Mam uciążliwe wrażenie, że dziewczyny powoli mają dość mojego podłego humoru. Tym bardziej ich unikam. Dziś jest sobota a co za tym idzie, nie wyjdę na zajęcia. Czuję, że coś muszę ze sobą zrobić. Idę więc do Syriusza, z którym aktualnie mam najlepszy kontakt. On jedyny zdaje się kochać Jamesa równie mocno co ja i równie mocno za nim tęsknić.
Wchodzę nieśpiesznie po schodach. Echo moim kroków odbija się z lekkim plaśnięciem od ścian. Dormitorium Huncwotów jest na samej górze wieży, więc kiedy tam docieram, mój oddech jest nieco przyśpieszony.
Waham się tylko chwilę, po czym pukam delikatnie do drzwi. Uchyla mi je Remus. Chłopak wygląda kiepsko. Pod oczami ma ciemne cienie, a włosy lekko rozczochrane. Dodatkowo jego ciało jest przyozdobione śladami ostatniej pełni.
— Lily? — pyta zdziwiony, nieco zachrypniętym głosem.
Tłumaczę mu powód swojej wizyty a on jedną ręką przejeżdża po włosach a drugą daje mi znak, żebym weszła do środka.
Syriusz siedzi na podłodze, przed jedną ze ścian i odbija o nią piłkę, najprawdopodobniej tenisową. Wita mnie skinięciem głowy a ja odpowiadam mu krótkim „hej".
Siadam obok niego w pozycji płodowej i przez chwilę panuje między nami cisza. Petera nie ma w dormitorium, najpewniej właśnie spożywa śniadanie w Wielkiej Sali. Remus natomiast wyczuwając nasze ponure nastroje, wymyka się dyskretnie z pomieszczenia. Właściwie jestem mu za to wdzięczna, nie lubię ostatnio przebywać w czyimś towarzystwie i jedynie Syriusz stanowi wyjątek od tej reguły. On ma chyba podobne wrażenie, bo nigdy nie protestuje gdy siadam obok niego.
Czasami widzę w jego oczach delikatne wyrzuty sumienia, kiedy spogląda na Dorcas. Moja przyjaciółka przeżywa teraz ciężki okres, ale i ja sama zbyt wiele ostatnio przeszłam, by móc ją teraz pocieszać. To zadanie należy do Alicji i Anabell. Ze mną również próbowały rozmawiać, ale ja nie jestem jeszcze na to gotowa.
— Chyba w końcu musimy się z tym pogodzić — przerywa ciszę Syriusz.
Patrzę na niego nieco zaskoczona, jednak on wciąż uporczywie wpatruje się w ścianę.
— Odszedł i nic w najbliższym czasie nie wskazuje, żeby miał wrócić… Musimy to zaakceptować. On nie chciałby, żeby nasze życie wyglądało w ten sposób.
Wbrew temu co mówi jego głos jest taki… taki okrutnie pusty. Odwracam wzrok od jego niezaprzeczalnie przystojnej twarzy i patrzę na słońce, które świeci za oknem. Pogoda zdecydowanie się polepszyła i wcale mi się to nie podoba. Nienawidzę ciepła, odrzuca mnie. Odkąd pamiętam zawsze ciągnęło mnie do chłodu, deszczu. Zawsze preferowałam ciszę jaką przesiąknięta jest jesień, od szumu wiosny czy też upałów lata.
— Tak… Chyba masz rację — przyznaję w końcu niechętnie.
Patrzy na mnie zaskoczony, czyżby nie takiej odpowiedzi się spodziewał?
— Więc co proponujesz? — pyta wbijając we mnie spojrzenie swoich szarych niczym stal, oczu.
— Co masz na myśli?
— Jest weekend… Nie zniosę dłużej rutyny zamku. Wszystko jest tu takie szare i nudne. W dodatku widok Dorcas wywołuje we mnie wyrzuty sumienia. Wiem, że ona wciąż mnie kocha, ale z mojej strony to już koniec. Nie mogę być z osobą, której nie kocham, której nie pragnę. Żadne z nas nie mogłoby być szczęśliwym w tym związku… Wyjdźmy gdzieś…
— To znaczy gdzie? — pytam, powoli zaczynając przekonywać się do pomysłu ucieczki od szarości zamku.
— Z Jamesem często wymykaliśmy się ze szkoły. Zaczęło się jeszcze w piątej klasie. Nie mogliśmy się teleportować, ale Błędny Rycerz załatwiał sprawę. W Londynie mnóstwo jest mugolskich dyskotek. To dobry sposób, żeby nieco się rozerwać.
— Chcesz iść na wagary? — upewniam się
— Jakie wagary?! — Black oburza się komicznie. — Dziś nie ma zajęć. Uciekniemy jedynie ze szkoły…
— Normalnie nie zgodziłabym się na to, ale czuję, że jeśli zaraz się stąd nie wydostanę, to po prostu zwariuję.
— Świetnie, czyli nie jestem sam. — Uśmiecha się ze smutkiem, choć w jego oczach błyska coś na kształt złości. — Przygotuj się, zrób ze sobą co tam robią dziewczyny i o dziewiętnastej spotykamy się w Pokoju Wspólnym.
Niechętnie podnoszę się z podłogi i maszeruję do swojego dormitorium. Wycieczka po schodach, znów kosztuje mnie przyśpieszony oddech. Dziewczyn tu nie ma, musiały gdzieś iść. Staję przed lustrem w łazience i z jękiem ogarniam spojrzeniem swoją kosmetyczkę. Rzadko korzystam z tych wszystkich malowidełek i zazwyczaj kiepsko mi to wychodzi, jednak teraz nie mam wyjścia, tego wieczoru chce wyglądać pięknie. Nie, nie zapomniałam o Jamesie i właśnie w tym cały sęk. Jestem zmęczona, muszę odpocząć, a impreza i głośna muzyka wydają się ku temu świetną okazją.
Czerwona szminka na ustach, tusz na rzęsach, wysokie obcasy na nogach i delikatnie natapirowane włosy. Słowem, wyglądam jak chyba jeszcze nigdy. Czarna delikatnie błyszcząca, krótka sukienka załatwiła sprawę ubioru. Czuję się jak lalka barbie, ale chyba właśnie taki był cel.
Syriusz również wygląda dziś jak prawdziwy książę z bajki, choć może w nieco zdeprawowanej wersji.
Muzyka jest tak głośna, że dokonuje tego czego ja nie mogłam dokonać od niemal miesiąca, zagłusza moje myśli i sprawia, że oddaje jej się niemal całkowicie. Mugolskie imprezy nie różnią się prawie niczym, od tych organizowanych przez czarodziei. Jedyną różnicą jest to, że trzeba wypić nieco więcej alkoholu, by uderzył on do głowy.
Tej nocy to zadanie nie stanowi dla mnie większego problemu. Około trzeciej w nocy, jestem już tak pijana, że tylko cudem trzymam się na nogach. Mimo to, nie schodzę z parkietu. Syriusz jest w podobnej sytuacji, a może nawet gorszej, bo trzymam się jego koszuli, by nie zaliczyć upadku.
To trwa chwilę, dosłownie sekundę. Na moment nasze spojrzenia spotykają się i chwile później czuję delikatne wargi Syriusza na moich własnych. Nasze języki tańczą w ognistym tańcu, który z sekundy na sekundę staje się coraz gwałtowniejszy.
I w tamtym momencie nic już nie ma znaczenia. Ani James, ani moje przyjaciółki, ani siostra. Liczy się tylko ta chwila, moment, w którym czuję dłoń Syriusza we włosach. Otaczam go ramionami, czując, że nie jest wystarczająco blisko mnie. Potrzebuję go bliżej siebie i on zdaje się czuć to samo.
Syriusz całuje inaczej niż James. Nie wiem czy lepiej, czy też może gorzej. W tej chwili nie myślę o tym. Zamykam oczy i skupiam się na słodkim smaku jego warg, wiedząc, że jutro będę tego żałować.
