Autor: cybermirror
Gdzieś koło bazy Skynetu.
Mocno zakonspirowany zwiad ruchu oporu
wyposażony w najlepszy sprzęt do swojej ochrony i obserwacji
próbuje namierzyć Catherine.
- Rozmowy przez radio.
- Jaro.
Widzisz ją?
- Nie.
- Z tego, co podaje baza to powinna tu
być.
- A ty, Donek?
- Też nie.
- Zielony a w
podczerwieni.
- Nic, żadnego ruch.
- Za to na termo widzę
twój palec.
- A jak ja go widzę, to maszyny też.
- Teraz
lepiej.
- Lechu, dlaczego my mamy normalne ksywy a on jest
zielony?
- Zobacz jego kwaterę.
- Jeszcze tyle dolarów w
jednym miejscu nie widziałeś.
- Wszystkie, co znajdzie znosi do
bazy.
- Zielony, po co ci to? To jest bezwartościowe.
-
Zobaczymy, wojna się kiedyś skończy.
- Donek. Na trzeciej.
-
Mojej trzeciej?
- Tak.
- Jest . . .
- Kobieta idealna.
-
Aż za bardzo.
- Jaro!
- Nie ma kobiet idealnych.
- Są
tylko takie, które potrafią nam przesłonić swoje wady cyckami . .
.
- Znawca się znalazł.
- Zobacz, jaka jest Cameron albo
Sharon.
- Brakuje im coś?
- Macicy!
- Tobie tylko jedno
w głowie.
- Jaro, a co ci do szczęścia potrzebne.
-
Jedzenie i sex.
- Ha ha ha.
- Catherine wraca.
- Skubana.
Jak anakonda.
- Waldi, Zielony, co to jest?
- Jakieś części.
- Idzie jeszcze raz.
- Zostańcie do póki nie da znać.
-
Lechu drugi budynek obok skrzyń.
- O kur . . .
- Widzicie
to?
- To Cameron!
- Catherine daje znak, że jest gotowa.
- Jaro obserwuj Cameron.
- A reszta miejsce spotkania.
-
Waldi, Zielony podchodźcie.
Parę chwil później.
-
Chłopaki to wszystko.
- Uniesiecie to? Powiedziała Catherine i
dodała.
- Ja jeszcze muszę tam wrócić.
- Zobaczyłam coś
bardzo ważnego.
- Trzeba to sprawdzić.
- Pięć kilometrów
na południowy wschód w rozwalonej stacji benzynowej ukryty jest
Jeep.
- Tam się spotkamy.
- Rozumiecie wszystko? Spytała.
Żołnierze trochę zdziwieni, ale potwierdzili.
Catherine
zmieniła kształt i skierowała się do Skynetu.
Przez radio.
-
Donek. Słyszeliście?
- Tak wszystko.
- Żyjecie, więc
róbcie, co powiedziała.
- My zostajemy, będziemy obserwować
dalej.
- Zrozumiałem. Bez odbioru.
Baza.
Niewielki
hangar na północ od centrum bazy.
Trwa montaż maszyny do
przenoszenie w czasie.
Inżynierowie, technicy uwijają się przy
końcówce prac.
W pokoju z pancerną szybą odbywa się poufne
potkanie.
- John, Sara, Cameron.
- Jak Catherine się
dobrze spisze to jeszcze dziś wykonacie skok. Powiedział Starszy
Connor.
- Skąd pewność, że to będzie działać?
-, Że
nie zginiemy? Spytała Sara.
- Ja będę wiedziała.
Odpowiedziała Cameron i dodała.
- Zaufaliście w banku to teraz
też będziecie musieli.
- Jesteś maszyną.
- Nie można ci
ufać. Stwierdziła Sara i spytała.
- Gdzie jesteśmy po skoku z
banku?
- Maszyna działała.
- Błąd musiał być w dacie.
- A ją ustawiał człowiek mógł się pomylić. Odpowiedziała
Cameron.
- Spokojnie. Powiedział starszy John i kontynuował.
-
W miejscu, co wybraliście jest autostrada.
- Pierwsza skoczy
Catherine.
- Z datą o dwa dni wcześniej od was.
- Pozwoli
jej to na zamknięcie autostrady.
- O jeden dzień wcześniej od
was wyślemy inżyniera i dwóch techników.
- Zgłosili się na
ochotnika i nie będziecie ich znać.
- Dopiero potem wy
skoczycie.
- Musicie tam być 3 września 2007.
- I od tego
momentu odgrywacie swoje role tak jak by to był serial.
-
Żadnych odstępstw.
- My tu będziemy wiedzieć czy wszystko
jest w porządku.
- Zrozumieliście, co mówiłem? Spytał na
koniec Starszy John.
Nastała cisza.
- Bądźcie spokojni,
jeśli jakakolwiek część planu nie będzie pasować to wszystko
przerwiemy.
- Cameron zgłoś się do techników.
- John jak
chcesz to idź pomagać przy budowie maszyny. Kontynuował starszy
Connor.
- Mamo ty wypocznij.
- Potem jeszcze porozmawiamy.
Wszyscy zaczęli się rozchodzić, gdy starszy John zawołał
-
Allison zostań jeszcze chwilę.
Zostali sami.
- Allis jesteś
jedyną osobą, której mogę zaufać bezgranicznie.
- Mam
prośbę, możesz się nie zgodzić.
- Zrozumiem.
-, Ale
przemyśl to. Allis słuchała Johna wpatrując się mu w oczy.
-
Chcę abyś też skoczyła.
- Wiem, że może to być trudne, ale
od tego będzie zależeć czy wygramy te wojnę.
Nastała cisza.
- Allison poleciały łzy.
Miejsce spotkania żołnierzy i Catherine.
-, Co widzisz?
- Czysto.
- Jak mówiła
Catherine stacja jest, ale nie widzę jeepa.
- Może będzie z
tyłu?
- Zostawmy ładunek i rozejrzyjmy się
W bezpiecznej
odległości zrobili rekonesans terenu.
- Jest jeep.
-
Zamaskowany w tej walącej się szopce.
- Widać jego tył.
-
Dobra, powoli idziemy.
Doszli do jeepa.
Na siedzeniach spało
dwoje ludzi.
Chłopak i dziewczyna.
Bardzo ubrudzona, ale
ładna.
Jeden z żołnierzy przeładował broń.
Dźwięk
obudził nieproszonych gości.
- Nie strzelać. Krzyknął
chłopak.
- Jesteśmy ludźmi.
- Ręce nad głową.
-
Sprawdź ich.
-, Co tu robicie?
- Chcieliśmy trochę
odpocząć.
Odpowiedział chłopak i spytał.
- Jesteście z
ruchu oporu?
- Nic ci do tego. Usłyszał.
- Też chcę się
przyłączyć.
W tym momencie zjawiła się Catherine.
-
Zostawcie ich. Powiedziała i dodała.
- Znam go.
Catherine,
jako maszyna wiedziała, kim jest chłopak.
Żołnierze opuścili
broń.
- Musimy jechać.
- W bazie czekają.
- Prowadź
powiedziała Catherine do jednego z żołnierzy i usiadła z przodu.
- Reszta do tyłu.
- Bierzemy ich ze sobą?
- Connor nie
będzie zadowolony.
- Wierz mi, będzie.
Dziewczyna siedząca
w środku między chłopakiem a żołnierzem patrzyła na piękne
zadbane rude włosy Catherine.
Siedzący obok niej żołnierz nie
wytrzymał i spytał.
- Nic nie mówisz?
- Jak się nazywasz?
- Agnes. Odpowiedziała miłym głosem.
- Agnes_5.
-
Ładnie a ty skierował się do chłopaka.
- Jak masz na imię?
- Kyle.
- Kyle Reese .
Kwatera Sharon.
Smutna
Allis leży na materacu rozmyślając.
Sharon i Rapecqx_E3QX
przyglądając się w ciszy nie wiedząc, co się dzieje.
Sharon
siedząc koło Allis i trzymając ją za rękę próbuje wyciągnąć,
co się stało.
- Trzynastek cię zawiódł, nie kocha cię?
Spytała Sharon.
- Nie.
- Właśnie, że kocha i ja go
kocham.
- A John chce żebym skoczyła w przeszłość.
-
Zostawiła go tu.
- Serce mu pęknie i mnie też. Z wielkimi
łzami w oczach mówiła Allis.
- Zaczynam rozumieć, co znaczy
kochać. Powiedziała Sharon.
- Wszystko się ułoży.
- Nie
płacz, bo też zacznę płakać. Powiedział Rapecqx_E3QX.
-
Łatwo ci mówić masz teraz Sharon i pilnuj jej. Powiedział Allis
wycierając łzy.
- Sharon przytuliła Allis, która jeszcze
bardziej rozpłakała się.
W tej chwili wszedł do kwatery
Trzynastek.
- Co się stało?
- Allis?
- Kto cie
skrzywdził, zaraz go położę? Mówił zbulwersowany Trzynastek.
-
Ty byś nawet dywanu na ziemi nie położył. Odezwał się
Rapecqx_E3QX.
- Allis podbiegła do Trzynastka i mocno się
wtuliła.
- John chce aby Allis skoczyła w przeszłość.
Powiedziała Sharon.
- To nie możliwe.
- Jak to?
- Nie
zgadzam się. Uniósł się Trzynastek.
- Idę porozmawiać z
Connorem.
- Poczekaj tu. Powiedział Trzynastek i wybiegł.
Allis wróciła na materac, usiadła i wtuliła twarz w swoje
dłonie.
Minęło parę chwil i do kwatery wpadł Mq.
-
Technicy rozcięli skórę Cameron.
- Ma dzisiaj skakać.
-
Miałaś coś wymyślić Allis.
- Obiecałaś. Mówił przerażony
Mq.
- Allis też skacze. Powiedział Rapecqx_E3QX.
- To nie
możliwe? Co się dzieje?
Zdenerwował się Mq i usiadł na
podłodze.
Siedzieli tak chwile w ciszy gdy do kwatery wszedł
Trzynastek i John.
- Wszyscy jak tu jesteście. Powiedział
Connor.
- Wiecie, że musimy pokonać Skynet.
- Jest
doskonały plan aby wygrać tę wojnę.
- Potrzebuję jedną
osobę która mnie nie zawiedzie i udowodni, że plan działa.
-
Wiem, że się kochacie z Trzynastkiem.
- Trzynastek mi wszystko
opowiedział.
- O was też wiem.
- Sharon i Rapecqx_E3QX.
-
Sharon nie mogę wysłać bo ma mnie ochraniać tak jak Cameron
młodego Johna.
- I Cameron musi skoczyć to jest nieodwołalne.
- Więc żeby wszystko dobrze się skończyło i każdy z was był
przy swojej ukochanej to jest tylko jedno rozwiązanie.
- Skoczyć
musisz ty Mq.
Wszystkie oczy skierowały się na Mq.
- Ja . .
.
- Ja . . .
- Zgódź się.
- Będziesz z Cameron razem.
Powiedziała Sharon.
Nastała cisza.
Mq masując się po
swojej wystrzyżonej głowie trzymał w napięciu atmosferę.
-
Zgoda.
Chłopcy rzucili się na Mq w dowód radości.
Allison
podeszła do Johna pocałowała do w policzek i powiedziała.
-
Dziękuję.
- Miłość zwyciężyła. Odezwała się Sharon.
Dwie godziny później przed bazą.
W między czasie
do bazy dotarła Catherine.
John wyszedł upewnić się czy
wszystko w porządku.
- Mamy nowych. Spytał.
- Catherine
powiedziała, że mamy ich zabrać. Meldował żołnierz.
- Mała
niespodzianka. Powiedziała Catherine i dodała.
- Chłopcze
powiedz jak się nazywasz.
- Kyle Reese .
John spojrzał w
jego oczy.
Nie mógł uwierzyć.
- Kyle? Spytał.
- Tak.
Odpowiedział.
- Tożsamość potwierdzona w 100 %. Dodała
Catherine.
- A to jest Agnes_5. Przedstawił Kyle swoją
towarzyszkę.
John zamyślił się ale po chwili powiedział.
-
Żołnierzu szybko zaprowadźcie ich od tyłu tak żeby nikt nie
wiedział, do jakiejś pustej kwatery.
- Nie dyżurny postawi
straż przy nich.
- Na razie nikt nie może wiedzieć, że tu są.
- A szczególności Sara i młody John.
- Sharon niech
przyniesie im coś do zjedzenia.
Cała czwórka skierowała się
we wskazane miejsce.
- Catherine. Masz wszystko? Spytał John
jak zostali sami.
- Wszystko a nawet więcej. Odpowiedziała.
-
Co znaczy więcej? Spytał John i dodał.
- Zwiad podał mi
ciekawe informacje, że wróciłaś do Skynetu.
- I pewnie podali
ci też co widzieli. Odpowiedziała Catherine.
- Tak. Widzieli
Cameron.
- Skąd o tym wiesz? Spytał John.
- Nadal mnie nie
doceniasz. Odpowiedziała i uśmiechnęła się Catherine.
- W
bazie Skynetu są cztery Cameron.
- Trzy są nieczynne.
-
Czekają na coś.
- Czwarta nadzoruje budowę maszyny czasu.
-
Musisz być czujny bo w każdym momencie Skynet może chcieć
zastąpić Sharon czy Allison dzisiaj lub Cameron w przeszłości.
-
Zastosuj odpowiednie kroki.
- Zabezpiecz się.
- Mnie tu na
razie nie będzie, nie pomogę w razie potrzeby.
John słuchał
maszyny i coraz bardziej zdawał sobie sprawę że jednak bez
Catherine nigdy nie pokonaliby Skynetu.
Ale wiedział, że jest
jeszcze ostatnia próba przed Catherine aby jej zaufać.
Hangar z maszyną czasu.
Późny wieczór, pół godziny do
pierwszej próby.
Pomieszczenie gdzie rano odbywało się poufne
spotkanie ponownie wypełniło się zainteresowanymi osobami.
Brakowało tylko Sary i młodego Connora.
- Ja biorę ze sobą
ten największy element.
- Jestem wstanie go ochronić.
Powiedziała Catherine.
- Każdy z techników i inżynier
zabezpieczył po jednej części. Powiedział John i zwrócił się
do Mq.
- Tu są dwa chipy skonfigurowane.
- Zabezpieczone
przed wilgocią.
- Musisz je wziąć do ust przy skoku i mieć je
zamknięte.
- Nic nie przechodzi co nie jest pokryte żywą
tkanką.
- Cameron jak twoja skóra? Spytał.
- Jeszcze jest
blizna ale już się zarosła wstępnie.
- A ładunek
zabezpieczony. Odpowiedziała Cameron.
- Mówię do tych co
pierwszy raz to robią. Kontynuował John.
- Po skoku będziecie
nadzy.
- Catherine obiecała, że nie daleko coś przygotuje.
-
Macie zadanie do wykonania.
- Myślę, że wszystko się uda.
-
Mq tak jak omówiliśmy.
- Cameron tylko w wolnym czasie.
-
Wiesz o czym mówię.
- Sara i John nie mogą wiedzieć, że tam
jesteś.
- Nie zawiodę, prędzej zginę. Zameldował Mq.
-
Ani się waż.
- Masz być żywy i zniszczyć Skynet. Powiedział
John i dodał.
- Za 15 minut zaczynamy.
- No to życzę
powodzenia.
Wszyscy zaczęli wychodzić.
- Catherine nie
zawiedź mnie i wyciągnął rękę w kierunku terminatora.
- Nie
obawiaj się. Powiedziała odwzajemniając uścisk.
Na
korytarzu Mq żegnał się z przyjaciółmi zebrał masę całusów
od wszystkich dziewczyn i jednego od Trzynastka.
Kto tylko mógł
ustawił się do oglądania razem z Connorem niecodziennego
wydarzenia.
Za szybą w dole następował rozruch maszyny.
Catherine stanęła na środku.
Błękitna kula otoczona
wyładowaniami elektrycznymi objęła jej postać i wszystko razem
zniknęło.
- Chyba się udało. Powiedział Trzynastek.
-
Cybermirror, Answer, Hostile pamiętacie co trzeba zrobić. Spytał
John.
- Już idziemy. Potwierdzili. I wyszli.
Reszta
zauważyła na dole czworo ludzi idących w to samo miejsce gdzie
przed chwilą zniknęła Catherine.
- Co ten Mq idzie jak John
Wayne. Spytał Rapecqx_E3QX.
- Zielony dał mu pięć tysięcy
dolarów i nie chcę wiedzieć gdzie je schował. Odparł Trzynastek.
Wszyscy buchnęli śmiechem.
Parę minut później zniknęli
w błękitnej kuli machając na pożegnanie.
Została ostatnia
trójka.
Kto tylko mógł uściskał zbłądzonych podróżników
w czasie.
Na koniec zrobił to starszy John przekazując ostatnie
wskazówki.
Pożegnał się i pomachał.
Wszyscy odeszli tam
gdzie jest ich miejsce.
Taką nadzieję miał Connor.
Pół godziny później.
W niedalekiej odległości od bazy.
W
ustronnym miejscu.
Gdzie nikt nie zagląda.
Przyczajeni
Answer, Hostile, Cybermirror obserwują teren.
- Ciekawe jak
długo tu będziemy siedzieć? Pytał Hostile.
- Tak długo jak
trzeba.
- Savannah nie ucieknie ci. Odpowiedział Answer.
- O
drugiej w nocy nas zmienią. Dodał Cybermirror.
Dosłownie 5
metrów od nich uderzyła błyskawica odrzucając całą trójkę.
Pojawiła się błękitna kula a tuż zaraz jedna postać.
Żołnierze znacząco przeładowali broń i czekają.
- Mq to
ty? Spytał Answer.
- Taa daaa. - We własnej osobie.
- Jaki
on brzydki jak jest goły. Powiedział Hostile.
- Masz ubierz
się. Answer rzucił ubraniem i dodał.
- Connor na nas czeka
musimy iść.
- Patrz jaką ma grzywę. Powiedział Hostile i
dodał.
- Lepiej żebyś nie zasnął w bazie.
- To ja ci na
pendrive JUST-5 przynoszę a ty mi chcesz numer znowu zrobić.
Odgryzł się Mq.
- Dobrze, że mu przyniosłeś bo wytrzymać z
nim nie idzie. Powiedział Answer.
- Ale musi poczekać bo go
połknąłem. Odparł Mq.
- Stójcie. Nagle usłyszeli.
-
John to ty? Spytał Hostile.
- Tak.
- Zostańmy tu
porozmawiamy na spokojnie. Odparł John i uściskał Mq.
-
Rozumiem, że plan się udał. Spytał John.
- Tak jak widzisz
możemy przemieszczać się w obie strony. Opowiadał Mq.
-
Zajęło nam to trochę czasu.
- Pomysł z zabraniem
najważniejszych części był genialny.
- Catherine i technicy
szybko sobie poradzili z budową maszyny.
- A co u Sary i Johna.
Spytał Connor.
- Wiem tylko tyle co mi Cameron opowiada bo nie
zbliżałem się do nich. Zaczął opowiadać Mq.
- Więc tak,
Sara się wkurza bo John znalazł sobie jakąś blond divę i zaczął
myśleć fiutem.
- Ale to chyba dla tego, że Cameron jest taka
rozrywkowa i wysadziła się z autem w powietrze.
- Potem chciała
go kropnąć.
- Nie wiem dlaczego, chyba przez tę dupencję.
-
A mówię wam jakie jaja zrobił John.
- Podłączył chip
Cameron do świateł sygnalizacyjnych.
- Tydzień czasu miasto
było zakorkowane.
Wszyscy słuchali Mq z otwartymi ustami, aż
przerwał mu John.
- Dobra, dobra. Stop.
- No to połowa
planu za nami. Ucieszył się John.
- Mam wiadomość od
Catherine. Powiedział Mq.
- To później. Zastopował go John i
spytał.
- Na kiedy masz wrócić.
- No czekaj dziś Cameron
szła na noc do biblioteki, jutro też idzie.
- Na pojutrze.
-
Będzie miała wolną noc. Odpowiedział Mq.
- I kto tu myśli
fiutem. Rzekł Answer.
- On nie zdaje sobie sprawy, że tu minęła
dopiero jedna godzina. Powiedział John i dodał.
- Wracajmy do
bazy.
- A chłopaki. Przypomniał sobie Mq.
- Nie pamiętacie jakie padły liczby w lotto 18 października 2007?
