Lasair otworzyła powoli oczy i ujrzała nad sobą zielony baldachim. Usłyszała, że ktoś krząta się wokół niej i spojrzała na intruza, ale zobaczyła tylko Snape'a. Odetchnęła z ulgą, że był to Snape a nie inny Śmierciożerca, ale zaraz zorientowała się, że nie znała tego otoczenia. Poruszyła się niespokojnie na łóżku, co nie uszło uwadze nauczyciela.
- Leż spokojnie. Mocno oberwałaś – powiedział mężczyzna spokojnie, czytając etykiety na buteleczkach z eliksirami.
- Gdzie jestem? – Zapytała słabym głosem. Głowa pulsowała jej niewyobrażalnym bólem a ciało wydawało się płonąć.
- W komnatach Potter'a – odpowiedział Snape i odwrócił się do niej trzymając w dłoniach buteleczkę z niebieskim płynem. – Wypij to. Uśmierzy trochę ból.
- Gdzie on jest? – Zapytała cicho dziewczyna rozglądając się dookoła nieprzytomnie.
- Poszedł po twoją siostrę i Jona. Ukryje ich gdzieś aż nie wyzdrowieją – odpowiedział Snape. Uniósł trochę głowę dziewczyny i przyłożył jej odkorkowaną buteleczkę do ust. – Pij.
Brunetka wypiła posłusznie cały eliksir i skrzywiła się czując jego cierpki smak. Położyła się z powrotem i przymknęła oczy czując, jak ból stopniowo zaczyna maleć zastępowany przez mrowienie. – Powinnam do niego dołączyć.
- W twoim obecnym stanie byłabyś dla niego tylko przeszkodą.
- Wiem – dziewczyna uchyliła jedno oko i spojrzała na mężczyznę. – On kazał się panu mną zająć?
- Tak. A teraz śpij i nie waż się wstawać z łóżka bez mojego pozwolenia – odpowiedział zimnym głosem mężczyzna znów odwracając się do stoliczka z buteleczkami.
- Proszę mi powiedzieć, gdy wróci z moją siostrą – poprosiła jeszcze dziewczyna i zamknęła oczy zasypiając.
Severus niechętnie skinął głową i spojrzał z powrotem na buteleczkę w dłoni. Musiał przyznać, że nie spodziewał się po Potterze aż takich dobrych eliksirów a już w szczególności tak zaawansowanych. Ale dzięki temu był w stanie pomóc dziewczynie bardzo szybko i nie narażając jej na dalsze obrażenia. Jednak teraz bardziej martwił się o to, czy Jon i Katharine przeżyli i czy Potter nie wpadł prosto w łapska Czarnego Pana.
Rozejrzał się dookoła podziwiając iście ślizgońskim wystrój sypialni, gdy drzwi otwarły się na oścież a do środka wpadł srebrny jeleń.
-Jon jest w bardzo ciężkim stanie. Musi trafić do Munga. Czy będzie tam bezpieczny? Jeśli nie to musi pan jak najszybciej do mnie dołączyć. Patronus może pana teleportować, ale ma pan dwie minuty – zapytał Patronus głosem Harry'ego.
- W Mungu jest teraz zaledwie jeden Śmierciożerca, ale on nie ma jak się dowiedzieć o Ventusie. A nawet jeśli, to nie pójdzie z tym do Czarnego Pana – Severus zaczął nerwowo krążyć po pokoju zastanawiając się szybko. – Można go tam przetransportować.
Mężczyzna wyciągnął różdżkę zza pazuchy i wyczarował własnego Patronusa, który zaraz pomknął przez drzwi. Stan Lasair wciąż był na tyle niestabilny, że nie mógł jej zostawić samej bez opieki a wiedział od początku, że obrażenia Jona były na tyle poważne, że Harry sam sobie z nimi nie poradzi. Nie mógł mu pomóc, ale pierwszy raz miał nadzieję, że Śmierciożerca wyjdzie z tego cało.
Harry odesłał Jona przy pomocy skrzatów do Munga a samemu zajął się opatrywaniem Katharine. Na szczęście kobieta nie została potraktowana żadną klątwą tnącą ani niczym w tym rodzaju jednak i tak jej ciało było w bardzo złym stanie. Szatyn robił wszystko, co tylko mógł i po niemal trzech godzinach mógł z dumą stwierdzić, że zrobił wszystko, co tylko było możliwe w tej chwili. Podał jej jeszcze ostatnie eliksiry i wziął ostrożnie na ręce by przenieść ją z sali chorych do sypialni dla gości. Położył ją w łóżku i poprosił skrzaty, by umyły ją i przebrały w piżamę, gdy samemu udał się do swojej sypialni doprowadzić się do porządku.
Następnego dnia z samego ranka Severus zastał na szafce nocne w sypialni Potter'a krótką wiadomość od niego, w której pobieżnie opisał stan zdrowia Katharine oraz napisał, że zostanie z nią jeszcze przez kilka dni aż ta nie wróci na tyle do zdrowia, by mogła wrócić do Hogwartu. Poprosił również o dokładny opis stanu Lasair i informację o sytuacji w Hogwarcie, co też Snape zaraz uczynił i przesłał mu przy pomocy Stworka. Lasair czuła się coraz lepiej i coraz częściej chciała już opuścić te komnaty i spotkać się ze swoją siostrą, ale Potter kategorycznie zakazał Severusowi wypuszczania jej gdziekolwiek i nie interesowało go to, że dyrektor stawał na głowie spekulując, o co mogło chodzić. A fakt, że znaleziono dwa ciała śmierciożerców w Zakazanym Lesie, z czego jeden z nich został zabity Avadą nie poprawiała sytuacji.
Severus westchnął zmęczony już tą całą sytuacją. Tak naprawdę to wszystko zaczęło się już kompletnie sypać. Dyrektor dowiedział się już zarówno o tym, że Lasair i Katharine miały ostatnio jakiś incydent ze Śmierciożercami i powiązał z tym również Jona. Spowodowało to, że Acrux i Dan mieli bardzo utrudnioną teraz pracę a nie był pewny, czy Lasair i jej siostra będą mogły się jeszcze w ogóle pokazać w szkole, o Jonie już nie mówiąc.
- Masz jakieś informacje? – Zapytała Lasair wchodząc do sypialni.
- Trochę o twojej siostrze. Na szafce jest wiadomość – odpowiedział Snape nie zwracając już uwagi na jej nieformalne zachowanie. Dziewczyna powoli podeszła do łóżka i usiadła na nim sięgając po kartkę.
- Nie rozpisał się za bardzo – mruknęła dziewczyna przebiegając szybko wzrokiem po tekście.
- Jest zajęty utrzymywaniem twojej siostry przy życiu – warknął mężczyzna niezadowolony z przerwania mu spokoju. – Kładź się do łóżka i odpocznij trochę, jeśli nie chcesz by Potter mnie zabił.
- Uważasz, że mógłby to zrobić? – Zapytała żartobliwie dziewczyna wchodząc pod kołdrę.
- Patrząc na to, co zrobił z tamtymi dwoma Śmierciożercami, którzy cię ścigali to obawiam się, że mógłby nie być dla mnie tak łaskawy – odpowiedział Severus uspokajając się.
- Jemu na mnie nie zależy. On chce tylko pokonać Czarnego Pana i móc znów żyć normalnym życiem razem z Hermioną – odpowiedziała gorzko dziewczyna. Snape spojrzał na nią unosząc zdziwiony brew.
- Z Granger?
- Tak. Odkąd dowiedział się, że Weasley'owie go zdradzili nienawidzi ich. Ale Hermionę traktuje, jakby czuł do niej coś więcej. W końcu dla niej był gotów oddać urząd ministra w łapy Czarnego Pana. Nie sądzę, by to było bez znaczenia.
- Czyli jedyną osobą, która może mieć na niego wpływ jest Hermiona Granger? To ciekawe – Severus zamyślił się rozważając wszelkie możliwe użycia tej informacji.
- Nie tyle jej osoba, co raczej kwestia jej bezpieczeństwa. On zrobi wszystko by tylko ta wkurzająca kujonka była bezpieczna – sprostowała dziewczyna.
- Uważasz, że tylko kwestia jej bezpieczeństwa ma na niego wpływ? – Zapytał Severus ze złośliwym uśmieszkiem.
- A kogo by innego?
- No tak. Skoro chłopak czekał na ciebie kilka godzin w środku Zakazanego Lasu i zabił w twojej obronie dwójkę ludzi, po czym ruszył na pomoc twojej siostrze i przy okazji trzem idiotom to na pewno nic dla niego nie znaczysz – powiedział sarkastycznie Severus nie mogąc się powstrzymać. Mógł wytrzymać tych kilka tygodni, gdy ta dwójka idealnie udawała, że nie wiedzą jak bliscy sobie się stali, ale musiał im to w końcu uświadomić, bo mogło ich to zawieść w bardzo niebezpieczną stronę.
- Taa, jasne. On martwi się o mnie? Proszę cię. On po prostu nie chce stracić mojej wiedzy. Potrzebuje mnie, ponieważ wie, że ja mogę go nauczyć najwięcej i dlatego uratował mnie i moją siostrę. Wiedział, że w innym wypadku ja przestanę mu pomagać – odparła Lasair całkowicie pewna swojej racji. – A teraz wybacz, ale jestem zmęczona i chętnie położę się spać.
- Później obudzę cię, gdy będziesz musiała wypić lekarstwa – poinformował ją mężczyzna kierując się do drzwi.
- Dobrze.
Harry większość dnia spędzał przy rannej kobiecie opiekując się nią i pilnując, by jej rekonwalescencja przebiegała pomyślnie. Choć na początku przypuszczał, że jej wyleczenie w stopniu pozwalającym wrócić jej do Hogwartu zajmie ze dwa tygodnie to odkrył, że przelewając w nią powoli swoją moc leczył ją kilka razy szybciej i to bez efektów ubocznych. Obawiał się, że niektóre tkanki, które musiały się wykształcić na nowo mogą być zbyt słabe lub niestabilne jednak wszystko wyglądało nawet lepiej niż powinno. A to o wiele bardziej ułatwiało mu sprawę.
Ale komplikował ją fakt, że kobieta nie potrafiła być zbyt długo przytomna. Zazwyczaj wytrzymywała około pół godziny, po czym po prostu odpływała nagle. Harry znalazł odpowiedzialne za to uszkodzenie mózgu, ale jego naprawa pochłaniała znaczne ilości czasu i mocy szatyna, przez co reszta ciała była leczona nieco wolniej niż byłoby to możliwe.
- Skierko, podaj mi proszę tamten błękitny eliksir – poprosił Harry skrzatkę, która akurat miała przy nim dyżur. Skrzatka szybko przyniosła potrzebny chłopakowi eliksir i stanęła za jego krzesłem gotowa do dalszej pomocy. – Dziękuję bardzo. Może lepiej usiądziesz? Mamy przed sobą jeszcze kilka godzin.
- Skierka nie potrzebuje siedzieć, proszę pana – odpowiedziała cichutko skrzatka.
- Proszę cię, mów do mnie Harry. Nie lubię tego „proszę pana" – poprosił Harry zmęczonym głosem. Za każdym razem, gdy rozmawiał z jakimkolwiek skrzatem ich rozmowa dochodziła do tego samego punktu.
- Ale to panu nie przystoi, Harry Potter sir – odpowiedziała błyskawicznie Skierka.
- To rozkaz – westchnął chłopak. Nie chciał się posuwach do tego, ale nie miał innego wyjścia.
- Tak jest, mój pa… to znaczy Harry – odpowiedziała trochę niezadowolona istota.
- A moim drugim rozkazem jest byś sobie przyciągnęła krzesło i usiadła obok mnie.
Skierka zaraz popędziła po drugie krzesło i usiadła na nim obok szatyna trochę speszona tym wszystkim. – Czy Skierka nie może usiąść za panem?
- Nie. Wolałbym, byś siedziała obok mnie i przestała się zachowywać jakbym mógł cię zbić za samo spojrzenie na mnie – odparł chłopak odkorkowując eliksir. Wypił go duszkiem i skrzywił się czując obrzydliwie słodki smak w ustach.
- Dobrze, Harry. Skierka zrobi, co w jej mocy.
- Dziękuję. A czy mógłbym mieć do ciebie jeszcze kilka próśb?
- Oczywiście, Harry. Skierka jest tutaj by ci pomóc – odpowiedziała skrzatka schylając głowę.
- Potrzebowałbym nową listę wszystkich skrzatów, które służą Potter'om lub Black'om wraz z ich pełną listą umiejętności, zainteresowań i możliwości. Wiesz, jak najwięcej informacji o nich, jakie tylko uda ci się zdobyć. I nie pomijaj takich, jak co kto lubi jeść, dobrze? Potrzebuję wiedzieć o nich jak najwięcej. A gdyby udało ci się jeszcze zdobyć historię ich życia to byłoby cudownie – powiedział chłopka odwracając się do skrzatki. – Jesteś w stanie to dla mnie zrobić?
- Oczywiście.
- To dobrze. Dzisiaj jest piątek, tak?
- Tak.
- Zdążysz do poniedziałku? Jeśli chcesz to możesz wziąć jeszcze kilka skrzatów do pomocy.
- Nie trzeba. Skierka sobie poradzi, Harry – odpowiedziała skrzatka znów schylając głowę.
- Dobrze. To możesz się zająć tym od razu a wszystkie swoje obowiązki oddaj komuś innemu i przyślij mi tutaj kogoś do pomocy.
- Tak jest.
Skrzatka zeskoczyła z krzesła i popędziła od razu zająć się spisem a zaledwie minutę później do sypialni wszedł inny skrzat i ustawił się za krzesłem Harry'ego. Szatyn westchnął i dał skrzatowi takie same rozkazy jak Skierce i ten zaraz też siedział obok niego niezbyt z tego zadowolony.
- Cholera, już jest niedziela a przerwa świąteczna się zaczyna jutro. Gdzie on jest? – Fuknęła Lasair odkładając książkę na swoje kolana. Siedziała właśnie na kanapie w salonie Potter'a z nogami wyłożonymi na niski stolik i kocem narzuconym na kolana. Snape siedział przy kominku w fotelu poprawiając kolejne wypracowania semestralne uczniów.
- Gdybym wiedział, to nie siedziałbym teraz tutaj. Mam wystarczająco dużo pracy z uczniami i dyrektorem a niańczenie ciebie nie jest moją ulubioną formą spędzania wolnego czasu – odparł Snape nie podnosząc nawet głowy znad wypracowania.
- To, po co w takim razie tutaj siedzisz? Nie potrzebuję twojej opieki.
- Potter kazał mi się tobą zająć, więc to robię – odpowiedział błyskawicznie mężczyzna. Lasair zmarszczyła brwi nie mogąc pojąć jak on mógł się od tak słuchać Potter'a.
- Od kiedy to słuchasz się jego poleceń?
- Rozmawialiśmy już o tym.
- Instynkt samozachowawczy? – Upewniła się dziewczyna.
- Niestety.
- Uh. Mógłby wreszcie wrócić. Martwię się o Kat – westchnęła brunetka odchylając głowę do tyłu. Nagle Stworek aportował się przed nią z cichym trzaskiem i skłonił się jej nisko, niemal do ziemi.
- Panienko Blodwen, panicz Harry przesyła dla panienki wiadomość – powiedział skrzat podając dziewczynie złożoną w pół karteczkę. Lasair wzięła ją zaskoczona i spojrzała na postrzępiony kawałek pergaminu z jej imieniem wypisanym na wierzchu.
- Możesz odejść – rzekła dziewczyna rzucając skrzatowi przelotne spojrzenie. Ten ukłonił się jej jeszcze raz i strzelił palcami teleportując się.
- Powinnaś mu podziękować. Potter w ten sposób stara się go ucywilizować – mruknął Severus stawiając właśnie soczyste „Troll" czerwonym atramentem u dołu zwoju pergaminu.
- To niech tak dalej robi. Ja nie mam zamiaru dziękować żadnym skrzatom – odrzekła brunetka.
Rozłożyła kartę i zaczęła szybko czytać krótki liścik, w którym Harry w ogólnym skrócie wyjaśniał, że Katharine była już w większości wyleczona, a jeszcze dzisiejszego wieczoru wróci z nią do zamku. Prosił Lasair o pozostania w jego komnatach aż do jego powrotu wyjaśniając, że musiał z nią jeszcze porozmawiać zanim spotka się z dyrektorem by załagodzić tą całą sytuację.
Dziewczyna uniosła głowę i spojrzała na Severusa jednak ten zdawał się wciąż być pochłonięty sprawdzaniem prac uczniowskich. – Nie interesuję cię, co napisał?
- Napisał to do ciebie. Gdyby to było coś ważnego zapewne napisałby do mnie – odparł spokojnie Severus. Lasair skrzywiła się na tą jawną obelgę jednak nie miała ochoty teraz na kłótnię.
- Wraca dzisiaj wieczorem. Prosił, bym na niego zaczekała, bo chce ze mną porozmawiać zanim spotka się ze starcem. Nie wiem, co on kombinuje, ale mam nadzieję, że w ciągu tych kilku dni zdołał wymyślić odpowiednią wymówkę by staruch w nią uwierzył – powiedziała brunetka sięgając po książkę.
- W takim razie ja też na niego zaczekam. Chciałbym poznać jego genialne rozwiązanie.
- Oby faktycznie było takie genialne.
Harry zapukał do sypialni Katharine i wszedł do środka słysząc odpowiedź. Kobieta siedziała na łóżku zakładając buty gotowa do powrotu do zamku. Szatyn usiadł naprzeciwko niej na krześle patrząc w milczeniu na starszą od niego kobietę.
- Wszystkie potrzebne eliksiry mam w zamku. Mam nadzieję, że wystarczą do końca twojej rekonwalescencji – powiedział szatyn spokojnym głosem.
- Potrzebuję około pięciu dawek, nie więcej. Twoje zaklęcia pomogły nad wyraz dobrze – odpowiedziała kobieta wstając z łóżka.
- Cieszę się. Twoja siostra by mnie zabiła gdybym nie zrobił wszystkiego, co w mojej mocy.
- Wątpię. Za bardzo jej życie zależy od twojego.
Wyszli razem z sypialni i skierowali się na dziedziniec, z którego mogli się spokojnie teleportować do szkoły. Jednak nim zdążyli do niego dotrzeć drogę zagrodziła im zdyszana skrzatka unosząc za sobą kilka pudeł ze zwojami pergaminów.
- Harry, mam gotowe informacje o skrzatach – wydyszała Skierka kłaniając się szybko.
- Dziękuję ci bardzo, Skierko, ale nie musiałaś się tak śpieszyć. Mówiłem przecież, że jak będą na jutro to w zupełności wystarczy – powiedział Harry klękając obok niej. Poklepał ją delikatnie po ramieniu uśmiechając się do niej ciepło.
- Jutro miałabym trudności z dostarczeniem tego do zamku. Lepiej zrobić coś wcześniej niż później – odpowiedziała skrzatka stawiając przed szatynem trzy pudła.
- Prawda, ale następnym razem powiedź mi po prostu o tym a nie zamęczaj się tak, dobrze? Nie chcę pewnego dnia znaleźć twojego zimnego ciała, bo nie chciałaś sprawiać problemów – poprosił Harry wstając z ziemi. Uniósł pudła do góry, które zawisły obok niego w powietrzu.
- Dobrze, Harry – skierka ukłoniła się ponownie i odeszła powoli w jeden z bocznych korytarzy.
- Co to za zwoje? – Zainteresowała się Katharine zaglądając do jednego z pudeł.
- Moje zajęcie na święta – odpowiedział Harry i ruszył dalej na dziedziniec.
Tam ustawił się na środku skąd mógł się teleportować i podał kobiecie rękę jednocześnie zmniejszając pudła do rozmiarów kości do gry i schował je do kieszeni. Ta chwyciła go mocno za przedramię i skinęła głową dając do zrozumienia, że jest gotowa do drogi. Harry zamknął oczy i skupił się mocno na miejscu docelowym, po czym okręcił się w bok teleportując się z trzaskiem.
Wylądowali na zaśnieżonej polance w samym sercu Zakazanego Lasu, kilka kilometrów od granicy zaklęć ochronnych zamku. Ponieważ Harry nie był pewny, czy dyrektor nie zwiększył zasięgu ochrony wolał nie ryzykować i aportować się kilka kilometrów dalej niż natknąć się na aurorów czekających tylko by go złapać i aresztować. Spojrzał na Katharinę, która rozglądała się dookoła czujnie i stanął przed nią.
- Mamy teraz kilka kilometrów drogi przed nami a potem kilka minut teleportacji do mnie. Wolisz się tam teleportować od razu czy masz ochotę na odrobinę spaceru? – Zapytał Harry.
- Obawiam się, że dyrektor mógł na tyle wzmocnić zaklęcia ochronne, że jeśli będziemy próbować teleportować się przez nie to te po prostu nas przechwycą i wylądujemy na środku jego gabinetu. Najlepiej będzie, jak pokonamy je na nogach a już wewnątrz nich spróbujemy się teleportować – odpowiedziała kobieta po chwili namysłu.
- Dobrze. W takim razie nie ruszaj się przez chwilę.
- Co? Nie, czekaj… - Harry pokonał szybko dzielącą ich odległość i wziął ją na ręce podobnie jak ostatnio zrobił to z Lasair i Hermioną. Poprawił ją sobie w ramionach i uśmiechnął się lekko widząc rumieniec wypełzający na jej policzki.
- Obejmij mnie za szyję. Tak będzie ci wygodniej – Kat objęła go nieśmiało za szyję i oparła głowę na jego ramieniu.
- Moja siostra cię zabije – wyszeptała mu do ucha.
- Tak czy tak to zrobi. A teraz trzymaj się mocno i pod żadnym pozorem nie puszczaj.
Kobieta wzmocniła swój uścisk na jego szyi i Harry wystartował szybko, odbijając się z całej siły od podłoża. Gnał ile sił w nogach po zamarzniętej ziemi, sztywnych gałęziach i ośnieżonych czubkach koron drzew aż w końcu nie dotarli na skraj zaklęć ochronnych szkoły. Harry przekroczył je spokojnie i zatrzymał się kilkaset metrów od skraju lasu. Skupił się na swoim salonie i teleportował się w rozbłysku fioletowego światła.
Lasair zaczynała już przysypiać na kanapie, gdy usłyszała głośny trzask a przed nią pojawił się Harry trzymający na rękach jej starszą siostrę. Dziewczyna poderwała się szybko z siedziska i podbiegła do nich. Harry odstawił ostrożnie Katharine na ziemię a Lasair zaraz rzuciła jej się na szyję przytulając ją mocno. Kobieta odwzajemniła jej uścisk a Harry podszedł do Snape'a siedzącego wciąż przy kominku.
- Dziękuję bardzo za pomoc – powiedział podając mężczyźnie dłoń. Ten uścisnął ja krótko i spojrzał na przytulające się siostry.
- Co z nią?
- Ma jeszcze lekkie uszkodzenia mózgu jednak nie jest to ani coś poważnego ani nieuleczalnego. Kilka dawek wywaru z krwi druzgotka powinno załatwić sprawę do końca – odpowiedział chłopka. – A co z Lasair?
- Wszystko już z nią w porządku, choć nie powinna się przemęczać jeszcze przez jakiś czas.
- Dobrze. Dopilnuję, by nie przesadzała przez święta.
- Potter – odezwała się Lasair, gdy puściła już swoją siostrę. – Jaki jest ten twój genialny plan?
- Nie ma, za co. Uratowanie twojej siostry i jej leczenie to była dla mnie czysta przyjemność – odpowiedział zgryźliwie Harry.
- Tak, tak. Później będzie na to czas – Lasair machnęła ręką jakby odganiała od siebie ten problem. – A teraz z łaski swojej wyjaśnisz nam, co ci się znowu uroiło pod tą czarną kupą słomy?
- Powiem dyrektorowi, że wasi rodzice zostali porwani i wy we dwie wraz z Jonem, który o wszystkim dowiedział się przypadkiem, wyruszyliście im na pomoc a przez ostatnie kilka dni ukrywałem ich w bezpiecznym miejscu. A na dowód dostanie wasze sztuczne wspomnienia.
