52. Odwiedziny

— Długo jeszcze będziesz tutaj siedzieć? Jesteś na emigracji, czy co?

Igor, zniecierpliwiony, podniósł wzrok znad podręcznika Zaklęć i spojrzał srogo na młodszego brata, który zajrzał do jego pokoju.

— Ósmy raz mi przeszkadzasz — powiedział. — Tak się składa, że ja mam w tym roku egzaminy. I zamierzam je zdać!

— Ale...

— Później!

Aleksandr wzruszył ramionami i nic już nie powiedział. Nie kryjąc urazy, wycofał się na korytarz.

„Wreszcie trochę spokoju" — pomyślał Igor.

Pięć minut później drzwi do jego pokoju otworzyły się ponownie.

— A urokiem chcesz? — warknął Igor, nawet nie odrywając wzroku od książki.

— O, to by mogło być ciekawe — usłyszał. Ale głos nie należał do Aleksandra. Igor poderwał wzrok znad podręcznika i spojrzał w kierunku drzwi.

— Żenia! — wykrzyknął Igor ze zdumieniem. W progu stał jego najstarszy brat, opierając się o framugę. Wyglądał tak samo jak zawsze. Wysoki, uśmiechnięty, w kurtce ze smoczej skóry; tylko włosy miał dłuższe, sięgające ramion. — Kiedy przyjechałeś? — zapytał Igor, wstając, by uściskać brata.

— Przed chwilą ledwie. Sasza miał cię zawołać, ale... chyba coś mu przeszkodziło — dodał Jewgienij. — Miałem wpaść do rodziców z odwiedzinami później, ale pomyślałam, że jeżeli będę w ferie, to zastanę jeszcze ciebie i Aleksandra, nim wrócicie do szkoły. — Spojrzał na książki leżące na biurku Igora. — Widzę, że ostro wziąłeś się za naukę.

— Taaa, Berezowa strasznie nas ciśnie. Nie ona jedna zresztą — powiedział Igor, jednocześnie ze zdziwieniem zauważając, że dorównuje bratu wzrostem. A przecież Żenia był zawsze taki wysoki.

— Dasz radę. Egzaminy to nie koniec świata. Daj już spokój na dziś. Mama mówiła, że prawie cię nie widują. Masz ferie, człowieku, wrzuć trochę na luz.

— Mhm... — mruknął Igor bez przekonania. Wcale nie czuł się, jakby miał ferie. Nauczyciele też przeoczyli ten drobny fakt i zadali im wyjątkowo dużo roboty. Poza tym... naprawdę chciał zdać te egzaminy dobrze. Byle jaki wynik go nie zadowalał. Ale z drugiej strony – tak rzadko widywał brata... Igor machnął ręką książki – jedno popołudnie go nie zbawi – i razem z Jewgienijem zszedł na dół, do rodziny.