Jamie Grant: Bardzo się cieszę :) Sama aż podskoczyłam na krześle, kiedy czytałam ten rozdział! Owszem, żegnamy się już z tym opowiadaniem... ale mam nadzieję, że kolejne przekłady będą Ci się podobać tak samo, jak ten :]

Miłej lektury!

Zakończenie

Po tym, jak Harry obudził się w Skrzydle Szpitalnym, dojście do siebie zajęło mu sporo czasu. Zgodnie z tym, co mówili Remus i Tonks, wciąż był wrzesień, a Harry był świeżo po walce z Voldemortem w Zakazanym Lesie. Umysł chłopca nadal jednak podpowiadał mu, że jest grudzień, a on sam ma za sobą niewolę w siedzibie Śmierciożerców, konflikt z opętanym ciałem Syriusza i kolejną próbę poświęcenia życia dla czarodziejskiego świata i dobra jego mieszkańców. Ciężko było mu przyjąć do wiadomości, że wydarzenia trzech miesięcy zostały tak po prostu wykreślone z rzeczywistości; kilka pierwszych godzin po przebudzeniu spędził szczegółowo opowiadając Remusowi swoją historię, aż w końcu nie był w stanie dłużej słuchać swojego głosu. Jego przyjaciel początkowo podszedł sceptycznie do tej opowieści, ale po trzykrotnym jej wysłuchaniu zgodził się, że jest zbyt szczegółowa jak na zwykły sen. Tej samej nocy skontaktował się więc z aurorami, by poinformować ich o lokalizacji Kwatery Głównej Śmierciożerców. Dokładnie w południe następnego dnia Remus i Harry otrzymali przez sieć Fiuu wiadomość, że we wskazanym miejscu schwytano mężczyznę o imieniu Elion, a jego poplecznicy byli stopniowo wyłapywani. Chłopcu ciężko było w to uwierzyć, ale okazało się, że Dumbledore miał rację – wszystko się zmieniło; Draco został schwytany razem z innymi Śmierciożercami, a na wyraźne polecenie McGonagall oddano go pod osobną straż. Podobnie jak pozostałych czekał go proces, jednak zagwarantowano mu ochronę ze strony szkoły, a Snape zaofiarował się jako jego tymczasowy opiekun; dzięki temu Zakon mógł mieć pewność, że chłopiec nie skończy w Azkabanie. Avery nie miał jednak tyle szczęścia: skazano go na dziesięć lat więzienia za czarnomagiczną działalność podczas pierwszej wojny. Harry długo nie mógł pogodzić się w tym wyrokiem – wiedział, jaka przemiana dokonałaby się w tym człowieku z ciągu najbliższych miesięcy, i nie uważał za sprawiedliwe, że ktoś, kto uratował mu życie, miał spędzić kolejne dziesięć lat w towarzystwie dementorów.

Snape tak jak poprzednim razem powracał do zdrowia w swoich kwaterach. Często jednak pojawiał się w Skrzydle Szpitalnym, by czuwać nad rekonwalescencją Harry'ego. Rzucał zaklęcia, aplikował eliksiry, a często po prostu godzinami siedział w milczeniu; obserwował innych uczniów przebywających akurat pod opieką pani Pomfrey lub siedział naprzeciwko chłopca czytając Proroka Codziennego albo naukowe książki na temat eliksirów. Harry dopiero dwa tygodnie po swoim przebudzeniu zdecydował się zapytać nauczyciela o niesamowitą podróż w czasie, której doświadczył.

- Pamięta pan to, prawda? - odezwał się, gdy profesor był już niemal przy drzwiach zamierzając wyjść. Skrzydło Szpitalne było akurat puste; Harry podejrzewał, że w przeciwnym wypadku Snape nie odwróciłby się i nie odpowiedział mu:

- Sądzę, że Wieczysta Przysięga, którą złożyłem twojej matce, połączyła nas na więcej sposobów, niż obaj sądziliśmy.

Chłopiec wyprostował się na łóżku.

- Więc pamięta pan to wszystko? To, co się wydarzyło w ciągu tych trzech miesięcy?

Snape przytaknął i w zamyśleniu dotknął palcami podbródka.

- Przez długi czas wydawało mi się, że po prostu śnię - powiedział. - Dopiero kiedy obudziłeś się i potwierdziłeś wszystko, co widziałem, doszedłem do wniosku, że te wydarzenia nie mogły być jedynie wytworem mojej wyobraźni. Opisałeś je tak szczegółowo...

- Wszyscy myślą, że zwariowałem.

- Nic dziwnego. Trzy miesiące spędzone w równoległej rzeczywistości... sam pomysł zakrawa na absurd - skwitował mężczyzna i znów odwrócił się do drzwi.

Harry poczuł w tym momencie, jak z jego piersi spada ogromny ciężar. Snape pamiętał! Nawet, jeśli nigdy nie przyzna się do tego nikomu innemu, to on sam wiedział już, że jeśli pewnego dnia wspomnienia staną się dla niego zbyt gorzkim brzemieniem, będzie mógł zwrócić się do swojego nauczyciela – i że znajdzie u niego zrozumienie.

- Jestem dumny z odwagi, jaką się wykazałeś - odezwał się nagle Mistrz Eliksirów stojąc plecami do Harry'ego. - Niewielu ludzi byłoby gotowych poświęcić się w taki sposób, jak ty.

- Pan by to zrobił - odparł chłopiec. - Chyba mamy ze sobą więcej wspólnego, niż ktokolwiek mógłby przypuszczać...

Usta Snape'a zadrgały lekko.

- Być może - przyznał. - Miłego dnia, Potter.

- Do widzenia, pranie profesorze.

Powrót do zdrowia zajął Harry'emu kilka tygodni. Na jego ciele nie widniały już ślady tortur zadanych przez Śmierciożerców, ale walka z Voldemortem również odcisnęła na nim swoje piętno, które wymagało czasu, by zniknąć. Chłopiec pamiętał, jak ciężko było mu otrząsnąć się po tej walce za pierwszym razem, i obiecał sobie, że tym razem nie pozwoli, by frustracja wzięła nad nim górę. Wtedy stracił z tego powodu Ginny – i omal nie stracił Remusa.

Hermiona i pozostali Weasleyowie regularnie go odwiedzali. Jego miłość do Ginny stała się silniejsza, niż kiedykolwiek wcześniej. Wciąż zarzucano go propozycjami wywiadów i występów radiowych pod kuratelą Knota, ale natychmiast je odrzucał. Już nie musiał nawoływać ludzi do walki; jego zadanie zostało wykonane – Voldemort odszedł tam, gdzie było jego miejsce, a Śmierciożercy zostali unieszkodliwieni.

Nadszedł czas, by zacząć prowadzić normalne życie.


Listopad nadszedł wyjątkowo szybko, tak samo zimny i ponury, jak poprzednio. Harry siedział samotnie w kwaterach Remusa zwinięty w kłębek na kanapie, kiedy nagle otworzyły się drzwi do salonu.

- Nie jesteś na zajęciach? - spytał Lupin wchodząc do pokoju. Chłopiec odwrócił się w jego stronę.

- Nie. Pani Pomfrey pozwala mi na razie być tylko na dwóch lekcjach dziennie. Właśnie kończę pracę domową.

- Rozumiem – daj mi w takim razie znać, kiedy skończysz; moglibyśmy wybrać się do Hogsmeade, jeśli masz ochotę.

Harry uniósł nagle głowę, przypominając coś sobie. Było to bardzo dziwne uczucie – przypominać sobie coś, co się tak naprawdę nie wydarzyło.

- Znów masz tę dziwną minę - odezwał się Remus siadając obok niego na kanapie.

- Jaką minę?

- Tą, która pojawia się na twojej twarzy, kiedy przypominasz sobie coś, co wydarzyło się za pierwszym razem - tak Remus nazywał trzy wyrwane z rzeczywistości miesiące Harry'ego, gdyż ciężko mu było inaczej je określić.

- Nie ma sprawy... nie musimy o tym rozmawiać; wiem, że nadal ciężko ci to wszystko przyswoić.

- Wręcz przeciwnie! Chętnie dowiem się więcej na ten temat – i chcę wiedzieć, co cię gryzie.

- Dzisiaj jest pierwszy listopada - odezwał się chłopiec. - Za pierwszym razem tego dnia obudziłem się po bitwie w Hogsmeade.

Lupin pokiwał głową.

- Pamiętam, że tak mówiłeś.

- Po prostu to dziwne, że wydarzenia toczą się teraz zupełnie inaczej - kontynuował Harry. - Bez Dracona knującego coś za naszymi plecami i ciągłej groźby ataku ze strony Śmierciożerców szkoła jest jakaś dziwnie... spokojna.

- Wolałbyś, żeby było inaczej? - zapytał profesor ze śmiechem. Harry szybko pokręcił głową.

- No coś ty! Po prostu... nigdy nie sądziłem, że uda mi się to zobaczyć.

- Nigdy nie przypisujesz sobie żadnych zasług, wiesz? - przerwał mu Lupin. - Za to, czego dokonałeś, by sytuacja w czarodziejskim świecie znów wróciła do normy; za oddanie Syriusza Zasłonie.

- Bo też nie po to robiłem to wszystko - wyjaśnił Harry. - I cieszę się, że nikomu nie przyszło do głowy stawiać mnie z tego powodu w świetle reflektorów. Ludzie i tak już myślą, że zwariowałem, i że walka z Voldemortem porządnie pomieszała mi w głowie. Nikt nie chce uwierzyć, że spędziłem trzy miesiące mojego życia tak, jak spędziłem, a potem obudziłem się we własnym ciele i dowiedziałem, że żadne z tych wydarzeń nie miało tak naprawdę miejsca. Nie zrozum mnie źle – cieszę się, że tak jest. Ostatnią rzeczą, na jaką miałbym ochotę, jest spędzenie reszty życia na uciekaniu przed Knotem i jego pomysłami na propagandę. Wolę już, żeby ludzie zapamiętali mnie jako Harry'ego Pottera – wariata, który pokonał Voldemorta.

Remus roześmiał się z całego serca.

- My wiemy, że nie jesteś wariatem, Harry.

Chłopiec uniósł brew.

- Wiem o tym... ale czasem widzę w twoich oczach jakiś taki błysk... jakbyś mimo wszystko nie do końca wierzył w to, co mówię.

- Cała ta historia jest... niesamowita - przyznał nauczyciel. - Owszem, czasami ciężko mi przyjąć do wiadomości to, co się stało, ale wierzę ci, Harry; wierzę w każde twoje słowo - wyciągnął rękę i poczochrał włosy chłopca. - Wiesz co? Zapomnijmy o Hogsmeade – opowiedz mi o tych trzech miesiącach.

- Znów? - jęknął Harry.

- Ta opowieść jest tak niezwykła, że chcę ją znać tak samo szczegółowo, jak ty; ostatecznie sam też odegrałem w niej niemałą rolę!

Chłopiec uśmiechnął się, wziął głęboki oddech i znów zaczął relacjonować to, co się wydarzyło, mając wrażenie, że robi to po raz co najmniej tysięczny, jednak wcale mu to nie przeszkadzało. Wiedział, że w ciągu najbliższych lat jeszcze wielokrotnie będzie ją powtarzać.

Jego ciało w końcu całkowicie wróciło do zdrowia i chłopiec mógł wrócić na zajęcia. On i Draco często mijali się na korytarzu, ale nie zamieniali ze sobą nawet jednego słowa; Malfoy nie miał najmniejszego pojęcia, co wydarzyło się w ciągu tych trzech miesięcy, i chociaż czasami nadal potrafił wyjątkowo dać się we znaki, Harry bardzo się starał, by postępować neutralnie w stosunku do niego – ostatecznie chłopak znacząco przyczynił się do zachowania go przy życiu! Harry zawdzięczał mu ocalenie, nawet jeśli Draco o tym nie wiedział.

Chłopiec jeszcze tylko raz odwiedził portret Dumbledore'a w gabinecie dyrektorskim; okazało się, że nie musiał informować go o tym, co się wydarzyło – kiedy dotarł na wieżę, nabrał dziwnego przekonania, że stary czarodziej już zna historię trzech jesiennych miesięcy. McGonagall była w tym czasie w gabinecie, wciąż sprawując funkcję dyrektora Hogwartu, więc chłopiec nie zagłębiał się zbytnio w temat – ale porozumiewawcze mrugnięcie, które mu posłano, kiedy już opuszczał wieżę, potwierdziło jego przypuszczenia.

Albus Dumbledore nawet po śmierci pozostał człowiekiem pełnym tajemnic.

Relacje między Harrym i Snape'em zmieniły się i od tej pory można je było określić mianem luźnej przyjaźni. Mistrz Eliksirów nie znęcał się już nad chłopcem na zajęciach i nie karał go szlabanem bez żadnego konkretnego powodu, a kiedy wspomnienia tygodni, które spędzili razem w siedzibie Śmierciożerców, okazywały się zbyt przytłaczające i bolesne, dwaj czarodzieje siedzieli razem w ciszy i czerpali siłę od siebie nawzajem.

Pozostałe lata Harry'ego w Hogwarcie minęły bez wstrząsów. Nie było żadnych bazyliszków wypełzających nagle z ciemności, żadnych ataków Śmierciożerców ani rozkładającego się ciała Syriusza przybywającego zza Zasłony. Życzenie chłopca w końcu się spełniło: wreszcie zaczął wieść normalne, spokojne życie. Miał przy sobie przyjaciół i Remusa – nie mógłby być szczęśliwszy.

KONIEC

Jak wyżej, kochani ;) Po z górą czterech miesiącach dotarliśmy do finału tego opowiadania! Mam nadzieję, że lektura okazała się przyjemna, a fabuła – wciągająca :) Dziękuję jeszcze raz wszystkim komentującym i dodającym „Dar Zasłony" do ulubionych i alertów; to dzięki Wam starczyło mi sił, by doprowadzić ciężkie dzieło tłumaczenia do końca.

W marcu (najprawdopodobniej) pojawi się na moim profilu kolejny przekład – „Tworząc Historię" :] Bohaterowie pozostają tacy sami – Harry, Remus, Sev i Syriusz, ale sam fanfik jest o wieeele dłuższy, a główny wątek – bardzo oryginalny, jak sądzę, więc mam nadzieję, że spodoba się Wam tak samo, jak historia MadeleineBeverley (o ile nie bardziej ;)).

Póki co – trzymajcie się ciepło!

K.