38. Porządek

Karkarow podzielał pogląd, że wygląd żaglowca świadczy o jego załodze. Statek był częścią Durmstrangu, jego dumą; przez te wszystkie miesiące reprezentował szkołę i dlatego powinien robić jak najlepsze wrażenie.

Praca na magicznym żaglowcu nie wymagała takiego samego zaangażowania, jak w przypadku zwykłego, mugolskiego statku. Dziesiątki niewidocznych, lecz niezwykle przydatnych zaklęć, którymi nasączono tę fregatę od kilu aż po czubki masztów, sprawiały, że kadłub i takielunek były bardzo odporne na wszelkie uszkodzenia.

Pomimo tego załodze nie brakowało zajęć. Do jej obowiązków należało codzienne szorowanie pokładu, utrzymywanie porządku we wszystkich pomieszczeniach na statku i kontrolowanie zaklęć takielunku. Karkarow wychodził z założenia, że ta szóstka uczniów, która należała do normalnego składu załogi, spędziła już na statku wystarczającą ilość czasu, by potrafiła sobie poradzić ze wszelkiego rodzaju pracami pokładowymi. Pomagała im reszta uczniów i Igor pilnie zwracał uwagę, czy przykładają się do pracy. Wątpił, co prawda, czy przy tej okazji nauczą się czegokolwiek, ale pobyt na żaglowcu do czegoś zobowiązywał.

Niekiedy Karkarowowi przychodziło mu do głowy, aby dokładniej skontrolować, jak statek znosi zabiegi uczniów. W takie dni urządzał sobie obchód bladym świtem, dokładnie badając wszystko, począwszy od stanu takielunku, poprzez żagielkoję i kabelgat na forpiku, aż po kabinę nawigacyjną.

Tutaj zatrzymywał się nieco dłużej. Zazwyczaj wszystko było w porządku. O szok przyprawiały go tylko nieliczne przypadki, jak wtedy, gdy zdarzyło mu się znaleźć Morze Sargassowe pomiędzy mapami Arktyki. Przeglądając dziennik pokładowy, pozwalał swoim myślom płynąć swobodnie. Zwykle sięgał pamięcią do czasów, gdy sam jeszcze uczył się sztuki magicznej żeglugi. Niekiedy wspominał morza, po jakich podróżował. A czasami statki, pod żaglami których pływał. Jednak najwięcej wspomnień łączyło go z żaglowcem Durmstrangu.

Igor kończył swoją inspekcję tuż przed porą śniadania. Uczniowie mogli poznać po jego minie, jak wypadła kontrola. Zazwyczaj nic nie mówił, czasami tylko rzucił krótko: charoszo – dobrze.

Było jednak jedno miejsce na żaglowcu, które Karkarow starannie omijał podczas swojej inspekcji. Pozwalało mu to zachować wrażenie, że przynajmniej na pokładzie żaglowca wszystko znajduje się pod jego kontrolą.

Był to kubryk na śródokręciu i przylegające do niego kajuty, w których mieszkali uczniowie.