Za poprawienie rozdziału dziękuję Annormal. Gdyby nie ona ten dzisiejsza aktualizacja wyglądałaby koszmarnie.
Przepraszam za tygodniowe opóźnienie. Jestem wstyd, ponieważ obiecałam nowe rozdziały co dwa tygodnie, a skoro już coś się obiecuje, to jednak pasowałoby dotrzymywać terminów. Niestety szkoła i cała maturalna otoczka całkowicie mnie pochłonęła, ale już powoli się ogarniam i nadrabiam zaległości. Od teraz będzie tylko lepiej, ponieważ wpadłam w pewien rytm szkoła-nauka-przyjemności i po prostu jestem bardziej zorganizowana. Ale już nie przedłużam i życzę miłego czytania!
Było przed szóstą wieczorem, gdy Harry siedział na kanapie w swoim mieszkaniu, wpatrując się w trzymaną w rękach książkę. Patrzył, ale nie widział żadnych słów. Nie mógł się skupić, mimo że książka opowiadała o rodzaju magii, który ostatnio bardzo go interesował. Jego umysł był rozproszony ciągłą nieobecnością chłopak nigdy się nie spóźniał — i nie miał na myśli, że Tom „zazwyczaj się nie spóźniał" lub „ rzadko bywał spóźniony". To nie leżało w jego naturze, a jeśli już, to zawsze miał ku temu wyraźny powód...
Jednak Tom powiedział, że dzisiaj może wrócić później niż zwykle. Minęło zaledwie czterdzieści minut od piątej, więc może po prostu za bardzo się przejmował… Harry wiedział, że to nie jest wystarczające wyjaśnienie, żeby uciszyć jego niepokój. Nie mógł przestać myśleć o tym, że Tom jest teraz z Chefsibą Smith. Kiedy pierwszy raz usłyszał jej nazwisko z ust Toma, czysty lęk zalał jego myśli. Za każdym razem, gdy myślał o tej kobiecie, przerażenie powracało, a dzisiaj było nadzwyczaj silne.
Gdy tylko starał się powrócić do książki, przed oczami pojawiało mu się wspomnienie, które razem z Dumbledore'em kiedyś oglądali. Chefsiba, puchar, medalion i Tom. Jego umysł odtwarzał wydarzenia w takiej samej kolejności, jak we wspomnieniu. Był nawet w stanie powtórzyć każde słowo, które padło podczas tego spotkania. Wszystko odczuwał tak silnie, że w pewnym momencie miał wrażenie, że zobaczył puchar przed swoimi oczami, tak jak Tom mógł go widzieć. Ale kiedy mrugnął, zobaczył książkę, którą trzymał. Z jeszcze większą natarczywością, pojawił się przed jego oczami obraz medalionu, ponownie z takiej perspektywy, z jakiej mógł to widzieć Tom. Jednak tym razem wizja była wyraźniejsza. Nie potrafił tego wytłumaczyć i starał się ignorować fakt, że to w ogóle się wydarzyło.
Harry był pewny, że po prostu za bardzo się przejmował. Bez większego zastanowienia powoli zamknął książkę. Chciał znaleźć coś, co byłoby w stanie zająć jego myśli… Miał wrażenie, że czegoś wyczekuje, może tylko powrotu Toma. Czuł pustkę. Z jego umysłu znikła każda myśl. Wpatrywał się niewidzącym wzrokiem przed siebie. Nie mógł pozbyć się uczucia, że to początek jakiegoś zdarzenia, dokładnie jak z tsunami. Woda cofała się do morza, pozostawiając mokre ślady na piasku…
Po chwili Harry wstał i skierował się w stronę kuchni. Czuł się dziwnie oderwany od swojego ciała. W kuchni przystanął, niepewny co chce zrobić. Nie był ani spragniony, ani głodny. Oparł się blat i zaczął przyglądać się płytkom na podłodze. Coś był nie tak. Ta myśl na chwilę zatrzymała się w jego umyśle. Wywołała jeszcze większy lęk, pozornie bezpodstawny. W końcu zdał sobie sprawę, że nic nie zdziała czekając.
Nalał sobie szklankę wody, jednak odłożył ją po chwili, nie wypijając wiele. Niebo za oknem było już całkowicie ciemne, a w mieszkaniu również panował mrok. Harry westchnął. Nie wiedział, co się z nim dzieje. Minęła już szósta, a Tom nadal nie wrócił. Przeszedł do salonu, stwierdzając, że spróbuje dokończyć książkę, którą czytał. Podchodził właśnie do kanapy, gdy to się stało.
Harry miał wrażenie, że rozgrzany do białości nóż przeciął jego czaszkę i chwilę zajęło zorientowanie się, że te sensacje związane były z bólem promieniującym z blizny. Nie spodziewał się tego aż tak dominującego cierpienia. Objął głowę dłońmi, krzycząc w agonii, chcąc, żeby ta tortura się skończyła. Przed oczami pojawił mu się obraz leżącego u jego stóp człowieka. Mężczyzna nie mogąc uciec z tej alejki, rozpaczliwie starał się uniknąć ostrza trzymanego przez Harry'ego noża. Czuł czystą nienawiść rozchodzącą się po jego ciele; ranienie tego człowieka było jedyną ulgą, którą mógł sobie zapewnić.
Szok na widok pociętej i zakrwawionej twarzy mężczyzny, przywrócił Harry'ego do teraźniejszości. Zerwał się, jakby obudził się z koszmarnego snu.. Jego blizna nadal boleśnie piekła. Leżał na podłodze, zaciskając z całej siły powieki. Odczuwał ból silniejszy niż kiedykolwiek wcześniej, ból wykraczający poza wszelkie wyobrażenia. Powstrzymywał się przed krzyczeniem, nawet jeśli wiedział, że nikt go nie usłyszy. Bardzo powoli i prawie niezauważalnie ból zaczynał słabnąć. Leżał na podłodze, dopóki nie był pewny, że będzie w stanie stanąć na nogach.
Kręciło mu się w głowie, a jego blizna wciąż piekła. Nie wiedział, co właśnie się wydarzyło i był bardziej zdezorientowany niż kiedykolwiek wcześniej. Kim był ten mężczyzna? Dlaczego go zobaczył i zaatakował, tak jakby tam był? I, co najważniejsze, dlaczego piekła go blizna? Jego serce biło szybko, a ból promieniujący od blizny nie pozwalał mu się skupić. Wiedział, że jest tylko jedna odpowiedź na te pytania, jednak nie chciał jej dopuścić do świadomości. Takie coś przydarzyło mu się już wcześniej, gdy dzięki połączeniu z umysłem Voldemorta był w stanie zobaczyć czarnoksiężnika…
Ale z całą pewnością to nie było teraz możliwe. Był tylko Tom i nie było między nimi bezpośredniego połączenia… chyba, że posiadanie części jego duszy powodowało, że miał z Tomem takie samo połączenie jak z umysłem Voldemorta. Może ten fakt powodował jeszcze zacieśnienie tego połączenia. Jednak Harry wiedział, że jego uczucie do Toma nie miało nic wspólnego z ich duszami. Ten aspekt był tylko dodatkiem. Nie spodziewał się, że jego blizna jeszcze kiedykolwiek zareaguje w ten sposób, nawet jeśli gniew Toma był na tyle silny, żeby wywołać połączenie… albo ujawnić poprzednie połączenie. Ale Tom był z Chefsibą, a jej nie było w tej wizji.
Tom mógł kłamać o odwiedzinach u Chefsiby — pomyślał Harry. Ale właściwe dlaczego miałby to robić i gdzie indziej mógłby być jeśli nie w domu tej kobiety? Planował zabić tego włóczęgę? Harry w to nie wierzył, ale przez zaprzeczanie temu czuł się jeszcze bardziej zdezorientowany. Tom miał tylko zamiar zabić Chefsibę… Taka była historia. Dumbledore to zasugerował. Harry skrzywił się lekko, a na jego twarzy odbiło się niezadowolenie. Dumbledore powiedział, obiecał i zasugerował wiele rzeczy…
Wciąż był bardzo zdezorientowany. Może to wszystko było tylko częścią jego wyobrażenia… Ale jeśli tak miałoby być, Harry nie sądził, że pracowałby w Proroku, przeglądając jakieś artykuły. Po namyśle stwierdził, że raczej tkwiłby w szpitalu. Zbliżało się wpół do siódmej. Jego towarzysz spóźniał się ponad godzinę. Wciąż stał na środku salonu zbyt zszokowany, żeby zrobić coś innego. Kolejne dziesięć minut ciągnęło się jak długie godziny.
Wtedy Tom wrócił. Harry rozejrzał się, gdy usłyszał otwierające się drzwi i wstał, gdy chłopak wszedł do środka. Zdjął płaszcz, nie zatrzymując się na długo w ciemnym przedpokoju. Harry uśmiechnął się na jego widok, czując ulgę, że nareszcie wrócił. Kiedy Tom wszedł do dobrze oświetlonego salonu, uśmiech Harry zniknął.
Tom był cały we krwi.
Wszystkie obawy wróciły do Harry'ego w jednej chwili. Tom kogoś zabił. Harry wpatrywał się w chłopaka, w jego bladą twarz pozbawioną wszelkich kolorów. Tom spojrzał mu w oczy tylko na sekundę, po czym poszedł do ich sypialni. Harry podążył za nim, obserwując, jak przeszedł przez pokój i wszedł do łazienki, zostawiając otwarte drzwi.
Obaj milczeli, gdy Harry przyglądał się Tomowi, który zdjął swoją marynarkę i rzucił ją na podłogę. Pochylił się nad zlewem, opierając się dłońmi o jego brzegi. Serce Harry'ego zaczęło bić szybciej, jego blizna wciąż lekko kłuła. Biała koszula Toma była poznaczona plamami krwi, jednak on wydawał się tego nie zauważać, gdy schował głowę między ramionami. Harry czekał aż Tom powie coś, cokolwiek.
Nie był w stanie domyślić się, co stało się dzisiaj z Tomem. Nie był w stanie pojąć, jak cokolwiek z tego, co widział, było możliwe. Wpatrywał się w plecy Toma, starając się coś z tego zrozumieć.
— Co się stało? — zapytał po chwili niezbyt pewnym głosem.
Tom nie odpowiedział.
Harry przypomniał sobie, gdzie tego wieczoru był Tom. Zastanawiał się, czy te wizje medalionu i pucharu były w pewnym stopniu prawdziwe.
— Miało to coś wspólnego z Chefsibą Smith?
Dłonie Toma zbielały, gdy zacisnął je na brzegach zlewu, ale wciąż nie odpowiedział, nie podniósł wzroku.
— Co się z nią stało? — dopytywał Harry, zachęcony jakąkolwiek reakcją ze strony Toma. — Dlaczego jesteś cały we krwi?
Harry zaczynał mieć wrażenie, że mówi do ściany. Tom wciąż nie odpowiadał.
— Kogo zamordowałeś? — zapytał cicho. — Zabiłeś kogoś dla horkruksów?
Harry zauważył, że Tom zaczął lekko drżeć. Przyglądał mu się, zastanawiając się czy to z gniewu, czy ze strachu. Okazało się jednak, że się pomylił. Tom zaczął się śmiać. Na początku cicho, ale szybko przerodziło się w to histeryczny śmiech. Mroczny śmiech odbijał się echem w łazience, dzwoniąc w uszach.
— Oczywiście, że dla horkruksów — powiedział w końcu Tom, wciąż pochylony nad zlewem. Rozbawienie odbijało się w jego głosie.
— Kogo zabiłeś? — dociekał Harry, nie do końca wiedząc, czy chce usłyszeć odpowiedź.
— Mugola — odpowiedział Tom bez wahania. — Włóczęgę.
Harry poczuł mdłości. Czuł przerażenie, zdając sobie sprawę z jakim spokojem, z jaką beztroską, Tom wypowiedział te słowa.
— Dlaczego?
Tom zaśmiał się i odwrócił się w stronę Harry'ego.
— A dlaczego nie?
Harry był przerażony i zdezorientowany tą sytuacją, a szczególnie wyrazem twarzy Toma. Uśmiechał się tym niepokojącym uśmiechem, którego Harry tak nie lubił. Tom patrzył na niego czujnie, mimo szalonego szczęścia odbijającego się w jego oczach. Był pewny, że Harry będzie odczuwał to samo rozbawienie i satysfakcję z popełnionego morderstwa. Jego uśmiech jeszcze się rozszerzył w reakcji na milczenie Harry'ego, biorąc je mylnie za zachwyt.
— Mugol był niedogodny — zaczął Tom — i plugawy, jak tylko mógł być. Cieszę się, że miałem szansę się go pozbyć… że mogłem zrobić to, co z nim zrobiłem.
Harry wpatrywał się w Toma z niepokojem.
— Czy kiedykolwiek coś ci zrobił?
Tom ponownie się zaśmiał.
— Znalazł się w nieodpowiednim miejscu o nieodpowiedniej porze.
Uśmiech Toma zniknął po chwili, a on sam odwrócił wzrok od Harry'ego.
— Co się stało u Chefsiby? — zapytał Harry. Wciąż nie był pewny, co tak naprawdę się wydarzyło.
— Wszystko było raczej niespodziewane… — odpowiedział Tom. Po chwili przeszedł obok Harry'ego, kierując się do sypialni. Przeczesał włosy palcami, nadal wyglądając na spiętego, dopóki na jego twarz na powrócił uśmiech i wtedy ponownie spojrzał na Harry'ego. — Znalazłem go.
Harry oparł się o framugę drzwi.
— Znalazłeś co?
— Medalion — odpowiedział rozgorączkowany. — Medalion Slytherina. Mój wuj o nim wspominał, jak ci już kiedyś o tym powiedziałem. Ma go, ma go w swoim domu… tak samo jak puchar Hufflepuff.
— Więc zabiłeś ją dla niego? — zapytał Harry. Miał nadzieję, że Tom nie zabił Chefsiby albo przynajmniej nie miał zamiaru zrobić tego w ciągu najbliższych dwóch dni, tak jak powiedział mu Dumbledore po pokazaniu wspomnienia.
— Nie, ale mam zamiar.
Powiedział te słowa tak prosto, że Harry zdał sobie sprawę, że Tom myśli, że on uważa to za pewnego rodzaju sukces.
Właśnie dlatego niczego przede mną nie ukrywa — pomyślał Harry. Tom mógłby uspokoić swoje emocje, zanim wrócił do mieszkania, oczyścić ubranie z krwi i zachowywać się, tak jakby nic niezwykłego nie miało miejsca. Harry bardziej obawiał się tej myśli, niż widoku Toma pokrytego czyjąś krwią, śmiejącego się histerycznie. Niemal był zadowolony, że nie ukrył przed nim prawdy. Dzięki temu wiedział, że Tom ufał, że on zaakceptuje jego czyny, a tak właśnie było…
— Kiedy ją zabijesz? — drążył Harry, starając się powstrzymać swój głos od drżenia.
— Najszybciej jak będę mógł — odpowiedział. Nie wydawał się przerażony, ani zirytowany tym pomysłem. Po prostu stwierdzał fakt. — Najpierw zabiję Chefsibę…
— Najpierw? — powtórzył Harry, zszokowany tym stwierdzeniem.
Uśmiech przeciął twarz Toma, odsłaniając jego zęby. Był to uśmiech szeroki, ale pozbawiony jakiejkolwiek wesołości.
— Okazało się, że Burkes również miał w tym swój udział.
— W czym?
— Kupił medalion od mojej matki — wycedził Tom przez zaciśnięte zęby. Jego dłonie mimowolnie zacisnęły się w pięści, gdy zaczął krążyć po pokoju. — Kupił go, gdy była ze mną w ciąży. Nie wiem, ile jej za to dał, ale najwidoczniej nie była to fortuna… Nigdy nie należał, żeby mógł go ot tak wziąć. Teraz zapłaci za swoją bezmyślność.
Harry był oszołomiony, złapany między przerażeniem planami Toma i zaciekawieniem nagłą myślą, czy Burkes zasługuje na śmierć… Przypomniał sobie wspomnienie, w którym mężczyzna przyznawał, że kupił medalion za dziesięć galeonów. Doskonale wiedział, że Meropa była w ciąży, na skraju śmierci…
— Nie możesz tak po prostu zabijać ludzi, Tom!
— Zasłużyli na to — stwierdził Tom. — I mam idealny plan morderstwa dla obojga. Chefsiba i Burkes umrą w ten sam sposób. Użyję skrzatki domowej Chefsiby do pierwszego morderstwa. Używając Imperiusa zmuszę skrzatkę do wrzucenia trucizny do herbaty Chefsiby. Będę u niej w domu, czekając aż umrze, a później zmodyfikuję pamięć skrzatki. Przyzna przed Ministerstwem, że dorzuciła truciznę do herbaty swojej pani. Skrzatka jest stara, nikt nie będzie się dziwił, jeśli coś takiego się stanie.
Tom znajdował przyjemność, ulgę w mówieniu o swoich planach na głos. Harry'emu nie podobał się sposób, w jaki Tom mówił o skrzatce, nie podobało mu się, że Tom wiedział, jak to rozegrać, żeby nie ściągać podejrzeń na siebie i nie podobała mu się świadomość, że zaplanował to tak szybko, ledwie kilka godzin po wyjściu od Chefsiby.
— Borgin zabije Burkesa — kontynuował Tom, nie zważając na brak reakcji ze strony Harry'ego. — Niewiedza, dlaczego popełnił to morderstwo, doprowadzi Borgina do szaleństwa… Jego pamięć również zmodyfikuję, więc zapomni, że w ogóle tam był i zapomni o Imperiusie. Rzucę na niego tę klątwę na około miesiąc, dopóki sprawa morderstwa Chefsiby nie zostanie zamknięta, a wszyscy zainteresowani zdadzą sobie sprawę, że już dawno temu zniknąłem. Gdy zgłoszę zaginięcie, Borgin popełni morderstwo. Ministerstwo będzie bardziej zajęte tą zbrodnią niż moim zniknięciem. Stwierdzą, że Borgin i Burkes mieli coś wspólnego z morderstwem Chefsiby. Borgin uniknie Azkabanu…
Tom zachowywał się, jakby planował coś tak niewinnego jak przedstawienie. Stawał się coraz bardziej podekscytowany samym faktem, że jego aktorzy kreują najbardziej przekonujący dramat, jaki świat kiedykolwiek widział. Nawet jeśli on sam będzie mógł to zobaczyć jedynie zza sceny, będzie usatysfakcjonowany na samą myśl o tym przedstawieniu i reakcjach ludzi. Wszystko było dla niego zbyt proste. Zbyt zadowalające i komicznie proste, jednak bardzo efektywne. Przychodziło mu to naturalnie i właśnie to najbardziej przerażało Harry'ego. Wpatrywał się w Toma z niepokojem.
— Będziemy już mile od tego miejsca, gdy to wszystko się wydarzy — powiedział Toma, być może starając się uspokoić Harry'ego, zauważając jego milczenie. Podszedł do niego, uśmiechając się. — Razem uciekniemy z kraju i może udamy się do Albanii. Jest wiele mrocznych czarownic i czarodziei, którzy będą w stanie nauczyć nas wielkich rzeczy i którzy zostawią nas w spokoju, jeśli będzie taka potrzeba.
Tom stał blisko Harry'ego, wpatrując się w niego. Jego uśmiech rozszerzył się, gdy Harry spojrzał na niego.
— Kiedy już razem uciekniemy, będziemy świadkami wielu wspaniałych rzeczy, czarnomagicznych i nieczarnomagicznych — powiedział Tom, jeszcze się przybliżając. — Możemy uciec od ponurej Anglii i od tej stagnacji w naszym życiu.
Harry wpatrywał się w ciemne oczy Toma. Ciężki zapach krwi stawał się coraz silniejszy z każdym jego krokiem i Harry nie mógł uwierzyć, że chłopak wyglądał jakby miał zamiar go pocałować.
— To cię podnieca? — zapytał z niedowierzaniem.
Usta Toma drgnęły w uśmiechu.
— To nie, ale ty tak.
— Jesteś cały we krwi i dopiero co wróciłeś do domu po zamordowaniu mugolskiego włóczęgi nie mając ku temu żadnego powodu! — krzyknął. Nagle poczuł gniew, tak różny od wcześniejszego strachu i zdezorientowania. Był gotowy kłócić się z Tomem, jednak gdy na niego spojrzał uśmiech chłopaka już dawno zniknął.
Zapadła cisza. Harry miał wrażenie, jakby powróciła nerwica natręctw Toma. Chłopak spojrzał na swoje dłonie pokryte krwią. Zanim Harry zdążył zareagować, ściągnął brudną koszulę jak najszybciej mógł i skierował się do łazienki. Odkręcił kran i zaczął ochlapywać twarz wodą. Harry zastanawiał się, czy Tom nareszcie zauważył, co jest złego w tym, co zrobił. Czyżby ciężar tego morderstwa nareszcie do niego dotarł?
Tom nagle zaczął ściągać resztę ubrań i wszedł pod prysznic. Harry pozostał w ich sypialni i podszedł do łóżka. Usiadł na jego krawędzi, ukrywając twarz w dłoniach. Nie wiedział, co powinien z tym zrobić. Nienawidził faktu, że to wszystko stało się tak szybko. Nie chciał tego… Chciał tylko na zawsze zostać tu gdzie właśnie był z Tomem u jego boku. Był w stanie wyobrazić sobie, jak woda płynąca z prysznica zabarwia się na czerwono, gdy chłopak próbował zmyć z siebie krew. Był w stanie wyobrazić sobie, że Tom zatrzymuje się tylko po to, żeby zabić tego mugola. Przypuszczał, że młody Czarny Pan wyszedł od Chefsiby wciąż będąc w szoku, starając uporządkować w myślach to, co zobaczył. Gdy wystarczająco się skupił, był w stanie wyobrazić sobie, jak nóż zatapia się w ciele tamtego mugola…
Harry podniósł głowę i otworzył oczy. Spojrzał na kran w łazience, jedyną rzecz widoczną z sypialni. Harry nie wiedział, co robi. Ten fakt uderzył w niego niespodziewanie. Zdał sobie sprawę, że do tej pory tylko zwlekał. Kiedy myślał o Chefsibie Smith pokazującej Tomowi puchar i medalion, był pewny, że potrafiłby przekonać Toma do niedopełniania tego morderstwa. Ale zanim był w stanie to zrobić, Tom zamordował już kogoś innego. Jego umysł był teraz skupiony na jego kolejnych ofiarach i Harry nie zdążył powiedzieć ani jednego słowa sprzeciwu, zanim Tom zaplanował już wszystko. Jedyna rzecz, która w tej chwili naprawdę go zastanawiała to kwestia, czy zrobił cokolwiek, żeby powstrzymać Toma.
Czy kiedykolwiek chciał powstrzymać go przed staniem się Voldemortem? Czyżby w głębi duszy wiedział, że on jest już na wszystko zdecydowany, że jest już czarnoksiężnikiem, zanim nawet się jeszcze spotkali? Zamordował swojego ojca i dziadków i Harry od początku o tym wiedział. Tom wyszedł z łazienki po nowe szaty, ale Harry nawet na niego nie spojrzał. Nie wiedział, co zrobić. Nie wiedział, co powinien zrobić. Nic, co powie nie powstrzyma Toma od zamordowania Chefsiby Smith czy Caractacusa Burkesa, tak samo jak było z Emericiem… nawet jeśli Emeric nie zginął. Nic, co zrobiłby nie zmieni faktu, że Tom dzisiaj już kogoś zabił.
Harry nie ruszał się, gdy chłopak zaczął zakładać czyste szaty. Zastanawiał się, o czym myślał Tom. Może martwił się, że ciało mugola zostanie znalezione? Albo, że Ministerstwo zainteresuje się tą sprawą, gdy wyjdzie na jaw, że użyto przy niej magii? Tom bez wątpienia użył kilku zaklęć, gdy już skończył z nożem. Harry zastanawiał się, po co w ogóle używał noża, zanim stwierdził, że w ogóle go to nie interesuje. Albo może planował właśnie ich ucieczkę z kraju? Harry zamknął oczy, gdy Tom zaczął mówić.
— Wyjedziemy za dwa dni. W tę noc, gdy zabiję Chefsibę. Chcę już mieć w swoim posiadaniu puchar i medalion… Będziemy się głównie aportować. Minie kilka dni, zanim ktokolwiek zauważy, że zniknęliśmy. Opuścimy mieszkanie bez…
— Nigdzie się nie wybieram — przerwał Harry. Udało mu się ukryć napięcie w jego głosie.
Zapadła cisza. Harry czuł, że Tom wpatruje się w tył jego głowy.
— Nie możemy tutaj zostać — powiedział w końcu Tom. — Ani w tym mieszkaniu, ani w tym kraju. Nawet jeśli Ministerstwo nie będzie niczego podejrzewać, istnieje ryzyko, że Dumbledore i Borgin mogą wyciągnąć jakieś wnioski z tych zbiegów okoliczności i powiązać to wszystko ze sobą.
— Nie — powiedział Harry, wstając. Odwrócił się twarzą do Toma. — Możesz wyjechać gdzie chcesz i możesz uciekać przed kimkolwiek, kto może cię podejrzewać o twoje morderstwa, ale ja nie wyjeżdżam z tobą.
Wyraz twarzy Toma uległ zmianie. Nie było już nawet najmniejszego śladu uśmiechu na jego twarzy, ani nawet gniewu, czy dzikiej satysfakcji odbijającej się w jego oczach na wspomnienie o popełnionych lub planowanych morderstwach. Wyglądał jakby nie mógł uwierzyć w to, co właśnie usłyszał, jakby Harry pogrywał z nim w jakąś okrutną gierkę. Ale przede wszystkim wyglądał tak samo, gdy przed kilkoma miesiącami chciał usłyszeć powody, przez które Harry nie chciał stworzyć horkruksa. Okazało się, że obawy Toma mogą się sprawdzić. Harry nie chciał spędzić z nim reszty wieczności.
— Dlaczego nie? — zapytał, jakby miał nadzieję, że coś przeoczył w swoim szoku.
Harry odwrócił wzrok od Toma, nie chcąc patrzeć na jego twarz.
— Ja… ja nie mogę tego już dłużej znieść?
— Znieść czego? — zapytał Tom cicho.
— Świadomości, że zabijasz ludzi dla własnej korzyści — odpowiedział, starając się brzmieć spokojnie, jednak jego próba się nie powiodła. — Myślałem, że może nie będziesz już więcej tego robić, postarasz się z moją pomocą ocenić te sytuacje i zdasz sobie sprawę, że to, co robisz jest złe, ale… jest za późno.
Harry mógł posłuchać Dumbledore'a, gdy ten mówił mu, że Tom jest psychopatą. Powinien wtedy coś z tym zrobić, ale tak samo jak teraz, nie był w najmniejszym stopniu przygotowany. Był w stanie powiedzieć o tym Tomowi, ponieważ świadomość trzech morderstw, a nie tylko jednego, przerażała go.
— Nie pozwolę ci odejść — powiedział Tom, przerywając ciszę.
— Nie możesz mnie zatrzymać — odpowiedział Harry niemal z gniewem. Wpatrywał się w Toma przez moment, nie kryjąc swojej rozpaczy. — Znam twoje sztuczki… Jestem zbyt silny, żebyś mógł mnie zmusić do zostania.
Tom wyglądał jakby wiedział, że to prawda.
— Do tej pory akceptowałeś to, co zrobiłem w przeszłości — powiedział Tom, nie ukrywając zdezorientowania. — Setki razy o tym rozmawialiśmy. O morderstwach, które widziałeś, również. Ty…
Tom przerwał, nie wiedząc co powiedzieć. Harry zamarł w oczekiwaniu. Uważał, że Tom zawsze wiedział, jak uspokoić innych, o czym im przypomnieć i w jakim kierunku skierować ich myśli. W tym właśnie był dobry i najwyraźniej nastawiony, żeby robić. Ale teraz nie wiedział, co powiedzieć. Harry powoli spojrzał mu w oczy, żeby upewnić się, że nie ma innego powodu dla jego nagłego milczenia. Tom wpatrywał się w niego, jakby sądził, że to ostatni raz, kiedy go widział.
W oczach Toma dostrzegł smutek. W pierwszej chwili był pewny, że się pomylił. Minęła chwila, a smutek nadal nie zniknął z jego spojrzenia. Harry zdał sobie sprawę, że Tom miał ten sam wyraz twarzy, gdy pytał się go, czy nie chce spędzić z nim wieczności. Tylko, że tym razem był on o wiele bardziej uderzający. On nie miał w zwyczaju płakać, ale wydawał się niepewny tego, co się dzieje, jakby zraniony tą sytuacją.
Harry był przytłoczony, gdy zdał sobie sprawę, że jego ukochany nie patrzy na niego z niechęcią, gniewem, obsesją, czy nawet zwykłą obojętnością. Wyraz twarzy Toma był w wielu aspektach lustrzanym odbiciem jego własnego i Harry nigdy nie poczuł większego nieszczęścia niż w tej chwili. Nie mógł przestać myśleć o agonii, którą obaj będą przeżywać, gdyby odszedł. A gdzie w ogóle by się udał? Nie miał tutaj nikogo poza nim. Każdą cząstkę przywiązania i zaufania, która mu pozostała umieścił w Tomie… Nie miał pojęcia, co zrobiłby bez niego. Nie wiedział, co powinien o tym myśleć, gdy czuł na sobie jego wzrok, który tak samo, jak on, nadal nie był w stanie powiedzieć słowa.
Zanim mógł się powstrzymać, podszedł do Toma. Pocałował go. Ich usta naciskały na siebie, gdy obejmowali się z pasją. Ciało Harry'ego ożyło, gdy poczuł skóręToma pod swoimi dłońmi. Przybliżył się do niego. Jego palce przeczesywały włosy Toma i pozostawił je tam, gdy przerwał pocałunek, tuląc chłopaka. Zamknął oczy, przyciskając się do Toma. Smutek przedzierał się przez niego, wypełniając cały umysł. Chciał tylko zostać w uścisku swojego ukochanego…
Harry nie był pewny, ile tak stali. Schował twarz w zagłębieniu przy szyi Toma i nie chciał o niczym myśleć. Chciał tylko odczuwać, nawet jeśli to raniło. Jednak myśli o opcjach, które mu pozostały, zniszczyły to pragnienie. Nie był w stanie zmienić Toma i nie miał zamiaru podejmować się tak beznadziejnego zadania. Nie wiedział, co jeszcze mógłby zrobić. Nie był nawet pewny, czy mógł cokolwiek zrobić.
Tom w końcu przemówił po chwili, która równocześnie wydawała się trwać wiecznie, jak i zaledwie sekundę. Jego głos był cichy, jak Harry się spodziewał, jednak nie zdradzający żadnej emocji. Mówił spokojnie, opierając czoło o czoło Harry'ego.
— Jesteś jedyną osobą jaka mi pozostała… jedyną, o którą kiedykolwiek dbałem.
Harry nie otwierał oczu, wsłuchując się w brzmienie głosu Toma. Po chwili Tom przerwał ich uścisk. Szare oczy spotkały zielone. Wpatrywali się w siebie przez chwilę.
— Nikt nie może nas powstrzymać, Harry — zapewnił go cicho po chwili wahania. — Nie ma nikogo, kto mógłby nam mówić, czy robimy coś moralnie złego, gdy będziemy szukać zemsty na tych, którzy uczynili nasze życie takim, jakie jest teraz. Nie mamy nikogo oprócz siebie…
Harry był ciekawy, dlaczego Tom to powiedział. Przywołało to wspomnienia ludzi, których straci i może taki był zamysł. Nie był pewny, co powinien teraz o nich myśleć. Chcieliby, żeby odszedł od Toma i udał się do Dumbledore'a. Nie podobał mu się ten pomysł i szybko wypchnął go ze swoich myśli. Zmarli mogli również zasugerować, żeby zaczął żyć na własną rękę, ale z jakiego powodu? Żeby poczekać pięćdziesiąt lat, dopóki nie będzie w stanie zrobić coś z Bitwą o Hogwart? Trenować białą magię? Żyć samemu i oszaleć przez swoją samotność, myśląc ciągle o Tomie?
— Powiedziałeś mi, że zabiłbyś Grindelwalda, gdybyś miał okazję — przypomniał Tom. — Z zemsty. Wydawałeś się rozumieć chęć morderstwa.
— Z zemsty — powtórzył Harry cicho. — Zabiłeś człowieka tylko i wyłącznie dla rozrywki.
— Zabiłem go, ponieważ przypominał mi o mojej przeszłości i przerwał myśli o mojej matce. Jak mało dostała galeonów za medalion Slytherina i jak nie była w stanie przeżyć, mimo że go sprzedała. Mogła dożyć późnego wieku i wcale nie musiała umierać w mugolskim sierocińcu, wydając mnie na świat.
Tom wypowiedział te słowa bez śladu żal. Wydawał się zaledwie rozgniewany tymi myślami.
Harry nie mógł się powstrzymać przed myśleniem, że to w jakiś sposób racjonalne, ale nie chciał się do tego przyznać przed Tomem. Dwa kolejne zaplanowane morderstwa były dla niego, jak na tą chwilę, nie do przyjęcia… Wrócił myślami do historii z sierocińca, które opowiedział mu Tom. Z niektórymi nie miał nawet związku, jednak Harry był przerażony ich treścią. Nie był pewny, czy wiele sierot opuściło tamten budynek z całkowicie zdrową psychiką…
Wielu szukało zemsty na innych, gdy zdali sobie sprawę, jaki mieli wpływ na ich przeszłość. Ludzie, którzy nie chcieli zemsty, którzy nie szukali innej formy ulgi, zwykle znajdowali jakiś sposób, żeby zabić samych siebie, najczęściej bardzo powolny sposób. Zapijając się na śmierć. Okłamując samych siebie i odgrywając urocze przedstawienie dla reszty świata. Niewielu było w stanie przejść do normalności nad gniewem i rozgoryczeniem. To nie znaczy, że morderstwo było najlepszą opcją — prawdę mówiąc, morderstwo było najgorszą drogą, którą można wybrać dla siebie, jak i dla innych. Jednak Tom miał powód, nawet jeśli popełnił okropne błędy…
— Dlaczego teraz jesteś tym przerażony? — zapytał Tom cicho.
— Zawsze byłem tym przerażony — odpowiedział.
Tom nie wydawał się tym zaskoczony, raczej zdezorientowany.
— Nie rozumiem dlaczego. Nie mam zamiaru cię skrzywdzić, gdy będę mordował.
Harry rozważył to. Nie wiedział, co odpowiedzieć.
— Nigdy cię nie skrzywdzę — powtórzył. — Nigdy nie zostaniemy złapani ani napiętnowani tym. Nie rozumiem, dlaczego tak bardzo nie podoba ci się ten pomysł.
— Ponieważ to morderstwo! — wykrzyknął nagle Harry. — To niewłaściwe!
— Niewłaściwość morderstwa jest tylko popularnym poglądem — powiedział Tom. Harry wpatrywał się w niego ze zmartwieniem, ale nie przerwał mu. — To co Burkes zrobił mojej matce było niewłaściwe i skończyło się śmiercią. Ale czy było to na tyle poważne, żeby zapewnć mu celę w Azkabanie? Ministerstwo ciągle morduje czarodziei za popełnione zbrodnie… Ja nie mogę zrobić tego samego? Wiele osób uważa, że morderstwo jest złe, nawet jeśli przyglądają się egzekucji czarodzieja. Hipokryzja brzmi słodko w słowach tych, którzy nie chcą mówić o rażącej prawdzie. Ci, którzy są za słabi, żeby chcieć zemsty, wierzą, że Ministerstwo zrobi to za nich, jednak się mylą.
Harry spojrzał na Toma, nie wiedząc, co powinien myśleć. Nie był przygotowany na to, że uważał każde słowo jego za uzasadnione. Tom był wystarczająco potężny, żeby zadbać o samego siebie, nieważne, co stało się z Ministerstwem czy inni ludźmi… Nikt nie ścigałby go za morderstwo włóczęgi, Chefsiby czy Burkesa. Tom zostawi wystarczające dowody, żeby Ministerstwo nie chciało szukać dalej. Co więcej, Chefsiba i Burkes rzeczywiście byli dwojgiem z wielu osób, które ukształtowały Toma. W Voldemorta, w mordercę…
— Świat jest skorumpowanym i uszkodzonym miejscem — powiedział Tom cicho, przybliżając się do Harry'ego. — Niewiele można zrobić, żeby go naprawić, możliwe, że nic już nie można na to poradzić. Ale wierzę, że mogę to zmienić.
— Dzięki morderstwom?
— Dzięki poszukiwaniom. Morderstwo jest tylko dla moich własnych celów.
Harry nic na to nie odpowiedział. Gdy odwrócił wzrok, Tom objął jego dłoń.
— Proszę, wyjedź ze mną do Albanii — poprosił. Drugą dłonią zaczął gładzić szczękę Harry'ego.
— Nie wiem, Tom…
— Nie zgadzasz się, że to co powiedziałem było całkowicie racjonalne, w pewien sposób?
Harry wahał się przed wyznaniem prawdy. Ale nie chciał kłamać. Ten jeden raz prawda była lepszym wyborem.
— Pod wieloma względami potrafię zrozumieć, dlaczego tak uważasz, ale…
Harry nie wiedział, jak to dokończyć.
— Nie musisz myśleć o morderstwie — powiedział Tom. — Zrobię to sam, zanim wyjedziemy i…
— Nie — przerwał Harry. Tom spojrzał na niego, zaskoczony. — Chcę z tobą wyjechać.
— Nie musisz.
— Ale chcę — odpowiedział. — Chcę upewnić się, że nie zabijasz ludzi dla swojego kaprysu.
Tom uśmiechnął się słabo.
— Jeśli tego właśnie chcesz, wyjedziemy razem… — Pochylił się i pocałował Harry'ego
Harry nie przedłużał pocałunku. Podobał mu się pomysł wyjechania z Tomem do Albanii… ale czuł, że zostało jeszcze coś, co musi powiedzieć.
— Nie mam zamiaru nikogo mordować.
— Oczywiście — odpowiedział Tom. — Nie będziesz musiał nikogo mordować.
Harry chciał jeszcze powiedzieć coś o horkruksach, jednak się rozmyślił. Wiedział, że będzie musiał wkrótce wiele przemyśleć, ale nie wiedział od czego powinien zacząć. Jedyne czego był pewny to, że chciał być z Tomem… bez względu na wszystko. Pocałował Toma, pozwalając sobie na zatracenie się w ich uścisku.
