Załączam dłuższy rozdział tak świątecznie. Raz jeszcze dziękuję MatiW za dogłębne komentarze.
Betowała Freya.
Aleksander znalazł informacje o wyczynach dawnego przyjaciela. Jego poprzednik włożył wiele wysiłku w zbieraniu materiałów na temat śmierciożerców, a nazwisko Malfoy pojawiało się raz po raz. Pamiętał, jak został wezwany przez swego poprzednika na rozmowę i jak słyszał ostrzeżenie, by trzymał z dala od „cholernych Angoli". Obiecał solennie, nie zamierzając kłócić z czarodziejem machającym mu raportem przed nosem. Teraz zamierzał poczytać coś więcej, ale wpierw wypić z Podolakiem.
- Nie ukrywaj, że coś cię gryzie Sasza – powiedział Podolak dolewając mu wódki z antidotum na eliksir hamujący popęd – wszyscy to widzą, przede mną nie musisz kłamać!
- Co mam powiedzieć? Prawie zabiłem ukochaną! – wyrzucał sobie król. Na luksus bycia słabym mógł sobie pozwolić tylko w obecności Natalii lub Podolaka. Z tym, że Natalia ostatnio sama była osłabiona, więc ostał się mu tylko Podolak. Najwierniejszy.
- Nikogo nie zabiłeś, to był wypadek, wypadek! – krzyknął Podolak, dolewając eliksiru wigoru – to się mogło zdarzyć każdemu. To nie twoja wina i nie miałeś na to wpływu. Ale masz nadal swoje małżeństwo – pouczał króla - Przestań z uporem maniaka odpychać czarownicę, która może dać ci wszystko czego potrzebujesz!
- Chronię ją, a nie odpycham! – zaperzył się z miną obrażonego chłopca Aleksander.
- Bzdura, jak nazwać unikanie jej i uciekanie od bliskości? Odskakujesz od niej, kiedy próbuje cię dotknąć. Nie rujnuj swego małżeństwa.
Aleksander próbował protestować, lecz dwa strzały wódki potem był gotów rozmawiać o problemach, a dwa kolejne iść do sypialni żony. Podolak uśmiechał się, po czym pomógł mu dojść na miejsce. Dokładnie rozumiał jak alkohol rozwiązywał język, ale nie chciał upić kompana. Zastukał cicho do drzwi. W zasadzie to było dość dziwne, że tak łatwo poszło z królem. Z drugiej zaś strony przez eliksir ograniczający popęd musiał ograniczyć alkohol, co spowodowało u niego spadek odporności na działanie wszelkich trunków o mocy powyżej 20% alkoholu. W razie bankietu mogłyby pojawić się problemy przez które Aleksander długo później odczuwałby konsekwencje, bo ani car Fiodor ani inni by mu nie odpuścili i wyśmiewaliby kuzyna przed długi czas.
Natalia mu otworzyła, patrząc na niego podejrzanie. Miała na sobie kuszącą, lekko prześwitującą koszulę nocną na którą narzuciła szlafrok. Nawet w wieczornym świetle widać było jej bladość i zmęczenie, lecz Podolak właśnie taszczył jej dość dużych wymiarów lekarstwo. Spojrzała na męża uważnie i uśmiechnęła łagodnie.
- Natalia, przyszłaś do mnie – wybąkał Aleksander, a Podolak popchnął go w kierunku kobiety. I zastanawiał się nad zaklęciem Colloportus. Ostatecznie zdecydował się na tymczasowe zamknięcie tej dwójki w komnacie pozwalając naturze działać. I biotechnologii.
Bez eliksiru wigoru pewnie by nic nie dał rady zrobić. Lecz był tak uparty, że inaczej nie zapomniał by o swoich wątpliwościach. Natalia nic nie powiedziała, że to on przyszedł do niej lecz nie zdążyła nic powiedzieć. Chwycił ją mocno w ramiona i zamknął usta pocałunkiem, a potem kolejnym i jeszcze jednym coraz bardziej tęsknym i pożądliwym.
Nie pamiętała jak dotarli do szerokiego łóżka, nie wiedziała kiedy wylądowała na miękkim materacu. Jedyne, co rejestrowała to wędrujące po ciele dłonie. Aż krzyknęła kiedy wszedł w nią z impetem, zapominając o delikatności, zapominając o całym świecie. Pragnęła, by mąż widział w niej kobietę, lecz nie wiedziała czy ma ochotę by kochał się z nią tak, jakby nazajutrz miało nic być już nic. „Tak bardzo tęskniłem, tak tęskniłem" – mruczał.
- Dlaczego ode mnie uciekałeś? – zapytała patrząc mu prosto w oczy – proszę, chcę ci pomóc i cię wspierać lecz nie wiedząc co i jak nic nie osiągnę.
- Nie mogłem zapomnieć widoku ciebie leżącej bez zmysłów, wijącej z bólu, chciałem ci tego oszczędzić – wyjaśnił.
- Mogłeś mi powiedzieć – powiedziała, po czym chwytając w dłonie jego głowę zmusiła by na nią patrzył – nie musiałabym się winić, szukać winy w swej porażce. Myślałam, że budzę w tobie obrzydzenie.
- Nigdy, ja... – wyjęczał w jej szyję i spojrzał na nią z bólem - ja piłem eliksiry by zmniejszać pragnienie i…
Dawno tak szczerze nie rozmawiali. Miękka ciemność nocy oraz ciepłe posłanie sprzyjały wyznaniom. Szeptali prawie do samego świtu, aż zmęczeni zasnęli mocno trzymając się w objęciach. Natalia sama nie wiedziała co powiedzieć na wyzwanie męża. Odetchnęła z ulgą, że nie uważa jej za nieatrakcyjną, lecz brak zaufania bolał. Bolało, że nic nie mówił i że nie raczył jej o niczym poinformować, gryząc w sobie swoje wątpliwości i obawy. Dlaczego nie rozmawiał? Dlaczego? Pytania kołatały w głowie, aż do przebudzenia i przez prawie cały dzień i parę kolejnhych.
Brak zaufania bolał. Wcześniej mogła myśleć, że może nie jest atrakcyjna, może żywi jakiś sentyment. Wczoraj dowiedziała się, że mąż jej nie ufa i nie szuka u niej wsparcia. Zbliżył się do niej wyłącznie będąc tak pijanym, że Podolak go musiał targać do pokoju, zaś ledwie wytrzeźwiał uciekł, by wrócić przyprowadzony przez matkę popołudniu. Płakała z bezsilnej złości, płakała nad straconym snem. Nie poczuła dotyku dłoni, nie czuła nic i nie obchodziło jej to. Czy taka właśnie czeka ją przyszłość, życie z człowiekiem, który się od niej oddala? Dzieci... walczyła z okropną myślą, że dzieci zabrały jej miłość ich ojca, który już jej nie potrzebował, który jej nie chciał i nie kochał.
- Miałaś rację – powiedział obracając ją ku sobie – jestem kretynem i tak się zachowuję. Masz wszelkie prawo mieć mnie dość, lecz wiem, że jesteś dobrą osobą i dlatego mam prośbę. Ze względu na dzieci, na to wszystko co budowaliśmy razem byśmy znaleźli porozumienie. Kocham cię Natalio.
- Dziwnie to okazujesz – odparła po chwili.
- Pragnę cię, ale…
- Więc się zamknij i mnie przekonaj – warknęła zirytowana
Jej kąśliwy ton zabolał, lecz dłużej już nie mógł nad sobą panować. Pragnął ją wyściskać, szeptał na ucho czułe słówka i niecierpliwie pozbawiał ubrania. Nie był tak gwałtowny jak w nocy, lecz i tak aż podskoczyła czując go bardzo blisko. Nie pisnęła jednak, tylko pozwoliła mu działać. Pragnęła tego, czuć się kobietą.
Lecz nie czekało ich szczęśliwe zakończenie. Przymknął oczy z zadowolenia, lecz na nowo widział przed powiekami ją leżącą bez zmysłów oraz wijącą z bólu na łóżku. Nie mógł jej tego zrobić, nie mógł narazić. Dlatego pewnie odskoczył jak oparzony, cało zadowolenie i pobudzenie znikło.
- Co to ma znaczyć?! – zapytała ostro, wyraźnie wściekła.
- Nie mogę – wyznał – nie mogę być z tobą w taki sposób, to ryzyko, ryzyko, że znowu zajdziesz w ciążę, przepraszam.
- Nie zajdę – wyjaśniła.
- Jak to? Przecież my…
- Wiem skąd się biorą dzieci – syknęła – z tym, że ja nie wiem czy będę mogła je mieć – po czym widząc jego zaskoczenie kontynuowała – coś poszło nie tak przy porodzie, przez eliksiry nic nie poczułam i nie zajdę łatwo w ciążę, jeśli w ogóle. Dlatego miałam te bóle po, doszło do powikłań, a nie mogłam brać nic na ból – dodała smętnie.
- Czyli ty… czyli nie .. dlaczego mi nie powiedziałaś?! – krzyknął z wyrzutem.
- Bo ze mną nie chciałeś rozmawiać najbardziej wylewny mężu świata?! – wykrzyczała w szale kobieta
- Ale to cudownie – na jego twarzy wykwitł uśmiech zadowolenia po czym ujął jej twarz w dłonie - jesteś i bezpieczna i..
Nie dokończył zdania. Natalia spojrzała na niego z wyrzutem, po czym zaczęła okładać poduszką. „Kretyn, idiota, prostak, cham"- krzyczała, a magia wokół niej wirowała. Całe szczęście położyła gdzieś różdżkę, bo chyba by oberwał klątwą. Na razie okładała go poduszką gdzie popadnie, przez co szybko wyskoczył z łóżka owijając się szatą. Była wściekła i gotowa zaatakować, lecz wtedy usłyszała płacz dziecka. Chyba któreś się obudziło, domagając czy to jedzenia, czy zmiany pieluchy.
- Ubieraj się i wynoś – powiedziała zakładając pośpiesznie szatę – idź sama nie wiem gdzie, wyładuj się, przeleć coś lub kogoś i zejdź mi z oczu.
- Jak możesz! – spojrzał na nią z urazą
- Zamknij się! Nie musisz ze mną przebywać dłużej niż to konieczne, nie możemy się rozwieść, ale nie musimy też za często widywać, nie częściej niż konieczne do podtrzymania szopki idealnego małżeństwa. Na co czekasz?!
- Co w ciebie wstąpiło?! Co ja takiego zrobiłem?!
- Co?! Nie wiesz niech ci mamusia wyjaśni – wrzasnęła, a wybuch magii wyrzucił go z komnaty.
Przed wejściem stała Anastazja, wyraźnie czekająca na rozwój wypadków. Spojrzała na syna, który wyglądał na kompletnie załamanego. Nikt poza najbliższymi członkami rodziny nie mógł tam wejść, co oszczędziło dramatycznych scen. Wyjaśnił matce co zaszło, a Anastazja tylko kiwała głową po czym weszła do sypialni.
Natalia płakała. Anastazja wiedziała o szalejących nastrojach synowej, która wpadła w depresję po urodzeniu dzieci. Ostatnimi czasy jej stan zdawał się poprawiać, bowiem dzięki eliksirom zdołała jako tako funkcjonować w codziennym życiu. Lecz jej opanowanie było kruche niczym porcelana, bowiem wydarzenia ostatnich godzin pokazały jak kiepsko nad sobą panowała. Na przemian to łkała, to wpadała w gniew. Terapia tylko pozornie tylko wyprowadziła ją na prostą, co naraz okazało się boleśnie prawdziwe.
- Wstań – nakazała, dotykając ręką ramienia kobiety – chodź ze mną – dodała łagodniej – potrzebujesz pomocy, oboje jej potrzebujecie.
- Nie chcę o nim mówić!
- Nieprawda, twoja złość świadczy o emocjach. Magopsychiatra ci pomoże.
Natalia otarła łzy i skinęła głową. Jako córka uzdrowicieli wiedziała, że depresja poporodowa, to choroba a nie fanaberia. Postawa męża ją raniła a nie pomagała, a on ją odrzucał i uciekał. Rozumiała, że i on wszystko przeżywał, lecz nie mogła spokojnie podejść do odrzucenia, do kompletnego braku zaufania. Dlatego pewnie powlekła się posłusznie do gabinetu magopsychiatry, zaś Aleksander protestował.
Wieczorem parę dni potem, nie liczyła na nic poza snem. Kiedy nakarmiła i uśpiła dzieci, nie myślała o niczym innym niż poduszka. Trzymając w ramionach jedno i drugie maleństwo zapominała o złości na męża, zapominała o złości czując maleńkie łapki dotykające jej. Dzięki niemu miała owe skarby cenniejsze niż cokolwiek innego, dlatego z uśmiechem weszła do swej komnaty. Ze radą uzdrowicieli nosiła koszule nocne, w jasnych, wesołych odcieniach, tamtego dnia w kolorze różu. Dobra bielizna czyni cuda, a na pewno koszula do takich należała. Będzie piękna dla siebie i dzieci.
Zdębiała widząc go siedzącego spokojnie w fotelu. Spojrzała zaskoczona, nie wiedząc co powiedzieć. Nie chciała kolejnego rozczarowania.
- Co ty robisz? – wybąkała.
- Jesteśmy małżeństwem – odparł usiłując wzruszyć ramionami – zbyt długo unikałem swej roli męża, przyszedłem spełnić me powinności.
- Nie musisz nic robić, nic na siłę.- wybąkała czerwona jak piwonia
- Pragnę tego i obiecuję nie przerywać.
Wciąż była sceptyczna, lecz nie uciekła, kiedy podszedł i pocałował ja namiętnie raz a potem kolejny. Mogła być zła, lecz wędrujące po ciele dłonie zmuszały by go objęła i oddała każdy pocałunek. Miękła niczym wosk w jego objęciach, marząc tylko, by nie przestawał. Pierwsze, co poczuła, to twarde drewno stołu, na którym ją posadził.
- Sasza co ty – zdążyła zapytać, nim podciągnął jej długą koszulę nocną.
-Kilka godzin w animagicznej postaci pomogło zrozumieć mi niejedno -szepnął kąsając ją za uchem – pachniesz cudownie – mruknął.
- Ludwika mi poleciła ten żel pod prysznic – wyjaśniła – nie wygodniej nam będzie w łóżku?
- Nie wytrzymam tak długo.
W odpowiedzi zajął miejsce tuż przy niej, nie dając czasu na przemyślenia. Dał wyraźnie do zrozumienia jak tęsknił, na co zareagowała uśmiechem. Odchyliła głowę dając mu lepszy dostęp, delektując każdym gestem i chwilą. Nareszcie mogła się nim nacieszyć , czując jak głupie były podejrzenia.
Dotarli w końcu do wygodnego, miękkiego łóżka, gdzie na nowo padli sobie w objęcia, tym razem dzieląc czas między pocałunki, słowa i gesty czułości. Zasnęli wielce zadowoleni, spokojni jak nie byli od dawna, nie od ciężkiego porodu. Anastazja, która przyszła nad ranem uśmiechała się zadowolona i dumna z siebie.
- Jak zdołałaś pogodzić tych dwoje? – pytała wyraźnie poruszona Matylda.
- Najstarszą metodą – skinęła głową księżna – nic tak nie pomaga na nieporozumienia jak uściski małżeńskie, ciotka Alicja mnie tego wyraźnie nauczyła i miała rację. Jak się pierwszy raz posprzeczałam na poważnie z moim mężem, zamknęła nas w komnacie, dopóki nie znaleźliśmy porozumienia i stosowała ową zasadę nieraz.
- Moja matka wyznawała podobną zasadę – skinęła głową Matylda – lecz ja osobiście uważałam podobne zachowanie za przestarzałe, ale coraz bardziej przekonuję się do tradycyjnych rozwiązań.
- Mądrze Matyldo.
- Dziękuję, teraz zajmę się pomocą Anuszce, jest taka młoda a Stanisław, nie ma ni matki ni siostry by jej pomóc w przygotowania do narodzin dziecka.
- Słusznie – skinęła głową Anastazja – ja się zajmę Natalią a twoja druga córka – zawiesiła głos – teraz należy do Krzemieni, a narodziny dziecka Stanisława zasługują na należytą oprawę.
Natalia obudziła się dość wcześnie. Nastawiła magiczny budzik tak, by mieć czas na odświeżenie nim pójdzie do dzieci. Tamtego dnia mruknęła wielce zadowolona, czując przyjemne ciepło oraz miękkość. Otworzyła oczy, by z zadowoleniem dostrzec, że zasnęła w ramionach męża doskonale świadoma co zaszło wczoraj.
- Od kiedy zostałaś rannym ptaszkiem? – zapytał uśmiechnięty od ucha do ucha Aleksander.
- Odkąd muszę karmić dzieci – szepnęła – idą pod prysznic dołączysz? – zapytała.
Rzecz jasna nie odmówił, przez co spędzili nieco czasu w przyjemnej, wyłożonej jasnymi płytkami łazience. Wydawało się, że przezwyciężyli pierwszy, poważny kryzys w swoim małżeństwie. Natalia gotowa była zapomnieć o złości, lecz tylko jeśli obieca, że nigdy więcej nie będzie ukrywać przed nią swoich problemów.
. . . . . . . . . .
Severus Snape i Ginny wracali zadowoleni z wycieczki. Zyskali możliwość sojuszu z wpływowymi czarodziejami z zagranicy. Bez tego nigdy by nie zdołają osiągnąć celu. Ginny z zaciśniętymi pięściami obserwowała już jawne pokazywanie się Lucjusza z Dafne Greengrass. Severus Snape nauczył ją by uważnie obserwowała ludzi. I Ginny obserwowała, widząc między innymi wyraźnie zniesmaczoną Elaine.
- Lucjusz szybko zapomniał o Hermionie – zauważyła Ginny, witając się z żoną Ministra Magii.
- Była mu niewygodna – wyjaśniła Elaine zdegustowana – myślałam, że on ją kocha, że szanuje jako matkę swych dzieci a on, on ją podrzucił kiedy go potrzebowała!
- Zatem się rozumiemy w tej kwestii – skinęła głowa pani Potter – razem możemy wiele osiągnąć. Wiem, że nie zgadzałaś się z działaniami Hermiony, lecz nie pragnęłaś jej śmierci.
- Próbowałam jej pomóc, lecz ona nigdy nie słuchała – wyznała blondynka, popijając wino – nigdy nie chciałam by doszło do czegoś podobnego.
- A jednak Polacy skądś wiedzieli o towarzyskich wpadkach Hermiony – syknęła Ginny.
- Nie zamierzałam pozwolić, by Lucjusz robił swoje interesy wbrew mojemu mężowi, zaś Hermiona sama stwarzała okazji, lecz nijak nie osiągnęłam złośliwości Amfitryty Greengrass. – odparła spokojnie Elaine obdarzając pełnym zdegustowania spojrzeniem Lucjusza nachylającego się ku Dafne.
- Dlatego rozmawiamy – kontynuowała Ginny – byłaś jej przyjaciółką.
- Tak, lecz ona nigdy mnie nie słuchała, ni nie brała pod uwagę niczego co mówiłam - powiedziała tonem w którym dalej tkwiła uraza do Hermiony - lecz nijak nie życzyłam bolesnej śmierci. Lecz co możemy zrobić przeciw Malfoyowi i reszcie arystokracji? Ja nie pochodzę ze znamienitego rodu!
- Jestem żoną Pottera, a ty Ministra Magii, uwielbianego za przeprowadzenie kraju przez wojnę. A poza tym mamy zagranicznego sojusznika, w postaci samego króla Aleksandra.
- Uważaj na niego, to groźny gracz – ostrzegła dziewczynę Elaine. Bała się o ewentualną powtórkę z historii.
- Wiem, zaś on wyraźnie cię lubi, nazywa cię angielską złotą różą. Nie damy rady bez wsparcia zza granicy.
- Jak mniemam masz plan? – zaczęła Elaine zaintrygowana. Doszła do wniosku, że jednak Ginny i Hermiona, to dwie różne osoby. A jeśli Ginny było bliżej do Percy'ego… Cóż, wtedy wszystko mogło się zdarzyć. Wszystko.
- Tak i potrzebuję Lavender, ona ma dobre relacje ze żmiją Skeeter a jej właśnie potrzebujemy. Nikt jak ona nie opisze jak to bogaty arystokrata z mroczną przeszłością, zapomina o zmarłej tragicznie żonie, drugiej żonie co odeszła tragicznie. Ludzie zaczęli współczuć Hermionie po śmierci, winniśmy z tego korzystać.
- Porozmawiam z Lav – skinęła głową Elaine – na Merlina, myślałam, że widząc ostre reakcje ona zrozumie, chciałam nią potrząsnąć – zaczęła – dobrze zatem, wyślę Patronusa kiedy się czegoś dowiem.
- Lavender nadal ma do mnie pretensje? – zapytała Ginny.
- Nie zapomniała tego co jej zrobił Ron, dlatego to ja z nią porozmawiam.
Czarownice rozmawiały jeszcze przez chwilę, uważnie na siebie patrząc. Nie było wątpliwości, że nie są przyjaciółkami, lecz traktowały się jako potencjalne sojuszniczki. Elaine odczuwała rodzaj wyrzutów sumienia, bowiem to ona przekonała Doris, Mafaldę i inne czarownice z Ministerstwa by opowiadały Polakom o wpadkach Hermiony. Rzecz jasna owa sprawa całkiem nie zniszczyła Hermiony, bowiem zaczęła lawinę wydarzeń, przez które zginęła dziewczyna. Dlatego pewnie czuła potrzebę by zrobić coś dla rehabilitacji samej siebie stąd gotowość do działania u boku Ginny.
Z niesmakiem obserwowała Lucjusza spacerującego z Dafne. Hermiona była denerwująca, lecz pokazywanie się z inną, ledwie ciało żony ostygło w grobie drażniło ją niepomiernie. Przecież z jakiegoś powodu się ożenił z dawną Gryfonką, miał z nią dwoje dzieci i nie mógł ot tak wyrzucić jej z życia. Istniały jakieś zasady jakby nie patrzeć. Zapewne nie ona tylko o tym myślała.
I nie tylko zasady. Podczas zeszłotygodniowego, piątkowego lunchu z czarownicami z Ministerstwa, dowiedziała się, że zachowanie arystokraty budziło niemałe emocje. Wiele z nich szydziło z Hermiony, lecz nie życzyły jej bolesnej śmierci. Fakt, że wojenna bohaterka została wielokrotnie zgwałcona, szokował. Elaine myślała by nieco skorzystać na owych nastrojach, by poczuć się nieco lepiej. A blondynka czuła się podle, będąc zbyt inteligentną by nie zdawać sobie sprawy z tego, że to rzucony przez nią kamyk uruchomił lawinę, na czym Ginny korzystała grając na jej uczuciach.
Słyszała nieprzyjemne szepty, kiedy wskazywano na Lucjusza i Dafne. Elaine wiedziała, że sympatia społeczna na pstrym koniu jeździ i potrafi się szybko odmienić. Żony polityków wiedziały takie sprawy i widziała wyraźne poruszenie Dafne, która postanowiła się trzymać bliżej Pansy i Draco, z którymi chodziła do szkoły. Córka Amfitryty Greengrass musiała mieć wyczucie, mieszaninę talentu oraz wychowania.
- Dlaczego ode mnie uciekasz Dafne? – spytał Lucjusz swoim kuszącym głosem.
- Ponieważ ludzie na nas patrzą i nie są to przyjazne spojrzenia – szepnęła.
- Ci sami czarodzieje co niedawno nazywali Hermionę problemem magicznej Anglii teraz jej współczują, rozumiem i dziękuję Merlinowi za mającą wyczucie towarzyszkę. – odparł niezrażony Lucjusz, który wyobrażał sobie co zrobi z Dafne po balu w swojej sypialni.
Zupełnie zignorował wściekłe spojrzenie Ginny. „Weasleyetka nic nam nie zrobi, to awanturnica i córka durnia" – mawiał Lucjusz, chociaż jeszcze nigdy się tak nie pomylił, a już na pewni nie przewidział planu, jaki miała takowa.
. . . . . . . . . .
Ginny spotkała się także z Audrey. Mogła nie przepadać za żoną swego starszego brata, która zachowywała się niczym prymuska. Owa maniera doprowadzała Ginny do szału, lecz musiała przyznać, że jednocześnie czyniła z Audrey idealną żonę, a potrzebowała żony ambasadora cieszącej się przyjaźnią królowej.
Ponieważ Audrey była uzdrowicielką a jednocześnie mieszkała na zamku, mogła dyskretnie pomagać królowej i sprawdzać stan jej zdrowia. Będąc samej w stanie odmiennym, miała więcej niż jedne powód, by rozmawiać z młodą matką, jak sama mawiała „by poznać jak wyglądają narodziny dziecka", a dla niepoznaki rozmawiała o trudach macierzyństwa także z Marfą Pomarinow oraz żoną młodszego syna króla Bułgarii, będącego także ambasadorem w Warszawie. Ginny doceniała zdolności bratowej i zamierzała z takowych korzystać.
- Lucjusz Malfoy popełnił błąd żeniąc się z Granger, lecz przyzwoitość nakazuje, by odczekać należyty okres czasu – powiedziała powoli Audrey.
- Też tak uważam – skinęła głową Ginny.
- Co ty knujesz? – spytała Audrey podejrzliwie.
- Szukam sprawiedliwości – odparła zdecydowanie, po czym spojrzawszy na sceptyczne spojrzenie szwagierki, uspokoiła ją - bez obaw nie przyniosę ci wstydu, a pragnę jedynie by jasnym było, że Lucjusz nie stoi ponad prawem. Masz kontakt z Lavender?
- Oczywiście, często spotykam ją i Rose, ale ona z tobą nie porozmawia. Ta afera z Ronem – westchnęła – to ją zmieniło. Po co ci Lav?
- Jest dziennikarką i ma kontakty w prasie.
- Zobaczę co da się zrobić – powiedziała, po czym wzdychając dodała – spotkaj się czasem z resztą angielskiego poselstwa, by nie wzbudzać podejrzeń, lecz nic im nie mów. Blaise i Theo nie staną przeciw Malfoyom a Higgs to zagadka. Wokół Notta kręci się Astoria Greengrass i z pewnością donosi o wszystkim mamusi, a i sam Nott nie ma lekko z takim nazwiskiem! – poradziła Audrey, Ginny posłała spojrzenie naiwnej dziewczynki szwagierce, choć wewnętrznie parsknęła „Tak jakbym o tym nie wiedziała".
- Nie przepadasz za Amfitrytą Greengrass? – bardziej stwierdziła niż spytała Ginny.
- Ją łatwo nienawidzić za pełne wyższości maniery, lecz uważaj, bo to potężny gracz.
Ginny rozumiała i zamierzała spokojnie obserwować. Opowiedziała o wszystkim Harry'emu, który nienawidził polityki lecz pragnął pomścić Hermionę. W salonie na Grimmauld Place, teraz pełnym życia, przesiadywał Severus. Portret Walpurgi zaciskał wargi widząc czarodzieja, lecz nie obrażała człowieka, który oszukiwał i pomógł zabić „przeklętego bękarta półkrwi" jak nazywała Voldemorta. Mistrz Eliksirów popijał nalewkę, patrząc na płonący w kominku ogień oraz podgryzając ciasteczka. Harry niedawno dołączył do swego domostwa Zmorkę, skrzatkę, którą odkupił od źle traktującego ją pana. Dlatego pewnie Zmorka była mu oddana, chociaż nie tak jak Zgredek, chociaż Stworek był mniej niż zachwycony.
- Czy panicz Harry jest niezadowolony ze Stworka? – pytał skrzat ze smutkiem.
- Jesteś dobrym skrzatem i dlatego chcę by ci pomagał – wyjaśnił Harry cierpliwie – doskonale gotujesz, lecz nasz dom się powiększa i potrzebujemy więcej rąk do pracy. Poza tym będziesz miał towarzystwo, zaś każdy dom potrzebuje kobiecej dłoni.
- Panicz Harry jest mądry - skinął głową skrzat, po czym wrócił do swego kącika w którym mieszkał.
Zmorka okazała się biegła w gotowaniu, ale także układaniu włosów oraz przystrajaniu wnętrz. Pomagała też Ginny przy dzieciach, co podobało się wszystkim, także Stworkowi, zaś sama Ginny miała czas by zajmować licznymi projektami.
- Orłowski jest zainteresowany? – spytał Snape – nie spodziewałem się takiej subtelności po Gryfonie!
- My Gryfy różnie walczymy, a jak trzeba to zagryzamy żmije - dodała – czyż to nie było kluczem do twego sukcesu Profesorze Snape? Nauczyłeś się walczyć jak czystokrwiści i wygrałeś!
- Zaiste – skinął głową – a teraz powiedz co strzeliło do łba twemu durnemu mężowi, by nazwać syna Severus?!
- Odczuwa wdzięczność – odparła i dodała lakonicznie - są gorsze rzeczy.
Albus Severus już jako dziecko nie przypominał Jamesa. Spał niczym aniołek i mało płakał, ku uldze Ginny. James płakał nieustannie, co pogarszało stan Ginny. Wedle uzdrowicieli, James wdał się w swego dziadka oraz imiennika, zaś Albus bardziej w Harry'ego. Teraz młoda kobieta w pełni cieszyła się macierzyństwem, bez szalejących nastrojów.
Niedługo w Mungu zostanie otwarty oddziały magopsychiatrii. Ginny postanowiła nazwać oddział imieniem Hermiony Granger, bowiem jak sama wyjaśniła to nieżyjąca przyjaciółka opowiedziała jej o psychiatrii. „Bez niej nawet bym nie zaczęła szukać, bo i skąd miałabym wiedzieć, że Mugole badają leczenie umysłów dłużej od nas? To było zanim dowiedziałam się o wiedzy naszych polskich przyjaciół, którzy łączyli naszą wiedzę i jak to oni mawiają niemagicznych sąsiadów i musiałam szukać pomocy poza naszym światem. Mój ojciec, Artur Weasley, od lat fascynował się produktami oraz osiągnięciami Mugoli, na które my czarodzieje nawet nie patrzyliśmy. Wyśmiewani go, lecz tak czyni od dziesięcioleci Polska Rzeczpospolita Magiczna ze znakomitym rezultatem". Wspomnienie Artura nie wywołało euforii, lecz nawet jego nieprzyjaciele nie mogli zaprzeczać, że interesował się mugolskimi gratami i że zagraniczni czarodzieje takowe adaptowali go swoich potrzeb.
Nie bez powodu wybrała taką a nie inną patronkę oddziału. Musiała zwrócić uwagę na Hermionę – lojalną przyjaciółkę i czarownicę o wielkiej wiedzy, nim uderzy w Lucjusza. Musi przypomnieć, że Hermiona nie zawsze była awanturnicą zadającą z podejrzanymi grupami, lecz szanowaną i podziwianą wojenną bohaterką. Ginny wiedziała, że to możliwe, bo wszak czyż Harry nie był raz szaleńcem a innym razem bohaterem? No i wzięła pod uwagę nazwisko panieńskie Hermiony, by żaden fragment nazwiska Malfoy nawet nie mógł być kojarzony z działalnością filantropijną. Była to stara prawda: nadepnij na odcisk kobiecie – a ona odgryzie ci tę piętę. Taka swoista paralela słów z pewnej książki, dość często używanej do atakowania oponentów choć jak na ironię winna nieść pokój i przebaczenie.
Miała jeszcze jeden powód by wybrać Hermionę na patronkę. Niedawno Wizengamot zaczął wprowadzać w życie nowe, bardzo restrykcyjne prawa. Prawie nikt nie protestował, kiedy ogłoszono, że jedyną szansą dla Mugolaka by zasiadał w szacownym gremium było wprowadzenie przez starszych członków co, praktycznie ich rugowało. Powoływano się tym samym na ostatni skandal związany z intrygami Artura Weasleya. Fakt, że to Mugolacy pod jego przewodnictwem brali pieniądze od Francuzów, by wywołać zamieszki. Nie trzeba było geniusza polityki, by zgadnąć, jak to wpłynie na społeczne przekonania. Uprzedzenia działały dokładnie tam samo czy to w świecie magii czy świata bez magii. Ginny czytała historię tak dojścia do władzy Grindelwalda, Voldemorta jak Hitlera i innych tyranów. I widziała zagrożenie, podobnie jak Harry. Nie mogą dopuścić by w dziesiątą rocznice pokonania wielkiego wroga, świat na nowo pogrążył się w uprzedzeniach.
- Musimy to zatrzymać – mówiła Ginny – nie możemy pozwolić, by idee Voldemorta i wyższości czystej krwi zwyciężyły. Hermiona widziała w jakim kierunku zmierza obecna sytuacja, dlatego zaczęła działać. Zraziła do siebie Orłowskiego, toteż potrzebowała innego sojusznika za granicą i wybrała tego nędznika Trudearoro.
- Nie rozumiem – myślał na głos Harry – skoro Hermiona stanowiła symbol walki z Voldemortem, a Orłowski nie cierpiał tego mordercy i jego bandy, dlaczego nie znaleźli porozumienia?
- Dyplomacja – zauważył Severus, popijając nalewkę – Hermiona Malfoy walczyła ze śmierciożercami i stanowiła dowód na niesłuszność tego, w co wierzyli. Jednocześnie jednak walczyła o prawa skrzatów, powtarzała raz po raz jak czarodzieje mają prawa i zwyczaje zacofane w stosunku do Mugoli i wszędzie cytowała książki. Ostrzegałem ją, lecz nie słuchała.
- Panna Wiem-to-Wszystko, złośliwe komentarze pan nigdy nie robił niczego przypadkowo, prawda Severusie? – ironizował Harry na co Snape westchnął ciężko. Czasem żałował, że jako wychowawca był zbyt ostry dla tych dzieciaków.
- W żadnym razie, Harry, lecz byliście uparci. Ty pakowałeś się w tarapaty a Hermiona nie zamierzała rezygnować ze swoich ideałów i wykopała sobie grób językiem. Moje złośliwości na zajęciach miały ją ostrzec, że inni mogą być gorsi. Na szczęście Ginewra nie popełnia tych błędów.
. . . . . . . . . .
Aleksander uważnie czytał dokumenty na temat Lucjusza i innych wysoko postawionych Anglików, raz po raz podziwiając swego poprzednika. Śmierciożercy nie mieli pojęcia jakiego wroga zyskali w ówczesnym królu, który stosował wszelkie metody zdobywania informacji, zaś złapani śmierciożercy zaczynali w końcu sypać, opowiadając o mordach, rabunkach i wszelkich przejawach festiwalu przemocy. Fakt, że po tym wszystkim zdołał uniknąć dożywocia w Azkabanie, dowodził słabości i korupcji w angielskim rządzie. „Imperius" – owo wyjaśnienie nic nie wyjaśniało, wszak Lucjusz oraz jego ojciec Abraxas powtarzali, że tylko czarodzieje czystej krwi winni mieć wpływy i że Mugole są jak zwierzęta. Zawsze z trudem panował nad parsknięciami. Na zajęciach z mugoloznastwa nauczyciel opowiadał im o bombie atomowej, rakiecie co doleciała na księżyc czy broni chemicznej. O telefonach, telewizji i cudach mugolskiej techniku, którą adaptowano.
„Poszliśmy inną drogą rozwoju, my rozwijaliśmy zaklęcia, eliksiry, alchemię i magiczne artefakty a oni naukę i technikę. W wielu przypadkach na dwa sposoby rozwiązywaliśmy ten sam problem, lecz w kwestii broni oraz niszczenia na masową skalę to Mugole nas przebili. Wyobraźcie sobie Szatańską Pożogę, co spala całe miasto w jednej sekundzie, lub zabójczy eliksir co zabija oparami taki właśnie obszar. Nie mówię tego, by was zniechęcić do niemagicznych sąsiadów, lecz uświadomić, że ich osiągnięcia to coś z czym my czarodzieje musimy się liczyć i co możemy wykorzystać, bo my wiemy o nich a oni o nas nie. Tylko głupcy i Anglicy tego nie dostrzegają". Doskonale to zapamiętał, a słowa o Szatańskiej Pożodze zdolnej spalić całe miasto dawało wyobrażenie o potędze, której sami Mugole bali się użyć i straszyli nawzajem takową. Nazywanie takich ludzi zwierzętami, to głupota prawie taka sama jak drażnienie smoka. Niektórzy z idiotów których znał, uważali, że Mugolaki rzucali zaklęcia ponieważ kradli magię. To była bzdura, bo dla rodziców i siostry Podolaka, różdżka była kijkiem, którym co najwyżej mogli kogoś pobić, ale fanatycy jak Malfoy święcie wierzyli w takie brednie.
Zerknął na przedruki „Proroka Codziennego", gdzie pisano o nadmierne szybkiej relacji Lucjusza z Dafne Greengrass. Aleksander parskał śmiechem na listy czytelników oburzonych, że arystokrata szybko zapomniał o żonie, żonie z której jeszcze niedawno się zaśmiewano. Taka swoista kołtuńska moralność i to niezależna od szerokości geograficznej, czy stylu chowu. Aleksander jednak wiedział, że opinie ludzi się zmieniają a socjotechnika jak to mawiali Mugole, potrafi naprawdę kreować percepcję. Jak każdy potomek magnackiego rodu, co go czyniło od urodzenia potencjalnym uczestnikiem wolnej elekcji, studiował politykę i teorie polityczne tak świata magii jak i Mugoli. „Sztuka Wojny" oraz „Książę" stanowiły obowiązkowe lektury, podobnie jak „Makbet" czy biografia kardynała Richelieu. Natalia, co zauważył z uśmiechem, czytała i streszczała mu bardziej współczesne książki i widział wyraźnie do czego zmierza akcja Ginny. Anglicy zapewne nie czytali dzieł Sum Tzu, chińskiego czarodzieja i uznanego mędrca świata magii i Mugoli, podobnie jak Szekspira swego rodaka i charłaka ze znamienitego rodu, co przyjął pseudonim. Wyrzucanie takich talentów w imię bzdur o czystej krwi to głupota, nad która lubił dumać. Bo przecież taka Hermiona Malfoy to wręcz fascynujący przykład jak wielka moc, wiedza, bohaterstwo i oddanie mogą iść w parze z bezdenną głupotą. I owa głupota i nieznośny język wykopały dziewczynie grób. Z drugiej strony… Riddle, prawie pół-szlama (z uwagi na znikome talenty jego charłaczej matki) również był obiecującym czarodziejem. I podobnie jak Hermiona stoczył się, choć w zupełnie inny sposób. Jego ratował spryt, przynajmniej do pewnego momentu nim przez eksperymenty z magią postradał zmysły.
- Ktoś może pomyśleć, że miałeś w tym swój udział Wasza Wysokość – słowa Ginewry Potter wciąż brzęczały my w głowie – a to niedobrze, by król-przyjazny-Mugolakom zaatakował będącą symbolem czarownicę.
Aleksander skinął głową. Od czasu, kiedy wpierw skazał na śmierć opozycjonistów, a potem prewencyjnie zrobił naloty na ich mieszkania, tracił w opinii społecznej. Pokazał się kilka razy z Natalią, powiedział o tym jak odnajduje się w roli ojca, a nawet pozwolił sobie na zrobienie zdjęć jak nosi na rękach córkę. To nieco ociepliło jego wizerunek, lecz wiedział, że potrzebuje czegoś znacznie więcej by utrzymać swój wizerunek, zaś Ginny oferowała mu szansę by nieco pomieszać w angielskim kotle i wyrazić święte oburzenie na niesprawiedliwość.
Przez długie lata nie myślał o Lucjuszu. Odkąd ich drogi się rozeszły, bo tamten dołączył do Voldemorta, zajmował się zdobywaniem doświadczenia politycznego, podróżami, także romansami, lecz na pewno nie Anglikami. Nawet w czasie kampanii wyborczej, kiedy to został wystawiony jako kandydat rodziny Orłowskich, wskazywał Anglię jako przykład, do czego prowadzą uprzedzenia. Dopiero list z prośbą o spotkanie przywrócił wspomnienia: obiecującą przyjaźń, pierwszą miłość oraz zawód, kiedy to zwrócił się ku śmierciożercom. Aleksander nie wierzył w nawrócenie Lucjusza, bowiem tamten wyrastał w określonej atmosferze i zgadzał z wieloma poglądami Abraxasa. Nie cierpiał Hermiony, ale jak Natalia słusznie mu powtarzała dziewczyna stanowiła symbol. Dlatego uśmiechnął się drapieżnie. I chociaż odkąd na nowo kochał się z żoną a jego nastrój zdecydowanie się poprawił, to jednak wciąż planował swoje działania w Anglii.
Miał ku temu wiele powodów. Nie chodziło tylko o swoje dawne przyjaźnie oraz sympatie, ale także bardziej poważne sprawy polityczne. Wojna domowa we Francji stanowiła fakt, zaś bojówki Szafarzy, wilkołaków i ich zwolenników toczyły ze sobą regularne wojny. Anglia zamknęła swe granice, podobnie jak Iberia i Włochy i reszta Unii Śródziemnomorskiej, to jednak i tak raz po raz łapano wielu zbłąkanych wędrowców. Kraje sąsiadujące z Francją planowały bardziej zasadnicze kroki, co oczywiście wymagało pomocy Anglii. Rufus Scrimgeour był właściwym czarodziejem do tego zadania, lecz nie było wiadomo kto mógł go potem zastąpić. Monarchie jak Bułgaria, Polska czy Rosja nie zamierzały ryzykować, dochodząc do wniosku, że należy zadbać by Minister Scrimgeour pozostał na swoim miejscu, zaś wciągnięcie angielskiej arystokracji we wzajemne podgryzanie się mogło im pomóc. Należało im rzucić smakowity kąsek, zaś takowym był Lucjusz Malfoy.
- Co planujesz przystojniaku? – spytała Natalia, widząc jego zamyślenie nad listem. Jej koszula nocna była prześwitująca i w zasadzie tylko newralgiczne miejsca były lekko zmatowione. Budziło to w królu pożądanie.
- Mieszanie w kotle – odparł z miną Kubusia Puchatka i kontynuował obserwacje żony w tym, jakby użyli określenia Szafarze grzesznym stroju, pragnąc kolejnej dawki małego „co niego", po czym spojrzał proszącym wzrokiem na kobietę - kochanie napisz do Elaine Scrimgeour i spytaj ją czy Ginewra Potter rozmawiała z nią o Lucjuszu i Amfitrycie.
- Ale czemu? – zaczęła Natalia.
- Potem ci później, wciąż formuje plan w mojej głowie.
Mieszkali razem w sypialni, do której wysłał ongi żonę. Natalia wyjaśniła, że komnata jest połączona z dziecięcym pokojem i nie chce musieć biegać po całym pałacu by nakarmić dzieci. Oczywiście rozumiał. Sama Anastazja pochwalała owo rozwiązanie i jak mawiała, sama stosowała owa taktykę, kiedy urodziła swoje dzieci i ku zgorszeniu niektórych karmiła piersią zamiast powierzyć mamce. Aleksander rozumiał i przyjął argumenty żony, rozumiejąc, że dzieci potrzebują teraz matki a w ten sposób nie tracą czasu. No i mógł spędzać czas z dziećmi co go wielce radowało. Kiedy byli sam na sam bawił się z nimi i mówił do nich, a także robił zdjęcia swojej żonie, tak jakby byli zwyczajną rodziną. Wychodzili na prostą, co go wielce radowało, przyszłość jawiła się w jasnych barwach, a jak jasnych to się miał przekonać.
. . . . . . . . . .
Percy Weasley uważał się za szczęśliwego człowieka. Zamieszanie wokół ojca i jego pechowych inicjatyw nie dotknęło go za bardzo. Pozostał na stanowisku ambasadora, zaś Audrey była nie tylko uzdrowicielką ale i bliską towarzyszką królowej. Na początku lata, po długim i dość męczącym porodzie dała mu cudowną córeczkę, Molly. Z okazji narodzin dziecka dostali dodatkową komnatę, przeznaczoną dla dziewczynki. Kiedy Percy widział śpiąca córkę nieomal płakał ze szczęścia. Jego córka urodziła się w pałacu i nigdy, przenigdy nie będzie nosiła używanych rzeczy.
Kiedy Audrey rodziła, Cormack i Lavender, a także Theo, Blaise i Terence przybyli by zapewnić mu moralne wsparcie. Ich wparcie polegało na opijaniu szczęśliwych narodzin i obalaniu butli nalewki roboty Cormacka. Tracey, która także przyszła w odwiedziny zwymyślała ich i głośno krzyczała. Spokojnie znosili jak nazywała ich bezmyślnymi dzieciakami zasługującymi na lanie, bowiem gdyby się obraziła nikt by im nie podał eliksirów na kaca. Astoria Greengrass także do niej dołączyła, przez co Theo mógł tylko spuścić uszy po sobie i ładnie przeprosić. Lavender była obecna przy porodzie i wspierała Audrey swoim doświadczeniem.
- Wiem, że boli ale jak twoje maleństwo złoży główkę na twej piersi zapomnisz. – próbowała przekonać dziewczynę Lavender.
Audrey zrozumiała, kiedy uzdrowicielka podała jej nowo narodzoną córeczkę. Uśmiechnęła się do Lavender i dumnego Percy'ego.
- Dziękuję, że byłaś przy Audrey Lav – powiedział Percy.
- Rodzina winna się wspierać, zaś poród to ciężkie przeżycie – powiedziała Lavender – teraz czas, by powiadomić dziadków.
- Mama będzie szczęśliwa, a i rodzice Audrey z pewnością zechcą zobaczyć małą Molly.
Percy był szczęśliwy. Nikt nie będzie szydził z jego córki, zaś z tego co mu mówiła Audrey ich mała Molly będzie w przyszłości towarzyszką zabaw dla księżniczki Izabeli. Córka ambasadora była ze wszech miar właściwą koleżanką dla córki króla, wieść, na którą Percy popłakał się ze szczęścia.
Molly Weasley była o wiele mniej szczęśliwa. Straciła męża, który został zamknięty w Mungu, zaś dzieci się dystansowały. Percy nazwał córkę jej imieniem, lecz nie sprowadził jej do Anglii i poza nazwiskiem nic go nie łączyło z rodziną. Oddalał się od nich i zadawał z ludźmi wyraźnie nieprzyjaznymi rodzinie, raz po raz podkreślając, jak starał się udowodnić swoją przydatność. Bieda uczyniła Percy'ego tym czym był, tak samo stało się z Ronem czy Ginny, a Molly raz po raz kwestionowała działania męża i własne wybory. Być może popełnili straszliwe błędy i chociaż chcieli dobrze, to efekty były marne.
W tym samym roku także Anuszka urodziła swoje pierwsze dziecko. Natalia postanowiła dać szasnę swej młodszej siostrze, bowiem ta odwiedzała ją często i bawiła swoją paplaniną, podczas najgorszego okresu swej depresji. Anuszka czytała bajki swego autorstwa i rozśmieszała swą siostrę, przez co Natalia zaczynała uważać, że dziewczyna być może zrozumiała swoje błędy, być może dorosła i zrozumiała.
Po ślubie od Anuszki odwrócili się wszyscy szkolni przyjaciele. Nikt nie wierzył, że nie uwiodła Stanisława dla pieniędzy i zaczęła rozumieć i przepraszać siostrę. Aleksander nadal jej nienawidził, lecz nie mógł zabronić wstępu na zamek żonie jednego z Krzemieni, z głównej linii rodu. Sam ją dla niego wybrał i nie oczekiwał, że para znajdzie porozumienie i zaczną żyć ze sobie w jakiś sposób w zgodzie, może nawet rodzaju harmonii?
Młoda kobieta urodziła syna, Hipolita. W rodzinie Krzemieni często nadawano dzieciom greckie imiona a rzadziej germańskie i tak matka księżnej Anastazji miała na imię Filomela, a i ona sama na drugie miała Berenika. Stanisław wpadł w euforię na wieść o synu. Fakt, że młoda żona w niespełna rok po ślubie dała mu syna doskonale świadczyło o jego męskiej sile. Także pozycja Anuszki rosła, a to, że ona i jej starsza siostra dały swoim arystokratycznym mężom synów w niespełna rok po ślubie dobitnie świadczyło jak umiejętne wprowadzanie krwi klasy średniej do rodziny pomagało. Aleksander z niechęcią uznał siostrzeńca swej żony za właściwego towarzysza zabaw dla swego syna, lecz zamierzał znaleźć mu innych kolegów. Nie zamierzał być równie wyrozumiały co żona dla nieznośnej dziewuchy, o czym jednak nie powiedział Natalii, by jej niepotrzebnie nie drażnić. Wszakże czego żona nie wie, to jej nie zaboli. A nie chciał dorzucać jej trosk.
. . . . . . . . . .
Kiedy Kingsley Shacklebolt opuszczał Anglię, uważał, że postępuje słusznie. Szczerze i gorąco wierzył, że idee Czyścicieli to przedłużenie tego, w co wierzył Zakon Feniksa i w co wierzył Dumbledore. Wszystko, co miało miejsce po wygranej wojnie boleśnie pokazywało, że nie ma szans by uprzywilejowani dobrowolnie dali innym prawa. Przywileje czystej krwi nie znikną ot tak sobie, trzeba je odebrać. I Kingsley widział, że Dumbledore nie wtajemniczył ich w owe plany i tylko poprzez działanie z kimś spoza mogą coś osiągnąć. Szanse widzieli we Francji i dlatego widząc zamieszanie uciekł do Paryża.
Trudearoro przyjął go chłodno, lecz nie wyrzucił. Wysłuchał wyraźnie niezadowolony z porażki, jaką stanowiło ich wyrzucenie z Anglii. Utrata Anglii była poważnym ciosem, tracili bowiem bazę macierzystą, miejsce, gdzie z powodu wciąż słabej sytuacji kraju mogli bez trudu znajdować niezadowolonych i sfrustrowanych. W takiej bogatej Polsce o wiele ciężej przekonać do rewolucji, bowiem ludziom było dobrze i dlatego nie czuli potrzeby zmiany istniejącego stanu na całkiem inny.
- Udaj się do Skandynawii, nasi ludzie potrzebują tam pomocy.
I Kingsley tam właśnie się udał, przenosząc przez sieć Międzynarodowego Fiuu. Atrium rządowych budynków Skandynawii przypominało miejsce rodem z powieści o świętym Mikołaju czy też powieści o dalekiej Północy. Z sufitu spadały płatki śniegu, które jednak znikały przed dotknięciem posadzki. Przez szklany sufit widać było zimne, północne niebo i bladoniebieskie światło padające na lodowe rzeźby zaklęte tak, by nigdy nie topniały. Widok wywarł wrażenie na ciemnoskórym czarodzieju, który chociaż patrzył jak oczarowany na nowe miejsce, chociaż jednocześnie zacisnął palce na szacie odczuwając chłód.
Czyściciele mieli ostatnio kłopoty. Skazanie ich ludzi w Anglii i w Polsce bardzo ich osłabiło, a przeciwnikom dawało argumenty o ich słabości. Dlatego musieli pokazać sukces, dlatego potrzebowali Skandynawii, która chętnie przyjmowała ich argumenty i ideały. I odnieśli sukces, a przynajmniej tak sądzili.
Ministrem, czy raczej Ministrą, Magii została niejaka Ingrid, która otwarcie wyznawała idee Czyścicieli i żyła w związku z inną kobietą, którą poślubiła podczas hucznej ceremonii. Wprowadziła też prawa oraz przywileje dla wilkołaków, Szafarzy a także przez tamtejsze sądy przeszła ustawa skazująca na grzywkę lub karę więzienia za krytykę ustaw rządowych, za niechęć wobec wilkołaków czy patrzenie krzywo na Szafarzy. Trójkę Szwedów, którzy przezywali czarownicę w chuście Szafarzy, skazano na kilka lat ciężkiego więzienia, przy aplauzie zachwyconych mediów.
Z kolei rosyjskie gazety, donosiły o grupce kobiet, które uciekły ze Skandynawii i przekroczy nielegalnie granice. Opowiedziały dramatyczną historię na temat napadów jakich dopuszczali się młodzi Szafarze. „Zamykali nas i wielokrotnie gwałcili, zaś kiedy próbowałyśmy znaleźć sprawiedliwość zostałyśmy oskarżone o sianie nienawiści". Sprawa szybko trafiła do gazet, zaś caryca Swietłana, czuła na kwestie praw i przemocy wobec kobiet, spotkała się z nimi i wydała oświadczenie potępiające działania Szafarzy i wzywające rosyjskich czarodziei do obrony niewiast tak z Rosji jak i innych krajów, mówiąc, że to obowiązek dobrego maga.
Na efekty apelu carycy nie trzeba było długo czekać, bowiem zaczęły się napady na mieszkańców, którzy wyznawali tę samą religię co ich francuscy pobratymcy. Car Fiodor nie potępił tego działania, a jedynie nakazał nieco wstrzemięźliwości w zachowaniu i większej subtelności niż zatłuczenie na śmierć. Wywołało to wściekłość Ministra Trudearoro i relacje między krajami zaczęły niebezpiecznie wędrować w kierunku wojny i otwartej wrogości.
Kingsley widział co się dzieje i nie wszystko mu odpowiadało. Wiele rzeczy mu się nie podobało. Pragnął walczyć z przywilejami dawnych rodów i dyskryminacją, lecz nie przelewając krew. „Jak się nie podoba, wracaj do Anglii. Postęp wymaga ofiar, a Szafarze mają swoje potrzeby i kobiety winny to uszanować". Nie mógł wracać. Aresztowaliby go ledwie tylko by przekroczył granice i trafił do Azkabanu. A nie chciał trafić do więzienia. Kiedy czytał o śmierci Hermiony, brutalnie zgwałconej i zamordowanej przez pupilków Czyścicieli, myślał, że prasa jak zawsze ubarwiła relację, lecz patrząc na reakcję władz Szwecji na napady na kobiety dochodził do wniosku, że być może to wszystko stanowiło prawdę. Czyżby związali się z okrutnikami? Kingsley obserwował reakcję i nie wszyscy uważali, że ofiary są potrzebne. Być może mógłby znaleźć innych niezadowolonych i zmienić wizerunek organizacji? Dochodziła do niego smutna prawda, że konserwatyści zachowywali się jak liberałowie i szanowali kobiety z uwagi na tradycję a liberałowie zachowywali się … jak no właśnie jak? Jakim mizoginem trzeba być, aby lekceważyć cierpienie kobiet?
Mieli swoich zwolenników w Niemczech i ich frakcja zaczynała wygrywać w wojnie domowej. Ich partia rosła w siłę w Iberii a i Włosi patrzyli na nich coraz bardziej życzliwie. Poza Europą, Kanada całkowicie popierała ich działania a Stany pozostawały sceptyczne. Anglia, Bułgaria, Polska, Rosja i Rumunia były im otwarcie wrogie. Podczas ostatniego posiedzenia Międzynarodowej Konfederacji Czarodziei doszło do wielkiej kłótni a wspomniane kraje otwarcie ogłosiły powstanie Przymierza Słowian, które miało walczyć ze zgnilizną płynąca z Zachodu i z Czyścicielami. Ich agenci mieli w tamtych krajach status terrorystów, którzy mieli być złapani żywymi lub martwymi. Bitnym czarodziejom ze Wschodu nie trzeba było dwa razy powtarzać.
Owe zarządzenia stanowiły preludium do festiwalu szaleństwa oraz przemocy. Atakowano przybywających Francuzów, podejrzewając ich o związki z Czyścicielami. Nieliczni Szafarze bywali ofiarami przemocy na ulicach miast i wsi, a owe akty spotykały się z łagodnym traktowaniem władz. „Oni nie są częścią naszego społeczeństwa" – mawiano. Dlatego zaczęli uciekać do Francji czy Szwecji, co dawało Trudearoro okazje do przedstawienia sąsiednich krajów jako siedliska nietolerancji oraz przemocy. Atmosfera międzynarodowa robiła się coraz bardziej napięta, co dostrzegał Kingsley i czuł coraz bardziej więźniem sytuacji.
. . . . . . . . . .
Rok 2006 miał się także okazać ciężki dla Lucjusza. Pod koniec poprzedniego, 2005 świętował, że to koniec całego pasma niepowodzeń. Kiedy posprzeczał się okropnie z dawnym przyjacielem, myślał, że już nic gorszego go nie spotka. Potem jego żonę złapano razem w wywrotowcami i odesłano do Anglii w atmosferze skandalu. Nie pozostawało mu nic innego niż wystąpić o rozwód, by ratować rodzinne nazwisko.
Próbował ratować małżeństwo. Próbował przemówić Hermionie do rozumu, lecz ona nie słuchała całkowicie przekonana o słuszności swego postępowania. Dostrzegała wiele absurdów ich prawodawstwa, lecz niestety nie rozumiała, że prócz racji trzeba mieć zaplecze polityczne. Był jej wdzięczny za pomoc w ciężkiej chwili a i początek ich związku był dobry. Wówczas jej idealizm i żywiołowość uchodziły w jego oczach za urocze. Problemy przyszły po ślubie, kiedy Hermiona nie zamierzała poznać i uszanować zasad etykiety czystokrwistych czym doprowadziła do szału prawie całe towarzystwo. Żywił do niej sentyment, lecz rodzina była dla niego najważniejsza, podobnie jak rodowe powinności. Dlatego był gotów dać rozwód na zasadzie ugody lecz jej duma uniemożliwiła takie rozwiązanie.
Wiosna roku 2006 zaczęła się dobrze. Lucjusz popierał wyraźnie antymugolskie ustawy, które miały cementować przywileje dawnych rodów. Dostrzegał ironię, że to kochający Mugoli głupiec Weasley zbudował społeczną akceptację takich rozwiązań i to parę lat po wojnie z Voldemortem, kiedy wydawało się, że za samo wspominanie o przywilejach czystej krwi może stanowić przepustkę do Azkabanu. Codziennie czytał „Proroka" przy śniadaniu, kiedy pogryzał otoczonego w jajku tosta. Któregoś kwietniowego dnia tak właśnie czynił, aż zaklął szpetnie ze złości. Przeklęta Rita Skeeter, skąd na Merlina wzięła równie dokładne informacje o śmierci Cyzi? Jakim cudem dotarła do świadków, którzy wciąż żyli i nie przebywali w więzieniu? Bo Skeeter niczego nie zmyśliła.
„Krótka żałoba Lucjusza Malfoya, co przychodzi na czas"
Pan Lucjusz Malfoy niedawno owdowiał po raz drugi, co mu nie przeszkadza w kilka miesięcy po śmierci żony spotykać z czarownicami. Zarówno pierwsza jak i druga pani Malfoy zginęły w bardzo brutalnych okolicznościach. Co więcej obie zmarły dokładnie wtedy, kiedy nestor rodu Malfoyów postanowił zmienić polityczny front. Wszyscy czytaliśmy o brutalnej śmierci Hermiony Malfoy, z domu Granger, z rąk brutalnych Szafarzy. Ci uznający za właściwe by zabijać córki czarodzieje, wielokrotnie zgwałcili swą ofiarę (ich religia uznaje każdą czarownicę, nie nosząca luźnych szat i nie zasłaniająca włosów za nierządnicę) i zamordowali porzucając ciało na Nokturnie. Druga pani Malfoy zapłaciła wysoką cenę za swoją polityczną naiwność, lecz czy na pewno? Prześledźmy sprawę pierwszej pani Malfoy.
Narcyza Malfoy, z domu Black, została zamordowana przez Toma Riddle'a, znanego jako Lord Voldemort, w 1996 roku. Wedle świadka tej okrutnej śmierci, Voldemort pragnął ukarać swego sługę, Lucjusza Malfoya za niepowodzenie w Departamencie Tajemnic, stosując swoją ulubioną klątwę Cruciatus. Aby dodatkowo 'zmotywować' swych ludzi, torturom miał zostać poddany także Draco Malfoy, jedyny syn owej pary. Wtedy właśnie Narcyza Malfoy zgłosiła się na ochotnika, by wziąć na siebie karę przeznaczoną dla męża i syna. Okrutny Lord Voldemort torturował potomkinię Blacków aż ta postradała rozum, nim 'łaskawie' wydał ją na pastwę wilkołakom. Dlaczego wspominam o owej makabrze sprzed lat? Bowiem wtedy właśnie Lucjusz Malfoy uciekł, by prosić o pomoc Zakon Feniksa a przede wszystkim Albusa Dumbledore'a. Okrutna śmierć pani Narcyzy czyniła historię wielce przekonującą, a jednocześnie jakże wygodną! Lord Voldemort zagrażał swoim zwolennikom, lecz ci mnie mieli dokąd pójść i…"
Lucjusz klął szpetnie. Artykuł nie tylko wyciągał sprawę jego przeszłości w służbie Voldemorta, wyciągał z grobu Narcyzę by pokazać go jako czarodzieja, co używa żon jako żywych tarcz. Klął na czym świat stoi, a przede wszystkim był przerażony. Nie miał pojęcia kto mógł powiedzieć tej hienie Skeeter o tamtych wydarzeniach. Egzekucja Narcyzy była publiczna i widziało ją wielu śmierciożerców. Rzecz w tym, że tacy jak Crabble, Goyle czy Yaxley gnili w Azkabanie skazani na dożywocie a lata w towarzystwie dementorów zrobiły im z mózgu papki. Dołochow czy rodzeństwo Carrow zginęli w Bitwie o Hogwart zaś Travers i Selwyn, wysłani na wschód zostały wysłani mugolską pocztą z Warszawy w paczkach ze swoimi imionami. Ówczesny król chciał pokazać swoją nienawiść do śmierciożerców wysyłając ich tym sposobem zaś odcięte z pomocą goblińskich mieczy części ciała zostały dokładnie spakowane, niczym makabryczny prezent. Lord Voldemort zrozumiał przesłanie Polaków i odpuścił im misje dyplomatyczne w tamtym regionie. Lucjusz zaczął spisywać na papierze nazwiska tych, co zmienili strony i uniknęli więzienia. Lista była krótka, a on planował złożyć wizytę i poznać zarozumialca, co miał czelność grać przeciw niemu. Nie podejrzewał jak daleko winien szukać sprawcy zamieszania, ni nie podejrzewał ilu wrogów zyskał swoim zachowaniem.
Pierwszym na liście do odwiedzenia był Avery. Co prawda ten czarodziej nie wykazywał specjalnego zmysłu politycznego, lecz Lucjusz dawno nauczył się by nie dawać się łatwo zwieść. Niektórzy atakowali z ukrycia, a krąg podejrzanych był duży.
. . . . . . . . . .
Bellatrix prawie udławiła się sokiem czytają artykuł Rity Skeeter. Opis śmierci Cyzi był zbyt dokładny, jak na wymysł dziennikarki. Czarownica tylko nie rozumiała, kto i w jakim celu działał. Artykuł przedstawiał Cyzię jako damę z czystego rodu, co osłoniła syna i męża, dając im szanse na ucieczkę. To dobrze świadczyło o pannie Black, lecz Bellatrix nie rozumiała kto i co właściwie zamierzał.
- Coś ciekawego napisali Bello? – zapytała Andromeda ziewając.
- Rabastan dobrze się sprawia – zaśmiała się Bella podając gazetę – ciekawi mnie o co chodzi…
- Ktoś chce uderzyć w Lucjusza – zawyrokowała Andromeda – tu nie chodzi o Cyzię, biedny Dracon.
- Ale kto i po co? – zapytała Bella.
- Gra polityczna, poproszę Dorę by rozejrzała się po Ministerstwie – kontynuowała Andromeda, mieszając w kubku kakao.
- Myślisz, że to robota Ministra Dromedo?
- Nie wiem, dlatego powinniśmy się dowiedzieć. To nie w stylu Scrimgeoura, ale od czegoś trzeba zacząć śledztwo. O jesteś Doro, jeszcze w koszuli nocnej?!
- Mamo!
Nimfadora mieszkała razem z dziećmi w posiadłości Lestrange. Od czasów polowania na Czyścicieli w Anglii, Bellatrix w pełni zaakceptowała siostrzenicę półkrwi, której zdolności metamorfomaga im wiele pomogły. Do tego Dora opowiedziała Belli o różnych substancjach wyskokowych Mugoli. Bellatrix, która już wcześniej doceniła mugolskie pistolety, alkohole z ciekawością próbowała „ziół" i zaczynała dochodzić do wniosku, że pewne wynalazki Mugoli warto adaptować. Dodatkowo Bella widziała wyraźnie jak Cygnus był zachwycony obecnością Syriusza Jamesa, z którym broili, ile wlezie. Bella klaskała z zachwytu, lokując ukryte uczucia macierzyńskie w potomkach siostry. Zaś Syriusz James był nie tylko metamorfomagiem, ale też mistrzem „oczu szczeniaczka".
Spokojny Teddy o wiele mniej przypadł do gustu ciotce. Żadne z dzieci państwa Lupin nie było dość szalone by nazywać Bellę ciocią-babcią, czasem nawet zapomnieli o „cioci" co jej odpowiadało. Dora zaczynała zachowywać się jak na pannę z bogatego domu przystało, potrzebując coraz więcej czasu na ubranie się i schodząc na śniadanie w koszuli nocnej. Długie, brązowe włosy nosiła rozpuszczone w zdobionym koronkami cudzie wyglądała naprawdę elegancko.
- Ja tylko dbam byś się nie spóźniła do pracy – powiedziała Andromeda – zwłaszcza, że dzisiaj przyjeżdżają ważni goście.
- Jacy? – Bella zastrzygła uszami.
- Bułgarzy i… Wiktor Krum – dodała Dora – skrzaty mi ułożą włosy i…
- Założysz którąś z moich sukni – zawyrokowała Bella – bez gadania, musisz odpowiednio wyglądać, a Wiktor Krum to ważny gość.
- Te gorsety mnie wykończą – jęczała Dora.
- Ale wpierw to Bułgarzy padną na twój widok. Gorset zawsze pomaga!
Dora niechętnie skinęła głową. Jeszcze niedawno nie wyobrażała sobie by toczyć przy śniadaniu spory z Bellą i braćmi Lestrange. Długo nie rozumiała jak matka mogła zapomnieć o przeszłości i dołączyć do Bellatrix. Kiedy jednak francuskie bydlaki wysłały na śmierć Remusa, była gotowa prosić diabła o pomoc w zemście. Nie musiała iść aż tak daleko. Matka pocieszała i zapewniała, że mogą zamieszkać z nią a dzieci na pewno znajdą porozumienie. Ciotka zaś po prostu zapytała, czy chce zabić bydlaków, przez których nie ma męża.
Młoda czarownica miała wiele czasu na przemyślenia i nieraz rozmawiała z matką. Przeżyła szok wiedząc, że nikt z „przyjaciół" Syriusza nawet nie pofatygował się by go odwiedzić w Azkabanie, nikogo nie oburzyło, że trafił do więzienia bez sądu. To nie oni pomogli dopaść zabójców ojca. To tak zwani walczący o prawa innych, wysłali Remusa na pewną śmierć, nie widząc nic złego w poświęcaniu niewinnego człowieka dla swej sprawy. Dlatego pewnie skinęła głową i postanowiła posłuchać ciotki.
Przeczytała artykuł na temat śmierci ciotki Narcyzy oraz Hermiony, a powtarzalność uderzyła po głowie. Jedna i druga pani Malfoy zginęły w dramatycznych okolicznościach, pozwalając Lucjuszowi zrobić krok w tył. Auror zaciskała pięści, zastanawiając nad niesprawiedliwością losu, a o ile wcześniej wierzyła w dobrą wolę Lucjusza i jego szczerą miłość do Hermiony, lecz teraz już wątpiła.
- Być może ktoś faktycznie uderza w Lucjusza – mruknęła pod nosem, zamierzając w miarę możliwości pomóc tylko dlatego, że Draco był jej kuzynem i już sporo się nacierpiał. No i szkoda było jej młodszych dzieci Lucjusza, które w szkole mogły mieć później problemy.
Zdążyła dotrzeć do pracy bez większego spóźnienia. Stos papierów już piętrzył się na biurku, przez co tylko jęknęła. Papiery zawsze rosły same z siebie a Dora odczuwała zmęczenie na samą myśl o raportach. Lecz jako osoba zajmująca się szkoleniami nowych Aurorów nie tylko czytała ich podania, lecz także zestawienia ich postępów i oceny instruktorów. Wzięła głęboki łyk kawy i poczęła czytać podania.
Słuchała jakiejś gorącej dyskusji na korytarzu. Znowu chodziło o jakiś Francuzów, co próbowali się prześlizgnąć przez granicę. Harry raz po raz, na każdym zebraniu Biura Aurorów powtarzał o konieczności znalezienia oraz przepytania każdego. Większość z przybyszów była zwyczajnymi, spokojnymi ludźmi uciekającymi przez zamieszaniem w swym kraju. Harry jednak, podobnie jak i inni doświadczeni Aurorzy, wiedzieli, że w dużych grupach ludzi łatwo ukryć terrorystów czy pospolitych przestępców. To samo mówili mugolscy policjanci oraz MI5, z którymi Biuro Aurorów współpracowało, zakamuflowane jako „jednostka do spraw niewyjaśnionych" czyli czegoś na kształt Archiwum X. Dlatego pewnie wywiad traktował ich nieco z góry, ale jednocześnie nie drążył sprawy. Wypadki miały miejsce, zaś angielscy czarodzieje, w przeciwieństwie do swoich niemagicznych rodaków, byli ostrożni i zwracali uwagę na przybyszy. Wojna wciąż była w ich pamięci i nie chcieli powtórki. Fakt, że do doszło do kilku napadów rabunkowych ożywiło niechęć do cudzoziemców.
. . . . . . . . . .
Ginny czytała artykuł z zadowoleniem. Wciąż nie mogła wierzyć jak łatwo poszło jej przekonanie do swych racji Aleksandra. Domyślała się, że z pewnością znalazła się w środku rozgrywki między dwójką arystokratów, lecz nic nie szkodziło by skorzystała. Lucjusz zbyt długo pozostawał bezkarny, nie ponosząc winy za swoje występki. Kiedy słuchała i czytała co też posiadali w swych archiwach Polacy, nie wierzyła, że czarodziej uniknął Azkabanu. Knot był przekupnym człowiekiem, ale żeby aż tak?
- Lucjusz od dziecka wierzył i dorastał w przekonaniu, że czarodzieje czystej krwi są lepsi niż inni a Mugole to nieomal zwierzęta. Nikt go nie musiał zmuszać do prześladowania Mugolaków – słowa Aleksandra wciąż dźwięczały w uszach.
Była z czarodziejem w stałym kontakcie. Podpisywał się jako „Jan Kowalski", co miało zapobiec wykryciu prawdy. Ginny także dużo rozmawiała z Percym oraz Audrey, którzy byli na zamku i byli jej rodziną, zaś Audrey jako uzdrowicielka była więcej niż kompetentną osoba do pomocy w sprawie magopsychiatrii. To, o czym wiedziało niewielu to jej serdeczne relacje z królową Natalią, która z ciekawością słuchała pomysłów Ginny. Miały nawet okazję porozmawiać, kiedy Natalia zaprosiła obie na herbatkę.
- Pani nie przepada za Lucjuszem Wasza Wysokość? – wypaliła Ginny, nadgryzając ciasteczko migdałowe.
- Nie mam za grosz szacunku do tchórza co porzucił żonę gdy ta go potrzebowała – prychnęła Natalia z pogardą – kiedyś podziwiałam Hermionę Malfoy i chociaż mam do niej żal za słowa o moim małżeństwie, to nie zasłużyła na taki koniec. Lucjusz zaś… Lucjusz uosabia najgorsze cechy arystokracji.
- Nie pojmuję, że Hermiona mogła mówić złośliwie o pani małżeństwie, pani przecież.. – zaczęła Ginny.
- Twoja przyjaciółka miała niewyparzony język Ginewro Potter i język jej wykopał grób. Miała czelność sugerować, że mój mąż ożenił się ze mną by mieć potulną kobietę niskiego pochodzenia, co będzie tylko potakiwać – syknęła Natalia na co Ginny tylko ciężko westchnęła – przywykłam do złośliwych komentarzy na temat mojego związku, ale nie od czarownicy sugerującej, że walczy o równe prawa. Hermiona Malfoy była niewychowaną, zarozumiałą, arogancką i nie szanującą nikogo i niczego kujonką, co nie znaczy, że zasłużyła na brutalną śmierć. Lucjusz Malfoy był zaś obrzydliwym oportunistą, co przekalkulował inwestycję.
Ginny uśmiechnęła się zadowolona. Oczywiście rudowłosa zdawała sobie sprawę, jak Hermiona potrafiła czasem denerwować ludzi swoją manierą cytowania książek. Była dobrą i lojalną przyjaciółką, ale nawet Harry nieraz miał dość jej belferskiego sposobu bycia. Dlatego pewnie nie miała wielu przyjaciół, ale jak zauważyła z zadowoleniem pani Potter nawet wyraźnie niechętni jej ludzie uważali zbiorowy gwałt i morderstwo za zbyt okrutną karę.
Aleksander nawet nie ukrywał swej pogardy dla Hermiony, lecz jak przyznał pragnął ją po prostu publicznie ośmieszyć podczas pokazowego procesu, ale nie zabić. Był wściekły za próbę buntowania swego przyjaciela i ogłosił swą złość magicznej Europie, lecz zabójstwo było mu nie na rękę. Pragnął pokazać się jako zatroskany o wszystkich obywateli król, który zwalczał przemoc opartą na pochodzeniu. Nie chciał być kojarzony jako ten, przez którego brutalnie zginęła bohaterka wojenna mugolskiego pochodzenia. I chociaż nie odczuwał wyrzutów sumienia, to jednak był gotów pomóc. Ginny zaś stosowała zasadę, by nie zaglądać w zęby darowanemu koniowi. Poza tym sama widziała, że Aleksander na pewno nie był uprzedzony wobec Mugolaków biorąc pod uwagę jak odnosił się do takiego Podolaka, czy też Ludwiki, czarownicy jakże podobnej do Hermiony, którą jednak całował w rękę na powitanie i traktował z wielką galanterią. Ginny nie miała wątpliwości, że niechęć do Hermiony nie ma nic wspólnego ze statusem krwi, bez względu na to co uważała zawsze nieszczęsna czarownica. Hermiona nigdy sobie nie zdawała sprawy, że jeszcze w szkole jako kujonka była niezbyt lubiana po prostu za bycie kujonką bo kujonów nikt nie lubi. Lavender i Parvati nie cierpiały jej z powodu różnic między nimi, a i Ron nieraz narzekał.
- Nie powinnaś się w to mieszać królowo – Ludwika spojrzała na Ginny spode łba i zerknęła na przyjaciółkę – Granger prowokowała wszystkich i ktoś w końcu nie wytrzymał. I dobrze, że już nic więcej nie zrobi i nie zaszkodzi wizerunkowi Mugolaków – dodała pracownica Instytutu Alchemii.
Dwie rudowłose czarownice mierzyły się spojrzeniami. Ubrana w lekko różowe, eleganckie szaty Ludwika ostentacyjnie podkreślała swój szacunek do tradycji czarodziejskich, przypominając nieco Elaine Scrimgeour. Takie zachowanie jednak chwalono. Miała jednak znakomitą pracę w biurze Szefa Instytutu Alchemii, zaprzyjaźniła z typowanego na jego następcę Michała, a także była regularnym gościem na spotkaniach z uczonymi na zamku, a także spotykały co tydzień na lunchu. Ludwika odwiedzała Natalię regularnie po urodzeniu dzieci przez tamtą i zabawiała opowieściami o wspólnych znajomych.
Ginny trudem powstrzymała swój język, wszak sprzeczka z przyjaciółką królowej nie pomoże. Wiedziała, że czarownica w różu zeznawała przeciw Hermionie, chodząc niczym wiecznie uśmiechnięta, wieczna reklama Polskiej Rzeczpospolitej Magicznej. Powtarzała jak to Mugolakom dobrze w kraju nad Wisłą i jak wielce angielska mącicielka im szkodziła i ich drażniła. Hermiona by pewnie powiedziała, że Ludwika nie zdawała sobie sprawy, że jest zniewolona i ograniczana, lecz Ginny była mniej pewna. Hermiona miała szczere intencje, ale brakowało jej subtelności w przekonywaniu innych. Uważała, że chłodne, logiczne argumenty zadziałają same z siebie i że racja obroni się sama, bo skoro ona na drodze obserwacji oraz studiowania dostrzegła owe racje, inni także mogą. A tymczasem bywało różnie. Siedząca obok Ludwika do mistrzostwa opanowała poruszania w systemie społecznym Polskiej Rzeczpospolitej Magicznej, a na Hermionę łypała ponuro.
- Lecz nie zasłużyła na śmierć, a zresztą mówimy o Lucjuszu i tym jak porzucił żonę dla własnej wygody – dodała Ginny ze słodkim uśmiechem godnym Amfitryty, gdy ta knuła kolejną intrygę.
- Bo jest kłamliwym oportunistą – dodała Ludwika – a pani jest bardzo lojalną przyjaciółką pani Potter – dodała pojednawczo.
- Dziękuję panno Stawska i mogę powiedzieć to samo o pani – uśmiechnęła się – poza tym jest jeszcze jedna sprawa – zaczęła, po czym opowiedziała o sprawie z dziennikiem Toma Riddle'a.
Zarówno Ludwika jak i Natalia szukały wyraźnie zaszokowane, wyrażając głośne oburzenie tak na Lucjusza jak i na Knota, który najwyraźniej blokował plany Dumbledore'a, by ukarać winnego. Poza tym niewielu wiedziało, czym były horkruksy, bowiem dyrektor kazał usunąć wszelkie informacje na temat złowrogich artefaktów, obawiając, że ktoś inny zechce użyć owej zakazanej wiedzy. „Ignorancja nie pomaga w walce z zagrożeniem" – prychnęła Natalia – „to jak z zakazem dostępu do broni w świecie Mugoli, który tylko uderza w zwykłych obywateli. Czarnoksiężnicy nie przestaną używać klątw, tylko dlatego, że jest to złe. Czarodzieje muszą znać zagrożenie związane z używaniem mrocznych sztuk by jak najmniej osób czuło pokusę, niewiedza tylko zwiększa pokusę". Ginny nie była pewna czy nauczanie w szkole o czarnej magii to dobre rozwiązanie, rozumiejąc obawy tak Dumbledore'a oraz McGonagall. Lecz milczała, woląc by rozmówczynie kierowały dalej złość na tamtych czarodziei, a nie na nią.
Debata na temat czarnej magii i nauczania o takowej toczyła się od lat w świecie magii. Dumbledore i ci co się z nim zgadzali byli zwolennikami całkowitego zakazu, wierząc, że w ten sposób zapobiegania używania mrocznych klątw. Takie podejście było dość powszechne w Anglii, Francji, Skandynawii czy Kanadzie. Z kolei wschodni czarodzieje oraz ci ze Stanów uważali, że każdy winien mieć prawo i wiedzę o środkach obrony. Zaklęcia Niewybaczalne były takimi tylko w Anglii czy Kanadzie, w Stanach czy na wschodzie Europy stanowiły zwyczajne środki w rękach służb porządkowych i każdy czarodziej miał prawo użyć takowych w samoobronie. Amerykanie, podobnie jak ich niemagiczni kuzyni, uważali, że zabicie intruza we własnym domu to prawo każdego obywatela i nieproszony gość winien dostać Avadą między oczy. Dumbledore zdobył tam pewną część zwolenników, lecz nikt przy zdrowych zmysłach nie chciał ograniczać praw Amerykanów do obronny, a ci co próbowali - przepadali. Także w kwestii używania magii przez nieletnich, prawa w Stanach były o wiele mniej surowe niż w Anglii a i słowiańskie nacje były w tej kwestii pobłażliwe. Ginny czytała artykuły na temat zagranicy przecierając ze zdumienia oczy i jednocześnie żałując, że nikt w szkole nie uczył ich o różnych zasadach panujących za granicą. Jak ktoś mógł dobrze pracować w Departamencie Międzynarodowej Współpracy, skoro nie znał zasad? Kiedy to Anglia tak dalece się zamknęła na resztę świata? Czy Dumbledore, chcąc zapobiec narodzinom nowego Czarnego Pana, nie skazał niechcący swego kraju na izolację? A może to nastąpiła wcześnie? Hermiona wierzyła, że wszystko co robił dawny dyrektor oraz Zakon było słuszne. Ginny nie wątpiła w ich szczere intencje, lecz wątpiła w skuteczność. Świat nie dzielił się na dobrych członków Zakonu Feniksa i złych śmierciożerców. Rona skrzywdzili tak sympatycy Zakonu jak i przeciwna strona: jedni skrywając jego problem z alkoholem, a drudzy wyciągając na światło dzienne problemy egzystencjalne chłopaka. Ginny zaś wiedziała, że podawanie alkoholu alkoholikowi to najgorsze co można zrobić.
Ginny z zadowoleniem czytała relacje prasowe na temat nowego działu magopsychiatrii, imienia Hermiony Granger. Dołączono wywiad z Ronem, opisującym jak „psychoterapia" pomogła mu wyjść z dołka, znaleźć pracę oraz towarzyszkę życia. Ginny już wcześniej czuła, że Madam Rosmerta to ktoś wyjątkowy dla brata i owa czarownica miała wspaniały wpływ na dawnego Gryfona. Dojrzała czarownica dała mu coś, czego nie mogły dać ni Hermiona ni Lavender i był szczęśliwy. Molly nie była zadowolona z wyboru syna, lecz Ginny broniła go uważając, że sprawiedliwość której pragnął Zakon polega na tym, że każdym ma prawo dokonywać wyborów która uważa za słuszne i skoro Ron jest szczęśliwy ze starszą czarownicą ona nie będzie niczego komentować. Zamieszczono wreszcie wywiad z Augustą Longbottom i opisano przypadek Franka i Alicji, którzy postradali zmysły przez klątwę Cruciatus a mugolskie metody leczenia pomogły nawiązać z nimi kontakt. Sam Frank i Alicja odpowiedzieli na kilka pytań i widać było, że wróicli do świata żywych. Ginny cieszyła się za Neville'a i cieszyła za Hermionę, wiedząc doskonale, że musi wzbudzić sympatię do zmarłej przyjaciółki nim uderzy w Lucjusza.
Druga ciąża dawała się jej we znaki i całą jesień oraz zimę na przełomie roku 2005 i 2006 przeleżała w łóżku dla dobra dziecka. Dlatego pewnie nie dała rady upilnować lepiej Hermiony i miała dużo czasu na przemyślenia kolejnych kroków. Dlatego pewnie miała plan, a Stworek który specjalnie dla niej gotował delikatne potrawy okazał się kopalnią wiedzy i pomysłów.
