Silla umył sobie dodatkowo język, jak tylko znalazł się wieczorem w pokoju. Oddano mu do dyspozycji gościnny apartament na parterze Pałacu, na wszelki wypadek w bezpiecznej odległości od pokojów królewskich, które znajdowały się daleko, na wyższych piętrach. Elektryczna poduszka podgrzała mu kołdrę, a w kominku zapalono, zanim się zjawił, wciąż jednak było mu zimno, jak na latynosko-greckie standardy, do których przywykł.

Złożył w kącie zbroję, w której miał tylko się przejść przed ucztą, żeby niejako dowieść, że ją ma, czy że sytuacja jest doniosła. Natychmiast potem wskoczył w sweter z wełny z alpaki – takie produkowała jego rodzinna firma. Były niezawodne, bo przy relatywnej cienkości trzymały ciepło bardzo dobrze. Z podróżnego plecaka Silla wyciągnął konsolę, żeby zagrać w pokemony na dywanie przed kominkiem, zanim jednak to zrobił, coś przyciągnęło jego uwagę, przez szósty zmysł. Instynktownie spojrzał na białą firanę do podłogi – przy tej długości musiał za nią być balkon, nie okno. Poszedł zajrzeć za firanę i rzeczywiście zobaczył coś niezwykłego.

Za szybą siedział cierpliwie duży biały wilk. Siedział i patrzył w górę na niego, a może na klamkę, żółtymi okrągłymi ślepiami. Silla przykucnął, równając się z nim wzrokiem. Zwierzę zastrzygło uszami. Generał zdecydował się otworzyć szklane drzwi. Ciepło uciekało ze sprawiającym przykrość świstem, kiedy czekał na reakcję wilka. Ten w końcu wszedł i znowu przykładnie siadł, tym razem za zamkniętymi drzwiami. Zamiótł jednokrotnie puchatym ogonem po podłodze. Miał czyste, jednorodne futro.

Silla nie zastanawiał się, skąd się wziął. Stałoby się tak, gdyby pchał się tu człowiek, jednak ze zwierzętami miał zupełnie inną linię porozumienia.

– Łuł-łuu! – zagadnął cicho wilk.

– U-lu-łu! – improwizował Silla.

Wilk był zaskoczony, że odpowiedział, i nie tak, jak większość ludzi, którzy starają się powtórzyć po zwierzęciu ten sam dźwięk, ale Morski Generał wymyślił coś swojego. Coś bez sensu i z akcentem, ale zawsze.

– Jesteś piękny – powiedział Silla półgłosem, niskim jednostajnym tonem, który był neutralny dla zwierząt. Wyciągnął rękę, żeby go pogłaskać.

Wilk przez moment nadstawił ucho, ale wycofał się z powrotem.

– Dzięki. Ty też nie ostatni – stwierdził, przez co Silla natychmiast się odsunął. – Nie przestrasz się.

Biały wilk zaświecił się od energii kosmicznej, po czym zamienił w człowieka. Chłopaka mniej-więcej w jego wieku, w niebieskim niby-fraku, częściowo ozdobnym, ale jednak z kapturem i na zamek błyskawiczny.

Silla wzdrygnął się.

– Cholera, ten koszmar mnie nie opuszcza…! Czy wszystko, czego dotknę, przemieni się w faceta?

Tamten się zaśmiał.

– Nie, tylko ja! Nazywam się Fenril, jestem Świętym Wojownikiem Epsilon. Wybacz późne najście, ale chciałem sam zobaczyć, coście za jedni – usadowił się w siadzie skrzyżnym tak płynnie, jakby nie wiedział o istnieniu mebli, a jego miejsce było od zawsze na podłodze. – Zawsze delegują Syda, ale on nikogo nie lubi, na pewno by twierdził, że Generałowie są okropni. Ty rozumiesz zwierzęta, więc nie możesz być TOTALNIE zły. A przynajmniej wilki.

– Miałem wilka – przyznał Silla, pozostając 3 kroki dalej.

– Już nie masz?

– Klara była stara, kiedy ją wziąłem, nie mogła polować. Już nie żyje, ale zdążyła mieć młode.

– Wychowałem się ze stadem wilków. Alfa poświęcił się, żebym mógł odrodzić się po wojnie. Od teraz jesteśmy jednym, tak jakby. To jego widziałeś. Nie możemy się spotkać, ale jesteśmy zawsze razem. To trochę ja, ale nie ja.

– „Czyli nie tylko my mamy wśród siebie świra z rozdwojeniem jaźni" – pomyślał Silla. A Fenril powiedział:

– Wiesz, co mi się podoba w królestwie Posejdona? Ta wasza eko-sprawa. Nie chodzi tylko o jakieś podboje, ale staracie się coś naprawiać. Powiem królowi, że jak dla mnie, jesteście okej.

– Dzięki, dziwny nocny nachodzicielu – parchnął Silla, uśmiechając się w końcu odrobinę. – Mi się podobają wasze statki, życie na morzu… ale z solą moglibyście przystopować.

– A tam, ja nigdy nie soliłem – machnął ręką Fenril. – To takie pozostałości tradycji sprzed konserwowania. Poza tym, „słodycze dają zbytek, a zbytek powoduje słabość…", bla bla, wikińskie paplanie. Okej, ja się zbieram, dobranoc! Zapisz sobie do mnie numer, jakby Syd się o coś czepiał.

Kiedy Fenril wyszedł balkonem, Silla upewnił się, czy dobrze za nim zamknął.

0000000000000000000000000000