Hermiona jako jedyna miała egzamin w piątek, więc Harry'ego, Rona i Neville'a powierzyła w opiece Pansy. A następnie poszła razem z Draco pisać egzamin z starożytnych runów. Harry i Ron byli totalnie zaskoczeni, gdy zostali wepchnięci w ręce Pansy.
- Tylko ty potrafisz powstrzymać ich od zakłócania egzaminów – powiedziała Hermiona Pansy.
- Więc przez cały dzień są moi? - zapytała Pansy uśmiechając się w stronę Harry'ego.
- Tak. Mogą robić co tylko chcą, byleby nie zakłócali egzaminów i lekcji – odpowiedziała Hermiona. - Poza tym, staramy się, żeby egzaminatorzy nie zobaczyli szaleństwa Harry'ego, ale niezakłócanie egzaminów jest priorytetem.
- Nie martw się, czymś ich zajmę. - Pansy uśmiechnęła się szeroko do Hermiona, która odetchnęła z ulgą.
- Hermiono, jak mogłaś oddać nas wężom? - krzyknął Ron gdy jego mózg przetworzył podane mu informacje.
- Chciałem zatańczyć ci na stole, tak dla zabawy! - powiedział Harry, wydymając wargi.
- Dobrze wiecie jak bardzo dbam o moje egzaminy. Czy wy naprawdę chcecie przerwać mój egzamin? - Hermiona posłała im groźne spojrzenie, na widok którego chłopcy cofnęli się o krok.
- My może posiedzimy sobie z wężami – powiedział Ron.
- Baw się dobrze i spluń może raz czy dwa na Umbridge. - Harry szybko zrobił unik, chowając się za plecami Pansy.
- Po prostu się skup na egzaminie, my na ciebie poczekamy na zewnątrz – wtrąciła Pansy. Następnie wstała od stołu Ślizgonów i pociągnęła Harry'ego i Rona ze sobą. Zebrała również pozostały piąty rok Gryffindoru i Ślizgonów, którzy nie mieli egzaminu ze starożytnych run.
Pansy poprowadziła ich wszystkich na błonia, niedaleko jeziora. Gdy dotarła do wypatrzonego miejsca odwróciła się i klasnęła.
- To co teraz robimy?
- Możemy wyruszyć w kosmos – krzyknął radośnie Harry. - Zbudujemy statek kosmiczny i przez dotarcie na księżyc przerwiemy egzaminy.
- Nie oszukasz mnie, Potter. To, że zachowujesz się dziwniej niż zwykle nie sprawi, że nie wycisnę z ciebie żadnych informacji – powiedziała Pansy. Przyszpiliła Harry'ego wzrokiem i wolnym krokiem do niego podeszła. - Tak naprawdę możemy zrobić to teraz. To na pewno zajmie nam trohę czasu.
- Uuuuu, prawda albo wyzwanie – pisnęła Lavender klaszcząc w ręce.
- Wspaniały pomysł – powiedziała Pansy, wysyłając Harry'emu drapieżne spojrzenie. - Mamy wystarczająco dużo osób i nie ma szans, żeby to przeszkodziło w egzaminach.
Następnie wybrała w miarę czyste miejsce na ziemi i usiadła. Dziewczyny z chęcią do niej dołączyły, ale chłopcy nie byli do końca przekonani.
- No dobra, to kto pierwszy? - zapytała Parvati.
- Harry – prawda czy wyzwanie? - zapytała Pansy.
- Wyzwanie – stwierdził odważnie Harry.
- W porządku. Wyzywam cię do pocałowania Luny Lovegood jak tylko się tu pojawi – powiedziała Pansy, a dziewczyny zaczęły przeraźliwie chichotać. Ron się otwarcie zaśmiał na widok miny Harry'ego, ale w odpowiedzi dostał jedynie pochmurne spojrzenie.
- Zrobię to. - Harry skrzyżował ramiona na piersi. Całowanie Luny nie będzie takie złe. Na pewno nie będzie na niego zła, a już zdecydowanie się nie rozpłacze. - Ron – prawda czy wyzwanie?
- Umm, wyzwanie – wybrał Ron.
- Skoro myślałeś, że moje całowanie Luny będzie zabawne, dlaczego ty nie pocałujesz Hermiony jak skończy swój egzamin?
- Kurde – wymamrotał Ron, jednak pokiwał głową, zgadzając się na wyzwanie. - Crabbe – prawda czy wyzwanie?
- Prawda – powiedział po chwili namysłu Crabbe.
- Umm, jakiej muzyki słuchasz? - zapytał Ron. Widać było, że nie spodziewał się takiej odpowiedzi.
- Najbardziej lubię heavy metal, ale czarodzieje nie potrafią go dobrze zagrać. - Crabbe westchnął zawiedziony, nie zauważając przy tym, że przyznał się słuchania mugolskiej muzyki. Następnie rozejrzał się po osobach, które jeszcze nie odpowiadały i wybrał swoją koleżankę. - Tracey, prawda czy wyzwanie?
- Prawda.
- Jaka jest twoja ulubiona przekąska? - zapytał po namyśle Crabbe.
- Uwielbiam ciasto wiśniowe. Lavender, prawda czy wyzwanie? - Tracey rzuciła swoim pytaniem zaraz po odpowiedzeniu na swoje.
- Wyzwanie – odpowiedziała Lavender.
- Masz zmyć makijaż i tak zostać do końca dnia – rozkazała Tracey po chwili namysłu.
- Do końca dnia – Lavender wpatrywała się zszokowana w Tracey, po czym westchnęła. Szybko rzuciła zaklęcie oczyszczające i makijaż zniknął z jej twarzy. Harry spojrzał na nią, ale nie wiedział wielkiej różnicy. - Goyle – prawda czy wyzwanie?
- Wyzwanie? - odpowiedział niepewnie olbrzymi nastolatek po dobrej minucie zastanawiania się.
- Musisz pocałować kogoś z nas. Nie ważne kobieta czy mężczyzna. - Lavender uśmiechnęła się na widok spojrzeń, które jej wszyscy rzucili.
Goyle wzruszył ramionami i wstał. Skierował się w stronę Rona, który rzucił Harry'emu spanikowanie spojrzenie. Na szczęście zatrzymał się koło Lavender i lekko pocałował ją w usta. Uśmiechnął się do niej, po czym wrócił na swoje miejsce u boku Crabbe'a.
- Parvati, tak? Prawda czy wyzwanie?
- Prawda – odpowiedziała Parvati.
- Czy kiedykolwiek zamieniłaś się miejscami ze swoją bliźniaczką? Na czas lekcji albo randki? - zapytał Goyle.
- Czasami – przyznała Parvati z lekkim rumieńcem. - Czasami zamieniamy się, gdy nasze zajęcia odpowiednio się ułożą. Zdarzyło mi się też obczaić faceta dla mojej siostry. Pansy – prawda czy wyzwanie?
- Wyzwanie – odpowiedziała Pansy.
Parvati pochyliła się i na ucho przekazała wyzwanie Pansy tak, żeby nikt poza nią go nie usłyszał. Pansy skinęła tylko głową i uśmiechnęła się do grupy.
- Harry – prawda czy wyzwanie?
- A co z twoim wyzwaniem? - zapytał ostrożnie Harry.
- Zrobię później. No dalej, prawda czy wyzwanie? - Pansy uśmiechnęła się do niego i Harry wiedział, że nieważne, co wybierze i tak będzie martwy.
Zebrał w sobie całą gryfońską odwagę i wybrał:
- Wyzwanie.
- Masz dać się nam pomalować. - Pansy sięgnęła do swojej torebki i wyjęła szminkę.
Harry zbladł i spróbował się cofnąć, ale Crabbe chwycił go z kostkę i uciął mu drogę ucieczki.
- Chyba wszystkim się już znudziła ta gra. Może skończmy już na dzisiaj.
- No dalej, Harry. Wszyscy wiemy, że jesteś z Luną, więc nikt nie powie, że jesteś gejem. Poza tym Lunę nie będzie obchodziło, czy masz makijaż, czy nie. - Pansy uśmiechnęła się, widząc Lavender i Parvati opróżniające zawartość swoich kosmetyczek na ziemię. Uśmiechnęła się jeszcze szerzej, widząc Tracey dołączającą do zabawy.
- Nie uda mi się z tego wyplątać, prawda? - zapytał z rezygnacją Harry. Pansy stanowczo pokręciła głową. - No to do roboty.
- Dobrze. Vincent, możesz go przytrzymać? - zapytała Pansy.
- Jasne – powiedział Crabbe, zmieniając pozycję na taką, która pozwalała mu na przytrzymanie ramion Harry'ego.
Pansy otworzyła pierwszą tubkę i jako pierwsza rozpoczęła żmudny proces nakładania makijażu na twarz Harry'ego, który cierpiał w milczeniu. Jej śladem podążyły pozostałe dziewczyny i wspólnymi siłami nałożyły podkład, cień do powiek, maskarę, odrobinę różu i szminkę. Po skończonej pracy podały Harry'emu lusterko.
Widząc swoją twarz w lusterku, Harry zmarszczył brwi. Makijaż sprawił, że wyglądał bardzo ładnie i kobieco, a nie bardzo mu to odpowiadało. Ale z drugiej sprawił, że wyglądał trochę strasznie, co podsunęło mu pewną myśl.
- To nie zaburzy egzaminów, prawda? - zapytała Pansy, rozpoznając to spojrzenie.
- Nie powinno, ale może poczekajmy z tym do jutra, inaczej Hermiona mnie zabije – przyznał Harry.
- Dawaj – powiedział Ron, łapiąc Harry'ego za rękaw.
- Jak sądzicie, co pomyślałaby Umbridge o tym, jak teraz wyglądam? Tym bardziej, że ona nienawidzi wszystkiego, co jest nienaturalne. - Harry uśmiechnął się na widok min, które pojawiły się na twarzach jego współtowarzyszy.
- Byłaby bardzo zdezorientowana i na pewno by się bardzo zdenerwowała. - Pansy pokiwała głową, rozumiejąc pomysł Harry'ego. - Masz rację, musimy poczekać do jutra, żeby mieć czas na przygotowanie się.
- Dokładnie. Jeśli mamy to zrobić, to muszę przemyśleć jeszcze kilka rzeczy. Ale możemy to zrobić w czasie kolacji – powiedział Harry. Musiał przekonać kilku chłopaków, żeby dali sobie nałożyć makijaż, ale do kolacji pewnie by mu się to udało.
- Nie, kolacja to za wcześnie. Ne będzie wystarczająco dużo czasu, żeby znaleźć wszystkie sukienki, a potrzebujemy też mugolskich garniturów dla dziewczyn – powiedziała Pansy, a Harry wpatrywał się w nią z niedowierzaniem i ze strachem. - Poza tym, musimy wybrać pasującą biżuterię i zastanowić się, co zrobimy z włosami.
- Zaklęcie na porost włosów powinno zadziałać – zaproponowała Lavender, rozumiejąc pomysł Pansy.
- Mogę dać sobie obciąć włosy, ale jedynie pod warunkiem, że ktoś mi je potem przedłuży – dodała Parvati.
- I możemy przedłużyć włosy chłopakom. - Pansy podjęła ostateczną decyzję. - Bierzmy się do pracy. Najpierw będziemy potrzebować wymiarów, żebym mogła zadzwonić do mojego krawca.
- Czy wszyscy musimy się przebrać za dziewczyny? - zapytał Crabbe, marszcząc brwi na samą myśl.
- Pomyśl o reakcji Umbridge – odparł Pansy. - Przecież chciałeś jej się odwdzięczyć za Brygadę Inkwizycyjną, prawda?
- To ty byłaś najbardziej zlekceważona z nas wszystkich – wymamrotał Crabbe. Nikt go nie usłyszał poza Harrym, która nadal był w jego żelaznym uścisku.
- Wiecie, pójście na całość z przebraniem się brzmi o wiele lepiej, niż to, co ja miałem zaplanowane – powiedział w końcu Harry. - Jesteś zła, ale jesteś też złym geniuszem. Już nigdy w ciebie ie zwątpię.
- Dziękuję. - Pansy uśmiechnęła się do niego słodko. - Crabbe, pozwól Harry'emu wstać, żebyśmy mogły wziąć jego wymiary. Harry będzie musiał być drag queen, bo on jest przywódcą tego całego Buntu. Zielona suknia balowa, żeby ładnie współgrała z jego oczami, co sądzicie?
- Bardzo dobrze wyglądał w swojej zielonej szacie wyjściowej – odpowiedziała Parvati.
- To prawda, ale trzeba by ich nauczyć jak tańczyć – dodała Lavender.
- Ja się tym zajmę – zaproponowała Luna, zbliżając się do grupy. - Dlaczego mam nauczyć Harry'ego tańczyć? Czy zbliżają się niedźwiedzie?
- Niedźwiedzie? - zapytał Crabbe.
- Lubią walcować i, jeśli nie będziesz ostrożny, będą przychodzić po ciebie, żeby móc przetańczyć z tobą całą noc – powiedziała Luna ze spokojem w oczach.
- Jutro odbędzie się zaimprowizowany bal – odpowiedziała Pansy. Uśmiechnęła się do Krukonki. - Cieszę się, że tu jesteś, musimy mieć twoje wymiary do garnituru. I jeśli twoją randką jest Harry, musisz wyglądać równie przystojnie jak on będzie wyglądać pięknie.
- Super, zawsze chciałam się przebrać. - Luna klasnęła z uciechą w ręce.
- I skoro już mowa o pójściu na bal z Harrym. Harry, chciałbyś może coś zrobić? - Pansy wysłałą mu znaczące spojrzenie.
Harry westchnął, wstał i udał się do Luny.
- Hej, Luna – powiedział, opóźniając nieuniknione. - Nie mógł przecież podejść i ją pocałować, prawda?
- Ładnie wyglądasz, Harry. Trzymałeś z dala od siebie brzydkie pomidory? - zapytała Luna z przechyloną głową. - A może poczułeś się ładny i zdecydowałeś się to pokazać?
- Tak – odpowiedział Harry. Pochylił się i szybko pocałował Lunę w usta. Następnie uważnie przyjrzał się jej reakcji.
Luna wyglądała na zaskoczoną, ale natychmiast uśmiechnęła się do Harry'ego .
- Jesteś dobry w rozprzestrzenianiu swojego piękna, Harry. Dziękuję.
- Nie ma za co? - odpowiedział Harry, starając się nie pokazać swojego rumieńca.
- Okej, skoro mamy to już z głowy, niech wszyscy ustawią się w linię, żebym mogła wziąć wasze wymiary – rozkazała Pansy.
- Co się dzieje? - zapytała Hermiona, prowadząc ze sobą Draco. - Widzę, że udało ci się unikanie wielkiej sali, ale widzę też, że coś planujesz.
- Organizujemy dla wszystkich bal jutro. Na razie zbieramy wymiary. Dla dziewczyn będą fraki, a dla chłopaków suknie balowe – odpowiedziała Pansy.
- Fraki? - Hermiona zmarszczyła brwi. Po chwili uśmiechnęła się ze zrozumieniem. - Przebieramy się, tak?
- Suknie balowe, mam założyć suknię? - wrzasnął Draco, cofając się. - Oszalałaś?
- Nie, to ty tu jesteś szalony. Poza Potterem, oczywiście. I robimy to, żeby odegrać się na Umbridge – powiedziała Pansy, łapiąc Draco, żeby nie uciekł.
- Proszę, powiedz mi, że nie tylko ja będę przebrany – powiedział Draco. Próbował wbić obcasy w ziemię, ale Pansy udało się go zaciągnąć do kolejki zresztą chłopaków.
- My też będziemy mieć suknie – powiedział uroczyście Harry. Odwrócił się do Hermiony i rzucił jej spojrzenie psiaka – Jak mogłaś nas z nią zostawić? Ona jest diabłem wcielonym.
- Wyglądasz bardzo interesująco, Harry – powiedziała Hermiona, zauważając makijaż Harry'ego.
- Czy on nie jest ładny? - zapytała Luna, stając przy boku Hermiony.
Hermiona uniosła brew, ale zgodziła się. Harry skrzywił się, ale nie zaniżyło to piękna jego wyglądu.
- Czyli ten bal nie przeszkodzi w egzaminach? - zapytała Hermiona.
- Nie, dzisiaj tylko się przygotowujemy i to tylko tych, którzy nie mają dzisiaj egzaminów – zapewniła Hermionę Pansy. - Bal odbędzie się jutro podczas kolacji, więc uczniowie będą mieli mnóstwo czasu na naukę.
- Powinno zadziałać. Możemy zrobić kilka krótkich przerw na naukę pomiędzy przygotowaniami i powinno być dobrze. - Hermiona spojrzała na Harry'ego i zmarszczyła brwi. - Zamierzasz ak pójść na obiad?
Harry otworzył usta, żeby odpowiedzieć, ale ubiegła go w tym Pansy.
- Tak, tak idzie. Poza tym, Lunie się podoba. Prawda, Lovegood?
- Harry może teraz przyciągnąć do siebie wróżki – odparła Luna.
Hermiona odpowiedziała dziwnym spojrzeniem, ale i tak skończyło się na tym, że Harry poszedł umalowany na obiad. Inni uczniowie jaki i niektórzy egzaminatorzy również posyłali mu spojrzenia. Na szczęście ci drudzy nic sobie z tego nie robili, zwalając winę na ich stare, niedowidzące oczy.
Po obiedzie, Hermiona i Draco zostali w okolicach wielkiej sali czekając na egzamin praktyczny z starożytnych run. Pansy zaciągnęła resztę grupy do dalszych przygotowań do balu. Harry podjął naukę tańca z Luną, która go prowadziła. Wiedział, że powinno być na odwrót, ale zaufał Lunie, która była przekonana, że jej metoda jest poprawna.
Harry zachował makijaż przez cały dzień i w końcu udało mu się uprosić Hermionę, żeby usunęła go z jego twarzy. I nie był jedyną osobą, która o to prosiła. Pansy, Lavender i Parvati łapały każdego chłopaka i zastanawiały się, jaki makijaż pasowałby mu najbardziej. Ron jęczał, że dziewczyny chcą ich tylko torturować, jednak nikt nie mógł zaprzeczyć, że mimo wszystko wyglądali ładnie.
Następny dzień był jeszcze gorszy. Na szczęście większość uwagi skupiona była na Draco, który ominął dramat poprzedniego dnia. Ubrania nadeszły podczas śniadania i wszyscy uczestnicy balu zebrali się przed obiadem, żeby przymierzyć stroje. Dziewczyny dały radę same się ubrać. Nie potrzebowały nawet pomocy z krawatami, które były elementem szkolnego mundurka. Chłopcy potrzebowali pomocy z ułożeniem fałszywych piersi, czy założeniem rajstop. Luna pomogła Harry'emu, który stwierdził, że nie jest tak upokarzające jak myślał, że będzie.
Harry nie był pewien, dlaczego musieli się przebrać w normalne ubrania, ale nie odważył się zapytać o to Pansy. Stwierdził jednak, że nie było to ważne, bo nadal było kilka rzeczy, które trzeba było opracować przed wielkim otwarciem. Harry został mianowany ich rzecznikiem i zapytał domowe elfy, czy byłyby skłonne im pomóc, zapewniając jedzenie i dekoracje. Nie chcieli nic ekstrawaganckiego, mimo wszystko chcieli zaskoczyć studentów, ale nadal chcieli mieć jakieś ozdoby i potrzebowali do tego pomocy.
Półtorej godziny przed kolacją, Pansy zagoniła wszystkich chłopaków do nieużywanej klasy, z której skorzystali wcześniej i kazała im się przebrać. Tym razem, chłopaki z większą łatwością się wystroili, w nielicznych przypadkach wołają dziewczyny na pomoc. Zajęło to godzinę, ale dziewczyny i tak znalazły czas, żeby zająć się ich makijażem i drobnymi poprawkami.
W czasie, kiedy chłopaki się stroili, dziewczyny zajęły się swoimi włosami. Hermiona zdecydowała się na lekko kręcone włosy sięgające karku. Luna za to wygoliła sobie pół głowy, zostawiając trochę dłuższe włosy z drugiej strony. Ta fryzura bardzo do niej pasowała. Pozostałe dziewczyny zostały przy tradycyjnych, krótkich włosach. Jak tylko chłopcy zobaczyli dziewczyny zbledli, bo zdali sobie sprawę, że nadeszła ich kolej.
Pansy utworzyło coś w stylu linii produkcyjnej dla mężczyzn. Dwie dziewczyny zajęły się włosami, a dwie makijażem. Pansy wszystko nadzorowała i udzielała porady, podobnie jak Luna. Włosy Harry'ego zostały przedłużone do pasa. Nadal panował w nich bałagan, ale Pansy dodała żel, który sprawił, że trochę się uspokoiły. Teraz były ułożone i lekko falowane, a nie sterczące we wszystkie strony świata. Luna jeszcze bardziej nad nimi zapanowała, rzucając zaklęcie, które pomagało w oswojeniu dzikich zwierząt. Harry tylko wzruszył ramionami zdziwiony, że to akurat zadziałało.
Pozostałe przygotowania skończyły się trochę po rozpoczęciu kolacji i Pansy pospieszyła wszystkich do głównego korytarza. Zatrzymali się na tyle, żeby chłopcy mogli włożyć obcasy i Pansy z hukiem otworzyła drzwi. I tak oto dumnym krokiem weszli do wielkiej sali.
To był dłuuuuuuugi miesiąc. A było już tak dobrze :/
Ale wróciłam! Nie porzuciłam tego fanfica, ni pozostawię go na pastwę losu. NIE. MA. MOWY.
Ale co tym razem Harry i Pansy wymyślili, co nie? Much wow; very surprise
tradycyjnie twitter: Cookiesseater
Dzięki za wytrwałość i cierpliwość
Jak również dzięki za wszelakie komentarze, polubienia i obserwowanie hint hint, nudge, nudge
