ODCINEK 52: POWIETRZNY POJEDYNEK.
Wędrowaliśmy polną drogą. Z prawej strony rozciągał się gęsty las, z lewej zielone łąki, nad nami świeciło słońce, było ciepło i przyjemnie i wszyscy byliśmy w świetnych humorach... No prawie wszyscy.
- To niesprawiedliwe. Jak wędrujemy zwykłymi trasami, to nie spotykamy żadnych fajnych i rzadkich stworków. Żeby się na jakiegoś natknąć, to trzeba wędrować przez tereny chronione, ale tu z kolei nie można łapać Poków. - mina Clair wyrażała znudzenie i zniecierpliwienie. W sumie to nie dziwne, bo jak dotąd nie spotkaliśmy żadnego Pokemona godnego większej uwagi.
- Znowu narzekasz. Przecież ustaliliśmy, że wędrujemy przez Tucholski Park Krajobrazowy, bo tak będzie szybciej. - zwróciłem dziewczynie uwagę. Ta tylko spojrzała na mnie i wzruszyła ramionami.
- Właściwie coś mi tu nie gra. Gdy robiliśmy naradę, twierdziliście, że jest tu bardzo dużo różnego rodzaju Poke-Ptaków, a tymczasem od rana nie tylko nie spotkaliśmy żadnego latającego stworka, ale w ogóle praktycznie nikogo nie spotkaliśmy.
- Tak, trochę to dziwne. Na szczęście niedługo powinniśmy natrafić na jakąś strażnicę, więc pewnie czegoś się dowie...
Dalsze słowa Maxa przerwał głośny skrzek i nagle zobaczyliśmy, jak kilkadziesiąt metrów przed nami z lasu wyleciała gromada jakiś Pokemonów i szybko zbliżała się w naszym kierunku.
- A im o co chodzi? Absol, do mnie. - Clair wyglądała na zdenerwowaną. Jej podopieczny, dotychczas swobodnie biegający przed lub za nami, teraz stanął przy swojej trenerce mocno zaniepokojony.
- Charmeleon, przygotuj się. Hej Max, czy walka z Pokami w takiej sytuacji jest dozwolona? - spytałem młodego trenera.
- Trudno stwierdzić. Jesteśmy na terenie chronionym i teoretycznie nikt nas tu nie powinien atakować, ale ta banda chyba nie ma przyjaznych zamiarów.
Skrzecząca gromada zbliżyła się do nas, teraz łatwo było już rozpoznać, że to Spearowy, pospolite ptaki, znane z dość nerwowego charakteru. Nagle jeden z nich odłączył się od stada, szybko podleciał do Absola i dziobnął go, nim stworek zdążył zareagować.
- O nie, tego już za wiele. Dobra, one zaczęły, ale my skończymy. - po tych słowach Clair wypuściła pozostałych podopiecznych. Wartortle widząc tłum latających przeciwników spojrzał na trenerkę i krytycznie pokręcił głową.
- Hej, tym razem to one zaczęły... Auć. - następny Sperarow zaatakował, tym razem dziobiąc dziewczynę w głowę. Właściwie ja i Max też zaczynaliśmy mieć kłopoty, gdyż Poke-Ptaki coraz częściej i szybciej podlatywały do nas, starały się dziobnąć mocno i boleśnie, po czym wracały do stadka, które latało jakieś dwa metry nad nami.
- Chyba czas na walkę... - mruknąłem, unikając kolejnego ataku i wypuściłem Kadabrę i Brelooma. Max wypuścił Nuzleafa i Ivysaura i zaczęliśmy pojedynek.
- Wartortle staraj się zestrzelić je wodą, Stantler usypiaj, Absol - Szybki Atak i Rozcinanie, Aron - Metalowy Szpon, a jak jakiś spadnie to Tratowanie!
- Clair nie rób sobie tutaj regularnej bitwy. - zwróciłem uwagę dziewczynie, po czym poleciłem Pokom walczyć jak uznają za stosowne, byleby tylko nie zmasakrowały za bardzo Spearowów.
- Nuzleaf - Naturalna Moc, Ivysaur - Ostre Liście i Usypiający Proszek. Wiesz Tori, może i jesteśmy na terenie Parku Krajobrazowego, ale nie przesadzaj. To stado nas zadziobie jeśli... - tu Max zręcznie uniknął kolejnego Poke-Ptaka, który bardzo chciał go dziobnąć - Jeśli ich nie przekonamy, że to zły pomysł.
Młody trener miał rację. Banda, która nas zaatakowała była natrętna i nie chciała się odczepić. Wprawdzie sporo Poke-Ptaków uśpionych pospadało na ziemię, ale również znaczna ich ilość nadal latała w powietrzu, atakując od czasu do czasu. Walka trwała jakieś dziesięć minut i niestety wyglądało na to, że napastnicy zaczynają zdobywać przewagę.
- Chyba trzeba wezwać wsparcie... - mruknąłem, sięgając po PokeBalle z Loudredem i Sneaselem, gdy nagle dostrzegłem, że na granicy lasu coś się dzieje. Spearowy też to zauważyły, bo przestały atakować i teraz krążyły nad nami, obserwując drzewa, między którymi...
- Może się mylę, ale tam chyba walczą dwa Poke-Ptaki. - stwierdził Max.
Po kilku chwilach walczący wypadli z pomiędzy drzew i teraz było już dokładnie widać, co się dzieje. Duży brązowy ptak z długim dziobem i czerwonym grzebieniem walczył z innym ptakiem, podobnym do sporej sowy.
- To chyba Fearow i Noctowl... - zaryzykowałem stwierdzenie.
- Noctowl? A one przypadkiem nie śpią za dnia i nie latają nocą? - spytała zdziwiona Clair.
- Wiesz, dla nas lepiej, że ten tutaj nie spał. Jeśli dobrze mi się wydaje, Spearowy przeprowadziły na nas zorganizowany atak, a ich szefem jest nie kto inny, jak ten tam właśnie Fearow. - powiedział młody trener i wyglądało na to, że ma rację, gdyż nasi napastnicy zupełnie przestali zwracać na nas uwagę i teraz uważnie obserwowali pojedynek. Nawet uśpione Poke-Ptaki, gdy tylko się przebudziły i zorientowały w sytuacji, dołączały do stada i wraz z nimi obserwowały walkę.
Nagle Fearow mocno dziobnął przeciwnika, a atak okazał się na tyle poważny, że Poke-Sowa zaczęła spadać na ziemię. Na szczęście w ostatniej chwili Noctowl machnął parę razy skrzydłami i spowolnił upadek. Długodzioby Pokemon głośno skrzeknął i wyglądało na to, że przygotowuje się do decydującego ciosu, ale na to nie mogłem pozwolić.
- Charmeleon, Ognisty Strumień! - poleciłem. Jednak, gdy tylko jaszczurka wystrzeliła płomienie ognia, zostały one zatrzymane przez jednego ze Spearowów, który jak żywa tarcza zablokował atak. Tymczasem Fearow zaczął szybko pikować, na leżącego na ziemi przeciwnika.
- Kadabra...
"Wiem... Właściwie od tego... Powinieneś zacząć." - nim skończyłem wydawać polecenie, Pok już wiedział, co ma zrobić. Wykonał łyżką kilka ruchów, po czym skierował ją na Poke-Ptaka i uderzył w niego Konfuzją. Fearow skrzeknął głośno i spadł obok Noctowla. Szybko jednak wstał, spojrzał na nas groźnie, po czym wydał kilka komend swojej "armii" i odleciał w stronę lasu, a stado Spearowów za nim.
- Ufff... No i po bitwie. Ale co to za pierzak przyszedł nam z pomocą? - odetchnęła z ulgą Clair, teraz uważnie przyglądając się Poke-Sowie leżącej kilka metrów od nas. Tymczasem Pokemon doszedł do siebie, po ostatnim ciosie Fearowa, powoli wstał i spojrzał na nas pohukując.
- Em... Chwileczkę. - powiedziałem i sięgnąłem po PokeEncyklopedię.
- Tori, co z ciebie za przyszły Mistrz Pokemon, jak nie rozumiesz, co się do ciebie rozmawia? - spytała złośliwie Clair.
- Taki jak każdy inny. Nie sądzę, żeby na świecie był człowiek potrafiący dogadać się z każdym Pokiem. - powiedział Max
- Nie ma takiego? To co to za mistrzowie... No dobra, o co temu pierzastemu chodzi?
- Generalnie wygląda na to, że ten Fearow i jego banda pojawili się tu jakiś tydzień temu i od tego czasu szaleją po całym parku, przeganiając inne stworki. Niestety Strażnicy Pokemon, nie mogą z tym nic zrobić, gdyż zgodnie z prawem, ochrona przysługuje wszystkim Pokom, mieszkającym na terenie Tucholskiego Parku Krajobrazowego, nieważne, czy taki Pok jest rzadki czy nie. - wyjaśniłem.
- Czyli po raz kolejny okazuje się, że instytucja zwana Ligą Pokemon, jak również ci ich strażnicy są mocno niedopracowaną organizacją. - skomentowała Clair.
- Ciekaw jestem, jak ty byś to zrobiła. - mruknąłem na tyle cicho, aby dziewczyna nie słyszała mojej uwagi. Tymczasem Noctowl zamachał parę razy skrzydłami, wzniósł się w powietrze i pohukując poleciał przed siebie, oglądając się na nas.
- Niech zgadnę... Chce, żebyśmy za nim poszli? - spytała ironicznie Clair.
- No widzę, że dobrze rozumiesz mowę Pokemonów, będzie z ciebie świetny trener. - odparłem. Dziewczyna chciała się jakoś odciąć, ale Max jej przerwał.
- Tym razem chyba nie mamy czasu na wasze dyskusje. Chodźcie, trzeba się dowiedzieć, czego ten Noctowl chce. Być może będziemy mogli jakoś pomóc w rozwiązaniu problemu z tymi latającymi chuliganami.
Zgodziliśmy się z młodym trenerem i po zawróceniu większości Pokemonów (jak zwykle poza PokeBallami zostali tylko Absol, Charmeleon i Gloom), udaliśmy się za Poke-Sową.
Po godzinie szybkiego marszu dotarliśmy wreszcie do strażnicy. Przed domkiem siedział młody Strażnik Pokemon i uważnie obserwował nasze nadejście.
- Czołem Panie Władzo. Wiesz, że masz latające szkodniki w parku?! - krzyknęła na powitanie Clair.
- Naprawdę mogłabyś czasem się zastanowić, nim coś powiesz. - mruknąłem. Tymczasem Max, widząc zdziwione spojrzenie strażnika zaczął wyjaśniać, co nas spotkało.
- Ach tak, czyli ludzi też atakują. No to problem... - skomentował wszystko chłopak, gdy młody trener skończył wyjaśnienia. Rozejrzawszy się za Noctowlem, dostrzegłem Poka, siedzącego na pobliskim drzewie i obserwującego wszystko.
- Ten Pokemon to należy do ciebie? - spytałem - Właściwie, on nas tu przyprowadził.
- Noctowl? Nie, on jest, czy raczej był kimś w rodzaju przywódcy latających Pokemonów z okolicznych lasów. Gdy Spearowy się pojawiły, starał się bronić swoich towarzyszy, przed ich atakami. Niestety przewaga liczebna zmusiła go do kapitulacji. Teraz od czasu do czasu atakuje ich szefa, ale ma za mało doświadczenia w walce, aby coś zdziałać.
- A ty nie mógłbyś go jakoś potrenować, czy też normalnie wydawać mu polecenia podczas walki? - spytała Clair, przyglądając się Poke-Sowie. Po chwili dodała - A w ogóle ten pierzak to rzadki jakiś?
- Jesteś na terenie Parku, tutaj nie można łapać Pokemonów. No i też właśnie dlatego, nie mogę pomóc Noctowlowi. - westchnął Strażnik.
- Czyli krótko mówiąc, Poki mogą rozrabiać i nikt nie jest w stanie niczego z nimi zrobić? Heh, też mi Strażnicy Pokemon. A swoimi stworkami pewnie nie możesz Spearowów atakować, bo to wbrew przepisom? - widząc potakiwanie chłopaka trenerka głośno westchnęła.
- Banda cwaniaków. Myślą, że są silne, bo nikt ich tknąć nie może... - zacząłem się zastanawiać, co możemy zrobić. Poke-Sowa zapewne sprowadziła nas tutaj z nadzieją, że jakoś przekonamy Strażnika Pokemon do pomocy. Niestety chłopak miał rację, przepisy są przepisami i nie należy ich łamać, a przynajmniej jemu nie wypada tego robić.
- A właściwie, dlaczego Noctowl tak często atakował przywódcę Spearowów? - zapytałem.
- Cóż, to bardzo proste. W wypadku Spearowów występuje coś, co można nazwać "kultem przywódcy". Ptak, który dowodzi stadem jest zwykle najsilniejszy, w tym wypadku to nie dziwne, w końcu jest ewolucją. Jednak, jeśli szef zostanie pokonany w walce przez innego Poke-Ptaka, wtedy może on objąć dowodzenie. Właśnie w ten sposób Noctwol chce rozwiązać problem ptasiej bandy. Niestety jak dotąd nie wygrał żadnego pojedynku. - wyjaśnił strażnik.
- Rozumiem. A jakbym ja pokierował jego atakami podczas walki? Bez łapania, po prostu bym mu mówił, co ma robić. - zaproponowałem.
- Właściwie to całkiem niezły pomysł. Myślałem tez o tym, ale niestety jestem Strażnikiem Pokemon i bałem się ryzykować, walczyć stworkiem, który nie jest tak naprawdę mój i...
- Dobra, dobra. Teraz tak, Toriś, pamiętaj co powiedziałeś. Kierujesz atakami Poka i to wszystko, nie łapiesz ani nic, bo inaczej się zdenerwuję. Nie możesz się dorobić dwóch nowych Pokemonów w mniej niż tydzień, no.
- Tak Clair, rozumiem. Na razie nawet nie wiem, czy on zechce, żebym kierował nim w czasie walki. - to mówiąc wskazałem na Noctowla, który nadal siedział na drzewie, przysłuchując się naszej rozmowie. Wreszcie sfrunął na ziemię, wylądował przede mną, a po kilku chwilach uważnego obserwowania kiwnął głową, na potwierdzenie, że się zgadza.
- No to chyba po problemie. Jakby wynikły jakieś kłopoty, to zaświadczę, że Poka nie złapaliście i jest całkowicie wolny. - stwierdził Strażnik Pokemon.
- Dziękujemy, tylko... Co teraz? - spytał Max, przyglądając się mi i Poke-Ptakowi.
- Cóż, widziałem już Noctowla w akcji i wiem, że jest silny. Niestety Fearow też do słabych nie należy. Zobaczmy... - to mówiąc wyciągnąłem PokeEncyklopedie, nakierowałem jej czujnik na Poke-Sowę i już po chwili znałem wszystkie ataki Pokemona.
- Fiuuu... Ten pierzak jest silniejszy niż wygląda. - mruknęła Clair, zaglądając mi przez ramie na monitorek urządzenia.
- Taaak... Dobra, chyba wiem już jak pokonać Fearowa. - powiedziałem, przestudiowawszy najczęstsze ataki naszego przeciwnika.
- Czyli teraz pozostaje tylko znaleźć bandę ptasich chuliganów. - stwierdził Max.
- A z tym nie będzie problemu. Tori, wypuszczaj Żółtka.
- To nie będzie potrzebne Clair. - odparłem, wskazując na las, gdzie w odległości kilkuset metrów zebrało się spore stado jakiś Poke-Ptaków i szybko zaczęło zbliżać się w naszą stronę.
- Nadlatują... Często cię atakowały? - spytał Max Strażnika Pokemon.
- Nie, ani razu. Właściwie im chyba bardziej chodzi o was, niż o mnie. - rzekł chłopak, nieco nerwowo spoglądając na zbliżającą się bandę Spearowów.
- Taaa... Zapewne szefuńciowi nie spodobało się oberwanie Konfuzją. No Toriś, działaj! - zachęciła mnie Clair.
- Tak, cóż... Noctowl, jesteś gotów? - spytałem Pokemona, a ten tylko zahukał parę razy i wzbił się w powietrze oczekując na przeciwników.
- Mam tylko nadzieję, że zdążymy z nimi pogadać, nim nas zaczną atakować. - mruknąłem jeszcze.
Max, Clair, strażnik i Poki stanęli z boku, w pobliżu wejścia do strażnicy, ja zaś oczekiwałem na przeciwników, a gdy od Spearowów dzieliło mnie mniej niż pięćdziesiąt metrów zakrzyknąłem:
- Słuchajcie, Noctowl chce walczyć z waszym szefem o przywództwo w stadzie! Dawajcie go tutaj, albo odejdźcie!
Kilkadziesiąt Poke-Ptaków na początku wydawało się nie zwracać uwagi na mój okrzyk i nadal leciało przed siebie. Nagle rozległ się głośny skrzek i spomiędzy nich wyleciał Fearow. Na jego widok Poke-Sowa wydała kilka głośnych pohukiwań, na które odpowiedziało jej kilka skrzeknięć.
- Chyba się udało. - mruknął Max. I faktycznie Spearowy odleciały na bok, pozwalając, aby ich przywódca podleciał blisko Noctowla. Poke-Ptaki "pogadały" jeszcze przez chwilę, a wreszcie oba wydały coś, co zabrzmiało jak "okrzyk bojowy" i ruszyły na siebie.
- Uniknij pierwszego ataku, a potem użyj Hipnozy! - poleciłem.
Na szczęście Poke-Sowa była równie zwinna jak przeciwnik i niemal w ostatniej chwili uniknęła długiego i ostrego dzioba Fearowa. Następnie Noctowl zaczął machać równomiernie skrzydłami i wpatrywać się w oczy drugiego Poke-Ptaka. Ten jednak, widząc, co się dzieje skrzeknął głośno i szybko wzniósł się w górę.
- Dobra... Postaraj się użyć Przewidywania.
- Hę? Co to za atak? - spytała Clair.
- Jeśli jest skuteczny, ułatwia unikanie ataków przeciwnika. Pokemon, który go zastosuje, jakby wyczuwa skąd może nadejść zagrożenie. - wyjaśnił Max.
Tymczasem Fearow przestał się wznosić i teraz wyglądało na to, że namierza Noctwola, który błysnął kilka razy oczami.
"Dobrze, Przewidywanie zadziałało. Tylko co dalej..." - zacząłem intensywnie myśleć, jednak nie miałem wiele czasu. Przeciwnik właśnie ruszył do ataku i z błyskawiczną prędkością zbliżał się do Poke-Sowy.
- Tori uważaj, to chyba jest WiertłoDziób! - krzyknął Max. Niepotrzebnie zresztą, bo tego to i ja się domyśliłem. Potężny atak latających Pokemonów, którego bardzo trudno uniknąć. Ale po co unikać...
- Sparujesz go Odbiciem! - poleciłem.
Noctowl zahukał parę razy, po czym wytworzył przed sobą coś, co wyglądało jak zielonkawa mgiełka, a następnie spokojnie czekał na atak.
- Hej Tori, jesteś pewny tego, co robisz? - spytała zaniepokojona Clair.
- Tak, jeśli wszystko pójdzie zgodnie z planem, to...
W tej właśnie chwili rozpędzony Fearow uderzył w mgiełkę, która jakby odepchnęła Poka, a następnie znikła.
- Świetnie, teraz szybko Hipnoza!
Miałem nadzieję, że przeciwnik jest na tyle skołowany, że tym razem nie zdoła jej uniknąć. Miałem rację. Noctowl znów zaczął równomiernie machać skrzydłami i wpatrywać się w oczy Fearowa i tym razem atak się udał. Duży Poke-Ptak zamrugał kilkakrotnie oczami, po czym zasnął i zaczął spadać. Spearowy podleciały do niego, chcąc obudzić swojego szefa, czy chociażby spowolnić jego upadek, jednak udało się im tylko to drugie. Przywódca Poke-Ptaków spadł na ziemię, ale nawet to go nie obudziło.
- No to chyba się udało. - stwierdziłem.
Poke-Sowa natomiast wylądowała obok uśpionego przeciwnika i głośno zaczęła hukać.
- Jeśli się nie mylę, to właśnie ogłasza, że jako zwycięzca nie chce obejmować przywództwa, ale pod warunkiem, że cała banda wyniesie się z tych terenów. - przetłumaczył strażnik.
- Czyli problem rozwiązany... Tylko nadal nie rozumiem, czemu nie mogłeś tego zrobić samodzielnie. Wy to nieprzydatni jesteście i tyle. - skomentowała wszystko Clair, na koniec krytykując Strażnika Pokemon.
- Dobrze radzę nie próbować wchodzić z nią w dyskusje. - powiedziałem szybciej niż chłopak, chcący jakoś się obronić.
- Gratuluję Tori, kłopoty rozwiązane. - rzekł Max, wskazując na Fearowa, który właśnie doszedł do siebie, skrzeknął parę razy i wraz ze stadem wzniósł się w powietrze i odleciał. Na placu boju pozostał tylko Noctowl, który chwilę obserwował oddalającą się ptasią bandę, a wreszcie spojrzał na mnie i zahukał pytająco.
- O nie, nie chcę wiedzieć, co on mówi. Zaraz naprawdę się zdenerwuję. - zaczęła narzekać Clair, ja zaś spokojnie sprawdziłem w PokeEncyklopedii o co chodzi, po czym zapytałem:
- Jesteś pewny? Podobno zarządzałeś Poke-Ptakami z tych lasów, czy poradzą sobie bez ciebie?
- "Będą musiały. Ostatecznie to przez to, że wszyscy liczyli na mnie, musiałem sam walczyć z tą ptasią bandą." - przeczytałem tłumaczenie.
- W takim razie witaj w drużynie. - to mówiąc sięgnąłem po PokeBall. Poke-Sowa zahukała jednak protestująco.
- "Jeśli mogę, wolałbym latać poza tą piłką."
- No w porządku, jeśli chcesz. Tylko, że my dużo wędrujemy, więc mam nadzieję, że dasz radę.
- "Nie martw się o to, jestem wytrzymały." - to mówiąc Noctowl wzleciał w górę, zatoczył koło i wylądował przede mną.
- Dobrze, w takim razie my już chyba będziemy ruszać w dalszą drogę. - oznajmiłem, starając się przy tym nie patrzeć na Clair. Mina dziewczyny oznaczała jedno: "Chcę nowego Pokemona." Cóż, wyglądało na to, że następne kilka dni wędrówki będzie wyjątkowo uciążliwe.
Pożegnaliśmy się więc ze Strażnikiem Pokemon, który podziękował nam za pozbycie się problemu i przy okazji stwierdził, że skoro Noctowl sam chce mi towarzyszyć, no i poza tym wcale go nie złapałem w PokeBalla, to ewentualnie może przymknąć oko, na to drobne znikniecie jednego z Poków z parku. Wyruszyliśmy więc w dalszą drogę do Bydgoszczy, a ja miałem nadzieję, że Clair nie wpadnie wkrótce do głowy jakiś głupi pomysł, związany z łapaniem nowych Pokemonów.
