A/N: Wiecie, jak przyjemnie jest czytać wasze komentarze i codziennie dodawać dla was nowe rozdziały :)

Glittery Angel: Może napiszę taki jednorozdziałowiec o tym, przemyślę to. I te obawy tak jakoś naturalnie mi wyszły

Kokosz: Przestanę to pisać :( Miło, że się podobał rozdział

Roxxie: Och, ja też miałam tego Alec'a przed oczami

Ewelina: Chcesz szczegółów: zapraszam moje opowiadanie "A different world" rozdział 15, 16. Miłego czytania. Po prostu po polsku jakoś mi nie wychodzi opisywanie tych scen. Próbowałam, ale nie wyszło to za dobrze. Po angielsku jakoś łatwiej mi się pisze takie sceny.

Demon-Lionka: Dokładnie tak Alec się czuł w tym klubie. Wątpliwości musiały być.

Miłego czytania i jak zwykle czekam na waszą szczerą opinię


Rozdział 33. Chcę mieć z tobą dziecko.

W ciągu ostatnich dwóch lat moje życie się diametralnie zmieniło. Miałem prawdziwy dom, nową rodzinę. A co najważniejsze, poślubiłem miłość mojego życia. Choć minął już prawie rok od naszego ślubu, czasem wciąż ciężko było mi w to uwierzyć. Bo kto przy zdrowych zmysłach by uwierzył, że Nocny Łowca pokocha Podziemnego i w dodatku weźmie z nim ślub? Szalone, prawda? A jednak dla mnie to spełnienie marzeń. I za każdym razem, gdy przyglądam się runie na sercu albo obrączce na palcu nie mogę uwierzyć w swoje szczęście. I do tej pory sądziłem, że mam wszystko, czego mi do szczęścia potrzeba. Jednak ostatnio zauważyłem, że czegoś mi brakuje. A wszystko się zaczęło gdy na świat przyszedł syn Tessy i Jamesa, Will.

-Jest cudowny—powiedziałem łagodnie, trzymając go w ramionach po raz pierwszy. Był taki malutki. Jego przepiękne czarne oczy były pełne iskierek. Był słodki. Gdy za gaworzył i mocno chwycił obiema rączkami mój palec, moje serce zmiękło.

-Zdecydowanie Cię lubi Magnusie—powiedział lekko Jem

-Mnie się nie da nie lubić James—zażartowałem, a Jem i Tessa się roześmiali.—Naprawdę to wspaniałe dziecko. Podobny do ciebie Jem. Cały Carstairs—zrobiłem krótką pauzę—Myślicie, że też będzie miał pewne zdolności, jak James? (James Herondale—syn Tessy i Will'a —przyp. aut.)

-Z pewnością—wtrąciła Tessa—A może nawet więcej, skoro Jem był Cichym Bratem

Spędziłem jeszcze trochę czasu z Will'em, a gdy było już południe ruszyłem na zakupy.

Przechadzając się po markecie i decydując co dziś zjemy na obiad, usłyszałem ciche łkanie. Moje serce trochę przyspieszyło i nawet nie wiem, kiedy zacząłem iść w stronę płaczu. W kącie, w sekcji z detergentami, ujrzałem małego blond chłopca, skulonego i płaczącego. Moje serce natychmiast zmiękło na ten widok. Podszedłem do niego i ukucnąłem naprzeciwko

-Hej, czy wszystko jest w porządku mały?—zapytałem z troską. Gdy podniósł głowę, zobaczyłem, że jego małe zielone oczka były pełne łez—Gdzie twoja mama?

-Ja nie wiem—zaskomlał

-Jak masz na imię?—zapytałem uśmiechając się do niego delikatnie

-Jack

-Ja jestem Magnus—wyciągnąłem chusteczkę z kieszeni i mu ją wręczyłem by otarł łzy i nos

-Świecisz się, jak postacie z bajek—powiedział, wydmuchując nos

-Serio?—przytaknął mi-Lubię czasem poświecić.—zaczął się śmiać—Hej znajdźmy twoją mamę. Jak wygląda?

-Ma takie włosy jak ja i sukienkę w kwiaty.

Wstałem i podałem mu rękę. Mocno ją chwycił i poszliśmy szukać jego mamy. Po pięciu minutach usłyszeliśmy, jak woła Jack'a. Podbiegła do nas i chwyciła go w objęcia

-Na boga Jack, gdzieś ty był?

-Znalazłem go przy detergentach—rzuciłem lekko i mrugnąłem do chłopca.

-Bardzo panu dziękuję, że go pan znalazł.—mówiła przez łzy—W jednej chwili stał obok a po chwili już go nie było. Okrutnie się bałam.

-To zrozumiałe. Rodzice zawsze się martwią o dzieci.

-Ma pan dzieci?—zapytała biorąc dziecko na ręce. Pokręciłem głową—Z pewnością pan i pańska małżonka niedługo będziecie mieć dzieci—spojrzała na moją prawą dłoń. Już chciałem jej powiedzieć, że nie mam żony, ale ona tylko jeszcze raz podziękowała i pożegnała się.

Przechadzając się dzisiaj po centrum handlowym, zatrzymałem się przed sklepem z rzeczami dla dzieci. Przyglądałem się zabawkom i wózkom na wystawie. Piękne, kolorowe, z różnymi wzorami. Głębokie i spacerowe. Nawet nie wiem kiedy wszedłem do środka. W sklepie ogarnęło mnie jakieś dziwne uczucie. Nie do końca byłem pewien co to jest. Obserwowałem pary, które wybierały łóżeczka, wózki i ciuchy dla dzieci. Nagle poczułem ukłucie zazdrości w sercu. Gdy tak oglądałem ciuchy dla dzieci, usłyszałem bardzo lekki melodyjny głos

-Córeczka, czy syn?—powiedziała do mnie rudowłosa kobieta, na oko dwudziestokilkuletnia, w zaawansowanej ciąży.—Ja będę mieć córeczkę—położyła rękę na swoim brzuchu—Jeszcze dwa miesiące. A pańska żona? Czego się spodziewacie?

-Oh...am...nie mam dzieci. I raczej nie będę mieć.

-Oh...przykro mi

-Nie, nie to nie...—I wtedy złapała się za brzuch i syknęła z bólu—Na boga dobrze się pani czuje? Może wezwać karetkę?

-Nie, nie. To nic. Tylko mała kopie—złapała moją dłoń w swoją i przyłożyła do swojego brzucha. I wtedy dziecko kopnęło. Poczułem delikatne uderzenia pod swoją dłonią. To było niesamowite. Oczywiście miałem już do czynienia z ciężarnymi, czułem już wcześniej kopnięcia płodów. Ale tym razem jakby mocniej to odczułem.

Wracając do domu, cały czas rozpamiętywałem ostatnie wydarzenia. Nawet gdy jedliśmy kolację z Alexandrem myślałem o tym. Ostatnio stałem się dziwnie wrażliwszy w stosunku do dzieci. Gdy tylko jakieś zapłakało moje serce się rwało już do niego, pragnąc wziąć je w ramiona i uspokoić. Miałem ochotę przebywać z dziećmi. Nigdy przedtem nie odczuwałem takich emocji względem dzieci. Co więcej, irytowały mnie. A teraz się to zmieniło. Nie rozumiałem tego. Skąd nagle u mnie takie uczucia. Czyżbym pragnął dziecka z Alexandrem? Nigdy przecież nie chciałem mieć dzieci. Przecież czarownicy nie mogli mieć potomstwa, są bezpłodni. Więc skąd u mnie nagle takie pragnienia? Nagle w moim umyśle pojawił się mały chłopiec o niebieskich oczach i czarnych włosach, wołający do mnie "tatusiu". Moje serce zabiło radośniej na tę wizję. I wtedy do mnie doszło, że pragnę dziecka z moim Nocnym Łowcą. Tylko nie wiedziałem czy i on by chciał.

-Mam nadzieję, że myślisz o czymś ekstra ważnym, skoro mnie nie słuchasz—usłyszałem głos mojego męża, który wytrącił mnie z rozmyślań

-Słucham cię skarbie—rzuciłem lekko—Oczywiście, że cię słucham

-Ah tak? A wiesz co zrobiłeś chwilę wcześniej?—spojrzałem na niego pytającym wzrokiem, mając nadzieję, że nie zrobiłem nic głupiego—Przytaknąłeś mi, gdy powiedziałem, że zamierzam przespać się z Woolsey'em.

-Co?—zapytałem ogłupiały

-Nie martw się kochanie. Nie jest w moim typie.—podszedł do mnie bliżej, obrócił krzesło na którym siedziałem i kucnął przede mną, kładąc swoje dłonie na moich udach—A teraz na poważnie Mags. Co się dzieje? Ostatnio jesteś zdystansowany. Pogrążasz się w długich rozmyślaniach. Mam wrażenie, że się ode mnie odsuwasz. I nie wiem co zrobiłem nie tak, ale...

-Koteczku to nie twoja wina—złapałem mocno jego dłonie i pocałowałem ich wierzch

-W takim razie czyja? Ktoś ci coś zrobił albo powiedział? Komu mam skopać tyłek?

-Nikomu. Nikt mi nic nie zrobił—nadal patrzył na mnie z niedowierzaniem i troską w oczach—Chodzi...właściwie chodzi o nas...Możemy porozmawiać?

-Na Anioła Mags...zaczynasz mnie straszyć—do jego oczu zaczęły napływać łzy. Szybko podciągnąłem go z podłogi i wziąłem w ramiona. Pocałowałem czubek jego głowy—Co zrobiłem źle? Powiedz a się poprawię.

-Skarbie ty jesteś idealny—subtelnie go pocałowałem w usta. Gdy się oderwaliśmy od siebie. Złapałem go za dłonie i spojrzałem mu głęboko w oczy pełne strachu—Może lepiej usiądźmy na kanapie.

Przytaknął mi i poprowadziłem go w stronę kanapy. Powoli usiedliśmy. Ja wciąż trzymałem jego dłonie w swoich. Nadal na mnie patrzył ze łzami w oczach. Przełknąłem ciężko i zacząłem swoją mowę.

-Ostatnio jestem zdystansowany, bo…musisz wiedzieć, że nigdy się tak nie czułem przedtem…nie sądziłem, że tego chcę.—patrzył na mnie ogłupiałym wzrokiem—Ale gdy poznałem ciebie nagle zapragnąłem wszystkiego czego wcześniej nie chciałem. Nigdy nie myślałem, że chcę rodziny, ale pojawiłeś się ty. Wzięliśmy ślub i stałeś się rodziną dla mnie i twoja rodzina stała się moją rodziną…I kocham ich wszystkich, nawet Jace'a. Nie wyobrażam sobie żeby ich nie było w naszym życiu. Ale…ostatnio dużo rozmyślałem nad naszym życiem…I…jak ci to powiedzieć…chciałbym…chciałbym założyć z tobą rodzinę…naszą własną…

-Przecież jesteśmy rodziną Mags…jesteś moim mężem…nie do końca rozumiem

-Tak wiem—zacząłem i głośno odetchnąłem—Chodzi mi o to, że…ja…ok…Alexandrze—spojrzałem mu głęboko w oczy—Chciałbym mieć z tobą dziecko.

Wpatrywał się we mnie zszokowany. Kilka razy otwierał usta by coś powiedzieć, ale żaden dźwięk z nich nie wyszedł. Był wręcz zagubiony. Patrzył nawet z nutką niedowierzania na mnie, jakby się przesłyszał.

-Dziecko?—zapytał niepewnym głosem, po długiej pauzie.—Chcesz dziecka?

-Tak. Oczywiście, jeśli i ty chcesz mieć dziecko ze mną.

-Mags…-zaczął zagubionym głosem—Aam…przecież oboje jesteśmy mężczyznami, wiesz, że to nie jest możliwe…Chyba, że chcesz zaadoptować…

Uśmiechnąłem się lekko i wstałem by pozbierać naczynia ze stołu. Oczywiście adopcja była opcją, ale ja chciałem, żeby nasze dziecko było jak my.

-Alexandrze kochanie, adopcja to świetny pomysł, ale ja bym chciał, żeby nasze dziecko odziedziczyło wygląd po nas—powiedziałem wkładając talerz do zlewu

-Ale czarownicy nie mogą mieć dzieci—rzucił lekko.

Moje oczy otworzyły się szeroko i upuściłem talerz do zlewu z hukiem. Jak mógł mi coś takiego powiedzieć? Dlaczego mnie tak zranił?

Do moich oczu zaczęły napływać łzy. Szybko ruszyłem do łazienki. Widziałem, że Alec chciał mnie przeprosić, ale ja potrzebowałem czasu dla siebie. Zamknąłem się w łazience i wziąłem prysznic. Stojąc pod zimną wodą dobre półgodziny rozmyślałem nad tym wszystkim. Nadal nie mogłem uwierzyć, że to powiedział, ale może miał rację. Wiedziałem, że czarownicy nie mogą mieć dzieci, są bezpłodni. Ale może teraz gdy nie jestem już nieśmiertelny, może istniała minimalna szansa dla mnie. Ale z drugiej strony po słowach Alec'a żałowałem, że zacząłem z nim o tym rozmawiać. Gdy w końcu wyszedłem z łazienki, Alec leżał na łóżku na plecach, po swojej stronie. Położyłem się na boku, plecami do niego i postanowiłem szybko zasnąć.

-Dobranoc Alec—rzuciłem cicho i przymknąłem oczy. Po chwili poczułem ruch na łóżku. Alec przysunął się bliżej mnie tak, że dotykałem plecami jego klatkę piersiową. Swoje ramię położył na moim ramieniu i chwycił moją dłoń. Drugą ręką odgarnął moje włosy i pocałował mnie w szyję.

-Przepraszam—powiedział cicho—Przepraszam, że to powiedziałem. Nie miałem prawa.

-Ale miałeś rację.—odpowiedziałem sucho—Czarownicy nie mogą mieć dzieci

-Nawet jeśli miałem rację, to nie powinienem tego mówić. Zraniłem cię i przepraszam. Nie chciałem tego. Kocham Cię.

-Wiem, że nie chciałeś—obróciłem się do niego tak, że teraz wpatrywaliśmy się w siebie. Zaczął dłonią delikatnie głaskać mój policzek—I nie jestem zły.

-Naprawdę chcesz dziecka?—zapytał znienacka bawiąc się końcówkami moich włosów

-Bardzo chciałbym mieć prawdziwą rodzinę z tobą—mówiłem cicho—Gdy trzymałem Will'a w ramionach…nie wiem…poczułem coś w sercu…chciałbym mieć taką małą istotkę…tylko naszą…Ale ty nie chcesz…

-Nie to, że nie chcę—zaczął i spojrzał mi w oczy—Tylko nigdy przedtem o tym nie myślałem. Nie sądziłem, że to możliwe dla mnie, skoro jestem gejem. Ale…tak naprawdę to nie wiem czy byłbym dobrym ojcem

-Byłbyś świetnym ojcem kochanie. Przecież zajmowałeś się Izzy i…-urwałem, nie chcąc przywoływać bolesnych wspomnień o Max'ie—masz to we krwi.

-Nawet jeśli byśmy się zdecydowali na dziecko…to jak? Żaden z nas nie jest kobietą.

-Pomyślałem, że moglibyśmy znaleźć sobie surogatkę—spojrzał na mnie zmieszany—Kobietę, która urodziłaby nam dziecko…

-Chcesz, żebym uprawiał seks z kobietą?!—wypalił z obrzydzeniem. Przewróciłem tylko oczami.—Chyba oszalałeś!

-Ale tylko tak nasze dziecko by miało wygląd po nas…znaczy po tobie. A ja bym chciał, żeby miało tak samo piękne niebieskie oczy jak ty

-Powiedziałeś po nas? Jest coś czego mi nie mówisz?

-Chodzi o to, że zacząłem się zastanawiać, czy…czy może teraz skoro jestem śmiertelny…może jest i szansa dla mnie…żebym spłodził dziecko z kobietą…żebym komuś przekazał geny i wygląd po mnie…

-Znaczy chcesz więcej niż jedno? Skoro chcesz żeby miało oczy po mnie i wygląd po tobie. To raczej wygląda mi na dwoje dzieci Mags…Jedno na pewno będzie Nocnym Łowcą…

-Na razie chciałbym wiedzieć, czy to w ogóle jest dla mnie możliwe—powiedziałem cicho, narzucając na nas koc.

-A można to jakoś sprawdzić?—wtrącił mój mąż.

-Musiałbym zrobić sobie badania—Alec popatrzył na mnie przez chwilę, a potem sięgnął na nocną szafkę po komórkę. Chwilę czegoś w niej szukał i zaraz mi ją wręczył. Spojrzałem na niego pytającym wzrokiem

-Zadzwoń do Cate i jutro rano pójdziemy na wizytę.—po krótkiej rozmowie z Cate rozłączyłem się i wtuliłem się w Alexandra. Pogładził moje włosy i pocałował w czoło—Dobranoc Mags

-Jeszcze jedno zanim pójdziesz spać—rzuciłem szybko. Spojrzał na mnie rozbawiony—Jesteś pewny, że chcesz dziecka?

-Spróbować możemy.—uśmiechnąłem się szeroko—Poza tym, mały Bane-Lightwood byłby ciekawym członkiem naszej rodziny.

-Masz rację, nasze dziecko będzie wspaniałe. Kocham cię Alexandrze.—wyszeptałem, gdy usłyszałem, że cichutko chrapie. Podniosłem się delikatnie i subtelnie pocałowałem go w usta—Dobranoc kotku.


A/N: I jak wrażenia po tym rozdziale?

Kto by pomyślał, że 600-letni czarownik zechce dziecka, prawda?

Kolejny Jutro! Bo ja wiem, jak kochamy to słowo!

Z pozdrowieniami, z nad idiotycznego tekstu w języku niemieckim,

Intoxic!