry pokiwał głową i odetchnął głęboko. Miał złe przeczucia wciągając Rona w cały swój plan, ale teraz nie był już w stanie niczego odkręcić. Domyślał się, że już wkrótce będzie musiał porozmawiać o tym z państwem Weasley i to bez względu na to, czy tego chciał czy nie. Między nim i Remusem zapadła cisza przerwana dopiero po kilku minutach, kiedy mężczyzna skrzyżował nogi, oparł się na krześle i spojrzał na chłopca.

- Jest jeszcze coś, o czym chciałem z tobą porozmawiać.

- Okej. Co takiego?

Lupin przeniósł wzrok na swoje dłonie, jakby szukał właściwych słów, po czym znów spojrzał na Harry'ego.

- Pomijając fakt, że złamałeś złożoną mi obietnicę i bezmyślnie zaryzykowałeś swoje życie rozpoczynając ten rytuał, a w ostatecznym rozrachunku uratowało cię zwykłe szczęście, to muszę ci podziękować.

Chłopiec zmarszczył brwi.

- Podziękować mi? Ale za co?

- Za dwie rzeczy. Po pierwsze za to, że uratowałeś mi życie; uzdrowiciele w Świętym Mungu nie wiedzą o mojej więzi z Syriuszem, więc nie istnieje żadna medyczna opinia na mój temat. Do karty chorobowej Syriusza ma dostęp Ministerstwo, a wspomniana w niej więź krwi z wilkołakiem na pewno byłaby dla nich powodem do zmartwienia, więc nie widzę żadnego powodu, by informować o tym szpital. Odkąd jednak Syriusz nie przebywa już za Zasłoną, nie musi czerpać z moich sił. Ataki powinny ustąpić, a ja mam wrażenie, że czuję się coraz lepiej. Jestem pewien, że Poppy podda mnie dokładnym badaniom, kiedy tylko dostanie mnie w swoje ręce, ale sama logika mówi mi, że teraz, kiedy Syriusz wrócił, ta więź nie powinna już stanowić żadnego zagrożenia dla mojego zdrowia.

- Miło mi to słyszeć! Cieszę się, że czujesz się coraz lepiej, ale z tego, co wiem, po... no cóż, po odcięciu Syriusza też wróciłbyś do zdrowia.

Remus powoli skinął głową.

- Tak, prawdopodobnie. Ale to właśnie prowadzi mnie do drugiego powodu, dla którego muszę ci podziękować. Przede wszystkim cieszę się, że mogłem uniknąć trucizny Severusa. Ufam mu, ale to było tak nagłe rozwiązanie, że nikt nie mógł z pewnością stwierdzić, jakie są potencjalne zagrożenia. Tyle rzeczy mogło pójść źle, zwłaszcza biorąc pod uwagę fakt, że mój stan fizyczny nie był odpowiedni do tego, co zamierzaliśmy zrobić. Ale co ważniejsze: nawet gdyby ten plan się powiódł, to oznaczałoby to, że Syriusz odszedł na dobre. To, co zrobiłeś – chociaż było głupie, a ty miałeś mnóstwo szczęścia – ocaliło nas obu. Syriusza i mnie - Remus zamilkł i wziął głęboki, nieco drżący oddech. Harry'emu wydawało się, że z wielkim trudem stara się odzyskać panowanie nad sobą. Chłopiec zawsze znał go jako kogoś, kto w większości sytuacji miał niemal perfekcyjnie opanowaną zdolność zachowania graniczącego z obojętnością spokoju, teraz jednak widział wyraźnie, jak ta maska niemal zupełnie opada, raz za razem, ukazując cały ocean emocji. Dopiero po kilku chwilach Remus odzyskał nad sobą kontrolę na tyle, by mówić dalej. - Ja... ja spisałem Syriusza na straty. Uznałem, że nie pozostaje mi nic innego, jak go odciąć. Jestem jego przyjacielem i bardzo go kocham, a jednak poddałem się. To nie było łatwe – i życie z tą świadomością okazałoby się pewnie ciężkie albo nawet nieznośne, ale jednak: porzuciłem go. Ty przedstawiłeś pewne rozwiązanie, ale ja i tak je odrzuciłem, ponieważ nie chciałem zaakceptować ryzyka, jakie ze sobą niosło. Znalazłeś sposób, by uratować nas obu – a może byłeś po prostu zbyt uparty, by zaakceptować jego śmierć, ale to i tak nie ma znaczenia w ostatecznym rozrachunku. Uratowałeś go, kiedy ja już się poddałem, i za to jestem ci wdzięczny... bardziej, niż jestem w stanie wyrazić.

Harry znów poczuł na twarzy rumieniec. Nie wiedział, jak odpowiedzieć na słowa Remusa, więc w ogóle się nie odezwał. Przez te długie minuty, kiedy liczył plamy na suficie, w jego głowie pojawiło się kolejne naglące pytanie.

- Czy wyrzucą mnie ze szkoły?

Lupin zmarszczył brwi.

- Czemu mieliby cię wyrzucić?

- Przez prawo zakazujące magii nieletnim czarodziejom. Trzy lata temu nadmuchałem swoją ciotkę, a w zeszłym roku broniłem siebie i Dudleya przed dementorami i już wtedy chcieli mnie wyrzucić, chociaż to była obrona własna. No... to, co zrobiłem w Departamencie Tajemnic, na pewno bije to wszystko na głowę.

Remus uśmiechnął się, jakby coś strasznie go rozbawiło.

- Gdyby Ministerstwo o tym wiedziało, z pewnością coś by zrobiło w tej sprawie.

- Co masz na myśli?

- To, że Ministerstwo nie wie dokładnie, czego dokonałeś. Widzisz, urzędnicy nie kontrolują twojej magii, nawet jeśli jesteś nieletnim czarodziejem. Ciężko byłoby to robić zwłaszcza w rodzinach czarodziejskich, gdzie codziennie dochodzi do używania magii. Ministerstwo kontroluje więc tylko zaklęcia rzucane za pomocą różdżek – monitorowana jest każda różdżka sprzedana niepełnoletniemu czarodziejowi, a fakt, że większość ludzi kupuje różdżki u Ollivandera, czyni to o wiele łatwiejszym. Pan Ollivander przekazuje Ministerstwu szczegółowe informacje na temat wszystkich różdżek, które sprzedaje nowym uczniom Hogwartu, więc Ministerstwo może sprawdzić, czy którakolwiek z nich została użyta wtedy, gdy nie powinna być. To jest właśnie haczyk, który tkwi w całej tej kwestii – możesz bezkarnie stosować właściwie wszystkie rodzaje magii, które nie wymagają od ciebie użycia różdżki: podróżować siecią Fiuu, nosić peleryny niewidki, warzyć eliksiry i używać magii bezróżdżkowej – a to właśnie zrobiłeś w Departamencie Tajemnic. Zastanów się, Harry – czy użyłeś tej nocy swojej różdżki?

Chłopiec zamyślił się głęboko, ale rzeczywiście nie przypominał sobie, by w którymkolwiek momencie używał swojej różdżki. Niejeden raz wyciągał ją z kieszeni, ale nie rzucił żadnego zaklęcia.

- Nie, nie użyłem. Ale w takim razie co robi Ministerstwo, żeby kontrolować rodziny magiczne? Jeśli to, co mówisz, jest prawdą, to Ron mógłby po prostu wziąć różdżkę swojego ojca albo Billa albo Charliego, użyć magii i nikt by się nawet nie zorientował. A ten jeden raz, kiedy Zgredek rzucił zaklęcie w domu Dursleyów? Ministerstwo wykryło tę magię i uznało, że to moja sprawka!

Remus zmarszczył brwi.

- Teoretycznie Ron mógłby zrobić coś takiego. To jest właśnie największy problem Ministerstwa, jeśli chodzi o monitorowanie magii nieletnich czarodziejów. Nie jest to jednak tak łatwe, jak może ci się wydawać; nie wiem, czy kiedykolwiek próbowałeś rzucać zaklęcia używając różdżki należącej do kogoś innego, ale wymaga to nie lada umiejętności. Różdżki to bardzo osobiste narzędzia i czyjaś różdżka nigdy nie będzie działała dla ciebie tak dobrze, jak twoja własna, a dla czarodzieja, który nie odebrał jeszcze pełnego magicznego wykształcenia, taki wyczyn jest praktycznie niemożliwy. Oczywiście większość dzieci próbuje użyć różdżki rodzica lub starszego rodzeństwa, ale jako że rezultaty są właściwie zerowe, zazwyczaj próbują tego tylko raz. Jeśli natomiast chodzi o to, co Zgredek zrobił w twoim domu – szczerze mówiąc, nie mam pojęcia, jak to zadziałało. Privet Drive było otoczone silnymi magicznymi barierami, więc może ten fakt w jakiś sposób zaburzył sygnał, który dotarł do Ministerstwa – a może istniał zupełnie inny powód, dla którego w ogóle wychwycili ten sygnał i uznali, że to twoje dzieło. Ostatecznie tego dnia byłeś teoretycznie jedyną osobą w całym domu zdolną używać magii. Nie wiem dokładnie, jakie bariery ochronne otaczają Privet Drive – wiem tylko, że zazwyczaj Ministerstwo monitoruje różdżki, a nie ich właścicieli. Gdybyś chciał dowiedzieć się czegoś więcej, to Artur z pewnością może ci przekazać dokładniejsze informacje na ten temat; podejrzewam, że ma w tej materii o wiele więcej doświadczenia – i z pewnością lepiej zna urzędowe procedury.

- Jeśli będę o tym pamiętał, kiedy zobaczę go następny raz, to zapytam. A tak przy okazji, czy wiesz, co się stało z moimi rzeczami?

- Kingsley powiedział, że Ron spakował wszystko i zabrał ze sobą na Grimmauld Place. Albus przejrzał twoją torbę, a Molly przekazała mi, że zabrał książkę, której używałeś, i zwrócił ją Severusowi. Zabrał też pelerynę – Mundungus jakimś sposobem zawieruszył jedną z dwóch peleryn, z których korzystamy, a Moody nie jest skłonny pożyczać swoją, dopóki nie jest to absolutnie konieczne, więc bardzo potrzebowaliśmy peleryny niewidki, by strzec Syriusza, kiedy żaden członek Zakonu zatrudniony w Ministerstwie nie pełni oficjalnego dyżuru na jego oddziale. Dostaniesz ją jednak z powrotem zanim rozpocznie się rok szkolny. Molly zaszyła rozdarcie w materiale.

Harry pokiwał obojętnie głową – nie myślał teraz o pelerynie. Wiedział, że w końcu ją odzyska, a jeśli teraz była używana do tego, by pilnować Syriusza, to z pewnością służyła dobremu celowi.

- Profesor Snape jest pewnie wściekły.

Remus uśmiechnął się.

- Zapewne jest, ale jeszcze z nim nie rozmawiałem. Z pewnością był bardzo zły, kiedy wyruszyliśmy do Ministerstwa, ale nie sądzę, by od tej pory jakoś specjalnie o tym myślał; Albus zabrał go do Hogwartu, gdy tylko nas znaleziono. Podejrzewam, że potrzebował opieki medycznej tak samo jak my, jeśli nie jeszcze bardziej.

Oczy chłopca rozszerzyły się ze strachu.

- Został ranny? Czemu nic mi nie powiedziałeś?

- Nie, nie jest ranny – ale to, czego dokonał, było niebezpieczne również dla niego. Severus może pochodzić z rodu nekromantów, ale podczas swoich poszukiwań zapewne dowiedziałeś się, że nekromancja jest zdolnością, która wymaga treningu. Profesor Snape nie był szkolony – a przynajmniej nie w stopniu mogącym ograniczyć do minimum zagrożenia związane z tym, co zrobił w Sali Śmierci. Z tego, co wiem, nic mu nie jest, ale rytuał bardzo go wyczerpał. Nie będzie to łatwe, ale myślę, że powinieneś z nim porozmawiać, kiedy obaj dojdziecie już do siebie. I przeprosić.

Harry pokiwał głową, chociaż perspektywa przepraszania Severusa Snape'a w ogóle do niego nie przemawiała. Snape najprawdopodobniej nie będzie nawet chciał wysłuchać tego, co chłopiec miałby do powiedzenia, ale Remus miał rację: to był jego obowiązek. Wyglądało na to, że w najbliższej przyszłości czeka go bardzo dużo przepraszania, ale uratowanie Syriusza było tego warte.

- Wiedziałeś o tym, prawda?

Lupin zmarszczył brwi słysząc to pytanie.

- O czym?

- Że profesor Snape jest nekromantą. To by wyjaśniało, dlaczego zareagował w taki sposób, kiedy zapytałem go o nekromancję.

- Tak, wiedziałem o tym.

- A jak się o tym dowiedziałeś?

Remus wziął głęboki wdech, ale zamiast odpowiedzieć, wypuścił powietrze z płuc. Przez kilka chwil panowała cisza, ale w końcu mężczyzna pokręcił głową.

- Obawiam się, że nie mogę odpowiedzieć na to pytanie, Harry; nie mam prawa dzielić się z tobą tą historią, ale obawiam się, że z jedynego innego możliwego źródła też nigdy jej nie poznasz. Mogę tylko powiedzieć ci, że Severus z pewnością nigdy nie chciał, by ktokolwiek – a już zwłaszcza ja – dowiedział się o jego darze, a faktu, że jednak o tym wiem, nigdy nie zaakceptował ani nigdy się z nim nie pogodził.

- Dlaczego mi nie powiedziałeś? To musiało przyjść ci do głowy, kiedy dowiedziałeś się, że szukam wiadomości o nekromancji.

- Owszem, ale ja nie mam podstaw, by komukolwiek o tym mówić. Nekromancja nie jest zazwyczaj uważana za talent, a czarodzieje posiadający zdolności nekromantyczne wolą nie ujawniać się z nimi przed resztą społeczeństwa. To, że ja wiem o darze Severusa, nie znaczy, że mogę się tą wiedzą dowolnie dzielić z innymi... chociaż – a może zwłaszcza dlatego – że wiedziałem, że badasz ten temat.

- On i tak by mi nie pomógł.

- Nie, prawdopodobnie nie - przyznał Lupin. - Szczerze mówiąc, rozmawiałem z nim o tym i wtedy stwierdził jednoznacznie, że nie zamierza nam pomagać.

- Ale w końcu pomógł...

- Tak, z dwóch powodów: po to, by uratować ci życie i by zamknąć portal, który otworzyłeś. Rozpocząłeś coś, co należało dokończyć, więc Severus nie miał innego wyjścia. Nie zrobił tego dobrowolnie – i nie zrobił tego ani po to, by uratować Syriusza, ani by pomóc tobie. Zmusiła go do tego sytuacja, ponieważ był jedyną osobą potrafiącą w ogóle zamknąć ten portal. Między innymi dlatego uważam, że powinieneś go przeprosić. Nie sądzę, by Severus zrobił to, gdyby miał jakikolwiek inny wybór.

Harry westchnął ciężko. Remus uśmiechnął się.

- Tak, to trudne zadanie, ale na tym właśnie polega bycie dorosłym – twoje działania przyniosły konkretne konsekwencje i teraz musisz sobie z nimi poradzić.

- Wiem, ale to niczego nie ułatwia.

Lupin zaśmiał się.

- Nie, ale nikt nie obiecał ci, że będzie łatwo. Życie nigdy nie jest łatwe.

Chłopiec kiwnął głową. Nikt nie wiedział o tym tak dobrze, jak on!


Kiedy Severus znów się obudził, sypialnia nie była już pogrążona w mroku. To znaczyło, że przespał przynajmniej całą noc, chociaż biorąc pod uwagę, o ile lepiej się czuł, możliwe, że Albus uśpił go na cały następny dzień i kolejną noc. To, że nie wiedział nawet, jaki jest dzień i ile czasu spał, nieco wytrącało go z równowagi, ale prędzej czy później i tak się tego dowie. A jeśli w międzyczasie wydarzyło się coś ważnego, Albus z pewnością go o tym poinformuje. Bez względu jednak na to, ile czasu był nieprzytomny, czuł się zdecydowanie lepiej, niż kiedy obudził się po raz pierwszy; wciąż był słaby, ale czuł się lepiej. A ponieważ był w swoich kwaterach sam i nie było w pobliżu nikogo, kto mógłby go powstrzymać, uznał, że nie ma żadnej potrzeby, by dłużej leżeć w łóżku. Powolnym, ostrożnym ruchem odrzucił więc kołdrę i stopniowo uniósł się do pozycji siedzącej. Jego głowa natychmiast zaczęła boleć i poczuł lekkie mdłości, ale po kilku chwilach głębokiego oddychania to uczucie minęło i mężczyzna przerzucił nogi przez brzeg łóżka. Już wstał i właśnie próbował jakoś wytłumaczyć swoim nogom, że ściany wcale nie wirują jak szalone, kiedy drzwi do sypialni otworzyły się i pojawił się w nich Dumbledore. Stary czarodziej szybko podszedł do Snape'a i wyciągnął dłoń, by go podtrzymać.

- Nie powinieneś jeszcze wstawać, Severusie.

Mężczyzna z trudem powstrzymał jęk.

- Co ty zrobiłeś? Rzuciłeś jakieś zaklęcie monitorujące na mój pokój żeby wiedzieć, czy nie próbuję wstać?

Dyrektor zaśmiał się cicho.

- Tak, to było mniej więcej coś takiego. Nie zrobiłem tego, żeby cię obserwować, ale by mieć pewność, że wszystko z tobą w porządku. Ostatecznie nikt oprócz nas dwóch nie wie, że tu jesteś, a ty – jeśli wolno mi to przyznać – jesteś w bardzo kiepskim stanie. Dokąd chciałeś się udać, jeśli można spytać?

Severus skrzywił się.

- Do toalety. I zanim cokolwiek powiesz – na pewno czuję się na siłach, żeby zrobić to samemu, dziękuję bardzo!

Mężczyzna wyprostował się i ruszył w kierunku drzwi do toalety. Był gotów przyznać, że wciąż jest bardzo osłabiony, i być może nawet potrzebował pomocy dyrektora w pewnych kwestiach, ale nie zamierzał odzierać się z resztek godności, jeśli mógł tego jeszcze uniknąć! Potrzeba by o wiele więcej niż fizycznego wyczerpania, żeby zaakceptował pomoc przy tym, co zamierzał teraz zrobić... Kiedy kilka minut później wyszedł z ubikacji, czuł się zdecydowanie lepiej, ale znów dopadło go zmęczenie, więc nie protestował, gdy Albus chwycił go za ramię i podprowadził do łóżka. Podczas jego krótkiej nieobecności sypialnię musiał odwiedzić jeden ze skrzatów domowych, ponieważ na nocnym stoliku stała taca z herbatą i talerzem tostów. Severus opadł na materac i wziął do ręki kubek, a Dumbledore przysunął sobie krzesło i usiadł obok niego.

- Jak się czujesz?

Mistrz Eliksirów wzruszył ramionami.

- Lepiej. Jeszcze nie tak dobrze, jak bym chciał, ale to minie. Czy masz jakieś nowe informacje?

Albus patrzył na niego przez moment.

- Remus niemal całkowicie doszedł do siebie i już wypisał się ze szpitala, a i Harry niedługo zostanie wypuszczony. Syriusz natomiast obudził się wczoraj wieczorem.

Severus nie był pewien, czy chce usłyszeć odpowiedź na to pytanie, ale mimo to je zadał.

- W jakim jest stanie?

- Nie wiem, jeszcze nie byłem u niego z wizytą. Dam ci jednak znać, jak tylko czegoś się dowiem.

Mistrz Eliksirów chyba skrzywił się na te słowa, bo stary czarodziej przechylił lekko głowę i rzucił mu pytające spojrzenie.

- Czy chcesz o tym porozmawiać?

Głos dyrektora był delikatny, ale Severus nie spojrzał mu w oczy; znał siłę kryjącą się za tym błękitnym spojrzeniem i był pewien, że jeśli dzisiaj się z nim zmierzy, całkowicie się załamie. Było mu wystarczająco trudno utrzymać ponure wspomnienia na odległość bez poczucia, że Dumbledore za pomocą jednego spojrzenia jest w stanie odczytać wszystkie jego najskrytsze myśli. Wbił więc wzrok w kubek, który trzymał w lekko drżących dłoniach.

- Porozmawiać o czym?

Słowa zabrzmiały bardziej szorstko niż zamierzał, ale nie mógł ich już cofnąć. Albus albo tego nie zauważył, albo zignorował.

- O tym, co się stało, kiedy Harry wybudził się z transu. Wiem, że nigdy wcześniej nie byłeś zmuszony zabrnąć tak daleko. Nie jestem nekromantą i w związku z tym nie jestem w stanie wyobrazić sobie, przez co przeszedłeś, ale zawsze jestem gotów cię wysłuchać.

Severus odetchnął głęboko; był to oddech tak niepewny i drąży, że mężczyzna aż skrzywił się w duchu.

- Nie wiem - przyznał w końcu. - Czy rozmowa na ten temat w czymkolwiek by pomogła? Czy ja w ogóle chcę o tym rozmawiać? Po prostu nie wiem, Albusie. Wiem tylko, że nigdy więcej nie chcę przechodzić przez coś takiego.

Dyrektor nie odpowiedział w żaden sposób, ale nie wyglądało również na to, by zamierzał opuścić sypialnię. Jednym z powodów, dla których rzucił zaklęcie monitorujące na kwatery Severusa, było – oprócz fizycznego stanu młodszego mężczyzny – sprawdzenie jego reakcji emocjonalnej na to, przez co przeszedł podczas rytuału. Severus wypił herbatę i przez długie minuty wpatrywał się w swoje ręce.

- To było po prostu szczęście - odezwał się w końcu cichym, ale pewnym głosem. - Zwykłe szczęście, że udało mi się wyciągnąć Blacka zza Zasłony, i zwykłe szczęście, że w ogóle udało mi się wrócić - przygryzł wargę i potrząsnął głową, jakby chciał z niej wyrzucić szczególnie nieprzyjemne wspomnienie. - Miałem wrażenie, jakby coś wciągało mnie prosto do próżni; nie miałem pojęcia, gdzie jestem i jak mam dotrzeć do Blacka, nie wspominając już o powrocie. I wtedy... - przełknął ciężko, ale odsunął się, kiedy Dumbledore chciał położyć dłoń na jego ramieniu. Severus wiedział, że nie zniesie w tej chwili niczyjego dotyku. Dyrektor cofnął rękę i w milczeniu odchylił się na krześle, a Mistrz Eliksirów znów wbił wzrok w swoje dłonie.

- Nagle oni byli wszędzie, jakby wyczuli, że jestem w stanie zabrać ich z powrotem do świata żywych. Ciężko to opisać, Albusie; miałem wrażenie, jakby ręce tak lodowate, że aż parzyły mi skórę, ciągnęły mnie w stu różnych kierunkach jednocześnie. Błagałem ich, żeby mnie puścili, mówiłem, że przybyłem tam po Blacka i tylko po niego, ale nie słuchali mnie. Ja... wiedziałem, że nigdy nie uczyłem się nekromancji i że nie byłem dostatecznie przygotowany, żeby przeprowadzić rytuał, ale nigdy nie sądziłem, że to może być aż tak ciężkie. Nie pamiętam, co się stało – wiem tylko, że to było najgorsze doświadczenie w moim życiu.

Młodszy czarodziej w końcu spojrzał na Dumbledore'a i dyrektor niemal się wzdrygnął, kiedy zobaczył pusty, bolesny wyraz jego oczu. Severus Snape był mu bardzo drogi, chociaż większość ludzi nie rozumiała przyczyn tej szczególnej więzi. Albus i Severus doskonale wiedzieli jednak, na czym opierała się ich przyjaźń, nawet jeśli czasem wydawała się bardziej formalna niż personalna. Przede wszystkim, na nieograniczonym zaufaniu – zaufaniu, które narodziło się w ciężkich, niebezpiecznych czasach, wiele lat temu.

- Bez względu na to, kto by prosił, bez względu na to, o co toczyłaby się gra, nigdy więcej nie użyję nekromancji. Nawet gdybym miał pewność, że rytuał się uda, wiem, że ja nie powróciłbym już stamtąd taki jak wcześniej. Nie mogę tego zrobić już nigdy więcej.

Dumbledore skinął głową, po czym delikatnie popchnął Severusa na łóżko i położył dłoń na jego czole.

- Jednym z moich największych lęków zawsze było to, że Voldemort pewnego dnia zmusi cię do takiego właśnie poświęcenia; zdawałem sobie sprawę, że jeśli przeprowadzisz rytuał nekromancji, możesz już nie powrócić. Cieszę się, że nawet bez odpowiedniego treningu znalazłeś w sobie siłę, by powrócić cało... i niemal zdrowo. Bałem się, że to się nie uda.

Severus zauważył, że dyrektor z trudem panuje nad swoimi emocjami, ale nie wiedział, co odpowiedzieć; po tylu latach wiedział już, że dyrektor bardzo się o niego troszczy, ale wiedzieć to nie to samo co reagować – a Mistrz Eliksirów nie był przyzwyczajony do tego, by inni się o niego troszczyli. Zamknął więc oczy i pozwolił, by jego zmęczony umysł zaczął odpływać w nieświadomość.

- Po prostu nie chcę tego więcej robić, Albusie. Nigdy więcej.

- Obiecuję, że nigdy więcej nie znajdziesz się w takiej sytuacji. Wiem, że to może nie wystarczyć, ale obiecuję, że zrobię tyle, ile będę w stanie.

Severus nie zareagował, ale Dumbledore z uśmiechem zauważył, że oddech młodszego mężczyzny zaczął się wyrównywać. Pozwolił, by jego ręka spoczywała na czole Snape'a jeszcze przez moment, po czym okrył go kocem, wstał z krzesła i opuścił sypialnię.