100 komentarzy, dziękuję!

Rodział betowała niezastąpiona Freja.

FrejaAleera1: Galatea wiele widziała i dostrzegała, czasem przesadzała oczywiście, ale Elaine dobrze wyszła na słuchaniu jej rad. Co do Molly, to powiem brutalnie: narobić dzieciaków żadna sztuka, ale wychować to już tak. A powiedzmy sobie szczerze, życie w biednej, wielodzietnej rodzinie rodzi raczej zazdrość i frustrację wobec zamożnych kolegów niż szlachetność.

Harry by na pewno wygrał proces rozwodowy, ale nie chciał zostawić Ginny. Weasleyowie byli dla niego najbliższym wyobrażeniem rodziny, a teraz przez to wszystko cierpi. Ginny została oczywiście podpuszczona przez typowo babskie komentarze Pansy: żadna nie widziała o poronieniu Elaine, a Pansy po prostu chciała dokuczyć nielubianej koleżance. Hermiona próbuje godzić dawnych i obecnych znajomych a to ciężka i niewdzięczna rola. Co do Ginny, cóż sprawa się rozwiąże, ale jeszcze Harry i Hermiona się z nią pomęczą. No i niedługo wraca Ron!

Kolosia: Ginny jeszcze oberwie a Zakon się wkurza. Biedny Harry będzie musiał z domu uciekać by mieć nieco spokoju. Cieszę się, że Ginny budzi emocje. Chciałam tym rozdziałem pokazać, że nie można dać się podpuszczać jak dziecko tylko należy and sobą panować.

Toraach: Rufus się bał, że zrobi Elaine krzywdę. Wstrząsnęło nim to. Pansy cóż, Pansy nie lubiła Ginny ot tak po prostu od czasów szkoły za całokształt i postanowiła wbić szpilę. Nie miała żadnego planu, poza dogryzaniem.

Elaine nie cierpi Ginny, bo uważa, że razem z Weasleyami kryła Rona i pomagała mu okradać Lavender. Po prostu nie wierzy, że tamci nie zauważyli jak im setki galeonów miesięcznie pojawiają się i znikają z domu. Co do Lily Pomyluny nie wiem..

JeSuisDesarich: Drażni no nie?

Dla tych co nie lubią Ginny, ten rodział może rzucić nieco światła na jej zachowanie.


Harry pośpiesznie wyprowadził Ginny. Widząc, że Audrey oraz Pansy poświęcają uwagę Elaine, podbiegł do swojej żony. Widział też mordercze spojrzenia Lucjusza oraz Rufusa i musiał zapobiec nieszczęściu. Słysząc krzyki pani Scrimgeour odczuł falę współczucia dla tej kobiety, ale musiał pomóc komu innemu, ona miała swojego męża i przyjaciół.

Ledwie znał panią Scrimgeour, ale uważał ją za miłą i uprzejmą osobę. Doprowadziła do skazania Umbridge, z tego co słyszał pomagała oskarżać śmierciożerców i nie lubiła Knota. Może i nie nazywałby jej przyjaciółką, ale na pewno łączyły ich poprawne relacje. Ostatecznie przecież ta kobieta nic złego mu nie zrobiła. A odkąd sam został ojcem rozumiał czym jest rodzicielska miłość i nie wyobrażał sobie jakby coś mogło się stać Jamesowi Syriuszowi. Nawet nie próbował sobie wyobrazić co musieli czuć ludzie, którzy stracili dziecko.

- Coś ty najlepszego narobiła Ginny? – zapytał kiedy wrócili do domu – jak mogłaś, co w ciebie wstąpiło?

- Wiem, że lekko przegięłam – broniła się – Parkinson, znaczy Malfoy zaczęła wyśmiewać moją sukienkę i nie wytrzymałam! Nie miałam pojęcia że ta pirania… ta … ta kobieta poroniła. Skąd miałam wiedzieć?

- Czy ty siebie słyszysz? – krzyknął – poszło o sukienkę? Uważasz, że krytyka twojego stroju to powód by tak napadać na ludzi i ich krzywdzić? Nie poznaję cię! Ginny, którą pokochałem była obdarzoną temperamentem dziewczyną, ale o złotym sercu. Ty jednak...już kompletnie nie panujesz nad swoim zachowaniem i emocjami. Co jeszcze zrobisz? Zaatakujesz kogoś, bo krzywo spojrzał?

- Nie rób ze mnie wariatki Harry Potterze – fuknęła.

- Sama robisz to doskonale. Nie wiem co się dzieje, ale musisz zacząć nad sobą panować, idź do Munga zrób cokolwiek, ale zapanuj nad swoimi emocjami, albo one Ciebie zdominują. Nocuję dzisiaj z Jamesem Syriuszem u Hermiony – tu zawiesił głos na chwilę i po chwili kontynuował potępiającym tonem - a ty zaś przemyśl swoje zachowanie.

- Zostawiasz mnie samą? – krzyknęła – nie masz prawa zabrać naszego syna!

- Mam prawo, bo moim ojcowskim obowiązkiem jest chronić dziecko. Dzisiaj dałaś popis swej kompletnej niezdolności panowania nad zachowaniem. Oboje potrzebujemy czasu na przemyślenia.

Ginny próbowała krzyczeć, protestować, ale mąż już jej nie słuchał. Harry był wściekły jak jeszcze nigdy. Gwałtowna reakcja żony tylko niejako potwierdzała jak bardzo traciła zdolność racjonalnej oceny. Kiedy wyszedł przeklinała, rzucała się aż w końcu płakała. Płakała zwinięta w kłębek na podłodze, nie rozumiejąc dlaczego roni łzy.

Moje emocje naprawdę wymykają się spod kontroli, co się ze mną dzieje?" . Usiadła na szczycie schodów, z mocnym postanowieniem czekania na przyjście Harry'ego. I tak nie mogłaby zasnąć, ni choćby leżeć w sypialni. Mogła tylko czekać, niezdolna myśleć o nadchodzącym dniu oraz cenie jaką przyjdzie zapłacić za niekontrolowany wybuch emocji. Podczas długich godzin nocnego czuwania, czuła się coraz gorzej. Postąpiła okropnie, ale czy ktokolwiek uwierzy w jej skruchę? Czy ktoś wysłucha? „Wredna pirania jest okropną jędzą, przez którą złe zachowane Rona zostało skandalem, ale strata dziecka to tragedia, chciałam by los jej utarł nosa, ale nie tak".

Nad ranem zasnęła niespokojnym, czujnym snem. Zmęczenie samo zamknęło jej oczy i Ginny nic nie mogła poradzić. Hałas w okolicy drzwi wejściowych natychmiast ją obudził, ale to nie Harry czekał na progu. W niespodziewane odwiedziny przyszedł Alastor Moody oraz Kingsley, najwyraźniej zezłoszczeni. Nie czekało jej miłe powitanie i zdecydowanie nie tak planowała spędzić niedzielę.

- Tu jest awanturnica i przyczyna naszych nieszczęść – warknął Moody – obyś miała dobre wyjaśnienie swego wczorajszego występu. W każdym razie King- zerknął na młodszego mężczyznę - ta oto młoda panna właśnie zrobiła z Zakonu chłopca do publicznego bicia. Gdzie Potter? – zapytał.

- Harry powiedział, że chce nocować u Hermiony. Czyli chodzi tylko o publiczną oceną Zakonu?

- Trzymaj mnie King, bo nie wytrzymam – odparł Moody – Zakon miał za zadanie nie tylko pokonać Voldemorta, ale też patrzeć rządzącym na ręce. Nawet najlepszy Minister potrzebuje czasem szturchnięcia i głosu z zewnątrz. Istnienie opozycji hamuje zapędy dyktatorskie, o ile opozycja ma zdolność do działania. Przez podobne występy pokazujesz nas z najgorszej strony. Idźmy po Pottera, a skoro go tu nie ma nie traćmy czasu.

Ginny zamierzała coś powiedzieć, ale nie zwracali na nią uwagi. Nie zamierzali z nią rozmawiać, ani niczego wyjaśniać. Dlatego pewnie nie rozumiała dlaczego w którymś momencie usłyszała wściekłą matkę. Molly skorzystała z Fiuu by wylądować w kuchni Grimmauld Place. Zazwyczaj spokojna i łagodna gospodyni domowa potrafiła się przemienić w tygrysa szablozębnego. Teraz właśnie nastąpił jeden z tych momentów.

- Wyjaśnij mi moja panno czemu od rana przylatują do nas wyjce, których autorzy obrzucają cię najgorszymi obelgami, nie szczędząc mnie i twojego ojca? Tak się wychowaliśmy, byś wyśmiewała cudzą tragedię i robiła z siebie przedstawienia na spotkaniach?

- Ale mamo o czym ty?

- O twoim wczorajszym występie w Ministerstwie, czegoś ty się nawdychała? Rita Skeeter napisała dość obrazową relację a teraz zlatują co nas wyjce. Jak mogłaś dokuczać kobiecie, która właśnie straciła dziecko? W jakim ty nas świetle stawiasz?

- Ja nic nie wiedziałam – broniła się – powiedziałam tylko, że ta pirania …ta kobieta mogła by mieć więcej dzieci, skoro wyszła bogato za mąż?

- To obcy ludzie i nie nasza sprawa kto i dlaczego z kim się wiąże. Nic nam do tego co robią. Całe życie słyszałam kąśliwe komentarze na temat wielkości naszej rodziny i wiem, jak to boli. A teraz proszę moja rodzona córka wygaduje podobne rzeczy. To jakieś nieszczęście. Najpierw ten oszust Trevor wykorzystał dobre serce Artura i wrobił go we wspieranie Śmieciarzy, teraz ty!

- Kto go wrobił? – zapytała Ginny – w co?

- Artur poznał w pracy pewnego młodego człowieka, który wydawał się rozumieć jego fascynację Mugolami i popierał poglądy. Potem został aresztowany za przynależność do Śmieciarzy, udział w napadach na drobnych sklepikarzy i przedstawił twego ojca jako nieomal wspólnika. Scrimgeour nigdy nie lubił Artura, ale przestrzegał zasad w przeciwieństwie do Knota i swoją niechęć ograniczał do drobnych złośliwości. Jednak oskarżenie o przynależność do grupy przestępczej… Cóż tutaj Scrimgeour nie musiał niczego robić, bo za coś takiego pracownik Ministerstwa od razu traci pracę.

Xxxxxxxx

Hermiona kiepsko spała owej nocy. Była absolutnie wstrząśnięta ową okropną sceną i awanturą. Nie wierzyła, by Ginny była zdolna do tak absolutnie niesprowokowanej złośliwości. To ona nakazała Harry'emu, by wyprowadził żonę zanim dojdzie do nieszczęścia. Już dość się zdarzyło za sprawą złych emocji między ludźmi. Nie miała pojęcia przez co przechodziła Elaine, chociaż zauważyła jej nieobecność i dziwne przygaszenie. Ale, Merlinie wybacz, jak wszyscy zrzuciła winę na przemęczenie i pogodę. Ale czemu tamta nic nie powiedziała? Fakt, parę parzy posprzeczały się o Ginny, czyżby ich przyjaźń zaczynała się rozpadać? Hermiona nie zamierzała równie łatwo składać broni.

Podczas śniadania wydarzenia ostatniego wieczoru stanowiły główny temat rozmów. Pansy oraz Draco prześcigali się w wymyślaniu obraźliwych słów pod adresem Ginny. Zacisnęła pięści, walcząc ze sobą. Była naprawdę rozdarta w swej lojalności, a nie chciała jeszcze bardziej irytować swej nowej rodziny. Draco i Pansy po bliższym poznaniu nie byli tacy najgorsi, ot po prostu wszyscy musieli wyrosnąć ze szkolnej niechęci.

Wczoraj wieczorem znowu się kłócili z Lucjuszem. Ostatnimi czasy ich związek przechodził kryzys, może nie kryzys ale zdecydowanie zbyt często każda rozmowa prowadziła do sprzeczki. Poszło jak zwykle o Ginny, ostatnio prawie zawsze chodziło o nietolerowaną żonę Pottera.

- A więc dlatego Elaine Scrimgeour znikała a potem chodziła dziwnie przybita – skomentował Lucjusz i zwróciwszy się do żony stwierdził – wydajesz się zaskoczona Hermiono, ale przecież na pewno wiedziałaś!

- Elaine mi nic nie powiedziała. Ma chyba do mnie o coś żal, ale nie wiem o co. W jej stanie mogę zrozumieć, nie wyobrażam sobie co musi przechodzić!

-Rufus wspominał mi, że jego żona jest wyraźnie niezadowolona z twojej przyjaźni z Weasleyetką. Broniłem cię tłumacząc wszystko szkolnym sentymentem i ciążowymi hormonami, ale nie zamierzam tolerować. Dlaczego w sporze Elaine z tą prostaczką stajesz po stronie tej łachmaniarki?

- Ginny nie jest łachmaniarką, ja zaś nie zawsze nosiłam jedwabie. Nie musisz aż tak szydzić z osób mniej zamożnych!

- Nie każ mi kwestionować swojej lojalności – wysyczał – i tak słyszę dość na temat mojego mezaliansu, zawsze staję w twojej obronie i oczekuję tego samego. Nosisz nazwisko Malfoy a to oznacza tak przywileje jak obowiązki, nie możemy zadawać się z hołotą jak Weasleye.

- Bieda nie czyni hołotą.

- Sama w sobie nie, ale prostactwo już tak. Poza tym ten dureń Weasley był biedny i wyleciał na zbity pysk z pracy na własne życzenie. Gdyby Ginewra chociaż próbowała zachować się jak kobieta na poziomie, uznałbym twoje zachowanie za szlachetne. Ale ona ostentacyjnie ignoruje zasady i denerwuje ludzi. Nie pozwalam ci na przyjaźń z nią, moja żona nie może być kojarzona ze zwolennikami bandytów. Nie popierasz przecież Śmieciarzy!

- Nie, skąd!

Niestety Lucjusz nie chciał słuchać, że ona rozmawiając z Ginny i imię dawnej przyjaźni ani nie popiera Śmieciarzy, ani zachowania rudowłosej. Hermiona nie chciała zrywać dawnych znajomości tylko z powodu swego małżeństwa, nie chciała by wszystko wyglądało jakby zaczęła ludzi oceniać li tylko po zasobności portfela czy wpływach. Niestety Lucjusz nie przyjmował owego argumentu, Elaine także nie. A ona nie wiedziała już jak do nich dotrzeć, jak przekonywać i jak argumentować. Dopiero zaczynała rozumieć, że pewnych celów nie sposób połączyć.

Przeczytała relację Rity Skeeter, po raz kolejny zaciskając pięści. Hermiona od lat nienawidziła wścibskiej reporterki i jej żerowania na emocjach. Współczuła Elaine, ale nie uważała by podobne akcje i rozmowy mogły w czymś pomóc, ani wesprzeć Rufusa Scrimgeoura. Hermiona jednak nie rozumiała jeszcze w pełni potęgi prasy.

Członkini Zakonu Feniksa szydzi z rodzinnej tragedii!

Wczoraj wieczorem byliśmy świadkami żenującej sceny, z udziałem Ginewry Potter, córki znanego zwolennika przestępczej działalności śmieciarzy, siostry upadłej gwiazdy Ronalda Weasleya oraz żony wojennego bohatera, Harry'ego Pottera. Wszyscy znamy tego grzecznego i uprzejmego młodego człowieka, który nie usiadł na laurach i co więcej nadal walczy o dobro naszych obywateli jako Auror. Jakże musiał cierpieć i przeżywać wstyd oglądając żenujące zachowanie swojej żony.

O wyraźnych tarciach między Ginewrą Potter a panią Elaine Scrimgeour, znaną ze swej elegancji oraz uprzejmości żony Ministra Magii, pisaliśmy nieraz. „Ona nie mogła znieść, że pani Scrimgeour zeznawała jako świadek w procesie rozwodowym swego brata" – mówi Pansy Malfoy – „Ronald prawdopodobnie kradł pieniądze wysyłane przez rodzinę swej byłej żony, a Ginewra nie mogła znieść, że wstydliwy rodzinny sekret wyszedł na jaw. Ona już w szkole była okropnie złośliwa dla swoich koleżanek, podobała się jednak chłopakom przez co wbiła się w dumę" – wyjaśnia młoda i elegancka żona Draco Malfoya. Bywająca regularnie na przyjęciach i bankietach kobieta wyraźnie wskazywała na niestosowny strój i zachowanie Ginewry. My ze swej strony oczywiście rozumiemy pragnienie pięknego wyglądu, ale przecież nie wolno zapominać o zasadach! Ginewra jednak nie rozumie pewnych spraw, a na wszelkie uwagi reaguje agresją. Dlatego też, w najobrzydliwszy sposób, zaatakowała panią Scrimgeour z powodu zwrócenia uwagi na niestosowność czerwonej, mugolskiej sukienki na Zimowy Bal. Uznając krytykę za uzasadnienie zachowania, nazwała żonę Ministra Magii, cytuję słowa pani Malfoy, „wygodnicką panną co woli wydawać pieniądze męża, zamiast rodzić dzieci wzorem Molly Weasley". W dalszej swej wypowiedzi niewybrednie zasugerowała jakoby pani Scrimgeour wyszła za mąż za starca dla pieniędzy.

Była to obrzydliwa, niczym niesprowokowana potwarz. Jak wyjaśniła Pansy Malfoy, zwróciła ona uwagę, że obecność na ministerialnym balu to wyróżnienie a przebywanie w towarzystwie dygnitarzy wymaga określonego zachowania oraz stroju. Krewni i znajomi państwa Scrimgeour określają ich jako niezwykle zgodne i oddane sobie małżeństwo, pomimo ewidentnej różnicy wielu. „Elaine zawsze lubiła starszych od siebie mężczyzn, doskonale czuła się w ich towarzystwie" – wyjaśniła Lavender Brown, była żona Ronalda Weasleya. My ze swej strony, obserwując państwo Scrimgeour na różnych przyjęciach całkowicie przychylamy się do owej opinii.

Słowa Ginerwy były tym bardziej ohydne, że stanowiły kpinę z rodzinnej tragedii jaka dotknęła Ministra Magii oraz jego żonę. Pisaliśmy parę miesięcy temu o zaskakującej nieobecności pani Scrimgeour na oficjalnych uroczystościach. Sam Rufus Scrimgeour tłumaczył zniknięcie małżonki chorobą, ale coś w historii nie pasowało. Prawda okazała się o wiele bardziej smutna. Pani Scrimgeour przeżyła najgorszą tragedię jaką może spotkać kobietę: utrata dziecka, zaś nieobecność była spowodowana paskudnym poronieniem. Jak wyjaśnił potem Minister, obejmując swoją zszokowaną i załamaną atakiem żonę, pragnęli oni przeżyć żałobę w gronie najbliższej rodziny oraz przyjaciół.

Elaine ciężko to zniosła i długo chorowała. Jako mężczyzna mogłem zrobić tylko jedno: chronić ją i otoczyć opieką. Potrzebowała ciszy, by móc godnie opłakiwać nasze dziecko. Wróciła szybko do obowiązków, bo jak mówiła nie może całkiem uciec, ale potrzebowała owej ciszy i spokoju. Nie znajduję wybaczenia dla zachowania Ginewry Potter, tak nie wolno mówić do nikogo. Powody dla których ludzi nie mają dzieci bywają złożone i nie uważam za stosowne tłumaczyć się z nich. Byliśmy gotowi przyjąć nowego członka rodziny z miłością, ale magia zadecydowała inaczej. A teraz proszę mi wybaczyć, muszę się zaopiekować moją żoną" – po tych słowach Minister Scrimgeour wyprowadził swą młodą małżonkę, osłaniając szatą przed wścibskimi spojrzeniami. Teraz już nie mam wątpliwości dlaczego elegancka i taktowna Elaine wybrała statecznego mężczyznę na męża, bo która z nas nie pragnęłaby rycerza osłaniającego przed całym światem?

Ze swej strony pragniemy wyrazić swą solidarność z państwem Scrimgeour oraz wszystkimi ludźmi, których spotkało nieszczęście utraty nienarodzonego dziecka. To właśnie podobne tragedie bywają powodem niechęci do powiększania rodziny, zaś niechęć do mówienie o podobnym nieszczęściu jest całkiem zrozumiała. Tym bardziej dziwi dlaczego kobieta należąca do Zakonu Feniksa, organizacji tak wiele mówiącej o poszanowaniu innych ludzi, nie potrafi uszanować cudzej prywatności. Ludzie nie mają dzieci lub mają ich mało z rozmaitych powodów i nie muszą z tego powodu składać relacji."

Na skutki nie trzeba było długo czekać. Oburzeni czytelnicy wysyłali wyjce, w których obrzucali Ginny najgorszymi wyzwiskami. „Ta kobieta straciła dziecko, żałobę należy uszanować a nie komentować" – brzmiały co łagodniejsze słowa. Inni nie okazali wyrozumienia, zaś wspomnienie o wyczynach Rona oraz jego pijaństwie dodatkowo podgrzewały atmosferę. Hermiona zaś łamała sobie głowę jak powinna zachować się w zaistniałej sytuacji i wybrała najgorszą możliwą opcję.

Xxxxxxxx

Elaine nie pamiętała jak dotarła do domu. Ilość eliksirów na uspokojenie mogłaby uśpić byka a już na pewno ją. Okrutne uderzenie zabolało znacznie bardziej niż typowe dla Ginny, głupawe komentarze. Zazwyczaj zagryzała zęby, nie chcąc się wdawać w awanturę z głupią babą. Jednak samo wspomnienie o zmarłym dziecku wciąż bolało. Ona zaś, z tego powodu, zrobiła z siebie przedstawienie przed obcymi ludźmi, okazała słabość na przyjęciu. Pewnie dlatego miała ochotę zapaść się pod ziemię.

Poczuła miękką, pachnącą wanilią i lawendą poduszkę. Spała w swoim łóżku, w ich łóżku, przebrana w koszulę nocną. Zgadywała, że albo Zwinka albo on osobiście przebrali ją w ten strój. Nie narzekała, chociaż po cichu pragnęła poczuć dotyk swego ukochanego na jawie, niestety odkąd poroniła, stała się dla niego całkowicie aseksualna. Bał się jej dotknąć, rzadko kiedy przytulając. Toczyła beznadziejną walkę z jego wyrzutami sumienia, bez specjalnego sukcesu tłumacząc, że nie zawinił w niczym nie odpowiada za to co się stało.

Spała dość długo, sądząc po jasności promieni słonecznych. Grudniowy dzień był zimny, wręcz lodowaty, ale słoneczny. Nawet przez wysokie okna o grubych szybach mogła słyszeć wycie wiatru za oknami. Cieszyła się, że nie musi wychodzić na zewnątrz. Naprawdę nieomal skakała z radości. W podobną pogodę marzyła tylko by wtulić się w ukochanego, po prostu przytulić jak czynili zanim zdobyli na konsumpcji swego związku.

Nie była sama. Wyczuwała jego obecność pomimo zaspania, uścisk opiekuńczych ramion odganiał od niej wszelkie koszmary oraz zmartwienia. Chyba tylko dzięki niemu nie załamała się po stracie dziecka. Babka Galatea kazała patrzyć na niego i myśleć o nim, zaś jego miłość i bezwarunkowe wsparcie dodawały siły.

Odczuwała lekkie oszołomienie i zawroty głowy, dość typowa reakcja na silne eliksiry. Marzyła by zostać już na dobre w łóżku, ale musiała wstać, choćby z powodu głodu. Był tuż przy niej, tak blisko, że czuła ciepły oddech na swej szyi. Zareagowała instynktownym uśmiechem.

- Nareszcie wstałaś – odparł z uśmiechem - wszystko w porządku?

- Głowa mi szaleje, ale tak – wyjaśniła – a ty? Wszystko dobrze?

- Oczywiście, zejdźmy na śniadanie, nie wiem jak ty, ale ja umieram z głodu.

- Zatem chodźmy przystojniaku - odparła całując go przeciągle.

On jednak szybko się odsunął. Nie chciała by tak od niej uciekał, ale jeszcze bardziej nie chciała by się zadręczał. To było nawet gorsze, świadomość bycia przyczyną zgryzot kochanej osoby. Nic jednak nie mogła zrobić, w każdym razie niewiele. Może z czasem zdoła do niego przemówić.

- Skoro czujesz się lepiej, chodźmy – odparł sucho – to był ciężki wieczór.

- Jeszcze nigdy nie straciłam aż tak nad sobą panowania. Myślałam, że jestem silna, że dam radę. Kiedy jednak to wszystko usłyszałam co ta jędza wygadywała, to mnie przerosło.

- Każdego by przerosło, żona Pottera poniesie konsekwencje. Nie obchodzi mnie kogo poślubiła ta wredna prostaczka, nie ma prawa tak się do ciebie odzywać. Nikomu nie pozwolę tak cię traktować, Potter może być pogromcą Voldemorta, ale nie stoi ponad normami społecznymi!

- Nie sądzę by on to aprobował, nawet Cormac przyznał, że on jest porządnym człowiekiem, to ona… siostra Ronalda za wszystko odpowiada.

- Potter winien pilnować swojej żony, źle o nim świadczy gdy tego nie potrafi. Czy tego chce, czy nie, będzie oceniany przez pryzmat swoich wyborów, a poślubienie prostaczki może mu zaszkodzić.

Po chwili wahania objął Elaine, kiedy schodzili do jadalni. Nawet ślepy, a Rufus ślepy nie był, widział jak bardzo potrzebowała czułości oraz bliskości. Przyjacielskie uściski były całkowicie bezpieczne i właściwe. Pewnie dlatego nie odmawiał jej akurat, uśmiechając na samą myśl o artykule Skeeter. Jako polityk zawsze kombinował jak znaleźć plusy zaistniałej sytuacji, a oczywistym było, że skoro ktoś zranił bliską mu osobę zamierzał zadbać by winowajca odpłacił. Zamierzał o to zadbać, nawet wykorzystując wpływy na „Proroka" i inne gazety. Ostatecznie każdy korzystał z posiadanych możliwości.

Nic dziwnego, że po wszystkim Ginny została persona non grata na ministerialnych przyjęciach. Elaine nie zamierzała nawet udawać uprzejmości i zapowiedziała wprost, że nie wpuści nielubianej kobiety i jak określiła „wytaszczy za kudły". Zgoda nie wydawała się w ogóle możliwa.

Xxxxxxxx

W niedziele popołudnie Hermiona udała się na Grimmauld Place. Chęć odprowadzenia Harry'ego oraz Jamesa stanowiły doskonały powód i wymówkę. Lucjusz nie krytykował jej przyjaźni z Potterem, bohaterem ich świata i pogromcą Voldemorta. Nigdy nawet nie próbował hamować swej niechęci i pogardy wobec Weasleyów, ale Harry'ego traktował inaczej. Nie tylko młody chłopak zabił mordercę Narcyzy, ale był też dziedzicem szanowanych rodów. To wywierało wrażenie.

Hermiona wiedziała, że mąż w głębi serca wciąż opłakuje pierwszą żonę. Chociaż jego pierwsze małżeństwo zostało zaaranżowane przez rodziny, nie brakowało w nim troski i miłości. Jej pamięć pozostała żywa i Hermiona nauczyła się konieczności poszanowania i życia z równie żywym i realnym cieniem przeszłości. Jej własne spotkania z Narcyzą Malfoy nie należały do przyjemnych, ale przecież stały wówczas po przeciwnych stronach. No i nienawidziła wówczas Draco, to zaś nie mogło umożliwić przyjaźni. Mimowolnie dotknęła zaokrąglonego brzucha, czując, że wydrapała by oczy każdemu, kto by podniósł rękę lub zasmucił jej dziecko. Lucjusz by uczynił podobnie, wszak prawie przeklął czarownicę, która długo patrzyła na ciąży brzuch Hermiony. I zrozumiała Narcyzę, jej dawnego wroga i cienia, do którego była już zawsze będzie porównywana. Pierwsza pani Malfoy uchodziła powszechnie za elegancką, szykowną damę, kogoś kim stała się niedawno Elaine. Hermiona uchodziła za ambitnego kopciuszka z plebsu, który upolował księcia. Chociaż status wojennej bohaterki łagodził oceny. A sam Lucjusz nauczył się korzystania z atutów.

Polubiła Grimmauld Place i wciąż miała tutaj swój pokój. Ilekroć czasem wpadała w odwiedziny zawsze mogła liczyć na kubek ciepłego kakao oraz coś pysznego, Stworek o to zadbał. Usiadła na wygodnym, miękkim fotelu i podciągnęła nogi. W obecności Harry'ego nie musiała być damą, coś co nie przychodziło jej równie łatwo co Pansy czy Elaine. Czytała wszystko co tylko wpadło w ręce o etykiecie, ze względu na Lucjusza, ale potrzebowała nieraz odpoczynku. A siedząc w wyświechtanym fotelu, nijak nie pasującym do eleganckiej rezydencji Blacków to mogła osiągnąć.

Harry, z pomocą przyjaciół, przywrócił dom Syriusza do dawnej świetności. Traktował to jako rodzaj pomnika i uhonorowania ojca chrzestnego, który zginął w przededniu dramatycznej zmiany stron Wojny. Jedwabnych tapet już nie pokrywał kurza a kunsztowne mozaiki na podłodze lśniły czystością. Stworek i Zgredek, dwa skrzaty domowe wierne Harry'emu jak mało którzy, prześcigali się w okazywaniu swych umiejętności. Z czasem dołączyła do nich Mrużka, dodając nieco „kobiecej ręki". O tak, teraz Grimmauld Place było całkiem przyjemnym miejscem, zaś srebro i zielenie, dominujące kolory faktycznie miały swój urok i klasę. Mahoniowe meble i podłogi pasowały do przestronnych wnętrz, a srebro rozjaśniało całość. Poprzedni właściciele mieli wspaniały gust, chociaż nieco ciężki i staromodny. Ale Hermiona zaczynała doceniać podobne style.

- Jak się masz? Wczoraj byłeś bardzo wzburzony – zaczęła ostrożnie, popijając kakao.

- Ginny, nie wiem co ją opętało, ale zachowała się okropnie. Nie przyjaźnię się z Elaine jak ty, ale ona wydaje się bardzo w porządku i dorwała Umbridge. Nikt nie zasłużył na takie traktowania, a co jak płakała wychodząc.. żadna kobieta nie powinna tak płakać.

- Elaine jest serdeczną i chętna do pomocy kobietą, całkiem jak Lavender, czasem tylko robi się za sztywna, za bardzo wchodzi w swoją ministerialną rolę. Ale ona jest naprawdę w porządku.

- Wiem – skinął głową Harry – dla mnie zawsze była w porządku i Scrimgeour na dobrą sprawę też, ja zaś winiłem go za błędy Knota, słuchając człowieka, który nas wysłał na śmierć. Kocham Ginny, ale ona czasem nie panuje nad emocjami i rani niewinnych ludzi. Wiem, że nie chce źle, ale krzywdzi innych. Emocje nieraz zaćmiewają, ale jak u ciebie i jak ma się ma mój siostrzeniec lub siostrzenica? – zapytał, patrząc na zaokrąglony brzuch przyjaciółki.

- Bardzo dobrze. Lucjusz chodzi dumny jak paw. – zachichotała – zaś Draco bardzo przeżywa rolę starszego brata. A Ty świeżo upieczony tatusiu?

- James ma charakterek, daje nam popalić. Nie wiem jak on to robi, ale ilekroć chcemy się poprzytulać on zaczyna płakać. – westchnął - Jak to wyczuwa?

- Nie mam pojęcia, ale Lucjusz się załamie jakby tak wyszło z naszym maleństwem. Elaine mi radziła pokój dziecięcy z dala od sypialni, tak samo jak parę niezłych Zaklęć Ciszy.

- To dobre!- ucieszył się mężczyzna - powiedz coś więcej! Ale na pewno nie przyszłaś tutaj rozmawiać na temat takich czarów. Wal śmiało Hermiono.

- Martwi mnie ta afera. Znam Ginny i znam Elaine, obie są mi przyjaciółkami w jakimś sensie. Nie chcę być zmuszona wybierać między nimi.

- Rozumiem – westchnął Harry – i ja bym wolał zgodę, ale cóż próbuj.

I Hermiona próbowała. Postanowiła zgodzić się na rolę rozjemcy, chociaż brakowało jej ku temu tak zdolności i doświadczenia. Nie rozumiała jednak jak ciężko jest wejść między zwaśnione strony i jak mocno można przy okazji oberwać. Była inteligentną, młoda kobietą, jednak nie rozumiała, że nie może zachować przyjaźni dwu zwaśnionych stron. Ale ta wiedza nadeszła dopiero z czasem.

Xxxxxx

Elaine przeczytała artykuły, omawiające zdarzenia na Balu Zimowym. Ku swej nieopisanej uldze zauważyła dość dobre dla siebie komentarze oraz reakcje. Mimo to świadomość okazanie słabości publicznie zepsuły nieco świąteczny nastrój. A miała powody do radości! Spędzała ten czas razem z mężem i synem, szczęśliwa, chociaż wciąż przeżywająca żałobę. Nie mogła jednak być całkiem smutna, skoro otaczała ją miłość.

Pierwszy dzień świąt spędzili tylko we trójkę. Jak wyjaśniła najbliższym chciała pobyć sam na sam ze swoim ukochanym, co biorąc pod uwagę ile czasu spędzał z pracy nie było łatwe. Rozumiała konieczność pracy i trud zarządzania całym rządem, ale zazdrośnie i pazernie marzyła by mieć go czasem tylko dla siebie. Zresztą na drugi dzień zaplanowała serię spotkań i obiadów. Nie, niczego nie odwołała, chociaż parę osób pytało czy dobrze się czuje i na pewno da radę.

- Na śniadania przyjdzie rodzina zaś na obiad przyjaciele, nie mam powodów do strachu – zapewniła.

Zaprosiła rodziców, wujostwo, babkę oraz Lavender. Najbardziej pragnęła porozmawiać z kuzynką, mając dla niej niespodziankę, coś w sam raz na święta. Jako dumna gospodyni stała w salonie, ubrana w długą jasną szatę. Spędziła sporo czasu ubierając oraz wybierają choinkę. Lubiła stonowane barwy i wyraźny styl ozdób, nie zaś chaos. Złoto i czerwień idealnie ocieplały atmosferę, zwłaszcza obok płonącego ognia na kominku. Dumna ze swego dzieła patrzyła na drzewko, zaś aprobata męża stanowiła dodatkową radość.

- Doskonała robota – skinęła głową babka – nigdy nie rozumiałam idei rodzinnego ubierania choinki, wolałam elegancję, nie chaos. Cieszę się widząc cię w dobrym zdrowiu i nastroju, już lepiej?

- Tak, nie mogę być całkiem nieszczęśliwa mając obok siebie tyle szczerych i kochających serc. Mama widzę uwielbia wnuka – wskazała na Valerie.

- Każda z nas tak ma – odparła Galatea – najpierw szalejemy na punkcie dzieci a potem wnuków, sama zobaczysz.

- Zgoda, mogłabym godzinami rozmawiać z Oktawiuszem i przysięgam, że patrzy na mnie i nieomal odpowiada. A jak jeszcze spotkamy Lavender a ona przyjdzie z Rose, to w ogóle tracimy kontakt z rzeczywistością. Rufus powtarza, że wyglądamy wówczas uroczo.

- Jest dobrym ojcem i mężem – skinęła babka – czy rozmawiał z tobą o powiększeniu rodziny?

- Nie – odparła Elaine ponuro – nawet mnie nie dotyka, ale nauczyłam się z tym żyć. Ważniejsze bym mogła się cieszyć jego miłością i bliskością.

Patrzyła z uśmiechem na rodzinę. Miała duży dom i mogła ich zaprosić. Lavender przyszła z Rose, która bawiła się z Oktawiuszem na dywanie. Obie matki uważnie obserwowała dzieci, najwyraźniej szczęśliwe ze swojej obecności. Wszystko było w najlepszym porządku.

- Mam coś dla ciebie – szepnęła podając kuzynce zawiniątko – powinno pasować idealnie.

Młodsza z kobiet odpakowała przyjemny, świąteczny papier. Krzyknęła z zachwytem widząc prostą, ale elegancką szatę w srebrnym kolorze. Uściskała drugą z wdzięcznością, wybiegając do łazienki by się przebrać. „Cormac będzie zachwycony, jeśli na ciebie spojrzy, musisz zostać na wieczór, zaprosiłam go" – zapewniła Elaine.

Lukrecja wyściskała swoją bratanicę, słysząc rozmowę dziewcząt. Rodzinna lojalność może ich zaprowadzić naprawdę daleko i wysoko. Dlatego wszyscy kibicowali Lavender, by ta mogła już oficjalnie spotykać się z młodym człowiekiem z dobrej rodziny. O takim zięciu marzyli państwo Brown, a babka Galatea tylko posyłała wszystkim zagadkowe uśmiechy.

Lavender spędziła prawie całe popołudnie na przygotowaniach. Nie ukrywała swego zainteresowania rówieśnikiem, nic dziwnego, że pragnęła wyglądać dla niego idealnie. Zaczęła też traktować swoją kuzynkę jako wyrocznię w sprawie mody oraz makijażu, czując potrzebę zmiany wizerunku po głośnym rozwodzie. Zniknęła dawna Lavender lubiąca krótkie różowe spódniczki, zastąpiona przez o wiele bardziej stonowaną młodą damę. Cormac wyraźnie ją komplementował. Tak też było owego wieczoru.

W którymś momencie młodzi postanowili wstać by „rozprostować nogi" jak wyjaśnili. Pozostali wymienili porozumiewawcze spojrzenia, nawet Percy uśmiechnął się promiennie. Brał ślub w Nowy Rok i teraz właśnie czynił ostatnie przygotowania do wielkiego dnia. Podczas powitania Audrey wylewnie dziękowała za zaproszenie, chcąc chociaż na chwilę uciec od swej niezmiernie zdenerwowanej i podekscytowanej matki. Fakt, że poślubiała mężczyznę, któremu wszyscy wróżyli wspaniałą karierę budził wielką radość w rodzinie McKinnon, w dużej mierze podzielającej poglądy krewnych Elaine i Lavender. Percy'ego wprost nazywano protegowanym Ministra Scrimgeoura, a wręcz nieomal przyszywanym synem. Był zdecydowanie pożądanym kandydatem na zięcia.

Cormac popijał grzane wino, patrząc konspiracyjnie na zawieszoną jemiołę. Nawet nie zastanawiał się nad lokalizacją ozdoby, mogąc zgadnąć czemu wylądowała właśnie tam. On poznał różne sztuczki na kursie Aurorów. Podchwycił wyraźnie ubawione spojrzenia wujka oraz Bertiego Higgsa, po czym niewerbalnie rzucił Accio.

- Zauważyłaś gdzie stoimy? – szepnął ignorując salwy śmiechu znad stołu.

- Widzę – odparła Lavender unosząc wzrok, nie komentując dlaczego jemioła zmieniła położenie.

- A wiesz co to oznacza?

- To, że musimy przerwać rozmowę – zachichotała.

I tak uczynili. Ich usta spotkały się w długo wyczekiwanym, gorącym pocałunku. Dość szybko zapomnieli o reszcie gości, niewątpliwie uważnie ich obserwujących. Przecież czyż może być coś piękniejszego niż świąteczna miłość? Lavender uśmiechnęła się promiennie, ale nie aż tak entuzjastycznie, pamiętając rady kuzynki. Kiedyś uważała swoją wiecznie zarumienioną kuzynką za ostatnią osobę mogącą radzić w sprawie związków, ale zmieniła zdanie. To nie Elaine rozwiodła się w atmosferze skandalu, zaś dojrzałość i opanowanie najwyraźniej pomagały w znalezieniu dobrego mężczyzny.

Jak można przewidzieć, reszta okresu świątecznego minęła nieomal bez zgrzytów i problemów. Tym na razem na Balu u Malfoyów nie doszło do żadnego żenującego skandalu, ponieważ naczelny awanturnik przebywał wciąż w świętym Mungu i miał wyjść na wiosnę. Lucjusz wyraźnie powiedział, że nie życzy sobie obecności Ginny, która dostała wyjce po ostatniej publikacji Rity Skeeter.