Stiles pamiętał.

Pamiętał, jak ojciec przychodził w nocy do jego pokoju i mówił, że Stiles ma do wypełnienia pewne obowiązki, skoro jego matka nie może dłużej tego robić – z jego winy zresztą, jak zawsze twierdził szeryf.

Stiles pamiętał pierwszy raz, kiedy to się wydarzyło.

Miał jedenaście lat. Miał jedenaście lat i wszystko… wszystko nagle przestało być takie kolorowe, jak było. Ojciec bywał ciężki. Bywał ostry na brzegach, nieznośny nawet, kiedy sobie wypił. Czasami jego ręka była cięższa, niż powinna, ale Stiles to rozumiał. Stiles miał ADHD, właśnie zmarła jego mama, a on cierpiał na chorobę, którą sam sobie wymyślił. Stiles to rozumiał. Był nieznośnym dzieciakiem, ciekawskim, to dlatego. Ile razy ojciec mówił mu, żeby czegoś nie robił, a on się nie słuchał. Rozumiał więc, że tata musi go wychować.

Ale…

Dopiero później nauczył się go nienawidzić. Długo po tym, co ojciec zrobił, gdy wypił wystarczająco dużo, by go zniszczyć. Zniszczyć kompletnie. Pozbawić jedynej rzeczy, która była jego. Która miała należeć tylko i wyłącznie do niego oraz osoby, której zdecyduje się to podarować.

Stiles pamiętał.

Pamiętał ból. Pamiętał zapach alkoholu. Pamiętał śliską dłoń ojca. Pamiętał szeptane do ucha słowa.

Cii. Wszystko będzie dobrze. Jesteś moim synem, Stiles. Nikt nigdy cię nie dotknie. Jesteś mój. Należysz. Tylko. Do. Mnie.

Czasami te właśnie słowa prześladowały go w nocy.

To przez te właśnie słowa nie mógł dać Danny'emu tego, co dałby mu normalny chłopak.

Danny rozumiał. Danny był cierpliwy i dobry, i wyrozumiały. Danny pozwalał mu się odsuwać, kiedy sprawy wymykały się spod kontroli, pozwalał się wycofać, gdy dla Stilesa stawało się zbyt intensywnie. Nie pytał, ale rozumiał. Nie naciskał i zapewniał, że da mu cały czas tego świata.

Danny był dla niego, kiedy nikogo innego nie było, i Stiles mu ufał.

Stiles ufał mu na tyle, by opowiedzieć mu wszystko.

Bo Stiles pamiętał.

Pamiętał wszystko i nigdy nie będzie w stanie o tym zapomnieć.