38.

Makoto lubiła wieczorami gotować. Zwykle robiła śniadanie dla siebie i Mizuki do szkoły. Ostatnio nawet Matsushicie zasmakowały jej obiady. Zarumieniła się i ucieszyła- udało się jej z nim porozmawiać i to kilka razy! Nie mogła się doczekać, kiedy to powie Mizuki! Wysłała jej sms-y, ale to nie to samo co rozmowa. Dziwiło ją jedynie zachowanie Sekiego. Prawdę mówiąc nieco ją peszyło. Właśnie gdy o nim myślała i dziwnych słowach, które mówił podczas tańca, zadzwonił domofon. Podniosła słuchawkę i omal jej nie upuściła.

- Senpai? Co ty tutaj robisz o tej porze?

Było ledwie po 21, ale przecież on mieszkał daleko stąd! Mimo to go wpuściła- i tak gotowała, więc mogła się podzielić. Rodzice przelewali na jej konto zdecydowanie za dużo pieniędzy. Senpai, wciąż z plecakiem patrzył na nią niepewnie. Tak, jak pierwszego dnia szkoły, zaszokowało ją, jaki jest przystojny. Delikatne rysy twarzy, trójkątna twarz, prosty nos, zawadiacko patrzące oczy o kształcie migdałów z długimi rzęsami. Jak zwykle w jego towarzystwie serce zaczęło jej trzepotać. Ze strachu- był kobieciarzem. Nie chciała ulec jego czarowi, bo wtedy na pewno by cierpiała. Matsushita był niemal tak samo przystojny, do tego zabawny i uprzejmy. Podobał jej się. Choćby dlatego, że nie czuła się w jego towarzystwie tak bardzo gorsza. Od razu przypomniała sobie, że ma na sobie stary podkoszulek, włosy ściągnięte gumką wysoko nad potylicą, okulary domowe (czyli najbrzydsze) i przede wszystkim okropne spodnie od pidżamy. Spojrzał właśnie na nie, a ona chciała się schować.

- Fajna pidżama- uśmiechnął się spokojnie- Kiedy mój brat będzie mi dokuczał, to mu taką kupię- poczuła się urażona i chyba to zauważył. Speszył się- Nie zrozum mnie źle. On nie znosi wszystkich dziewczęcych rzeczy, a te spodnie w misie są czystko kobiece.

Nigdy nie myślała o tym, czy jej pidżama jest kobieca, ale po prawdzie kobiece wydawały jej się pidżamki z satyny, jedwabiu i innych delikatnych materiałów.

- Przepraszam, nie spodziewałam się gości.

- Ależ za co przepraszasz? To ja się wprosiłem- pociągnął nosem- Ale pysznie pachnie.

W tym momencie głośno mu zaburczało w brzuchu, a ona musiała się roześmiać.

- Wejdź i chodź do kuchni.

Postawił plecak, zdjął buty i poszedł za nią. Miał dziwną minę- jakby zastanawiał się, czy może coś powiedzieć. Poczuła się niepewnie.

- Mako-chan, zawsze wieczorami tak dużo gotujesz?

- Zawsze. Rano lubię sobie pospać. Gotuję dla siebie, Mizuki i ostatnio Matsushita poprosił o śniadanie- wydał z siebie jakieś dziwne westchnienie- Rodzice za wiele pieniędzy mi przelewają na konto, więc kupuję więcej składników i robię to, co lubię.

- Lubisz gotować?

- Oczywiście. To takie fajne- patrzeć, jak z osobnych rzeczy wychodzi coś dobrego. Ale najlepiej jest, gdy ktoś się cieszy, że może to zjeść i mu smakuje. Mizuki bardzo dużo je, więc przygotowanie tylko dla niej posiłku zajmuje trochę czasu.

- A nie wygląda, żeby tyle jadła- zaśmiał się cicho, a jej przeszły ciarki po kręgosłupie.

- Bo dużo biega, zwykle z Kanou-senpaiem. A ostatnio Masaru uczy ją gry w tenisa. Matsushita także je wiele- parsknęła śmiechem, nie widząc jego grymasu- Ale mają to do siebie wszyscy piłkarze. Jeszcze w gimnazjum nauczyłam się, że im lepszy, tym głodniejszy. Chloe mówiła, że więcej zapłaci za posiłki, niż za zajęcie miejsca w zajeździe.

- Mamy plan, żeby namówić dyrektora na puszczenie nas do gorących źródeł.

Odwróciła się i uśmiechnęła szeroko.

- Uwielbiam gorące źródła! Zawsze jest tak ciepło, relaksująco…- przeciągnęła się, a Seki wciągnął powietrze- Senpai, źle się czujesz?

- Dlaczego?

- Jakoś dziwnie wzdychasz, głośno oddychasz.

- Nie, wszystko w porządku. Nie martw się. Co do wyjazdu, to dla was, menadżerek, będzie relaksem, ale Chloe już myśli jakby tu nam uprzyjemnić życie. Mówiła coś o biegach w góry.

- Współczuję. Ona nie ma dla was litości. Ale… Przez ten tydzień, kiedy mieszkaliśmy w zajeździe… Chloe płakała. Co noc. Kilka razy budziła się z krzykiem. Często wołała swoich rodziców, Yui, Yoshiharu i chyba naszego kapitana, bo mówiła: „Ryuuji, nie zostawiaj mnie! Nie ty!".

Senpaia chyba zmroziło, bo patrzył na nią siedząc bez ruchu z rozszerzonymi oczami. Po chwili odchrząknął.

- Wiesz o jej rodzinie, prawda?- skinęła głową- Więc wiesz, że to Kanou ją znalazł. Kiedy zmarł Kubo, który był jej bliższy niż brat… Ona mogła się załamać, ale jak zwykle była silna. Mam taką teorię, że ona uzależniła się od obecności naszego kapitana. Przy nim czuje się bezpieczna. Dlatego przeraża ją możliwość, że ostatnia osoba, na której polega, mogłaby zniknąć z jej życia.

Makoto patrzyła na senpaia i dziwiła się- wydawało jej się, że on nie zwraca uwagi na nic poza sobą, a tymczasem on przeprowadził taką analizę? Miłe zaskoczenie. Postawiła przed nim talerz, obok miskę z ryżem i wstawiła wodę na herbatę.

- Mmmm… Pyszne. Niebo w gębie. Powinnaś otworzyć restaurację, albo dogadać się z Chloe i poszerzyć menu jej cukierni o zwykłe posiłki.

- Lepiej nie. Jeszcze nadejdzie ją ochota, na pomaganie mi.

Roześmieli się, bo kilka dni wcześniej trenerka została zmuszona do pomocy Makoto kuchni. Skutkiem było wyjście na obiad do McDonalda.

- Nie boisz się mieszkać sama?

- Nie. Moja sąsiadka z naprzeciwka ma na mnie oko. Typowa starsza pani- przesiaduje dniami w oknie i nie ma nic lepszego do roboty, jak śledzenie moich poczynań. Problemem są jedynie późne powroty i sprzątanie, którego jest od groma.

- Mógłbym ci pomóc. Nie ze sprzątaniem, oczywiście- parsknął śmiechem.

- Nie chcę cię obciążać swoją osobą, senpai.

- Ależ dla mnie to będzie przyjemność. Lubię z tobą przebywać.

Znów te dziwne słowa. Senpai dojadł, wypił herbatę, trochę porozmawiali i zaczął zbierać się do wyjścia.

- Nie będę dawał powodów do zmartwień twojemu Cerberowi- sięgnął do niej ręką, aż zamknęła oczy ze strachu. On jednak ściągnął jednym ruchem gumkę z jej włosów i podał jej- Tak ci lepiej.

I już go nie było. Ona jednak stała przed drzwiami, jak głupia i starała się opanować. Serce waliło jej, jak głupie. Pytanie tylko, czy ze strachu, czy z radości?

Mizuki ostatnimi czasy miała dla niej coraz mniej uwagi. Rankiem szła do szkoły z Masaru, spędzała z nim przerwy a po lekcjach wychodziła z nim. Było jej przykro, że nawet nie słucha o tym, jak fajnie było na wyjeździe. Wątpiła nawet, że jej przyjaciółka słyszała o dziwnych odwiedzinach Sekiego. Postanowiła pójść i porozmawiać z Yuiko, z którą mocno się zaprzyjaźniła. Nieśmiało weszła na trzecie piętro i natknęła się na Asakawę, który był w drugim zespole.

- Mako-chan! Co ty robisz na piętrze klas trzecich?

- Szukam Yuiko…

Senpai był dobrze zbudowany i dowcipny, grał w piłkę i czasem wypuszczano go na boisko, więc wokół niego zwykle był wianuszek dziewcząt.

- Powinna być w klasie, jeśli się nie mylę- uśmiechnął się i poszedł do swojej klasy machając- Do zobaczenia na treningu!

Odmachała mu i nieśmiało weszła do sali. Yuiko była- jej złota grzywa świeciła z daleka. Problem w tym, że nie była sama- obok niej stał Seki. Ostatnia osoba, którą chciałaby spotkać. Dziewczyna pierwsza ją zobaczyła i pomachała, gestem zapraszając do środka. Nieśmiało weszła i jak najszybciej stanęła obok ławki przyjaciółki.

- Mako-chan, szukałaś mnie?

- Tak. Dzień dobry, senpai.

Seki uśmiechnął się, pożegnał i już go nie było.

- Co tutaj robił senpai? On jest przecież w klasie A.

- Seki przyszedł mnie poinformować o planie wycieczki. Mam wpłynąć na dziadka, żeby się zgodził. Przypuszczam, że kiedy mu powiem, że mam ochotę tam pojechać, to będzie w siódmym niebie i bez problemów się zgodzi. A jeśli nie, to Chloe go przekupi ciastkami.

- Mmm… Yuiko, chciałabym ci się z czegoś zwierzyć.

- Słucham?- pochyliła się lekko i uniosła brew w zaciekawieniu.

- Pamiętasz, jak ci mówiłam o dziwnym zachowaniu senpaia w klubie?

- Pamiętam.

- Więc wczoraj…

Im dłużej opowiadała, tym bardziej uśmiechnięta była twarz jej rozmówczyni.

- Z czego się śmiejesz?

- Z niczego. Po prostu wydaje mi się, że Seki coś do ciebie czuje.

- Niemożliwe. Ja… Jestem nijaka, nieciekawa.

- Skoro tak uważasz…

- Muszę już iść. Mam lekcje za… No, muszę iść.

Wyszła szybkim krokiem- lepiej żeby Yuiko nie widziała tego zmieszania. Ona nie mogła mu się podobać, to byłoby… Cóż, nawet Kopciuszek nie miałby takiego szczęścia. W zamyśleniu potrąciła jakąś dziewczynę.

- Przepraszam, nie chciałam…

- Myślisz, że przeprosiny wystarczą?! Złamałam paznokieć!

Makoto kojarzyła tę dziewczynę z widoku- to była ta sama, którą Chloe wyrzuciła bez problemu za boisko. Niestety i ona wydawała się mieć dobrą pamięć.

- Zaraz… Ty jesteś jedną z menadżerek drużyny piłkarskiej!

Jej koleżanki zebrał się wokół niej. Za plecami miała jedynie ścianę- żadnej możliwości ucieczki.

- Mm… Mogłybyście mnie przepuścić? Muszę iść na lekcje.

- Muszę iść na lekcje- falsetem przedrzeźniała ją jedna z trzecioklasistek- Patrzcie ją! Lekcje zaczynają się dopiero za kwadrans, moja droga. A ty powinnaś trochę podyskutować ze swoimi senpaiami, nie sądzisz? Czy też przebywając z najgorętszymi chłopakami w szkole uznajesz, że jesteś ponad nami?

- Kiedy ja wcale…

- Jeszcze się stawia!

Jedna z nich uderzyła ścianę niedaleko jej twarzy.

- Ta wasza pięknisia mocno zagrała nam na nerwach, a wy dwie szarogęsicie się i bez niczego pozwalacie sobie na rozmowy z naszymi chłopcami. Chyba nie znasz reguł panujących w tej szkole, prawda? Najpierw jesteśmy my, najładniejsze i najmodniejsze dziewczyny w szkole. Potem są inne trzecio i drugoklasistki. Następnie pierwszoklasistki, a dopiero potem mole książkowe i zimne dziewice.

- Nie mówcie tak o Yuiko!

Nawet nie sądziła, że potrafi wydać z siebie takie warknięcie. One jednak wybuchły śmiechem, a ich szefowa pociągnęła ją za włosy.

- Nie będziesz mi tu pyskować!

Uniosła dłoń do uderzenia a po chwili Makoto poczuła palący ból. Okulary spadły jej z nosa i rozbiły się. Widziała jak przez mgłę. Za to wyraźnie usłyszała wzburzony krzyk.

- JAK ŚMIECIE?!

Chloe? Co ona tutaj robi? Widziała ciemną plamę, która rusza na te dziewczyny. Jakieś silne ramię ją podniosło i delikatnie pogładziło jej policzek. Po zapachu poznała, że to Seki.

- Mako-chan, wszystko w porządku?- miał wściekły głos- Gdybym wyszedł wcześniej… Nie musiałabyś znosić takiego upokorzenia. Wybacz. Mieliśmy cię chronić, ale niezbyt nam wyszło, prawda?

Nie widziała dokładnie jego twarzy, ale z głosu przebijało poczucie winy.

- Ależ senpai… To nie twoja wina.

Chciała coś dodać, ale usłyszała głośne fuknięcie i pisk.

- Co się stało?

- Chloe właśnie pociągnęła za mocno jedną z dziewczyn i wyrwała jej kilka włosów- tym razem był rozbawiony- Ma dziewczyna talent do bójek, choć sama nieźle oberwała.

- Ale nic jej nie będzie, prawda?

- Nie martw się. To twarda sztuka. Ma nieco podrapany policzek, kilka wyrwanych włosów i kilka siniaków. O, idzie Kanou, więc to zaraz się skończy.

Jakiś duży cień wszedł pomiędzy te mniejsze i usłyszała warknięcie, które wydało jej się naprawdę groźne, mimo tego, że niewiele widziała.

- Uspokoicie się, czy nie?!

- Co się dzieje?

- Kanou w tej chwili trzyma Chloe, by nie rzucała się na te dziewczyny. Dwie z nich leżą na podłodze i płaczą nad paznokciami, a dwie stoją z krwawiącymi nosami i brwiami. Będą miały ładne lima.

- One uderzyły Mako-chan! A wy tymczasem siedzieliście, jak durnie i nawet nie reagowaliście!

- Uderzyłyście moją menadżerkę?

Temperatura jego głosu była bliska zera.

- Tak. I co z tego?! A teraz wasza ukochana trenerka straci pracę. Bicie ucznia to przestępstwo. Rada rodziców zażąda jej usunięcia.

Mako-chan napłynęły łzy do oczu.

- Seki-senpai, mógłbyś podać mi okulary?

- Są zbite.

- Ale chcę widzieć cokolwiek.

Podał jej i założyła. Chloe stała wciąż wściekła, Kanou ponury a dziewczyny zadowolone z siebie. Inni uczniowie wyglądali z sal. Yuiko przepychała się przez tłum by do niej podejść.

- Mako-chan, wszystko ok.?

- Tak. Ale czy mają możliwość wyrzucenia Chloe?

- Wszystko zależy od dyrektora.

Tymczasem Nishio, Arashi i Tokunaga stanęli obok kapitana i widać było, że są źli. Trenerka odrzuciła włosy na plecy i podeszła do napastniczek. Była niższa od nich o dobrą głowę, ale w jej postawie było coś… Makoto sama nie wiedziała co.

- Dobra, to idziemy do dyrektora, panienki.

- Jak… Jak to do dyrektora?

- Dobrze słyszałaś. Do dyrektora. Przecież chcecie mnie usunąć, prawda?- skinęła władczo w jej stronę- Mako-chan, idziesz z nami. Czy jest tu ktoś, kto widział co się stało naprawdę?

Jakiś chłopak z klasy Yuiko podniósł rękę.

- Ja widziałem…

- To dlaczego nie reagowałeś, baranie?

Jedynie się zaczerwienił. Chloe westchnęła i pokręciła głową z niedowierzaniem. Podeszła do nich na chwilę.

- Yuiko, porozmawiam z tobą później. Bo w sumie po to tutaj przyszłam. Mako-chan, będziesz w stanie iść? Jesteś blada…

- Tak, czuję się dobrze. Ale… Nie wyrzucą cię, prawda?

Uśmiechnęła się wesoło i pogilgotała ją końcem włosów.

- Trzeba czegoś więcej, niż kilka idiotek, żeby mnie stąd usunąć. Poza tym… Taka zadyma to całkiem fajny przerywnik dnia.

- Stuknięta baba.

- Mówiłeś coś, Kanou?

- Tak sobie mruczałem pod nosem. Nic konkretnego.

Pokręciła głową z niedowierzaniem i popędziła całą grupkę do dyrektora. Sekretarka na ich widok omal nie dostała zawału.

- Co tu się stało?! Trenerko Ichigamoto, proszę natychmiast to wytłumaczyć!

- Czy dyrektor jest wolny?

- Tak, ale…

Weszła bez pukania.

- Przepraszam, panie dyrektorze, ale mamy tu mały kryzys.

- Co się stało?

Dyrektor siedział za biurkiem ze spokojną miną. W pewnym sensie był przerażający. A może tylko jej się tak wydawało?

- Doszło do bójki.

- Między kim a kim?

- Między mną a kilkoma uczennicami.

Zrobił duże oczy i usta zadrgały mu, jakby miał zamiar się roześmiać.

- O co poszło?

- Może najpierw wypowiedzą się one.

Jedna z nich, ta na którą wpadła, wyszła lekko przed szereg.

- Nazywam się Yamamoto Ishii z klasy 2D. Gdy rozmawiałyśmy z koleżanką Naritą obok pojawiła się trenerka Ichigamoto i rzuciła się na nas.

Chloe wciągnęła mocno powietrze i zaczęła tupać stopą. Kłamstwo było oczywiste.

- Trenerko, dlaczego zaatakowałaś uczennice i co robiłaś w szkole?

- Przyszłam, by porozmawiać z Kiyomasą Yuiko, moją drugą menadżerką. Gdy szłam korytarzem zauważyłam, jak grupka tych dziewcząt otacza moją pierwszą menadżerkę- Naritę Makoto. W pewnym momencie jedna z nich uderzyła ją w twarz tak mocno, że upadły jej okulary i się zbiły. Zresztą, na jej twarzy wciąż widać ślady uderzenia. Przyznaję, że mnie poniosło. Nie powinnam ich bić i poniosę pełną odpowiedzialność.

- Czy ktoś może to potwierdzić?

- Tak. Ten chłopak widział wszystko.

- Mmm…- zaczerwienił się i spojrzał niepewnie- Kiedy jadłem obiad spojrzałem na korytarz, z nudy. Narita szła akurat korytarzem i potrąciła Yamamoto. Zaczęła ją przepraszać, ale one ją okrążyły. Krzyczały nad nią, ciągnęły za włosy, aż w końcu jedna ją uderzyła. W tym momencie trenerka rzuciła się na nie. Potem pojawił się Seki i pomógł Naricie wstać, a Kanou powstrzymał trenerkę przed dalszą walką.

Dyrektor skinął głową i spojrzał na nią świdrującymi oczami. Chciała uciec. Daleko.

- A więc została nam tylko twoja wersja, Narita. Dlaczego cię uderzyły? Bo akurat to nie pozostawia wątpliwości.

- One… One obrażały moją przyjaciółkę- nie mogła powiedzieć, jakimi słowami obrzuciły wnuczkę dyrektora. To z góry skazałoby je na karę.

- Wybacz mi dociekliwość, ale muszę wiedzieć wszystko. Chcę wiedzieć po której stronie była wina.

Jęknęła i poczuła, że łzy kręcą jej się w oczach. No to sobie narobi wrogów. Milczała i patrzyła uparcie w dywan. Z jednej strony nie chciała, by Chloe została wyrzucona, z drugiej nie chciała narazić się senpaiom. Głos dyrektora zrobił się niecierpliwy.

- Narita, muszę cię prosić o wytłumaczenie się. Już!

Łzy jej poleciały po policzkach, a po chwili poczuła delikatny uścisk dłoni. Chloe.

- Dyrektorze, myślę, że Narita nie ma już nic do powiedzenia. Nie musi pan znać powodów. Niech pan mnie ukarze, a je zostawi w spokoju.

- Pani wybaczy, ale decyzja o tym, kogo i w jaki sposób ukarzę, zapadnie dopiero po wysłuchaniu Narity. Proszę wszystkich innych o wyjście. Pan jest wolny i może wracać do sali.

Poczuła się jeszcze gorzej sam na sam z dyrektorem. Patrzyła na swoje stopy, zbyt mocno bała się podnieść wzrok. Z całej siły zaciskała palce na swetrze. Westchnął i powiedział zadziwiająco spokojnym głosem.

- Usiądź, Narita i odetchnij. Nie denerwuj się tak. Cokolwiek mi teraz powiesz, nie wyjdzie poza ten gabinet. Obiecuję.

- Ja… ja nie chcę, by pan karał Chloe i te dziewczyny- głos jej się łamał, bo płakała- Chloe jest mi bliska i jest naprawdę wspaniałą trenerką. A one… Nie chcę im się narazić. Jestem na to zbyt tchórzliwa. Dlatego nie chcę panu powiedzieć, co one powiedziały. Wtedy na pewno byłby pan zły.

- Domyślam się, że pewnie powiedziały coś na temat Yuiko.

Zszokowana podniosła wzrok i zauważyła, że uśmiecha się delikatnie. Trochę przypominał jej tatę tym uśmiechem.

- Skąd…?

- A jaki mógłby być inny powód? No, powiedz wszystko.

Przełamała się i streściła całą sytuację. Nawet nie drgnął. Gdy powiedziała o „zimnej dziewicy" dyrektor uśmiechnął się szeroko.

- Nie… nie jest pan zły?

- Oczywiście, że jestem. Ale nie z tego powodu, co myślisz. Cieszę się, że moja wnuczka ma taką opinię. Przynajmniej nikt się jej nie narzuca. Jestem zadowolony, że jej bronisz. Jestem zły na pannę Yamamoto i resztę. Nie powinny reagować tak agresywnie. Tak samo trenerka Ichigamoto- nacisnął guzik przy telefonie- Niech reszta wejdzie.

Drzwi się otworzyły i dziewczęta weszły. Chloe stanęła daleko od nich.

- Wszystko już wiem i podjąłem decyzję. Dziewczęta, wasze zachowanie było nieodpowiedzialne i agresywne. Nie będę tolerował agresji w swojej szkole. Dlatego też waszą karą będą dwa tygodnie pracy, jako menadżerki drużyny piłkarskiej.

Makoto wytrzeszczyła oczy, Chloe tak samo a dziewczyny zaczęły się cieszyć.

- Dziękujemy i przepraszamy.

- JEDNAKŻE- zapadła cisza- Jeśli jeszcze raz się to powtórzy, to zostaniecie zawieszone. Co do pani, trenerko, to uważam, że zbyt wiele czasu spędza pani z chłopcami i przez to, zamiast być młodą damą, jest pani chłopczycą bez ogłady. Niech mi pani da dokończyć. Pani kara będzie bardziej ucząca. Z tego co wiem, to na miesiąc zawiesiła pani działalność cukierni.

- Tak. Z powodu żałoby, którą noszę. Gdybym zaczęła pracować- rzuciłabym się w wir pracy i pewnie doprowadziła się do ostateczności.

- W takim razie ma pani mnóstwo wolnego czasu. Na ten miesiąc będzie pani uczęszczać do naszej szkoły, jako zwykła uczennica. To jest pani kara.

- Ależ…!

- Żadnych „ale"!- jego głos stał się surowy- Jeszcze dziś zaopatrzy się pani w mundurek i jutro pojawi się pani na lekcjach. Widziałem pani świadectwa z poprzedniej szkoły. Będzie pani uczęszczała do 3A. Panna Narita jest całkowicie wolna od kary. Możecie już iść.

Wyszły szybko. Zaraz za drzwiami Yamamoto przytuliła ją.

- Dziękuję! Zawsze o tym marzyłam!

- Poczekaj, aż zobaczysz na czym polega praca menadżera- Chloe warknęła nieprzyjaźnie- Nie toleruję opierniczania się. Możecie choć próbować współpracować?

- Postaramy się. Najlepiej, jak potrafimy!

Bąknęła coś w odpowiedzi i zgarbiona poszła przed siebie. Makoto dobiegła do niej, choć nieco niepewnie- wciąż niewiele widziała.

- Chloe, rozchmurz się! Nie wyrzucił cię.

- Jasne. Ten stary piernik dobrze wie, co robi! Nie znoszę szkoły! Nie znoszę się uczyć! W dodatku będę musiała znosić Sekiego, Nishio i Kanou na co dzień poza treningami!

Potem powiedziała kilka słów, które zdecydowanie nie przystawały młodej damie. Nagle wyprostowała się i delikatnie dotknęła jej policzka.

- Mam nadzieję, że przestanie boleć. Świnia, uderzyła cię naprawdę mocno. Mam ochotę wyrwać jej wszystkie kłaki.

- Nie trzeba. To moja wina… Jestem tak rozlazła, że daję ludziom powód do atakowania mnie.

Westchnęła.

- Chciałabym umieć tak podchodzić do tych spraw tak, jak ty. I być taka słodka.

Uśmiechnęła się po swojemu i wyszła naprzeciw chłopcom, którzy stali w połowie korytarza.

- I co? Jak tam? Wyrzucili cię?

- Aż tak łatwo się mnie nie pozbędziecie- uśmiechnęła się złośliwe- Za to pomęczę was nieco dłużej. Moją karą jest przez miesiąc uczęszczać na lekcje razem z wami. Oddaję się pod waszą opiekę- ukłoniła się tradycyjnie, co w połączeniu z całą sytuacją wyszło szyderczo. Na początku patrzyli na nią niepewnie, po czym wybuchli śmiechem. Makoto dołączyła do nich. Teraz będzie weselej. Dzwonek zadzwonił, więc ruszyła do swojej sali. Jednak wciąż szła niepewnie. Poczuła słodki zapach, który doprowadzał ją do szaleństwa.

- Odprowadzę cię. Przypuszczam, że niewiele widzisz.

- Seki-senpai… Dziękuję.