Nowe ścieżki
Dni zamieniały się w tygodnie, a Severus zadomawiał się jako nowy mistrz szpiegów Zakonu. Nigdy nie brał udziału w zebraniach Wewnętrznego Kręgu, ani nie dowiedział się więcej o źródłach Albusa poza okazjonalnymi szeptami i plotkami. Teraz, gdy otrzymywał już każdą informację i miał pełen dostęp do sieci kontaktów Zakonu, szczerze zastanawiał się, jak mogli przetrwać aż tak długo.
Albus może i był najpotężniejszym i najgenialniejszym czarodziejem tego i poprzedniego stulecia, jednak jego umiejętności organizacyjne praktycznie nie istniały. Z kolei pomysł dyrektora na prawidłową dokumentację był zbyt blisko powiązany z jego doskonałą pamięcią. Zapisywanie informacji, jak się mu zdawało, nie dotyczyło jego osoby.
Spędzali tak więc długie godziny w jego nowo przystosowanym biurze. Severus zadawał pytania, a Albus odpowiadał na nie w swój wyjątkowy, wymijający sposób. Projektował mapy, diagramy i protokoły alarmowe, próbował zaprowadzić porządek w chaosie korespondencji Dumbledore'a i przekopywał się przez sterty dokumentów zapełniające nieskończoną ilość kufrów.
Czekało go dużo pracy i nie dotyczyła ona wyłącznie szpiegowania i zarządzania informacjami. Większość uwagi członków Zakonu była zwrócona na praktyczny aspekt ich pracy: zbieranie informacji, zdobywanie nowych sprzymierzeńców, śledzenie aktywności śmierciożerców i utrzymywanie ministerstwa z dala od wszystkiego. Być może potrzebowali mistrza eliksirów, by nauczył ich, że "Zbierz tyle, ile ci się uda i mocno zamieszaj" nie jest dobrą metodą na organizację ruchu oporu. Wyłowienie rzeczy ważnych spośród nieistotnych, łączenie faktów, aby odkryć wzory i przedstawienie tego w takiej formie, żeby inni mogli wykorzystać to w swojej pracy – wszystkie te kroki, tak podstawowe w badaniach naukowych, w jakichkolwiek badaniach, większości nigdy nie wydały się potrzebne.
Nawet jeżeli niektórzy z nich zdawali sobie sprawę z krótkowzroczności ich metod, brakowało im czasu lub chęci, by to zmienić. W tym stanie rzeczy nikt nie protestował, gdy Snape zobaczył to co osiągnęli i czego nie dokonali w ostatnich miesiącach, wybuchł i zabrał się do pracy.
Spotkania Zakonu musiały zostać zrestrukturyzowane, trzeba było ustalić bardziej wydajne metody komunikacji i choć nowa kwatera zakonu w Hogwarcie ułatwiała wiele rzeczy, dochodziły dodatkowe obciążenia, jak wystrój, zaplanowanie i wprowadzenie akceptowalnego systemu zabezpieczeń, bezpieczeństwa oraz haseł.
W niektóre dni tak długo siedział pochylony nad dokumentami, że aż bolały go ramiona. Czuł jakby brakowało mu czasu nawet na oddychanie. Nawet jego czas spędzany z Hermioną skrócił sie jedynie do treningów walki i spotkań strategicznych, gdyż próbowała uczyć, bardziej niż chętnego, Harry'ego Pottera podstawowej wiedzy o polityce, pracy Zakonu i sztuce podstępu. I tak nie mógł nawet poprosić jej o pomoc, gdyż jej prawdziwa rola nie była znana nawet pośród członków Wewnętrznego Kręgu Zakonu, a nie mógł wyjaśnić jej obecności w kwaterze głównej podczas gdy nawet Harry Potter czekał na oficjalne wprowadzenie.
Hermiona.
Teraz wolał nie myśleć o niej zbyt często. Na zewnątrz nic się pomiędzy nimi nie zmieniło. Jednak obelgi rzucone na nich pod wpływem chwili przez Ronalda Weasleya zniszczyły coś zbyt delikatnego, by można było to nazwać.
Być może była to niewinność.
Wcześniej nigdy nie kwestionował ich bliskiego kontaktu, zarówno cielesnego jak i połączenia ich umysłów. Po pierwsze była dziewczyną, która potrzebowała pomocy, ofiarą niewypowiedzianego okrucieństwa. Gdy stała się jego wspólnikiem, uznał jej genialny umysł i sprawne ciało. Była dla niego tak bezpłciowa jak Albus czy Minerwa.
Potem, stali się przyjaciółmi. Rodziną. Osobami tak bliskimi, że nie było sensu w szukaniu pasującej definicji. Czymś co przekraczała jakąkolwiek intymność, którą kiedykolwiek dzielił z inną osobą, nawet w krótszych czy dłuższych związkach z kobietami na przestrzeni tych lat.
Każdego dnia odkrywał o niej coś nowego, i, w zamian, również o sobie. Wracały do niego uczucia i myśli, o których myślał, że dawno już zginęły. Uczucia, które budziła w nim Hermiona. Troska. Czułość. Potrzeba ochraniania. Miłość.
I zamiast pozostać w bezpiecznej odległości, rzucił się w to głową naprzód.
Nigdy nawet nie myślał o ich swobodnych dotykach, objęciach czy o tym, jak dzieli wspólną kanapę podczas cichych wieczorów. Czułości, którymi zawsze gardził, w jej towarzystwie z łatwością spływały z jego ust. Jak jego pokoje wydawały się opustoszałe i zimne, gdy jej tam nie było.
Jak harmonijnie ruszały się ich ciała we wspólnej walce, jak w pełnym gracji tańcu pomiędzy równymi partnerami.
Jednak teraz, jakby słowa Weasleya uaktywniły jakaś ukrytą część jego mózgu, przypominał sobie dotyk jej włosów, gdy je czesał i zaplatał, lub jak je gładził, gdy była zdenerwowana. Przypominał sobie słodki zapach jej oddechu i czysty zapach jej potu, który omiatał go w czasie wspólnej walki. Jej dobrze zbudowane ciało, tak blisko niego, że aż mógł poczuć bijące od niego ciepło.
Jej jedwabista skórę, gdy jego dłonie podążały w górę jej ud, by usunąć sztylety. Jej olśniewający uśmiech, nieoczekiwany i obezwładniający, który w jednej chwili zmieniał ją w piękność.
Był aż nadto świadomy jej obecności w drugim pokoju, gdy leżał w ciemności czekając na sen, który da mu kilka godzin spokoju. Bliskość jej ciała, gdy walczyli, rozmawiali oraz własnych fizycznych reakcji na jej osobę.
Przeklinał własną słabość.
To było złe, tak złe, że nawet nie powinien myśleć w ten sposób.
Nie dlatego, że była dwa razy młodsza od niego, czy że była jego uczennicą - te myśli nawet nie pojawiły się w jego głowie, gdy próbował wygnać ją ze swojego umysłu. Nie była dzieckiem, ani uczennicą, wydawała się mu starsza i bardziej dojrzała niż wiele kobiet w jego wieku kiedykolwiek mogłoby być.
Jednak ona została skrzywdzona tak bardzo, tak często, że męskie pożądanie musiało być dla niej niczym więcej jak zagrożeniem.
Pamiętał jak na początku ich współpracy unikała jakiegokolwiek dotyku. Własne ciało było dla niej czymś obcym, narzędziem, którym mogła się posłużyć do uzyskania przewagi. Wiele miesięcy zajęło im osiągnięcie tego poziomu zaufania, aby poczuła się przy nim swobodnie, by mogła wierzyć, że jego dotyk nie jest dwuznaczny. Nawet myślenie o niej w ten... sposób... wydawało mu się zdradą.
Znienawidziłaby go, gdyby się dowiedziała, że jest kolejnym - jak Weasley zwięźle to określił? - starym napalonym śmierciożercą, pożądającym jej ciała, podczas gdy ona starała się nie oszaleć.
A nawet jeżeli ta jej część nie została nieodwracalnie zniszczona, kim był, by wierzyć, że mógłby być atrakcyjnym dla tak pięknej młodej kobiety jak ona, kobiety, która... Nie. Nie pozwalał sobie na takie myśli. Nawet pod osłoną nocy, ukryty przed wszystkimi we własnej sypialni.
Zakopał więc się pod tonami pergaminów, zajmując swój umysł i ciało, dopóki ledwie miał siły by wczołgać się do łóżka. Koncentrował wszystkie swoje myśli na utrzymaniu w ryzach swoich uczuć do niej, schowaniu tych zakazanych obrazów za ciężkimi metalowymi osłonami i zmuszając swoje zbłąkane oczy, by nie patrzyły na jej ciało.
Cicho modlił się, by nie zauważyła różnicy.
Luty rozpoczął się ulewnymi deszczami i śnieżnymi zawiejami, zamieniając ziemię w błoto. Sufit Wielkiej Sali zasnuł się burzową szarością.
Hermiona nic nie zauważyła. Nie przyłączyła się również do westchnień i skarg tych, którzy czuli się uwięzieni w zamku, z niczym więcej jak pracą domową i z coraz mniejszymi oczekiwaniami co do przyszłości w tych szarych i ponurych poświątecznych dniach.
Była bowiem bardziej zapracowana niż kiedykolwiek w swoim życiu. Gdy po północy wczołgiwała się do łóżka, zasypiając tak szybko jak jej głowa dotknęła poduszki, często zastanawiała się skąd czerpała energię, wystarczająco siły i motywacji, by przejść przez te dni, które zdawały się nie mieć końca.
Po pierwsze, był Harry. Mocno obstawał przy swojej decyzji przystąpienia do Zakonu, co zostało entuzjastycznie przyjęte zarówno przez Dumbledore'a jak i McGonagall. Jednak początkowe zadowolenie z tego, że wreszcie postępuje właściwie, ulotniło się bardzo szybko, po pierwszej swobodnej rozmowie z Dumbledorem, po której czuł się zagubiony i sfrustrowany. Jego wiedza o taktyce, polityce i ogólnej strukturze magicznego społeczeństwa, co sobie uświadomił, była praktycznie nieistniejąca.
Co wiedział o zasadach działania Wizengamotu czy Konstytucji? O prawach aurorów czy Niewymownych? Nawet czarodziejska etykieta i rodowody wielkich klanów czystej krwi były dla niego wielką niewiadomą. Nareszcie zrozumiał dlaczego Hermiona spędziła ostatnie sześć lat swojego życia na intensywnej nauce, próbując zrozumieć ten wspaniały nowy świat w który zostali wrzuceni.
To właśnie do niej zwrócił się o pomoc.
Zapewniła mu materiały do czytania, lekcje historii i etykiety i opowiedziała mu wszystko o Zakonie - no, może nie wszystko, jeżeli miała być szczera, ale zdecydowanie wszystko o czym musiał wiedzieć. Jednak to proste rzeczy doprowadzały ją do szaleństwa. Jak go nauczyć że, na przykład, nie może czytać swoich nowo zdobytych książek tam, gdzie inni mogą go zobaczyć? Jak mu wyjaśnić, że ta aura nowej determinacji, z którą się obnosił, to nie jest najlepszy pomysł? Że nie powinien okazywać zbyt dużo czułości i troski wobec niej, gdy inni na nich patrzą?
Obserwowała i studiowała ludzkie interakcje odkąd mogła sięgnąć pamięcią, i dopiero teraz, gdy widziała jak Harry walczy by utrzymać publicznie akceptowalne pozory, uświadomiła sobie jak łatwo przychodzi jej granie, jak udawanie i kłamstwo stało się jej drugą naturą. Odgrywała role na długo za nim stała się "Hermioną szpiegiem", i zdała sobie sprawę, że prawie niemożliwe jest dla niej nauczenie czegoś, co robiła automatycznie.
– Nie chcemy tylko ukryć czegoś przed osobami, które mogą szpiegować, ale jednocześnie chcemy sprawiać konkretne wrażenie – wyjaśniła po raz kolejny, siedząc z Harrym w swoim pokoju Prefekt Naczelnej. – Twoje publiczne oddalenie się od Rona jest dobre, jednak nie chcemy byś wyglądał na zbyt pewnego siebie czy zadowolonego. Niepewność i nerwowość, to słowa klucze. Powiem Voldemortowi, że zbliżyłam się do ciebie i że umniejszam twoje szanse na zwycięstwo. Musisz odzwierciedlać moje słowa, inaczej to nie zadziała. Rozmyślaj, bądź wycofany, skub paznokcie, unikaj patrzenia innym w oczy...
– Staram się – zaprotestował Harry. Z jego twarzy odczytywała emocje jak z otwartej księgi. – Jednak nie przychodzi mi to naturalnie, w chwili, gdy nie jestem na tym w pełni skoncentrowany, maska opada. Nie wiem jak...
Nie mogła powstrzymać sfrustrowanego westchnięcia. – A ja nie wiem, jak mam cię uczyć – przyznała cicho. – Nigdy nikt mnie tego nie uczył i nie wiem kto wiedziałby jak... poza... To mogłoby być rozwiązanie...
Nagle jej oczy rozbłysły a na policzki wstąpił rumieniec. Pospiesznie napisała krótką wiadomość na jakimś obszarpanym pergaminie i wysłała ją sową, którą kupiła latem.
– Chodźmy – powiedziała. – Spotkamy się z nim w lochach. Nie możemy kazać mu zbyt długo czekać.
Po drodze nie odpowiedziała na żadne z jego pytań. Szli bezpiecznie ukryci pod pelerynką-niewidką Harry'ego, którą teraz zawsze miał przy sobie. Harry miał dziwne uczucie w żołądku i przerażające przeczucie, że tą tajemniczą osobą okaże się być Snape. Jednak kiedy w końcu zdjęli pelerynkę i skręcili za róg, przywitała ich burza platynowych blond włosów i arystokratyczna postawa, wygładzone przez maskę arogancji.
– Granger. Potter. Dwa kociaki zabłąkały do gniazda węża – przywitał się z nimi chłodno. – Uważajcie, bo możecie nie trafić do wyjścia.
– Malfoy – syknęła agresywnie Hermiona, mijając chłopaka.
Całkowicie zagubiony, jednak na tyle mądry by bez protestu naśladować jej zachowanie, Harry podążył za nią, nawet nie patrząc w stronę Malfoya. Mógł teraz dostrzec, że Hermiona rzuca jakieś zaklęcie pod osłoną swoich szat. Kolejny raz skręcili w jakiś korytarz, słysząc za sobą jedynie stuk obcasów Malfoya i jego ciche komentarze o "szlamach i idiotach z blizną, którzy szukają sobie miejsca na igraszki".
Dopiero gdy dotarli do starych drewnianych drzwi, które wydawały się być dziwnie nie na miejscu w gotyckim przepychu lochów, odwróciła się w stronę ślizgona.
– Czysto – ogłosiła i szybko go przytuliła. – Dziękuję, że przyszedłeś, Draco.
– Cała przyjemność po mojej stronie – odpowiedział i uśmiechnął do Harry'ego jednym ze swoich firmowych grymasów. Gdy brakowało mu normalnej pogardy i nienawiści, Harry ze zdziwieniem stwierdził, że wygląda on zaskakująco fajnie.
Na szczęście oderwał się od tych niepokojących myśli gdy Hermiona odwróciła się do starych drzwi i położyła na nich swoje ręce. Szepcząc coś niezrozumiałego, opuściła dłoń na gałkę i przekręciła ją. Drzwi otworzyły się nie wydając najmniejszego dźwięku.
– Wejdźcie – powiedziała do czekających chłopców, zapraszając ich do środka gestem ręki.
– Gdzie jesteśmy Hermiono? – zapytał Harry z rosnącą frustracją. Podczas gdy stara Hermiona była często aż nazbyt chętna do dzielenie się wszelkimi związanymi i niezwiązanymi informacjami, nowa jej postać zdawała się lubować w tajemnicach i dramatyzmie.
Bez wątpienia przez towarzystwo, w którym się obraca, pomyślał Harry, przywołując w pamięci obraz powiewających szat Snape'a oraz skłonność Dracona do przesadnie kwiecistych gestów.
Odpowiedziała jedynie uśmiechem i krótkim "Zobaczycie", po czym zaczęła szybko wspinać się na kręte schody, które okazały się być dużo dłuższe i bardziej męczące niż Harry się spodziewał.
Jednak gdy w końcu znalazł się na ich szczycie, to co zobaczył pozwoliło mu zapomnieć o całym zmęczeniu.
– Sala gimnastyczne – wyrzucił z siebie pomiędzy przyspieszonymi oddechami, nieświadomie naśladując zdziwienie Hermiony, gdy weszła tu po raz pierwszy.
– W rzeczy samej – odpowiedziała znów się uśmiechając. – Jest prywatna i należy do Severusa. Nie dotykajcie więc niczego i trzymajcie się z dala od szafek. Jest tam kilka nieprzyjemnych niespodzianek.
Decydując się na chwilę zignorować pytanie na co do cholery Snape potrzebował prywatnej sali ćwiczeń, Harry wziął głęboki oddech by powtórzyć pytanie, jednak Draco go uprzedził.
– Imponujące – skomentował z nonszalancją w głosie, brzmiąc jak osoba która z pewnością posiadała prywatną salę ćwiczeń od chwili narodzin. – Jednak czemu tu jesteśmy? Co to za problem, o którym wspominałaś w liście?
Hermiona po prostu wskazała na Harry'ego.
– Jego twarz – odpowiedziała sucho. – Nie potrafię go nauczyć, by przestał się zdradzać.
Harry widział, jak kusi Dracona by przyznać, że twarz Harry'ego rzeczywiście jest problemem i to już od wielu lat, jednak powstrzymał się. – Co dokładnie masz na myśli – zapytał zamiast tego neutralnie.
– To – odpowiedziała Hermiona. – Przyjrzyj się, dobrze? – potem odwróciła się do Harry'ego. – Postaraj się zachować neutralny wyraz twarzy Harry. Postaraj się w ogóle nie okazać żadnej reakcji, dobrze?
Skinął głową, niepewien dokąd to go zaprowadzi i raczej mało zadowolony z tego, jak dokładnie przyglądał mu się Draco Malfoy, niezwykły arystokratyczny bałwan.
– Powiedz mi Harry – kontynuowała Hermiona swobodnie. – Jak długo wymykasz się do Wrzeszczącej Chaty by zabawiać się sam ze sobą?
Harry po prostu nie mógł temu zapobiec. Gwałtownie opadła mu szczęka, a z ust wydobył się bulgoczący dźwięk. Źrenice rozszerzyły się, a jego policzki pokrył rumieniec. Zobaczył jak Draco Malfoy z frustracją uderza się dłonią w czoło.
– Myślę, że rozumiem – wycedził blondyn wyraźnie rozbawionym głosem. – Gryfoni.
Jeżeli Harry oczekiwał, że Hermiona zaprotestuje to grubo się mylił. Uniosła jedną brew w górę i ponuro skinęła głową. – W rzeczy samej – powtórzyła. – Nie mamy szans skomplikować naszych planów, jeżeli on będzie się tak zachowywał.
– Czego z nim próbowałaś – zapytał Draco, okrążając Harry'ego, jakby był koniem wystawionym na sprzedaż.
– Wszystkiego, co mogłam wymyślić – odpowiedziała Hermiona. – Nie żeby było tego wiele, pamiętaj. Nigdy nie byłam tego uczona tak jak ty, i wszystko co wiem o udawania ewoluowało u mnie przez te lata w naturalny sposób...
– Czy to okrężna prośba, bym nauczył go dyscypliny czarodziejów czystej krwi? – zapytał Draco, a rozbawienie w jego głosie brzmiało tak, jakby zaraz miało wybuchnąć w szczery śmiech.
Hermiona uśmiechnęła się szeroko. – Zmień go w Malfoya, jeżeli potrafisz – rzuciła mu wyzwanie.
– Przepraszam bardzo! – Harry nareszcie na powrót zlokalizował swój język. – Czy możecie przestać o mnie rozmawiać, jakbym nie istniał? Co, jeżeli nie chcę tej wspaniałej "dyscypliny czarodziejów czystej krwi"?
– Chciałeś się uczyć, Harry – odpowiedziała Hermiona, a jej uśmiech rozwiał się jak mgła nad Wielkim Jeziorem. – Ukrywanie swoich uczuć i myśli to jedna z najbardziej podstawowych lekcji, jakie mogę ci zaoferować. Uroki i zaklęcia mogą ochronić twój umysł przed atakiem, jednak jeżeli twoi wrogowie wyczytają potrzebne im odpowiedzi w twoich oczach, nigdy nie przeżyjesz. To przetrwania właśnie musisz się nauczyć. Dzieci czystej krwi, jak Draco, uczą się dokładnie tego od ich pierwszych świadomych chwil. Ich kontrola musi być perfekcyjna, dyscyplina nieskazitelna, a zachowanie przystające do najwyższych standardów. Szczególnie jeżeli twoim ojcem jest taki skurwysyn jak Lucjusz Malfoy.
Nie obróciła się w stronę Dracona, ani nie posłała mu przepraszającego spojrzenia za obrażenie jego ojca, i ku jego zdziwieniu, Harry ujrzał, że Draco ponuro kiwa głową.
Przez chwilę mózg Harry'ego zdawał się przegrzewać, gdy próbował zrozumieć zmiany w swojej obecnej sytuacji. Niecałe dwa tygodnie temu był lekko podłamanym uczniakiem z talentem do psot i dokładną wiedzą o tym, kim są jego wrogowie: Voldemort i jego śmierciożercy oraz ślizgoni. Teraz dowiedział się, że jego najlepsza przyjaciółka należy do pierwszej kategorii, i był zmuszony przebywać w pokoju z osobą z drugiej grupy, mając nadzieję, że nauczy się od niej sztuki podstępu.
Na jedną sekundę chciał znów być starym Harrym, tym który protestował, krzyczał i ogólnie był aż nadto sprawiedliwy. Potem spojrzał w oczy Dracona i choć twarz ślizgona była jak zawsze chłodną maską, w jego oczach widział niepewność, która była tuż pod powierzchnią i odpowiadała jego własnej. Skinął głową zgadzając się.
– Nie oczekujcie jednak że od teraz będę pogardzał gryfonami – ostrzegł ich i zobaczył identyczny uśmiech na twarzach Hermiony i Dracona.
– To pragnienie rozwija się naturalnie wraz z czasem – odpowiedział Draco, a Harry mógłby przysiąc, że kątem oka dostrzegł jak Hermiona kiwa głową.
– Dobrze więc – ogłosiła nagle. – Poproszę Severusa by zwolnił dla was to miejsce. Możecie tu przebywać tylko popołudniami. Nie lubi jak ludzie wchodzą mu w drogę, o czym oboje doskonale wiecie.
Uściskała ich oboje, jednego po drugim, i znów Harry zastanowił się nad czystym absurdem tej sytuacji. Stali tu, dwójka zaciekłych wrogów jeszcze z czasów dzieciństwa, połączonych przez kobietę, którą oboje kochali. Chcących by to się udało, nawet jeżeli miało to być tylko dla niej.
Prawie dotarła do drzwi prowadzących do krętych schodów, gdy Harry zdecydował się jej odpłacić choć trochę za zamieszanie tego dnia.
– Zanim wyjdziesz, powiedz mi Hermiono – zawołał ją, a ona odwróciła się do nich. – Kiedy przestałaś nosić te staniki z push-upem, które wypychałaś papierem toaletowym?
Miał nadzieję na jakąś reakcję, jakiekolwiek drgnięcie mięśni twarzy, które ją zdradzi i ulży jego frustracji. Choć Draco wybuchnął nagłym, niepohamowanym śmiechem, jej twarz pozostała gładka i nieprzenikniona. Nie drgnął żaden mięsień. Nawet nie mrugnęła.
Dopiero gdy pokazał im doskonałą samokontrolę, uśmiechnęła się i skinęła głową z uznaniem.
– Dobrze, Harry – odpowiedziała, patrząc rozbawiona na Dracona, który wciąż się śmiał. – Całkiem dobrze. Jednak nie na tyle, by mnie podejść. Mam nadzieję, że tego też dowiesz się od Dracona.
Po tym wyszła z prywatnej sali
wiczeń Snape'a, zostawiając w niej gryfona i ślizgona, którzy patrzyli na siebie, jakby drugi był chory na jakąś bardzo zaraźliwą chorobę.
Jednak zapoznanie Harry'ego z jego ślizgońską stroną nie było jej jedynym problemem. Prace domowe nie były dla niej problemem, szczególnie po tym jak kilka tygodni temu Severus i profesor McGonagall kazali przestać jej pisać wypracowania na swoje zajęcia, mówiąc jej, że i tak jej wiedza wykracza stanowczo ponad poziom klasy i lepiej by skoncentrowała się na ważniejszych rzeczach. Jednak sama obecność na zajęciach zabierała czas, którego tak rozpaczliwie jej brakowało.
Im mocniejsza była jej pozycja u Voldemorta i w Wewnętrznym Kręgu, tym większe było prawdopodobieństwo na to, że zostanie wezwana. Jej Mroczny Znak płonął teraz częściej niż raz w tygodniu, i choć jej mała sztuczka chroniła ją przed bardziej niebezpiecznymi aspektami znajomości z Lucjuszem, pozostawał MacNair, który zdradził jej tożsamość Ministerstwu, kosztem możliwego wydania wszystkich członków Wewnętrznego Kręgu, oraz Justin, który był na jego łasce i widocznie przez to cierpiał.
Ona i Severus jeszcze nie zdecydowali, co z tym zrobić, choć w głębi duszy Hermiona wiedziała, że było tylko jedno możliwe rozwiązanie tego problemu. Jednak nadal z tym walczyła, gdyż sama myśl o zaplanowaniu i przeprowadzeniu morderstwa, nawet śmierciożercy tak odrażającego jak MacNair, wywoływała u niej dreszcze.
O tym właśnie myślała, siedząc w bibliotece Severusa i pijąc herbatę, gdy nadszedł list od Dubledore'a, informujący ją o tym, że ona i Harry zostaną dzisiejszego wieczora wprowadzeni do Zakonu.
Nagle zaczęła się denerwować. Oczywiście, że wiedziała jak się zachować, razem z Severusem opracowali strategię już tydzień temu, jednak ci mężczyźni i kobiety nie znajdowali się w Wewnętrznym Kręgu za nic. Wszyscy z nich posiadali wyjątkowe cechy, i choć wiedziała że Dumbledore, McGonagall, Severus i Remus są po jej stronie, wiele rzeczy mogło pójść nie tak.
Oboje zdecydowali przeciwko ujawnianiu jej prawdziwej roli, choćby dlatego, by powstrzymać oburzony wybuch Molly Weasley. Miała nadzieję utrzymać to tak długo, jak tylko możliwe. Jednak wymagało to ostrożnej gry nie tylko od niej, ale i od innych. Szczególnie od Severusa, choć spodziewała się, że ich sprzeczki będą go niezmiernie cieszyły. Nie zapomniała jego pełnej pasji gry podczas udawanego otrucia.
Zbierając do swojej zużytej szkolnej torby rzeczy których potrzebowała, zafiukała z powrotem do swojego pokoju Prefekt Naczelnej, dokładnie w chwili gdy ktoś zapukał do drzwi. Zapewne był to Harry. Gdy otworzyła połączenie z Pokojem Wspólnym, zobaczyła go zdenerwowanego jednak opanowanego. Lekcje z Draconem wyraźnie dawały efekty.
Machnęła dłonią by wszedł do środka i cicho zamknęła drzwi zanim go przytuliła. Zapytał Rona, czy razem z nimi chce dołączyć do Zakonu, jednak nie usłyszał niczego więcej poza gniewnym warknięciem i gorzkim komentarzem o jego "nowych przyjaciołach", po czym ten odwrócił się do niego plecami i odszedł. Hermiona wiedziała jak bardzo zachowanie Rona raniła Harry'ego, jednak za każdym razem gdy to ona do niego podchodziła, reagował jeszcze gorzej.
Być może należało mu pozwolić, by trochę ochłonął. W końcu zajęło mu kilka tygodni, by dostrzec, jak idiotyczny był jego gniew podczas Turnieju Trójmagicznego. Miała nadzieje, że Ron w końcu ochłonie, a jeżeli nie, nic nie można było na to poradzić.
Dokładnie za kwadrans szósta opuścili jej pokój i zaczęli schodzić po wielkich schodach, by spotkać się z Dumbledorem u ich stóp, tak jak zaplanowali. Przywitał się z nimi uprzejmie. W jego oczach błyszczały, jak zawsze, wesołe iskierki. Jednak jego zachowanie wyraźnie wskazywało na to, że był zaniepokojony, być może nawet zmartwiony. Należało wziąć pod uwagę nie tylko tajną tożsamość Hermiony ale również zachowanie Harry'ego wobec pozostałych członków Zakonu.
Był on, mimo wszystko, wybawcą, i nie byłoby dobrze, gdyby wykazał się ignorancją czy brakiem dojrzałości. Hermiona po prostu miała nadzieję, że był dobrze przygotowany i że jej plan skutecznie odwróci uwagę od Chłopca-Który-Przeżył.
Podążali za Dumbledorem do wejścia do Wielkiej Sali, gdzie skręcili w lewo, w rzadko używany korytarz. Po wielu nagłych skrętach stanęli przed kolejnym brudnym starym gobelinem, bardzo podobnym do tego, który wisiał u wejścia do kwater Severusa.
– W tym tempie bardzo szybko się do nich przyzwyczaję – wyszeptał Harry do Hermiony, i zobaczył jak uśmiecha się do niego w odpowiedzi. Na chwilę odszukała jego dłoń i mocno ją ścisnęła, ukrywając ją w fałdach szkolnych szat. On również odpowiedział uściskiem, mając nadzieję, że choć trochę ją tym uspokoi. Czuł się zadziwiająco spokojny i dobrze przygotowany, i choć bardzo mu to dokuczało, wiedział, że zawdzięcza to Draconowi.
– Gotowi, moi drodzy? – zapytał Dumbledore i gdy oboje skinęli głową, położył dłonie na gobelinie i wymruczał – Nie wybiorę hasła związanego ze słodyczami.
Gdy gobelin zaczął świecić złotym światłem, odwrócił się do Harry'ego i Hermiony i uśmiechnął się. – Severus zarządza systemem ochronnym. Takie właśnie hasło ustawił dla mnie, choć zupełnie nie mam pojęcia dlaczego.
Nie kryjąc rozbawienia, oboje weszli za dyrektorem w złotą poświatę.
Harry, widząc pokój do którego weszli, aż wstrzymał oddech. Był olbrzymi, z wysokim, zaczarowanym sufitem, oraz kolorowymi dywanami na wypolerowanej kamiennej podłodze. Wydawał sie być podzielony na część wypoczynkową, gdzie kanapy i fotele stały w małych grupach, a wzdłuż ścian biegły półki zapełnione książkami, oraz drugą część, która miała bardziej oficjalną, poważną atmosferę. W tej części pokoju stał owalny stół, z ustawionymi wokół niego ponad czterdziestoma krzesłami. Harry zauważył kilka par drzwi, wiodących do innych pokojów, oraz kolekcję gobelinów, podobnych do tego, przez który właśnie weszli.
Odwrócił się w stronę Hermiony i zobaczył na jej twarzy przesadny wyraz zaskoczenia i rozkoszy, prawdopodobnie z powodu ilości książek tu zgromadzonych. Miała jednak pełne prawo być pod wrażeniem, myślał, gdyż w porównaniu do zatłoczonej kuchni na Grimmauld Place, w tym pokoju czuć było władzę i autorytet, zachęcający osoby w nim przebywające do planowania i rozmowy.
Nie mógł również nie zauważyć, że było to miejsce dużo lepiej zorganizowane.
– Witajcie w Kwaterze Głównej Zakonu Feniksa! – Dumbledore przerwał potok jego myśli. Harry spojrzał na twarz starego czarodzieja i nie mógł powstrzymać uśmiechu – duma z tego miejsca, jaką promieniał Dumbledore, była aż nadto wyraźne.
– Muszę powiedzieć, że to duży krok wprzód, w porównaniu z naszą starą siedzibą – kontynuowała Dumbledore, dotykając ramienia Harry'ego i kierując jego spojrzenie w stronę trzech olbrzymich kominków, które znajdowały się jeden obok drugiego, na jednym z końców pokoju. – Te trzy kominki łączą się z różnymi obszarami sieci Fiuu. Wszystkie są zabezpieczone w specjalny sposób, opracowany przez Severusa. Nie wiem dokładnie, jak to działa, ale zapewnia, że tylko członkowie Zakonu mogą przez nie wchodzić lub wychodzić. Jeden łączy się z wewnętrzną siecią Fiuu Hogwartu, drugi prowadzi do naszych bezpiecznych domów, a ostatni jest połączony do ogólnej sieci czarodziejów.
Wskazał na drzwi, które Harry zauważył wcześniej, i na wiszące gobeliny. – Te drzwi prowadzą do kilku różnych gabinetów, jeden jest mój, a w innym rezyduje nasz drogi mistrz szpiegów. Magiczne gobeliny są połączone z prywatnymi pokojami kilku członków Zakonu, włączając w to kwatery Severusa, mój gabinet dyrektora i Norę. Sufit jest zaczarowany tak, by pokazywał mapę Wielkiej Brytanii wraz z zaznaczonymi na niej bezpiecznymi domami, posiadłościami znanych nam śmierciożerców oraz ostatnich obszarów ich działań. Nauczę cię dziś zaklęć, byś mógł przybliżać i oddalać dowolny jej obszar.
Harry nie mógł powstrzymać cichych okrzyków zachwytu, gdy przyglądał się olbrzymiej mapie rozpościerającej się nad jego głową. Wszystko wydawało się być takie... praktyczne, tak dobrze zarządzone i zorganizowane. Zupełnie inne od tego, jak wyobrażał sobie Zakon, gdy był na piątym roku. Wyglądało to tak, jakby gdzieś po drodze grupa inteligentów przekształciła się w profesjonalną organizację.
Hermiona również wszystkiemu się przyglądała, jednak nadmiar emocji widocznych na jej twarzy, powiedział Harry'emu, że była to tylko gra. Gdy pochyliła się do niego, by szepnąć mu do ucha, suche rozbawienie w jej głosie potwierdziło jego przypuszczenia. – Podobają ci się zmiany, które wprowadził Severus? – zapytała go.
– Są genialne – odpowiedział z zapartym tchem, na chwilę zapominając, że właśnie skomplementował swojego znienawidzonego Mistrza Eliksirów.
Spotkanie miało się zacząć dopiero wpół do siódmej, więc Hermiona i Harry spędzili ten czas na poznawaniu swojego "drugiego domu", jak określił go Dumbledore. Witając członków, którzy jeden po drugim wchodzili do pokoju, Harry znalazł się w środku zażartej dyskusji pomiędzy Remusem Lupinem i Szalonookim Moodym. Był zdziwiony z jaką łatwością się dopasował, jak zaakceptowali go bez pytania. Miał tylko nadzieję, że reszta wieczoru minie równie gładko, jak te pierwsze minuty.
Hermiona jednak ledwie spojrzała w stronę mężczyzn i kobiet, którzy przechodzili przez kominki, drzwi biur i świecące gobeliny. Jej oczy skierowane były wyłącznie na książki, a jej ręce prawie widocznie drgały, chcąc sięgnąć po niektóre starsze woluminy.
Harry wiedział, że planuje nie ujawniać swojej roli jako szpiega. Rozumiał również, że stara się grać Pannę-Wiem-To-Wszystko najlepiej jak potrafi, jednak irytowało go że zdawała się ignorować wszystkich wokół. Odłączył się od grupy i podszedł do niej, chcąc odciągnąć ją od książek, gdy nagle coś w atmosferze pokoju uległo zmianie.
– Panno Granger – warknął zimny głos i obje obrócili się, by spojrzeć we wściekłe oczy Mistrza Eliksirów. Najwyraźniej właśnie wyszedł z jednych z drzwi prowadzących do gabinetów. Harry nie mógł nie zauważyć, jak inni przyglądają im się z narastającą uwagą. – Proszę powstrzymać się przed dotykaniem wszystkiego co widzisz. Niektóre z tych książek są zbyt cenne, by mogły być zbrukane dotykiem lepkich rączek nastolatki.
Wygląda jakby jej nienawidził, pomyślał zszokowany Harry, jednak gdy się obrócił, by zobaczyć jak odpowie na to Hermiona. Na jej twarzy dojrzał ten sam wyraz, udało jej się jednak zmienić go w dziecięcy upór. W co gra ta dwójka?
Na twarzach członków Zakonu widział zaskoczenie i irytację. Tylko Remus i McGonagall ledwie mogli ukryć swoje rozbawienie. Ci, którzy przyglądali się Harry'emu od kiedy weszli do Kwatery, teraz zwrócili swoją uwagę na sprzeczkę pomiędzy Hermioną Granger i ich mistrzem szpiegów.
Wzmacniają jej pozycję jako niegroźnej Wiem-To-Wszystko, uświadomił sobie, jednocześnie odwracając ogólną uwagę ode mnie.
– Niestety moje wpływy nie wystarczyły, by utrzymać waszą dwójkę z dala od Kwatery Głównej – kontynuował Snape, cały czas patrząc w oczy Hermionie. – Będę więc musiał znosić waszą obecność. Jeżeli jednak zdenerwujesz mnie swoim podejściem Panny-Wiem-To-Wszystko, lub choćby tkniesz dokumenty nieprzeznaczone dla małych dziewczynek, osobiście cię stąd wyrzucę, czy to jasne?
Ich oczy spotkały się, a wargi Hermiony zaczęły drżeć.
Jak się czujesz, moja droga, zapytały ją ciepło jego zimne, drwiące oczy. Gdy produkowała zawstydzony rumieniec na policzkach, przesłała mu w odpowiedzi uśmiech.
Całkiem dobrze Severusie. Może trochę podekscytowana. Jednak wnioskując z oniemiałych twarzy ludzi wokół nas, szykuje się bardzo dobra zabawa.
– Doskonale jasne, proszę pana – wyszeptała, a on ostro skinął głową.
Mam taką nadzieję, odpowiedział i skończył ich kontakt wzrokowy, podchodząc szybkimi krokami do swojego miejsca za stołem, dokładnie naprzeciwko Dyrektora, który już tam siedział.
Tak jak ich poinstruowano, Hermiona i Harry pozostali stojąc, dopóki pozostali nie zajęli swoich miejsc i Dumbledore nie zaczął spotkania.
– Mam zaszczyt przedstawić dzisiaj dwójkę kandydatów do Wewnętrznego Kręgu – ogłosił, gdy wszyscy usiedli. – Wszyscy dobrze ich znacie, więc nie będę przedłużał formalności. Kto zgadza się, aby przyznać pełne członkostwo pannie Granger?
Większość rąk podniosła się w górę bez wahania. Jedynie Szalonooki Moody i Molly Weasley nie spieszyli się zbytnio. Stary auror dość głośno wygłaszał swoje opinie, że "bitwa to nie jest miejsce dla małych dziewczynek", a pani Weasley najchętniej zabroniłaby udziału w spotkaniach wszystkim poniżej trzydziestki.
Oboje jednak w końcu zgodzili się i tylko ręka Snape'a pozostała nieporuszona na blacie stołu. Jego wzrok zdawał się pluć jadem w jej kierunku.
– Tak więc Hermiona Granger została zaakceptowana w szeregi Wewnętrznego Kręgu – ogłosił Dumbledore, a w jego oczach zamigotały przyjazne iskierki. – Proszę zajmij miejsce, moja droga.
Hermiona skinęła głową i ,przyciskając swoją szkolną torbę do piersi, okrążyła stół, by zająć wolne krzesło.
Kto zgadza się, aby przyznać pełne członkostwo Harry'emu Potterowi? – kontynuował Dumbledore, i tym razem nawet Snape uniósł dłoń bez chwili wahania. Harry został przyjęty i zasiadł obok Hermiony, ciesząc się, że udało mu się ukryć swoje zdenerwowanie przed Zakonem.
Potem, bez zbędnych formalności, rozpoczęło się spotkanie Wewnętrznego Kręgu.
Dumbledore powiedział im wcześniej, że każdy członek Zakonu chętnie odpowie im na ich pytania, po tym jak zakończy się główna część spotkania, więc Harry po prostu odchylił się w tył i słuchał, ciesząc się, że jego pytania mogą zaczekać. Był jednak przyjemnie zdziwiony tym, jak wiele nauczyła go Hermiona przez ostatnie kilka tygodni. Powiązania, które wcześniej były dla niego niewidoczne, teraz stawały się całkiem jasne, a nawet udało mu się skomentować kilka punktów dyskusji. Widział niechętny szacunek na twarzy Moody'ego, gdy zauważył, że ruch Knota przeciwko magicznym stworzeniom może być wykorzystany w celu nawiązania bliższych kontaktów z Gringottem, a dodatkowym punktem w tych rozmowach mogą być wciąż nierozstrzygnięte porachunki pomiędzy Ludo Bagmanem a goblinami.
Zaskakująco, Snape zachowywał niespotkany wcześniej stopień grzeczności wobec Chłopca-Który-Przeżył, ignorując go przez większość czasu, jednak odpowiadając na jego pytania bez zwykłej pogardy w głosie, do której oboje byli przyzwyczajeni. Zamiast tego, całe jego lekceważenie spadło na Hermionę.
Podczas spotkania Zakonu ledwie podnosiła głowę zza grubego notesu, w którym pisała bez chwili przerwy, bez wątpienia tworząc dokładną transkrypcję spotkania. Zarumieniła się, gdy Snape popatrzył na nią szyderczo i powiedział, że każdy kawałek papieru dotyczący Zakonu będzie musiał pozostać w Kwaterze Głównej, oraz że i tak używają Automatycznego Pióra, jednak ona wciąż notowała, jakby chcąc się schować przed jego srogimi minami i ciekawskimi spojrzeniami pozostałych członków Zakonu.
Harry widział zaskoczenie na wielu twarzach, gdy spotkanie trwało, a ona nie zadała ani jednego pytania, czy nie wtrąciła żadnego komentarza. Większość, może szczególnie Remus Lupin, oczekiwała więcej po "najinteligentniejszej czarownicy swojego wieku". Wydawało im się, co Harry widział w ich oczach, jakby ta reputacja nie była zasłużenie zdobyta. W porównaniu do Chłopca-Który-Przeżył, Hermiona Granger umniejeszała się do mało interesującej uczennicy. Bez wątpienia było to właśnie to wrażenie, które chciała osiągnąć, pomyślał Harry cicho.
– Jakie są wieści od mistrzowskiego szpiega? – zapytała w końcu Tonks, na co większość członków Zakonu nachyliła się z zainteresowaniem.
Severus uśmiechnął się mrocznie. – Francuski Zakon Joanny d'Arc odmówił współpracy z Voldemortem, dzięki naszej wcześniejszej interwencji – ogłosił, i nagle salę posiedzeń wypełniły gwizdy i okrzyki radości.
Gdy wszyscy znów zamilkli, Dumbledore, który z pewnością dostrzegł zakłopotany wyraz twarzy Hermiony i Harry'ego, nachylił się, by wyjaśnić sytuację.
– Zakon Joanny d'Arc to grupa konserwatywnych czarodziejów czystej krwi mieszkających w Paryżu. Są potężni, nie tylko ze względu na ich wysoko postawionych członków, ale również ze względu na szacunek, jakim dąży ich większość francuskich czarodziejów. Voldemort już od jakiegoś czasu planował się z nimi skontaktować z propozycją zawarcia sojuszu. Dzięki naszemu mistrzowskiemu szpiegowi odkryliśmy te plany na tyle wcześnie, by wysłać Madame Maxime i delegację znamienitych francuskich czarodziejów. Udało im się przekonać Zakon o niedorzeczności tego paktu. To nie pierwszy raz, gdy w porę uzyskana informacja przez naszego mistrzowskiego szpiega zapobiegła katastrofie.
– Kim jest ten mistrzowski szpieg? – zapytał Harry, którego wątpliwości nie zostały w pełni rozwiane. – Dlaczego nie składa raportów osobiście?
– Ponieważ nie mamy pojęcia kim on jest, Potter – odpowiedział Moody, a gniewny grymas na jego twarzy wyrażał dostatecznie jasno, co myśli na ten temat. – Tylko Dumbledore i Snape znają jego tożsamość, i stanowczo odmawiają udzielenia nam pełnych informacji, choć właśnie to należałoby zrobić.
Jedyne co my, mierni śmiertelnicy, wiemy na ten temat, to to, że spotkał się on z Albusem jakieś sześć miesięcy temu, oferując mu informacje pochodzące z Wewnętrznego Kręgu. Od tamtej pory stał się dla nas nieocenionym źródłem informacji – kontynuował Bill. – Nie pamiętam ilu już zasadzek udało nam się uniknąć dzięki jego ostrzeżeniom.
– Kimkolwiek jest, musi być cholernie genialny – powiedziała Tonks z podziwem w głosie.
Gdy Harry doznał oświecenia, aż odchyli się ciężko na krześle. Ten mistrzowski szpieg, o którym mówili, to Hermiona! Razem z Dumbledorem wyjaśnili mu jak ważna jest jej praca, jednak nigdy nie spodziewał się, że była podstawowym źródłem informacji Zakonu!
Obrócił się, by spojrzeć jej w oczy, jednak zanim to zrobił, Hermiona po raz pierwszy się odezwała, głosem cichszym i bardziej dziecinnym, niż zwykle słyszał z jej ust.
– Ale czy to nie jest niesamowicie niebezpieczne? – zapytała, trzęsąc się lekko na samą myśl.
Ona jest naprawdę genialną aktorką, pomyślał Harry, patrząc na jej lekko pobladłą twarz, pełną współczucia dla tego biednego, nieznanego mężczyzny, który ryzykował dla nich życiem.
– Gdybym mógł tutaj odejmować punkty, zrobiłbym to za głupotę tego pytania, panno Granger – warknął Snape. – Oczywiście, że jest to niebezpieczne. Co myślałaś, że on popija sobie herbatkę z Czarnym Panem?
– Jest to najbardziej niebezpieczna rzecz, jaką możesz sobie wyobrazić, Hermiono, i żadnemu z nas tutaj zapewne by się to nie udało – odpowiedział Artur Weasley.
Remus, który siedział po lewej stronie Weasleyów gapił się na nią zszokowany z szeroko otwartymi oczami na jej wyrachowaną zuchwałość. Harry miał bardzo podobne odczucia. Siedziała tam, zadając spokojnie pytania na własny temat, zupełnie jakby to jej nie dotyczyło.
– Po tym jak Severus został wykryty – kontynuował Artur. – Baliśmy się, że zostaliśmy odcięci od naszego ostatniego źródła informacji. Nie sądziliśmy, ze nowy szpieg wytrwa tak długo. Nikomu wcześniej to się nie udało. Jednak Severus zapewnił nas, że nasz nieznany szpieg jest najbardziej utalentowanym przedstawicielem tego zawodu, jakiego spotkał, być może nawet zdolniejszym od Severusa, więc mogliśmy mieć tylko nadzieję, że uda mu się tam, gdzie wszyscy inni zawiedli.
– Jemu lub jej – zauważyła Tonks. – Nie znamy płci, Arturze.
– Och, ale kobieta z pewnością nie mogłaby zrobić takiej rzeczy – zaprotestowała zszokowana Hermiona, na co Remus aż się zakrztusił.
– Mam już dość twojej głupoty na dzisiaj, panno Granger – wysyczał Snape. – Bądź grzeczną dziewczynką i rób, to co umiesz najlepiej: notuj i bądź cicho!
Ponownie Hermiona zarumieniła się i spuściła głowę, jednak Harry mógłby przysiąc, że dostrzegł rozbawienie w ciemnych głębinach oczu mistrza eliksirów.
Nie wiedział, co bardziej go konsternowało – ta dwójka oszukująca z łatwością cały szacowny Zakon Feniksa, czy fakt, że wyraźnie świetnie się przy tym bawili.
