UWAGA! Autorką opowiadania jest Wizards-Pupil, ja tylko tłumaczę na Polski. :)
Usiadłam obok niego nawet nie próbując ukryć zdenerwowania.
- Och, Harry, tak się boję. – wykrzyknęłam. Z jego twarzy zniknął wszelki ślad uśmiechu i spojrzał na mnie zaniepokojony.
- Hermiono, co mogę zrobić? – powiedział, kładąc mi rękę na ramieniu.
Już od dawna chciałam go o coś zapytać, ale wcześniej nie miałam do tego okazji.
- Przyjdziesz? – zapytałam cicho.
Spojrzał na mnie z niedowierzaniem, był wyraźnie zszokowany.
- Naprawdę musiałaś o to zapytać Hermiono? Oczywiście, że przyjdę, Ron i Ginny też tam będą. Miałem ci to przekazać. – Zrobił krótką pauzę i uśmiechnął szeroko. – Nawet stado wściekłych krów by ich przed tym nie powstrzymało.
Roześmiałam się razem z nim. To było słodkie, że próbował rozśmieszyć mnie mugolskim powiedzeniem.
- Harry, poprowadzisz mnie do ołtarza?
Przestał się śmiać i spojrzał na mnie zaskoczony.
- Oczywiście Hermiono, to dla mnie zaszczyt.
- Dziękuję ci bardzo Harry, nie wiedziałabym co zrobić gdybyś odmówił. – Uśmiechnął się i mocno mnie uściskał.
TRZASK!
Fred aportował się w środku pokoju, a Harry i ja podskoczyliśmy wyciągając różdżki.
- Merlinie! – wykrzyknął Harry, cały czerwony na twarzy. – Musimy zacząć nad tym panować!
Roześmiałam się i go uściskałam.
- Dzięki, że skoczyłeś razem ze mną. Czasami mam wrażenie, że to tylko ja jestem jakaś dziwna.
Fred odchrząknął. Spojrzałam na niego i ze zdziwieniem zauważyłam, że wyglądał na zdenerwowanego.
- Hermiono, mogę z tobą porozmawiać? - powiedział po prostu.
- Oczywiście. – Podeszłam do niego, a on chwycił mnie za rękę i wyciągnął na zewnątrz. Szedł sztywno i nawet na mnie nie patrzył. Zaczynałam poważnie się martwić.
- Co się dzieje Fred? - Słońce zaczynało zachodzić i jego blask rozświetlał wodę w piękne odcienie pomarańczu, czerwieni, błękitu i różu. To mogłaby być naprawdę romantyczna sceneria gdyby nie to, że martwiłam się o to, że Fred wyglądał na niezadowolonego. Wciąż nic nie powiedział, tylko posadził mnie na pieńku i odwrócił się tak, że teraz stał do mnie plecami. Blokował swoje emocje, co okropnie mnie przerażało. Nienawidziłam, kiedy byłam od niego odcięta. To trochę dziwne, bo mogłam je odczuwać dopiero od kilku dni, a już się do tego przyzwyczaiłam. To było coś, co zawsze przypominało mi, że nie jestem sama i wszystko z nim w porządku.
- Fred? – zapytałam znowu, teraz naprawdę przestraszona. Pochyliłam się do przodu, próbując wyczuć jego emocje. Nie wiedziałam jak to robił, ale przypominało mi to oklumencję.
W końcu odwrócił się i popatrzył na mnie. Nie wyglądał jakby był wściekły, wyglądał bardziej jakby odniósł jakąś porażkę. Opuścił ramiona i głowę i wyglądał jakby bardzo mocno próbował się nie załamać.
Natychmiast wstałam z pieńka i podeszłam dwa kroki bliżej. Chwyciłam go za dłonie i przyciągnęłam je do swojego serca.
- Co się dzieje Fred? – Wciąż nie odpowiedziała, tylko skrzywił się lekko. Wzięłam głęboki oddech, a z oka wyciekła mi łza.
- A niech cię Fred, powiedz coś! – powiedziałam. Po prostu potrząsnął głową i wciąż wyglądał jakby poniósł jakąś straszną klęskę. Puściłam jego dłonie i przytuliłam go, kładąc mu głowę na klatce piersiowej.
- Świetnie, więc nic nie mów.- powiedziałam, starając się, żeby mój głos brzmiał spokojnie – Ale przestań mnie blokować, proszę, bo to zaczyna mnie przerażać. – Przesunęłam trochę głowę, znalazłam jego serce i wsłuchiwałam się w rytm, w którym biło. Po długiej chwili podniósł ręce i mnie objął, ale wciąż nie dopuszczał do mnie swoich emocji.
Świetnie. Ja też mogę w to grać. Skupiłam całą swoją energię na tym, żeby postawić tarczę wokół mojego umysłu, odrzucając wszelkie emocje. Fred zesztywniał i wiedziałam już, że mi się udało.
- Hermiono. – powiedział cicho. Pokręciłam głową i nie odpowiedziałam. Poczułam, że coś napiera na mój umysł i wiedziałam, że próbuje dostać się do środka. Uśmiechnęłam się nieznacznie i podwoiłam zabezpieczenia.
- Nie Fred, dopóki ty też mnie nie wpuścisz, albo nie powiesz mi o co chodzi.
Westchnął i poczułam ruch powietrza w jego klatce piersiowej.
- No dobra. – powiedział. Po chwili uderzył mnie potworny ból, jakby ktoś chciał rozerwać moje serce na strzępy. Po chwili poczułam następną, mocniejszą emocję. Zazdrość, gorzką i gwałtowną zazdrość. Wzięłam oddech i przytuliłam go mocniej, bojąc się, że mogę upaść od siły tych emocji.
- Co do…? – Nie byłam w stanie powiedzieć nawet jednego pełnego zdania.
Trzymał mnie mocno, jakby bał się, że odejdę. Otrząsnęłam się i usunęłam swoją barierę.
- Harry. – powiedział po chwili.
Rozejrzałam się, spodziewając się, że zobaczę czarnowłosego chłopca idącego w naszym kierunku, ale nigdzie go nie było.
- Co z Harrym? – zapytałam zaraz po tym jak odkryłam, że go tu nie ma. Fred znów westchnął i opuścił ręce. Od razu poczułam tęsknotę za ich ciepłem i poczuciem bezpieczeństwa, które mi dawały, ale ja go nie puściłam.
- To przez niego. – powiedział po prostu. Wciąż nie mogłam go zrozumieć.
- Że co? – powiedziałam. Podniósł rękę i pogłaskał mnie lekko po włosach.
- Zrobiłem się zazdrosny o Harry'ego. – powiedział cicho. Opuściłam ramiona i odsunęłam się od niego, gapiąc się na niego jak na idiotę.
- Że co? – powtórzyłam. Podszedł krok bliżej, ale zatrzymał się, kiedy zobaczył jak bardzo byłam zła. Byłam wściekła. Czemu wszyscy zawsze są zazdrośni o Harry'ego? Najpierw Krum, potem Ron, a teraz Fred!
- Ludzie, co z wami? – wykrzyknęłam, kładąc ręce na biodrach. – Czemu zawsze jesteście zazdrośni o Harry'ego? To mój najlepszy przyjaciel, jest dla mnie jak brat. Nigdy nawet tak o nim nie myślałam. Kocham Harry'ego, ale nie w ten sposób.
Spojrzał w dół, zawstydzony.
- Wiem. – powiedział cicho. Podeszłam do niego i spojrzałam mu w oczy.
- Więc czemu jesteś zazdrosny? – zapytałam, teraz już łagodnie. Wciąż odczuwałam jego ból, nie mogłam tego zrozumieć.
- Nic nie mogę na to poradzić. Waszą dwójkę łączy coś, czego nas nigdy nie będzie. Zna cię o wiele lepiej niż ja, no i zawsze się do siebie przytulacie. – Zrobił pauzę, prawdopodobnie wyczuwając moje zdenerwowanie.
- Fredzie Weasley'u, jutro za ciebie wychodzę. – Wyglądał na lekko zaskoczonego tym, co powiedziałam. – Nie wychodzę za Harry'ego. Nawet gdybyśmy nie byli zmuszeni za siebie wyjść, jeśli obudzilibyśmy się jutro rano i nie było tej całej sprawy z zaklęciem i moglibyśmy poślubić kogo tylko zechcemy, wciąż nie wyszłabym za Harry'ego. Nie wyszłabym za Rona, wyszłabym za ciebie. – powiedziałam powoli. Rozszerzył oczy ze zdziwienia i patrzył na mnie z niedowierzaniem.
- Tak Fred, jesteś moim narzeczonym, to ty mi się podobasz. – podeszłam do niego i uścisnęłam go. – Tylko ty.
Zesztywniał lekko, a potem odciągnął mnie od siebie. Opuściłam ręce zrezygnowana. A potem zaskoczył mnie, obejmując mnie lekko, podnosząc brodę i całując mnie mocno i gwałtownie.
Kiedy wróciliśmy na zewnątrz było już zupełnie ciemno.
Harry siedział zdenerwowany na kanapie i spojrzał z obawą na Freda, kiedy weszliśmy do środka. Od razu wstał i włożył ręce do kieszeni.
- Ginny chciała, żebym ci przekazał, że czeka na ciebie w hotelu. Powiedziała, że możesz się do niej aportować kiedy chcesz i przygotowała dla ciebie kolację.
- A ty idziesz ze mną. – usłyszałam inny głos i mało brakowało abym krzyknęła. George wstał z kanapy i podszedł do brata z szerokim uśmiechem na twarzy.
Spiorunowałam go wzrokiem, starając się przyjąć taką postawę, jak pani Weasley. Podniosłam palec i wycelowałam go w George'a.
- Jeśli usłyszę chociaż jedną plotkę, o skąpo ubranej czarownicy lub mugolce na waszej imprezie, dopadnę cię George'u Weasley'u.
Roześmiał się, słysząc moją groźbę, więc zniżyłam głos do szeptu tak, żeby tylko on mnie słyszał.
– Mogę ci zagwarantować, że ty i Verity nie będziecie mogli mieć dzieci. – Zbladł lekko i zaśmiał się nerwowo.
- Nie martw się Granger, Fred i ja nie zrobimy nic dzikiego, nie mógłbym nie wykorzystać ostatniej okazji bycia sam na sam z moim bratem. – Objął bliźniaka i ruszył w kierunku drzwi.
- Czekajcie! – krzyknęłam zanim wyszli na zewnątrz. Wzięłam głęboki oddech i podeszłam do Freda. Objęłam go i delikatnie go pocałowałam, wysyłając mu przy tym emocje oddania i wierności, żeby upewnić go, że jest jedyną osobą, która mi się podoba. Zrozumiał, bo prawie jęknął z niezadowoleniem, kiedy jego brat pociągnął go z powrotem w kierunku drzwi.
Odwróciłam się i spojrzałam na Harry'ego, który uśmiechał się szeroko, sprawiając, że mocno się zarumieniłam.
- Och przestań. – powiedziałam i deportowałam się do pokoju Ginny.
Aportowałam się w środku sypialni, w hotelu. Po jednej stronie znajdował się telewizor, a po drugiej lada i zlew. Odwróciłam się w kierunku dwóch łóżek i uśmiechnęłam się, widząc czarownicę siedzącą na jednym z nich. Na krześle leżała moja suknia ślubna, a tuż obok sukienka Ginny. Kiedy tylko mnie zobaczyła zeskoczyła z łóżka i podbiegła do mnie, żeby mnie uściskać.
Od razu zaczęła gadać o sukni, włosach, makijażu, zanim udało mi się w końcu ją uspokoić. Tak właściwie nie czekało na mnie nic do jedzenia, więc to ja zamówiłam coś dla nas, ponieważ Ginny nie umiała mówić po francusku. Usiadłyśmy na łóżku i opowiedziałam jej o wszystkim co wydarzyło się w ciągu ostatnich kilku dni, uśmiechając się do wspomnień.
Kiedy skończyłam, pokazałam jej mój pierścionek i popatrzyła na niego z podziwem.
- To takie urocze Hermiono! Podoba mi się ta wydra! – pisnęła, dotykając jej główki.
- Naprawdę mu się podobasz Hermiono. – powiedziała delikatnie, spoglądając na diament. – Myślę, że może nawet cię kocha.
Zanim miałam szansę odpowiedzieć usłyszałam dzwonek do drzwi. Zeskoczyłam z łóżka i chwyciłam tacę z jedzeniem oraz filmy, o które prosiłam. Postawiłam jedzenie na stole. Zamówiłam zapiekankę pasterską, ponieważ była sycąca, ale nie na tyle ciężka, żebym mogła ją jutro odczuwać. Zjadłam kilka kęsów, a po chwili wstałam, żeby puścić pierwszy film. Doskonale zdawałam sobie sprawę, że Ginny nie jest w stanie wytrzymać całego romansu, więc wzięłam „Narzeczoną dla Księcia", film który kochałam. Śmiała się przez cały czas i naprawdę świetnie się bawiłyśmy. Jeszcze lepiej mi się go oglądało słysząc jej zabawne komentarze i jej ogólny zachwyt wynalazkiem.
N/A: Aaaa już niedługo ślub, czy tylko ja nie mogę się doczekać? :3
