UWAGA! Autorką opowiadania jest Wizards-Pupil, ja tylko tłumaczę na Polski. :)

Nigdy, przenigdy nie miałam takich kłopotów z zaśnięciem. Byłam zdenerwowania i przerażona. Musiałam się przewrócić z boku na bok ponad milion razy. Łóżko było zbyt ciepłe, zbyt twarde i panikowałam na samą myśl o tym, że wychodzę za mąż. Gdybym miała na to pieniądze, to wypiłabym każdą butelkę alkoholu, którą bym znalazła. A więc byłam całkowicie trzeźwa i spanikowana pomimo tego, że sporo wypiłam.

Kiedy obudziłam się rano (no, może bardziej wstałam, bo właściwie to nie spałam) wyglądałam okropnie. Moje oczy były podkrążone, włosy rozczochrane i cała byłam blada. Niezbyt idealnie jak na ślub, mój ślub.

Merlinie ratuj, miałam właśnie wyjść za mąż!

Ginny wstała kilka minut po mnie, wyglądając na całkiem wypoczętą. W nocy nie obudziła się ani razu. Wyglądała dobrze, żadnych worów pod oczami, żadnych kołtunów. Byłam okropnie zazdrosna. Spojrzała na mnie i głośno się roześmiała. Spiorunowałam ją wzrokiem i wróciłam z powrotem do prób rozczesania moich sterczących na wszystkie strony włosów. Podeszła do mnie i wymamrotała zaklęcie, sprawiając, że moje włosy rozplątały się jednym, bezbolesnym ruchem. Zabrała mnie do łazienki, gdzie przygotowała dla mnie kąpiel i wlała do niej pachnący olejek zapewniając, że to pomoże mi się uspokoić. Potrząsnęłam głową, ale weszłam do wody. Pomogła mi umyć włosy, ponieważ moja ręka trzęsła się za bardzo żebym mogła zrobić to sama. Potem wyszła z pokoju, żeby zamówić nam coś do jedzenia, a ja włożyłam szatę i dołączyłam do niej. Kiedy już skończyła układać mi włosy dostarczono nam śniadanie składające się ze świeżych croissantów. Nie mogłam nic jeść; byłam zbyt przestraszona, nie mogłam nawet patrzeć na jedzenie. Ginny po prostu się roześmiała i zjadła moją porcję.

Potem włożyłam suknię, była niesamowicie wygodna pomimo tego, że była tak fantazyjna, za co byłam niesamowicie wdzięczna. Zawiązałam na szyi niebieską wstążkę oraz mały wisiorek w kształcie niebieskiego dzwonka, który dostałam od mamy, kiedy miałam jedenaście lat. Założyłam kolczyki Ginny, były to zwykły perły, ale idealnie pasowały do mojej sukni. W końcu założyłam buty na wysokim obcasie, gdzie włożyłam sześć pensów. Ginny spojrzała na mnie tak, jakbym kompletnie oszalała, ale wytłumaczyłam jej, że to mugolska tradycja „Coś starego, coś nowego, coś pożyczonego, coś niebieskiego i sześć pensów w bucie."

W końcu, pozwoliłam jej mnie umalować. Jak dotąd miałam na sobie makijaż tylko dwa razy - na balu Bożonarodzeniowym i ślubie Billa i Fleur. Nałożyła mi róż na policzki, pomalowała rzęsy i usta, na które nałożyła specjalne zaklęcie, dzięki któremu szminka miała się nie rozmazać. Muszę przyznać, że wyglądało to całkiem nieźle. Pomogłam jej włożyć sukienkę, wyglądała olśniewająco. Rozpuściła włosy tak jak ja, tylko że ja miałam wpięty welon i niebieskie kwiaty - te same, które wchodziły w skład bukietu.

Byłyśmy gotowe, a ja byłam przerażona.

Ginny eskortowała mnie do kościoła, prowadząc mnie na zakrystię. Luna, Verity i Fleur już tam były. Wszystkie miały na sobie takie same zielone sukienki jak Ginny, ale żadna z nich nie wyglądała tak pięknie jak ona, nawet Fleur. Wszystkie plotkowały o tym kto kogo miał poślubić, albo ile ostatnio schudły. Nie mogłam dojść do słowa. Mama opowiadała mi, że jej ślub wydawał jej się jedną, wielką, rozmazaną plamą i zaczynałam rozumieć dlaczego. Byłam strasznie zdenerwowana, nie mogłam się skoncentrować, nawet gdybym chciała.

W końcu wszedł Harry z Ronem, do ślubu zostało już tylko dziesięć minut. Szybko ich uścisnęłam i prawdopodobnie nieco wygniotłam moją sukienkę, ale szczerze, już mnie to nie obchodziło. Ginny podeszła do mnie i wręczyła mi bukiet dzwoneczków. Moje ręce trzęsły się tak bardzo, że niektóre płatki po prostu poodpadały. Ginny uśmiechnęła się cierpliwie i naprawiła kwiaty zaczarowując je tak, żeby znów nie odpadły. Uśmiechnęłam się do niej z wdzięcznością i chwyciłam ramię Harry'ego kiedy prowadzący przyszedł do nas, żeby powiedzieć, że już czas zaczynać. Ron wymknął się z pokoju, żeby znaleźć Freda, a ja jeszcze mocniej ścisnęłam ramię Harry'ego.

Kiedy skończył mi się czas? Jakim cudem to wszystko stało się tak szybko?

Ginny uśmiechnęła się do mnie po raz ostatni i poszła odprowadzić druhny przed kościół.

Zostałam tylko Harry i ja.

- Wszystko w porządku Miona? – zapytał Harry, kiedy jeszcze mocniej ścisnęłam jego ramię. Spojrzałam na niego moimi rozszerzonymi ze strachu oczami i szybko kiwnęłam głową.

- Po prostu nigdy jeszcze się tak nie bałam. Nawet wtedy, kiedy miałam być torturowana przez Bellatrix. – Rozszerzył oczy ze zdziwienia zanim się uśmiechnął.

- Wow! Prawdopodobnie sprawiłaś, że właśnie przewróciła się w grobie. Pewnie wybuchła by ze wściekłości gdyby to usłyszała! – Uśmiechał się szeroko, a ja trochę się zrelaksowałam.

- A tak na serio, myślisz, że jesteś gotowa? – zapytał łagodnie. Poczułam, że byłby gotowy przerwać ceremonię i przenieść mnie gdzieś daleko stąd gdybym odpowiedziała, że nie. Zmusiłam się do uśmiechu i kiwnęłam głową.

- Tak, już nigdy nie będę bardziej. Nie sądzę żeby ktokolwiek był kiedykolwiek w pełni gotowy, to duża decyzja. Ale tak, jestem gotowa.

Wzięłam oddech i spojrzałam na gigantyczne drzwi, kiedy otworzyły się i ukazały wnętrze kościoła, co oznaczało, że już czas żebym weszła do środka.

Mój wzrok prześlizgnął się po siedzeniach w poszukiwaniu znajomych twarzy. Byli tam wszyscy moi przyjaciele, wszystkie twarze, które znałam i kochałam przez lata - ze szkoły, z Zakonu, z naszych szalonych przygód. Przyszli wszyscy członkowie Gwardii Dumbledore'a i teraz uśmiechali się do mnie ze swoich miejsc. Nauczyciele z Hogwartu - profesor McGonagall ocierająca oczy chusteczką, profesor Flitwick, który musiał stanąć na krześle żeby mnie zobaczyć, Hagrid zajmujący połowę ławki płaczący w chustkę wielkości prześcieradła. Pan i pani Weasley siedzieli obok siebie ze łzami szczęścia w oczach i poczułam odrobinę paniki, kiedy uświadomiłam sobie, że niedługo będziemy rodziną. Wszyscy nasi przyjaciele przyszli tu, żeby nas wspierać. Byłam ścigana przez Ministerstwo, a oni zaryzykowali i przybyli na nasz ślub.

Moje oczy powędrowały na przód, gdzie stali chłopcy. Bill wyglądał na pewnego siebie, Charlie na podekscytowanego, a Percy na, jak zwykle, napuszonego, ale szczęśliwego. Lee Jordan stał obok niego, wyglądając na lekko zakłopotanego, ale zadowolonego. Ron stał na końcu z rozjaśnionymi oczami i uśmiechem na twarzy. Na chwilę zatrzymałam na nim wzrok i poczułam przypływ radości na myśl, że niedługo zostanie moim bratem. Ginny przykuła moja uwagę, pełna energii czarownica miała łzy w oczach i poczułam kolejny przypływ radości na myśl, że będziemy siostrami. Już nigdy nie będę jedynaczką, będę miała całą masę rodzeństwa.

Będzie dobrze. Fred był miłym mężczyzną, będzie się mną opiekował.

Dotarłam do niego po chwili i prawie nie słyszałam pana Hashoo ,który mówił coś o oddawaniu mnie. Harry powiedział 'tak', a potem zostałam pozbawiona jego dodawającej otuchy obecności i zajęłam miejsce u boku Freda. Patrzył na mnie przez cały czas, kiedy minister mówił, nie spuszczając wzroku.

- Czy bierzesz tą kobietę za żonę według prawa i prawa magicznego? – Fred spojrzał na mnie swoimi zapierająco dech w piersiach pełnymi emocji oczami i odpowiedział głośno i wyraźnie.

- Tak.

Kiedy usłyszałam jak wypowiada to jedne słowo zaczęłam uświadamiać sobie jedną rzecz.

Kochałam Freda Weasley'a.

I to bardzo. Chciałam go poślubić nie dlatego, że musiałam, nie dlatego, że to był jedyny sposób na ocalenie nam życia, ale dlatego, że pragnęłam tego całą sobą. Siła tej emocji prawie sprawiła, że upadłam, kiedy szybko zablokowałam ją przed Fredem. Nie mogłam mu pozwolić wiedzieć, co czuję, bo nie wiedziałam czy on czuje do mnie to samo. Wiedziałam, że nie będę w stanie tego długo kontrolować. Nie byłam wstanie powstrzymać uśmiechu, który pojawił się na mojej twarzy.

- I prawa magicznego? – Hashoo skończył swoją mowę i zrozumiałam, że teraz była moja kolej żeby odpowiedzieć. Odchrząknęłam i przemówiłam.

- Tak. – Fred uśmiechnął się szeroko a George podszedł krok do przodu z naszymi obrączkami. Były proste i srebrne, ale eleganckie.

- Tą obrączką biorę cię za żonę. - Fred delikatnie wsunął mi obrączkę na palec. Chwyciłam drugą obrączkę i, trzęsącymi rękoma, zrobiłam to samo, powtarzając.

- Tą obrączką biorę cię za męża. – Nie spuścił ze mnie wzroku, kiedy otoczyła nas wstęga światła. Teraz wszystkim, co nam pozostało, żeby zostać mężem i żoną, był pocałunek.

- Możesz pocałować pannę młodą. - powiedział pan Hashoo, a Fred uśmiechnął się szeroko. Pochylił się i nasze usta złączyły się w zapierającym dech w piersiach pocałunku, który trwał przez kilka długich sekund.

Kiedy w końcu go przerwaliśmy czułam się lekko zdezorientowana i zawstydzona, ale byłam w siódmym niebie, ponieważ teraz oficjalnie zostałam żoną Freda Weasleya.

Wow, nie sądziłam, że kiedykolwiek to powiem.

Jestem żoną Freda Weasleya, żoną Fryderyka Gideona Weasleya, panią Hermioną Granger Weasley, panią Hermioną Weasley, Mioną Weasley.

To brzmiało miło, nieważne w jaki sposób byłoby wypowiedziane.

N/A: Macie jakies pomysły co mogłabym zacząć tłumaczyć jako następne? Najlepiej byłoby coś Wizards-Pupil. :)